Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Galeria Książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Galeria Książki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 lutego 2015

Test: Na czym powinieneś grać w kapeli Jonaha Kinlocka? (Dziedzic Zaklinaczy)


Wyobraź sobie, że boski i zabójczy pod każdym względem Jonah Kinlock postanawia powiększyć skład swojego zespołu o kolejnego członka, który mógłby wnieść w szeregi Brakoodpornych powiew świeżości. 

Jaka powinna być Twoja pozycja w kapeli? Na czym powinieneś grać dopełniając kunsztu artystów, którzy już nieźle sobie radzą? 

Rozwiąż test i sprawdź czym ubogacisz muzykę Brakoodpornych!

środa, 5 listopada 2014

niedziela, 29 czerwca 2014

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Podsumowanie miesiąca: 5/2014

NOWOŚCI NA PÓŁCE: MAJ





1. Finn nieujarzmiony
2. Dotyk Gwen Frost
3. Na skraju jutra/All you need is kill
4. Smok Jego Królewskiej Mości
5. Podróż, która zmieniła świat

niedziela, 20 października 2013

Gniew króla - Fiona McIntosh



Tytuł: Gniew króla
Autor: Fiona McIntosh
Seria: Trylogia Valisarów
Wydawca: Galeria Książki
Ilość stron: 656
Ocena: -6/6







Kiedy Evie decydowała się na szalony skok, ukryta w opiekuńczych ramionach przyjaciela, nie miała pojęcia, że zdoła przeżyć upadek z dachu szpitala. Pokładając zaufanie w mężczyźnie uważanemu przez większość osób za szalonego, ląduje w miejscu zupełnie sobie nieznanym, kłócącym się z jej przekonaniami i nauką, na której opierała swoje poznanie. Co więcej, młoda pani doktor zmuszona zostaje do zaakceptowania prawdy o swoim pochodzeniu oraz posiadanej magicznej mocy. Nie jest ona jednak jedynym Valisarem, który musi pogodzić się ze zdobytą niespodziewanie wiedzą. Leo i jego przyjaciele z trudem potrafią uwierzyć w wyznanie Loethara. Jak to, bowiem możliwe, że w żyłach barbarzyńskiego imperatora, który brutalną siłą zdobył tron, płynie błękitna krew znamienitego i potężnego rodu? Nowe odkrycie rodzi coraz więcej pytań. Czy Loethar może być nazwany bękartem i czy Leo naprawdę ma prawo do objęcia władzy? Zresztą, nie mniejszy szok wywołała wiadomość o magicznych zdolnościach Kilta Farisa, które ten przez dziesięć lat ukrywał przed Leonelem. Na domiar złego, niezwyciężony dzięki mocy patrona Piven staje się z każdą chwilą coraz bardziej ambitny, co zapewne wielu będzie musiało przypłacić życiem i bynajmniej nie tylko Valisarowie mogą czuć się zagrożeni.

Gniew króla jest ostatnim tomem naprawdę zasługującej na uwagę Trylogii Valisarów, której pierwsza część pojawiła się na naszym rynku zaledwie w lutym tego roku. I tak, po upływie niespełna ośmiu miesięcy, czytelnikowi przychodzi pożegnać się z pełnym emocji i uczuć światem, który przyspiesza bicie serca, wzrusza do łez i nie pozwala o sobie zapomnieć. Osobiście z rozkoszą czytałabym w nieskończoność serię Fiony McIntosh i zachwycała się nią bezustannie, albowiem już Królewski wybraniec rozkochał mnie w tej trylogii, zaś Krew tyrana zniewoliła. Tymczasem Gniew króla nie tylko stanowi znakomite zakończenie przygody, ale również kusi i zachęca do ponownego sięgnięcia po całość serii.

