Pokazywanie postów oznaczonych etykietą YA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą YA. Pokaż wszystkie posty

piątek, 25 marca 2016

wtorek, 28 kwietnia 2015

Test: Która baśń nadaje kolorów Twojemu życiu? (Czerwone jak krew)

Tłem życia wyjątkowej pod wieloma względami Lumikki Andresson, bohaterki powieści "Czerwone jak krew", jest "Królewna Śnieżka". Jestem pewna, że i w Twoim życiu baśnie mają tak wielkie znaczenie.
Rozwiąż test i przekonaj się, która z nich nadaje mu koloru!

wtorek, 19 listopada 2013

Toksyna - Jus Accardo




Tytuł: Toksyna
Autor: Jus Accardo
Wydawca: Dreams
Ilość stron: 416
Ocena: 5-/6




Kiedy w grę wchodzi ludzkie życie handel wymienny to czasami jedyny, choć nie najlepszy sposób na rozwiązanie problemu. Deznee Cross dowiaduje się o tym w najmniej odpowiednim momencie. Uzależniona od adrenaliny, nieposłuszna i pijana nie tylko miłością dziewczyna podejmuje ryzykowne wyzwanie wspięcia się na szczyt pokaźnego dźwigu. Wytrwałość, ośli upór i niezachwiana pewność siebie pozwalają jej dotrzeć do celu, gdzie czeka na nią słodka nagroda – ukochany mężczyzna, Kale. I wtedy właśnie wszechświat upomina się o spłatę długu. Na samym szczycie dźwigu okazuje się, że życie Kale'a kosztowało Dez jej zdolność fizycznego kontaktu z chłopakiem i teraz ból jest tak przejmujący, że dziewczyna ostatecznie traci równowagę. Przed niechybną śmiercią w wyniku upadku z wysokości ratuje ją Alex – zdrajca, niedoszły zabójca, były chłopak. To także on pomaga Dez wymknąć się dwóm psom gończym Denazen, kiedy ta nieroztropnie pakuje się w kłopoty. Niestety wysłani w pogoń za nią bliźniacy posiadają niecodzienne zdolności, a tym samym za ich sprawą po ciele Deznee zaczyna rozchodzić się śmiercionośna trucizna. Jakby mało było problemów, w chwili, gdy Dez jest zmuszona trzymać się z daleka od swojego ukochanego, na horyzoncie pojawia się atrakcyjna dziewczyna, która może dotykać Kale'a nie tracąc życia.

Dotyk ukazał czytelnikowi rozkwit uczucia między dwójką bohaterów, których losy w taki czy inny sposób były ze sobą splecione, zaś Toksyna jako drugi tom serii Denazen nie tylko zmusza zakochanych do pokonywania przeciwności losu, ale również kładzie ogromny nacisk na zazdrość, której nie sposób uniknąć w żadnym związku. To właśnie to niewątpliwie wyniszczające, obezwładniające uczucie stanowi emocjonalny trzon tej części powieści. Na uwagę zasługuje fakt, iż Jus Accardo nie przedstawia zazdrości jako bariery, która stanowi przeszkodę na drodze do szczęścia bohaterów, ani jako niewybaczalnego braku zaufania względem drugiej osoby. W Toksynie uczucie to jest w pełni akceptowane, choć na dłuższą metę niebezpieczne w skutkach i nie da się ukryć, że ma dwa niezwykle interesujące oblicza. Ot, z jednej strony przypomina walkę dwóch pokaźnych kogutów o kwokę, zaś z drugiej starcie dwóch zawziętych kwok o koguta. Podejrzewam, że czytelnicy, którzy mają już za sobą ten tom serii przychylą się do tego porównania, zaś cała reszta może przekonać się o jego trafności sięgając po Toksynę.

