Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Boys Love. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Boys Love. Pokaż wszystkie posty

sobota, 16 listopada 2013

Mechanik Dusz: Autowiwisekcja - R.A. Kulik




Tytuł: Mechanik Dusz: Autowiwisekcja
Autor: R.A. Kulik
Wydawca: The Cold Desire
Ilość stron: 910
Ocena: 5/6




Pochodzący z małej mieściny Piotr „Psycho” Skalski drugi rok z rzędu migruje do Wrocławia celem rozpoczęcia kolejnego roku wieczorowych studiów psychologicznych. Mimo znakomitej sytuacji ekonomicznej ojca, chłopak woli mieszkać na stancji, gdzie jednym z jego współlokatorów jest przystojny, wysportowany student AWF-u, zaś drugim, o zgrozo, pełnokrwiste emo – świeżo upieczony studencina ASP. Mało tego, studencka brać wzbogacona zostaje także przez trzy sąsiadeczki, z których każda jest inna, każda na swój sposób wyjątkowa i każda prędzej czy później potrzebuje męskiej pomocy w trakcie remontu. Do tej szczęśliwej szóstki dorzucić należy także jednego metala i oto nasza banda jest już w komplecie. Naturalnie, jak przystało na typowego polaka, Piotrek swoje ponarzekać musi – na ludzi, na sytuację w kraju, na swoje wątpliwe szczęście w upijaniu się – niemniej jednak, atmosfera panująca na stancji naprawdę sprzyja zawieraniu przyjaźni, a i wszelkiej maści gorętsze uczucia mają swoje pięć minut. W końcu mamy na stanie dwie heteroseksualne dziewczyny, aseksualną gotkę, geja oraz trzech biseksów, a każde z nich to wyjątkowe indywiduum. Nic więc dziwnego, że problemy mnożą się z minuty na minutę, dąs goni dąs, nieszczęścia atakują stadnie, a rozwiązywaniem wszystkich problematycznych kwestii w dużej mierze zajmować musi się Psycho. Czegóż chcieć więcej?

Przyznam się bez bicia, iż spoglądając na ostrzeżenia zamieszczone z tyłu okładki niesłusznie wyobrażałam sobie Mechanika Dusz: Autowiwisekcję, jako książkę ostrą, przesączoną poważnymi, przytłaczającymi problemami młodych studentów, ze wszech miar dołującą, tłumacząc to sobie faktem, iż ludzie w dzisiejszych czasach coraz częściej mają dziwne upodobanie do brutalności, dramatu, pakowania się w bagno, do życia na marginesie. Przygotowałam się więc psychicznie na powieść ciężką, mroczną i boleśnie prawdziwą. Autorka może teraz z powodzeniem patrzeć na mnie z politowaniem, albowiem od początku do końca wykazała się ogromną delikatnością i smakiem przedstawiając tę historię. Jej bohaterowie bez wątpienia są ludźmi inteligentnymi, toteż w ich przypadku alkohol, narkotyki, nikotyna czy seks nabierają zupełnie innego wymiaru. Tutaj nawet przekleństwa zarówno dodają pikanterii niektórym scenom, jak i oddają emocje, czy też charakter niektórych typków.

Ponadto powieść cechuje ogromna dawka humoru, który przenika całe to grubaśne tomiszcze. Sytuacje, dialogi, komentarze, zachowania bohaterów – tutaj naprawdę wszystko może być źródłem rozbawienia czytelnika. Nawet poważne sceny mają w sobie tę odrobinę komizmu, który rozładowuje atmosferę i pozwala wierzyć, że wszystko skończy się dobrze. Mechanik Dusz: Autowiwisekcja nie jest jednak zwykłą komedią, gdyż autorka zgrabnie przemyca całą masę interesujących sentencji, jakimi wymieniają się bohaterowie, jak również pozwala im rozmawiać ze sobą na życiowe, istotne tematy. Psycho, jako inteligentny narrator, który uważnie obserwuje otaczający go świat i ma swoje własne zdanie, także nie stroni od wewnętrznych monologów. Wszystko to czyni z Mechanika Dusz naprawdę znakomitą lekturę, którą czyta się z przyjemnością i ogromnym zainteresowaniem.

