Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moce. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moce. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 listopada 2015

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Test: Jaką mocą powinieneś władać? (Dar Julii)



Zastanawiałeś się kiedyś jakby to było posiadać moc, która odróżnia Cię od innych ludzi? Umiejętność teleportacji, czytanie w myślach, niesamowita prędkość, lewitacja... Można wymieniać i wymieniać, a wybór staje się coraz bardziej skomplikowany. Uprośćmy go więc!

Rozwiąż test i sprawdź jaką nadprzyrodzoną mocą z „Daru Julii” powinieneś władać!

wtorek, 3 grudnia 2013

Dziewięć żyć Chloe King. Upadła - Liz Braswell




Tytuł: Dziewięć żyć Chloe King. Upadła
Autor: Liz Braswell
Wydawca: Filia
Ilość stron: 288
Ocena: 5--/6




W przeddzień szesnastych urodzin Chloe King postanawia uczcić z przyjaciółmi swoje święto i w tym celu wraz z Amy i Paulem robi sobie wolne od szkoły. Trójka nastolatków zaszywa się w budynku Coit Tower, gdzie popijając alkohol rozmawiają na typowe dla młodych ludzi tematy. Wszystko to wydaje się proste, ale perfekcyjne. Przynajmniej do czasu, kiedy Chole chwiejąc się na nogach traci równowagę i spada z wysokości dobrych siedemdziesięciu metrów. Jej szanse na przeżycie są minimalne, a jednak dziewczyna bardzo szybko odzyskuje przytomność, czym zaskakuje nie tylko siebie, ale i przyjaciół. Jak to możliwe, że przeżyła upadek z takiej wysokości odnosząc zaledwie minimalne szkody? To niestety zaledwie początek licznych atrakcji drugiego życia, jak również zaledwie pierwsze z pytań, jakie zadawać będzie sobie dziewczyna. Chloe zaczyna się, bowiem powoli zmieniać, jej ciało odczuwa wyraźny pociąg do płci przeciwnej, co w rezultacie skutkuje namiętnymi pocałunkami z nieznajomym chłopakiem i flirtem z innymi, jej siła i sprawność fizyczna zaczynają wzrastać. Na domiar złego, Amy i Paul zaczynają się spotykać, przez co oboje odsuwają się od Chloe w tym najważniejszym i najtrudniejszym dla niej momencie życia.

W przypadku pierwszego tomu serii Dziewięć żyć Chloe King temat przewodni zdecydowanie stanowią wszelkiego rodzaju zmiany – zarówno te zachodzące w samej bohaterce, jak i te, które dotyczą jej życia. Nie da się ukryć, iż pod względem przemian powieść znajduje się w ciągłym ruchu. Albowiem fizycznie główna bohaterka w końcu staje się kobietą, jej zainteresowanie płcią przeciwną nabiera seksualnego zabarwienia, w ciele budzi się kocia krew. Psychicznie Chloe jest drażliwa, czuje się samotna i opuszczona, a jednak staje się pewna siebie, niemal wyzywająca, poszukuje komfortu, jaki może zapewnić jej tylko bliskość drugiej osoby. W kontekście otoczenia zmiany dokonują się pośród znajomych, których przybywa, niebezpieczeństwa czyhającego na nastolatkę, rujnującego dotychczasowy system codzienności związku jej bliskich przyjaciół. Upadła stanowi więc swoiste studium zmian, które mogą się na siebie nałożyć w tym samym czasie, jak nieszczęścia, które chodzą parami.

W kontekście tej powieści na pewno warto wspomnieć o mocno nakreślonym temacie seksualności. Należy zwrócić uwagę na fakt, iż Chloe nie męczy się ze wzniosłym uczuciem miłości, które wyznacza ramy jej życia, ale całą sobą pragnie fizycznej bliskości. Spogląda na chłopaków przez pryzmat swojej niezaspokojonej potrzeby, która obudziła się w niej przed pierwszym okresem, a później powoli cichnie, choć w dalszym ciągu daje o sobie znać. Autorka daleka jest jednak od tworzenia erotyku, dzięki czemu powieść skupia się na samych pragnieniach, na męczącym i niemal niemożliwym dokonywaniu wyboru między dwoma zupełnie od siebie różnymi chłopcami. Nazwijmy rzeczy po imieniu, nasza bohaterka to poligamistka umawiająca się jednocześnie z dwoma „samcami” i niespecjalnie to ukrywająca. Mało tego, oczekuje, że obaj chłopcy będą zaspokajać jej potrzebę dotyku i pocałunków. W takiej sytuacji zapewne wypadałoby trochę moralizować, jednakże autorka wplatając w Dziewięć żyć Chloe King ten konkretny wątek bynajmniej nie stara się przedstawić postępowania swojej bohaterki za naganne. Jasne, Amy uznaje je za coś nie na miejscu, ale nie przekreśla przez to przyjaciółki. Zachowanie, które w realnym świecie na pewno denerwowałoby i bulwersowało wiele osób, w Upadłej zostało przedstawione w sposób, który nie wywołuje irytacji.

Patrząc na tę powieść przez pryzmat fabuły od razu zauważamy dominację emocji i problemów nad akcją. W tym tytule tak naprawdę nie dzieje się wiele, jednakże uczucia głównej bohaterki za każdym razem wychodzą na pierwszy plan. Czytelnik nie śledzi z zapartym tchem pełnych ruchu strać, niebezpiecznych akcji czy ekscytujących ucieczek, ale jest świadkiem licznych zmian otaczających i przenikających Chloe oraz samotności, która wcale nie pomaga w radzeniu sobie z kłopotami. Prawdę powiedziawszy, nasza bohaterka niemal przez cały czas zmuszona jest stawiać każdy krok ze świadomością odsuwania się od niej bliskich jej osób. Tym samym Upadła szczegółowo ukazuje to, co dzieje się we wnętrzu nastolatki, co czyni jej burzliwe losy bardziej intymnymi.

