środa, 30 października 2013

Kuroshitsuji vol. 12 - Yana Toboso




Tytuł: Kuroshitsuji vol. 12
Autor:Yana Toboso
Wydawca: Waneko
Ilość stron: 194
Ocena: 5/6




Kiedy ożywiony przez Elitę Jutrzenki trup młodej kobiety zaczyna zabijać niewinnych, naiwnych ludzi, do akcji wkracza Ronald Knox – przesadnie entuzjastyczny Mroczny Żniwiarz. Jakkolwiek pomocny, jest także niezwykle uciążliwy, co zmusza Sebastiana i Ciela do rozdzielenia się. Niestety dochodzi do tego w możliwie najgorszym momencie, gdyż młody hrabia z pewnością potrzebuje swojego utalentowanego kamerdynera. Tak się mianowicie składa, że pokład Campanii pełen jest żądnych krwi, bezrozumnych bestii, które już rozpoczęły swoją masakryczną ucztę w przerażającym tempie zabijając pasażerów oraz załogę statku. Szalony eksperyment wymknął się całkowicie spod kontroli i teraz Ciel Phantomhive ma pełne ręce roboty dokładając wszelkich starań by ocalić nie tylko swoje życie, ale także swoją słodką narzeczoną. To jednak nie koniec atrakcji, jako że Campania płynie prosto na górę lodową, zaś na pokładzie pojawia się największa zmora Sebastiana.

O ile tom poprzedni był zaledwie przystawką dla fanów krwawych akcji z udziałem zombie, o tyle ten jest już daniem głównym, gdyż rubinowa posoka zalewa pokład statku, a ludzie umierają w męczarniach pożerani przez bezmyślne ożywione zwłoki. Naturalnie także zombie są licznie eliminowane przez garstkę co lepiej wyszkolonych jednostek, do których z pewnością warto zaliczyć naszego kamerdynera. Albowiem trafi nam się także okazja by rzucić okiem na istny taniec śmierci w wykonaniu Sebastiana. Prawdę mówiąc, dwunasty tom Kuroshitsuji należy chyba do najbardziej krwawych spośród wszystkich dotychczas wydanych, jako że tym razem wszelka brutalność nie wynika z szaleństwa, lojalności czy wdzięczności, jak miało to miejsce wcześniej, ale z czystej bezmyślności, której nie sposób nawet nazwać instynktem. Ta część serii naprawdę wymownie oddaje istotę istnienia zombie.

Nie ma wątpliwości, iż przy okazji tworzenia tego tomu Yana Toboso nawiązała bliską znajomość ze znanym każdemu, w mniejszym lub większym stopniu, filmem Titanic. Autorka bardzo wyraźnie podkreśla pewne wspólne dla filmu oraz tego epizodu mangi elementy – góra lodowa, rzut oka na bocianie gniazdo, panika ludzi z niższych pokładów pragnących wydostać się na górę, a nawet „romantyczna” scena na dziobie statku w wykonaniu wiadomego, odzianego na czerwono Żniwiarza oraz Ronalda. Cóż, w starciu między filmem, a mangą, Kuroshitsuji zdecydowanie wysuwa się na prowadzenie i bije na głowę romansidło z Leonardo DiCaprio. W tej chwili aż chce się zacytować fragment serialu Supernatural:

Dean: Why did you un-sink the ship?
Balthazar: Oh, because I hated the movie.
Dean: What movie?
Balthazar: Exactly!

Pośród hektolitrów ludzkiej i trupiej krwi wylanych w tym tomie, autorka nie zapomniała o odrobinie szlachetnych uniesień i odwagi. Ciel prezentuje się nam jako wątły, ale niezwykle odważny rycerzyk, który za wszelką cenę pragnie dotrzymać obietnicy i chronić swoją uroczą narzeczoną, nawet jeśli wymaga to lekko brutalnych środków polegających na zdzieraniu z biedaczki ubrania. Niestety, szlachetna pobudki to za mało by wygrać przeciwko całej chordzie trupów. Sytuacja jest więc opłakana, a serce zatrzymuje się w piersi. I właśnie w tym momencie autorka postawiła na zaskoczenie. Ja na pewno nie spodziewałam się, że nasza zawsze niewinna i dziecinna Lizzie jest kimś więcej, niż tylko słodką upierdliwością na głowie Ciela.

Tak więc, dwunasty tom Kuroshitsuji na pewno rekompensuje czytelnikowi słabszą poprzednią część i wnosi do mangi interesujący element nowości, jaki widzimy w ostatniej scenie. Osobiście jestem wielką zwolenniczką zmiany, jaka wtedy zaszła, zaś pewna uciążliwa osóbka zyskała wiele w moich oczach. Nigdy bym nie pomyślała, że zachowanie Lizzie wypływa po prostu z miłości do Ciela, nie zaś z wrodzonej dziecinności. Poza tym, zadowoleni powinni być także miłośnicy Grella, który wraca po długim czasie nieobecności i wcale się nie zmienił. Oj, robi się ciekawie.

niedziela, 27 października 2013

Pandora Hearts vol. 5 - Jun Mochizuki




Tytuł: Pandora Hearts vol. 5
Autor: Jun Mochizuki
Wydawca: Waneko
Ilość stron: 182
Ocena: 6/6




Starając się odnaleźć Alice, zupełnie niespodziewanie Oz przenosi się do świata utkanego z jej skrzętnie ukrywanych wspomnień dotyczących tragedii w Sablier. Otoczony krwią i zmasakrowanymi zwłokami chłopak brnie coraz głębiej w potworności, które miały miejsce sto lat wcześniej. To rodzi pytania, na które nie sposób odpowiedzieć. Jak to możliwe, że Alice była świadkiem tego wszystkiego? Co w jej wspomnieniach robi chłopiec do złudzenia przypominający małego Vincenta? Czy młody mężczyzna, którego Oz miał okazję poznać w swojej rzeczywistości miał coś wspólnego tą masakrą? A Gilbert? Czy i on przeżył to wszystko? Fakty odkrywane przed mody Vessaliusem powoli doprowadzają go na skraj obłędu i tylko Gil jest w stanie przywrócić chłopakowi rozum. W tym czasie Break i Cheshire są bez reszty pochłonięci swoją własną walką, a każdy z nich odnajduje w niej inny cel – zdobycie cennych wspomnień czy zabicie znienawidzonego przeciwnika. Krąg tajemnic wokół bohaterów zacieśnia się z każdą chwilą, a odpowiedzi wymykają się z ich rąk. Przeszłość kryje całą masę sekretów, a większość z nich bezsprzecznie wpływa na teraźniejszość.

Piąty tom Pandora Hearts otwiera przed czytelnikiem nowe drzwi, które do tej pory były zamknięte. Wraz z Ozem przenosimy się w miejsce krwawej masakry, o której do tej pory wiedzieliśmy stosunkowo niewiele. Teraz, kawałek po kawałku, pojawiają się nowe puzzle, które w dalszym ciągu nie łączą się z poprzednimi, jednak tworzą coraz to barwniejszy witraż zdarzeń, ludzi, pytań. Czytelnik wie, że wszystko to ma sens, wszystko jest ze sobą w pewien sposób powiązane, jednak nie może uchwycić obrazu całości, gdyż ten jeszcze nie istnieje. Pytania, które pojawiają się z każdym nowo okrytym faktem fascynują, dręczą, nie dają spokoju. To właśnie one zmieniają obraz bohaterów, których poznaliśmy do tej pory, wzmagają atmosferę tajemniczości, która ich otacza. Czytelnik uświadamia sobie z całą powagą, iż nie wie zupełnie nic o bliskich sobie postaciach.

Niezwykle interesującym motywem tego tomu są destrukcyjne myśli Oza, które rodzą się z potrzeby pomocy Alice oraz szoku, który wywołała zdobyta przez niego wiedza. Te same pragnienia kierują poczynaniami kota Cheshire, co czyni ich tak bardzo do siebie podobnymi, a zarazem zupełnie różnymi. Albowiem wsłuchujący się w głos zdrowego rozsądkiem młody Vessalius nigdy nie dążyłby do wyeliminowania największego lęku Alice, czyli jej samej i dopiero zamknięty w skorupie szaleństwa jest w stanie zniszczyć osobę, którą pragnie chronić. Co się zaś tyczy Cheshire, usiłuje on spełnić pragnienie Intencji Otchłani – istoty dla niego najcenniejszej – a tak się składa, że tym pragnieniem jest właśnie śmierć Alice. To nagromadzenie sprzecznych, ale w pewnym stopniu bliskich sobie emocji zespala uczucia pozytywne i negatywne czyniąc je jednym. Nie ulega wątpliwości, że taki klimat idealnie pasuje do mangi Pandora Hearts i nadaje jej jeszcze głębszego wyrazu.

Bardzo istotna w tym tomie jest również wiara we własną wartość, która w przypadku Oza została zachwiana już wiele lat wcześniej przez ojca, zaś teraz jest atakowana obecnością Jacka. Chłopak zdaje sobie sprawę z tego, że ujawnienie się „duszy-lokatora” drzemiącej w jego ciele zmienia całkowicie sposób, w jaki ludzie na niego patrzą. Dla większości nie liczy się Oz Vessalius, ale drzemiący w nim Jack. Prawdę mówiąc, wątpliwości dopadają młodzieńca nawet w kwestii przyjaźni najbliższych mu osób, co naprawdę dobrze oddają staranne kadry mangi. To jednak nie wszystko, gdyż w tej trudnej dla Oza sytuacji z pomocą przychodzi osoba, po której nigdy byśmy się tego nie spodziewali. Jak widać, w Pandora Hearts każdy bohater potrafi nas zaskoczyć.