Podobnie jak miało to miejsce przy okazji pierwszej części, tak także i tym razem na uwagę zasługuje fakt widocznej i wyczuwalnej niewinności Kale'a. Chłopak będący śmiercionośną bronią, który ma na swoim koncie dziesiątki ludzkich żyć, w pełni uświadomiony seksualnie przez swoją dziewczynę bezustannie stanowi chodzące duże dziecko, które dopiero uczy się zasad rządzących światem. Kale bez wątpienia jest stuprocentowym mężczyzną, a jednak jest również nieporadny, niemal boleśnie szczery, bardzo ekspresyjny i wręcz słodki. To naprawdę godne podziwu, że autorka zdołała połączyć w sobie te dwa skrajnie różne oblicza w ciele jednej osoby. Tym bardziej, że, jak zauważa Dez, dla chłopaka świat pozbawiony jest odcieni szarości, istnieje tylko czerń i biel. Jaki w takim razie jest sam Kale skoro potrafi bez mrugnięcia okiem zabić człowieka, a zaraz potem z właściwą sobie prostolinijnością troszczyć się o swoją ukochaną?

Muszę przyznać, że w tym tomie z rozkoszą widziałabym więcej ojca głównej bohaterki, jako że jest on człowiekiem niezwykle interesującym ze względu na swoją oziębłość, bezwzględność, jak również swoistą subtelność wykonywanych ruchów. Można powiedzieć, iż Toksyna jest jego szachownicą, zaś bohaterowie pionkami, których ruchy przewiduje, bądź jest o nich informowany. W tym tomie posługując się dwójką Szóstek zagania niewygodne oraz pożądane osoby w kozi róg, bezustannie trzyma rękę na pulsie, bawi się sytuacją i innymi ludźmi. Za przykład może posłużyć fakt, iż w pełen finezji sposób posługuje się „ludzką trucizną”, na którą istnieje tylko jedno, równie „ludzkie” antidotum i bezustannie ma Szóstki za narzędzia czy zwierzęta. Tym samym jego osoba jest pełna pewnego niezrozumiałego czaru, a jednocześnie wzbudza nienawiść, więc nic dziwnego, że trochę mi go mało.

Jeśli zaś chodzi o akcję Toksyny to jest ona niewątpliwie ściśle powiązana z charakterem głównej bohaterki. Dez jest dziewczyną, która ceni sobie dobrą zabawę z odrobiną dreszczyku emocji, nie potrafi usiedzieć w jednym miejscu, nie słucha dobrych rad i rozkazów. Nic więc dziwnego, że wszystkie dramaty i problemy tego tomu biorą swój początek właśnie z nieposłuszeństwa i imprez, na których dziewczyna jest obecna. Jest więc oczywiste, iż powieść obraca się w głównej mierze wokół szaleństwa i jego konsekwencji. Tym samym, szare myszki mogą czuć się nieswojo, ale osoby pełne życia na pewno odnajdą się w świecie Dez, gdzie zasady są po to by je łamać.

I tak, w Dotyku nasi bohaterowie szukali swojego miejsca w poplątanej rzeczywistości, kiedy ich świat obrócił się o 180o, a tym samym tom pełen był aktywności fizycznej, czystego ruchu. Toksyna jest z kolei przesiąknięta uczuciami, które w znacznym stopniu wychodzą na pierwszy plan. Historia przypomina tym samym kwiat, którego zapachem i kolorem są emocje, środkiem jest hotel Ginger, zaś płatki stanowią pojedyncze imprezy i inne wydarzenia. Obie części różnią się więc od siebie, ale także dopełniają. Tym bardziej, że w ramach bonusu autorka dorzuciła nam scenę widzianą z perspektywy Kale'a, a to niemal wymusza zadowolone mruczenie.

sobota, 28 września 2013

Błękit Szafiru - Kerstin Gier




Tytuł: Błękit Szafiru
Autor: Kerstin Gier
Wydawca: Egmont
Ilość stron: 364
Ocena: 5+/6




