Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jun Mochizuki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jun Mochizuki. Pokaż wszystkie posty

środa, 13 listopada 2013

Pandora Hearts vol. 7 - Jun Mochizuki




Tytuł: Pandora Hearts vol. 7
Autor: Jun Mochizuki
Wydawca: Waneko
Ilość stron: 182
Ocena: 6-/6




Czasy sprzed tragedii w Sablier. Zwabiona dźwiękami pozytywki Lottie niespodziewanie spotyka w ogrodzie swojego pana, Glena Baskerville'a, oraz Jacka Vessaliusa, twórcę pozytywek, który – o zgrozo – okazuje się dobrym przyjacielem Glena. Dziewczynie trudno w to uwierzyć, a jednak w towarzystwie Jacka jej pan jest w stanie nawet się uśmiechać. Cała ta sielanka nie trwa niestety zbyt długo, gdyż pewnego dnia ogarnięty jakimś niezrozumiałym szaleństwem Glen Baskerville rozkazuje swoim ludziom wymordować wszystkie osoby obecne na zamku w Sablier, a polecenie zostaje posłusznie wykonane.
Chwila obecna. Wezwany przez Lottie Jack bynajmniej nie planuje współpracować. Strasząc użyciem mocy B-Rabbita pozbywa się zagrożenia, ale już samo pojawienie się wyczerpuje jego siły. Tym samym fragmenty wspomnień Jacka docierają do świadomości Oza, co sprawia, iż chłopak pogrąża się w czarnych myślach. Niemniej jednak, dzięki drobnej pomocy Elliota Oz znowu odzyskuje dobry humor. A przynajmniej było tak przez chwilę, gdyż prawda o pochodzeniu Oza mocno zachwiała rodzącą się przyjaźnią między Vessaliusem, a Nightrayem. I pomyśleć, że to najmniejszy, choć tak głęboko przeżywany, problem głównego bohatera.

Swoimi ostatnimi tomikami mangi Padora Hearts Jun Mochizuki niewątpliwie zainteresowała czytelnika tajemnicami przeszłości. Nic więc dziwnego, że rozpoczyna swój siódmy tom od wyjawienia drobnych sekretów, by na koniec niemal ogłuszyć nas rewelacjami. I tak, poznajemy elementy burzliwej przyjaźni Jacka i Glena, która zapowiadała się na idylliczną, zaś ostatecznie została zabarwiona czerwienią krwi i dramatu. Nadal nie znamy szczegółów i pikantniejszych kawałków, ale powoli zbliżamy się do poznania pewnych tajemnic, a to wywołuje dreszczyk emocji. Niemniej jednak, to pod koniec tomu padamy na kolana przed mangaką, która pozwala nam na wgląd w szokującą przeszłość Breaka. Czy ktoś mógł spodziewać się dokładnie tego, co zostaje nam ujawnione? Wątpliwe! Oczywiście, pewne podpowiedzi pojawiły się wcześniej, ale tylko kwestia oka wydawała mi się jasna. Cała reszta była zaskoczeniem. Co więcej, nie sposób ukryć, że ostatni kadr mangi zdecydowanie zapowiada gorącą kontynuację i sprawia, że czytelnik z niecierpliwością czeka na tom ósmy.

A skoro jesteśmy już przy bliższym poznawaniu postaci, nie można zapomnieć o ekscentrycznej stronie słodkiej Sharon. Któż by się spodziewał, że ta idealna dama ma swoje małe „zboczenia”, które teraz wychodzą na światło dzienne? Ładniutka, dobrze wychowana, pozornie niewinna, a w rzeczywistości niebezpieczna Sharon nie tylko jest w stanie uciszyć Breaka, ale i wywołać ciarki u Alice. I nie ma się czemu dziwić. Ten demon w ludzkiej skórze nie szczędzi nikomu razów. Zresztą, zapowiadające się niewinnie lekcje udzielane Alice na przykładzie romansów, także kończą się brutalnym akcentem przemocy fizycznej. Biedny Oz...

Niemniej jednak, wypada także wspomnieć o małej alkoholowej libacji urządzonej na szybkiego przez wujaszka Oskara. Ten drobny epizodzik wart jest uwagi chociażby ze względu na Gilberta. I bynajmniej nie chodzi tu o obraz pijanego, czy też rozkosznego, płaczącego Gila, choć to niewątpliwie cudowny widok. To właśnie w tej chwili Gilbert lepiej niż kiedykolwiek wcześniej zaczyna uświadamiać sobie fakt, że zostaje z tyłu, przestaje być potrzebny, gdyż Oz zaczął się zmieniać i planuje się usamodzielnić. Każda kolejna sytuacja tylko bardziej dręczy poczciwego chłopaka i najwyraźniej go przeraża. Ale czego Gilbert boi się najbardziej? Porzucenia, samotności, utraty celu w życiu?