Tak więc, piąty tom mangi Pandora Hearts jest równie emocjonujący, co poprzednie, a może nawet jeszcze bardziej niż one. Już od pierwszych stron manga pokazuje jak niewiele wiemy jeszcze o fascynującym świecie stworzonym przez Jun Mochizuki, jak wiele tajemnic kryje przed nami mangaka i jak trudno będzie nam samodzielnie powiązać fakty w całość. Jest to więc tytuł coraz bardziej wymagający i nietuzinkowy, a nade wszystko, godny polecenia każdemu, kto jeszcze się mu opiera.

czwartek, 24 października 2013

Śnieg w czerwcu - Demon Lionka




Tytuł: Śnieg w czerwcu
Autor: Demon Lionka
Wydawca: The Cold Desire
Ilość stron: 155
Ocena: 5+/6




Gabriel Shelley jest świeżo upieczonym nauczycielem matematyki, który mając do wyboru bezrobocie bądź użeranie się z matematycznie niepełnosprawnymi uczniami liceum, wybrał słabo płatną fuchę psora. Jak się jednak okazuje, los uśmiechnął się do niego w dosyć przewrotny sposób, gdyż to właśnie pośród uczniów maturalnej klasy polonistycznej, Gabriel odnalazł miłość swojego życia, Krzysztofa Lewandowskiego – atrakcyjnego metala o zielonych oczętach. Pozwalając sobie na odrobinę egoizmu, młody nauczyciel postanawia udzielać wymarzonemu ideałowi korepetycji ze swojego przedmiotu, co skutkuje spełnieniem marzeń.
Zakochani w sobie bez pamięci młodzi mężczyźni rozpoczynają wspólne życie wraz z ukończeniem przez Krzyśka liceum oraz rozpoczęciem studiów na Politechnice. Ich pożycie cechują sielankowa atmosfera i ogólna harmonia, które zostają zakłócone odwiedzinami matki Gabriela. Tak się składa, że poza dwoma braćmi mężczyzny nikt w rodzinie nie wie o jego seksualnych preferencjach i tak mogłoby pozostać, jednakże Gabryś postanawia wyjść w końcu z szafy i przyznać się do swojego homoseksualizmu. Przeprawa z matką nie zapowiada niestety końca większych oraz mniejszych problemów. Rodzeństwo Shelley oraz Krzysiek mają przed sobą długie miesiące nieustępliwej zimy i skrajnie różnych przeżyć.

Śnieg w czerwcu to stosunkowo krótka lektura, która swoją pierwszą młodość przeżywała wiele lat temu jako opowiadanie publikowane w sieci, zaś teraz zaktualizowana oraz wzbogacona o drobne bonusy powróciła do życia w formie powieści. Nie można zaprzeczyć, iż tę lekką, zabawną i idealną na chandrę historię czyta się szybko i z najprawdziwszą przyjemnością. Co więcej, mimo iż nie jestem w tej dziedzinie ekspertem, odnoszę wrażenie, iż Śnieg w czerwcu jest pozycją, która wręcz idealnie nadaje się do stworzenia na jej podstawie mangi. Podczas czytania bez przeszkód możemy wyobrazić sobie szczegółowo wszystkie wydarzenia, niemal widzimy miejsca, w których rozgrywa się akcja, jak również mamy okazję poznać uczucia bohaterów, które sprecyzowane są jasno i klarownie, co na pewno ułatwiłoby pracę rysownikowi. W takich chwilach naprawdę żałuję, że jestem artystycznym beztalenciem!

Gusta literackie są tak różne, jak różni się ludzie i z pewnością nie sposób zadowolić każdego. Jedni wolą łzawe dramaty, inni poszukują po prostu ostrych scen łóżkowych czy incestu. Osobiście jestem wieloletnią, zagorzałą zwolenniczką wszelkich romansów, w których pojawia się motyw uczucia pomiędzy uczniem i nauczycielem, zaś różnica wieku między kochankami jest większa niż kilka miesięcy, czy niespełna dwa lata. Nie skłamię jeśli stwierdzę, że Śnieg w czerwcu w pełni zaspokaja właśnie te z moich małych „zboczeń”. Jeśli dodać do tego moje niezdrowe uwielbienie dla metali, które obrało sobie za cel zaślinienia postać Krzyśka, nie ma chyba żadnych wątpliwości, co do mojej opinii na temat tej powieści.

Co więcej, jestem osobą, która do literatury podchodzi bardziej uczuciowo niż do prawdziwego życia, toteż w pozycjach boys love przykładam ogromną wagę do słodyczy, romantyzmu oraz minimalizacji dramatu. I tym razem powieść okazała się strzałem w dziesiątkę, gdyż na brak wywołujących zadowolone mruczenie scen nie mogłam narzekać. W przypadku tej pozycji do listy zalet z czystym sumieniem mogę dopisać również dowcip, który pozwolił mi zapomnieć o wszystkich udrękach życia studenckiego, jako że Śnieg w czerwcu to masa dobrego, prostego humoru, który potrąca dokładnie te struny, które powinien. Krótko mówiąc, powieść ta naładowana jest pozytywną energią i z całą pewnością stanowi dobry lek na chandrę, chociaż należy wspomnieć, iż w pewnym momencie autorka z premedytacją zatrzymuje akcję serca czytelnika!

Niemniej jednak, muszę także ponarzekać. Mało mi! Śnieg w czerwcu powinien być stanowczo dłuższy, jako że jest miodem dla duszy i serca. Pod wpływem tej lektury problemy przestają mieć jakiekolwiek znaczenie, zaś świat wydaje się miejscem zdecydowanie weselszym. Może jestem nudziarzem, ale książki takie jak ta mogę czytać w nieskończoność! Tak, uwielbiam słodycze w każdej formie, także tej papierowej. I właśnie dlatego chcę więcej, więcej, więcej!

wtorek, 22 października 2013

Kuroshitsuji vol. 11 - Yana Toboso




Tytuł: Kuroshitsuji vol. 11
Autor:Yana Toboso
Wydawca: Waneko
Ilość stron: 194
Ocena: 4+/6




Skoro nie jest już tajemnicą, że Sebastian Michaelis żyje i ma się świetnie, nadszedł czas na szczegółowe wyjaśnienia, które na pewno należą się ciekawskiemu i niezwykle domyślnemu debiutującemu pisarzowi oraz samym czytelnikom. Tak się, bowiem składa, że za dokonanymi w posiadłości Phantomhive morderstwami stoi osoba, której wina może zaskakiwać, zaś obecność nie jest jednoznaczna. Bo czy można winić nóż za to, że wbija się w ciało? Czyż winą nie powinno obarczać się osoby dzierżącej narzędzie zbrodni? W tym wypadku polecenie wydano jednak u samego szczytu tego angielskiego „łańcucha pokarmowego”, a tym samym pojęcie sprawiedliwości nie ma z tą sprawą nic wspólnego.
Niestety, nie ma co liczyć na chwilę spokoju. Sabastian ledwie zdążył w „cudowny sposób” zmartwychwstać i wydostać się cały i zdrów ze swojego grobu, a już ma pełne ręce roboty. Londyn obiega informacja o przywracaniu do życia zmarłych. Jak widać, nasz kamerdyner nie był wcale taki oryginalny, jak początkowo mogło się wydawać, zaś Pies Królowej musi trochę powęszyć.

Jedenasty tom mangi Kuroshitsuji jest mostem, który łączy ze sobą nie tylko koniec epizodu cluedo oraz początek zupełnie innego, ale również dobrze wpisuje się w wiktoriański klimat tego tytułu oraz współczesne zamiłowanie do bardzo wyjątkowego, chociaż niezrozumiałego dla mnie szału na zombie. Zacznijmy jednak od początku.

Tym razem autorka pozwala nam spojrzeć na Sebastiana pod zupełnie innym kontem. Choć w dalszym ciągu niezmordowany i perfekcyjny, nasz demoniczny kamerdyner obnaża przed czytelnikiem kawałek siebie. Widzimy, bowiem jak wyłazi ze skóry by doprowadzić do końca sprawę morderstw popełnianych w posiadłości, stara się wodzić za nos wszystkich w około, ulega słabości do kotów, a jednocześnie wypełnia polecenia swojego pana. Niepokonany demon niejednokrotnie był o włos od klęski. To interesujące, gdyż pozwala wierzyć, że w pewnym momencie nawet jemu może podwinąć się noga, jeśli taka będzie wola autorki.

Yana Toboso wprowadza także „nową, ale starą” postać, która najprawdopodobniej będzie towarzyszyć Cielowi przez najbliższe tomy. Ten niebezpieczny, ale naprawdę rozkoszny i niewinny bohater z całą pewnością ubarwia jedenasty tom i sprawia, że młody panicz Phantomhive wydaje się zdecydowanie bardziej uczuciowy niż dotychczas. Niemniej jednak, cała ta relacja pomiędzy Cielem, a jego nowym lokajem oparta jest kłamstwie. Czy na takim niepewnym fundamencie uda się zbudować przyjaźń, która przetrwałaby ujawnienie prawdy? Tego na pewno chciałabym się dowiedzieć.

W tym miejscu warto także wspomnieć o rodzinie Midfordów, jako że rodzice oraz brat Lizzy to zaskakująca mieszanka. Tego raczej nikt się nie spodziewał, a szczęka sama opada, kiedy ma się z nimi do czynienia. Nie da się zaprzeczyć, iż energii i charakteru im nie brakuje, a Ciel zasłużył na odrobinę cierpienia w ich towarzystwie.

Co się zaś tyczy nowego epizodu, który mamy okazję liznąć już teraz, jest on połączeniem wspominanego przeze mnie motywu zombie oraz Frankensteina. Nie chodzi tu jedynie o szwy widoczne na ciałach zmarłych, które jednoznacznie przypominają nam o ekranizacjach powieści Mary Shelly, ale o sam motyw pobudzania ciała do życia elektrycznością, który jest ściśle związany z epoką, w jakiej rozgrywa się nasza historia, jak również z samą powieścią. Albowiem wnikliwy czytelnik na pewno dostrzeże we Frankensteinie mniejsze, bądź większe podpowiedzi dotyczące sposobu, w jaki ożywiono mściwego, samotnego potwora. Niemniej jednak, w przypadku Kuroshitsuji nie możemy raczej mówić o inteligencji żywych trupów.

Kilka słów podsumowania. Jedenasty tom Kuroshitsuji bez wątpienia jest interesujący i niezbędny, momentami słodki oraz zabawny, jednak na tle poprzednich wypada tylko dobrze. Może wiąże się to z nazbyt szybkim rozpoczęciem nowej przygody, a może z czymś zupełnie innym – ciężko powiedzieć. Nie zmienia to jednak faktu, że mangę pani Toboso darzę szczerą sympatią i zamierzam być jej wierną do samego końca – kiedykolwiek on nastąpi.

niedziela, 20 października 2013

Gniew króla - Fiona McIntosh



Tytuł: Gniew króla
Autor: Fiona McIntosh
Seria: Trylogia Valisarów
Wydawca: Galeria Książki
Ilość stron: 656
Ocena: -6/6







Kiedy Evie decydowała się na szalony skok, ukryta w opiekuńczych ramionach przyjaciela, nie miała pojęcia, że zdoła przeżyć upadek z dachu szpitala. Pokładając zaufanie w mężczyźnie uważanemu przez większość osób za szalonego, ląduje w miejscu zupełnie sobie nieznanym, kłócącym się z jej przekonaniami i nauką, na której opierała swoje poznanie. Co więcej, młoda pani doktor zmuszona zostaje do zaakceptowania prawdy o swoim pochodzeniu oraz posiadanej magicznej mocy. Nie jest ona jednak jedynym Valisarem, który musi pogodzić się ze zdobytą niespodziewanie wiedzą. Leo i jego przyjaciele z trudem potrafią uwierzyć w wyznanie Loethara. Jak to, bowiem możliwe, że w żyłach barbarzyńskiego imperatora, który brutalną siłą zdobył tron, płynie błękitna krew znamienitego i potężnego rodu? Nowe odkrycie rodzi coraz więcej pytań. Czy Loethar może być nazwany bękartem i czy Leo naprawdę ma prawo do objęcia władzy? Zresztą, nie mniejszy szok wywołała wiadomość o magicznych zdolnościach Kilta Farisa, które ten przez dziesięć lat ukrywał przed Leonelem. Na domiar złego, niezwyciężony dzięki mocy patrona Piven staje się z każdą chwilą coraz bardziej ambitny, co zapewne wielu będzie musiało przypłacić życiem i bynajmniej nie tylko Valisarowie mogą czuć się zagrożeni.