Reasumując, choć bez fajerwerków, to jednak uważam Dziewięć żyć Chloe King za serię całkiem interesującą i wartą poświęcenia jej czasu. Upadła nie czyni z nas może kłębka nerwów, ale na pewno może rozbudzić zainteresowanie dalszymi losami bohaterki, jak również pozwala nam dobrze ją poznać, wniknąć w jej umysł i patrzeć na świat jej oczami. Dodatkową zaletą jest również fakt, że powieść czyta się w okamgnieniu, toteż nawet wyjątkowo zapracowana osóbka może pozwolić sobie na lekturę.

wtorek, 19 listopada 2013

Toksyna - Jus Accardo




Tytuł: Toksyna
Autor: Jus Accardo
Wydawca: Dreams
Ilość stron: 416
Ocena: 5-/6




Kiedy w grę wchodzi ludzkie życie handel wymienny to czasami jedyny, choć nie najlepszy sposób na rozwiązanie problemu. Deznee Cross dowiaduje się o tym w najmniej odpowiednim momencie. Uzależniona od adrenaliny, nieposłuszna i pijana nie tylko miłością dziewczyna podejmuje ryzykowne wyzwanie wspięcia się na szczyt pokaźnego dźwigu. Wytrwałość, ośli upór i niezachwiana pewność siebie pozwalają jej dotrzeć do celu, gdzie czeka na nią słodka nagroda – ukochany mężczyzna, Kale. I wtedy właśnie wszechświat upomina się o spłatę długu. Na samym szczycie dźwigu okazuje się, że życie Kale'a kosztowało Dez jej zdolność fizycznego kontaktu z chłopakiem i teraz ból jest tak przejmujący, że dziewczyna ostatecznie traci równowagę. Przed niechybną śmiercią w wyniku upadku z wysokości ratuje ją Alex – zdrajca, niedoszły zabójca, były chłopak. To także on pomaga Dez wymknąć się dwóm psom gończym Denazen, kiedy ta nieroztropnie pakuje się w kłopoty. Niestety wysłani w pogoń za nią bliźniacy posiadają niecodzienne zdolności, a tym samym za ich sprawą po ciele Deznee zaczyna rozchodzić się śmiercionośna trucizna. Jakby mało było problemów, w chwili, gdy Dez jest zmuszona trzymać się z daleka od swojego ukochanego, na horyzoncie pojawia się atrakcyjna dziewczyna, która może dotykać Kale'a nie tracąc życia.

Dotyk ukazał czytelnikowi rozkwit uczucia między dwójką bohaterów, których losy w taki czy inny sposób były ze sobą splecione, zaś Toksyna jako drugi tom serii Denazen nie tylko zmusza zakochanych do pokonywania przeciwności losu, ale również kładzie ogromny nacisk na zazdrość, której nie sposób uniknąć w żadnym związku. To właśnie to niewątpliwie wyniszczające, obezwładniające uczucie stanowi emocjonalny trzon tej części powieści. Na uwagę zasługuje fakt, iż Jus Accardo nie przedstawia zazdrości jako bariery, która stanowi przeszkodę na drodze do szczęścia bohaterów, ani jako niewybaczalnego braku zaufania względem drugiej osoby. W Toksynie uczucie to jest w pełni akceptowane, choć na dłuższą metę niebezpieczne w skutkach i nie da się ukryć, że ma dwa niezwykle interesujące oblicza. Ot, z jednej strony przypomina walkę dwóch pokaźnych kogutów o kwokę, zaś z drugiej starcie dwóch zawziętych kwok o koguta. Podejrzewam, że czytelnicy, którzy mają już za sobą ten tom serii przychylą się do tego porównania, zaś cała reszta może przekonać się o jego trafności sięgając po Toksynę.

Podobnie jak miało to miejsce przy okazji pierwszej części, tak także i tym razem na uwagę zasługuje fakt widocznej i wyczuwalnej niewinności Kale'a. Chłopak będący śmiercionośną bronią, który ma na swoim koncie dziesiątki ludzkich żyć, w pełni uświadomiony seksualnie przez swoją dziewczynę bezustannie stanowi chodzące duże dziecko, które dopiero uczy się zasad rządzących światem. Kale bez wątpienia jest stuprocentowym mężczyzną, a jednak jest również nieporadny, niemal boleśnie szczery, bardzo ekspresyjny i wręcz słodki. To naprawdę godne podziwu, że autorka zdołała połączyć w sobie te dwa skrajnie różne oblicza w ciele jednej osoby. Tym bardziej, że, jak zauważa Dez, dla chłopaka świat pozbawiony jest odcieni szarości, istnieje tylko czerń i biel. Jaki w takim razie jest sam Kale skoro potrafi bez mrugnięcia okiem zabić człowieka, a zaraz potem z właściwą sobie prostolinijnością troszczyć się o swoją ukochaną?