Przyjemny, magiczny wręcz pocałunek dwójki młodych podróżników w czasie zostaje przerwany brutalnie przez kościelnego gargulca o niewyparzonej buźce. Obecność natrętnego, niewidzialnego dla przeciętnych osób stworzonka ostatecznie kończy ten miły incydent, który mógł przecież jeszcze bardziej zbliżyć do siebie Gwendolyn oraz Gideona. Teraz jednak mają oni na głowie o wiele ważniejsze sprawy – muszą zdać raport ze swojej zakończonej niepowodzeniem wyprawy, stawić czoła nowym wyzwaniom, zaś Strażnicy w miarę możliwości rozpracować modus operandi zdrajców. Niemniej jednak, Gwen nadal trzymana jest w niepewności, nic się jej nie tłumaczy, uważa się ją za zdrajczynię, co niezmiernie ją irytuje. Przy okazji jednej z jej podróży w przeszłość dochodzi do niespodziewanego spotkania z dziadkiem, u którego dziewczyna szuka odpowiedzi na pytania, które zaczęła sobie zadawać. Wszystko wydaje się powoli układać, niestety, jej relacje z czarującym, chociaż bezczelnym Gideonem na zmianę psują się i poprawiają. Na domiar złego z każdą chwilą coraz bardziej zakochuje się w chłopaku, staje się zazdrosna, popełnia błędy. Nie wie tylko, że najgorsze ma dopiero przed sobą, a tajemnice będą się piętrzyć i domagać rozwiązania.

Błękit Szafiru to bez wątpienia godna kontynuacja Czerwieni Rubinu – jeszcze więcej fascynujących postaci, coraz bardziej interesująca i trzymająca w napięciu fabuła oraz masa humoru, który wywoła uśmiech u każdego smutasa. Należy zauważyć, iż mimo powagi sytuacji i sercowych dramatów, których naprawdę nie brakuje w tej części, czytelnik ma do czynienia także z całkiem sporą liczbą wywołujących śmiech scen, które zawsze towarzyszą spotkaniom Gwen z przyjaciółką, czy też wiążą się z nauką głównej bohaterki. Niemniej jednak, tym razem dodatkowym powodem do radości jest pocieszny Xemerius, który nigdy nie traci humoru i wszystko potrafi przedstawić w wyjątkowo komicznym świetle. Nie ulega więc wątpliwości, iż przy okazji Błękitu Szafiru czytelnik będzie miał pod dostatkiem wielu skrajnie różnych emocji, z czego wszystkie idealnie złagodzi rozbawienie.

Jak już wspomniałam, ten tom to jeszcze bardziej fascynująca fabuła, która rozwija się na wielu płaszczyznach – uczuciowej, przygodowej oraz tej odpowiadającej za intrygi. I tak, nasza bohaterka coraz dotkliwiej zdaje sobie sprawę ze swoich uczuć względem poznanego niedawno Gideona, jest zazdrosna, to szczęśliwa, to znowu załamana, czuje się zagubiona, kiedy w grę wchodzi odwzajemnienie jej miłości, czy też jego całkowity brak. Co więcej, skazana na codzienne podróże w czasie Gwen nie siedzi z założonymi rękami, ale mając możliwość próbuje działać, odkrywać tajemnice, zbliżyć się do Gideona, dać z siebie wszystko przy okazji spotkań w hrabią de Saint Germain. I w końcu, czytelnik poznaje nowe fragmenty przepowiedni, niemal zapada się w sekretach, czuje w kościach, że pokrętny hrabia umiejętnie steruje bohaterami. Co się wydarzy? Czy Gideon ma być katem Gwen? Czy dziewczyna naprawdę zdradzi w przyszłości Strażników? Książka trzyma w napięciu i naprawdę nie sposób doczekać się ostatniego tomu tej trylogii!

Błękit Szafiru zasługuje na uznanie także ze względu na wspomnianą już wcześniej postać demona-gargulca Xemeriusa. Ten mały, uciążliwy i rozgadany słodziak to nie tylko „uszy” i „oczy” naszej bohaterki, ale także przyjaciel, którego nie spodziewała się znaleźć w „osobie” niewidzialnego dla innych ludzi stworka. Nie wyobrażam sobie, jak Gwen poradziłaby sobie bez jego pomocy w kwestii śledzenia Gideona, czy podsłuchiwania rozmów prowadzonych za jej plecami. Co więcej, poza rozkoszną maskotką tego tomu, Xemerius jest także źródłem dobrego humoru czytelnika. Jego uszczypliwe komentarze i entuzjazm są w pewnym stopniu zaraźliwe. A może po prostu odnalazłam w nim siebie? Niemniej jednak, uwielbiam go!