Gniew króla jest ostatnim tomem naprawdę zasługującej na uwagę Trylogii Valisarów, której pierwsza część pojawiła się na naszym rynku zaledwie w lutym tego roku. I tak, po upływie niespełna ośmiu miesięcy, czytelnikowi przychodzi pożegnać się z pełnym emocji i uczuć światem, który przyspiesza bicie serca, wzrusza do łez i nie pozwala o sobie zapomnieć. Osobiście z rozkoszą czytałabym w nieskończoność serię Fiony McIntosh i zachwycała się nią bezustannie, albowiem już Królewski wybraniec rozkochał mnie w tej trylogii, zaś Krew tyrana zniewoliła. Tymczasem Gniew króla nie tylko stanowi znakomite zakończenie przygody, ale również kusi i zachęca do ponownego sięgnięcia po całość serii.

Temat postaci tworzonych przez Fionę McIntosh poruszyłam przy okazji recenzji pierwszego tomu, jednakże nie sposób do niego nie powrócić, kiedy w grę wchodzi ostatnia część trylogii. Tym razem czytelnik ma, bowiem okazję jeszcze dokładniej przyjrzeć się znanym sobie bohaterom. Jak się okazuje, nic nie jest już takie, jakim zdawało się na początku, zaś skomplikowana psychika postaci czyni z nich zagadkę, niespodziankę, a także chodzącą bombę zegarową. Magia Valisarów oraz wierność ideom są jak rak, który atakuje zdrowe tkanki rozprzestrzeniając się i zbliżając człowieka ku upadkowi. Wewnętrzne, osobiste przekonania zmuszają do walki z samym sobą, podejmowania trudnych decyzji, czynią wrogów z przyjaciół. To, co mogło wydawać się do niedawna oczywiste, nagle staje się niejasne, a nawet błędne. Obrana pod wpływem impulsu droga może prowadzić do zwycięstwa bądź klęski, może ubogacać lub ściągać w dół. Białe – czarne; dobry – zły; miłość – nienawiść; radość – smutek. Granice zaczynają się zacierać, drogi się krzyżują, zaś ostateczny koniec może oznaczać wszystko.

Gniew króla ukazuje czytelnikowi drogę, jaką młodzi bohaterowie musieli pokonać, by ostatecznie dorosnąć do brutalności, bezwzględności, braku wrażliwości na cudzy ból, czy przelaną krew. Wspomnienia, zdobywana przez lata wiedza i zadziwiająca sprawność psychiczna sprawiają, że słodkie dziecko staje się tyranem, który bawi się ludzkim życiem, nie szanuje go, nie rozumie jego znaczenia. Szlachetny, dobrze wychowany chłopak pielęgnujący w sobie nienawiść i masakryczne obrazy z dzieciństwa, stacza się w mroczne otchłanie własnej duszy, nie dostrzega już światła, ale żyje wręcz szaleńczym pragnieniem zaspokojenia swoich zgubnych pragnień. W taki sposób rodzą się pytania. Czy winą za zmiany, jakie zachodzą w młodzieńcach należy obarczyć magię Valisarów, czy może wiążą się one z krwawymi wydarzeniami, których świadkami byli chłopcy? Jak to możliwe, że wychowywani w środowisku pełnym pozytywnych uczuć i czułości bracia stają się szaleni w swojej żądzy? Jak się okazuje, tym razem to bardziej dojrzali bohaterowie mają w sobie większą wrażliwość na zło, to oni starają się powstrzymać krwawą jatkę i do pewnego stopnia potrafią zapanować nad swoimi gwałtownymi uczuciami.

Trzeci tom trylogii przedstawia również różnice między postrzeganiem wartości życia dawniej i dziś. Poprzez wprowadzenie do historii świata współczesnego czytelnikowi, autorka podkreśla przepaść, która dzieli go od fantastycznego, średniowiecznego uniwersum, kierującego się zupełnie innymi zasadami. Dzięki Evie widoczne staje się to, nad czym raczej rzadko się zastanawiamy. Nasza rzeczywistość, chociaż często godna pożałowania, kieruje się jednak zasadami szacunku dla ludzkiego życia. Tym czasem świat fantastyki, oparty na zasadach sprzed wieków, stawia honor ponad człowiekiem. A jednak, w tym kontekście można pokusić się o stwierdzenie, iż w Imperium traktuje się osobistą vendettę jak coś mniej istotnego, niż wojna, czy też atak na zdecydowanie większą liczbę osób, które wywołują głośniejszy sprzeciw. Zupełnie inaczej wygląda to w rzeczywistości otaczającej czytelnika, w której wychowała się Evie. Tutaj śmierć pojedynczej osoby traktuje się jako przestępstwo, zaś zabijanie ludzi na wojnie wydaje się elementem życia codziennego.

Powieść Fiony McIntosh niesie ze sobą również temat bardzo istotnych przeciwności jak samotności oraz miłość. Dobrze nam znani bohaterowie, z którymi mamy do czynienia w tym tomie, przerażająco wyraźnie zdają sobie sprawę ze swojego odosobnienia – zarówno wewnętrznego, jak i zewnętrznego. Każdy z nich posiada swoje własne demony, które dochodzą w pewnym momencie do głosu i sprawiają, iż nawet otoczeni przez ludzi czują się samotni, nieszczęśliwi. Brakuje im zrozumienia, psychicznej więzi z drugą osobą. Jednocześnie niektórzy są w stanie odnaleźć spokój właśnie w miłości, która zapełnia ziejącą mrokiem pustkę, leczy rany, prowadzi do umysłowej stabilności. Niestety, niemożliwym jest odpędzenie samotności dręczącej każdego człowieka, toteż powieść zmusi do łez niejednego czytelnika.

Reasumując, Gniew króla to powieść po brzegi wypełniona emocjami i głębią, które przeplatają się z fantastyką świata przedstawionego, to zwrot o dobre sto osiemdziesiąt stopni w stosunku do tomu pierwszego, co sprawia, że niektóre elementy zakończenia naprawdę zaskakują i niemożliwym było ich przewidzenie. Autorka wykonała więc kawał dobrej roboty i nie mam wątpliwości, że kiedyś na pewno sięgnę po inne jej powieści. Czy jednak znajdzie się taka, która zdoła wybić się ponad Trylogię Valisarów? Nie ulega, bowiem wątpliwości, iż tę serię pokochałam całą sobą i będę do niej powracać wiele, wiele razy.

piątek, 18 października 2013

Król Wyrmów - Tony DiTerlizzi, Holly Black



Tytuł: Król Wyrmów
Autor: Tony DiTerlizzi, Holly Black
Seria: Kroniki Spiderwick. Ciąg dalszy
Wydawca: Egmont
Ilość stron: 216
Ocena: -6/6




Przygoda trwa nadal, a problem goni problem – rodzeństwo Vargasów pozbyło się olbrzymów tylko po to, by dowiedzieć się, iż z ich winy Florydzie zagraża jeszcze większe niebezpieczeństwo; rodzice Cindy są wściekli i nie chcą ich znać; Paul i Charlene postanawiają przez jakiś czas zamieszkać osobno; między Nickiem, a Laurie dochodzi do spięcia, przez co dzieciaki wkraczają na wojenną ścieżkę. Niestety, nie ma czasu na rodzinne niesnaski, kiedy problem staje się coraz bardziej naglący, a zachwiana w fantastycznym świecie równowaga odbija się na zwykłych ludziach. Rodzeństwo Vargasów oraz Grace'ów musi zapobiec katastrofie i stawić czoła czemuś naprawdę potwornemu. Jak się okazuje, olbrzymy są miastu niezbędne, a ich stosunkowo krótka nieobecność skutkuje rekordowo szybkim rozmnożeniem się małych paskudztw, które nie tylko rosną jak na drożdżach, ale również zastępują powietrze metanem. Jakby tego było mało, niszczącym drogi fantastycznym „brzydalom” najwyraźniej pisana jest wielka fuzja i zamiana w ogromną, niebezpieczną hydrę – Króla Wyrmów. Nie ma szans by grupka dzieci poradziła sobie z tym wszystkim sama! Tylko gdzie szukać pomocy i w jaki sposób sprowadzić olbrzymy z powrotem? Tym razem w ruch pójdą nie tylko głowy, ale i maczety.

Król Wyrmów, będący ostatnią częścią serii Kroniki Spiderwick. Ciąg dalszy, wieńczy nie tylko tę trylogię, ale także tematy poruszone w dwóch poprzednich tomach. Młody czytelnik ma przede wszystkim okazję przekonać się, że prawdziwym bohaterem może zostać każdy, kto dzielnie i z głową stawia czoła wyzwaniom, nie boi się podjąć ryzyka i walczy dla swoich bliskich. Kolejny raz nie liczą się waga, zainteresowania, czy relacje rodzinne, ale pomysł, duch walki i wytrwałość. Trudna sytuacja rodzinna Nicka mogła zmusić go do zamknięcia się w swojej skorupie i bezinteresowności w stosunku do świata, a jednak chłopiec nie rozpacza, gdyż doskonale zdaje sobie sprawę z tego, iż nie będzie miał się czym przejmować, jeśli nie powstrzyma hydry i nie sprowadzi z powrotem olbrzymów. Jego postawa na pewno godna jest naśladowania i nie jeden dorosły mógłby się wiele nauczyć od tego dzielnego, opanowanego chłopca, który zamiast panikować wykorzystuje swój największy atut – analityczny umysł.