Temat postaci tworzonych przez Fionę McIntosh poruszyłam przy okazji recenzji pierwszego tomu, jednakże nie sposób do niego nie powrócić, kiedy w grę wchodzi ostatnia część trylogii. Tym razem czytelnik ma, bowiem okazję jeszcze dokładniej przyjrzeć się znanym sobie bohaterom. Jak się okazuje, nic nie jest już takie, jakim zdawało się na początku, zaś skomplikowana psychika postaci czyni z nich zagadkę, niespodziankę, a także chodzącą bombę zegarową. Magia Valisarów oraz wierność ideom są jak rak, który atakuje zdrowe tkanki rozprzestrzeniając się i zbliżając człowieka ku upadkowi. Wewnętrzne, osobiste przekonania zmuszają do walki z samym sobą, podejmowania trudnych decyzji, czynią wrogów z przyjaciół. To, co mogło wydawać się do niedawna oczywiste, nagle staje się niejasne, a nawet błędne. Obrana pod wpływem impulsu droga może prowadzić do zwycięstwa bądź klęski, może ubogacać lub ściągać w dół. Białe – czarne; dobry – zły; miłość – nienawiść; radość – smutek. Granice zaczynają się zacierać, drogi się krzyżują, zaś ostateczny koniec może oznaczać wszystko.

Gniew króla ukazuje czytelnikowi drogę, jaką młodzi bohaterowie musieli pokonać, by ostatecznie dorosnąć do brutalności, bezwzględności, braku wrażliwości na cudzy ból, czy przelaną krew. Wspomnienia, zdobywana przez lata wiedza i zadziwiająca sprawność psychiczna sprawiają, że słodkie dziecko staje się tyranem, który bawi się ludzkim życiem, nie szanuje go, nie rozumie jego znaczenia. Szlachetny, dobrze wychowany chłopak pielęgnujący w sobie nienawiść i masakryczne obrazy z dzieciństwa, stacza się w mroczne otchłanie własnej duszy, nie dostrzega już światła, ale żyje wręcz szaleńczym pragnieniem zaspokojenia swoich zgubnych pragnień. W taki sposób rodzą się pytania. Czy winą za zmiany, jakie zachodzą w młodzieńcach należy obarczyć magię Valisarów, czy może wiążą się one z krwawymi wydarzeniami, których świadkami byli chłopcy? Jak to możliwe, że wychowywani w środowisku pełnym pozytywnych uczuć i czułości bracia stają się szaleni w swojej żądzy? Jak się okazuje, tym razem to bardziej dojrzali bohaterowie mają w sobie większą wrażliwość na zło, to oni starają się powstrzymać krwawą jatkę i do pewnego stopnia potrafią zapanować nad swoimi gwałtownymi uczuciami.

Trzeci tom trylogii przedstawia również różnice między postrzeganiem wartości życia dawniej i dziś. Poprzez wprowadzenie do historii świata współczesnego czytelnikowi, autorka podkreśla przepaść, która dzieli go od fantastycznego, średniowiecznego uniwersum, kierującego się zupełnie innymi zasadami. Dzięki Evie widoczne staje się to, nad czym raczej rzadko się zastanawiamy. Nasza rzeczywistość, chociaż często godna pożałowania, kieruje się jednak zasadami szacunku dla ludzkiego życia. Tym czasem świat fantastyki, oparty na zasadach sprzed wieków, stawia honor ponad człowiekiem. A jednak, w tym kontekście można pokusić się o stwierdzenie, iż w Imperium traktuje się osobistą vendettę jak coś mniej istotnego, niż wojna, czy też atak na zdecydowanie większą liczbę osób, które wywołują głośniejszy sprzeciw. Zupełnie inaczej wygląda to w rzeczywistości otaczającej czytelnika, w której wychowała się Evie. Tutaj śmierć pojedynczej osoby traktuje się jako przestępstwo, zaś zabijanie ludzi na wojnie wydaje się elementem życia codziennego.

Powieść Fiony McIntosh niesie ze sobą również temat bardzo istotnych przeciwności jak samotności oraz miłość. Dobrze nam znani bohaterowie, z którymi mamy do czynienia w tym tomie, przerażająco wyraźnie zdają sobie sprawę ze swojego odosobnienia – zarówno wewnętrznego, jak i zewnętrznego. Każdy z nich posiada swoje własne demony, które dochodzą w pewnym momencie do głosu i sprawiają, iż nawet otoczeni przez ludzi czują się samotni, nieszczęśliwi. Brakuje im zrozumienia, psychicznej więzi z drugą osobą. Jednocześnie niektórzy są w stanie odnaleźć spokój właśnie w miłości, która zapełnia ziejącą mrokiem pustkę, leczy rany, prowadzi do umysłowej stabilności. Niestety, niemożliwym jest odpędzenie samotności dręczącej każdego człowieka, toteż powieść zmusi do łez niejednego czytelnika.