Niemniej jednak, do powieści trzeba się przyzwyczaić, jako że dzieje się w niej naprawdę wiele, zaś sceny są stosunkowo krótkie. Podejrzewam, że osoby nienawykłe do „skoków” będą narzekać, kręcić nosem, mruczeć coś do siebie, jednakże należy zwrócić uwagę na fakt, iż podczas lektury tego kolosa nawet przez chwilę nie możemy się nudzić. Tutaj nie ma miejsca na ziewanie, krzywienie się, pomijanie stron czy niezadowolone westchnienia, gdyż nigdy nie ma pewności, co nowego wydarzy się w życiu bohaterów, co jeszcze wymyślą, jakie niespodzianki zgotuje im los, w jaką kabałę wpakują się tym razem. Mając to na uwadze, możemy z powodzeniem porównać budowę Mechanika Dusz: Autowiwisekcji do opowiadanego w ploteczkach ciągu następujących po sobie dni codziennych, kiedy to nie interesuje nas każdy, pojedynczy krok bohatera, ale wydarzenia istotne, ciekawe, te o których warto wspomnieć.

W kontekście Mechanika Dusz temat boys love sam się nasuwa, gdyż stanowiąc zaledwie wątek poboczny jest również jednym z niezwykle istotnych czynników wpływających na głównego bohatera, który odkrywa w sobie biseksualistę. I tak, czytelnik, spragniony odrobiny emocjonującego romansu homoseksualnego, z początku musi obejść się smakiem po tym, jak autorka umyślnie pozwoliła mu wyczuć w powietrzu słodki zapach BL. Z czasem, w ramach entrée, odbiorcy podrzucane są porcje degustacyjne, ale nigdy nie dociera on do soczystego dania głównego, gdyż nie jest ono wliczone w cenę posiłku. Tym samy możemy odczuwać pewien niedosyt, jako że będący naszymi oczami i uszami Psycho nie uczestniczy świadomie czy bezpośrednio w samczych miłosnych igraszkach, a czując wyraźnie przyciąganie płci męskiej, dzielnie stawia temu czoła skupiając swoje zainteresowanie na konkretnej przedstawicielce płci przeciwnej. Nie można jednak na to narzekać, gdyż wspomnianej dziewoi nie sposób nie lubić.

Na koniec pozwolę sobie pojęczeć odrobinę, gdyż Mechanikowi Dusz: Autowiwisekcji zawdzięczam niezdrową fazę na „pasiaste słodkości”. Postać emo w literaturze intryguje mnie już od pewnego czasu, jednakże dopiero teraz miałam okazję naprawdę się tym „naćpać”. Sposób w jaki autorka stworzyła Jacka jest obłędny i bezbłędny! Przede wszystkim nasze Emo jest bardzo rzeczywiste i pasiaste, do czego należy dodać niesamowitą naiwność, słodycz i głupotę. Normalnie miękną kolana! W połączeniu z odrobinę przedmiotowym traktowaniem oraz sporą dawką odnoszącego się do chłopaka rodzaju nijakiego, otrzymujemy prawdziwy majstersztyk. Wszystkie te szczegóły dotyczące Jacka sprawiają, iż jest on zdecydowanie moim ulubionym bohaterem. Nie owijając w bawełnę, też chcę takie Emo! Autorka jest mi teraz winna leczenie specjalistyczne, gdyż cierpię na „syndrom pisklaka” ilekroć o Jacku pomyślę.

Podsumowując, pierwszy tom Mechanika Dusz to lektura bezwarunkowo zasługująca na uwagę – zadowalająca objętościowo, nie stroniąca od życiowych rozważań i inteligentnych dialogów, a jednocześnie niebywale zabawna, pełna ludzkiej głupoty oraz samczej wojny testosteronu. To niemal dziewięćset stron świetnej zabawy w towarzystwie fantastycznych bohaterów, którzy naprawdę stają się nam bliscy. Ja już za nimi tęsknię i drżę na myśl o tym, co autorka zgotuje nam w kolejnym tomie.