Ta część powieści kładzie także nacisk na obietnice, które czasami nie wydają się zobowiązujące dla jednych, a tymczasem są świętością dla innych. Czytelnik jest więc przestrzegany przed nieprzemyślanym ich składaniem, nadmiernym rozluźnieniem w tym zakresie oraz ufaniem niewłaściwym osobom, czy też istotom. Czasami lepiej trzymać język za zębami i nie robić nadziei tym, którzy bez wyrzutów sumienia mogą się od nas odwrócić. Zresztą, los jest pokrętny i najczęściej prawdziwe problemy zaczynają się w chwili, gdy wszystko już się wali, a czas gra na naszą niekorzyść. Jak widać, obietnice mogą być naprawdę niebezpieczne, o czym Nick przekonał się, gdy zamiast ratować miasto, musiał użerać się z Niksami i Ostróżkiem. A przecież byłoby mu o wiele łatwiej, gdyby nie musiał się martwić danym wcześniej słowem.

W kwestii problemów rodzinnych oraz zmian, jakie niesie ze sobą życie z innymi ludźmi pod jednym dachem, także wiele się wyjaśnia. Przede wszystkim niezbędne są rozwaga, spokój i rozmowa. Samo uczucie czasami nie wystarczy by pokonać wszystkie przeciwności losu. Tym bardziej, że młody człowiek nie jest dorosłym, który przeżył wystarczająco wiele, by bez zbędnego narzekania przyzwyczaić się do zmian zachodzących w życiu. W takiej sytuacji, autorzy zdają się doradzać metodę małych kroczków, którą można nie tylko zażegnać konflikt, ale również pomóc przyzwyczaić się do nowego obrazu świata. Po co od razu skakać na głęboką wodę, skoro można stopniowo oswajać się ze wszystkim?

I w końcu, Król Wyrmów niesie ze sobą nie tylko spory ładunek fantastyki, ale także pewną wartość edukacyjną. W tym tomie czytelnik dowiaduje się, bowiem o istnieniu zjawiska zwanego „królem szczurów” - obrzydliwe, ale prawdziwe połączenie się sporej liczby stworzeń w jedno, wielkie paskudztwo. Co więcej, poznajemy także pewne szczegóły dotyczące metanu – jego właściwości, zagrożenia jakie ze sobą niesie. Są to ciekawostki, których znajomość niewątpliwie może przydać się każdemu, a już na pewno mogą rozwinąć u młodego człowieka zainteresowanie światem i nauką. Czy w takiej sytuacji nie warto postawić na świetną rozrywkę, która przy okazji także uczy?

Cóż więcej mogę powiedzieć o Królu Wyrmów i samym Ciągu dalszym Kronik Spiderwick? Przede wszystkim warto pozwolić by ten interesujący świat pełen starannych rysunków i wymyślnych stworzeń rozwinął fantazję młodego odbiorcy, jak również rozbudził wspomnienia z przeszłości u tego starszego. Któż z nas nie marzył w dzieciństwie o posiadaniu dziwnego, fantastycznego stworzenia? Myślę, że jest to jedno z tych praw młodości, które czynią otaczający nas świat magicznym i bynajmniej nie zmienia się w zależności od pokolenia. Dlaczego więc nie pozwolić innym cieszyć się tą magią dzięki Kronikom Spiderwick?

środa, 16 października 2013

Walkin’ Butterfly vol. 1 - Chihiro Tamaki




Tytuł: Walkin’ Butterfly vol. 1
Autor: Chihiro Tamaki
Wydawca: Taiga
Ilość stron: 152
Ocena: 5+/6




Każdy z nas jest tylko pojedynczym ziarenkiem piasku pośród pustyni składającej się z miliardów ludzi. Nie oszukujmy się, niemożliwym jest poznanie każdego z osobna i nikt nie zamierza tracić na to czasu. Nasze ciało jest więc jak okładka, która zachęca do sięgnięcia po książkę, jak kolorowe opakowanie obiecujące pyszności i kuszące dzieci. Co jednak zrobić w sytuacji, kiedy nasze „więzienie duszy” jest wadliwym błędem natury i czyni z nas potwora, na którego sami nie potrafimy spoglądać w lustrze? Czy dla ludzi „niedoskonałych” istnieje jakakolwiek nadzieja?

Michiko jest typem chłopczycy, która ukrywa swoje ciało pod obszernymi ubraniami, zaś emocje pod grubą warstwą wulgarności i złości. Wyjątkowo wysoka od dziecka i zraniona w przeszłości przez osobę, której wyznała swoje uczucia, nauczyła się nienawidzić siebie za to, jak bardzo różni się od większości dziewcząt. Mimo upływu lat nadal uważa się za potwora, zaś jej obsesja na punkcie wzrostu w taki, czy inny sposób odbija się na jej życiu zawodowym, przez co Michiko nie jest w stanie nigdzie zagrzać miejsca. Coś zmienia się w jej życiu dopiero, kiedy pracując jako dostawca pizzy, przypadkowo zostaje wzięta za modelkę i po raz pierwszy ma styczność ze światem, gdzie jej wzrost jest atutem, nie przekleństwem. Kiełkująca nieśmiało wiara w siebie zostaje brutalnie zdeptana, kiedy młody, bezczelny projektant, Kou Mihara, miesza dziewczynę z błotem. Tym razem miarka się przebrała i Michiko nie ma zamiaru uciekać od swoich problemów, ale postanawia udowodnić swoją wartość, utrzeć nosa chłopakowi o przerośniętym ego. Jej walka ze sobą i światem dopiero się rozpoczyna, ale już teraz wiadomo, że nie będzie łatwo.

„Walkin’ Butterfly” to tytuł, który już pierwszym tomem udowadnia swoją wartość i zachęca do zgłębiania tej czterotomowej mangi, która właśnie pojawiła się na naszym rynku. Wbrew pozorom, mimo licznych scen humorystycznych, których nie sposób uniknąć, kiedy ma się do czynienia z gorącokrwistą bohaterką, nie mamy tu do czynienia z prostą opowieścią dla dziewczynek spragnionych kariery modelki, ale z pełną psychologicznej głębi historią zakompleksionej dziewczyny, poszukującej swojego miejsca na ziemi.

Stworzona przez Chihiro Tamaki manga przede wszystkim porusza bardzo delikatny problem braku poczucia własnej wartość, na który ogromny wpływ wywiera otoczenie. Karmiona niepochlebnymi komentarzami na swój temat Michiko, wierzy opinii innych osób i chociaż nie jest tego świadoma, to właśnie one kształtują sposób, w jaki spogląda na samą siebie. Krzywe spojrzenia otaczających ją ludzi, ich ciche szepty, czy otwarcie wypowiadane komentarze sprawiają, że niemal obsesyjnie przejmuje się swoim wzrostem, najmniejsze wspomnienie na ten temat wywołuje u niej ataki agresji. Problem jest do tego stopnia poważny, że dziewczyna nie jest w stanie funkcjonować w społeczeństwie i tylko nagły impuls sprawia, iż postanawia ona zmienić siebie i swoje życie.

Ponadto autorka uzmysławia czytelnikowi ogrom trudności, jakimi charakteryzuje się próba przezwyciężenia samego siebie, swoich słabości, przyzwyczajeń, przekonań i braku wiary we własne siły. Raz odniesione rany nie goją się, ale zaczynają tworzyć gruby mur oddzielający uczucia od świata zewnętrznego, zaś jego długotrwałe istnienie sprawia, iż zwycięstwo nad samym sobą jest nie tylko trudne, ale także zajmuje wiele czasu. Niemniej jednak, nawet jeśli droga do akceptacji siebie i swoich wad nie jest łatwa, to niewątpliwie jest ona niezbędna w procesie przemiany, która powinna zajść w każdym zakompleksionym człowieku, a w tym wypadku musi zajść w Michiko.

Co więcej, nastawiona negatywnie względem siebie dziewczyna jest zmuszona zmienić to podejście jeśli chce zostać zaakceptowaną przez innych i osiągnąć w życiu cokolwiek. Nie wystarczy „być”, należy także „pragnąć być” i kochać siebie, by kochali nas inni. To chyba najważniejsza lekcja, jakiej kiedykolwiek udzielono zarówno Michiko, jak i każdemu człowiekowi dotkniętemu zmorą kompleksów. Przecież nie sposób określić, jak wielu ludzi, podobnych gburowatemu projektantowi, potrafi jednym rzutem oka na innego człowieka odkryć to, co zakorzeniło się głęboko w psychice.

I w końcu, „Walkin’ Butterfly” to także manga o poszukiwaniu w sobie pozytywów, o dążeniu do odnalezienia marzeń godnych realizacji i zdeterminowaniu w dążeniu do celu, kiedy tylko pojawi się on na horyzoncie. Nie ma wątpliwości, iż główna bohaterka zdołała dokonać czegoś, co na pewno większości osób nigdy by się nie udało – wzięła się w garść i odważnie stanęła naprzeciw wyzwaniom kłócącym się z jej dotychczasowym sposobem myślenia. Michiko zrobiła krok do przodu i teraz musi tylko konsekwentnie przeć przed siebie na przekór sobie i innym, a to bez wątpienia zapowiada znakomite kolejne tomy serii.

Pod względem artystycznym manga ta z pewnością jest tytułem miłym dla oka, zważywszy na stosunkowo jasną i delikatną kreskę oraz przejrzyste kadry. Co więcej, mimika głównej bohaterki jest nie tylko bardzo wymowna, ale również stanowi dodatkowy element humorystyczny, co zadziwiająco zgrabnie splata się z psychologicznym ciężarem tematu. Swoim warsztatem Chihiro Tamaki udowadnia prawdziwość stwierdzenia, iż „złość piękności szkodzi”, gdyż nie sposób doszukać się uroku Michiko, gdy ta jest wściekła, bądź poirytowana, a przecież w każdej innej sytuacji patrzy się na nią z największą przyjemnością. Pozbawiona przesadnej pretensji kreska jest więc dodatkowym atutem tego tytułu.

Podsumowując, „Walkin’ Butterfly” posiada nieodparty urok i głębię, które naprawdę przemawiają do czytelnika, dzięki czemu wystarczy sięgnąć po pierwszy tom, by od razu mieć ochotę na zapoznanie się z kolejnymi. Ta przemyślana i niezwykle interesująca historia to prawdziwy, godny polecenia strzał w dziesiątkę. Nieważne, czy jesteś szpetnym potworem, niewyróżniająca się niczym szarą myszką, czy też powodującym ślinotok ciasteczkiem – „Walkin’ Butterfly” z pewnością Cię zainteresuje i nie pozwoli zbyt szybko o sobie zapomnieć!