W drugim tomie Trylogii Czasu, cenię sobie również sposób, w jaki autorka zaraża czytelnika uczuciem do Gideona. Dzięki komentarzom, zachwytom i westchnieniom bohaterki bez problemu możemy wyobrazić sobie i poczuć to niesamowite przyciąganie obiektu westchnień Gwen. Niewątpliwie razem z nią złościmy się i załamujemy, kiedy Gideon pogrywa nieczysto, piszczymy z radości, kiedy prezentuje swoje umiejętności. Tym razem jednak, nasz bezczelny podróżnik w czasie nie jest jedynym godnym zainteresowania samcem. Także pojawiający się w historii Raphael emanuje nieodpartym urokiem i już teraz toruje sobie drogę do serc czytelniczek z godną podziwu łatwością. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że w trzecim tomie będzie go jeszcze więcej.

I tak, Błękit Szafiru przypadł mi do gustu podobnie jak wcześniejsza część trylogii, dostarczył mi wielu emocji, zachwytów i śmiechu. Jestem naprawdę ciekawa, jak dalej potoczy się ta opowieść, co się wydarzy, jakie będą odpowiedzi na nasuwające się pytania, czy moje domysły okażą się słuszne, czy też zwyczajnie wydumane. Co więcej, naprawdę uwielbiam bohaterów pani Kerstin Gier, więc ich losy nie są mi obojętne. Z niecierpliwością czekam na chwilę, kiedy będzie mi dane przeczytać ostatni tom, a do tego czasu powzdycham sobie z tęsknoty za tą wspaniałą historią.


Tomy serii:
Czerwień Rubinu
Błękit Szafiru
Zieleń Szmaragdu

poniedziałek, 16 września 2013

Przez burze ognia - Veronica Rossi




Tytuł: Przez burze ognia
Autor: Veronica Rossi
Wydawca: Otwarte/Moondrive
Ilość stron: 368
Ocena: -6/6




Świat podzielił się na dwa obozy – Osadników żyjących w zamkniętej społeczności, niezwykle rozwiniętych pod względem technicznym, Kapsuł Podu i Dzikusów, którzy walcząc ze światem zewnętrznym pełnym burz eterowych, niebezpieczeństw i głodu, zamieszkują „Umieralnię”. Aria należy do pierwszej grupy, podczas gdy Perry jest przedstawicielem tej drugiej. Są zupełnie inni, całkowicie nieprzystosowani do współpracy, czy chociażby kontaktu ze sobą nawzajem, a jednak los stawia ich naprzeciwko siebie w najmniej sprzyjających warunkach. Dziewczyna pakuje się w kłopoty, kiedy wraz z czwórką znajomych zakrada się do zamkniętej kopuły użytkowej, gdzie nieobliczalny Soren wywołuje pożar i staje się niezwykle agresywny. Przed jego brutalnym szaleństwem Arię ratuje Perry, który z jakiegoś powodu dostał się do kopuły, choć nigdy nie powinno go tam być. Dla obojga to wydarzenie będzie miało opłakane skutki. Dziewczyna zostaje wygnana z miejsca, które przecież uważała za dom i pozostawiona na pewną śmierć – na co niewątpliwie liczy konsul Hess – poza Kapsułami Podu. Tym czasem Talon, bratanek Perry'ego, zostaje uprowadzony przez Osadników, zaś młody mężczyzna postanawia go odnaleźć i za wszelką cenę sprowadzić do domu. Drogi dwójki bohaterów krzyżują się kolejny raz, a oni są skazani na współpracę.

Przez burze ognia to powieść pod wieloma względami niebanalna, która przeplata i łączy w sobie dwa pozornie zupełnie różne od siebie gatunki – fantastykę oraz science-fiction. „Umieralnia” w ogromnej części stanowi odzwierciedlenie tego pierwszego gatunku, jako że żyjący tam ludzie utrzymują się z pracy swoich rąk, polowań, drobnego handlu, zaś za broń służą im noże, łuki i pięści. Ludzie mieszkają w prostych osadach, a ich warunki życia przypominają średniowieczne. Wyjątek stanowi jednak „twierdza” Marrona, która wydaje się znajdować pomiędzy brutalnym światem „Umieralni”, a luksusowymi Kapsułami. Życie Osadników w Kapsułach Podu jest więc zupełnie inne, o wiele bardziej nowoczesne. Technologia i genetyka znajdują się na niebywale wysokim poziomie, co pozwala na przenoszenie się do wirtualnych miejsc, na znaczny rozwój rolnictwa, czy nawet na ingerencję w kod genetyczny dziecka. Przyznaję, iż zaskoczyło mnie to na początku, ale i zachwyciło, dzięki czemu byłam szczerze zafascynowana tą niezwykłą lekturą, która wprowadziła mnie w świat zupełnie nowy i absorbujący.

Skoro już przy tym jesteśmy, autorka bez reszty rozkochała mnie w sposobie, w jaki skonstruowała „Umieralnię”, czyniąc ją dziką, nieprzystępną i niebezpieczną. Ludzie mieszkający poza Kapsułami tworzą plemiona, które walczą ze sobą, konkurują, współpracują, czasami są od siebie uzależnione. Na czele plemienia stoi Wódz Krwi, który musi wywalczyć sobie ten tytuł i utrzymać go odpowiadając na wyzwania innych kandydatów, jeśli tacy się znajdą. Co więcej, walka o tytuł kończy się śmiercią, bądź przysięgą wierności, co przydaje plemionom surowości oraz jeszcze bardziej fantastycznego klimatu. Naprawdę wspaniałym pomysłem było także wplecenie w ten świat kanibali, gdyż już samo plemię Krukorów z ich niezwykłymi strojami i wierzeniami wywołuje u czytelnika zachwyt, zaś po dodaniu do tego ich upodobań żywieniowych otrzymujemy kuszącą mroczną aurę.

Ogromnym plusem powieści są również Zmysły, które czynią wyjątkowymi niektórych ludzi spoza Kapsuł, dodają im więcej dzikości i tym samym czynią powieść bardziej niezwykłą. Fakt, iż Zmysł węchu pozwala na wyczuwanie nie tylko zapachów, ale i uczuć na pewno jest oryginalny i niezwykle interesujący. Tym bardziej, że emocje innych wpływają na Scira (osoba dysponująca tym konkretnym Zmysłem), co może zarówno niezwykle skomplikować życie bohaterów, jak i pomóc im zrozumieć wzajemne intencje. Nie będę ukrywać, że autorka zaimponowała mi również tym pomysłem na rozwinięcie stworzonego przez siebie świata.

Niemniej jednak, warto także wspomnieć o powadze, jaka towarzyszy powieści od pierwszych stron. Już na początku, z jednej strony mamy Arię, która nie jest w stanie nawiązać kontaktu z pracującą poza jej Kapsułą matką i obawia się najgorszego, jej znajomi zaczynają wariować, stają się brutalni i niebezpieczni w przeciągu jednej chwili, a dziewczyna nie jest w stanie samodzielnie wydostać się z tej matni; z drugiej – Talona, który mimo bardzo młodego wieku cierpi z powodu choroby, która wcześniej doprowadziła do śmierci jego matki, na domiar złego zostaje porwany, co najboleśniej odczuwa Perry. Z każdą chwilą problemy narastają, sytuacja staje się coraz bardziej dramatyczna, proste rozwiązania przestają istnieć. Ponadto czytelnik poznaje więcej postaci, których historie również niosą ze sobą pewien ładunek dramatu. Dodam, iż ujawnienie niektórych sekretów może szokować i wywoływać ogromne emocje, chociaż z pewnością nie łatwo nam oceniać postępowanie bohaterów. Zmuszeni są, bowiem do podejmowania trudnych decyzji, a każdy błąd może kosztować życie wielu ludzi.

Podsumowując, Przez burze ognia to wspaniale skonstruowana, ciekawa powieść, którą łatwo pokochać i która wzrusza czytelnika bezwzględnością świata przedstawionego. To pogoń za tym, co zostało nam odebrane, wielkie nadzieje, bolesne zawody i niebezpieczeństwo, które zagraża zarówno Kretom, jak i Dzikusom. W skrócie, Przez burze ognia to cudowna książka, którą naprawdę warto przeczytać.