Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kotori. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kotori. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 października 2014

Zapowiedź: "Styczniowe duchy" od Katt Lett!

Jeszcze w tym roku Wydawnictwo Kotori wypuści na rynek "Styczniowe duchy" - powieść stylizowaną na light novel polskiej rysowniczki znanej już polskim czytelnikom ze sprzedającego się w szalonym tempie komiksu "Exitus Letalis".
Premiera została zaplanowana na styczeń!


sobota, 20 września 2014

Zapowiedzi: Sword Art Online light novel od Kotori!

Kości zostały rzucone. Po tym, jak wydawnictwo książkowe uczyniło pierwszy krok wydając w naszym kraju light novel, jego śladem poszły wydawnictwa mangowe. I tak oto, niemal przed chwileczką, Wydawnictwo Kotori zdradziło nam tytuł swojej pierwszej light novel. A chodzi o:

SWORD ART ONLINE
Autor: Reki Kawahara
Ilustracje: abec


piątek, 31 stycznia 2014

Podsumowanie 1/2014


Cóż, jeśli ten miesiąc miałby być zapowiedzią całego roku to stwierdzam, że będzie dla mnie wielkim Dreamsowym szaleństwem, ale jednocześnie zapowiada się ubogo w pozycje książkowe a bogato w mangi.


PRZECZYTANE W STYCZNIU:

piątek, 8 listopada 2013

Zakochany tyran vol. 3 - Hinako Takanaga




Tytuł: Zakochany tyran vol. 3
Autor: Hinako Takanaga
Wydawca: Kotori
Ilość stron: 178
Ocena: 5+/6




Jak wiele szkód może wyrządzić jedna przesyłka, która dociera pod niewłaściwy adres? Do czego potrafi posunąć się znudzony delegacją biznesmen? Jak wiele może wydarzyć się w zaledwie trzy dni? I co to wszystko oznacza dla nieświadomego niczego chłopaka, który zauważa dziwne zachowanie swojego kochanka?
Odpowiedzi na te i inne pytania znajdziecie w trzecim tomie „Zakochanego tyrana”.

Kiedy Souichi Tatsumi i jego młodsza siostra otrzymują przesyłkę ze Stanów jej otwieraniu towarzyszy uczucie ciekawości i pełnego euforii wyczekiwania ze strony dziewczynki, z kolei odkrycie zawartości niesie ze sobą zawód i zaskoczenie, które mają się jednak nijak do reakcji młodego doktoranta na „treść” dołączonego do paczki listu. Nic to, iż pomyłka jest ewidentna, zaś kopertę zaadresowano do Taichirou Isogai. Tatsumi i tak dobiera się do niej, co owocuje u niego żądzą mordu i serią niefortunnych zdarzeń. Tak się, bowiem składa, iż pragnąć odzyskać swoją przesyłkę oraz wykonując małe zadanko dla Kurokawy, Isogai zupełnie przypadkowo staje się świadkiem niezwykle interesującej sceny, do której dochodzi pomiędzy Morinagą, a Tatsumim. To niespodziewane odkrycie budzi w mężczyźnie prawdziwie wrednego demona i podłego szantażystę, który mając haczyk na Souichiego postanawia w pełni wykorzystać swoją przewagę. Sprawę dodatkowo ułatwia mu trzydniowa nieobecność Morinagi, który nieświadomy konsekwencji swoich ostatnich poczynań wyjeżdża na konferencję.

Jak sama autorka zauważyła w posłowiu, poprzedniemu tomowi „Zakochanego tyrana” towarzyszyło zdecydowanie więcej powagi, zaś historia była cięższa, doprawiona odrobiną dramatu i bolesnej przeszłości. Nic więc dziwnego, że tym razem mamy do czynienia z częścią nastawioną w pełni na komedię, która kręcąc się wokół Tatsumiego przypomina nam o jego absurdalnej homofobii oraz okropnym charakterze. Zadziwiające, że te dwie negatywne cechy potrafią w jakiś magiczny sposób dodać mandze humoru, zaś w połączeniu z uczuciem do Morinagi nawet słodyczy. Zresztą, czy naprawdę jest się czemu dziwić, kiedy ma się do czynienia z poważnym i pełnym złości upartym osłem, który zostaje postawiony w sytuacji zawstydzającej, a nawet poniżającej? Souichi bez wątpienia nie należy do osób rozrywkowych i potrafiących się dobrze bawić, więc zestawienie go z jego żądnym karaoke przeciwieństwem po prostu musi wywołać uśmiech na twarzy czytelnika. Co więcej, Isogai jest zwyczajnie bezbłędny we wszystkim, co robi, toteż stanowi dla tego tomu bezcenny element humorystyczny i napędowy.

Dzięki temu mało chwalebnemu dla Tatsumiego epizodowi zauważamy wyraźnie, iż nasz „młody gniewny” jest nie tylko nerwusem, sadystą, egoistą i niebezpiecznym dla otoczenia słodziakiem, ale także osobą, którą bardzo łatwo manipulować. O ile w przypadku Morinagi w grę wchodzi nie tylko szantaż, ale także uczucia, o tyle Isogai zdobywa władzę nad Souichim wyłącznie dzięki nieczystym zagraniom. Jasne, motywy, jakimi kierował się rozrywkowy biznesmen były stosunkowo niewinne, jednakże to nie o nich myślał początkowo doktorant. Należy także wziąć pod uwagę fakt, iż Tatsumi rzadko działa rozważnie i zazwyczaj trzyma się kurczowo jednego postanowienia nie dopuszczając do siebie innych prawd, czy rozwiązań. Jest więc tak nieskomplikowany w swoim sposobie myślenia, że grzechem byłoby tego nie wykorzystać. W takiej sytuacji wodzenie go za nos jest dziecinnie proste i pewnie jeszcze nie raz napsuje naszym bohaterom krwi.

Całkiem interesującym motywem tego tomu jest zazdrość Morinagi, wypływająca z jego niepewności. W końcu nawet słysząc kompromitującą jego kochanka rozmowę nie jest do końca pewny, w jaki sposób powinien ją rozumieć. Chociaż zżerany od środka wątpliwościami, pytaniami i masą dwuznaczności, nie przystępuje od razu do robienia scen, ale stara się w pierwszej kolejności wyjaśnić sytuację. Niestety, nie na wiele się mu to zdaje, gdyż wystarcza słowo „szantaż” by ugodzić go w sam środek otwartej rany, przez co w konsekwencji traci nad sobą panowanie i dopuszcza do siebie myśli o ewentualnych miłosnych ekscesach swojego partnera. Tatsumi nie jest przecież osobą, która chętnie rozwiewałaby wątpliwości i dzieliła wyznaniami, a jego humorki potrafiłyby zachwiać pewnością każdego.