Reasumując, Gniew króla to powieść po brzegi wypełniona emocjami i głębią, które przeplatają się z fantastyką świata przedstawionego, to zwrot o dobre sto osiemdziesiąt stopni w stosunku do tomu pierwszego, co sprawia, że niektóre elementy zakończenia naprawdę zaskakują i niemożliwym było ich przewidzenie. Autorka wykonała więc kawał dobrej roboty i nie mam wątpliwości, że kiedyś na pewno sięgnę po inne jej powieści. Czy jednak znajdzie się taka, która zdoła wybić się ponad Trylogię Valisarów? Nie ulega, bowiem wątpliwości, iż tę serię pokochałam całą sobą i będę do niej powracać wiele, wiele razy.

niedziela, 16 czerwca 2013

Krew tyrana - Fiona McIntosh



Tytuł: Krew tyrana
Autor: Fiona McIntosh
Seria: Trylogia Valisarów
Wydawca: Galeria Książki
Ilość stron: 640
Ocena: 6/6







Loethar już od dziesięciu lat zasiada na tronie Penraven, zaś Koalicja kwitnie umacniając pozycję barbarzyńcy na tronie Valisarów. Niewielu pamięta, w jak brutalny i krwawy sposób ludzie ze Stepów wtargnęli na ziemię spokojnego państwa i zdobyli siłą największą potęgę Koalicji Denova. Nawet najzacieklejsi wrogowie Loethara nie mogą zaprzeczyć, iż mężczyzna dokonał wielkich rzeczy i stał się wspaniałym, mądrym władcą. Niestety, a może na szczęście, ludzie wierni prawowitemu królowi nie siedzą bezczynnie, ale powoli, krok po kroku, starają się doprowadzić do obalenia uzurpatora i posadzenia na tronie potomka Valisarów – Leonela. Wyłącznie nieliczni wiedzą, iż młody książę przeżył i tylko czeka by odzyskać to, co prawnie mu się należy. A jednak nie tylko on wymknął się tyranowi i całkiem dobrze sobie radzi, albowiem zarówno podstępem ocalona młodsza siostra, jak również niepełnosprawny brat Leo rosną w siłę z dala od niebezpiecznego uzurpatora. Czas zemsty jest już bliski, magiczna moc zaczyna przemawiać swoim własnym, niezrozumiałym głosem, wszystko po raz kolejny ulega gwałtownej zmianie i nikt już nie może czuć się pewnie. Legendy okazują się prawdą, tajemnice Valisarów wychodzą na jaw, wrogowie czają się wszędzie. Nic już nie będzie takie jak dawniej.

Krew tyrana rozpoczyna się zaskakująco i niecodziennie, zupełnie inaczej, niż moglibyśmy oczekiwać po drugim tomie serii fantasy. Wątpię by ktokolwiek spodziewał się czegoś podobnego, albowiem Trylogię Valisarów osadzono w świecie kreowanym na średniowieczny, by nagle wprowadzić do historii bliską czytelnikowi współczesność, która otwiera i zamyka ten tom powieści. Nie zaprzeczę, iż zabieg ten mile mnie zaskoczył i kolejny raz rozkochał w powieści Fiony McIntosh, a przecież to zaledwie jeden z elementów, które składają się na tę fantastyczną historię! Po tym mocnym, nieprzewidywalnym wejściu czytelnik powraca do świata znanego mu z Królewskiego wygnańca by tam zapuścić korzenie i poznać dalsze losy bohaterów.

Naturalnie, jako że od wydarzeń poprzedniego tomu minęła cała dekada, bohaterowie dorośli, a tym samym zmienili się w większym, bądź mniejszym stopniu. Jednakże gdzieś pod dziesięć lat straszą powłoką i nabytą z wiekiem mądrością nadal kryje się pierwiastek stanowiący o charakterze postaci. Co ważniejsze, bohaterowie bezustannie ewoluują także na naszych oczach. Każde przeżyte wydarzenie wpływa na nich, rozwija ich psychicznie, emocjonalnie, powoduje nieodwracalne zmiany. Czyni to książkę tym ciekawszą i bardziej nieprzewidywalną, gdyż nie możemy być pewni, co postanowią, jakimi torami będą płynąć ich myśli.