Tylko błagam, niech „moje” Emo nie cierpi i trafi w dobre (męskie) ręce! Bo się emować zacznę!

piątek, 8 listopada 2013

Zakochany tyran vol. 3 - Hinako Takanaga




Tytuł: Zakochany tyran vol. 3
Autor: Hinako Takanaga
Wydawca: Kotori
Ilość stron: 178
Ocena: 5+/6




Jak wiele szkód może wyrządzić jedna przesyłka, która dociera pod niewłaściwy adres? Do czego potrafi posunąć się znudzony delegacją biznesmen? Jak wiele może wydarzyć się w zaledwie trzy dni? I co to wszystko oznacza dla nieświadomego niczego chłopaka, który zauważa dziwne zachowanie swojego kochanka?
Odpowiedzi na te i inne pytania znajdziecie w trzecim tomie „Zakochanego tyrana”.

Kiedy Souichi Tatsumi i jego młodsza siostra otrzymują przesyłkę ze Stanów jej otwieraniu towarzyszy uczucie ciekawości i pełnego euforii wyczekiwania ze strony dziewczynki, z kolei odkrycie zawartości niesie ze sobą zawód i zaskoczenie, które mają się jednak nijak do reakcji młodego doktoranta na „treść” dołączonego do paczki listu. Nic to, iż pomyłka jest ewidentna, zaś kopertę zaadresowano do Taichirou Isogai. Tatsumi i tak dobiera się do niej, co owocuje u niego żądzą mordu i serią niefortunnych zdarzeń. Tak się, bowiem składa, iż pragnąć odzyskać swoją przesyłkę oraz wykonując małe zadanko dla Kurokawy, Isogai zupełnie przypadkowo staje się świadkiem niezwykle interesującej sceny, do której dochodzi pomiędzy Morinagą, a Tatsumim. To niespodziewane odkrycie budzi w mężczyźnie prawdziwie wrednego demona i podłego szantażystę, który mając haczyk na Souichiego postanawia w pełni wykorzystać swoją przewagę. Sprawę dodatkowo ułatwia mu trzydniowa nieobecność Morinagi, który nieświadomy konsekwencji swoich ostatnich poczynań wyjeżdża na konferencję.

Jak sama autorka zauważyła w posłowiu, poprzedniemu tomowi „Zakochanego tyrana” towarzyszyło zdecydowanie więcej powagi, zaś historia była cięższa, doprawiona odrobiną dramatu i bolesnej przeszłości. Nic więc dziwnego, że tym razem mamy do czynienia z częścią nastawioną w pełni na komedię, która kręcąc się wokół Tatsumiego przypomina nam o jego absurdalnej homofobii oraz okropnym charakterze. Zadziwiające, że te dwie negatywne cechy potrafią w jakiś magiczny sposób dodać mandze humoru, zaś w połączeniu z uczuciem do Morinagi nawet słodyczy. Zresztą, czy naprawdę jest się czemu dziwić, kiedy ma się do czynienia z poważnym i pełnym złości upartym osłem, który zostaje postawiony w sytuacji zawstydzającej, a nawet poniżającej? Souichi bez wątpienia nie należy do osób rozrywkowych i potrafiących się dobrze bawić, więc zestawienie go z jego żądnym karaoke przeciwieństwem po prostu musi wywołać uśmiech na twarzy czytelnika. Co więcej, Isogai jest zwyczajnie bezbłędny we wszystkim, co robi, toteż stanowi dla tego tomu bezcenny element humorystyczny i napędowy.

Dzięki temu mało chwalebnemu dla Tatsumiego epizodowi zauważamy wyraźnie, iż nasz „młody gniewny” jest nie tylko nerwusem, sadystą, egoistą i niebezpiecznym dla otoczenia słodziakiem, ale także osobą, którą bardzo łatwo manipulować. O ile w przypadku Morinagi w grę wchodzi nie tylko szantaż, ale także uczucia, o tyle Isogai zdobywa władzę nad Souichim wyłącznie dzięki nieczystym zagraniom. Jasne, motywy, jakimi kierował się rozrywkowy biznesmen były stosunkowo niewinne, jednakże to nie o nich myślał początkowo doktorant. Należy także wziąć pod uwagę fakt, iż Tatsumi rzadko działa rozważnie i zazwyczaj trzyma się kurczowo jednego postanowienia nie dopuszczając do siebie innych prawd, czy rozwiązań. Jest więc tak nieskomplikowany w swoim sposobie myślenia, że grzechem byłoby tego nie wykorzystać. W takiej sytuacji wodzenie go za nos jest dziecinnie proste i pewnie jeszcze nie raz napsuje naszym bohaterom krwi.