I w ten oto sposób docieramy do najistotniejszego elementu trzeciego tomu „Zakochanego tyrana” – małego kroku dla ludzkości, ale wielkiego dla Tatsumiego. Albowiem intryga tej części kończy się swoistym drobnym wyznaniem, którego niewielu czytelników mogło się spodziewać, a które uszczęśliwia Morinagę. Widać nawet nasz homofob powoli zaczyna zdawać sobie sprawę ze swoich uczuć i powoli otwiera się na to, co nieuniknione. Naturalnie, nie ma co liczyć na nagłe, gwałtowne zmiany, ale przecież właśnie to stanowi o wielkości tej serii – choć ciało bezwstydnie otwiera się na miłość to dusza i wola nadal walczą stawiając zaciekły opór.

Podsumowując, Hinako Takanaga uraczyła nas kolejnym naprawdę dobrym tomem „Zakochanego tyrana”, który zdobywa serca humorem oraz sporą dawką zawstydzenia w wykonaniu wyjątkowo rozkosznego w tej części Tatsumiego. Co więcej, mangaka zaczyna machać przed nosem czytelnika marchewką, którą niewątpliwie jest coraz większa świadomość uczuć odczuwanych przez Souichiego. Wprawdzie mężczyzna nie przestaje terroryzować partnera, ale i tak wznosi się na wyżyny swoich miłosnych możliwości i ewidentnie ulega czarowi zakochanego w nim chłopaka. Zdecydowanie ma się ochotę czytać dalej!

sobota, 31 sierpnia 2013

Zakochany Tyran vol. 2 - Hinako Takanaga




Tytuł: Zakochany Tyran vol. 2
Autor:Hinako Takanaga
Wydawca: Kotori
Ilość stron:
Ocena: 5+/6




Zanim zamarzy się Wam wielka, namiętna miłość z kwiatkami w tle i motylkami w brzuchu, pomyślcie dwa razy, w co się pakujecie. Tak się bowiem składa, że nie ma nic bardziej skomplikowanego niż uczucia, zaś nieodwzajemniona namiętność może okazać się najmniejszym problemem ludzkości. Prawdziwa droga przez mękę rozpoczyna się w chwili, kiedy wszystko powinno się pięknie układać, a zamiast tego zwyczajnie bierze w łeb. Nie trzeba rodzić się pod „szczęśliwą” gwiazdą, by życie wyszczerzyło się do nas w szczerbatym uśmiechu.

Kiedy ma się do czynienia z upartym osłem, bajka kończy się jeszcze zanim na dobre się zacznie, a Tetsuhiro Morinaga przekonał się o tym na własnej skórze. Jasne, nikt nie mówił, że będzie łatwo, ale żeby miało być aż tak źle? Od ostatniego zbliżenia z ukochanym minęły dwa długie, pełne frustracji miesiące, podczas których Tatsumi ani trochę nie zmienił swojego brutalnego podejścia do zakochanego w nim chłopaka. Mało tego, seksualny post był po prostu sprawdzianem wytrzymałości, który miał uregulować częstotliwość odbywanych stosunków. I tak, raz na dwa miesiące, a więc sześć razy w roku, Morinaga może dobrać się do tyłka swojego ukochanego. Jak łatwo się domyślić, w tym przypadku bez zaciekłych negocjacji się nie obejdzie. To jednak zaledwie wierzchołek góry lodowej, na jaką składają się problemy młodego studenta, albowiem rodzina, a wraz z nią bolesna przeszłość, upominają się o niego z całą stanowczością, zaś skrywane od lat sekrety w końcu ujrzą światło dzienne.

W drugim tomie „Zakochanego Tyrana” Hinako Takanaga zdecydowanie zmienia proporcje składników, z których tworzy swoją mangę. Tym razem czytelnik ma okazję zmierzyć się z pewną dawką dramatu, który towarzyszy przeszłości Tetsuhiro. Nie zabraknie tu odrobiny wszystkiego, a więc wspomnień: pierwszej miłości, dwóch złamanych serc, miłosnego substytutu starszego brata, a ostatecznie także próby samobójczej. Wszystko to łączy się z niesprawiedliwym osądem, raniącymi plotkami i koniecznością zachowania tajemnicy, co odbija się na naszym głównym bohaterze, który, jak przystało na nieskomplikowanego poczciwinę, szlachetnie wziął wszystko na siebie. Morinaga najpewniej nigdy nie zdobyłby się na szczerość z bratem i zrzucenie z barków ciężaru, gdyby nie ognisty temperament i długi jęzor Tatsumiego. Tak oto, w rolę obrońcy uciśnionych wciela się istny diabeł.

Niemniej jednak, mimo ogólnej powagi sytuacji, autorka pozwala nam liznąć odrobiny humoru, który łagodzi dramatyczne sceny, rozładowuje napięcie, jak również doprawia relacje między Tatsumim, a Morinagą. Przecież ciężko wyobrazić sobie scenę, w której od początku do samego końca między tą dwójką panowałaby niczym niezmącona powaga i której nie kończyłaby chociażby mała próba molestowania opierającego się mężczyzny. Zresztą, nie sposób opanować uśmiechu, kiedy ma się do czynienia z wypierającym się wszystkiego, co z homoseksualizmem związane Tatsumim – nie ważne, czy chodzi o przyjemność, czy o uczucia. Jego „nie” to „nie” ostateczne, a jeśli ulega to wyłącznie pod wpływem przeważającej siły Morinagi, czy też szantażu, w co naturalnie wierzy wyłącznie on sam.

Autorka wzięła także pod lupę naturę związku tej niecodziennej pary. W końcu, Tatsumi niewątpliwie czuje coś względem Morinagi, choć owo „coś” cały czas wymyka się świadomości głównego zainteresowanego. Nie zapomnijmy wspomnieć o zazdrości, która wydaje się męczyć upartego doktoranta, a która pojawia się przy okazji wspomnień pierwszej miłości Tetsuhiro. Niemniej jednak, jak utrzymuje Tatsumi, nie są oni ani parą, ani tym bardziej seks-przyjaciółmi. A więc kim dla siebie są? Strach pomyśleć, co jeszcze wymyśli znajdujący się w homoseksualnym związku homofob.

Tak więc, drugi tom „Zakochanego Tyrana” rzuci trochę światła na relacje rodzinne Tetsuhiro, pozwoli nam poznać jego przeszłość, jak również umożliwi nam dostrzeżenie tej lepszej strony Tatsumiego. Nasz obraz bohaterów staje się więc z każdą chwilą pełniejszy, powoli możemy wyrobić sobie na ich temat jakieś zdanie, a co więcej, nuda na pewno nam nie grozi. Jeśli po jakąś mangę naprawdę warto sięgnąć, to niewątpliwie jest nią „Zakochany Tyran”.


Recenzja dla portalu Upadli.pl

niedziela, 23 czerwca 2013

Zakochany Tyran vol. 1 - Hinako Takanaga



Tytuł: Zakochany Tyran vol. 1
Autor: Hinako Takanaga
Wydawca: Kotori
Ilość stron: 178
Ocena: 5/6








Tetsuhiro Morinaga studiuje na pierwszym roku Wydziału Rolnictwa, prowadzi badania pod czujnym okiem atrakcyjnego doktoranta, w którym jest beznadziejnie zakochany, i boryka się z nie lada problemem. Albowiem Souichi Tatsumi to zaciekły homofob, który uczynił z Morinagi swój worek treningowy ignorując całkowicie wyznanie miłosne z przeszłości. Tym samym Tatsumi wystawia swojego adoratora na ciężkie próby bez przerwy manifestując swoją nienawiść do gejów, jak również trzymając się blisko młodego mężczyzny, który od lat darzy go gorącym uczuciem. Nieodwzajemnione uczucie nie byłoby może takie złe, gdyby nie fakt, iż wszystko zaczyna się poważnie komplikować, gdy jeden z przyjaciół Morinagi ofiarowuje mu w prezencie cudowny specyfik mający pobudzić niedostępnego homofoba. Naturalnie student nie planuje w taki sposób podchodzić miłości swojego życia! Niestety, podczas alkoholowej libacji w ręce Tatsumiego wpada niesławna buteleczka...

Zakochany Tyran na pewno stanowi jeden z najbardziej znanych tytułów Hinako Takanagi, za sprawą dwuczęściowego OVA, które powstało w 2010 roku. Nie mniej jednak, nie jest to pierwsza manga, w której pojawia się postać Morinagi oraz Tatsumiego, albowiem Zakochany Tyran stanowi sequel do wcześniejszej mangi autorki zatytułowanej Challengers. Czytelnik nie musi się jednak martwić nieznajomością wcześniej wydanego tytułu, jako że autorka robi wszystko, co w jej mocy byśmy nie odczuli z tego powodu dyskomfortu i niewątpliwie spisała się znakomicie.

Historia opowiedziana w Zakochanym Tyranie stanowi kawałek naprawdę interesującej lektury, jako że nie często mamy okazję zapoznać się z tytułem, który w jakimkolwiek stopniu porusza temat homofobii. Oczywiście, w przypadku tej mangi problem został zaledwie liźnięty i potraktowany z przymrużeniem oka, dzięki czemu bawi i komplikuje życie Morinagi, nie mniej jednak, jest obecny i przybliża czytelnikowi postać Tatsumiego, który stanowi interesujący przedmiot badań psychologicznych. Co więcej, właśnie dzięki temu niecodziennemu elementowi, fabułę pierwszego tomu można porównać do fal rozbijających się o wysoki, piaszczysty klif, gdzie morzem jest uczucie Morinagi, zaś klifem – homofobia.

Należy zauważyć, iż bohaterowie tej mangi są budowani na wielu płaszczyznach, w szczególności zaś fizycznej oraz psychologicznej. W tym tomie zauważamy wyraźny zarys psychiki postaci, ich wewnętrzną walkę, zetknięcie się tego, co uzewnętrznione z tym, co ukryte w podświadomości. Najlepszym przykładem jest Tatsumi, który mimo swojej nienawiści względem homoseksualistów nie odsuwa od siebie Morinagi, ale co więcej, wydaje się do niego przywiązany. Jak widać ludzkie poglądy nie mogą zostać do końca sprecyzowane, póki nie zostaną wstawione na próbę. Albowiem nie możemy mieć pewności, jak zareagujemy w sytuacji ekstremalnej i właśnie ten fenomen uwidoczniony zostaje przez Hinako Takanagę w Zakochanym Tyranie. Co się zaś tyczy Morinagi, czytelnik może zaobserwować dwa oblicza jego natury – pozornie niewinny, naiwny chłopak okazuje się wulkanem seksualnej frustracji, jego cicha, spokojna miłość okazuje się o wiele gwałtowniejsza, niż się wydawało, zaś nad jego ciałem nie sposób całkowicie zapanować.

Pod względem kreski, w Zakochanym Tyranie Hinako Takanaga nie odbiega od stylu znanego z innych jej mang. Rysunki są delikatne, jasne, miłe dla oka i staranne. Nie mniej jednak, manga jest mocniejsza, niż znany polskiemu czytelnikowi Croquis, co przekłada się na sceny łóżkowe. Cóż, nie doświadczymy tu na pewno widoku wyraźnych męskich atrybutów, jednakże wymowność pojedynczych kadrów jest niezaprzeczalna, co w pewnym stopniu rekompensuje brak szczegółów.

Reasumując, Zakochany Tyran to naprawdę dobry tytuł, który plasuje się pomiędzy delikatnym, a ostrym yaoi i tym samym można polecić go większości czytelników. Manga ta zaspokoi zarówno poszukiwaczy wrażeń seksualnych, tych, dla których najistotniejsza jest kreska, jak również osoby zainteresowane bardziej psychologicznym aspektem tego rodzaju tytułów. Moim zdaniem Zakochany Tyran powinien stać się cennym elementem każdej yaoicowej biblioteczki. Moja już czeka na kolejne tomy.


sobota, 27 kwietnia 2013

Lalkarz. Odrzucenie - Katarzyna Lisowska



Tytuł: Lalkarz. Odrzucenie
Autor: Katarzyna Lisowska
Wydawca: Kotori
Ilość stron: 346
Ocena: 6/6





Za każdym razem, kiedy Wydawnictwo Kotori wypuszcza na rynek nowy tytuł miękną mi kolana, a serce bije zdecydowanie szybciej. Tym razem w moje ręce trafiło kolejne dzieło sztuki, które, jak wyborne wino, cieszy wszystkie zmysły. Lalkarz. Odrzucenie kusi, bowiem czytelnika naprawdę hipnotyzującą grafiką Aleksandry Zapotocznej, obiecującą liczbą stron oraz wyjątkową historią Katarzyny „Eo” Lisowskiej. Panie, Panowie, polska fantastyka właśnie znalazła godnego reprezentanta! To, co oferuje swoim czytelnikom autorka jest po prostu niesamowite i uzależniające. Powieść łączy w sobie najlepsze cechy gatunku, zawiera nutę czegoś nowego, zaś pikanterii dodaje wątek yaoi. Ja jestem po prostu zachwycona!

Reza to dziecko zrodzone z nietypowego połączenia ludzkiej kobiety oraz samca reptilianów – Lordów Wody. Chociaż młody mieszaniec posiada cechy obu gatunków to jednak jego aparycja zbliżona jest przede wszystkim do pradawnych, potężnych istot zamieszkujących lasy. Chłopak wychowuje się pod czujnym okiem wiedźmowatej znachorki, która zastępuje mu całą rodzinę i na swój sposób troszczy się o swojego podopiecznego. Niestety, kobieta starzeje się jak każdy normalny człowiek, co ostatecznie zmusza Rezę do opuszczenia bezpiecznego domu i wyruszania w podróż mającą na celu zdobycie ziół niezbędnych do utrzymania staruszki przy życiu. Teoretycznie przedsięwzięcie to powinno się udać i zająć zaledwie kilka dni, lecz w praktyce wszystko poszło nie tak. Dzika część natury mieszańca poznała, czym jest wolność, zasmakowała w niej, zaś skutki tego okazały się opłakane.

W tym samym czasie Lord Ognia, Behaar ma swoje własne problemy, z którymi musi sobie radzić. Nad ifrytem ciąży, bowiem groźba dotkliwej kary za spółkowanie z kobietą Pierwszego, najważniejszej osobistości pośród Lordów Ognia, zaś samice należące do jego rasy są uprowadzane jedna po drugiej. Sytuacja komplikuje się z każdą chwilą i nic nie zapowiada szybkiej poprawy.

Tylko w przypadku Czarnego Dżina – Sagi – wszystko zdaje się układać całkiem dobrze. Jego armia marionetek rośnie, a on znalazł doskonały sposób by przejąć kontrolę nad innymi Lordami Ziemi. Niczym wielki pająk tka swoją sieć intryg wykorzystując każdy rodzaj przewagi nad przeciwnikiem. Czy naprawdę zdoła zrealizować swój plan? Czy zdobędzie wszystkie niezbędne pionki by pokierować nimi według swoich upodobań? Przekonamy się.

Już na samym początku powieści, Lalkarz. Odrzucenie charakteryzuje się naprawdę znakomitym stylem autorki oraz niebanalnym doborem bohaterów. Od pierwszych stron zostajemy wciągnięci do niezwykle intrygującego świata, który otacza nas ciasnym kokonem i nie pozwala na jego opuszczenie. Zahipnotyzowani starannie tworzonym uniwersum stajemy się od niego zależni, a ciekawość rośnie z każdą przeczytaną stroną. Katarzyna Lisowska stworzyła całą mitologię oraz historię swojego świata, powoli zapoznając czytelników z wydarzeniami, jakie miały miejsce w przeszłości, prezentując podstawowe filary, na których opiera się stworzona przez nią historia. Tu wszystko ma swoje miejsce, swój sens i wewnętrzną magię, która przenika karty powieści oddziałując na czytelnika. Co więcej, powieść jest niezwykle barwna i toczy się na wielu płaszczyznach, a każdy wątek jest nierozerwalnie związany z główną fabułą, dzięki czemu akcja staje się jeszcze ciekawsza, zaś rozwinięcie intrygi niełatwe do przewidzenia.

Równie istotnym elementem powieści są bohaterowie, których w Lalkarzu nie brakuje. Autorka tworzy ich bardzo starannie, dopieszcza, nadaje im głębi i charakteru. Każdy z nich zapada w pamięć, jak również jest w stanie dotrzeć do serca czytelnika. Nie ważne czy chodzi o naiwnego i na swój sposób niewinnego Rezę, czy o spaczonego intryganta, jakim jest Saga. Nawet postaci poboczne mają w sobie coś elektryzującego, co nie pozwala przejść obok obojętnie. Albowiem każdy pojawiający się w powieści bohater posiada duszę, którą można wyczuć podczas lektury, każdym kierują jakieś idee, uczucia, marzenia. Oni po prostu żyją.

Co więcej, autorka w bardzo rozległy sposób ukazuje mnogość uczuć potrafiących wypełniać żywą istotę. Miłość, żądza, zapomnienie, nienawiść, niepewność, strach… Chyba nie ma emocji, której nie moglibyśmy odnaleźć na kartach tej powieści. One unoszą się w powietrzu, kryją w ciemnych zakamarkach duszy, przychodzą i odchodzą, są w nieustannym ruchu niczym cząsteczki powietrza. To także one sprawiają, iż nie sposób odgadnąć, co czeka nas na samym końcu powieści, nie wspominając o kolejnym tomie.

W książce nie zabrakło także wewnętrznych konfliktów, które zdają się targać większością bohaterów. Czytelnik widzi nieustannie toczącą się wojnę między gwałtownością złych intencji, a delikatnością wypływającą z uczuciowości. Zew natury przyzywa krwiożerczą bestię drzemiącą gdzieś wewnątrz Rezy, a gdy ona się budzi ludzki pierwiastek chłopaka zostaje zamknięty gdzieś głęboko w jego podświadomości. Spaczone usposobienie Sagi dominuje nad sentymentami kryjącymi się w przeszłości, w dawnej miłości, a jednak między nim, a jego jeleniem istnieje swoisty rodzaj ciepłej, czystej przyjaźni. W przypadku Corta z jednej strony rozsądek i pożądanie toczą bezustanną walkę, zaś z drugiej pojawia się konflikt między chęcią odpokutowania dawnych przewin za wszelką cenę, a zwyczajnym człowieczeństwem i zdrowym rozsądkiem.