Krew tyrana porusza także bardzo trudne tematy, jak na przykład kwestię honoru, któremu autorka przeciwstawiła rozsądek. Cecha, która zazwyczaj uchodzi za rycerską cnotę w tym wypadku wydaje się dziecinna, samolubna, a nawet głupia. Jak widać, honor nie zawsze jest pożądany, a co więcej, może naprawdę skomplikować ludzkie życie. Fiona McIntosh pokazuje, że baśniowe ideały w rzeczywistości nie uszlachetniają i niewiele mają wspólnego z bohaterstwem, jako że wykreowany przez nią świat daleki jest od wyidealizowanej fantastyki, w której rycerskie zachowanie, dotrzymanie złożonej przysięgi i zemsta na niegodziwcach prowadzą do szczęśliwego zakończenia.

W powieści znajdziemy także motyw wyboru między tym co słuszne, a tym, co lepsze dla dobra ogółu. W pewnym momencie każdy z bohaterów jest zmuszony dokonać niezwykle trudnego wyboru, który może zaważyć nad losem nie tylko wybranych jednostek, ale także całego kraju. Autorka udowadnia tym samym, że świat nie jest wyłącznie czarny i biały, ale posiada całą gamę szarości – o czym w powieści wspomina Jewd. Jest to bardzo istotny fakt, jako że właśnie on sprawia, iż każdy z bohaterów może należeć do naszych faworytów, bądź być postacią znienawidzoną. Poprzez to wzmaga się również nieobliczalność powieści i tajemniczość zakończenia serii, które może nas zszokować.

I w końcu, granica między dobrem, a złem w przypadku tej powieści jest tak cienka, że nie trzeba wiele by ją przekroczyć. Wystarczy chwila, a bohater staje się antagonistą, zaś główny „zły” nabiera cech zdecydowanie pozytywnych. Jeden fałszywy krok, a człowiek może zboczyć z wcześniej obranej ścieżki, zmienić się nie do poznania. Trylogia Valisarów to ogromny witraż składający się z ciemnej i jasnej strony ludzkiej duszy, przez który do serca czytelnika sączy się wielobarwne światło fantastycznej powieści.

Podsumowując, Krew tyrana to książka, która zaskakuje, szokuje, odpowiada na pytania stawiane w poprzednim tomie, jak również nasuwa nowe, jeszcze trudniejsze. Nie sposób przewidzieć tego, co jeszcze może się wydarzyć, a tym samym zakończenie tej historii wydaje się odległe, mgliste, tajemnicze. Fiona McIntosh podarowała nam, bowiem barwny, hipnotyzujący świat pełen zagadek, magii i piękna, jeszcze bardziej interesujące rozwinięcie trylogii i niezapomniane przeżycia podczas czytania. Królewski wygnaniec był wspaniały, ale Krew tyrana jest wręcz rewelacyjna! Kocham tę powieść i nie mam wątpliwości, że ostatnia część jeszcze bardziej upewni mnie w przekonaniu, iż oddałam serce właściwej trylogii.

niedziela, 3 marca 2013

Królewski wygnaniec - Fiona McIntosh



Tytuł: Królewski wygnaniec
Autor: Fiona McIntosh
Seria: Trylogia Valisarów
Wydawca: Galeria Książki
Ilość stron: 576
Ocena: 6/6