Całkiem interesującym motywem tego tomu jest zazdrość Morinagi, wypływająca z jego niepewności. W końcu nawet słysząc kompromitującą jego kochanka rozmowę nie jest do końca pewny, w jaki sposób powinien ją rozumieć. Chociaż zżerany od środka wątpliwościami, pytaniami i masą dwuznaczności, nie przystępuje od razu do robienia scen, ale stara się w pierwszej kolejności wyjaśnić sytuację. Niestety, nie na wiele się mu to zdaje, gdyż wystarcza słowo „szantaż” by ugodzić go w sam środek otwartej rany, przez co w konsekwencji traci nad sobą panowanie i dopuszcza do siebie myśli o ewentualnych miłosnych ekscesach swojego partnera. Tatsumi nie jest przecież osobą, która chętnie rozwiewałaby wątpliwości i dzieliła wyznaniami, a jego humorki potrafiłyby zachwiać pewnością każdego.

I w ten oto sposób docieramy do najistotniejszego elementu trzeciego tomu „Zakochanego tyrana” – małego kroku dla ludzkości, ale wielkiego dla Tatsumiego. Albowiem intryga tej części kończy się swoistym drobnym wyznaniem, którego niewielu czytelników mogło się spodziewać, a które uszczęśliwia Morinagę. Widać nawet nasz homofob powoli zaczyna zdawać sobie sprawę ze swoich uczuć i powoli otwiera się na to, co nieuniknione. Naturalnie, nie ma co liczyć na nagłe, gwałtowne zmiany, ale przecież właśnie to stanowi o wielkości tej serii – choć ciało bezwstydnie otwiera się na miłość to dusza i wola nadal walczą stawiając zaciekły opór.

Podsumowując, Hinako Takanaga uraczyła nas kolejnym naprawdę dobrym tomem „Zakochanego tyrana”, który zdobywa serca humorem oraz sporą dawką zawstydzenia w wykonaniu wyjątkowo rozkosznego w tej części Tatsumiego. Co więcej, mangaka zaczyna machać przed nosem czytelnika marchewką, którą niewątpliwie jest coraz większa świadomość uczuć odczuwanych przez Souichiego. Wprawdzie mężczyzna nie przestaje terroryzować partnera, ale i tak wznosi się na wyżyny swoich miłosnych możliwości i ewidentnie ulega czarowi zakochanego w nim chłopaka. Zdecydowanie ma się ochotę czytać dalej!

środa, 6 listopada 2013

Więźniowie w widmowym zamku - Anna Łagan




Tytuł: Więźniowie w widmowym zamku
Autor: Anna Łagan
Wydawca: The Cold Desire
Ilość stron: 195
Ocena: 5/6




Władza – namiętne pragnienie ludzi ambitnych, argument usprawiedliwiający przelaną krew, szaleństwo odbierające zmysły, powód do zemsty, źródło ludzkiego nieszczęścia.
Miłość – radość, euforia, przyjemność, życie, przekleństwo, łzy, ból, śmierć.

Belerik to tyran, który siłą zdobył koronę Kantarii bezlitośnie wyżynając członków rodziny panującej. Jak się jednak okazuje, nie zdołał pozbyć się wszystkich prawowitych pretendentów do tronu i w konsekwencji nad krajem zawisło widmo wojny. Cała ta sytuacja odbija się przede wszystkim na Alricu i Arli – bliźniętach, królewskich bękartach zrodzonych z kazirodczego związku Belerika i jego siostry. Rodzeństwo ma po swojej stronie tylko jednego przyjaciela, Vantesa, który pochodząc z ludu zdołał wspiąć się po szczeblach kariery wojskowej. Gdy dochodzi do starcia między ludźmi wiernymi uzurpatorowi oraz sprzymierzeńcami Sulavara, sprawy przybierają dla rodzeństwa fatalny obrót. Alric i Arla tracą wszystko, co było im drogie i są zmuszeni uciekać przed zemstą nowego władcy, skutkiem czego lądują na Mglistych Mokradłach, gdzie życie księcia zamienia się w prawdziwy koszmar. Pragnąć chronić siostrę zmuszony jest poświęcać samego siebie ku uciesze czarnoksiężnika, władcy widmowego zamku, w którym rodzeństwo zostaje uwięzione. Czy z tego piekła w ogóle można się wyrwać?