Tak oto, siódmy tom mangi Pandora Hearts nie obfituje wprawdzie w akcję w czasie teraźniejszym, ale zdecydowanie oferuje czytelnikowi spory kawałek wyśmienitej przeszłości i muszę przyznać, że pod tym względem ta część naprawdę przypadła mi do gustu. Robi się, bowiem coraz goręcej, sytuacja staje się naprawdę napięta, a granice czasu zacierają się jeszcze bardziej.

sobota, 2 listopada 2013

Pandora Hearts vol. 6 - Jun Mochizuki




Tytuł: Pandora Hearts vol. 6
Autor: Jun Mochizuki
Wydawca: Waneko
Ilość stron: 182
Ocena: 6/6




Vincent Nightray pokazał, co sądzi o ludziach, kiedy zmusił Breaka do dokonania absurdalnego wyboru pomiędzy osłabioną trucizną panienką Sharon, a samolubnym pragnieniem poznania tajemnic tragedii w Sablier. Po raz kolejny udowodnił na co go stać, gdy postanowił rozkoszować się widokiem zdruzgotania na twarzy Breaka po śmierci dziewczyny, która nie miałaby szans na przeżycie, gdyby nie prostoduszna Echo. To dzięki niej Sharon dochodzi teraz do siebie pod okiem swojego wiernego, ekscentrycznego towarzysza. Tym czasem niepoprawny Oskar Vessalius pakuje Oza oraz Gilberta w kłopoty, zmuszając ich do włamania się do budynku Akademii Lutwidge, gdzie aktualnie kształci się Ada – słodka siostra Oza, której chłopak nie miał okazji zobaczyć odkąd powrócił z Otchłani. Powód całej tej afery jest banalnie prosty, tak się składa, że dziewczyna zakochała się w pewnym chłopcu, o którym jej wuj nie wie zupełnie nic i to wystarcza by doprowadzić Oskara do pasji. Nikt nie mógł jednak przewidzieć tego, że w Akademii pojawią się także inni nieproszeni goście, którzy pragną położyć swoje łapska na Ozie.

Ostatnio naprawdę wiele się działo, toteż w szósty tom Pandora Hearts wkrada się zbawienny i jakże niezbędny humor, który pozwala czytelnikowi odetchnąć po pierwszej porcji powagi i emocji, jak również zebrać siły przed kolejnymi kłopotami, jakie czekają na naszych bohaterów. Właśnie z tego powodu kolejny tom tej zachwycającej mangi przywodzić może na myśl kremówkę składającą się z dwóch warstw ciasta zamykających między sobą lekki, słodki środek. Nie ulega, bowiem wątpliwości, że wujaszek Oskar potrafi zapewnić niebanalną rozrywkę i skutecznie odciągnąć myśli od wszelkich poważnych kwestii. Zresztą, stary, brodaty cap w szkolnym mundurku to na pewno niecodzienny widok. Nie sposób zapomnieć także o żądzy mordu u starszego i młodszego Vessaliusa, kiedy w grę wchodzą uczucia słodkiej, niewinnej Ady. Biedny Gil staje się zwierzyną łowną z powodu jednego rumieńca dziewczyny i jej niepewnego spojrzenia. Ups? I w końcu, chociaż pełne niepewności i strachu, ponowne spotkanie Oza i Ady rozgrzewa serce i wywołuje uśmiech.

Nie sposób jednak zaprzeczyć, iż lwia część tego tomu skupia się na tematach niezwykle poważnych, chociaż dotyczących wybranych jednostek. Już na początku mamy okazję ujrzeć szlachetniejsze oblicze Breaka, który nie zastanawia się dwa razy, ale poświęca swoje pragnienia na rzecz ratowania swojej towarzyszki. Nie należy on może do najszczerszych osób, ale nie ulega wątpliwości, że zależy mu na Sharon. Zresztą, z wzajemnością, gdyż także ona jasno daje innym do zrozumienia, jak istotny jest dla niej Xerxes i jego dążenia. Oczywista staje się również bezwzględność Vincenta, który mimo słodkiego, niewinnego uśmiechu jest wilkiem w owczej skórze. Nic więc dziwnego, że jego miłość do brata wydaje się uczuciem człowieka obłąkanego i niebezpiecznego. I oto, zaledwie na początku tomu, pojawia się pierwsza warstwa ciasta na naszej kremówce.