Kraje Koalicji upadają jeden po drugim bezsilne wobec przeważającej potęgi barbarzyńskiego najeźdźcy, który pasmem zwycięstw toruje sobie drogę do Penraven – siedziby potężnego rodu Valisarów. Loethar nie ma litości, kiedy inteligentnie i wytrwale podbija kolejne krainy brutalnie wyniszczając nieprzyjaciół by ostatecznie sięgnąć po upragnioną nagrodę, jaką jest królewska głowa Brennusa, upokorzenie jego rodziny oraz zapanowanie nad tajemną mocą płynącą w żyłach Valisarów. Najeźdźca jest, bowiem przekonany, że legendy mówią prawdę i król posiada magiczny dar przekonywania. Niestety, nic na to nie wskazuje. Loethar dzięki zdradzie w szeregach wojska Valisarów zajmuje upragniony zamek, lecz od tego momentu nic już nie układa się po jego myśli. Brennus popełnia samobójstwo pod samym nosem nowego imperatora, zaś następca tronu – nastoletni Leonel – wymyka się z rąk barbarzyńskiego przywódcy uciekając wraz z oddanym sobie przyjacielem i opiekunem. Będąc wygnańcami we własnym kraju, skazani na tułaczkę chłopcy narażeni są na ciągłe niebezpieczeństwo, zaś bezwzględny Loethar planuje siłą wydrzeć młodego władcę z jego pozornie bezpiecznego schronienia by pozbawić nadziei ludność Penraven i innych podbitych krain. Jak długo dwunastoletni król Leonel żyje, tak długo barbarzyńcy narażeni są na bunt, który mógłby zagrozić ich nowo zdobytej władzy. Jak wiele niewinnej krwi należy przelać nim wojna dobiegnie końca? I czy w ogóle jest to możliwe?
Królewski wygnaniec stanowi pierwszy tom znakomitej Trylogii Valisarów autorstwa Fiony McIntosh. Autorka prezentuje swojemu czytelnikowi zgrabną i bardzo interesującą powieść stanowiącą naprawdę dobre połączenie epickiej subtelności Tolkiena z realistyczną brutalnością świata Georga Martina. Jest więc idealnym pomostem między spokojem, a gwałtownością, ciszą, a krzykiem, do których można porównać najznamienitsze dzieła tych dwóch twórców. Nie mniej jednak, Królewski wygnaniec w niczym nie przypomina innych powieści. Charakteryzuje się wyczuciem stylu i odrobiną autentyczności. Jest tym, czego od dawna szukałam w literaturze fantasy. Bardzo cenię sobie, bowiem subtelność świata przedstawionego i rycerskie ideały, którymi kierują się niektóre postaci, zaś w powieści Fiony McIntosh ta odrobina romantyzmu jest dobrze wyczuwalna.
Świat, jaki prezentuje nam autorka jest bardzo dobrze odmalowany, chociaż w dalszym ciągu wielu rzeczy nie wiemy o rządzących nim prawach. Nie podano nam go na tacy, ale jest tworzony kawałek po kawałku, co rozbudza w czytelniku ciekawość, nie pozwala łatwo oderwać się od lektury i skłania do snucia własnych teorii na wiele tematów. Jakby na to nie patrzeć, Królewski wygnaniec to przecież zaledwie pierwszy tom trylogii, a więc jeszcze wiele przed nami i nie jedno może nas zaskoczyć. W końcu, nie sposób przewidzieć, co jeszcze kryje się pośród różnorodnej magii Obdarzonych, legend mówiących o wielkim darze dynastii Valisarów i brutalnych rytuałów. Co więcej, autorka zabiera nas w niesamowitą podróż do pięknego, ale i niebezpiecznego świata, w którym bogowie wchodzą w interakcję z ludźmi.