Tym, co cechuje Więźniów w widmowym zamku jest z pewnością całkowity brak tematów tabu, które wydają się czasami prawdziwym przekleństwem literatury. Niedopowiedzenia mające na celu złagodzenie treści i oszczędzenie czytelnika, niewyraźny obraz bezwzględnego świata – tutaj tego nie doświadczymy. Dzięki całkowitej otwartości autorki, powieść utrzymana jest w wyjątkowym, mrocznym klimacie, który wypływa ze swoistej szczerości działań i wachlarza ukazanych uczuć. O ile homoseksualizm, czy incest są motywami, których można się spodziewać niemal w każdym rodzaju literatury, o tyle w Więźniach w widmowym zamku naprawdę zaskakujący jest sposób, w jaki Jaeden znęca się nad księciem oraz Merenem. Przyznaję, że zupełnie się tego nie spodziewałam, jako że nie łatwo znaleźć powieść, w której ukazany zostanie gwałt bestii na człowieku. Od razu uspokajam osoby, które obawiają się tego motywu – autorka nie bawi się w szczegółowe, bulwersujące opisy, ale subtelnie zarysowuje obraz sytuacji. Czy mogła pokusić się o coś ostrzejszego? Każdy czytelnik musi ocenić to samemu. Osobiście nie miałabym nic przeciwko, ale dla mojej duszy i psychiki nie ma już ratunku.

Muszę przyznać, iż ogromnie zaintrygowała mnie postać Jaedena, który – jeśli wierzyć odczuciom bohaterów – należy do osób niezwykle skomplikowanych psychicznie. Wszelka wiedza na jego temat pochodzi wprawdzie z drugiej ręki, ale jeśli przyjąć, iż zawiera w sobie sporo prawdy, otrzymujemy niesamowitą mozaikę uczuć zamkniętą w tym ponurym ciele. Jaeden, którego poznajemy jest czarnoksiężnikiem wyjątkowo bezwzględnym, brutalnym, szalonym i zazdrosnym, może nawet zakochanym przede wszystkim w sobie. Ten, o którym słyszymy nosi w sobie ślad miłości do kochanka, pragnie śmierci, wybawienia, odpoczynku i ucieczki przed samym sobą. Zdaje się więc być człowiekiem, który z powodzeniem okłamuje siebie, który oddzielił świadomość od uczuć i najprawdopodobniej nie zdaje sobie sprawy z tego, jak dalece jest zmęczony swoją zawiścią. Czy jednak naprawdę chce by klątwa została zdjęta?

Jeśli mam być szczera, postać Jaedena przywodzi mi na myśl Włochate serce czarodzieja – jedną z baśni Barda Beedle'a. Różnice między baśnią stworzoną przez panią Rowling, a Więźniami w widmowym zamku są spore, ale jednocześnie mnożą się także podobieństwa, co nadaje tym historiom jeszcze bardziej wyrazistego klimatu starych baśni opowiadanych z pokolenia na pokolenie, zmienianych, urozmaicanych. Cokolwiek by jednak o tym nie myśleć, muszę przyznać, że fakt znajomości Włochatego serca czarodzieja sprawił, iż Anna Łagan naprawdę zaskoczyła mnie swoją wizją „szkatułki”. Ten wspaniały motyw niesamowicie pasujący do klimatu powieści nie tylko przypadł mi do gustu, ale również szczerze mnie zachwycił.

Na uwagę zasługuje również fakt, iż autorka nie kończy swojej powieści wraz z klimaksem, czy ostatecznym osiągnięciem pierwotnego celu, ale rozwija zakończenie przedstawiając konsekwencje wydarzeń, które miały miejsce na Mglistych Mokradłach. Jej bohaterowie nie wychodzą z tej przygody nietknięci, nie są już tacy, jacy byli na początku. Ostatnia część Więźniów w widmowym zamku skupia się w ogromnej mierze na emocjach towarzyszących nowemu początkowi, radzeniu sobie z przeszłością, na leczeniu głębokich ran powstałych na duszy, sercu i ciele. Tutaj nic nie wraca do normy, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, ale wymaga czasu, siły i poświęceń. Nowe uczucia rodzą się powoli, niepewnie i towarzyszy im strach.