Muszę przyznać, że w tym tomie z rozkoszą widziałabym więcej ojca głównej bohaterki, jako że jest on człowiekiem niezwykle interesującym ze względu na swoją oziębłość, bezwzględność, jak również swoistą subtelność wykonywanych ruchów. Można powiedzieć, iż Toksyna jest jego szachownicą, zaś bohaterowie pionkami, których ruchy przewiduje, bądź jest o nich informowany. W tym tomie posługując się dwójką Szóstek zagania niewygodne oraz pożądane osoby w kozi róg, bezustannie trzyma rękę na pulsie, bawi się sytuacją i innymi ludźmi. Za przykład może posłużyć fakt, iż w pełen finezji sposób posługuje się „ludzką trucizną”, na którą istnieje tylko jedno, równie „ludzkie” antidotum i bezustannie ma Szóstki za narzędzia czy zwierzęta. Tym samym jego osoba jest pełna pewnego niezrozumiałego czaru, a jednocześnie wzbudza nienawiść, więc nic dziwnego, że trochę mi go mało.

Jeśli zaś chodzi o akcję Toksyny to jest ona niewątpliwie ściśle powiązana z charakterem głównej bohaterki. Dez jest dziewczyną, która ceni sobie dobrą zabawę z odrobiną dreszczyku emocji, nie potrafi usiedzieć w jednym miejscu, nie słucha dobrych rad i rozkazów. Nic więc dziwnego, że wszystkie dramaty i problemy tego tomu biorą swój początek właśnie z nieposłuszeństwa i imprez, na których dziewczyna jest obecna. Jest więc oczywiste, iż powieść obraca się w głównej mierze wokół szaleństwa i jego konsekwencji. Tym samym, szare myszki mogą czuć się nieswojo, ale osoby pełne życia na pewno odnajdą się w świecie Dez, gdzie zasady są po to by je łamać.

I tak, w Dotyku nasi bohaterowie szukali swojego miejsca w poplątanej rzeczywistości, kiedy ich świat obrócił się o 180o, a tym samym tom pełen był aktywności fizycznej, czystego ruchu. Toksyna jest z kolei przesiąknięta uczuciami, które w znacznym stopniu wychodzą na pierwszy plan. Historia przypomina tym samym kwiat, którego zapachem i kolorem są emocje, środkiem jest hotel Ginger, zaś płatki stanowią pojedyncze imprezy i inne wydarzenia. Obie części różnią się więc od siebie, ale także dopełniają. Tym bardziej, że w ramach bonusu autorka dorzuciła nam scenę widzianą z perspektywy Kale'a, a to niemal wymusza zadowolone mruczenie.

niedziela, 20 października 2013

Gniew króla - Fiona McIntosh



Tytuł: Gniew króla
Autor: Fiona McIntosh
Seria: Trylogia Valisarów
Wydawca: Galeria Książki
Ilość stron: 656
Ocena: -6/6







Kiedy Evie decydowała się na szalony skok, ukryta w opiekuńczych ramionach przyjaciela, nie miała pojęcia, że zdoła przeżyć upadek z dachu szpitala. Pokładając zaufanie w mężczyźnie uważanemu przez większość osób za szalonego, ląduje w miejscu zupełnie sobie nieznanym, kłócącym się z jej przekonaniami i nauką, na której opierała swoje poznanie. Co więcej, młoda pani doktor zmuszona zostaje do zaakceptowania prawdy o swoim pochodzeniu oraz posiadanej magicznej mocy. Nie jest ona jednak jedynym Valisarem, który musi pogodzić się ze zdobytą niespodziewanie wiedzą. Leo i jego przyjaciele z trudem potrafią uwierzyć w wyznanie Loethara. Jak to, bowiem możliwe, że w żyłach barbarzyńskiego imperatora, który brutalną siłą zdobył tron, płynie błękitna krew znamienitego i potężnego rodu? Nowe odkrycie rodzi coraz więcej pytań. Czy Loethar może być nazwany bękartem i czy Leo naprawdę ma prawo do objęcia władzy? Zresztą, nie mniejszy szok wywołała wiadomość o magicznych zdolnościach Kilta Farisa, które ten przez dziesięć lat ukrywał przed Leonelem. Na domiar złego, niezwyciężony dzięki mocy patrona Piven staje się z każdą chwilą coraz bardziej ambitny, co zapewne wielu będzie musiało przypłacić życiem i bynajmniej nie tylko Valisarowie mogą czuć się zagrożeni.

Gniew króla jest ostatnim tomem naprawdę zasługującej na uwagę Trylogii Valisarów, której pierwsza część pojawiła się na naszym rynku zaledwie w lutym tego roku. I tak, po upływie niespełna ośmiu miesięcy, czytelnikowi przychodzi pożegnać się z pełnym emocji i uczuć światem, który przyspiesza bicie serca, wzrusza do łez i nie pozwala o sobie zapomnieć. Osobiście z rozkoszą czytałabym w nieskończoność serię Fiony McIntosh i zachwycała się nią bezustannie, albowiem już Królewski wybraniec rozkochał mnie w tej trylogii, zaś Krew tyrana zniewoliła. Tymczasem Gniew króla nie tylko stanowi znakomite zakończenie przygody, ale również kusi i zachęca do ponownego sięgnięcia po całość serii.

Temat postaci tworzonych przez Fionę McIntosh poruszyłam przy okazji recenzji pierwszego tomu, jednakże nie sposób do niego nie powrócić, kiedy w grę wchodzi ostatnia część trylogii. Tym razem czytelnik ma, bowiem okazję jeszcze dokładniej przyjrzeć się znanym sobie bohaterom. Jak się okazuje, nic nie jest już takie, jakim zdawało się na początku, zaś skomplikowana psychika postaci czyni z nich zagadkę, niespodziankę, a także chodzącą bombę zegarową. Magia Valisarów oraz wierność ideom są jak rak, który atakuje zdrowe tkanki rozprzestrzeniając się i zbliżając człowieka ku upadkowi. Wewnętrzne, osobiste przekonania zmuszają do walki z samym sobą, podejmowania trudnych decyzji, czynią wrogów z przyjaciół. To, co mogło wydawać się do niedawna oczywiste, nagle staje się niejasne, a nawet błędne. Obrana pod wpływem impulsu droga może prowadzić do zwycięstwa bądź klęski, może ubogacać lub ściągać w dół. Białe – czarne; dobry – zły; miłość – nienawiść; radość – smutek. Granice zaczynają się zacierać, drogi się krzyżują, zaś ostateczny koniec może oznaczać wszystko.

Gniew króla ukazuje czytelnikowi drogę, jaką młodzi bohaterowie musieli pokonać, by ostatecznie dorosnąć do brutalności, bezwzględności, braku wrażliwości na cudzy ból, czy przelaną krew. Wspomnienia, zdobywana przez lata wiedza i zadziwiająca sprawność psychiczna sprawiają, że słodkie dziecko staje się tyranem, który bawi się ludzkim życiem, nie szanuje go, nie rozumie jego znaczenia. Szlachetny, dobrze wychowany chłopak pielęgnujący w sobie nienawiść i masakryczne obrazy z dzieciństwa, stacza się w mroczne otchłanie własnej duszy, nie dostrzega już światła, ale żyje wręcz szaleńczym pragnieniem zaspokojenia swoich zgubnych pragnień. W taki sposób rodzą się pytania. Czy winą za zmiany, jakie zachodzą w młodzieńcach należy obarczyć magię Valisarów, czy może wiążą się one z krwawymi wydarzeniami, których świadkami byli chłopcy? Jak to możliwe, że wychowywani w środowisku pełnym pozytywnych uczuć i czułości bracia stają się szaleni w swojej żądzy? Jak się okazuje, tym razem to bardziej dojrzali bohaterowie mają w sobie większą wrażliwość na zło, to oni starają się powstrzymać krwawą jatkę i do pewnego stopnia potrafią zapanować nad swoimi gwałtownymi uczuciami.

Trzeci tom trylogii przedstawia również różnice między postrzeganiem wartości życia dawniej i dziś. Poprzez wprowadzenie do historii świata współczesnego czytelnikowi, autorka podkreśla przepaść, która dzieli go od fantastycznego, średniowiecznego uniwersum, kierującego się zupełnie innymi zasadami. Dzięki Evie widoczne staje się to, nad czym raczej rzadko się zastanawiamy. Nasza rzeczywistość, chociaż często godna pożałowania, kieruje się jednak zasadami szacunku dla ludzkiego życia. Tym czasem świat fantastyki, oparty na zasadach sprzed wieków, stawia honor ponad człowiekiem. A jednak, w tym kontekście można pokusić się o stwierdzenie, iż w Imperium traktuje się osobistą vendettę jak coś mniej istotnego, niż wojna, czy też atak na zdecydowanie większą liczbę osób, które wywołują głośniejszy sprzeciw. Zupełnie inaczej wygląda to w rzeczywistości otaczającej czytelnika, w której wychowała się Evie. Tutaj śmierć pojedynczej osoby traktuje się jako przestępstwo, zaś zabijanie ludzi na wojnie wydaje się elementem życia codziennego.

Powieść Fiony McIntosh niesie ze sobą również temat bardzo istotnych przeciwności jak samotności oraz miłość. Dobrze nam znani bohaterowie, z którymi mamy do czynienia w tym tomie, przerażająco wyraźnie zdają sobie sprawę ze swojego odosobnienia – zarówno wewnętrznego, jak i zewnętrznego. Każdy z nich posiada swoje własne demony, które dochodzą w pewnym momencie do głosu i sprawiają, iż nawet otoczeni przez ludzi czują się samotni, nieszczęśliwi. Brakuje im zrozumienia, psychicznej więzi z drugą osobą. Jednocześnie niektórzy są w stanie odnaleźć spokój właśnie w miłości, która zapełnia ziejącą mrokiem pustkę, leczy rany, prowadzi do umysłowej stabilności. Niestety, niemożliwym jest odpędzenie samotności dręczącej każdego człowieka, toteż powieść zmusi do łez niejednego czytelnika.

Reasumując, Gniew króla to powieść po brzegi wypełniona emocjami i głębią, które przeplatają się z fantastyką świata przedstawionego, to zwrot o dobre sto osiemdziesiąt stopni w stosunku do tomu pierwszego, co sprawia, że niektóre elementy zakończenia naprawdę zaskakują i niemożliwym było ich przewidzenie. Autorka wykonała więc kawał dobrej roboty i nie mam wątpliwości, że kiedyś na pewno sięgnę po inne jej powieści. Czy jednak znajdzie się taka, która zdoła wybić się ponad Trylogię Valisarów? Nie ulega, bowiem wątpliwości, iż tę serię pokochałam całą sobą i będę do niej powracać wiele, wiele razy.

poniedziałek, 30 września 2013

Ogień - Mats Strandberg, Sara Bergmark Elfgren




Tytuł: Ogień
Autor: Mats Strandberg, Sara Bergmark Elfgren
Wydawca: Czarna Owca
Ilość stron: 696
Ocena: 6/6 (dla książki) i ogromny minus dla korektorów




Mats Strandberg i Sara B. Elfgren to prywatnie dwójka naprawdę fantastycznych ludzi, którzy dopuszczając do głosu swojego wewnętrznego nastolatka nie tylko perfekcyjnie oddają wnętrze młodych bohaterów i rozumieją ich problemy, ale także docierają do czytelnika, który bez problemu może wyczuć w powieści pasję, z jaką autorzy tworzyli swoje dzieło. Mats i Sara przeplatają między wierszami swoje własne doświadczenia, czynią znane sobie, prawdziwe miejsca częścią Engelsfors, żyją swoją powieścią tak, jak ona żyje w nich. Nic więc dziwnego, że ten cudowny duet stworzył powieść, która nie tylko fascynuje, ale również zasysa czytelnika do swojego wnętrza, zaś magia wypełnia każdą stronę.