Pod względem językowym książka znajduje się na całkiem dobrym poziomie. Nie jest przesadnie poważna, nie ocieka niepotrzebnym wulgaryzmem, czy też krwawymi opisami, ale też nie traktuje wszelkich konfliktów po macoszemu. W żyłach bohaterów nie płynie woda, lecz krew, a jednak nie zalewa ona stron pozwalając by przez barbarzyńskie metody ludzi ze Stepów przebiły się również drobne opisy, ciekawe historie, piękno przyjaźni oraz lojalności. Nic więc dziwnego, iż Fionie McIntosh nie można odmówić starannego, lekkiego pióra, które idealnie pasuje do epickiej fantastyki.
Ponadto również pojawiające się w powieści postaci zasługują na uznanie i kilka ciepłych słów. Z największą łatwością podbijają, bowiem serca czytelników, są skomplikowane, pełne tajemnic, kontrastów nie pozwalają na obojętność, fascynują, zaskakują, rozkochują w sobie odbiorcę niezależnie od roli, jaką spełniają w historii. Zarówno bohaterowie, jak i wyraźnie zarysowane czarne charaktery mają w sobie coś magicznego i godnego uwagi, a tym samym niemal zmuszają do obdarzenia ich sympatią. Nie sposób jednoznacznie stwierdzić, co kieruje każdą z postaci, co kryje się za podejmowanymi przez nie decyzjami, jaką historię mają nam jeszcze do opowiedzenia. Każdy jest tu enigmą, zagadką, jaką należy rozwiązać, zaś kluczem do sukcesu są kolejne tomy, na które ja osobiście czekam z niecierpliwością.
Co jeszcze ma nam do zaoferowania Królewski wygnaniec? Tajemnicę, tajemnicę i jeszcze więcej tajemnic. Tu nic nie jest pewne, bohaterowie nie wiedzą zbyt wiele o sobie nawzajem, ale i o sobie samych, każdy ma na sumieniu jakiś mały, bądź większy sekret, który wyjawi dopiero w odpowiednim czasie, by zaskoczyć czytelnika, całkowicie zmienić obraz powieści i przyszłość, jaka czeka na bohaterów. Poza tym, książka porusza także temat cienkiej granicy między zdradą, a lojalnością, która może się zatrzeć w każdej chwili. Dwie sprzeczne idee przenikają się wzajemnie, mieszają i komplikują sytuację nie pozwalając na jednoznaczne stwierdzenie, kto jest przyjacielem, a kto wrogiem. Co więcej, znajdziemy tu również bardzo poruszający obraz głębokiej, prawdziwej przyjaźni, miłości, na którą nie ma miejsca pośród wojny, rozlewu krwi i walki o władzę, czy sprawiedliwość. Autorka ukazuje nam każdą z tych namiętności w epicki sposób pełen romantycznych idei, które wzruszają i zapadają w pamięć na długo.
Reasumując, Królewski wygnaniec to kawał doskonałej lektury, która przywodzi na myśl świetność dawnych ideałów, które charakteryzowały europejskie rycerstwo znane nam z podań, powieści i legend. Jest to historia, w której z łatwością można się zakochać w przeciągu jednej chwili, jeśli tylko dopuści się do głosu romantyczną duszę i otworzy serce na subtelność świata fantasy.
Będę szczera, od dawna czekałam na ten właśnie rodzaj fantastyki i teraz z czystym sumieniem mogę polecić ten tytuł innym, jak również zapewnić, że z rozkoszą sięgnę po tę lekturę jeszcze niejednokrotnie.