Recenzja pisana dla portalu Upadli.pl

niedziela, 13 października 2013

Olbrzymi problem - Tony DiTerlizzi, Holly Black



Tytuł: Olbrzymi problem
Autor: Tony DiTerlizzi, Holly Black
Seria: Kroniki Spiderwick. Ciąg dalszy
Wydawca: Egmont
Ilość stron: 194
Ocena: -6/6




Wprawdzie spotkanie z Jackiem Ślepakiem rzuca trochę światła na sytuację, w jakiej znaleźli się Nick i Laurie, niestety przyszłość bynajmniej nie maluje się kolorowo. Dwa, czy trzy olbrzymy ziejące ogniem to zaledwie początek jednej, wielkiej katastrofy. Okazuje się, że jest ich zdecydowanie więcej i wszystkie one zbudzą się w podobnym czasie, co najpewniej będzie oznaczało koniec Florydy. Wydawać by się mogło, że gorzej być nie może, a jednak! Do tego istnego armagedonu z udziałem wielgaśnych fantastycznych istot dodać należy fakt, iż rodzina Vargasów przeżywa mały kryzys, podczas starcia dwóch wielkich bestii tracą dom wraz z dobytkiem, a w całą sprawę zostaje wplątany starszy brat Nicka, Jules. Na domiar złego, ranny podczas starcia z bestią, Jack Ślepak traci wiarę w sprawę i wyjeżdża z miasta zostawiając dzieciaki same z – dosłownie – olbrzymim problemem.

Drugi tom Ciągu dalszego Kronik Spiderwick oferuje młodemu czytelnikowi jeszcze szybszą akcję i więcej niebezpiecznych sytuacji, z którymi muszą radzić sobie bohaterowie. Co więcej, na pewno nie zabraknie momentów, w których należy użyć głowy i obmyślić plan działania, czy też zaryzykować, stawiając wszystko na jedną kartę. Nie ma więc wątpliwości, że nawet największe marudny nie zdołają się znudzić Olbrzymim problemem, a i mogą być zaskoczone rozwojem akcji.

Zauważmy, iż drugi tom trylogii rzuca więcej światła na przeszłość naszych bohaterów, nakreślając drogę, jaką musieli przebyć by dotrzeć do punktu, w którym teraz się znajdują, tłumacząc ich obecne zachowanie, jak również przybliżając czytelnikowi ich wnętrze. W ten właśnie sposób dowiadujemy się, iż rodzice Laurie rozstali się, zaś dziewczynka coraz liczniejszymi kłamstwami tuszowała rzeczywistość. Było ich tyle, że powoli przestawała się w nich orientować, co powinno przemówić jej do rozsądku, jednakże, gdy świat realny zaczął przypominać jej niezliczone nieprawdziwe historie, Laurie nabrała przekonania, iż za pomocą kłamstw może mieć pewien wpływ na świat, w którym żyje. A jaki jest powód, dla którego Ty opowiadasz bajki innym ludziom? Dzięki tej części dowiadujemy się również, iż matka braci Vargasów zmarła z powodu choroby, która wyniszczała ją i ostatecznie zabrała rodzinie. Nic dziwnego, że Nickowi z trudem przychodzi mówić o matce, a każde otwarte wspomnienie o niej budzi w nim złość. W jego sytuacji na pewno wiele osób zachowałoby się podobnie, gdyż wszystkie smutki chłopiec trzyma w sobie i nie ma z kim podzielić się brzemieniem, które zdaje się z nim zrośnięte.

Ponadto powieść ukazuje również problemy, które są nieodłącznym elementem życia rodzinnego – kłótnie rodziców. Praca, która wydaje się ważniejsza od bliskich, brak zrozumienia ze strony współmałżonka, niepewność dzieci przysłuchujących się wrzaskom starszych. Te chwile nigdy nie są łatwe do zniesienia, gdyż gwałtowne emocje prowadzą niechybnie do niewłaściwych decyzji, na które młody człowiek nie ma wpływu. W powieści na to wszystko nakładają się dodatkowo problemy w relacji ojciec-syn, które wynikają z braku szczerej rozmowy, może nawet męskiej niechęci do zdradzania się z uczuciami. Nie podejmując się prowadzenia konwersacji na trudne tematy wcale się ich nie unicestwia, ale sprawia, że są tylko bardziej męczące, bolesne i skutkują brakiem zrozumienia.

Olbrzymi problem niesie ze sobą także pewne drobne zmiany dla dwójki najmłodszych bohaterów, którzy wydarzeniami poprzedniego tomu zostali zmuszeni do współpracy. Laurie i Nick muszą już nie tylko wzajemnie się akceptować, ale także wspólnie dawać z siebie wszystko, czy nawet okłamywać rodzinę. To odrobinę zbliża do siebie przybrane rodzeństwo, choć na pewno nie czyni cudów. Co więcej, nasza całkiem świeża „brygada ryzykownego ratunku” powiększa się, co nie poprawia może sytuacji bohaterów, ale zdecydowanie zapewnia większe pole manewru. Tym bardziej, że problem nie rozwiąże się sam, a jego ogrom przytłoczyłby dorosłego, a co dopiero dwójkę dzieci. Zresztą, w grupie zawsze raźniej, a tym razem Nick może polegać na swoim starszym bracie, co na pewno wiele ułatwia, chociaż przysparza także zmartwień.

Reasumując, Tony DiTerlizzi oraz Holly Black kolejny raz świetnie się spisali i sprezentowali swoim młodym i zapewne także starszym czytelnikom bardzo dobry drugi tomik serii. Podkreślając wagę braterstwa i przyjaźni pokazują, że nawet z beznadziejnej sytuacji można znaleźć jakieś wyjście. Uzmysławiają nam także, iż nie wszystko musi zawsze iść jak po maśle i trzeba liczyć się z konsekwencjami swoich czynów, nawet ratując całe miasto przed zagładą. Nie wszystko da się przecież wiarygodnie wytłumaczyć.

czwartek, 10 października 2013

Zapowiedzi: Wydawnictwo Dreams




WSZYSTKIE PREMIERY: 24 PAŹDZIERNIKA
na Targach Książki w Krakowie (Stoisko B 92)


Druga część bestsellerowego "Dotyku” Jus Accardo.

Szóstka ocaliła życie Kale'a, lecz nie obyło się bez konsekwencji. Wymiana. Coś za coś. Życie za życie. Dez nigdy nie przypuszczałaby, że utraci osobę, której oddałaby wszystko. Jakby tego było mało, jej odporność na śmiertelny dotyk Kale'a słabnie.

Kiedy Dez i Kale wyszli cało z Sumrun, ojciec dziewczyny stracił nie tylko najpotężniejszą broń, ale i ważny element projektu Supremacji. Zmuszony przez Denazen do odwrócenia sytuacji, doprowadza do zatrucia córki i pozostawia jej wybór: albo umrze, albo odda się w ręce Denazen w zamian za antidotum. Dez nie chce skończyć w kostnicy, ale też nie może stracić ukochanego. Próbuje znaleźć rozwiązanie i utrzymać w tajemnicy fakt działania trucizny. Jednak kiedy zostaje zaatakowana przez organizację ojca, dochodzi do wniosku, że w kręgu znajomych czai się zdrajca.

Poświęcenie, niedotrzymane sekrety i tajemnice. Dez będzie musiała postawić wszystko na jedną kartę, jeżeli chce znaleźć winowajcę – zanim skończą za kratami Denazen albo, co gorsza, zapłacą życiem...

Ilość stron: 416
Oprawa: miękka + skrzydełka
Autor: Jus Accardo
Tłumaczenie: Krzysztof Mazurek
ISBN: 978-83-63579-38-8
Format: 104 x 205
Data wydania: Październik 2013

===============================================

Czwarta część niezwykłej serii Rodzina Pompadauz pełnej wyjątkowego humoru, niezwykłych bohaterów i niezapomnianych przygód.

Wielkie nieba! Kasmiranda, Jonni, Melusine i cesarzowa Ingeborg są całkowicie zbici z tropu: wygląda na to, że z wesoło-smutnego pożegnania z przyszłością nici. Pozbawiony skrupułów szantażysta zagraża należącej do ojca Milforda fabryce kiełbasy i planuje zalanie całego miasta Rippelpolde musztardową lawiną! Czy przyjaciołom uda się wyjść z opresji bez szwanku i pokonać szantażystę za pomocą serdelkowego łóżka Milforda?

Ilość stron: 216
Oprawa: twarda + UV + tłoczenie
Autor: Franziska Ghem
Tłumaczenie: Renata Ożóg
ISBN: 978-83-63579-37-1
Format: 150 x 220
Data wydania: Październik 2013

================================================

W trzeciej części opowieści biblijnych autorka przybliża młodym czytelnikom Nowy Testament.

Zawiera ona tematy znane, a wciąż przejmujące, jak: narodzenie Jezusa, Jan Chrzciciel, dzieje Jezusa, śmierć i zmartwychwstanie. Pisarka w biblijne wątki wplata swoje wspomnienia z dzieciństwa, opis drewnianego domku dziadków w zimowym plenerze i harce na świeżym powietrzu. Przedstawia też ludowe zwyczaje towarzyszące świętom Bożego Narodzenia i Wielkanocnym, jakie zapamiętała z tamtych czasów. Przede wszystkim, tak jak jej dziadek gawędziarz, stara się prostym językiem opowiedzieć dzieciom żywot Jezusa i wytłumaczyć sens Jego śmierci i zmartwychwstania.

Ilość stron: 120
Oprawa: twarda + UV
Autor: Lidia Miś
Ilustracje: Jolanta Ludwikowska
ISBN: 978-83-63579-36-4
Format: 200 x 245
Data wydania: Październik 2013

Pieśń Niksy - Tony DiTerlizzi, Holly Black



Tytuł: Pieśń Niksy
Autor: Tony DiTerlizzi, Holly Black
Seria: Kroniki Spiderwick. Ciąg dalszy
Wydawca: Egmont
Ilość stron: 192
Ocena: 5+/6




Po śmierci matki, pierwszą ogromną zmianą w życiu Nicholasa Vargasa było przeprowadzenie się wraz z ojcem i bratem na świeżo powstające osiedle Mangrove Hallow na Florydzie. Drugą rewolucją okazało się nowe małżeństwo ojca, które zmusiło Nicka do kolejnej przeprowadzki, tym razem z jego własnego pokoju do pokoju brata, który od teraz mieli ze sobą dzielić. Tak się, bowiem złożyło, że do rodziny dołączyła nie tylko nowa matka, ale również siostra – ekscentryczna i zapewne szalona nastolatka w wieku Nicka, która święcie wierzy w istnienie istot fantastycznych. Chcąc nie chcąc, Nick został zmuszony do towarzyszenia Laurie podczas jej pierwszych eskapad po okolicy, co zaowocowało znalezieniem czterolistnej koniczyny i od tej pory wszystko w życiu chłopaka zaczęło się stopniowo walić. Świat nie może przecież pozostać niezmieniony, kiedy nagle widzi się fantastyczne stworzenia, których istnienie było dotąd wyśmiewane i wrzucane między bajki dla dzieci. Niksy, olbrzymy, syreny – na każdym kroku czają się różne dziwactwa i nie ma już drogi powrotu do słodkiej nieświadomości.

Pieśń Niksy jest pierwszą częścią trzytomowego Ciągu dalszego Kronik Spiderwick, które w tym roku obchodzą swoje dziesiąte urodziny. Seria przeznaczona w głównej mierze dla młodego czytelnika z całą pewnością doczekała się także wielu starszych fascynatów, którzy zakochali się w tym barwnym świecie pełnym wspaniale stworzonych fantastycznych istot, które mimo uroku i pozornej nieszkodliwości, mogą okazać się niebezpieczne. Tony DiTerlizzi oraz Holly Black z wielką wprawą odmalowują pełen problemów świat codzienny, z którym muszą zmagać się dzieci oraz młodzież, a następnie uwypuklają go niesamowitymi tajemnicami niedostępnymi przeciętnemu człowiekowi. Tak się, bowiem składa, że sama wiara nie wystarczy, by dostrzec to, co ukryte dla oczu. Tu trzeba czegoś więcej – ogromnego szczęścia.

Naprawdę dużym plusem Pieśni Niksy jest postać głównego bohatera, który jest cichym, niewchodzącym nikomu w drogę, pulchnym chłopcem spędzającym dużo czasu przy konsoli do gier. Nie sposób ukryć, że cechy te upodabniają go zapewne do sporego odsetka dzieci, dzięki czemu ich marzenia o przeżyciu przygody i zostaniu bohaterem nie są przekreślone. Wręcz przeciwnie, nawet tłuścioszek może coś osiągnąć, stać się częścią fantastycznego, magicznego świata. Tym czasem postać Laurie jest przykładem na to, że warto stawiać na odmienność i wyjątkowość, ignorując komentarze innych ludzi. Nikt nie jest nieomylny i wszystkowiedzący, więc dlaczego zamknięte umysły jednych miałyby ograniczać wyobraźnię drugich?

Kroniki Spiderwick. Ciąg dalszy poruszają problem rodziny zrekonstruowanej widzianej oczyma młodego człowieka i ukazują najczęstsze trudności z jakimi w tego rodzaju sytuacji muszą zmagać się dzieci, czy młodzież. I tak, Nick zauważa u ojca brak obiektywizmu w sposobie traktowania jego, a przybranej siostry. Podczas gdy wymagania względem chłopca są wysokie, dziewczynka nie ponosi żadnej odpowiedzialności za swoje drobne wyskoki, jest nietykalna. Z drugiej zaś strony, chociaż pan Vargas nie mówi tego głośno, zmiany w zachowaniu Nicholasa wydają się mu jednoznaczne ze złym wpływem przybranej siostry. Kolejną niedogodnością posiadania nowej rodziny jest nieumiejętność współpracy i bezkonfliktowego życia z innymi ludźmi. Nagłe pojawienie się nowych osób zaburza dotychczasową równowagę i wymaga bardzo szybkiego przyzwyczajenia się do nowej sytuacji, dzielenia się, rezygnacji z pewnych przyjemności na rzecz innej osoby. Nie mniej istotne są także różnice zdań między domownikami, które mogą prowadzić do mniej lub bardziej poważnych sprzeczek. Pieśń Niksy pokazuje jednak, iż wspólne dążenie do obranego celu może pomóc w pokonywaniu wielu problemów.

Pierwszy tom tej drobnej trylogii uświadamia również czytelnikowi jak wielka jest różnica pomiędzy „chcieć wiedzieć”, a rzeczywistym „wiedzieć”. Laurie, która wierzyła w istnienie fantastycznych istot, nigdy nie sądziła, że rzeczywiście się na nie natknie, a już na pewno nie brała pod uwagę zetknięcia się z tą negatywną stroną magicznego świata, który tak uwielbiała w literaturze. To, co wydawało się niesamowite i piękne w rzeczywistości zaczęło ją przerażać. O wiele lepiej z całym tym fantastycznym kramem radzi sobie Nick, który został zwyczajnie wepchnięty na głęboką wodę. Chłopak nie idealizuje tego świeżo odkrytego świata, ale wykazuje się praktycznym, rozsądnym podejściem. Widać, czasami lepiej pomyśleć, czy rzeczywiście się czegoś pragnie, a resztę zwyczajnie zostawić losowi.

Analizując Pieśń Niksy na pewno warto wspomnieć także o autorach, którzy nie tylko napisali powieść, ale również się w niej pojawiają. Tony DiTerlizzi oraz Holly Black mają swoje mało chwalebne pięć minut, kiedy to nasi zdesperowani bohaterowie szukają u nich pomocy w sprawie olbrzymów. Nie, autorzy nawet w najmniejszym stopniu nie idealizują swojego obrazu, ale wręcz pozwalają by bohaterowie uznali ich za oszustów, jak pozwolił sobie określić ten duet Nick. To bardzo ciekawy i oryginalny zabieg, który na pewno chwali się autorom.

Podsumowując, Pieśń Niksy to obowiązkowa lektura dla każdego młodego czytelnika, jak również godna polecenia rozrywka dla osób starszych. Książeczka jest niewielka, wzbogacona licznymi, wspaniałymi ilustracjami i naprawdę przenosi nas do fantastycznego świata, który momentalnie podbija serce. Będę szczera, Kroniki Spiderwick znam już od lat i od samego początku byłam nimi urzeczona, co nie zmieniło się nawet teraz, kiedy mam na karku ćwierć wieku.

Tak więc, sprawcie radość swoim pociechom, rodzeństwu, czy innym dzieciakom i rozejrzyjcie się nie tylko za Pieśnią Niksy, ale za całą serią Kronik Spiderwick oraz ich ciągiem dalszym.

wtorek, 8 października 2013

Zamek i klucz - Sarah Dessen




Tytuł: Zamek i klucz
Autor: Sarah Dessen
Wydawca: Nasza Księgarnia
Ilość stron: 344
Ocena: -4/6




Pochodząca z patologicznej rodziny Ruby do wielu lat mieszka wyłącznie z matką-alkoholiczką. Niestety, na niedługo przed osiemnastymi urodzinami dziewczyny, kobieta nagle znika zostawiając ją samą, zaś nieszczęśliwym zrządzeniem losu nieobecność matki zostaje odkryta, a wraz z nią ujawnione zostają także opłakane warunki życia nastolatki. W tej sytuacji Ruby trafia pod skrzydła swojej starszej siostry, Cory, oraz jej męża, Jamiego. Sytuacja z pewnością jest niezręczna, gdyż siostry od lat nie miały ze sobą kontaktu, nie wspominając już o dostatnim życiu Cory, do którego Ruby zupełnie nie pasuje. Wyczuwając to i uważająca się za samodzielną oraz niezależną, nastolatka już pierwszego dnia pragnie uciec z nowego domu, choć nie mierzy siły na zamiary, przez co jej plan zostaje udaremniony. Chcąc lub nie, Ruby musi przyzwyczaić się do nowego życia, nowej szkoły, otaczających ją ludzi. Zadanie to wcale nie jest tak proste, jakby się mogło wydawać, gdyż nastolatka jest nie tylko uparta, ale także niesamowicie przywiązana do swojego dawnego życia. Los udowadnia jej jednak, że musi iść do przodu nie patrząc na tych, których zostawiła w tyle, gdyż ich ścieżki rozeszły się najprawdopodobniej na dobre.

Zamek i klucz to jedna z tych powieści, które bez wątpienia można uznać za całkiem oryginalne, zarówno ze względu na jej gatunek (nie jest, bowiem paranormalnym romansem, jak przerażająca większość literatury młodzieżowej w dzisiejszych czasach), jak i poruszane w niej tematy. W głównej mierze to właśnie ten drugi argument posiada największą siłę przebicia, jako że powieść traktuje o problemie rodziny patologicznej. Samotna matka nadużywająca alkoholu i bijąca dzieci nie wydaje mi się motywem szczególnie popularnym wśród powieści młodzieżowej, a właśnie taki obraz rodziny prezentuje nam autorka. Niemniej jednak, u pani Dessen urodzenie nie warunkuje przyszłości indywidualnego człowieka, toteż Cora jest osobą, która dzięki swojej determinacji i silnej woli zdołała wyrwać się z tego trującego świata, zacząć życie od nowa i wyjść na ludzi. Ruby jest za to postacią zupełnie inną, która nie dostrzega niedoskonałości swojego życia z matką, ale tkwi w tym bagnie przez niemal 18 lat i nie planuje zmieniać niczego.

Oryginalność tejże powieści buduje również dwójka bardzo interesujących postaci, jakimi są Nate oraz Gervais. Albowiem pierwszy z nich jest zawsze uśmiechniętym i gotowym do pomocy nastolatkiem, który daje z siebie wszystko, by dogodzić wymagającemu, w gorącej wodzie kąpanemu ojcu, który nie szczędzi synowi dotkliwych kar cielesnych. Nate nie szuka jednak pomocy innych w sprawie swoich problemów, ale stara się je bagatelizować i ukrywać je obawiając się całkowitego odrzucenia. Tak się, bowiem składa, iż jego matka rozstała się z porywczym ojcem, zakładając własną, nową rodzinę, co zmusiło chłopaka do opuszczenia jej domu i zamieszkania z brutalnym mężczyzną. Gervais to zupełnie inna para kaloszy – dwunastoletni, wyjątkowo genialny dzieciak, który nie tylko mógł przeskoczyć kilka klas, ale również udziela korepetycji z matematyki osobom zdecydowanie starszym od siebie. Jego zachowanie jest dziecinne, ale intelekt przewyższa niejednego dorosłego. Niemniej jednak, chłopak nie ma łatwego życia, jako że wyraźnie brak mu przyjaciół, a swoim zachowaniem odrzuca każdego, kto podejdzie do niego zbyt blisko. Zresztą, czego spodziewać się po osobie, która zmuszona jest otaczać się starszymi, chociaż nadal jest tylko dzieckiem?

Niestety, Zamek i klucz, mimo swojej oryginalności, nie jest lekturą pozbawioną pewnych wad. Przede wszystkim kłopoty z jakimi borykają się Nate, Ruby i jej pracodawczyni nie różnią się od siebie niczym szczególnym. Cała trójka nie przyjmuje do wiadomości faktu, iż potrzebują pomocy kogoś z zewnątrz, są przekonani, że ze wszystkim poradzą sobie sami i nikt nie musi mieszać się w ich sprawy prywatne. Są w błędzie i uczą się tego bardzo powoli, co jest niewątpliwie interesujące dla czytelnika, jednakże traci swoją siłę przebicia niepotrzebnym zwielokrotnieniem jednego tylko motywu.

Kolejną wadą powieści jest niestety nużąca forma obfitująca w opisy i przemyślenia, ale uboga w dialogi i wartką akcję. Taki stan rzeczy może niektórych czytelników śmiertelnie nudzić, zaś innym może nawet się spodoba, jednakże dla mnie jest to kulą u nogi i potwornie przeszkadza w czytaniu tej wartościowej powieści. Ze wstydem przyznaję, że przysnęłam w czasie lektury, choć równie dobrze mogę zrzucić to na karb zmęczenia, nie zaś całkowitej nudy. Punkt widzenia zależy tu jednak od indywidualnego punktu siedzenia, toteż ciężko określić w jakim stopniu Zamek i klucz spodoba się innym czytelnikom. Dla mnie powieść była miejscami nudna, innym razem zwyczajnie brakowało jej polotu. Także zapowiedziana w opisie książki tajemnica nie jest niczym wyjątkowym i rozczarowuje, jeśli oczekiwało się zapierających dech w piersiach rewelacji.

Ostatecznie sądzę, iż Zamek i klucz to tytuł godzien polecenia, chociaż tylko osobom cierpliwym i wytrwałym, bądź zwyczajnie lubiącym życiowe tematy. Jeśli zalety książki w Waszych oczach przyćmiewają jej wady, to nie ma na co czekać, jednakże nie doradzam jej tym, którzy liczą na akcję i przygodę, gdyż tego na pewno tu nie znajdziecie. Sama naprawdę doceniam pracę, jaką Sarah Dessen włożyła w psychologiczne i problematyczne ujęcie swojej powieści, ale nie potrafię spoglądać na nią przez ten pryzmat. Zwyczajnie była zbyt nużąca dla kogoś takiego jak ja.

niedziela, 6 października 2013

Samotność Bogów - Dorota Terakowska




Tytuł: Samotność Bogów
Autor: Dorota Terakowska
Wydawca: Wydawnictwo Literackie
Ilość stron: 260
Ocena: 5+/6




Jon mieszka w Wiosce pośrodku Puszczy, gdzie jego Plemię do niedawna czciło starych pogańskich Bogów, wierzyło w czary, składało krwawe ofiary. Teraz w Wiosce wierzy się w Boga Dobroci, którego z Dalekiego Kraju przynieśli mieszkańcom kapłani. W miejscu, w którym dawniej Plemię przekraczało Rzekę by dotrzeć do Kamiennej Drogi przeprawa została zabroniona, a Tabu krępuje ruchy, uniemożliwia złamanie zakazu. Kiedy mała dziewczynka zaczyna się topić, a nurt ściąga ją w stronę zakazanego drugiego brzegu, Jon jako jedyny rzuca się by jej pomóc. Łamie tym samym Tabu, a jego życie ulega zmianie. Słyszy, bowiem nawoływanie Tego, który znajduje się na końcu Kamiennej Drogi – Światowida, którego zwano Bezimiennym, chcąc o nim łatwiej zapomnieć. Lata mijają, a Jon z chłopca staje się dorosłym mężczyzną, zakłada rodzinę z uratowaną w dzieciństwie dziewczynką, oczekuje przyjścia na świat swojego syna. Bezimienny Bóg wzywa go jednak do siebie, zmusza do wyruszenia w drogę i odkrycia tajemnicy porzuconego przez wyznawców, samotnego Światowida. Tym samym, za sprawą Jona, rozpoczyna się walka pomiędzy starym, pogańskim Bogiem, a Bogiem Dobroci, zaś młody mężczyzna odnajduje swoje przeznaczenie na końcu Kamiennej Drogi.

Samotność Bogów to książka bez wątpienie inna niż wszystkie, pełna głębi, mądrości, religijnych sprzeczności. Czytelnik znajdzie tu wyraźne nawiązanie do baśni Andersena „Królowa Śniegu”, którą autorka w naprawdę imponujący sposób splata z naszą rzeczywistością, z ludzką oziębłością i bezwzględnością, czyniąc z baśniowej Królowej istotę mistyczną, która niczym pradawni bogowie stąpa po świecie. Co więcej, w powieści pojawia się również historia jakże istotna dla Chrześcijaństwa. Chociaż ani Dziewczyna, ani Człowiek nie są nazwani znanymi nam imionami, to nie ma wątpliwości, iż Jon ma do czynienia z Joanną D'Arc oraz Jezusem, których śladami podąża by stanąć po stronie Boga Dobroci.

Głównym tematem powieści jest szeroko pojęta religia. Autorka porusza trzy zagadnienia – religii pogańskiej, chrześcijańskiej teraz i dawniej oraz ideału chrześcijaństwa, od którego jesteśmy i zawsze byliśmy dalecy. Poprzez postaci Szamana, Ezry oraz Isaka rozwija każde z pojęć, ocenia, komentuje, przeciwstawia sobie. I tak, w Samotności Bogów Isak przedstawia pogląd, jakoby ludzie tworzyli Bogów swoją wiarą i uśmiercali ich, kiedy odchodzą Oni w zapomnienie. Kapłan nie boi się zadawać pytań, chociaż wie, że prowadzą one do wątpliwości. Wierzy w istnienie wielu Bogów, którzy byli, są i będą w przyszłości, chociaż żaden z nich nie jest wieczny, jak Bóg Dobroci. Isak nie ucieka od rozmów z Szamanem, od przyjaźni z ludźmi innych wyznań, akceptuje ich, rozumie. Jest przykładem chrześcijańskiego ideału, do którego człowiek powinien dążyć. Reprezentuje kochającego, otwartego Jezusa, który nawracał łagodną perswazją. Tym czasem brat Ezra to radykalny chrześcijanin, który nie ma litości dla innowierców. Popiera stosy, topienie, niszczenie doszczętnie rodzimych wierzeń nawracanych ludów. Uważa, że nie każdy powinien posiadać umiejętność czytania i pisania, gdyż to stwarza zagrożenie dla wiary. Jest negatywnie nastawiony do każdego, kto przeciwstawia się jego poglądom. Jego postawa zdaje się przybliżać nam wymagającego, czasami brutalnego Boga ze Starego Testamentu. Szaman, natomiast, jest reprezentantem krwawych, dawnych Bogów, których wyparło chrześcijaństwo. To poczciwy człowiek oddany swojej religii, która powoli umiera razem z nim, razem ze Światowidem. Jego poglądy w pewnym stopniu przypominają te Isaka, nie zaprzecza istnieniu Boga Dobroci, ale też nie przestaje wierzyć w swoich własnych, co czyni go wrogiem Ezry.

Czytelnik ma także okazję przyjrzeć się postępowi Cywilizacji, która miała oddalić ludzi od krwawych ofiar składanych Bogom, a przybliżyć ich do Cywilizacji Miłości. A jednak widzimy dokładnie, że plan ten się nie powiódł, zawodził od samego początku, gdyż ludzie nie potrafili przyznać się do własnych błędów, byli pyszni i brakowało im pokory. Krwawe ofiary dla pogańskich bóstw zamieniono na ofiary składane w imię Boga Dobroci, tam gdzie miała być miłość pojawia się nienawiść, ludzie mówią o wzniosłych uczuciach, ale przelewają krew każdego dnia. Cywilizacja poniosła więc klęskę i w dalszym ciągu prze do przodu nie poprawiając się, ale zatracając.

Powieść Doroty Terakowskiej jest więc naprawdę nieobliczalna i zaskakująca, absorbuje czytelnika, zmusza do zastanowienia się nad światem, nad prawdami religijnymi, nad postępowaniem indywidualnych ludzi. Wytyka błędy religijnego zapatrzenia w siebie, bezwzględnego wyniszczania innych ludzi w imię błędnych przekonań, wiary nie mającej nic wspólnego z ideałem, który wydaje się nam, że osiągamy. Autorka ukazała nam mroczny świat, o którym rzadko się mówi, którego się unika ze strachu przed wyśmianiem, bo kto dziś mówi otwarcie o wierze w Boga? Samotność Bogów jest także powieścią niezwykle wzruszającą, która zapada w pamięć i pozostawia nas z pytaniami, na które musimy sami sobie odpowiedzieć. Mam wrażenie, że czytelnik sam powinien wytłumaczyć sobie zakończenie książki, jako że nasze indywidualne wierzenia odróżniają nas od siebie nawzajem tak, jak miało to miejsce w przypadku Szamana i dwóch kapłanów.

piątek, 4 października 2013

Jake Ransom i Wyjący Sfinks - James Rollins




Tytuł: Jake Ransom i Wyjący Sfinks
Autor: James Rollins
Wydawca: Dolnośląskie
Ilość stron: 336
Ocena: 5+/6




Po powrocie z Kalipso, Jake i Kady Ransom starają się przygotować do kolejnej podróży, która wisi w powietrzu. Dziewczyna rozpoczęła naukę szermierki, zaś Jake prowadzi swoje małe archeologiczne badania i wytrwale trenuje taekwondo. To właśnie podczas jednego z treningów dochodzi do nieszczęśliwego wypadku, który zapoczątkowuje serię innych nieprzyjemnych zdarzeń: pozbawiony kierowcy, rozpędzony czarny sedan wpada do budynku szkółki taekwondo niemal rozjeżdżając Jake'a i jego przyjaciela, dwójka podejrzanych typów napada na rodzinną posiadłość Jake'a szukając starego, złotego zegarka należącego do ojca chłopaka, zaś Morgan Drummond, podejrzany szef ochrony nie mniej szemranej firmy, zjawia się z ratunkiem akurat w odpowiedniej chwili. Czy to możliwe, że mężczyzna przebył taki kawał drogi z Anglii do Ameryki tylko z troski o dwójkę młodych Ransomów? A może ma z tym coś wspólnego nowojorska wystawa egipskich eksponatów, którą współfinansuje firma Drummonda? Pytania pozostają jednak bez odpowiedzi, gdyż rodzeństwo przenosi się niespodziewanie w czasie i przestrzeni na sam środek niebezpiecznej pustyni, gdzie spotyka swoich dobrych przyjaciół z czasów pobytu w Kalipso. Tylko dlaczego zjawili się akurat w tym miejscu? Kolejna niesamowita przygoda stoi przed nimi otworem.