Piątka Wybrańców, którzy przeżyli swoje pierwsze starcie z wrogiem, rozpoczyna drugi rok nauki w liceum Engelsfors. Wraz ze szkołą powracają stare problemy i piętrzą się nowe, z którymi należy się zmierzyć, widmo apokalipsy staje się coraz bardziej realne, a demony przeszłości powracają do życia. Podczas odwiedzin na grobie Eliasa, Linnéa odkrywa stary, zarośnięty nagrobek opatrzony imieniem i nazwiskiem ich opiekuna, Nicolausa. Mimo sprzeciwów mężczyzny, dziewczyny rozkopują grób, dzięki czemu mają okazję poznać bliżej bezwzględność Rady, jak również historię czarownicy nawiedzającej je w snach, wskazującej im drogę, od kiedy tylko odkryły swoje moce. Niestety, w konsekwencji Nicolaus wyjeżdża, pozostawiając po sobie wyłącznie list, zaś w Engelsfors zjawiają się wysłannicy Rady – czarujący, choć fałszywy Viktor oraz jego bezwzględny ojciec, Alexander. Jakby Wybrańcy mieli mało na głowie, w mieście powstaje podejrzana, przesadnie optymistyczna organizacja, Pozytywne Engelsfors, która rośnie w siłę z każdym dniem. Teraz bardziej niż kiedykolwiek dziewczyny muszą trzymać się razem jeśli chcą przeżyć, wypełnić misję i uratować nie tylko Engelsfors, ale ostatecznie cały ten parszywy świat.

Podobnie jak „Krąg”, będący pierwszym tomem serii, tak również „Ogień” porusza całą gamę bardzo realnych i poważnych problemów, z którymi borykają się ludzie w każdym wieku. To dzięki nim w powieści z łatwością można odnaleźć siebie, w czym dodatkowo pomaga różnorodność postaci. Nieważne jaki jest czytelnik, czym się interesuje, jaki ma charakter, jakie są jego mocne, czy słabe strony – każdy odnajdzie tu swoje miejsce, poczuje, że i on może mieć wpływ na przyszłość świata. Zdrada, wyniszczające kłótnie, odrzucenie, ambicja rodziców odbijająca się na dziecku, pogrążająca się depresja, niechęć do szukania pomocy, konsekwencje nieprzemyślanych decyzji, trudne uczucia, których ujawnienie może przewrócić świat do góry nogami, brak zrozumienia. W „Ogniu” można znaleźć każdy problem, który na co dzień dotyka tysiące ludzi. Autorzy pokazują jednak, że mimo przeciwności losu, człowiek może nadal iść przed siebie, szukać rozwiązania, zmienić swoje życie akceptując porażki. Problemy nie kończą definitywnie życia, a jedynie przeszkadzają w dalszej drodze, lecz będąc wystarczająco silnym można je pokonać.

„Ogień” to również ogromny ładunek emocjonalny, który przenika czytelnika, pozwala zrozumieć bohaterów, zjednoczyć się z nimi. Zawód, zwątpienie, beznadzieja, smutek, rozpacz, strach, a nawet przerażenie, odwaga, radość, uczucie miłości i przyjaźni – wszystko, co czują postaci, jest dobrze znane światu. Emocje bohaterów przybliżają nam również inni bohaterowie, czego najlepszym przykładem jest Elias, którego bardzo łatwo pokochać, chociaż zginął, zanim zdołaliśmy go dobrze poznać. To niesamowite jak wielki wpływ na fabułę posiada ten chłopak. Wypada wspomnieć, iż autorzy nie obawiają się pisać szczerze o emocjach towarzyszących przeżywaniu każdego dnia, poruszają tematy trudne, może nawet kontrowersyjne w niektórych kręgach, pokazują tym samym, jak łatwo oceniać ludzi zupełnie ich nie znając, szufladkować ich, zapomnieć, że każdy coś czuje, nawet jeśli tego nie pokazuje. Uzmysławiają nam także jak wielki wpływ na młodego człowieka ma rodzina i całe środowisko domowe, które kształtuje ludzki system wartości, może zadecydować o całym dalszym życiu.

W tym tomie niezwykle istotna jest na pewno przyjaźń, która z każdą chwilą wzmacnia więź między Wybrańcami, pomaga im pokonywać wszelkie trudności, odnaleźć siebie, zmienić się na lepsze. Przyjaźń między młodymi czarownicami tworzy się samoistnie w miarę obcowania ze sobą, poznawania się i postrzegania świata oczyma innych. Chociaż początkowa niechęć zakorzeniła się głęboko w świadomości bohaterek, to jednak wszelkie uprzedzenia zaczynają się powoli rozpływać, Wybrańcy są sobie coraz bliżsi, akceptują swoje wady i zalety, wpływają na siebie. To także siła ich przyjaźni pozwala im kroczyć dalej przed siebie, zmierzyć się z niebezpieczeństwem i wierzyć w swoje umiejętności. Mimo śmierci dwójki Wybrańców wszyscy oni tworzą Krąg, jako że wspominania i uczucia tych, którzy przeżyli sprawiają, iż zmarli nadal wydają się być z nimi.

Równie istotnym tematem „Ognia” jest miłość, która rodzi się zgodnie z przepowiednią Mony. Oparta na fundamencie przyjaźni jest delikatna i w dalszym ciągu niepewna, ale z każdą chwilą coraz mocniejsza i pewniejsza. Chociaż obie strony czują to samo, żadna nie jest got powiedzieć tego głośno. Co istotne, uczucie to nie jest w żadnym stopniu traktowane jako gorsze, czy nienaturalne. Wręcz przeciwnie, zostaje zaakceptowane zarówno przez świadomą jego obecności Linnéę, jak również przez przypadkowo wmieszaną w to wszystko Minoo. Ta miłość nie wywołuje oburzenia, ale po protu jest, tak jak wcześniej istniało uczucie między Minoo, a Maxem. Nie znajdziemy tu umoralniających wykładów na temat tego, kogo wolno kochać, a kogo już nie. I za to kocham powieść Matsa i Sary – za otwartość na świat.

Podsumowując, „Ogień” to cudowna kontynuacja „Kręgu”, to pełna głębi i uczuć opowieść o magii, do której każdy ma prawo, o wyborach, które czynią nas ludźmi, o zaufaniu niezbędnym między przyjaciółmi, o licznych obliczach miłości, o śmierci i życiu, tęsknocie za tymi, którzy odeszli, przyzwyczajeniach, które walczą zaciekle z nowym początkiem. To także powieść, która uczy tolerancji i wskazuje drogę. Tytułów takich jak ten, które przenikają prosto do serca czytelnika, nie zapomina się nigdy.

*Na marginesie: Jako osoba, która powieści Matsa Strandberga oraz Sary B. Elfgren oddała serce, nie mogę niestety przymknąć oka na karygodne błędy korektorów, które rażą i bolą. Czytelnik nie znający oryginału jest zmuszony zawierzyć tłumaczowi w kwestii tego, co czyta, pokłada ufność w rzetelność i profesjonalizm osób pracujących nad książką. I tu pojawia się problem, bo jak wierzyć osobom, które najwyraźniej nie przyłożyły się do pracy? Chodzi mi mianowicie o chaos panujący w imionach. W trakcie lektury „Ognia” czytelnik przerażająco często trafia na rozdziały, w których imiona bohaterów są błędnie umieszczone w tekście, zwyczajnie pomylone, bezmyślnie wciśnięte w miejsce prawidłowego. Widać to już na pierwszy rzut oka i naprawdę nie sposób tego zignorować. Nie chcę nawet myśleć ile podobnych pomyłek, których nie sposób zauważyć nie mając wglądu w oryginał, może znajdować się jeszcze w powieści. Co więcej, mam wrażenie, że na początku książki w wielu miejscach brakuje myślników, które zaznaczałyby fakt, iż po wtrąceniu narratora powracamy do wypowiedzi postaci. To również wprowadza pewne zamieszanie w tekście, sprawia, że czytelnik sam musi wybrać, która wersja odpowiada mu bardziej, a po nieładzie w imionach naprawdę nie pokładam już żadnej wiary w korektę „Ognia”. Co zabawne, odpowiadały za nią podobno trzy panie. „Gdzie kucharek sześć tam nie ma co jeść”?



Recenzja dla portalu:

niedziela, 22 września 2013

Drugi grób po lewej - Jones Darynda




Tytuł: Drugi grób po lewej
Autor: Jones Darynda
Wydawca: Papierowy Księżyc
Ilość stron: 388
Ocena: 3/6




Są autorzy, których warsztat zmienia się w miarę pisania oraz tacy, którzy stoją w miejscu. Są powieści, które od początku do końca nie zachęcają do lektury i te, które z czasem potrafią wciągnąć. Są też bohaterowie, w których czytelnik się zakochuje oraz postacie, z którymi wolałby nie mieć nigdy do czynienia. Kiedy postanowiłam zrecenzować drugi tom przygód Charley Davidson, miałam ogromną nadzieję na konkretne zmiany, które sprawią, że interesujący pomysł autorki rozwinie skrzydła i w końcu się wzniesie. Niestety, „Drugi grób po lewej” nie odbił się nawet od ziemi, podobnie jak miało to miejsce w przypadku poprzedniego tomu – lot należało odwołać i przesiąść się do zwykłego autobusu, który nieubłaganie trzęsie na nierównej nawierzchni drogi.

Od wydarzeń opisanych w „Pierwszym grobie po prawej” minęło góra dziesięć dni, zaś Chrley Davidson kolejny raz ma pełne ręce roboty. Brutalnie wyciągnięta z łóżka o nieprzyzwoicie wczesnej porze przez zdesperowaną Cookie, ubrana jak ostatni clown za sprawą tej samej osoby, pani detektyw właśnie staje twarzą w twarz ze swoim nowym zleceniem. Przyjaciółka Cookie ma kłopoty, jednak zanim ktokolwiek jest w stanie dowiedzieć się, o co chodzi, kobieta znika bez śladu. Załamany mąż nie dba o pieniądze, wynajmuje Charley, by ta odnalazła Mimi. Niestety, sprawa nie jest tak prosta, jak mogłoby się wydawać. Komuś najwyraźniej bardzo zależy na tym, by kobieta się nie odnalazła, a dwójka podejrzanych typków, podających się za agentów FBI, nachodzi naszą kostuchę w biurze. To nie koniec problemów, gdyż Reyes Farrow – grzesznie przystojny syn Szatana – zapadł się pod ziemię, a kiedy łaskawie pojawia się w swojej niematerialnej postaci, jest w strasznym stanie. Demony zdołały go dorwać i teraz mają w swoich rękach klucz do piekła, jak również wabik na Charley, przez którą mogą dostać się do nieba. A przecież to dopiero początek trudności, z jakimi musi zmierzyć się bohaterka.

Nie ulega wątpliwości, iż „Drugi grób po lewej” jest w 100% i pod każdym względem kontynuacją „Pierwszego grobu po prawej”, jako że w przypadku obu tych książek można wyliczać te same wady, jak również podać te same zalety. I tak oto, kolejny raz mamy do czynienia z powieścią wypełnioną kiepskim humorem, który tak naprawdę zupełnie nie bawi, a nawet można pokusić się o stwierdzenie, iż główna bohaterka wypada przez niego żałośnie. Jej „zabawne”, czy też „kąśliwe” komentarze w przerażającej większości są raczej słabe, zaś narracja, która z całą pewnością miała być prowadzona z polotem, pazurem i sporą dawką humoru, okazuje się kompletną klapą i jest wręcz żenująca. Również sytuacje, które powinny bawić, odnoszą w moim przypadku odwrotny skutek i naprawdę miałam ochotę walić głową w mur. Błagam, zostańmy przy stereotypach, kiedy to facet myśli kroczem. Bezustanna chcica głównej bohaterki w pewnym momencie naprawdę zaczyna irytować.

Czego by jednak nie mówić, najbardziej rażący jest niestety brak sensu przy okazji niektórych sytuacji. Ot, na przykład: stary „znajomy” Charley w czasach szkolnych zeznał na policji, że nie chciał jej zabić, a jedynie OKALECZYĆ SUV-em, po czym bez problemu zostaje policjantem. Inna sytuacja z samego początku książki: W KAWIARNI mąż zaginionej kobiety pyta Charley o jej zawodowy profesjonalizm, podczas gdy nasza „poważna pani detektyw” ma na nogach kapcie w kształcie króliczków. Wybaczcie, ale jak zdesperowany musi być mężczyzna, by prosić o pomoc kogoś takiego? Zresztą, nie mniej wstrząśnięta byłam pojawieniem się agentów FBI, nawet jeśli byli oszustami, którzy zajmują się sprawą zaginięcia JEDNEJ kobiety. Leżę, wyję i błagam o litość! Federalni i byle zaginięcie? Naprawdę?

Nie skupiajmy się jednak wyłącznie na minusach. Niezaprzeczalnym plusem książki jest interesująca fabuła: zarówno pod względem całej serii, jak i tego jednego tomu, chociaż opiera się ona niewątpliwie na tych samych zasadach, co poprzednia część. Sprawa zaginięcia przyjaciółki Cookie, chociaż niespecjalnie skomplikowana, na pewno potrafi zapewnić rozrywkę, zaś problemy boskiego syna Szatana i „najazdu” na niebo powoli nabierają coraz wyraźniejszych kształtów. Cóż, przyznam się bez bicia, że mieszanie religii do powieści tego typu jest ryzykowne i osobiście nie jestem zwolenniczką tego motywu u Charley Davidson, jednak nadal uważam, iż jest on interesujący. Także wszelkie drobne problemy, z którymi musi poradzić sobie Charley, jak chociażby duch w bagażniku samochodu Cookie, czy bandzior na przepustce, stanowią ciekawy dodatek, o którym czyta się z przyjemnością. Jeśli więc warto sięgnąć po tę powieść to właśnie dla fabuły, która musi się spodobać.

W ogólnym rozrachunku, nie mam pojęcia, co myśleć o książkach Daryndy Jones. Z jednej strony postać głównej bohaterki jest irytująca i sama nie wiem, jak z nią wytrzymałam, jednakże wszystkie inne postaci mają w sobie coś, co przyciąga czytelnika. Z drugiej, ciekawa fabuła rozbija się o bezmyślność i słaby humor. Przyznaję, to nie lada wyzwanie dla recenzenta.

Ostatecznie jednak, „Drugi grób po lewej” zdecydowanie powinny przeczytać osoby, którym podobał się poprzedni tom, zaś ci, którym nie przypadł on do gustu raczej nie zapałają miłością do tej części. Jeśli potraficie przymknąć oko na liczne niedociągnięcia, bądź stawiacie na pierwszym miejscu fabułę, zaś cała reszta nie jest już tak istotna, to zachęcam do podjęcia ryzyka.




Recenzja pisana dla portalu:

poniedziałek, 16 września 2013

Przez burze ognia - Veronica Rossi




Tytuł: Przez burze ognia
Autor: Veronica Rossi
Wydawca: Otwarte/Moondrive
Ilość stron: 368
Ocena: -6/6




Świat podzielił się na dwa obozy – Osadników żyjących w zamkniętej społeczności, niezwykle rozwiniętych pod względem technicznym, Kapsuł Podu i Dzikusów, którzy walcząc ze światem zewnętrznym pełnym burz eterowych, niebezpieczeństw i głodu, zamieszkują „Umieralnię”. Aria należy do pierwszej grupy, podczas gdy Perry jest przedstawicielem tej drugiej. Są zupełnie inni, całkowicie nieprzystosowani do współpracy, czy chociażby kontaktu ze sobą nawzajem, a jednak los stawia ich naprzeciwko siebie w najmniej sprzyjających warunkach. Dziewczyna pakuje się w kłopoty, kiedy wraz z czwórką znajomych zakrada się do zamkniętej kopuły użytkowej, gdzie nieobliczalny Soren wywołuje pożar i staje się niezwykle agresywny. Przed jego brutalnym szaleństwem Arię ratuje Perry, który z jakiegoś powodu dostał się do kopuły, choć nigdy nie powinno go tam być. Dla obojga to wydarzenie będzie miało opłakane skutki. Dziewczyna zostaje wygnana z miejsca, które przecież uważała za dom i pozostawiona na pewną śmierć – na co niewątpliwie liczy konsul Hess – poza Kapsułami Podu. Tym czasem Talon, bratanek Perry'ego, zostaje uprowadzony przez Osadników, zaś młody mężczyzna postanawia go odnaleźć i za wszelką cenę sprowadzić do domu. Drogi dwójki bohaterów krzyżują się kolejny raz, a oni są skazani na współpracę.

Przez burze ognia to powieść pod wieloma względami niebanalna, która przeplata i łączy w sobie dwa pozornie zupełnie różne od siebie gatunki – fantastykę oraz science-fiction. „Umieralnia” w ogromnej części stanowi odzwierciedlenie tego pierwszego gatunku, jako że żyjący tam ludzie utrzymują się z pracy swoich rąk, polowań, drobnego handlu, zaś za broń służą im noże, łuki i pięści. Ludzie mieszkają w prostych osadach, a ich warunki życia przypominają średniowieczne. Wyjątek stanowi jednak „twierdza” Marrona, która wydaje się znajdować pomiędzy brutalnym światem „Umieralni”, a luksusowymi Kapsułami. Życie Osadników w Kapsułach Podu jest więc zupełnie inne, o wiele bardziej nowoczesne. Technologia i genetyka znajdują się na niebywale wysokim poziomie, co pozwala na przenoszenie się do wirtualnych miejsc, na znaczny rozwój rolnictwa, czy nawet na ingerencję w kod genetyczny dziecka. Przyznaję, iż zaskoczyło mnie to na początku, ale i zachwyciło, dzięki czemu byłam szczerze zafascynowana tą niezwykłą lekturą, która wprowadziła mnie w świat zupełnie nowy i absorbujący.

Skoro już przy tym jesteśmy, autorka bez reszty rozkochała mnie w sposobie, w jaki skonstruowała „Umieralnię”, czyniąc ją dziką, nieprzystępną i niebezpieczną. Ludzie mieszkający poza Kapsułami tworzą plemiona, które walczą ze sobą, konkurują, współpracują, czasami są od siebie uzależnione. Na czele plemienia stoi Wódz Krwi, który musi wywalczyć sobie ten tytuł i utrzymać go odpowiadając na wyzwania innych kandydatów, jeśli tacy się znajdą. Co więcej, walka o tytuł kończy się śmiercią, bądź przysięgą wierności, co przydaje plemionom surowości oraz jeszcze bardziej fantastycznego klimatu. Naprawdę wspaniałym pomysłem było także wplecenie w ten świat kanibali, gdyż już samo plemię Krukorów z ich niezwykłymi strojami i wierzeniami wywołuje u czytelnika zachwyt, zaś po dodaniu do tego ich upodobań żywieniowych otrzymujemy kuszącą mroczną aurę.

Ogromnym plusem powieści są również Zmysły, które czynią wyjątkowymi niektórych ludzi spoza Kapsuł, dodają im więcej dzikości i tym samym czynią powieść bardziej niezwykłą. Fakt, iż Zmysł węchu pozwala na wyczuwanie nie tylko zapachów, ale i uczuć na pewno jest oryginalny i niezwykle interesujący. Tym bardziej, że emocje innych wpływają na Scira (osoba dysponująca tym konkretnym Zmysłem), co może zarówno niezwykle skomplikować życie bohaterów, jak i pomóc im zrozumieć wzajemne intencje. Nie będę ukrywać, że autorka zaimponowała mi również tym pomysłem na rozwinięcie stworzonego przez siebie świata.

Niemniej jednak, warto także wspomnieć o powadze, jaka towarzyszy powieści od pierwszych stron. Już na początku, z jednej strony mamy Arię, która nie jest w stanie nawiązać kontaktu z pracującą poza jej Kapsułą matką i obawia się najgorszego, jej znajomi zaczynają wariować, stają się brutalni i niebezpieczni w przeciągu jednej chwili, a dziewczyna nie jest w stanie samodzielnie wydostać się z tej matni; z drugiej – Talona, który mimo bardzo młodego wieku cierpi z powodu choroby, która wcześniej doprowadziła do śmierci jego matki, na domiar złego zostaje porwany, co najboleśniej odczuwa Perry. Z każdą chwilą problemy narastają, sytuacja staje się coraz bardziej dramatyczna, proste rozwiązania przestają istnieć. Ponadto czytelnik poznaje więcej postaci, których historie również niosą ze sobą pewien ładunek dramatu. Dodam, iż ujawnienie niektórych sekretów może szokować i wywoływać ogromne emocje, chociaż z pewnością nie łatwo nam oceniać postępowanie bohaterów. Zmuszeni są, bowiem do podejmowania trudnych decyzji, a każdy błąd może kosztować życie wielu ludzi.

Podsumowując, Przez burze ognia to wspaniale skonstruowana, ciekawa powieść, którą łatwo pokochać i która wzrusza czytelnika bezwzględnością świata przedstawionego. To pogoń za tym, co zostało nam odebrane, wielkie nadzieje, bolesne zawody i niebezpieczeństwo, które zagraża zarówno Kretom, jak i Dzikusom. W skrócie, Przez burze ognia to cudowna książka, którą naprawdę warto przeczytać.