Jeśli zaś chodzi o podstawę tego ciastka to stanowią ją nie wydarzenia tego tomu, ale temat kłótni między Ozem, a świeżo poznanym Elliotem. Przyznaję, że zawsze wyznawałam punkt widzenia młodego Vessaliusa, który uważa za szlachetne oddanie życia za innych, poświęcenie się dla dobra bliskich sobie osób. Tymczasem Elliot swoimi poglądami ukazuje zupełnie inne oblicze tego rodzaju bohaterstwa. Śmierć jest, bowiem łatwiejsza i mniej bolesna, niż życie ze świadomością utraty kogoś bliskiego, ona stanowi upragniony koniec, podczas gdy to osoby pozostawione na tym świecie zmuszone będą do dalszej samotnej walki. To właśnie ten sposób patrzenia na świat oraz szczera bezpośredniość, z jaką młody Nightray wbija swoje racje do głowy chłopaka, otwierają mu oczy, docierają do serca i pomagają w wykonaniu pierwszego kroku ku nowemu, odważniejszemu życiu.

I tym oto sposobem docieramy do podsumowania kolejnego już tomu mangi Pandora Hearts, która nie traci na efektowności, rozwoju akcji, jak również na przekazie, jaki ze sobą niesie. Czytelnik w dalszym ciągu otoczony jest tajemnicami i chociaż poznaje coraz lepiej przeszłość i wnętrze bohaterów, to nadal jest błądzącym w ciemności dzieckiem. Wewnętrzne dylematy i troski postaci nierzadko do nas przemawiają, zmuszają do zatrzymania się i zastanowienia nad pewnymi sprawami, a przecież historia niezmiennie i wytrwale rwie do przodu wciągając nas coraz bardziej. Tej mangi nigdy nie ma się dosyć.

niedziela, 27 października 2013

Pandora Hearts vol. 5 - Jun Mochizuki




Tytuł: Pandora Hearts vol. 5
Autor: Jun Mochizuki
Wydawca: Waneko
Ilość stron: 182
Ocena: 6/6




Starając się odnaleźć Alice, zupełnie niespodziewanie Oz przenosi się do świata utkanego z jej skrzętnie ukrywanych wspomnień dotyczących tragedii w Sablier. Otoczony krwią i zmasakrowanymi zwłokami chłopak brnie coraz głębiej w potworności, które miały miejsce sto lat wcześniej. To rodzi pytania, na które nie sposób odpowiedzieć. Jak to możliwe, że Alice była świadkiem tego wszystkiego? Co w jej wspomnieniach robi chłopiec do złudzenia przypominający małego Vincenta? Czy młody mężczyzna, którego Oz miał okazję poznać w swojej rzeczywistości miał coś wspólnego tą masakrą? A Gilbert? Czy i on przeżył to wszystko? Fakty odkrywane przed mody Vessaliusem powoli doprowadzają go na skraj obłędu i tylko Gil jest w stanie przywrócić chłopakowi rozum. W tym czasie Break i Cheshire są bez reszty pochłonięci swoją własną walką, a każdy z nich odnajduje w niej inny cel – zdobycie cennych wspomnień czy zabicie znienawidzonego przeciwnika. Krąg tajemnic wokół bohaterów zacieśnia się z każdą chwilą, a odpowiedzi wymykają się z ich rąk. Przeszłość kryje całą masę sekretów, a większość z nich bezsprzecznie wpływa na teraźniejszość.

Piąty tom Pandora Hearts otwiera przed czytelnikiem nowe drzwi, które do tej pory były zamknięte. Wraz z Ozem przenosimy się w miejsce krwawej masakry, o której do tej pory wiedzieliśmy stosunkowo niewiele. Teraz, kawałek po kawałku, pojawiają się nowe puzzle, które w dalszym ciągu nie łączą się z poprzednimi, jednak tworzą coraz to barwniejszy witraż zdarzeń, ludzi, pytań. Czytelnik wie, że wszystko to ma sens, wszystko jest ze sobą w pewien sposób powiązane, jednak nie może uchwycić obrazu całości, gdyż ten jeszcze nie istnieje. Pytania, które pojawiają się z każdym nowo okrytym faktem fascynują, dręczą, nie dają spokoju. To właśnie one zmieniają obraz bohaterów, których poznaliśmy do tej pory, wzmagają atmosferę tajemniczości, która ich otacza. Czytelnik uświadamia sobie z całą powagą, iż nie wie zupełnie nic o bliskich sobie postaciach.