Jake Ransom i Wyjący Sfinks to druga i jeszcze bardziej fascynująca część przygód odważnego rodzeństwa. Na tempo akcji w poprzednim tomie na pewno nie można było narzekać, a tym razem zostaje ono jeszcze bardziej podkręcone. Oj, naprawdę wiele się dzieje! Wroga organizacja wykonuje pierwsze śmiałe ruchy, Władca Czaszek nie ustaje w próbie zbliżenia się do Jake'a, ratunek okazuje się prowadzić do niewoli, a do tego mroczna sekta, groźba tortur, niespodziewane zjazdy w dół, ucieczki przed dinozaurami, karkołomne loty. To naprawdę zaledwie namiastka tego, co czeka na czytelnika w tym tomie powieści. Zero nudy, masa akcji i naprawdę multum wyjątkowej, absorbującej przygody! A wypada dodać, iż autor w niezwykle kuszący sposób wydaje się obiecywać kolejny tom serii. Nic tylko zacierać ręce i żałować, że nowej księgi nadal nie widać na horyzoncie.

Jake Ransom i Wyjący Sfinks to także jeszcze bardziej interesujący świat, do którego trafiają nasi bohaterowie. Tym razem mają, bowiem do czynienia z egipskim klimatem, który posiada swój niewątpliwy czar. Któż potrafi oprzeć się tym fantastycznym bóstwom, tajemniczym hieroglifom, urokowi piasków pustyni i czarowi piramid? Do tego pozytywnego obrazu dodajmy jednak odrobinę mroku w postaci rządnej krwi sekty, szlachetnych kamieni o magicznych właściwościach, paskudną wiedźmę oraz Wielki Wicher, będący śmiercionośną burzą piasku, która jest w stanie zedrzeć ciało do kości. Prawda, że brzmi zachęcająco?

Niemniej jednak, autor ma dla swojego czytelnika także jeszcze jeden fascynujący element, który sprawia, że drugi tom powieści nie tylko nabiera wyrazistości, ale również wprowadza coś nowego do tej przygody – latające egipskie okręty! Nie ma wątpliwości, iż motyw ten z powodzeniem można zaliczyć do delikatnego powiewu steampunku, albowiem statki unoszą się ponad ziemią na ogromnych balonach i są zaopatrzone we wspomagające lot skrzydła. Również sami ludzie mogą poruszać się swobodnie w przestworzach za pomocą napędzanych wybuchowymi owocami skrzydeł. Nie mam najmniejszych wątpliwości, co do tego, że steampunk i Egipt idealnie do siebie pasują i autor zdołał uchwycić tę zależność między nimi.

Drugi tom przygód rodzeństwa Ransomów i ich przyjaciół obfituje również w niełatwe do przewidzenia zdarzenia, które mogą czytelnika zaskoczyć. Pojawia się coraz więcej pytań, przygoda jest coraz to niebezpieczniejsza, a końca zmagań z Władcą Czaszek nie widać. Kalverum Rex nie jest, bowiem kimś, kogo można się łatwo pozbyć, a jego macki sięgają daleko. Zresztą, pod koniec tomu nawet sam Jake stanowi dla czytelnika niemałą zagadkę, która fascynuje i prosi się o rozwiązanie. Jego pytania są pytaniami czytelnika, jego koszmary senne pobudzają wyobraźnię i niemal zmuszają do tworzenia własnych teorii.

Podsumowując, Jake Ransom i Wyjący Sfinks to książka, która na pewno przypadnie do gustu młodemu czytelnikowi, w którym drzemie odkrywca, dodatkowo rozbudzi zainteresowanie historią i archeologią oraz zapewni godną rozrywkę. Niemniej jednak, przygoda znajduje się na wyciągnięcie ręki także dla osób starszych, więc czemu po nią nie sięgnąć? Tę niezwykłą podróż poprzez czas i przestrzeń naprawdę warto odbyć w każdym wieku.

środa, 2 października 2013

Wybraniec Mrocznej Pani - Gail Z. Martin



Tytuł: Wybraniec Mrocznej Pani
Autor: Gail Z. Martin
Seria: Kroniki Czarnoksiężnika
Wydawca: Dwójka bez sternika
Ilość stron: 494
Ocena: 6/6




Martris Drayke toczy kilkumiesięczną, wycieńczającą wojnę ze zdrajcą korony i poplecznikiem obalonego uzurpatora. Ciężka zimna, nieregularne dostawy zapasów żywności oraz zaraza dają się we znaki jego ludziom. Sam Tris również jest wycieńczony będąc zmuszonym do zmagania się zarówno z Magami Krwi Curane'a, jak i z niepewnym, rozszalałym Strumieniem, którego moc chociaż niezbędna, jest także zabójcza.
W tym czasie ciężarna królowa Kiara staje się coraz bardziej narażona na skrytobójcze ataki zdrajcy, który przyczaił się w pobliżu. Oskarżana o romans z przyjacielem Trisa, mistrzem bardów Carrowayem, kobieta musi mieć się na baczności, zaś załamany bard zostaje skazany na areszt domowy poza murami zamku, co uniemożliwia mu czuwanie nad królową.
Sytuacja nie jest wcale lepsza w Mrocznej Ostoi, gdzie Jonmarc Vahanian musi zapobiec niepotrzebnemu rozlewowi krwi oraz wojnie między rasami, niszcząc zbuntowanego i niezwykle niebezpiecznego vayash moru, Malesha. To on chcąc zdenerwować Lorda i przemienić Carinę skazał ją na marny żywot istoty zawieszonej pomiędzy śmiertelnikiem, a nieumarłym. Mało tego, zabicie Malesha oznaczać będzie także śmierć kobiety, ale Lord Mrocznej Ostoi nie ma innego wyjścia, jak tylko postawić wszystko na jedną kartę.

Wybraniec Mrocznej Pani to ostatni tom znakomitych Kronik Czarnoksiężnika i bez wątpienia najbardziej mroczna z czterech części. Czytelnik rozpoczyna nową przygodę znajdując się dokładnie w miejscu, w którym zakończyła się Mroczna Ostoja i jest świadkiem brutalnych zmagań, z którymi muszą radzić sobie wszyscy bohaterowie. Rozlewu krwi i niebezpieczeństw naprawdę tu nie brakuje, a śmierć unosi się nad każdym polem bitwy. Wojna, zamachy, większe i mniejsze potyczki, nienawiść wypływająca ze strachu, bezmyślna chęć zemsty, tortury – świat bynajmniej nie jest tak barwny, jak mogłoby się wydawać. Co więcej, najwyraźniej nadchodzą jeszcze bardziej mroczne i niebezpieczne czasy, przed czym Mroczna Pani przestrzega swojego czempiona. Jak widać, w swojej powieści Gail Z. Martin nie tylko podkreśla bestialstwo świata przedstawionego, ale także „obiecuje”, że wszelkie wydarzenia przybiorą w przyszłości zdecydowanie gorszy obrót. Czy w takiej sytuacji możemy liczyć na to, że przy okazji kolejnej serii nasi bohaterowie nie zaczną padać jak muchy?

Czwarty tom Kronik Czarnoksiężnika prezentuje także całkiem dobrze rozwinięty obraz intryg dworskich, które stanowią prawdziwą pułapkę, z której nie łatwo się wydostać. Chociaż Kiara jest celem ataków to zagrożeni są także jej przyjaciele. Przypadek może uchronić królową przed śmiercią, ale także przypadek może doprowadzić do śmierci bliskich jej osób. Plotka rzucona na żyzną glebę w przeciągu chwili potrafi zamienić się w skandal, władza pozwala na snucie intryg i realizowanie planów bez obaw, że zostaną łatwo odkryte. Niebezpieczna dworska gra dotyka także Donelana, kiedy godny zaufania szpieg zamienia się w podwójnego agenta, zaś ludzie dotąd uznawani za lojalnych, nagle okazują się śmiertelnymi wrogami korony. Dwór jest więc najbardziej niebezpiecznym polem bitwy, zaś ludzie potrafiący manipulować innymi stanowią najzacieklejszych, najniebezpieczniejszych wrogów.

Mimo dominującej w powieści zaciętej walki o życie i pokój, nie sposób zignorować wartości etycznych, jakimi kierują się Tris i Vahanian. W przypadku Przywoływacza istotny jest fakt posiadanej przez niego mocy i sposobu, w jaki ją wykorzystuje. Młody król nie potrafi sobie wybaczyć żerowania na energii życiowej Magów Krwi, stara się powściągnąć gniew by nie zejść na niewłaściwą drogę, którą podążał jego przodek. Jest potężny, ale również zakochany, co sprawia, że coraz łatwiej ulega emocjom. Zupełnie innym człowiekiem jest Jonmarc, który jest w stanie poświęcić swoje życie w obronie poddanych, kieruje się rozsądkiem i sercem nie opowiadając się po stronie śmiertelników, czy nieumarłych, ale walczy za to, co słuszne, odczuwa wstyd za postępowanie swojej rasy, chce naprawić krzywdy przez nich wyrządzone. Co więcej, Lord Mrocznej Ostoi jest skłonny poświęcić życie ukochanej by zapewnić pokój na powierzonych mu ziemiach. Nie przekłada jednostki ponad sprawiedliwość, ale woli zażegnać konflikt minimalizując straty bez względu na cenę, jaką musi zapłacić.

W przypadku Wybrańca Mrocznej Pani bardzo ważnymi tematami są miłość, przyjaźń i oddanie, które towarzyszą bohaterom. Tris i Kiara zmagają się ze swoimi demonami nie rozumiejąc dlaczego ukochana osoba nie odpisuje na liczne listy, w ich związek wkrada się niepewność spowodowana oczerniającymi królową plotkami. Jednocześnie zarówno Kiara, jak i Tris mają przy sobie ludzi, którym ufają i którzy są głosem rozsądku w tych ciężkich chwilach, kiedy emocje biorą górę nad rozsądkiem. Jonmarc i Carina są w zdecydowanie innej sytuacji. Ich miłość jest niepodważalna, ale narażona na okropny koniec, gdyż życie obojga jest zagrożone, a przeświadczenie o rychłej śmierci tej drugiej osoby skłania do myśli o własnej. Chociaż nie potrafią pogodzić się z wizją straty siebie nawzajem, w działaniach kierują się rozsądkiem, zaś pociechą zdają się być marzenia o ponownym połączeniu się po śmierci. W tym czasie Cam z Cairnrach jest o krok od śmierci w imię lojalności względem swojego władcy. To oddanie królowi utrzymuje go przy życiu, jak również skłania do podejmowania radykalnych decyzji. Dla dobra królestwa jest skłonny oddać własne życie.

Jak więc widać, Wybraniec Mrocznej Pani to książka naprawdę wartościowa i godna zainteresowania, która zamyka jedną serię, jak również zapowiada kolejną. To wspaniała historia miłosna spleciona ciasno z brutalnością wojny, to cudowne postaci ludzi, magów, vayash moru (wampirów) oraz vyrkinów (wilkołaków), które zdobywają sympatię. To także intrygujący świat, w którym można się zakochać i do którego powraca się z prawdziwą rozkoszą.