niedziela, 14 października 2012

Dziewczyna w Czerwonej Pelerynie - Sarah Blakley-Cartwright




Tytuł: Dziewczyna w Czerwonej Pelerynie
Autor: Sarah Blakley - Cartwright
Wydawca: Galeria Książki
Ilość stron: 368
Ocena: 5+/6





            Wypaczone przed wieloma laty baśnie budzą się na nowo do życia w pewnym stopniu powracając do źródeł i swojego pierwotnego kształtu, lecz także zmieniając się i wzbogacając historie o popularne współcześnie wątki, dzięki czemu ich kontury są wyraźniejsze, bardziej realne, choć nadal pełne fantastycznych motywów. To, co jeszcze do niedawna uznawane było powszechnie za moralizatorską opowiastkę dla dzieci, zaczyna tracić swoją naiwność i ugrzecznioną formę. Świat na nowo odkrywa prawdę zawartą w baśniach, ich sens i głębię. Dla wielu ludzi nic nie jest już takie, jakim wydawało się w dzieciństwie, zaś inni nigdy nie zaakceptują interpretacji, którą prezentuje im współczesność.
            Valerie od dziecka była nieposkromiona i pełna życia, zaś jej odwaga graniczyła z głupotą. W tamtym okresie w jej życiu wydarzyło się wiele rzeczy, których nie potrafi zapomnieć i nawet po dziesięciu latach z taką samą dokładnością pamięta swojego przyjaciela z dzieciństwa, jak i bestię, którą widziała w noc składania ofiary. Wspomnienia te mają dla niej szczególne znaczenie, zwłaszcza to dotyczące chłopca. Teraz, jako siedemnastoletnia panna, niewiele się zmieniła, w dalszym ciągu nie potrafiąc usiedzieć zbyt długo w jednym miejscu, zaś w jej sercu niezmiennie króluje towarzysz zabaw sprzed lat. Tyle, że tym razem nie jest już wolna, nie jest już małą dziewczynką, teraz wisi nad nią widmo małżeństwa z mężczyzną, którego wybrali dla niej rodzice.
Jej pierwsze sianokosy miały być okazją do spotkania z tym, na którego czekała od tylu lat, miały przerwać rutynę jej życia. Nie spodziewała się jednak, że odbędzie się to w taki sposób. Zaledwie chwila dzieliła ją od ucieczki ze swoim „księciem”, gdy nagle romantyczne marzenia o przyszłości zostały przerwane. Dziewczyna znowu staje oko w oko z przeszłością, z ogromnym Wilkiem, który powrócił. Teraz każdy staje się potencjalną ofiarą, każdy może być Wilkiem, nikomu nie można zaufać.
Dziewczyna w Czerwonej Pelerynie to książka stworzona na podstawie filmu w reżyserii Catherine Hardwicke, lecz zdecydowanie przewyższającą swój pierwowzór. To właśnie na kartach powieści widać wszelkie odniesienia do psychoanalitycznej interpretacji Czerwonego Kapturka, która zapewne stanowiła natchnienie dla autora scenariusza. Jest to głównym atutem książki, która zawiera liczne opisy uczuć bohaterki, jej fascynację męskim ciałem, seksualnością. Dziewczyna nie próbuje od tego uciec, ale chłonie nowe doznania z ciekawością spoglądając na przystojnych chłopców, poszukując w nich cech swojego ukochanego. Valerie nie jest naiwną dziewczynką, którą znamy z baśni o Czerwonym Kapturku, ale niemalże kobietą, która akceptuje siebie i swoje słabości, odważnie wychodzi naprzeciw temu, co nieznane.
Także miłosny trójkąt przedstawiony w powieści zasługuje na uznanie. Nie stanowi on plątaniny sentymentu i rozterek, chociaż serce dziewczyny pragnie Petera, – starego przyjaciela – zaś umysł szepcze imię Henry’ego – narzeczonego. Valerie nie zastanawia się długo wiedząc dobrze, czego chce od życia, nie pozwala się odepchnąć dążąc do tego, by pokonać przeciwności i połączyć się z tym, którego naprawdę pragnie. Nawet ulegając szaleństwu podejrzeń, które ogarnia całą wioskę, bohaterka konsekwentnie odrzuca obu adoratorów wiedząc, że zarówno jeden, jak i drugi może okazać się Wilkiem. Nie jest to dla niej łatwe, jednak nie załamuje się nie ufając bezgranicznie ani Peterowi ani Henry’emu. Pozostaje czujna i ostrożna do samego końca.
Po Dziewczynę w Czerwonej Pelerynie sięgnęłam z czystej fascynacji tematem „baśni dla dorosłych” i słabości do Czerwonego Kapturka. Nie jestem fanem romansów paranormalnych, co najpewniej jeszcze nie raz będę miała okazję powtórzyć, ale tę książkę czytałam z największą rozkoszą. Od razu spodobał mi się fakt drzemiącej w głównej bohaterce odwagi i jej otwartość na seksualność. Nie udawała cnotki, ale pragnęła poddać się pożądaniu, jakie towarzyszyło myślom o Peterze, co dodało temu tytułowi pikanterii i charakteru.
Nie mam na swoim kącie zbyt wielu książek tego typu i najpewniej nigdy nie przekonam się do romansideł, ale Dziewczyna w Czerwonej Pelerynie to książka wyjątkowa. Czytelnik może na własnej skórze poczuć żar, jaki pojawia się między Valerie, a Peterem, żar, który działa na wyobraźnię i sprawia, że z drżeniem wyczekuje się kolejnej sceny, w której bohaterowie się spotkają, obejmą, pocałują. W przypadku tej książki czułości naprawdę potrafią wywołać dreszcze. Nawet u kogoś tak sceptycznego, jak ja.