Pokazywanie postów oznaczonych etykietą akcja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą akcja. Pokaż wszystkie posty
sobota, 21 marca 2015
poniedziałek, 3 listopada 2014
Dziedzic Zaklinaczy - Cinda Williams Chima
Tytuł: Dziedzic Zaklinaczy
Seria: Kroniki Dziedziców
Tom: 4
Autor: Cinda Williams Chima
Wydawnictwo: Galeria Książki
Liczba stron: 528
Ocena: 5/6
środa, 11 czerwca 2014
Miłość i medycyna (sądowa) - Alessia Gazzola
Tytuł: Miłość i medycyna (sądowa)
Autor: Alessia Gazzola
Wydawnictwo: Jaguar
Liczba stron: ???
Ocena: 5/6
środa, 14 maja 2014
Takeshi. Cień Śmierci – Maja Lidia Kossakowska
Tytuł: Takeshi. Cień Śmierci
Autor: Maja Lidia Kossakowska
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Liczba stron: 460
Ocena: 5/6
sobota, 26 kwietnia 2014
poniedziałek, 21 kwietnia 2014
sobota, 8 marca 2014
GONE: Zniknęli. Faza czwarta: Plaga - Michael Grant
Tytuł: GONE: Zniknęli. Faza czwarta: Plaga
Autor: Michael Grant
Seria: GONE: Zniknęli
Wydawca: Jaguar
Ilość stron: 525
Ocena: -5/6
poniedziałek, 3 lutego 2014
poniedziałek, 27 stycznia 2014
Lalkarz: Zjednoczenie - Katarzyna Lisowska
Tytuł: Lalkarz: Zjednoczenie
Autor: Katarzyna Lisowska
Wydawca: Kotori
Ilość stron: 364
Ocena: 6/6
niedziela, 22 grudnia 2013
wtorek, 17 grudnia 2013
Dziedzictwo - C.J. Daugherty
Tytuł: Dziedzictwo
Autor: C.J. Daugherty
Wydawca: Otwarte/MoonDrive
Ilość stron: 440 (?)
Ocena: 5-/6
środa, 11 grudnia 2013
Dziewięć żyć Chloe King. Uprowadzona - Liz Braswell
Tytuł: Dziewięć żyć Chloe King. Uprowadzona
Autor: Liz Braswell
Wydawca: Filia
Ilość stron: 280
Ocena: 5-/6
Tagi:
akcja,
Chloe King,
Dziewięć żyć Chloe King,
Egipt,
Filia,
koty,
Liz Braswell,
mitologia,
romans,
trójkąt miłosny,
Upadła,
Uprowadzona
poniedziałek, 25 listopada 2013
Kuroshitsuji vol. 13 - Yana Toboso
Tytuł: Kuroshitsuji vol. 13
Autor:Yana Toboso
Wydawca: Waneko
Ilość stron: 194
Ocena: 6-/6
Dramatyczna sytuacja na pokładzie
liniowca powoli się uspokaja. Ludzie, a przynajmniej ci, którym
udało się przeżyć, wydostali się ze śmiertelnej pułapki
wewnątrz statku i teraz, mając nadzieję na pomoc, rozsiadają się
w szalupach ratunkowych. Niestety dla Ciela to nie koniec zadania,
gdyż do jego obowiązków należy dokopanie się do samego serca
całej tej masakry. Mając pewność, że Lizzie i Snake znajdują
się w dobrych rękach powraca do wypełniania swoich obowiązków.
Tak się jednak składa, że to nie koniec atrakcji, gdyż na scenie
pojawia się Undertaker, który ujawnia kilka ze swoich niewątpliwie
licznych tajemnic. Któż spodziewałby się takiego obrotu spraw? I
nagle sytuacja znowu się zaognia, zaś niebezpieczeństwo kolejny
raz staje się naprawdę poważne i nieuniknione. Dla naszego młodego
hrabiego i jego demonicznego kamerdynera taniec śmierci trwa nadal.
Trzynasty tom Kuroshitsuji to
nie akcja, ale przede wszystkim trzy naprawdę istotne i interesujące
rewelacje, o których nie sposób nie wspomnieć, jako że razem
tworzą całą fabułę tej części serii. Na samym początku
autorka pozwala czytelnikowi na wgląd w psychikę oraz elementy
przeszłości Elizabeth, która przecież zaskoczyła nas pod koniec
poprzedniego tomu. Uciążliwa, słodka do zemdlenia i wiecznie
uśmiechnięta „mała dziewczynka” okazuje się nie tylko
utalentowana w dziedzinie szermierki. Ot, to zaledwie wierzchołek
góry lodowej. Lizzie ma, bowiem swoje powodu by zachowywać się jak
niewinne, słabe dziecko. Wszystkie podejmowane przez nią decyzje
mają za zadanie pomoc Cielowi i idealne dopasowanie się do niego,
nawet jeśli oznacza to, iż pannica utknie na zawsze w „ciele”
dziewczynki. Podejrzewam, że po tym tomie nigdy już nie spojrzę na
Elizabeth tak samo, jako że jej obraz naprawdę uległ ogromnej
zmianie. To co dawniej irytowało, teraz nabrało sensu.
Niemniej jednak, prawdziwa twarz Lizzie
to niewielkie zaskoczenie w porównaniu z tym, co szykuje dla nas
Undertaker. Zawsze dziwaczny, trochę niepokojący i zakrawający na
niegroźnego szaleńca przydatny człowieczek, okazuje się kimś
zupełnie innym. Różnica między osobą, za którą mieliśmy go do
tej pory, a jego prawdziwym obliczem jest kuriozalna. Czy można było
się tego domyślić? Nie sądzę! Naprawdę trudno jest pisać o nim
z jednoczesnym zachowaniem tajemnicy, by nie psuć lektury osobom,
które jeszcze z tym tomem nie miały do czynienia. Zdradzę jednak,
iż w tym tomie mamy okazję „zajrzeć pod grzywkę” naszego
ekscentryka, a jest na co popatrzeć!
I w końcu, ostatnia ciekawostka tego
tomu, czyli kolejne elementy wspólnej przeszłości Sebastiana i
Ciela zostają ujawnione! Wprawdzie w sposób niecodzienny, trochę
niepokojący i zapewne w najmniej odpowiednim momencie, ale przecież
śmierć nie umawia się na wizytę z miesięcznym czy przynajmniej
tygodniowym wyprzedzeniem. Czytelnik wie już doskonale, w jaki
sposób młody Phantomhive wyrwał się z krwawej matni, w jakich
okolicznościach po raz pierwszy zetknął się z Sebastianem. Teraz
za to mamy okazję obserwować pierwsze kroki demonicznego
kamerdynera w jego nowej roli, pierwsze wpadki, otrzymywane
napomnienia, bury i spięcia na relacji pan-sługa. Bardzo
interesujący jest również fakt, iż poznajemy niektóre opinie
naszego demona na temat jego nowego pana. Sebastian z pewnością nie
miał łatwego startu, kiedy ze wszystkich zabiedzonych i
skrzywdzonych dzieci trafił akurat na Ciela. W tej sytuacji pojawia
się pytanie. Jak można zakończyć tom w takim momencie?! To
niehumanitarne!
W jaki sposób można więc podsumować
trzynasty tom mangi Kuroshitsuji? Fantastyczny, zaskakujący i
nieludzko zakończony! I jak tu wytrzymać do grudnia?!
wtorek, 19 listopada 2013
Toksyna - Jus Accardo
Tytuł: Toksyna
Autor: Jus Accardo
Wydawca: Dreams
Ilość stron: 416
Ocena: 5-/6
Kiedy w grę wchodzi ludzkie życie
handel wymienny to czasami jedyny, choć nie najlepszy sposób na
rozwiązanie problemu. Deznee Cross dowiaduje się o tym w najmniej
odpowiednim momencie. Uzależniona od adrenaliny, nieposłuszna i
pijana nie tylko miłością dziewczyna podejmuje ryzykowne wyzwanie
wspięcia się na szczyt pokaźnego dźwigu. Wytrwałość, ośli
upór i niezachwiana pewność siebie pozwalają jej dotrzeć do
celu, gdzie czeka na nią słodka nagroda – ukochany mężczyzna,
Kale. I wtedy właśnie wszechświat upomina się o spłatę długu.
Na samym szczycie dźwigu okazuje się, że życie Kale'a kosztowało
Dez jej zdolność fizycznego kontaktu z chłopakiem i teraz ból
jest tak przejmujący, że dziewczyna ostatecznie traci równowagę.
Przed niechybną śmiercią w wyniku upadku z wysokości ratuje ją
Alex – zdrajca, niedoszły zabójca, były chłopak. To także on
pomaga Dez wymknąć się dwóm psom gończym Denazen, kiedy ta
nieroztropnie pakuje się w kłopoty. Niestety wysłani w pogoń za
nią bliźniacy posiadają niecodzienne zdolności, a tym samym za
ich sprawą po ciele Deznee zaczyna rozchodzić się śmiercionośna
trucizna. Jakby mało było problemów, w chwili, gdy Dez jest
zmuszona trzymać się z daleka od swojego ukochanego, na horyzoncie
pojawia się atrakcyjna dziewczyna, która może dotykać Kale'a nie
tracąc życia.
Dotyk ukazał
czytelnikowi rozkwit uczucia między dwójką bohaterów, których
losy w taki czy inny sposób były ze sobą splecione, zaś Toksyna
jako drugi tom serii Denazen nie tylko zmusza zakochanych do
pokonywania przeciwności losu, ale również kładzie ogromny nacisk
na zazdrość, której nie sposób uniknąć w żadnym związku. To
właśnie to niewątpliwie wyniszczające, obezwładniające uczucie
stanowi emocjonalny trzon tej części powieści. Na uwagę zasługuje
fakt, iż Jus Accardo nie przedstawia zazdrości jako bariery, która
stanowi przeszkodę na drodze do szczęścia bohaterów, ani jako
niewybaczalnego braku zaufania względem drugiej osoby. W Toksynie
uczucie to jest w pełni akceptowane, choć na dłuższą metę
niebezpieczne w skutkach i nie da się ukryć, że ma dwa niezwykle
interesujące oblicza. Ot, z jednej strony przypomina walkę dwóch
pokaźnych kogutów o kwokę, zaś z drugiej starcie dwóch
zawziętych kwok o koguta. Podejrzewam, że czytelnicy, którzy mają
już za sobą ten tom serii przychylą się do tego porównania, zaś
cała reszta może przekonać się o jego trafności sięgając po
Toksynę.
Podobnie jak miało to miejsce przy
okazji pierwszej części, tak także i tym razem na uwagę zasługuje
fakt widocznej i wyczuwalnej niewinności Kale'a. Chłopak będący
śmiercionośną bronią, który ma na swoim koncie dziesiątki
ludzkich żyć, w pełni uświadomiony seksualnie przez swoją
dziewczynę bezustannie stanowi chodzące duże dziecko, które
dopiero uczy się zasad rządzących światem. Kale bez wątpienia
jest stuprocentowym mężczyzną, a jednak jest również nieporadny,
niemal boleśnie szczery, bardzo ekspresyjny i wręcz słodki. To
naprawdę godne podziwu, że autorka zdołała połączyć w sobie te
dwa skrajnie różne oblicza w ciele jednej osoby. Tym bardziej, że,
jak zauważa Dez, dla chłopaka świat pozbawiony jest odcieni
szarości, istnieje tylko czerń i biel. Jaki w takim razie jest sam
Kale skoro potrafi bez mrugnięcia okiem zabić człowieka, a zaraz
potem z właściwą sobie prostolinijnością troszczyć się o swoją
ukochaną?
Muszę przyznać, że w tym tomie z
rozkoszą widziałabym więcej ojca głównej bohaterki, jako że
jest on człowiekiem niezwykle interesującym ze względu na swoją
oziębłość, bezwzględność, jak również swoistą subtelność
wykonywanych ruchów. Można powiedzieć, iż Toksyna jest
jego szachownicą, zaś bohaterowie pionkami, których ruchy
przewiduje, bądź jest o nich informowany. W tym tomie posługując
się dwójką Szóstek zagania niewygodne oraz pożądane osoby w
kozi róg, bezustannie trzyma rękę na pulsie, bawi się sytuacją i
innymi ludźmi. Za przykład może posłużyć fakt, iż w pełen
finezji sposób posługuje się „ludzką trucizną”, na którą
istnieje tylko jedno, równie „ludzkie” antidotum i bezustannie
ma Szóstki za narzędzia czy zwierzęta. Tym samym jego osoba jest
pełna pewnego niezrozumiałego czaru, a jednocześnie wzbudza
nienawiść, więc nic dziwnego, że trochę mi go mało.
Jeśli zaś chodzi o akcję Toksyny
to jest ona niewątpliwie ściśle powiązana z charakterem głównej
bohaterki. Dez jest dziewczyną, która ceni sobie dobrą zabawę z
odrobiną dreszczyku emocji, nie potrafi usiedzieć w jednym miejscu,
nie słucha dobrych rad i rozkazów. Nic więc dziwnego, że
wszystkie dramaty i problemy tego tomu biorą swój początek właśnie
z nieposłuszeństwa i imprez, na których dziewczyna jest obecna.
Jest więc oczywiste, iż powieść obraca się w głównej mierze
wokół szaleństwa i jego konsekwencji. Tym samym, szare myszki mogą
czuć się nieswojo, ale osoby pełne życia na pewno odnajdą się w
świecie Dez, gdzie zasady są po to by je łamać.
I tak, w Dotyku nasi bohaterowie
szukali swojego miejsca w poplątanej rzeczywistości, kiedy ich
świat obrócił się o 180o, a tym samym tom pełen był
aktywności fizycznej, czystego ruchu. Toksyna jest z kolei
przesiąknięta uczuciami, które w znacznym stopniu wychodzą na
pierwszy plan. Historia przypomina tym samym kwiat, którego zapachem
i kolorem są emocje, środkiem jest hotel Ginger, zaś płatki
stanowią pojedyncze imprezy i inne wydarzenia. Obie części różnią
się więc od siebie, ale także dopełniają. Tym bardziej, że w
ramach bonusu autorka dorzuciła nam scenę widzianą z perspektywy
Kale'a, a to niemal wymusza zadowolone mruczenie.
sobota, 2 listopada 2013
Pandora Hearts vol. 6 - Jun Mochizuki
Tytuł: Pandora Hearts vol. 6
Autor: Jun Mochizuki
Wydawca: Waneko
Ilość stron: 182
Ocena: 6/6
Vincent Nightray pokazał, co sądzi o
ludziach, kiedy zmusił Breaka do dokonania absurdalnego wyboru
pomiędzy osłabioną trucizną panienką Sharon, a samolubnym
pragnieniem poznania tajemnic tragedii w Sablier. Po raz kolejny
udowodnił na co go stać, gdy postanowił rozkoszować się widokiem
zdruzgotania na twarzy Breaka po śmierci dziewczyny, która nie
miałaby szans na przeżycie, gdyby nie prostoduszna Echo. To dzięki
niej Sharon dochodzi teraz do siebie pod okiem swojego wiernego,
ekscentrycznego towarzysza. Tym czasem niepoprawny Oskar Vessalius
pakuje Oza oraz Gilberta w kłopoty, zmuszając ich do włamania się
do budynku Akademii Lutwidge, gdzie aktualnie kształci się Ada –
słodka siostra Oza, której chłopak nie miał okazji zobaczyć
odkąd powrócił z Otchłani. Powód całej tej afery jest banalnie
prosty, tak się składa, że dziewczyna zakochała się w pewnym
chłopcu, o którym jej wuj nie wie zupełnie nic i to wystarcza by
doprowadzić Oskara do pasji. Nikt nie mógł jednak przewidzieć
tego, że w Akademii pojawią się także inni nieproszeni goście,
którzy pragną położyć swoje łapska na Ozie.
Ostatnio naprawdę wiele się działo,
toteż w szósty tom Pandora Hearts wkrada się zbawienny i
jakże niezbędny humor, który pozwala czytelnikowi odetchnąć po
pierwszej porcji powagi i emocji, jak również zebrać siły przed
kolejnymi kłopotami, jakie czekają na naszych bohaterów. Właśnie
z tego powodu kolejny tom tej zachwycającej mangi przywodzić może
na myśl kremówkę składającą się z dwóch warstw ciasta
zamykających między sobą lekki, słodki środek. Nie ulega, bowiem
wątpliwości, że wujaszek Oskar potrafi zapewnić niebanalną
rozrywkę i skutecznie odciągnąć myśli od wszelkich poważnych
kwestii. Zresztą, stary, brodaty cap w szkolnym mundurku to na pewno
niecodzienny widok. Nie sposób zapomnieć także o żądzy mordu u
starszego i młodszego Vessaliusa, kiedy w grę wchodzą uczucia
słodkiej, niewinnej Ady. Biedny Gil staje się zwierzyną łowną z
powodu jednego rumieńca dziewczyny i jej niepewnego spojrzenia. Ups?
I w końcu, chociaż pełne niepewności i strachu, ponowne spotkanie
Oza i Ady rozgrzewa serce i wywołuje uśmiech.
Nie sposób jednak zaprzeczyć, iż
lwia część tego tomu skupia się na tematach niezwykle poważnych,
chociaż dotyczących wybranych jednostek. Już na początku mamy
okazję ujrzeć szlachetniejsze oblicze Breaka, który nie zastanawia
się dwa razy, ale poświęca swoje pragnienia na rzecz ratowania
swojej towarzyszki. Nie należy on może do najszczerszych osób, ale
nie ulega wątpliwości, że zależy mu na Sharon. Zresztą, z
wzajemnością, gdyż także ona jasno daje innym do zrozumienia, jak
istotny jest dla niej Xerxes i jego dążenia. Oczywista staje się
również bezwzględność Vincenta, który mimo słodkiego,
niewinnego uśmiechu jest wilkiem w owczej skórze. Nic więc
dziwnego, że jego miłość do brata wydaje się uczuciem człowieka
obłąkanego i niebezpiecznego. I oto, zaledwie na początku tomu,
pojawia się pierwsza warstwa ciasta na naszej kremówce.
Jeśli zaś chodzi o podstawę tego
ciastka to stanowią ją nie wydarzenia tego tomu, ale temat kłótni
między Ozem, a świeżo poznanym Elliotem. Przyznaję, że zawsze
wyznawałam punkt widzenia młodego Vessaliusa, który uważa za
szlachetne oddanie życia za innych, poświęcenie się dla dobra
bliskich sobie osób. Tymczasem Elliot swoimi poglądami ukazuje
zupełnie inne oblicze tego rodzaju bohaterstwa. Śmierć jest,
bowiem łatwiejsza i mniej bolesna, niż życie ze świadomością
utraty kogoś bliskiego, ona stanowi upragniony koniec, podczas gdy
to osoby pozostawione na tym świecie zmuszone będą do dalszej
samotnej walki. To właśnie ten sposób patrzenia na świat oraz
szczera bezpośredniość, z jaką młody Nightray wbija swoje racje
do głowy chłopaka, otwierają mu oczy, docierają do serca i
pomagają w wykonaniu pierwszego kroku ku nowemu, odważniejszemu
życiu.
I tym oto sposobem docieramy do
podsumowania kolejnego już tomu mangi Pandora Hearts,
która nie traci na efektowności, rozwoju akcji, jak również na
przekazie, jaki ze sobą niesie. Czytelnik w dalszym ciągu otoczony
jest tajemnicami i chociaż poznaje coraz lepiej przeszłość i
wnętrze bohaterów, to nadal jest błądzącym w ciemności
dzieckiem. Wewnętrzne dylematy i troski postaci nierzadko do nas
przemawiają, zmuszają do zatrzymania się i zastanowienia nad
pewnymi sprawami, a przecież historia niezmiennie i wytrwale rwie do
przodu wciągając nas coraz bardziej. Tej mangi nigdy nie ma się
dosyć.
środa, 30 października 2013
Kuroshitsuji vol. 12 - Yana Toboso
Tytuł: Kuroshitsuji vol. 12
Autor:Yana Toboso
Wydawca: Waneko
Ilość stron: 194
Ocena: 5/6
Kiedy ożywiony przez Elitę Jutrzenki
trup młodej kobiety zaczyna zabijać niewinnych, naiwnych ludzi, do
akcji wkracza Ronald Knox – przesadnie entuzjastyczny Mroczny
Żniwiarz. Jakkolwiek pomocny, jest także niezwykle uciążliwy, co
zmusza Sebastiana i Ciela do rozdzielenia się. Niestety dochodzi do
tego w możliwie najgorszym momencie, gdyż młody hrabia z pewnością
potrzebuje swojego utalentowanego kamerdynera. Tak się mianowicie
składa, że pokład Campanii pełen jest żądnych krwi,
bezrozumnych bestii, które już rozpoczęły swoją masakryczną
ucztę w przerażającym tempie zabijając pasażerów oraz załogę
statku. Szalony eksperyment wymknął się całkowicie spod kontroli
i teraz Ciel Phantomhive ma pełne ręce roboty dokładając
wszelkich starań by ocalić nie tylko swoje życie, ale także swoją
słodką narzeczoną. To jednak nie koniec atrakcji, jako że
Campania płynie prosto na górę lodową, zaś na pokładzie pojawia
się największa zmora Sebastiana.
O ile tom poprzedni był zaledwie
przystawką dla fanów krwawych akcji z udziałem zombie, o tyle ten
jest już daniem głównym, gdyż rubinowa posoka zalewa pokład
statku, a ludzie umierają w męczarniach pożerani przez bezmyślne
ożywione zwłoki. Naturalnie także zombie są licznie eliminowane
przez garstkę co lepiej wyszkolonych jednostek, do których z
pewnością warto zaliczyć naszego kamerdynera. Albowiem trafi nam
się także okazja by rzucić okiem na istny taniec śmierci w
wykonaniu Sebastiana. Prawdę mówiąc, dwunasty tom Kuroshitsuji
należy chyba do najbardziej krwawych spośród wszystkich dotychczas
wydanych, jako że tym razem wszelka brutalność nie wynika z
szaleństwa, lojalności czy wdzięczności, jak miało to miejsce
wcześniej, ale z czystej bezmyślności, której nie sposób nawet
nazwać instynktem. Ta część serii naprawdę wymownie oddaje
istotę istnienia zombie.
Nie ma wątpliwości, iż przy okazji
tworzenia tego tomu Yana Toboso nawiązała bliską znajomość ze
znanym każdemu, w mniejszym lub większym stopniu, filmem Titanic.
Autorka bardzo wyraźnie podkreśla pewne wspólne dla filmu
oraz tego epizodu mangi elementy – góra lodowa, rzut oka na
bocianie gniazdo, panika ludzi z niższych pokładów pragnących
wydostać się na górę, a nawet „romantyczna” scena na dziobie
statku w wykonaniu wiadomego, odzianego na czerwono Żniwiarza oraz
Ronalda. Cóż, w starciu między filmem, a mangą, Kuroshitsuji
zdecydowanie wysuwa się na prowadzenie i bije na głowę romansidło
z Leonardo DiCaprio. W tej chwili aż chce się zacytować fragment
serialu Supernatural:
Dean: Why did you un-sink the ship?
Balthazar: Oh, because I hated the
movie.
Dean: What movie?
Balthazar: Exactly!
Pośród
hektolitrów ludzkiej i trupiej krwi wylanych w tym tomie, autorka
nie zapomniała o odrobinie szlachetnych uniesień i odwagi. Ciel
prezentuje się nam jako wątły, ale niezwykle odważny rycerzyk,
który za wszelką cenę pragnie dotrzymać obietnicy i chronić
swoją uroczą narzeczoną, nawet jeśli wymaga to lekko brutalnych
środków polegających na zdzieraniu z biedaczki ubrania. Niestety,
szlachetna pobudki to za mało by wygrać przeciwko całej chordzie
trupów. Sytuacja jest więc opłakana, a serce zatrzymuje się w
piersi. I właśnie w tym momencie autorka postawiła na zaskoczenie.
Ja na pewno nie spodziewałam się, że nasza zawsze niewinna i
dziecinna Lizzie jest kimś więcej, niż tylko słodką
upierdliwością na głowie Ciela.
Tak więc,
dwunasty tom Kuroshitsuji na pewno rekompensuje czytelnikowi
słabszą poprzednią część i wnosi do mangi interesujący element
nowości, jaki widzimy w ostatniej scenie. Osobiście jestem wielką
zwolenniczką zmiany, jaka wtedy zaszła, zaś pewna uciążliwa
osóbka zyskała wiele w moich oczach. Nigdy bym nie pomyślała, że
zachowanie Lizzie wypływa po prostu z miłości do Ciela, nie zaś z
wrodzonej dziecinności. Poza tym, zadowoleni powinni być także
miłośnicy Grella, który wraca po długim czasie nieobecności i
wcale się nie zmienił. Oj, robi się ciekawie.
niedziela, 27 października 2013
Pandora Hearts vol. 5 - Jun Mochizuki
Tytuł: Pandora Hearts vol. 5
Autor: Jun Mochizuki
Wydawca: Waneko
Ilość stron: 182
Ocena: 6/6
Starając się odnaleźć Alice,
zupełnie niespodziewanie Oz przenosi się do świata utkanego z jej
skrzętnie ukrywanych wspomnień dotyczących tragedii w Sablier.
Otoczony krwią i zmasakrowanymi zwłokami chłopak brnie coraz
głębiej w potworności, które miały miejsce sto lat wcześniej.
To rodzi pytania, na które nie sposób odpowiedzieć. Jak to
możliwe, że Alice była świadkiem tego wszystkiego? Co w jej
wspomnieniach robi chłopiec do złudzenia przypominający małego
Vincenta? Czy młody mężczyzna, którego Oz miał okazję poznać w
swojej rzeczywistości miał coś wspólnego tą masakrą? A Gilbert?
Czy i on przeżył to wszystko? Fakty odkrywane przed mody
Vessaliusem powoli doprowadzają go na skraj obłędu i tylko Gil
jest w stanie przywrócić chłopakowi rozum. W tym czasie Break i
Cheshire są bez reszty pochłonięci swoją własną walką, a każdy
z nich odnajduje w niej inny cel – zdobycie cennych wspomnień czy
zabicie znienawidzonego przeciwnika. Krąg tajemnic wokół bohaterów
zacieśnia się z każdą chwilą, a odpowiedzi wymykają się z ich
rąk. Przeszłość kryje całą masę sekretów, a większość z
nich bezsprzecznie wpływa na teraźniejszość.
Piąty tom Pandora Hearts
otwiera przed czytelnikiem nowe drzwi, które do tej pory były
zamknięte. Wraz z Ozem przenosimy się w miejsce krwawej masakry, o
której do tej pory wiedzieliśmy stosunkowo niewiele. Teraz, kawałek
po kawałku, pojawiają się nowe puzzle, które w dalszym ciągu nie
łączą się z poprzednimi, jednak tworzą coraz to barwniejszy
witraż zdarzeń, ludzi, pytań. Czytelnik wie, że wszystko to ma
sens, wszystko jest ze sobą w pewien sposób powiązane, jednak nie
może uchwycić obrazu całości, gdyż ten jeszcze nie istnieje.
Pytania, które pojawiają się z każdym nowo okrytym faktem
fascynują, dręczą, nie dają spokoju. To właśnie one zmieniają
obraz bohaterów, których poznaliśmy do tej pory, wzmagają
atmosferę tajemniczości, która ich otacza. Czytelnik uświadamia
sobie z całą powagą, iż nie wie zupełnie nic o bliskich sobie
postaciach.
Niezwykle interesującym motywem tego
tomu są destrukcyjne myśli Oza, które rodzą się z potrzeby
pomocy Alice oraz szoku, który wywołała zdobyta przez niego
wiedza. Te same pragnienia kierują poczynaniami kota Cheshire, co
czyni ich tak bardzo do siebie podobnymi, a zarazem zupełnie
różnymi. Albowiem wsłuchujący się w głos zdrowego rozsądkiem
młody Vessalius nigdy nie dążyłby do wyeliminowania największego
lęku Alice, czyli jej samej i dopiero zamknięty w skorupie
szaleństwa jest w stanie zniszczyć osobę, którą pragnie chronić.
Co się zaś tyczy Cheshire, usiłuje on spełnić pragnienie
Intencji Otchłani – istoty dla niego najcenniejszej – a tak się
składa, że tym pragnieniem jest właśnie śmierć Alice. To
nagromadzenie sprzecznych, ale w pewnym stopniu bliskich sobie emocji
zespala uczucia pozytywne i negatywne czyniąc je jednym. Nie ulega
wątpliwości, że taki klimat idealnie pasuje do mangi Pandora
Hearts i nadaje jej jeszcze głębszego wyrazu.
Bardzo istotna w tym tomie jest również
wiara we własną wartość, która w przypadku Oza została
zachwiana już wiele lat wcześniej przez ojca, zaś teraz jest
atakowana obecnością Jacka. Chłopak zdaje sobie sprawę z tego, że
ujawnienie się „duszy-lokatora” drzemiącej w jego ciele zmienia
całkowicie sposób, w jaki ludzie na niego patrzą. Dla większości
nie liczy się Oz Vessalius, ale drzemiący w nim Jack. Prawdę
mówiąc, wątpliwości dopadają młodzieńca nawet w kwestii
przyjaźni najbliższych mu osób, co naprawdę dobrze oddają
staranne kadry mangi. To jednak nie wszystko, gdyż w tej trudnej dla
Oza sytuacji z pomocą przychodzi osoba, po której nigdy byśmy się
tego nie spodziewali. Jak widać, w Pandora Hearts każdy
bohater potrafi nas zaskoczyć.
Tak więc, piąty tom mangi Pandora
Hearts jest równie
emocjonujący, co poprzednie, a może nawet jeszcze bardziej niż
one. Już od pierwszych stron manga pokazuje jak niewiele wiemy
jeszcze o fascynującym świecie stworzonym przez Jun Mochizuki, jak
wiele tajemnic kryje przed nami mangaka i jak trudno będzie nam
samodzielnie powiązać fakty w całość. Jest to więc tytuł coraz
bardziej wymagający i nietuzinkowy, a nade wszystko, godny polecenia
każdemu, kto jeszcze się mu opiera.
czwartek, 24 października 2013
Śnieg w czerwcu - Demon Lionka
Tytuł: Śnieg w czerwcu
Autor: Demon Lionka
Wydawca: The Cold Desire
Ilość stron: 155
Ocena: 5+/6
Gabriel Shelley jest świeżo
upieczonym nauczycielem matematyki, który mając do wyboru
bezrobocie bądź użeranie się z matematycznie niepełnosprawnymi
uczniami liceum, wybrał słabo płatną fuchę psora. Jak się
jednak okazuje, los uśmiechnął się do niego w dosyć przewrotny
sposób, gdyż to właśnie pośród uczniów maturalnej klasy
polonistycznej, Gabriel odnalazł miłość swojego życia,
Krzysztofa Lewandowskiego – atrakcyjnego metala o zielonych
oczętach. Pozwalając sobie na odrobinę egoizmu, młody nauczyciel
postanawia udzielać wymarzonemu ideałowi korepetycji ze swojego
przedmiotu, co skutkuje spełnieniem marzeń.
Zakochani w sobie bez pamięci młodzi
mężczyźni rozpoczynają wspólne życie wraz z ukończeniem przez
Krzyśka liceum oraz rozpoczęciem studiów na Politechnice. Ich
pożycie cechują sielankowa atmosfera i ogólna harmonia, które
zostają zakłócone odwiedzinami matki Gabriela. Tak się składa,
że poza dwoma braćmi mężczyzny nikt w rodzinie nie wie o jego
seksualnych preferencjach i tak mogłoby pozostać, jednakże Gabryś
postanawia wyjść w końcu z szafy i przyznać się do swojego
homoseksualizmu. Przeprawa z matką nie zapowiada niestety końca
większych oraz mniejszych problemów. Rodzeństwo Shelley oraz
Krzysiek mają przed sobą długie miesiące nieustępliwej zimy i
skrajnie różnych przeżyć.
Śnieg w czerwcu to stosunkowo
krótka lektura, która swoją pierwszą młodość przeżywała
wiele lat temu jako opowiadanie publikowane w sieci, zaś teraz
zaktualizowana oraz wzbogacona o drobne bonusy powróciła do życia
w formie powieści. Nie można zaprzeczyć, iż tę lekką, zabawną
i idealną na chandrę historię czyta się szybko i z najprawdziwszą
przyjemnością. Co więcej, mimo iż nie jestem w tej dziedzinie
ekspertem, odnoszę wrażenie, iż Śnieg w czerwcu jest
pozycją, która wręcz idealnie nadaje się do stworzenia na jej
podstawie mangi. Podczas czytania bez przeszkód możemy wyobrazić
sobie szczegółowo wszystkie wydarzenia, niemal widzimy miejsca, w
których rozgrywa się akcja, jak również mamy okazję poznać
uczucia bohaterów, które sprecyzowane są jasno i klarownie, co na
pewno ułatwiłoby pracę rysownikowi. W takich chwilach naprawdę
żałuję, że jestem artystycznym beztalenciem!
Gusta
literackie są tak różne, jak różni się ludzie i z pewnością
nie sposób zadowolić każdego. Jedni wolą łzawe dramaty, inni
poszukują po prostu ostrych scen łóżkowych czy incestu. Osobiście
jestem wieloletnią, zagorzałą zwolenniczką wszelkich romansów, w
których pojawia się motyw uczucia pomiędzy uczniem i nauczycielem,
zaś różnica wieku między kochankami jest większa niż kilka
miesięcy, czy niespełna dwa lata. Nie skłamię jeśli stwierdzę,
że Śnieg w czerwcu w
pełni zaspokaja właśnie te z moich małych „zboczeń”. Jeśli
dodać do tego moje niezdrowe uwielbienie dla metali, które obrało
sobie za cel zaślinienia postać Krzyśka, nie ma chyba żadnych
wątpliwości, co do mojej opinii na temat tej powieści.
Co
więcej, jestem osobą, która do literatury podchodzi bardziej
uczuciowo niż do prawdziwego życia, toteż w pozycjach boys
love przykładam ogromną wagę
do słodyczy, romantyzmu oraz minimalizacji dramatu. I tym razem
powieść okazała się strzałem w dziesiątkę, gdyż na brak
wywołujących zadowolone mruczenie scen nie mogłam narzekać. W
przypadku tej pozycji do listy zalet z czystym sumieniem mogę
dopisać również dowcip, który pozwolił mi zapomnieć o
wszystkich udrękach życia studenckiego, jako że Śnieg w
czerwcu to masa dobrego,
prostego humoru, który potrąca dokładnie te struny, które
powinien. Krótko mówiąc, powieść ta naładowana jest pozytywną
energią i z całą pewnością stanowi dobry lek na chandrę,
chociaż należy wspomnieć, iż w pewnym momencie autorka z
premedytacją zatrzymuje akcję serca czytelnika!
Niemniej
jednak, muszę także ponarzekać. Mało mi! Śnieg w
czerwcu powinien być stanowczo
dłuższy, jako że jest miodem dla duszy i serca. Pod wpływem tej
lektury problemy przestają mieć jakiekolwiek znaczenie, zaś świat
wydaje się miejscem zdecydowanie weselszym. Może jestem nudziarzem,
ale książki takie jak ta mogę czytać w nieskończoność! Tak,
uwielbiam słodycze w każdej formie, także tej papierowej. I
właśnie dlatego chcę więcej, więcej, więcej!
wtorek, 22 października 2013
Kuroshitsuji vol. 11 - Yana Toboso
Tytuł: Kuroshitsuji vol. 11
Autor:Yana Toboso
Wydawca: Waneko
Ilość stron: 194
Ocena: 4+/6
Skoro nie jest już tajemnicą, że
Sebastian Michaelis żyje i ma się świetnie, nadszedł czas na
szczegółowe wyjaśnienia, które na pewno należą się
ciekawskiemu i niezwykle domyślnemu debiutującemu pisarzowi oraz
samym czytelnikom. Tak się, bowiem składa, że za dokonanymi w
posiadłości Phantomhive morderstwami stoi osoba, której wina może
zaskakiwać, zaś obecność nie jest jednoznaczna. Bo czy można
winić nóż za to, że wbija się w ciało? Czyż winą nie powinno
obarczać się osoby dzierżącej narzędzie zbrodni? W tym wypadku
polecenie wydano jednak u samego szczytu tego angielskiego „łańcucha
pokarmowego”, a tym samym pojęcie sprawiedliwości nie ma z tą
sprawą nic wspólnego.
Niestety, nie ma co liczyć na chwilę
spokoju. Sabastian ledwie zdążył w „cudowny sposób”
zmartwychwstać i wydostać się cały i zdrów ze swojego grobu, a
już ma pełne ręce roboty. Londyn obiega informacja o przywracaniu
do życia zmarłych. Jak widać, nasz kamerdyner nie był wcale taki
oryginalny, jak początkowo mogło się wydawać, zaś Pies Królowej
musi trochę powęszyć.
Jedenasty tom mangi Kuroshitsuji
jest mostem, który łączy ze sobą nie tylko koniec epizodu cluedo
oraz początek zupełnie innego, ale również dobrze wpisuje się w
wiktoriański klimat tego tytułu oraz współczesne zamiłowanie do
bardzo wyjątkowego, chociaż niezrozumiałego dla mnie szału na
zombie. Zacznijmy jednak od początku.
Tym razem autorka pozwala nam spojrzeć
na Sebastiana pod zupełnie innym kontem. Choć w dalszym ciągu
niezmordowany i perfekcyjny, nasz demoniczny kamerdyner obnaża przed
czytelnikiem kawałek siebie. Widzimy, bowiem jak wyłazi ze skóry
by doprowadzić do końca sprawę morderstw popełnianych w
posiadłości, stara się wodzić za nos wszystkich w około, ulega
słabości do kotów, a jednocześnie wypełnia polecenia swojego
pana. Niepokonany demon niejednokrotnie był o włos od klęski. To
interesujące, gdyż pozwala wierzyć, że w pewnym momencie nawet
jemu może podwinąć się noga, jeśli taka będzie wola autorki.
Yana Toboso wprowadza także „nową,
ale starą” postać, która najprawdopodobniej będzie towarzyszyć
Cielowi przez najbliższe tomy. Ten niebezpieczny, ale naprawdę
rozkoszny i niewinny bohater z całą pewnością ubarwia jedenasty
tom i sprawia, że młody panicz Phantomhive wydaje się zdecydowanie
bardziej uczuciowy niż dotychczas. Niemniej jednak, cała ta relacja
pomiędzy Cielem, a jego nowym lokajem oparta jest kłamstwie. Czy na
takim niepewnym fundamencie uda się zbudować przyjaźń, która
przetrwałaby ujawnienie prawdy? Tego na pewno chciałabym się
dowiedzieć.
W tym miejscu warto także wspomnieć o
rodzinie Midfordów, jako że rodzice oraz brat Lizzy to zaskakująca
mieszanka. Tego raczej nikt się nie spodziewał, a szczęka sama
opada, kiedy ma się z nimi do czynienia. Nie da się zaprzeczyć, iż
energii i charakteru im nie brakuje, a Ciel zasłużył na odrobinę
cierpienia w ich towarzystwie.
Co się zaś tyczy nowego epizodu,
który mamy okazję liznąć już teraz, jest on połączeniem
wspominanego przeze mnie motywu zombie oraz Frankensteina. Nie
chodzi tu jedynie o szwy widoczne na ciałach zmarłych, które
jednoznacznie przypominają nam o ekranizacjach powieści Mary
Shelly, ale o sam motyw pobudzania ciała do życia elektrycznością,
który jest ściśle związany z epoką, w jakiej rozgrywa się nasza
historia, jak również z samą powieścią. Albowiem wnikliwy
czytelnik na pewno dostrzeże we Frankensteinie mniejsze, bądź
większe podpowiedzi dotyczące sposobu, w jaki ożywiono mściwego,
samotnego potwora. Niemniej jednak, w przypadku Kuroshitsuji
nie możemy raczej mówić o inteligencji żywych trupów.
Kilka słów podsumowania. Jedenasty
tom Kuroshitsuji bez wątpienia jest interesujący i
niezbędny, momentami słodki oraz zabawny, jednak na tle poprzednich
wypada tylko dobrze. Może wiąże się to z nazbyt szybkim
rozpoczęciem nowej przygody, a może z czymś zupełnie innym –
ciężko powiedzieć. Nie zmienia to jednak faktu, że mangę pani
Toboso darzę szczerą sympatią i zamierzam być jej wierną do
samego końca – kiedykolwiek on nastąpi.
niedziela, 20 października 2013
Gniew króla - Fiona McIntosh
Tytuł: Gniew króla
Autor: Fiona McIntosh
Seria: Trylogia Valisarów
Wydawca: Galeria Książki
Ilość stron: 656
Ocena: -6/6
Kiedy Evie decydowała się na szalony
skok, ukryta w opiekuńczych ramionach przyjaciela, nie miała
pojęcia, że zdoła przeżyć upadek z dachu szpitala. Pokładając
zaufanie w mężczyźnie uważanemu przez większość osób za
szalonego, ląduje w miejscu zupełnie sobie nieznanym, kłócącym
się z jej przekonaniami i nauką, na której opierała swoje
poznanie. Co więcej, młoda pani doktor zmuszona zostaje do
zaakceptowania prawdy o swoim pochodzeniu oraz posiadanej magicznej
mocy. Nie jest ona jednak jedynym Valisarem, który musi pogodzić
się ze zdobytą niespodziewanie wiedzą. Leo i jego przyjaciele z
trudem potrafią uwierzyć w wyznanie Loethara. Jak to, bowiem
możliwe, że w żyłach barbarzyńskiego imperatora, który brutalną
siłą zdobył tron, płynie błękitna krew znamienitego i potężnego
rodu? Nowe odkrycie rodzi coraz więcej pytań. Czy Loethar może być
nazwany bękartem i czy Leo naprawdę ma prawo do objęcia władzy?
Zresztą, nie mniejszy szok wywołała wiadomość o magicznych
zdolnościach Kilta Farisa, które ten przez dziesięć lat ukrywał
przed Leonelem. Na domiar złego, niezwyciężony dzięki mocy
patrona Piven staje się z każdą chwilą coraz bardziej ambitny, co
zapewne wielu będzie musiało przypłacić życiem i bynajmniej nie
tylko Valisarowie mogą czuć się zagrożeni.
Gniew króla jest ostatnim tomem
naprawdę zasługującej na uwagę Trylogii Valisarów, której
pierwsza część pojawiła się na naszym rynku zaledwie w lutym
tego roku. I tak, po upływie niespełna ośmiu miesięcy,
czytelnikowi przychodzi pożegnać się z pełnym emocji i uczuć
światem, który przyspiesza bicie serca, wzrusza do łez i nie
pozwala o sobie zapomnieć. Osobiście z rozkoszą czytałabym w
nieskończoność serię Fiony McIntosh i zachwycała się nią
bezustannie, albowiem już Królewski wybraniec rozkochał
mnie w tej trylogii, zaś Krew tyrana zniewoliła. Tymczasem
Gniew króla nie tylko stanowi znakomite zakończenie
przygody, ale również kusi i zachęca do ponownego sięgnięcia po
całość serii.
Temat postaci tworzonych przez Fionę
McIntosh poruszyłam przy okazji recenzji pierwszego tomu, jednakże
nie sposób do niego nie powrócić, kiedy w grę wchodzi ostatnia
część trylogii. Tym razem czytelnik ma, bowiem okazję jeszcze
dokładniej przyjrzeć się znanym sobie bohaterom. Jak się okazuje,
nic nie jest już takie, jakim zdawało się na początku, zaś
skomplikowana psychika postaci czyni z nich zagadkę, niespodziankę,
a także chodzącą bombę zegarową. Magia Valisarów oraz wierność
ideom są jak rak, który atakuje zdrowe tkanki rozprzestrzeniając
się i zbliżając człowieka ku upadkowi. Wewnętrzne, osobiste
przekonania zmuszają do walki z samym sobą, podejmowania trudnych
decyzji, czynią wrogów z przyjaciół. To, co mogło wydawać się
do niedawna oczywiste, nagle staje się niejasne, a nawet błędne.
Obrana pod wpływem impulsu droga może prowadzić do zwycięstwa
bądź klęski, może ubogacać lub ściągać w dół. Białe –
czarne; dobry – zły; miłość – nienawiść; radość –
smutek. Granice zaczynają się zacierać, drogi się krzyżują, zaś
ostateczny koniec może oznaczać wszystko.
Gniew króla ukazuje
czytelnikowi drogę, jaką młodzi bohaterowie musieli pokonać, by
ostatecznie dorosnąć do brutalności, bezwzględności, braku
wrażliwości na cudzy ból, czy przelaną krew. Wspomnienia,
zdobywana przez lata wiedza i zadziwiająca sprawność psychiczna
sprawiają, że słodkie dziecko staje się tyranem, który bawi się
ludzkim życiem, nie szanuje go, nie rozumie jego znaczenia.
Szlachetny, dobrze wychowany chłopak pielęgnujący w sobie
nienawiść i masakryczne obrazy z dzieciństwa, stacza się w
mroczne otchłanie własnej duszy, nie dostrzega już światła, ale
żyje wręcz szaleńczym pragnieniem zaspokojenia swoich zgubnych
pragnień. W taki sposób rodzą się pytania. Czy winą za zmiany,
jakie zachodzą w młodzieńcach należy obarczyć magię Valisarów,
czy może wiążą się one z krwawymi wydarzeniami, których
świadkami byli chłopcy? Jak to możliwe, że wychowywani w
środowisku pełnym pozytywnych uczuć i czułości bracia stają się
szaleni w swojej żądzy? Jak się okazuje, tym razem to bardziej
dojrzali bohaterowie mają w sobie większą wrażliwość na zło,
to oni starają się powstrzymać krwawą jatkę i do pewnego stopnia
potrafią zapanować nad swoimi gwałtownymi uczuciami.
Trzeci tom trylogii przedstawia również
różnice między postrzeganiem wartości życia dawniej i dziś.
Poprzez wprowadzenie do historii świata współczesnego
czytelnikowi, autorka podkreśla przepaść, która dzieli go od
fantastycznego, średniowiecznego uniwersum, kierującego się
zupełnie innymi zasadami. Dzięki Evie widoczne staje się to, nad
czym raczej rzadko się zastanawiamy. Nasza rzeczywistość, chociaż
często godna pożałowania, kieruje się jednak zasadami szacunku
dla ludzkiego życia. Tym czasem świat fantastyki, oparty na
zasadach sprzed wieków, stawia honor ponad człowiekiem. A jednak, w
tym kontekście można pokusić się o stwierdzenie, iż w Imperium
traktuje się osobistą vendettę jak coś mniej istotnego, niż
wojna, czy też atak na zdecydowanie większą liczbę osób, które
wywołują głośniejszy sprzeciw. Zupełnie inaczej wygląda to w
rzeczywistości otaczającej czytelnika, w której wychowała się
Evie. Tutaj śmierć pojedynczej osoby traktuje się jako
przestępstwo, zaś zabijanie ludzi na wojnie wydaje się elementem
życia codziennego.
Powieść Fiony McIntosh niesie ze sobą
również temat bardzo istotnych przeciwności jak samotności oraz
miłość. Dobrze nam znani bohaterowie, z którymi mamy do czynienia
w tym tomie, przerażająco wyraźnie zdają sobie sprawę ze swojego
odosobnienia – zarówno wewnętrznego, jak i zewnętrznego. Każdy
z nich posiada swoje własne demony, które dochodzą w pewnym
momencie do głosu i sprawiają, iż nawet otoczeni przez ludzi czują
się samotni, nieszczęśliwi. Brakuje im zrozumienia, psychicznej
więzi z drugą osobą. Jednocześnie niektórzy są w stanie
odnaleźć spokój właśnie w miłości, która zapełnia ziejącą
mrokiem pustkę, leczy rany, prowadzi do umysłowej stabilności.
Niestety, niemożliwym jest odpędzenie samotności dręczącej
każdego człowieka, toteż powieść zmusi do łez niejednego
czytelnika.
Reasumując, Gniew króla
to powieść po brzegi wypełniona emocjami i głębią, które
przeplatają się z fantastyką świata przedstawionego, to zwrot o
dobre sto osiemdziesiąt stopni w stosunku do tomu pierwszego, co
sprawia, że niektóre elementy zakończenia naprawdę zaskakują i
niemożliwym było ich przewidzenie. Autorka wykonała więc kawał
dobrej roboty i nie mam wątpliwości, że kiedyś na pewno sięgnę
po inne jej powieści. Czy jednak znajdzie się taka, która zdoła
wybić się ponad Trylogię Valisarów?
Nie ulega, bowiem wątpliwości, iż tę serię pokochałam całą
sobą i będę do niej powracać wiele, wiele razy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