Podsumowując, Więźniowie w widmowym zamku to powieść stanowczo zbyt krótka, ale zaskakująca, nieprzeciętna i naprawdę interesująca, w której zarówno uczucia pozytywne, jak i negatywne odgrywają ogromną rolę i biorą swój początek w miłości. To właśnie one kierują krokami bohaterów, wpływają na ich poczynania, sprawiają ból, przynoszą szczęście. Każde wydarzenie ukazane w powieści uwarunkowane jest właśnie silnymi emocjami, które zachodzą na siebie, ścierają się, mieszają. Tutaj wszystko ma głębię i szczególne znaczenie.

czwartek, 24 października 2013

Śnieg w czerwcu - Demon Lionka




Tytuł: Śnieg w czerwcu
Autor: Demon Lionka
Wydawca: The Cold Desire
Ilość stron: 155
Ocena: 5+/6




Gabriel Shelley jest świeżo upieczonym nauczycielem matematyki, który mając do wyboru bezrobocie bądź użeranie się z matematycznie niepełnosprawnymi uczniami liceum, wybrał słabo płatną fuchę psora. Jak się jednak okazuje, los uśmiechnął się do niego w dosyć przewrotny sposób, gdyż to właśnie pośród uczniów maturalnej klasy polonistycznej, Gabriel odnalazł miłość swojego życia, Krzysztofa Lewandowskiego – atrakcyjnego metala o zielonych oczętach. Pozwalając sobie na odrobinę egoizmu, młody nauczyciel postanawia udzielać wymarzonemu ideałowi korepetycji ze swojego przedmiotu, co skutkuje spełnieniem marzeń.
Zakochani w sobie bez pamięci młodzi mężczyźni rozpoczynają wspólne życie wraz z ukończeniem przez Krzyśka liceum oraz rozpoczęciem studiów na Politechnice. Ich pożycie cechują sielankowa atmosfera i ogólna harmonia, które zostają zakłócone odwiedzinami matki Gabriela. Tak się składa, że poza dwoma braćmi mężczyzny nikt w rodzinie nie wie o jego seksualnych preferencjach i tak mogłoby pozostać, jednakże Gabryś postanawia wyjść w końcu z szafy i przyznać się do swojego homoseksualizmu. Przeprawa z matką nie zapowiada niestety końca większych oraz mniejszych problemów. Rodzeństwo Shelley oraz Krzysiek mają przed sobą długie miesiące nieustępliwej zimy i skrajnie różnych przeżyć.

Śnieg w czerwcu to stosunkowo krótka lektura, która swoją pierwszą młodość przeżywała wiele lat temu jako opowiadanie publikowane w sieci, zaś teraz zaktualizowana oraz wzbogacona o drobne bonusy powróciła do życia w formie powieści. Nie można zaprzeczyć, iż tę lekką, zabawną i idealną na chandrę historię czyta się szybko i z najprawdziwszą przyjemnością. Co więcej, mimo iż nie jestem w tej dziedzinie ekspertem, odnoszę wrażenie, iż Śnieg w czerwcu jest pozycją, która wręcz idealnie nadaje się do stworzenia na jej podstawie mangi. Podczas czytania bez przeszkód możemy wyobrazić sobie szczegółowo wszystkie wydarzenia, niemal widzimy miejsca, w których rozgrywa się akcja, jak również mamy okazję poznać uczucia bohaterów, które sprecyzowane są jasno i klarownie, co na pewno ułatwiłoby pracę rysownikowi. W takich chwilach naprawdę żałuję, że jestem artystycznym beztalenciem!