I w końcu, najistotniejsze chyba zagadnienie, jakie nasuwa się w przypadku tej powieści: W którym miejscu kończy się domena natury, a zaczyna spaczenie? Czy doszło do niego, gdy Ślepiec stworzył ludzi? A może to krzyżowanie się ras stanowi zachwianie równowagi? Czy wszelkie formy inności są sprzeczne z naturą? Pytania, pytania, pytania…

Reasumując, Lalkarz. Odrzucenie to książka fenomenalna, która naprawdę zasługuje na uznanie. Ja dla tej powieści straciłam głowę i z niecierpliwością wyczekuję kolejnego tomu. Nie oszukujmy się, Katarzyna Lisowska wykazała się nie lada umiejętnościami skoro zdołała owinąć sobie czytelnika wokół palca. Jej dziełu niczego nie brakuje, jest kompletne i naprawdę profesjonalne, a co najważniejsze, posiada „to coś”, którego zazwyczaj poszukuje się w książkach.

Eo, dla mnie jesteś królową polskiego fantasy!

niedziela, 10 lutego 2013

Pieśń dla Feniksa - Danuta Miklaszewska




Tytuł: Pieśń dla Feniksa
Autor: Danuta Miklaszewska
Wydawca: Kotori
Ilość stron: 333
Ocena: 6/6




Kryzys finansowy wstrząsnął całym światem, największe potęgi zmuszone są zaciągać pożyczki, chcąc nadal istnieć na arenie międzynarodowej. Tylko najbardziej niezależne kraje rosną w siłę i są w stanie samodzielnie zadbać o swój los. By wzmocnić swoją pozycję wiele państw powróciło do korzeni szukając rozwiązania w monarchii absolutnej. W nowym świecie na drodze dyplomacji Chiny i Rosja walczą o dominację, podczas gdy w łóżku zakochany po uszy książę, przyszły cesarz, ustępuje nie mniej zakochanemu carowi. Obaj zdają sobie sprawę z tego, iż ich związek nie może trwać wiecznie, jednak nie łatwo zapomnieć o tak wielkim i namiętnym uczuciu. Niepocieszony Shen Li wraca do rodzinnych Chin, gdzie przyjmuje imię Niebiańskiego Feniksa i zasiada na tronie, jako nowy cesarz. Depresja czyni jednak władcę słabym, nocami dręczą go koszmary, zaś cały dwór zdaje sobie sprawę z tego, że nie na takiego cesarza czekano. Utrata ukochanego i ogólny zawód to jednak nie jedyne problemy młodego Feniksa. Podczas, gdy on popada w coraz głębszą depresję dręczony lękami o swoje bezpieczeństwo, znajdując się na granicy paranoi, z Japonii napływa prowokacyjna wiadomość mająca na celu wywołanie wojny między tymi na pozór sprzymierzonymi ze sobą państwami. Kto stoi za nagłym pogorszeniem się stosunków między Chinami, a Japonią? Czy odwieczny rywal cesarza, Xiah Changmin, planuje przekręt mający na celu obalenie Feniksa? A może młody monarcha powinien zaufać barbarzyńcy, który za nic ma poprawność obyczajową? Od dokonanych w pośpiechu wyborów zależeć będzie nie tylko życie cesarza, ale także przyszłość całych Chin.

Pieśń dla Feniksa to małe dzieło sztuki, które zachwyca już w chwili, kiedy weźmie się do ręki ten zgrabny tomik o cudownej oprawie. Nie sposób, bowiem nie zatrzymać się dłużej nad staranną grafiką, która idealnie oddaje melancholijny nastrój powieści. Uwielbienie dla tego tytułu nie znika w trakcie czytania, ale, jeśli to możliwe, nasila się z każdą przewracaną stroną.

Danuta Miklaszewska w perfekcyjnym stylu zdołała uchwycić ulotne piękno, potęgę uczuć i niepewność oraz kruchość ludzkiej egzystencji. Łącząc ze sobą wahanie, gorącą namiętność, rozsądek, a także słabość właściwą każdemu człowiekowi prezentuje czytelnikowi świat nie tylko piękny, eteryczny, ale również skomplikowany i bezwzględny. Sięgając ponad codzienność, autorka połączyła teraźniejszość z przeszłością tworząc naprawdę zgrabną przyszłość. Jej koncepcja rozwoju politycznego krajów po Wielkim Kryzysie odbiega od tego, co większość pisarzy stara się zaprezentować w swoich dziełach. O ile spora część usiłuje zmienić przeszłość wzbogacając ją nowinkami technicznymi, o tyle Miklaszewska ukrywa teraźniejszość za grubymi murami Zakazanego Miasta. Dzięki temu świat przedstawiony dzieli się niejako na dwie płaszczyzny, które chociaż egzystują paralelnie, nie przenikają się bezpośrednio.

Co więcej, jej bohaterowie stanowią uosobienie wszystkich cech świata przedstawionego. Są nie tylko zgrabnie wykreowani i interesujący, ale również mają w sobie wiele z historii państwa chińskiego. Changmin stanowi powiew świeżości, który przenika do pałacu z zewnątrz. Jego obecność rozrzedza duszne powietrze etykiety, którym dusi się młody władca. Tym czasem generał Tang przypomina nam o komunistycznych Chinach, ich ideałach i groźbie powrotu starego ustroju. Yin to esencja przyszłości, której nie sposób przewidzieć, a która może zagrozić teraźniejszości, chociaż nie koniecznie musi zaistnieć. Także osoby zza granicy mają w tym wszystkim swoją rolę, jako że na tej płaszczyźnie reprezentują swoje kraje ukazując je w sposób, który najlepiej obrazuje całość społeczeństwa. Dimi, Mitsu, czy Jae jako postaci poboczne mają swój ogromny wkład w kreowanie głównych bohaterów, jak i bardziej szczegółowe ukazanie chińskich sojuszników.

Ponadto Danuta Miklaszewska w bardzo zgrabny sposób przemyciła do swojej powieści sporą dawkę prawdziwej historii oraz ciekawostek dotyczących nie tylko Chin, ale również Rosji, czy Japonii. Nierzadko podkreśla realne znaczenie Państwa Środka w świecie, opowiada o jego relacjach z innymi krajami. Także wątki kulturalne, czy językowe oddają rzeczywisty obraz życia w Chinach. Dzięki temu powieść nabiera znaczenia nie tylko jako relaksująca, ciekawa fikcja, ale także źródło wiedzy teoretycznej z zakresu sinologii. Nie jest to może literatura fachowa, ale na pewno pomaga rozwinąć zainteresowanie państwem chińskim.

Osoby obawiające się scen erotycznych, uspokajam, gdyż autorka w bardzo ładny sposób opisuje fizyczną bliskość, jej piękno i namiętność. Wszystkie przedstawione w powieści zbliżenia oddane zostały dokładne, ale ze smakiem i wyczuciem. Doprawdy nie sposób ich nie docenić. Stanowią, bowiem swoistą celebrację seksu, a jednocześnie nie są pozbawione gorącej namiętności.

Reasumując, Pieśń dla Feniksa to naprawdę dobra książka o tęsknocie za bliskością i strachem przed nią, o miłości, która rodzi się w bólach, o życiu w Chinach przed wiekami i tym, które obserwujemy obecnie. Osobiście jestem tą lekturą zachwycona i z rozkoszą jeszcze nie raz sięgnę po tę pozycję. Przerasta ona dotychczas wydane w Polsce powieści z gatunku yaoi, toteż zachęcam do zapoznania się z uczuciowym Niebiańskim Feniksem oraz jego ekscentrycznym doradcą. Wspaniała zabawa gwarantowana!

piątek, 8 lutego 2013

Neo Arcadia - Norikazu Akira, Kaoru Tachibana




Tytuł: Neo Arcadia. Tęcza w Ciemności
Tytuł oryginału: Neo Arcadia - Yami ni Saku Niji
Autor: Norikazu Akira, Kaoru Tachibana
Wydawca: Kotori
Ilość stron: 209
Ocena: 5/6



Przed wiekami otulona ciasno mrokiem Ziemia nie miała najmniejszego dostępu do światła. Znajdując się pomiędzy dwiema skrajnie różnymi krainami skazana była na istnienie pośród nieprzeniknionych ciemności, aż do dnia, kiedy to Władca Światła pragnąc odmienić jej los postanowił układać się z Władcą Ciemności. Czyniąc emisariuszem swojego syna, Reena, wysłał go do pałacu mrocznego Pana Podmroku by wyjednał ugodę pozwalającą na wydzielenie dla Światła na Ziemi czterech krain odpowiadających czterem żywiołom, które rządzone przez Lordów i wspomagane przez Patronów miałyby rozwijać się i zachwycać swoim pięknem. Tęczowooki Reen nie spodziewał się, że jego misja zakończona zostanie nie tylko sukcesem, ale także gorącym uczuciem, jakim zapałał do Zeba, a które Władca Ciemności odwzajemnił ofiarowując młodzieńcowi całą namiętność, jaką w sobie krył. Ich związek stał się ceną, jak również pieczęcią dla słownego paktu, który zapewniał Światłości dostęp do Ziemi i spełniał prośby Władcy panującego na Nieboskłonie. Choć Pan Światła sprzeciwiał się tej miłości, to jednak dwójka kochanków nie miała najmniejszego zamiaru zawrócić z raz obranej ścieżki. Rozkoszując się sobą w Ustroni między światami zakochane istoty nie wiedziały, że spokój ich wspólnie spędzanych dni zostanie zakłócony. Niedługo po pierwszej sprzeczce kochanków Reen znika bez śladu, zaś Zeb podejmuje się niełatwego zadania odnalezienia swojego ukochanego.

Neo Arcadia. Tęcza w Ciemności to tytuł o baśniowej formie („Dawno, dawno temu...”), utrzymany w konwencji fantasy. Manga powstała w oparciu o 3 tomową powieść Tachibany Kaoru opublikowaną w 2009 roku. Nie będę ukrywać, że od samego początku miałam wrażenie, iż manga ta powinna mieć swój książkowy odpowiednik, który mógłby rozwinąć opowiedzianą w niej historię – było to zanim dotarłam do Podziękowań, które wyjaśniły mi pewne kwestie. Chociaż nie miałam przyjemności zapoznać się z pierwowzorem Neo Arcadii, czego bardzo żałuję, to przyznam, iż Akira Norikazu wykazała się nie lada zdolnościami i sprytem, gdy trzytomową powieść zamknęła w zaledwie jednotomowej mandze, co z całą pewnością nie było łatwe.

Pod względem fabuły Neo Arcadia nie należy do tytułów przesadnie skomplikowanych, czy dołujących dramatem. Odpowiednia dawka poważnej intrygi oraz cieszącej serce słodyczy sprawiają, że tytuł ten można czytać w każdej chwili, bez potrzeby zamartwiania się swoim zdrowiem psychicznym, co wydaje mi się istotne w przypadku osób przesadnie emocjonalnych. Opowiadana przez autorkę historia opiera się na schemacie, który chociaż nie zaskakuje to jednak interesuje, wciąga i naprawdę może się podobać. Za istotny uważam fakt, że Mrok nie wiąże się tutaj ze złem, tak samo jak i Światłość nie ucieka przed namiętnością, którą odczuwa. Dwa zupełnie sprzeczne światy łączą się ze sobą dzięki miłości. Reen nie próbuje zaprzeczyć temu co czuje, nie wyrzeka się swoich sentymentów uważając związek z Zebem za niemożliwy, zaś miłość za zakazaną. Wręcz przeciwnie, odważnie staje twarzą w twarz z ojcem i dokonuje wyboru, który może zostać zaakceptowany, bądź odrzucony. Również ze strony Zeba nie doświadczymy żadnych melodramatycznych scen wewnętrznej rozterki, kłótni między naturą, a uczuciami. Ot, miłość się zdarza.

Sam świat przedstawiony, jaki Tachibana Kaoru ukazuje czytelnikowi jest starannie zaplanowany i typowo baśniowy, zaś porównanie z religią samo się nasuwa. Pomiędzy Niebiosami, a Podmrokiem znajduje się, bowiem Ziemia, zaś krainy Światłości od krain Mroku oddziela Gehenna – w tym wypadku najbliższa znaczeniowo byłaby Dolina Hinnom, która będąc wysypiskiem śmieci i miejscem palenia zwłok przestępców stanowiła również granicę miasta Jerozolimy. Co więcej, Mrok zatruwa żywe organizmy, zaś istoty powiązane ze Światłością są w stanie tę truciznę usunąć z ciała człowieka, bądź zwierzęcia. Tym bardziej żałuję, że nie mam możliwości zapoznać się z powieścią, którą mogłabym poddać wnikliwszej analizie.

Co się zaś tyczy pracy, jaką wykonała Akira Norikazu nadając historii nowego kształtu, to niewątpliwie mamy okazję zachwycić się jej zbliżoną do rzeczywistości, wymiarową i staranną kreską. Akty jakimi nas raczy są naprawdę ładne, dokładne, ale niepozbawione smaku, dzięki czemu nawet osoba gustująca w tytułach „soft yaoi” może pozwolić sobie na przeczytanie Neo Arcadii. Nie będę ukrywać, że uwielbiam sposób, w jaki pani Norikazu przedstawia przepełnionych żywym testosteronem seme, zaś sposób obrazowania uke jest naturalny, nie zawiera w sobie przesadnej słodyczy. Bardzo cenię sobie również fakt, iż mangaka nie stroni od rysowania tła, czy to w przypadku wnętrza zamku, czy też pustkowi Gehenny. Mimo często licznych szczegółów kadry, które obserwujemy pozostają subtelne, są idealnie wkomponowane w obraz całości, nie cechuje ich przepych, jak również nie rzucają się w oczy.

W ogólnym rozrachunku, Neo Arcadia to piękna baśń o przeznaczeniu i radości jaką jest miłość, o szaleństwie, które powoduje, o braku zrozumienia ze strony otoczenia i tym, w jaki sposób dopełnia nas samych. To także manga, która z powodzeniem zachęca do bliższego poznania świata stworzonego przez autorkę scenariusza. Podejrzewam, że tytuł ten kryje w sobie o wiele większy potencjał, niż mogłoby się początkowo wydawać. Jeśli kiedyś będę miała okazje przeczytać powieść to zapewniam, że nie omieszkam napisać własnego małego traktatu na jej temat. Tym czasem daję mandze zielone światło i polecam ją każdemu, zaś w szczególności tym, którzy cenią baśniowy klimat traktujący o sile miłości i jej istotnej roli w życiu.

poniedziałek, 4 lutego 2013

Szkarłatny Kwiat - Tomoki Hori



Tytuł: Szkarłatny Kwiat
Tytuł oryginału: Ake Nure Goyou ni Furu Yuki wa / Crimson Snow
Autor:Tomoki Hori
Wydawca: Kotori
Ilość stron: 176
Ocena: -6/6




Szkarłatny Kwiat to lektura zdecydowanie cieńsza, niż wcześniej wydany Keep Out, jednakże równie starannie podana. Porządna, sztywna oprawa ze skrzydełkami nigdy nie przestanie mnie zachwycać i powiem szczerze, że naprawdę warto zapłacić ten „mały majątek” by zobaczyć yaoi w tak znakomitym wydaniu. Co więcej, w dalszym ciągu mamy do czynienia z fantastycznym tłumaczeniem, które zgrabnie wtapia się w opowiadane przez autorkę historie. Mam wrażenie, że pan Tomasz Molski już podbił serca czytelników i plasuje się w ścisłej czołówce tłumaczy uwielbianych przez polskich fanów yaoi. Za te drobne, ale jakże istotne szczególiki, po raz kolejny, z całego serce pragnę podziękować wydawnictwu Kotori.

Co się zaś tyczy samej mangi, Tomoki Hori prezentuje swoim czytelnikom trzy przepiękne historie przyozdobione miłością i doprawione szczyptą pikanterii zawartej w dramacie. Przyodziane w cudowną, lekką i jasną kreskę opowieści stanowią ucztę dla zmysłów. Tło poszczególnych kadrów jest bardzo proste, pozbawione mnogości szczegółów, dzięki czemu najważniejszym elementem każdej strony są starannie przedstawione postaci oraz zawarte w słowach uczucia. Jest to tym istotniejsze, iż w każdej historii możemy doszukiwać się pewnego ukrytego fundamentu na którym je zbudowano.

Tak więc, Szkarłatny Kwiat to tytułowa opowieść, która otwiera tenże tomik i stanowi jego rdzeń. Podzielona niejako na cztery rozdziały prezentuje historię naprawdę piękną i wzruszającą, w przypadku której można pokusić się o nadanie symbolicznej wartości wielu przedstawionym tam obrazom. Najważniejszym z nich jest szkarłatny kwiat rozkwitający na białym śniegu. Czystym, jasnym puchem jest młody, niewinny Yukihiro – syn Mistrza Ceremonii Parzenia Herbaty. Chłopak wydaje się być emanacją tej spokojnej, pięknej ceremonii, która kryje w sobie bogate wnętrze przemyśleń, do których nakłania. Kojąca, cicha biel zostaje jednak splamiona przez gwałtowny, jaskrawy kolor krwi – przez Kazumę, rannego yakuzę, któremu Yukihiro udziela schronienia. Uwięziony pod powierzchnią gładkiego, niewzruszonego lodu, jakim jest mieszkanie u boku młodzieńca, Kazuma ma wiele czasu na myślenie i odkrycie prawdziwej natury piękna.

Od pierwszego wejrzenia to kolejna opowieść, z jaką mamy okazję się zapoznać. Tym razem głównym bohaterem jest odrobinę ciapowaty, krótkowidz, Liam, który z jakiegoś powodu za obiekt obserwacji obrał sobie całkiem przystojnego, choć nieokazującego uczuć Maddoxa. Dziwnym zrządzeniem losu, gdy okulary Liama ulegają zniszczeniu to właśnie Maddox oferuje mu pomoc. A jak nie od dziś wiadomo, to oczy są zwierciadłem duszy, zaś miłość nie w sercu ma swoje miejsce, ale właśnie w oczach.

Trzecią przedstawioną przez autorkę historią jest Zagubiony we mgle. Splata ona ze sobą dwa gorące uczucia, które zachodząc na siebie komplikują życie nieszczęśliwych bohaterów. Podczas pogrzebu ojca Ethan spotyka mężczyznę, którego nie potrafi sobie przypomnieć, a który wydaje mu się bliski. Szok jest tak wilki, że chłopak traci przytomność, zaś opiekujący się nim lekarz zmuszony jest ujawnić przed chłopakiem tajemnicę związaną ze spotkanym na cmentarzu mężczyzną, który pojawia się na fotografiach z czasów dzieciństwa Ethana. Powrót do dawno zapomnianych wspomnień tłumaczy nienawiść syna do ojca, jak również wiele innych uczuć, które dręczyły Ethana od lat. Kim tak naprawdę jest Oliver?

Jak możemy przeczytać na samym końcu, w krótkiej wiadomości od autorki do czytelników: Podstawa yaoi to „na 9 miarek słodyczy jedna goryczy” i tę właśnie zasadę możemy zauważyć w zaprezentowanej nam przez Tomoki Hori mandze. Szkarłatny Kwiat to niewątpliwie dobre wyważenie apetycznych łakoci oraz gorzkiego dramatu, a wszystko wzbogacone zostało o głębię oraz masę przemyśleń, które kształtują bohaterów, czynią ich bardziej ludzkimi, ciekawszymi. O ile sama fabuła nie koniecznie zalicza się do oryginalnych, o tyle właśnie wewnętrzne konflikty i wszechobecne uczucia postaci wyróżniają ten tytuł spośród innych i to one są głównym powodem dla którego warto zapoznać się z tą mangą.

piątek, 5 października 2012

Keep Out - Hirotaka Kisaragi & Yuka Hichiwa




Tytuł: Keep Out
Autor: Hirotaka Kisaragi, Yuka Hichiwa
Wydawca: Kotori
Ilość stron: 256
Ocena: 6/6





Każdy z nas szuka w literaturze, komiksie, czy filmie czegoś innego. Czegoś, co zdoła nas rozbawić, wzruszyć, usatysfakcjonować i porwać, co zapadnie w pamięć, rozleje się balsamem po sercu. Dla jednych będzie to kryminał, dla innych romans, sensacja, czy fantastyka. Nigdy nie możemy oczekiwać, że świat zgodzi się z naszym punktem widzenia bez żadnego „ale”, że nasze zdanie jest zdaniem każdej napotkanej w naszym życiu osoby. Dlatego też postanowiłam spróbować swoich sił w ocenie mangi Keep Out, podzielić się swoim własnymi odczuciami na jej temat. Czytelniku, to od Ciebie zależy, czy zechcesz zagłębić się w świat recenzji naznaczonej moimi upodobaniami, czy pozwolisz bym była Twoim przewodnikiem. Jeśli Twoja odpowiedź brzmi: „tak”, to rozpocznijmy tę podróż na mój koszt.

Fuyuki Taranosuke nie ma lekkiego życia. Pracuje jako ochroniarz w jednej z najlepszych agencji w Stanach, a jego zadaniem jest „niańczenie” wyjątkowo rozlazłego prezesa sporej firmy – Kagamiego. Na domiar złego, jego klient nie potrafi trzymać rąk przy sobie molestując młodego ochroniarza słowem i czynem, ale też wytrwale wyznając swoją miłość. Nie mniej jednak, Kagami nie ogranicza się wyłącznie do pustych słów, ale czynem udowadnia prawdziwość swoich uczuć. Potrafi jednak zepsuć dobre wrażenie w tej samej chwili, w której je wywarł. Motorem napędowym dla dalszej fabuły i uczucia, jakie powoli rozkwita okazuje się wizyta w domu rodzinnym Fuyukiego. Niestety, jak powszechnie wiadomo, nic, co dobre (?) nie trwa wiecznie, toteż także nad naszymi bohaterami zaczynają się zbierać czarne chmury.

Manga przedstawia również drobne, chociaż gorące, epizody z życia szefa agencji ochrony Kadokury i poważnego, nieprzeniknionego Shen Yi – sekretarza Kagamiego. W zależności od sytuacji ich postawa ulega zmianie, co stanowi niejaki kontrast dla głównej dwójki bohaterów, którzy zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym pokazuje swoją prawdziwą twarz.

Keep Out kończy krótkie opowiadanie stanowiące uzupełnienie treści mangi, dzięki czemu czytelnik może zaspokoić swoją ciekawość dotyczącą „Amour du Chocolat” – epizodu pełnego czekoladek i westchnień.

Do mojej słabości względem rozkosznych historii, przyznaję się bez bicia. Keep Out ma jednak w sobie coś więcej niż słodycz i dramat jednostki. To nade wszystko cudowna kreska Hirotaki Kisaragi. Mangaka zachowuje proporcje ludzkiego ciała, dba o szczegóły, a jego postaci są doprawdy piękne. W przypadku rysowanych przez Hirotakę mężczyzn słowa „piękny” i „przystojny” idą ze sobą w parze, pod żadnym pozorem się nie wykluczając. Także jego „chibi” bohaterowie mają w sobie masę uroku i rozczulają ilekroć się na nich patrzy.

A teraz, na temat polskiego wydania słów kilka. Jestem doprawdy bardzo zadowolona ze strony estetycznej mangi. Została ona wydana w formacie (mniej więcej) 130x180 na białym papierze, zaś broszurowa okładka ze skrzydełkami jest naprawdę solidna, co zapobiega jej szybkiemu niszczeniu. W ogólnym rozrachunku, Keep Out jest naprawdę warte swojej ceny i żywię nadzieję, że w przypadku kolejnych mang wydawnictwa Kotori te szczegóły nie ulegną zmianie. Co się zaś tyczy tłumaczenia, bezsprzecznie jest ono łatwe w odbiorze i dopasowane do sytuacji. Zaryzykuję nawet stwierdzenie: „perfekcyjne”. Jako osoba, która w dużej mierze czyta yaoi w języku angielskim (wręcz stworzonym do tego celu) bawiłam się świetnie przy polskim tłumaczeniu – głęboki ukłon w stronę Pana, który wykonał kawał dobrej roboty.

W tym miejscu nikt nie ma chyba wątpliwości, że Keep Out autorstwa Kisaragi Hirotaki i Hichiwa Yuki jest lekturą godną uwagi, wręcz idealną na jesienną depresję. Odrobina nietuczącej słodyczy każdemu poprawi humor i wypełni członki pozytywną energią. To idealna odskocznia od nauki, czy ciężkiej pracy, a także sposób na dobry dzień!