Niezwykle interesującym motywem tego tomu są destrukcyjne myśli Oza, które rodzą się z potrzeby pomocy Alice oraz szoku, który wywołała zdobyta przez niego wiedza. Te same pragnienia kierują poczynaniami kota Cheshire, co czyni ich tak bardzo do siebie podobnymi, a zarazem zupełnie różnymi. Albowiem wsłuchujący się w głos zdrowego rozsądkiem młody Vessalius nigdy nie dążyłby do wyeliminowania największego lęku Alice, czyli jej samej i dopiero zamknięty w skorupie szaleństwa jest w stanie zniszczyć osobę, którą pragnie chronić. Co się zaś tyczy Cheshire, usiłuje on spełnić pragnienie Intencji Otchłani – istoty dla niego najcenniejszej – a tak się składa, że tym pragnieniem jest właśnie śmierć Alice. To nagromadzenie sprzecznych, ale w pewnym stopniu bliskich sobie emocji zespala uczucia pozytywne i negatywne czyniąc je jednym. Nie ulega wątpliwości, że taki klimat idealnie pasuje do mangi Pandora Hearts i nadaje jej jeszcze głębszego wyrazu.

Bardzo istotna w tym tomie jest również wiara we własną wartość, która w przypadku Oza została zachwiana już wiele lat wcześniej przez ojca, zaś teraz jest atakowana obecnością Jacka. Chłopak zdaje sobie sprawę z tego, że ujawnienie się „duszy-lokatora” drzemiącej w jego ciele zmienia całkowicie sposób, w jaki ludzie na niego patrzą. Dla większości nie liczy się Oz Vessalius, ale drzemiący w nim Jack. Prawdę mówiąc, wątpliwości dopadają młodzieńca nawet w kwestii przyjaźni najbliższych mu osób, co naprawdę dobrze oddają staranne kadry mangi. To jednak nie wszystko, gdyż w tej trudnej dla Oza sytuacji z pomocą przychodzi osoba, po której nigdy byśmy się tego nie spodziewali. Jak widać, w Pandora Hearts każdy bohater potrafi nas zaskoczyć.

Tak więc, piąty tom mangi Pandora Hearts jest równie emocjonujący, co poprzednie, a może nawet jeszcze bardziej niż one. Już od pierwszych stron manga pokazuje jak niewiele wiemy jeszcze o fascynującym świecie stworzonym przez Jun Mochizuki, jak wiele tajemnic kryje przed nami mangaka i jak trudno będzie nam samodzielnie powiązać fakty w całość. Jest to więc tytuł coraz bardziej wymagający i nietuzinkowy, a nade wszystko, godny polecenia każdemu, kto jeszcze się mu opiera.

środa, 19 czerwca 2013

Pandora Hearts vol. 4 - Jun Mochizuki



Tytuł: Pandora Hearts vol. 4
Autor: Jun Mochizuki
Wydawca: Waneko
Ilość stron: 182
Ocena: 6/6





Z samego rana Gilbert zabiera Oza i Alice do miasta na poszukiwanie swojego zaginionego kapelusza, bez którego nie potrafi się obejść, a o który przyjdzie im zawalczyć. Przy tej okazji dochodzi do spotkania chłopców z Oskarem – niepoprawnym wujem Oza, którego nie sposób nie uwielbiać. Niestety, nie wszystko idzie tak, jakby można było oczekiwać. Break wykorzystuje skomplikowaną sytuację Alice by wraz z nią dostać się do kryjówki kota z Cheshire, albowiem kiciuś planuje zabić dziewczynę w imieniu Intencji Otchłani, zaś z Breakiem łączy go pewna przeszłość, od której kot zdaje się uciekać. Xerxes nie jest jednak głupi i zostawia po sobie ślad, który Oz interpretuje jednoznacznie, postanawiając przedostać się do miejsca, w które uprowadzono dwójkę jego znajomych. Kolejny element układanki wskakuje na swoje miejsce, gdy na drodze bohaterów staje mężczyzna ze wspomnień Alice.

Jak już wiadomo, Pandora Hearts to seria, która ma wiele wspólnego z Alicją w Karinie Czarów, jednakże po kilku spokojniejszych tomach, dopiero teraz mamy okazję zauważyć naprawdę wiele zależności między tymi dwoma tytułami. W mandze pojawia się, bowiem znany szerokiej publiczności kot z Cheshire, jak również mamy okazję „poznać” Szalonego Kapelusznika. Nie mniej jednak, w czwartym tomie odnajdziemy także drobny element baśniowy, a dokładniej, wiążący się z historią o Jasiu i Małgosi system znaczenia drogi „okruszkami”. Te motywy zdecydowanie pasują do tej mangi, jak również bezsprzecznie umilają czas czytelnikowi.

Sądzę, że w przypadku tego tomu na uwagę zasługuje w szczególności postać kota z Cheshire, którego autorka obdarzyła ludzkimi cechami, skomplikowała pod względem psychicznym i genialnie narysowała. Jego aparycja jest nie tylko miła dla oka, ale także stanowi bardzo interesującą, niemal groteskową mieszankę. Jest, bowiem naprawdę uroczy, zaś z drugiej strony „zdeformowany”, czym zwraca na siebie szczególną uwagę. Nie mniej jednak, kot, którego mamy okazję poznać w Pandora Hearts, nie jest do końca idealny. Cechuje go pewnego rodzaju tchórzostwo, o którym wspomina Break, a które dokładniej widzimy na końcu mangi, jak również brak pełnej kontroli nad swoim światem. Czyż to nie ciekawy przeciwnik dla naszych bohaterów? I co takiego łączy go z Breakiem?

I w końcu, doczekaliśmy się także kolejnej odsłony wspomnień Alice, dowiadujemy się kilku ciekawych rzeczy z przeszłości, poznajemy bliżej Pandorę, jej plany i sposób na osiągnięcie celu. To jednak nie wszystko, gdyż autorka raczy swoich czytelników również nowymi nazwiskami, które na pewno okażą się bardzo istotne dla dalszych tomów serii. Są, bowiem związane z tajemnicą, którą próbujemy odkryć wraz z Ozem i jego przyjaciółmi, z wydarzeniami, które miały miejsce przed wieloma laty, a które wpływają na teraźniejszość.

Tak więc, czwarty tom Pandora Hearts na pewno nikogo nie zawiedzie, ale wzmocni jeszcze zainteresowanie serią, rozbudzi ciekawość i rozkocha nas w fantastycznych bohaterach, których z każdą chwilą pojawia się więcej. Naprawdę warto sięgnąć po kolejny tom mangi i pozwolić porwać się tej zakręconej i szalonej, choć mrocznej krainie.

poniedziałek, 20 maja 2013

Pandora Hearts vol. 3 - Jun Mochizuki



Tytuł: Pandora Hearts vol. 3
Autor: Jun Mochizuki
Wydawca: Waneko
Ilość stron: 182
Ocena: 6/6





Wskazówka na piersi Oza poruszyła się, a tym samym rozpoczęło się powolne odliczanie czasu, jaki dzieli chłopaka od okropnej śmierci, od strącenia do najniższego kręgu Otchłani. Choć sytuacja staje się napięta, chłopak nie daje po sobie poznać, co tak naprawdę kryje się teraz w jego wnętrzu. Ukrywając swoje uczucia pod maską uśmiechu stara się żyć dalej i sprawiać jak najmniej kłopotu swoim przyjaciołom. Problem w tym, że od kłopotów nie sposób się uwolnić i wystarcza zaledwie chwila, kiedy to Oz zostaje sam, by już znalazł się w samym środku „zabawy”. Albowiem widząc męczonego przez inne dzieciaki chłopca, Oz postanawia mu pomóc w dość niekonwencjonalny sposób. Udając niemal fanatycznego brutala, napędza stracha trójce osiłków i samej ofierze tego zajścia. Między Ozem, a uratowanym Phillipem Westem zawiązuje się pewnego rodzaju przyjaźń, która zostaje szybko wystawiona na próbę, kiedy w pobliżu pojawia się tajemnicza dziewczyna imieniem Echo. W międzyczasie Gilbert opowiada Alice historię Oza i jego relacji z ojcem, co staje się motywem przewodnim całego tomu, jak również pozwala zajrzeć do wnętrza młodego Vessaliusa.

Trzeci tom Pandora Hearts niewątpliwie jest, jak dotąd, najpoważniejszym i najsmutniejszym z tomików. Puzzle powoli zaczynają wskakiwać na swoje miejsce, chociaż dla czytelnika nadal są niesamowicie niewyraźne i skomplikowane, zagadka, z którą mamy do czynienia zaczyna się rozwijać, tajemnica zacieśniać, a jednocześnie historia staje się coraz bardziej wciągająca. O wiele większą rolę odgrywają tu również drobne wydarzenia dotyczące przeszłości bohaterów, jako że nie są bezwartościowymi fragmentami czasów minionych, ale okazują się mieć ogromny wpływ na teraźniejszość, jak również wyjaśniają aktualny stan rzeczy. Tutaj nic się nie marnuje.

Prawdę powiedziawszy, ten tom mangi to przede wszystkim uczucia, które dominują nad akcją. Już od pierwszych stron widzimy szerzący się smutek, który rozlewa się coraz większą falą po dalszych stronach mangi. Zetknięcie się okropnych przeżyć Oza z niewinną i gorąca miłością młodego Phillipe'a względem swojego ojca sprawia, że czytelnik nie potrafi przejść obojętnie obok tego rozdziału. Wspaniały uśmiech młodego Westa rozbraja i tylko pogłębia melancholię tego tomu, a także sprawia, iż inne uczucia stają się wyraźniejsze, łatwiejsze w odbiorze, bardziej przejmujące.

Równie istotnym elementem trzeciej części Pandora Hearts jest, bowiem samotność, której obawiają się bohaterowie i, do której przyznaje się Oz. Brak ciepła drogiej sercu osoby sprawia, że zadane samotnością rany nie są zauważalne z zewnątrz, ale niszczą od środka. Jak dotąd jest to niewątpliwie jedyny epizod, w którym poznajemy dogłębnie myśli i uczucia głównego bohatera, jak również możemy niemal namacalnie wyczuć troskę chłopaka o inne osoby. Jego empatia uwydatnia wrażliwe wnętrze, które dotąd ukryte było za fasadą uśmiechu, nieporadności i głupoty.

I w końcu, jedno z najistotniejszych przesłań, jakie niesie za sobą ten tom – potrzeba obecności rodziców w życiu młodego człowieka. Poprzez osoby Oza oraz Phillipe'a autorka ukazała głębię przywiązania, jakie dziecko odczuwa względem rodziców, jak również w pełni oddała radość, jaką może wywoływać ich bliskość. Sceny dotyczące tego tematu zdecydowanie należą do jednych z najbardziej wzruszających w tym tomie i potrafią wycisnąć z oczu łzy. Tematyka ta wiąże się także nierozerwalnie z problemem przynależności, której poszukuje każdy człowiek. W tym wypadku to Oz jest osobą, która pozbawiona rodzicielskiej miłości nie rozumie dlaczego istnieje i gdzie znajduje się jego miejsce. W pewnym stopniu pokazuje to jak ważna jest akceptacja ze strony bliskich i poszerza wpływ rodziny na rozwój wewnętrznej stabilności.

Reasumując, trzeci tom mangi Pandora Hearts to wielki wyciskacz łez dla osób wrażliwych, jako że niesie ze sobą ogromne pokłady melancholii i smutku, jak również uczuć, o których na co dzień staramy się nie myśleć. Część ta ukierunkowuje także dalsze wydarzenia tej historii, jako że nie ma wątpliwości, iż mamy do czynienia z tematyką jak najbardziej poważną i poruszającą pewne zagadnienia egzystencjalne. Polecam więc uzbroić się w chusteczki zanim na poważnie podejdzie się do czytania tego tomu.

czwartek, 18 kwietnia 2013

Pandora Hearts vol. 2 - Jun Mochizuki



Tytuł: Pandora Hearts vol. 2
Autor: Jun Mochizuki
Wydawca: Waneko
Ilość stron: 182
Ocena: 6/6



 
Zupełnie szalony świat Alicji w Krainie Czarów i wyobraźni Jun Mochizuki wita czytelników po raz drugi i nie ostatni. Akcja nabiera tempa, zagrożenie przybiera wiele kształtów i staje się poważniejsze, bohaterowie pozwalają by poznano ich bliżej, zagadki zostają rozwiązane by pojawiały się nowe, jeszcze bardziej zagmatwane, jeszcze bardziej nieprzeniknione. Napięta atmosfera wręcz wypełnia powietrze, zaś żywiołowy Oz robi, co może by rozładować napięcie, pozwolić na swobodny oddech sobie i innym. Proszę Państwa, bramy Pandora Hearts 2 stoją przed nami otworem!
Przy okazji odwiedzin w posiadłości, gdzie zaczęła się cała przygoda z Otchłanią, Oz Vessalius otrzymuje swoje pierwsze zadanie. Polegać ma ono na powstrzymaniu nielegalnego kontrahenta, który zabija ludzi chcąc zyskać siłę pozwalającą na zmienienie przeszłości – tym przynajmniej kuszą Łańcuchy. Oz, Alice oraz Raven są świadkami tego, co dzieje się z osobą, która podpisała nielegalny kontrakt, a której czas dobiegł końca. W tym wypadku, Otchłań upomniała się o małą dziewczynkę, co w pewnym stopniu wstrząsnęło Ozem. Czy ten sam los czeka i jego? Niestety, na tym problemy młodego Vessaliusa się nie kończą. Przybywając do posiadłości zastaje ją w okropnym stanie, co szokuje go nie mniej niż obecność zakapturzonej postaci odpowiedzialnej za nieprzyjemności, jakie spotkały chłopaka na początku jego drogi. Zagadka nie zostanie rozwiązana, ale na pewno udzielone zostaną odpowiedzi na niektóre pytania. Co takiego ukrywa Raven? Jaką wartość posiada Oz? Nie mniej jednak, masa innych pytań nasunie się jeszcze nie raz, by czekać na swoje wyjaśnienie.
Jun Mochizuki kolejny raz pozwala nam zapomnieć się i osunąć w stworzoną przez siebie rzeczywistość budowaną na zagadkach, poważnych tematach, pozornej beztrosce, humorze i starannej kresce. Mangaka zdołała spleść ze sobą przeciwstawne emocje, zaś kontrast ten w naprawdę zgrabny sposób tworzy jedną całość. Czytelnik uważnie śledzi wydarzenia, które przyspieszają bicie serca, wzruszają, czy smucą, zaś już w następnej chwili uśmiecha się i przewraca oczyma rozbawiony przez głównego bohatera, którego uczuć nie sposób przeniknąć.
Prawdę mówiąc mam wrażenie, iż w przypadku mangi Pandora Hearts, a przyszło mi to do głowy właśnie podczas lektury drugiego tomu, wnętrze postaci ujawnia się nie w słowach, ale w kresce, która nierzadko oddaje więcej emocji niżby bohater sobie życzył. Pojedyncze kadry zmuszają do dokładnego analizowania każdej kreseczki, gdyż już za chwilę wszystko zniknie, a niepewność, czy strach zastąpi uśmiech. I tak oto, w przypadku Oza beztroska stanowi maskę zakładaną na jego wnętrze, myśli, uczucia, które zdają się mroczne, pełne niepewności. Raven stara się uchodzić za chłodnego, podczas gdy w rzeczywistości widać w nim wewnętrzne piękno, delikatność, miłość. Najwięcej problemów sprawić może rozszyfrowanie Breaka, jako że w dalszym ciągu wiemy o nim zbyt mało, by stał się w jakimkolwiek stopniu transparentny. Czy moja mała teoria się potwierdzi? Przekonamy się przy okazji kolejnych tomów.
Wracając ponownie do tematu fabuły bezwątpienia możemy stwierdzić, iż jest ona zagmatwana, ale niesłychanie interesująca, wzruszająca i posiada głębię, które nie rzadko brakuje wielu tytułom. Wydarzeń tej mangi nie można przewidzieć, jako że tworzona kawałek po kawałku zaskakuje i zwodzi. Niezaprzeczalnie jednak posiada pewne piękno, które widać chociażby w relacji między Ozem, a Gilbertem. To, co łączy te dwie postaci jest naprawdę niesamowite i ciężkie do zdefiniowania, jako że wykracza poza zwykłą relację służący/pan, przybiera postać braterskiej miłości, przyjaźni. Nic dziwnego, iż ta dwójka zdobyła naprawdę szczególne miejsce w moim sercu.
Podsumowując, Pandora Hearts to manga wyjątkowa niezależnie od tomu, jaki czytamy. Im dalej zagłębiamy się w ten świat tym wyraźniej dostrzegamy pewne rzeczy, tym bardziej otwarci jesteśmy na przekaz zawarty w tym tytule. Osobiście naprawdę go uwielbiam i uważam, iż jest to pozycja, która dociera do serca, wywołuje wiele emocji, zachwyca. Jestem naprawdę ciekawa, jak wiele uczuć przedstawi nam jeszcze autorka i w jaki sposób to zrobi, jako że niewątpliwie ma talent do pozytywnego gmatwania tego, co inni ukazują, jako proste.

poniedziałek, 18 lutego 2013

Pandora Hearts vol. 1 - Jun Mochizuki




Tytuł: Pandora Hearts vol. 1
Autor: Jun Mochizuki
Wydawca: Waneko
Ilość stron: 182
Ocena: 6/6




W wieku piętnastu lat Oz Vessalius miał wejść w dorosłe życie podczas oficjalnej ceremonii będącej w jego rodzinie tradycją. Mimo licznych psot panicza, wszystko było gotowe, dopięte na ostatni guzik i po prostu musiało się udać. Chłopak znalazł nawet honorowe miejsce dla swojego młodego, strachliwego służącego, który miał stać u jego boku jako oddany przyjaciel. Niestety, tego dnia wydarzyło się stanowczo zbyt wiele, a każde nowe zdarzenie było dziwniejsze od poprzedniego. Zaczęło się niewinnie – od ucieczki mającej na celu przedłużenie czasu zabawy przed wielką uroczystością, na którą wszyscy czekali. Podczas małego wypadku w ogrodzie, Oz oraz jego służący, Gilbert, trafiają na stary grób, z którego nie sposób odczytać imienia zmarłego. Na jednym z ramion nagrobnego krzyża chłopcy zauważają wiszący zegarek z pozytywką. Jeden dotyk sprowadza na młodego panicza nieprzyjemne wizje, w których pojawia się tajemnicza dziewczyna usiłująca go zabić. Intrygujący sen, jak nazwał to doznanie Oz, nie zniechęca jednak chłopca do zatrzymania starego zegarka, o który postanawia przy najbliższej okazji zapytać wuja. Jest to dopiero początek niesamowitych zdarzeń, których panicz ma stać się częścią. Już podczas ceremonii wszystko zaczyna się sypać – uśpiony zegar nagle rusza, bajki, którymi dorośli straszą dzieci okazują się prawdą, zaś tajemniczy, zamaskowani ludzie przerywają ceremonię wkroczenia w pełnoletność planując pozbyć się Oza, oskarżając go o grzech narodzin. Za ich sprawą w dramatycznych okolicznościach chłopiec ląduje w Otchłani, gdzie ponownie spotyka Alice – dziewczynę ze swojej niedawnej wizji.

O fabule Pandora Hearts powiedzieć można na pewno wiele i rozpatrywać ją na kilkanaście różnych sposobów, jednakże określeniem, które jako pierwsze przychodzi na myśl jest niewątpliwie: „szalona”. I nic dziwnego, gdyż Jun Mochizuki posłużyła się wątkami znanymi wielu czytelnikom z powieści Lewisa Carolla Alicja w Krainie Czarów oraz Po Drugiej Stronie Lustra, a to dopiero wierzchołek góry lodowej. Akcja nabiera tempa już na samym początku tomu, napięcie wzrasta z każdą stroną, a zawiłość goni zawiłość sprawiając, że nie sposób odłożyć mangi na bok. Niewątpliwie czyni to Pandora Hearts tytułem niezwykle interesującym, który wciąga, rozwija wyobraźnię i jest całkowicie nieprzewidywalny. Oczywiście, mając do czynienia z pierwszy tomem nie możemy oczekiwać, że już teraz historia osiągnie swój klimaks, za to możemy być pewni, że nie tylko nie nastąpi to szybko, ale także z każdym kolejnym tomem wszystko będzie się bardziej komplikować, a tym samym fabuła coraz silniej zaintryguje każdego czytelnika.

Osadzając swoją mangę w świecie przypominającym Europę XIX wieku autorka nadała historii nie tylko klasycznego smaku, ale także mroku i piękna tamtych czasów. Jednocześnie pozwoliła sobie na pewnego rodzaju dowolność w kwestii strojów, które niezmiennie pozostają jednak piękne. To samo można powiedzieć o kresce całości, którą podziwiamy począwszy od obwoluty, poprzez każdy pojedynczy kadr mangi, aż do samego końca i okładki, na którą składają się zabawne scenki wpasowujące się w tomik. Co więcej, nie sposób nie docenić kunsztu mangaki, która z taką naturalnością nadaje swoim postaciom uroku i piękna, podczas gdy jej „potwory”, utrzymane w konwencji Alicji, potrafią wywołać dreszcze, a jednocześnie mogą się podobać.

Sami bohaterowie należą do grona osób, które łatwo pokochać, i które niewątpliwie zajmują szczególne miejsce w sercu czytelnika, wzbudzają niegasnącą fascynację. W żadnym razie nie są tworzeni na tej samej zasadzie, ale różnią się do siebie zarówno wyglądem, jak i charakterem, czy poczuciem humoru. Z każdym z nich zdaje się wiązać pewna tajemnica, którą czytelnik nieprędko odkryje, a która na pewno zaważy na losie wybranego bohatera. I tak oto, Jun Mochizuki prezentuje nam wiecznie roześmianego Oza, który pod radosnym uśmiechem skrywa ból, strachliwego, poważnego, ale niebywale słodkiego Gilberta, dystyngowaną i przebiegłą Sharon, czy ekscentrycznego Breaka. I pomyśleć, że to dopiero początek przygody o wdzięcznej nazwie Pandora Hearts.

Tytuł ten to tajemnica, akcja i niebezpieczeństwo, rodząca się przyjaźń oraz dziwna koalicja. To nagromadzenie tego, co nieodparcie fascynuje, przyciąga i nie pozwala oderwać się od lektury. Zawiła, oryginalna historia pozwala wierzyć, że Pandora Hearts nie raz nas zaskoczy, a przede wszystkim nigdy nie znudzi. Wszystko to zostało nam podane w formie naprawdę znakomitej mangi.

Mając na uwadze powyższe, oceniam tę mangę bardzo wysoko i nie dziwi mnie jej ogromna popularność. Sama zakochałam się w niej niemalże od razu i za punkt honoru stawiam sobie zdobycie wszystkich tomów. Co więcej, Pandora Hearts to nie lada wyzwanie intelektualne dla każdego, kto sądzi, że zdoła przewidzieć dalszy rozwój wypadków, jak i samo zakończenie. Może komuś się poszczęści? Jedno jest jednak pewne – tutaj zdarzyć może się wszystko.