Gusta literackie są tak różne, jak różni się ludzie i z pewnością nie sposób zadowolić każdego. Jedni wolą łzawe dramaty, inni poszukują po prostu ostrych scen łóżkowych czy incestu. Osobiście jestem wieloletnią, zagorzałą zwolenniczką wszelkich romansów, w których pojawia się motyw uczucia pomiędzy uczniem i nauczycielem, zaś różnica wieku między kochankami jest większa niż kilka miesięcy, czy niespełna dwa lata. Nie skłamię jeśli stwierdzę, że Śnieg w czerwcu w pełni zaspokaja właśnie te z moich małych „zboczeń”. Jeśli dodać do tego moje niezdrowe uwielbienie dla metali, które obrało sobie za cel zaślinienia postać Krzyśka, nie ma chyba żadnych wątpliwości, co do mojej opinii na temat tej powieści.

Co więcej, jestem osobą, która do literatury podchodzi bardziej uczuciowo niż do prawdziwego życia, toteż w pozycjach boys love przykładam ogromną wagę do słodyczy, romantyzmu oraz minimalizacji dramatu. I tym razem powieść okazała się strzałem w dziesiątkę, gdyż na brak wywołujących zadowolone mruczenie scen nie mogłam narzekać. W przypadku tej pozycji do listy zalet z czystym sumieniem mogę dopisać również dowcip, który pozwolił mi zapomnieć o wszystkich udrękach życia studenckiego, jako że Śnieg w czerwcu to masa dobrego, prostego humoru, który potrąca dokładnie te struny, które powinien. Krótko mówiąc, powieść ta naładowana jest pozytywną energią i z całą pewnością stanowi dobry lek na chandrę, chociaż należy wspomnieć, iż w pewnym momencie autorka z premedytacją zatrzymuje akcję serca czytelnika!

Niemniej jednak, muszę także ponarzekać. Mało mi! Śnieg w czerwcu powinien być stanowczo dłuższy, jako że jest miodem dla duszy i serca. Pod wpływem tej lektury problemy przestają mieć jakiekolwiek znaczenie, zaś świat wydaje się miejscem zdecydowanie weselszym. Może jestem nudziarzem, ale książki takie jak ta mogę czytać w nieskończoność! Tak, uwielbiam słodycze w każdej formie, także tej papierowej. I właśnie dlatego chcę więcej, więcej, więcej!

środa, 18 września 2013

Niebiańska podróż feniksa tom 1 - Feng Nong, Wang Yi




Tytuł: Niebiańska podróż feniksa
Autor: Feng Nong (scenariusz), Wang Yi (rysunki)
Wydawca: Yumegari
Ilość stron: 196
Ocena: 6/6




Możliwość powrotu do życia w nowym ciele jawi się raczej jako dar, niż przekleństwo. Cud, który pozwala człowiekowi zacząć od nowa, zapobiec spotkaniu z nieuniknionym i niewiadomym, nie zmusza raczej do zastanawiania się nad ewentualnymi problemami, jakie mogą z tego później wyniknąć. Niepewna przyszłość żyjącego człowieka wydaje się mniej przerażająca niż śmierć, która dla jednych będzie bramą ku egzystencji duchowej, zaś dla innych końcem wszystkiego. Jak się jednak okazuje, nowe życie, choć pożądane, wcale nie musi być szczęśliwe.

Ratując dziecko, Feng Ming ulega poważnemu wypadkowi. Jego życie zbliża się ku nieubłaganemu końcowi, kiedy to otrzymuje propozycję nie do odrzucenia. Dzięki mocy medium, dusza chłopaka może zostać przeniesiona do nowego ciała w innym czasie. W ten też sposób, Feng Ming budzi się jako młody, niezwykle piękny książę An He. Mogłoby się wydawać, że miał niezwykłe szczęście, niestety, w Xi Rei jego władza jest bardzo ograniczona. W rzeczywistości za sznurki pociąga chutliwy i brutalny regent, Rong Tian, który powoli rozpracowuje chłopaka. Na domiar złego, Rong niejednokrotnie wykorzystywał prawdziwego księcia i wcale nie planuje rezygnować z uciech cielesnych tylko dlatego, że An He nie jest już sobą. Wręcz przeciwnie, Feng Ming jawi się regentowi jako ktoś o wiele bardziej interesujący i pociągający. W końcu ma przed sobą to samo cudowne ciało, ale wzbogaca je cięty języczek i nieznośny charakter. Rong Tian nie jest jednak jedyną przeszkodą, jaką chłopak musi pokonać, jako że obowiązki władcy, nawet jeśli marionetkowego, również mogą sprawić wiele kłopotu.

Podróże w czasie – pożądany przez wielu dar, niezliczone możliwości, chęć zmiany przeszłości i zajrzenia w przyszłość, sposób na odpokutowanie win. „Tak!” zakrzykną jedni, „Tylko nie to!” wyjęczą drudzy. Nie ma najmniejszych wątpliwości, iż motyw ten znany jest każdemu i pojawia się niemal wszędzie. Czy więc nadal może być w nim coś oryginalnego i interesującego? Zdecydowanie! „Niebiańska podróż feniksa” łączy w sobie zarówno wątek przeniesienia duszy w czasie, jak również jej wędrówki z ciała do ciała, co pozwala na przedłużenie jej egzystencji oraz rozpoczęcie nowego życia. Są to więc motywy znajdujące się na granicy opętania oraz reinkarnacji, zważywszy na okoliczności, jakie towarzyszą podróży przez portal czasoprzestrzenny. Co więcej, odkrycie tego sekretu może kosztować bohatera życie. Nie jest to więc zwykły „skok przez płot”, ale naprawdę poważna sprawa.

Poruszone w tym tytule tematy również do zabawnych nie należą. Przede wszystkim mamy tu do czynienia z wykorzystywaniem seksualnym księcia, chociaż nie można jednoznacznie stwierdzić, czy oddawał się swojemu regentowi pod przymusem, czy może bardziej dobrowolnie, nie potrafiąc mu się sprzeciwić. Nie jest także pewne, czy książę An He rzeczywiście planował popełnić samobójstwo i co byłoby tego powodem. Wiemy jedynie, iż każdorazowa „zabawa” pozostawiała na jego ciele liczne ślady, zaś gwałtowność Ronga na pewno rozbudza wyobraźnię i zmusza do wyciągania pewnych wniosków.

Co więcej, „Niebiańskiej podróży feniksa” powagi dodaje również stylizowane na historyczne tło, w kontekście którego przedstawiony zostaje problemem marionetkowego władcy, który mimo swojego wysokiego urodzenia jest jedynie kukiełką w rękach silniejszych od siebie. W tym wypadku An He wydaje się być wyłącznie piękną oprawą, pustym naczyniem, podczas gdy regent sprawuje rzeczywistą władzę nie tylko nad krajem, ale również nad życiem księcia.

Nie mniej jednak, nie brakuje tu także odrobiny humoru, który towarzyszy molestowaniu Feng Minga. Choć regenta bez wątpienia cechuje nieustępliwość w chęć zdominowania chłopaka, to jednak siła charakteru głównego bohatera oraz jego pewność siebie, kontrastując z dziecinnym czasami zachowaniem, tworzą mieszankę, z którą Rong nie ma szans wygrać. Te drobne, pocieszne scenki bez wątpienia rozładowują napięcie i sprawiają, iż „Niebiańską podróż feniksa” czyta się z tym większym zainteresowaniem.

Wypada także napisać kilka słów na temat kreski oraz samego wydania, jako że uzupełniają się perfekcyjnie. Otóż, rysunki Wang Yi to prawdziwy miód dla oczu i z łatwością można się w nich bez reszty zakochać. Są bowiem nie tylko niezwykle piękne w swojej delikatności i dokładności, ale również cechuje je dbałość o proporcje. Mało tego, z twarzy z łatwością można wyczytać wiek postaci, zaś sposób rysowania ubrań w pełni oddaje każde niezbędne zgięcie materiału. Wydawnictwo Yumegari celebruje tę wspaniałą kreskę formatem większym od przeciętnego, stronami w kolorze oraz oprawą z obwolutą. Całość prezentuje się więc naprawdę zachęcająco i zadowoli nawet najbardziej wybrednych.

Mając na uwadze powyższe, z czystym sercem mogę zachęcić Was do zapoznania się z „Niebiańską podróżą feniksa”, jako że manhua ta zdecydowanie warta jest swojej ceny i po prostu musi znaleźć się w Waszej kolekcji, a jestem także przekonana, że wracać będziecie do niej z największą rozkoszą. Wierzcie mi, tytulik palce lizać!


Recenzja pisana dla portalu: