Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komedia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komedia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 października 2014

piątek, 8 listopada 2013

Zakochany tyran vol. 3 - Hinako Takanaga




Tytuł: Zakochany tyran vol. 3
Autor: Hinako Takanaga
Wydawca: Kotori
Ilość stron: 178
Ocena: 5+/6




Jak wiele szkód może wyrządzić jedna przesyłka, która dociera pod niewłaściwy adres? Do czego potrafi posunąć się znudzony delegacją biznesmen? Jak wiele może wydarzyć się w zaledwie trzy dni? I co to wszystko oznacza dla nieświadomego niczego chłopaka, który zauważa dziwne zachowanie swojego kochanka?
Odpowiedzi na te i inne pytania znajdziecie w trzecim tomie „Zakochanego tyrana”.

Kiedy Souichi Tatsumi i jego młodsza siostra otrzymują przesyłkę ze Stanów jej otwieraniu towarzyszy uczucie ciekawości i pełnego euforii wyczekiwania ze strony dziewczynki, z kolei odkrycie zawartości niesie ze sobą zawód i zaskoczenie, które mają się jednak nijak do reakcji młodego doktoranta na „treść” dołączonego do paczki listu. Nic to, iż pomyłka jest ewidentna, zaś kopertę zaadresowano do Taichirou Isogai. Tatsumi i tak dobiera się do niej, co owocuje u niego żądzą mordu i serią niefortunnych zdarzeń. Tak się, bowiem składa, iż pragnąć odzyskać swoją przesyłkę oraz wykonując małe zadanko dla Kurokawy, Isogai zupełnie przypadkowo staje się świadkiem niezwykle interesującej sceny, do której dochodzi pomiędzy Morinagą, a Tatsumim. To niespodziewane odkrycie budzi w mężczyźnie prawdziwie wrednego demona i podłego szantażystę, który mając haczyk na Souichiego postanawia w pełni wykorzystać swoją przewagę. Sprawę dodatkowo ułatwia mu trzydniowa nieobecność Morinagi, który nieświadomy konsekwencji swoich ostatnich poczynań wyjeżdża na konferencję.

Jak sama autorka zauważyła w posłowiu, poprzedniemu tomowi „Zakochanego tyrana” towarzyszyło zdecydowanie więcej powagi, zaś historia była cięższa, doprawiona odrobiną dramatu i bolesnej przeszłości. Nic więc dziwnego, że tym razem mamy do czynienia z częścią nastawioną w pełni na komedię, która kręcąc się wokół Tatsumiego przypomina nam o jego absurdalnej homofobii oraz okropnym charakterze. Zadziwiające, że te dwie negatywne cechy potrafią w jakiś magiczny sposób dodać mandze humoru, zaś w połączeniu z uczuciem do Morinagi nawet słodyczy. Zresztą, czy naprawdę jest się czemu dziwić, kiedy ma się do czynienia z poważnym i pełnym złości upartym osłem, który zostaje postawiony w sytuacji zawstydzającej, a nawet poniżającej? Souichi bez wątpienia nie należy do osób rozrywkowych i potrafiących się dobrze bawić, więc zestawienie go z jego żądnym karaoke przeciwieństwem po prostu musi wywołać uśmiech na twarzy czytelnika. Co więcej, Isogai jest zwyczajnie bezbłędny we wszystkim, co robi, toteż stanowi dla tego tomu bezcenny element humorystyczny i napędowy.

Dzięki temu mało chwalebnemu dla Tatsumiego epizodowi zauważamy wyraźnie, iż nasz „młody gniewny” jest nie tylko nerwusem, sadystą, egoistą i niebezpiecznym dla otoczenia słodziakiem, ale także osobą, którą bardzo łatwo manipulować. O ile w przypadku Morinagi w grę wchodzi nie tylko szantaż, ale także uczucia, o tyle Isogai zdobywa władzę nad Souichim wyłącznie dzięki nieczystym zagraniom. Jasne, motywy, jakimi kierował się rozrywkowy biznesmen były stosunkowo niewinne, jednakże to nie o nich myślał początkowo doktorant. Należy także wziąć pod uwagę fakt, iż Tatsumi rzadko działa rozważnie i zazwyczaj trzyma się kurczowo jednego postanowienia nie dopuszczając do siebie innych prawd, czy rozwiązań. Jest więc tak nieskomplikowany w swoim sposobie myślenia, że grzechem byłoby tego nie wykorzystać. W takiej sytuacji wodzenie go za nos jest dziecinnie proste i pewnie jeszcze nie raz napsuje naszym bohaterom krwi.

Całkiem interesującym motywem tego tomu jest zazdrość Morinagi, wypływająca z jego niepewności. W końcu nawet słysząc kompromitującą jego kochanka rozmowę nie jest do końca pewny, w jaki sposób powinien ją rozumieć. Chociaż zżerany od środka wątpliwościami, pytaniami i masą dwuznaczności, nie przystępuje od razu do robienia scen, ale stara się w pierwszej kolejności wyjaśnić sytuację. Niestety, nie na wiele się mu to zdaje, gdyż wystarcza słowo „szantaż” by ugodzić go w sam środek otwartej rany, przez co w konsekwencji traci nad sobą panowanie i dopuszcza do siebie myśli o ewentualnych miłosnych ekscesach swojego partnera. Tatsumi nie jest przecież osobą, która chętnie rozwiewałaby wątpliwości i dzieliła wyznaniami, a jego humorki potrafiłyby zachwiać pewnością każdego.

I w ten oto sposób docieramy do najistotniejszego elementu trzeciego tomu „Zakochanego tyrana” – małego kroku dla ludzkości, ale wielkiego dla Tatsumiego. Albowiem intryga tej części kończy się swoistym drobnym wyznaniem, którego niewielu czytelników mogło się spodziewać, a które uszczęśliwia Morinagę. Widać nawet nasz homofob powoli zaczyna zdawać sobie sprawę ze swoich uczuć i powoli otwiera się na to, co nieuniknione. Naturalnie, nie ma co liczyć na nagłe, gwałtowne zmiany, ale przecież właśnie to stanowi o wielkości tej serii – choć ciało bezwstydnie otwiera się na miłość to dusza i wola nadal walczą stawiając zaciekły opór.

Podsumowując, Hinako Takanaga uraczyła nas kolejnym naprawdę dobrym tomem „Zakochanego tyrana”, który zdobywa serca humorem oraz sporą dawką zawstydzenia w wykonaniu wyjątkowo rozkosznego w tej części Tatsumiego. Co więcej, mangaka zaczyna machać przed nosem czytelnika marchewką, którą niewątpliwie jest coraz większa świadomość uczuć odczuwanych przez Souichiego. Wprawdzie mężczyzna nie przestaje terroryzować partnera, ale i tak wznosi się na wyżyny swoich miłosnych możliwości i ewidentnie ulega czarowi zakochanego w nim chłopaka. Zdecydowanie ma się ochotę czytać dalej!

czwartek, 24 października 2013

Śnieg w czerwcu - Demon Lionka




Tytuł: Śnieg w czerwcu
Autor: Demon Lionka
Wydawca: The Cold Desire
Ilość stron: 155
Ocena: 5+/6




Gabriel Shelley jest świeżo upieczonym nauczycielem matematyki, który mając do wyboru bezrobocie bądź użeranie się z matematycznie niepełnosprawnymi uczniami liceum, wybrał słabo płatną fuchę psora. Jak się jednak okazuje, los uśmiechnął się do niego w dosyć przewrotny sposób, gdyż to właśnie pośród uczniów maturalnej klasy polonistycznej, Gabriel odnalazł miłość swojego życia, Krzysztofa Lewandowskiego – atrakcyjnego metala o zielonych oczętach. Pozwalając sobie na odrobinę egoizmu, młody nauczyciel postanawia udzielać wymarzonemu ideałowi korepetycji ze swojego przedmiotu, co skutkuje spełnieniem marzeń.
Zakochani w sobie bez pamięci młodzi mężczyźni rozpoczynają wspólne życie wraz z ukończeniem przez Krzyśka liceum oraz rozpoczęciem studiów na Politechnice. Ich pożycie cechują sielankowa atmosfera i ogólna harmonia, które zostają zakłócone odwiedzinami matki Gabriela. Tak się składa, że poza dwoma braćmi mężczyzny nikt w rodzinie nie wie o jego seksualnych preferencjach i tak mogłoby pozostać, jednakże Gabryś postanawia wyjść w końcu z szafy i przyznać się do swojego homoseksualizmu. Przeprawa z matką nie zapowiada niestety końca większych oraz mniejszych problemów. Rodzeństwo Shelley oraz Krzysiek mają przed sobą długie miesiące nieustępliwej zimy i skrajnie różnych przeżyć.

Śnieg w czerwcu to stosunkowo krótka lektura, która swoją pierwszą młodość przeżywała wiele lat temu jako opowiadanie publikowane w sieci, zaś teraz zaktualizowana oraz wzbogacona o drobne bonusy powróciła do życia w formie powieści. Nie można zaprzeczyć, iż tę lekką, zabawną i idealną na chandrę historię czyta się szybko i z najprawdziwszą przyjemnością. Co więcej, mimo iż nie jestem w tej dziedzinie ekspertem, odnoszę wrażenie, iż Śnieg w czerwcu jest pozycją, która wręcz idealnie nadaje się do stworzenia na jej podstawie mangi. Podczas czytania bez przeszkód możemy wyobrazić sobie szczegółowo wszystkie wydarzenia, niemal widzimy miejsca, w których rozgrywa się akcja, jak również mamy okazję poznać uczucia bohaterów, które sprecyzowane są jasno i klarownie, co na pewno ułatwiłoby pracę rysownikowi. W takich chwilach naprawdę żałuję, że jestem artystycznym beztalenciem!

Gusta literackie są tak różne, jak różni się ludzie i z pewnością nie sposób zadowolić każdego. Jedni wolą łzawe dramaty, inni poszukują po prostu ostrych scen łóżkowych czy incestu. Osobiście jestem wieloletnią, zagorzałą zwolenniczką wszelkich romansów, w których pojawia się motyw uczucia pomiędzy uczniem i nauczycielem, zaś różnica wieku między kochankami jest większa niż kilka miesięcy, czy niespełna dwa lata. Nie skłamię jeśli stwierdzę, że Śnieg w czerwcu w pełni zaspokaja właśnie te z moich małych „zboczeń”. Jeśli dodać do tego moje niezdrowe uwielbienie dla metali, które obrało sobie za cel zaślinienia postać Krzyśka, nie ma chyba żadnych wątpliwości, co do mojej opinii na temat tej powieści.

Co więcej, jestem osobą, która do literatury podchodzi bardziej uczuciowo niż do prawdziwego życia, toteż w pozycjach boys love przykładam ogromną wagę do słodyczy, romantyzmu oraz minimalizacji dramatu. I tym razem powieść okazała się strzałem w dziesiątkę, gdyż na brak wywołujących zadowolone mruczenie scen nie mogłam narzekać. W przypadku tej pozycji do listy zalet z czystym sumieniem mogę dopisać również dowcip, który pozwolił mi zapomnieć o wszystkich udrękach życia studenckiego, jako że Śnieg w czerwcu to masa dobrego, prostego humoru, który potrąca dokładnie te struny, które powinien. Krótko mówiąc, powieść ta naładowana jest pozytywną energią i z całą pewnością stanowi dobry lek na chandrę, chociaż należy wspomnieć, iż w pewnym momencie autorka z premedytacją zatrzymuje akcję serca czytelnika!

Niemniej jednak, muszę także ponarzekać. Mało mi! Śnieg w czerwcu powinien być stanowczo dłuższy, jako że jest miodem dla duszy i serca. Pod wpływem tej lektury problemy przestają mieć jakiekolwiek znaczenie, zaś świat wydaje się miejscem zdecydowanie weselszym. Może jestem nudziarzem, ale książki takie jak ta mogę czytać w nieskończoność! Tak, uwielbiam słodycze w każdej formie, także tej papierowej. I właśnie dlatego chcę więcej, więcej, więcej!

niedziela, 22 września 2013

Drugi grób po lewej - Jones Darynda




Tytuł: Drugi grób po lewej
Autor: Jones Darynda
Wydawca: Papierowy Księżyc
Ilość stron: 388
Ocena: 3/6




Są autorzy, których warsztat zmienia się w miarę pisania oraz tacy, którzy stoją w miejscu. Są powieści, które od początku do końca nie zachęcają do lektury i te, które z czasem potrafią wciągnąć. Są też bohaterowie, w których czytelnik się zakochuje oraz postacie, z którymi wolałby nie mieć nigdy do czynienia. Kiedy postanowiłam zrecenzować drugi tom przygód Charley Davidson, miałam ogromną nadzieję na konkretne zmiany, które sprawią, że interesujący pomysł autorki rozwinie skrzydła i w końcu się wzniesie. Niestety, „Drugi grób po lewej” nie odbił się nawet od ziemi, podobnie jak miało to miejsce w przypadku poprzedniego tomu – lot należało odwołać i przesiąść się do zwykłego autobusu, który nieubłaganie trzęsie na nierównej nawierzchni drogi.

Od wydarzeń opisanych w „Pierwszym grobie po prawej” minęło góra dziesięć dni, zaś Chrley Davidson kolejny raz ma pełne ręce roboty. Brutalnie wyciągnięta z łóżka o nieprzyzwoicie wczesnej porze przez zdesperowaną Cookie, ubrana jak ostatni clown za sprawą tej samej osoby, pani detektyw właśnie staje twarzą w twarz ze swoim nowym zleceniem. Przyjaciółka Cookie ma kłopoty, jednak zanim ktokolwiek jest w stanie dowiedzieć się, o co chodzi, kobieta znika bez śladu. Załamany mąż nie dba o pieniądze, wynajmuje Charley, by ta odnalazła Mimi. Niestety, sprawa nie jest tak prosta, jak mogłoby się wydawać. Komuś najwyraźniej bardzo zależy na tym, by kobieta się nie odnalazła, a dwójka podejrzanych typków, podających się za agentów FBI, nachodzi naszą kostuchę w biurze. To nie koniec problemów, gdyż Reyes Farrow – grzesznie przystojny syn Szatana – zapadł się pod ziemię, a kiedy łaskawie pojawia się w swojej niematerialnej postaci, jest w strasznym stanie. Demony zdołały go dorwać i teraz mają w swoich rękach klucz do piekła, jak również wabik na Charley, przez którą mogą dostać się do nieba. A przecież to dopiero początek trudności, z jakimi musi zmierzyć się bohaterka.

Nie ulega wątpliwości, iż „Drugi grób po lewej” jest w 100% i pod każdym względem kontynuacją „Pierwszego grobu po prawej”, jako że w przypadku obu tych książek można wyliczać te same wady, jak również podać te same zalety. I tak oto, kolejny raz mamy do czynienia z powieścią wypełnioną kiepskim humorem, który tak naprawdę zupełnie nie bawi, a nawet można pokusić się o stwierdzenie, iż główna bohaterka wypada przez niego żałośnie. Jej „zabawne”, czy też „kąśliwe” komentarze w przerażającej większości są raczej słabe, zaś narracja, która z całą pewnością miała być prowadzona z polotem, pazurem i sporą dawką humoru, okazuje się kompletną klapą i jest wręcz żenująca. Również sytuacje, które powinny bawić, odnoszą w moim przypadku odwrotny skutek i naprawdę miałam ochotę walić głową w mur. Błagam, zostańmy przy stereotypach, kiedy to facet myśli kroczem. Bezustanna chcica głównej bohaterki w pewnym momencie naprawdę zaczyna irytować.

Czego by jednak nie mówić, najbardziej rażący jest niestety brak sensu przy okazji niektórych sytuacji. Ot, na przykład: stary „znajomy” Charley w czasach szkolnych zeznał na policji, że nie chciał jej zabić, a jedynie OKALECZYĆ SUV-em, po czym bez problemu zostaje policjantem. Inna sytuacja z samego początku książki: W KAWIARNI mąż zaginionej kobiety pyta Charley o jej zawodowy profesjonalizm, podczas gdy nasza „poważna pani detektyw” ma na nogach kapcie w kształcie króliczków. Wybaczcie, ale jak zdesperowany musi być mężczyzna, by prosić o pomoc kogoś takiego? Zresztą, nie mniej wstrząśnięta byłam pojawieniem się agentów FBI, nawet jeśli byli oszustami, którzy zajmują się sprawą zaginięcia JEDNEJ kobiety. Leżę, wyję i błagam o litość! Federalni i byle zaginięcie? Naprawdę?

Nie skupiajmy się jednak wyłącznie na minusach. Niezaprzeczalnym plusem książki jest interesująca fabuła: zarówno pod względem całej serii, jak i tego jednego tomu, chociaż opiera się ona niewątpliwie na tych samych zasadach, co poprzednia część. Sprawa zaginięcia przyjaciółki Cookie, chociaż niespecjalnie skomplikowana, na pewno potrafi zapewnić rozrywkę, zaś problemy boskiego syna Szatana i „najazdu” na niebo powoli nabierają coraz wyraźniejszych kształtów. Cóż, przyznam się bez bicia, że mieszanie religii do powieści tego typu jest ryzykowne i osobiście nie jestem zwolenniczką tego motywu u Charley Davidson, jednak nadal uważam, iż jest on interesujący. Także wszelkie drobne problemy, z którymi musi poradzić sobie Charley, jak chociażby duch w bagażniku samochodu Cookie, czy bandzior na przepustce, stanowią ciekawy dodatek, o którym czyta się z przyjemnością. Jeśli więc warto sięgnąć po tę powieść to właśnie dla fabuły, która musi się spodobać.

W ogólnym rozrachunku, nie mam pojęcia, co myśleć o książkach Daryndy Jones. Z jednej strony postać głównej bohaterki jest irytująca i sama nie wiem, jak z nią wytrzymałam, jednakże wszystkie inne postaci mają w sobie coś, co przyciąga czytelnika. Z drugiej, ciekawa fabuła rozbija się o bezmyślność i słaby humor. Przyznaję, to nie lada wyzwanie dla recenzenta.

Ostatecznie jednak, „Drugi grób po lewej” zdecydowanie powinny przeczytać osoby, którym podobał się poprzedni tom, zaś ci, którym nie przypadł on do gustu raczej nie zapałają miłością do tej części. Jeśli potraficie przymknąć oko na liczne niedociągnięcia, bądź stawiacie na pierwszym miejscu fabułę, zaś cała reszta nie jest już tak istotna, to zachęcam do podjęcia ryzyka.




Recenzja pisana dla portalu:

piątek, 20 września 2013

Finn nieposkromiony - Oliver Uschmann




Tytuł: Finn nieposkromiony
Autor: Oliver Uschmann
Wydawca: Dreams
Ilość stron: 304
Ocena: -6/6




Klękajcie narody i bójcie się dorośli, bo oto pomysłowe i naprawdę szalone trio kolejny raz wkracza do akcji. Finn, Lukas i Flo mają przed sobą zupełnie nową i zdecydowanie odmienną od poprzedniej misję, w której wykorzystując atrybuty 4xM (MIND, MOOD, MECHANICS i MASCULINITY) poszukują nowego ojczyma dla Floriana, a zarazem chłopaka dla jego niesamowicie wymagającej matki, która każdego potrafi odprawić z kwitkiem. Sprawa jest poważna, jako że potencjalny „tatuś” musi być przystojny, wysportowany, sprawny manualnie, ale równocześnie nie krzywdzić zwierząt, nie jeść mięsa, nie unosić się gniewem... Nie za wiele, jak na jednego mężczyznę? Chłopcy nie tracą jednak nadziei, że ideał istnieje i oni zdołają go odnaleźć! Siłownia, muzeum, basen i jedna wielka katastrofa, która towarzyszy staraniom chłopaków. Na domiar złego, małe kłamstewko Finna skutkuje całymi pielgrzymkami krasnoludów, orków i innych przebierańców, którzy są przekonani, iż atrakcyjna mama Flo to nie kto inny, ale tajemnicza, znana pisarka. Niemniej jednak, prawdziwe atrakcje zaczynają się w chwili, kiedy Sophia jako jedyna wyczuwa w domu nieznośny smród, zaś z pomocą przychodzi jej czarujący i idealny pod każdym względem Heiner.

Finn nieokiełznany ukazał czytelnikowi świat oraz życie codzienne jako LARP, wyzwanie, niesamowitą, interesującą misję. Finn nieposkromiony sprowadza ludzkie umiejętności i cechy do Atrybutów, które są bliskie każdemu fanowi gier komputerowych, czy karcianych, co czyni ludzkie życie pasmem wyzwań mających na celu podniesienie, bądź obniżenie indywidualnych punktów przydzielonych każdemu wyróżnikowi. Muszę przyznać, że ten sposób patrzenia na otaczających nas ludzi przypomniał mi czasy młodości, kiedy wraz z koleżanką stworzyłyśmy swoją skalę punktacji i oceniałyśmy napotkanych na ulicy „samców”. Jak więc widać, moje doświadczenie kolejny już raz udowadnia, jak bardzo realni są nasi młodzi bohaterowie. Ich sposób patrzenia na świat przez pryzmat gier komputerowych, komiksów, czy piłki nożnej na pewno jest bliski ogromnej liczbie osób w każdym wieku mających swoje własne pasje, którymi wypełniają życie. Nie będę kłamać, właśnie dlatego tak bliska jest mi ta szalona trójca, którą szczerze uwielbiam.

Druga część przygód Finna Andersa to ogromna dawka humoru wynikającego nie tylko z przezabawnych sytuacji z udziałem chłopców, ale również ze stereotypów. Choć ubarwione i wyolbrzymione, nie brak im smaku, zaś w przypadku niektórych osób zdecydowanie mają one sporo wspólnego z rzeczywistością. Przyznajcie się, kogo zdziwiłby obraz całującego swoje bicepsy mięśniaka na siłowni, bądź niskiego, nieciekawego intelektualisty? W książce doświadczymy także naprawdę emocjonującej słodyczy, która rozlewa się ciepłem po ciele czytelnika. Idealny, wyrozumiały i czarujący Heiner wzbudza sympatię, a jego niewątpliwie perfekcyjne podejście do trójki nastolatków czyni z niego mężczyznę wręcz rozkosznego. Z największą przyjemnością czyta się o jego pracy nad domkiem na drzewie, czy staraniach by zaimponować Sophii. I w końcu, Finn nieposkromiony to także odrobina powagi oraz dramatu, jaki dotyka zranionych kłamstwami ludzi.

Chociaż powieść ukazuje życie jako grę, zaś ludzi jako awatary, miłość została potraktowana zupełnie inaczej. Chłopcy w prawdzie rozpoczęli swoją misję niczym grę w The Sims lecz ostatecznie przekonują się, że nie tędy droga i nie łatwo sprostać wymaganiom kobiety, a dodatkowo wzbudzić jej zainteresowania. Nastolatkowie mają również okazję przekonać się jak dalece krzywdzące może być czynienie z uczuć zabawy. Dla Heinera wyzwanie rzucone przez znajomego również ma skutki uboczne, które dają mu się we znaki. Ostatecznie gra okazała się motorem napędowym, ale bynajmniej nie była rozwiązaniem problemów Flo i jego matki. Prawdziwe uczucia miały zdecydowanie większe znaczenie, niż stuprocentowa punktacja atrybutów.

Nie sposób zaprzeczyć, że Finn nieposkromiony posiada również wartość edukacyjną, a człowiek uczy się przecież przez całe życie. Przyznam się bez bicia, że nigdy nie byłam urodzonym matematykiem i w tej kwestii bliżej mi do Finna i Lukasa, niż do Flo. Tym bardziej interesujący był dla mnie fakt istnienia liczb doskonałych i wspaniałych. Nazwijcie mnie nieukiem, ale nigdy wcześniej nie spotkałam się z tym zagadnieniem. Także znaczeniu dwunastki dla religii świata okazało się bardzo wartościową lekcją i nie zapomnę wykorzystać tej wiedzy by zaimponować znajomym. W końcu na pewno nie tylko ja była zielona w tym temacie, a przynajmniej mam taką nadzieję.

Podsumowując, Finn nieposkromiony to kolejna fenomenalna powieść Olivera Uschmanna, w której odnalazłam siebie i która dotarła prosto do mojego serca. Wbrew pozorom przygody Finna nie są przeznaczone wyłącznie dla młodych czytelników, ale bardziej niż wiele innych powieści potrafią zaczarować także starszych wyjadaczy. Już pierwszy tom tej drobnej serii zjednał sobie moją sympatię, zaś drugi tylko umocnił władzę, jaką ma nade mną niebanalny Finn Anders. O ile po lekturze Finna nieokiełznanego czekałam z ogromną niecierpliwością na Finna nieposkromionego, tak teraz umieram nie mogąc doczekać się części trzeciej.

środa, 18 września 2013

Niebiańska podróż feniksa tom 1 - Feng Nong, Wang Yi




Tytuł: Niebiańska podróż feniksa
Autor: Feng Nong (scenariusz), Wang Yi (rysunki)
Wydawca: Yumegari
Ilość stron: 196
Ocena: 6/6




Możliwość powrotu do życia w nowym ciele jawi się raczej jako dar, niż przekleństwo. Cud, który pozwala człowiekowi zacząć od nowa, zapobiec spotkaniu z nieuniknionym i niewiadomym, nie zmusza raczej do zastanawiania się nad ewentualnymi problemami, jakie mogą z tego później wyniknąć. Niepewna przyszłość żyjącego człowieka wydaje się mniej przerażająca niż śmierć, która dla jednych będzie bramą ku egzystencji duchowej, zaś dla innych końcem wszystkiego. Jak się jednak okazuje, nowe życie, choć pożądane, wcale nie musi być szczęśliwe.

Ratując dziecko, Feng Ming ulega poważnemu wypadkowi. Jego życie zbliża się ku nieubłaganemu końcowi, kiedy to otrzymuje propozycję nie do odrzucenia. Dzięki mocy medium, dusza chłopaka może zostać przeniesiona do nowego ciała w innym czasie. W ten też sposób, Feng Ming budzi się jako młody, niezwykle piękny książę An He. Mogłoby się wydawać, że miał niezwykłe szczęście, niestety, w Xi Rei jego władza jest bardzo ograniczona. W rzeczywistości za sznurki pociąga chutliwy i brutalny regent, Rong Tian, który powoli rozpracowuje chłopaka. Na domiar złego, Rong niejednokrotnie wykorzystywał prawdziwego księcia i wcale nie planuje rezygnować z uciech cielesnych tylko dlatego, że An He nie jest już sobą. Wręcz przeciwnie, Feng Ming jawi się regentowi jako ktoś o wiele bardziej interesujący i pociągający. W końcu ma przed sobą to samo cudowne ciało, ale wzbogaca je cięty języczek i nieznośny charakter. Rong Tian nie jest jednak jedyną przeszkodą, jaką chłopak musi pokonać, jako że obowiązki władcy, nawet jeśli marionetkowego, również mogą sprawić wiele kłopotu.

Podróże w czasie – pożądany przez wielu dar, niezliczone możliwości, chęć zmiany przeszłości i zajrzenia w przyszłość, sposób na odpokutowanie win. „Tak!” zakrzykną jedni, „Tylko nie to!” wyjęczą drudzy. Nie ma najmniejszych wątpliwości, iż motyw ten znany jest każdemu i pojawia się niemal wszędzie. Czy więc nadal może być w nim coś oryginalnego i interesującego? Zdecydowanie! „Niebiańska podróż feniksa” łączy w sobie zarówno wątek przeniesienia duszy w czasie, jak również jej wędrówki z ciała do ciała, co pozwala na przedłużenie jej egzystencji oraz rozpoczęcie nowego życia. Są to więc motywy znajdujące się na granicy opętania oraz reinkarnacji, zważywszy na okoliczności, jakie towarzyszą podróży przez portal czasoprzestrzenny. Co więcej, odkrycie tego sekretu może kosztować bohatera życie. Nie jest to więc zwykły „skok przez płot”, ale naprawdę poważna sprawa.

Poruszone w tym tytule tematy również do zabawnych nie należą. Przede wszystkim mamy tu do czynienia z wykorzystywaniem seksualnym księcia, chociaż nie można jednoznacznie stwierdzić, czy oddawał się swojemu regentowi pod przymusem, czy może bardziej dobrowolnie, nie potrafiąc mu się sprzeciwić. Nie jest także pewne, czy książę An He rzeczywiście planował popełnić samobójstwo i co byłoby tego powodem. Wiemy jedynie, iż każdorazowa „zabawa” pozostawiała na jego ciele liczne ślady, zaś gwałtowność Ronga na pewno rozbudza wyobraźnię i zmusza do wyciągania pewnych wniosków.

Co więcej, „Niebiańskiej podróży feniksa” powagi dodaje również stylizowane na historyczne tło, w kontekście którego przedstawiony zostaje problemem marionetkowego władcy, który mimo swojego wysokiego urodzenia jest jedynie kukiełką w rękach silniejszych od siebie. W tym wypadku An He wydaje się być wyłącznie piękną oprawą, pustym naczyniem, podczas gdy regent sprawuje rzeczywistą władzę nie tylko nad krajem, ale również nad życiem księcia.

Nie mniej jednak, nie brakuje tu także odrobiny humoru, który towarzyszy molestowaniu Feng Minga. Choć regenta bez wątpienia cechuje nieustępliwość w chęć zdominowania chłopaka, to jednak siła charakteru głównego bohatera oraz jego pewność siebie, kontrastując z dziecinnym czasami zachowaniem, tworzą mieszankę, z którą Rong nie ma szans wygrać. Te drobne, pocieszne scenki bez wątpienia rozładowują napięcie i sprawiają, iż „Niebiańską podróż feniksa” czyta się z tym większym zainteresowaniem.

Wypada także napisać kilka słów na temat kreski oraz samego wydania, jako że uzupełniają się perfekcyjnie. Otóż, rysunki Wang Yi to prawdziwy miód dla oczu i z łatwością można się w nich bez reszty zakochać. Są bowiem nie tylko niezwykle piękne w swojej delikatności i dokładności, ale również cechuje je dbałość o proporcje. Mało tego, z twarzy z łatwością można wyczytać wiek postaci, zaś sposób rysowania ubrań w pełni oddaje każde niezbędne zgięcie materiału. Wydawnictwo Yumegari celebruje tę wspaniałą kreskę formatem większym od przeciętnego, stronami w kolorze oraz oprawą z obwolutą. Całość prezentuje się więc naprawdę zachęcająco i zadowoli nawet najbardziej wybrednych.

Mając na uwadze powyższe, z czystym sercem mogę zachęcić Was do zapoznania się z „Niebiańską podróżą feniksa”, jako że manhua ta zdecydowanie warta jest swojej ceny i po prostu musi znaleźć się w Waszej kolekcji, a jestem także przekonana, że wracać będziecie do niej z największą rozkoszą. Wierzcie mi, tytulik palce lizać!


Recenzja pisana dla portalu: