NOWOŚCI NA PÓŁCE: KWIECIEŃ 2015
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kotori. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kotori. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 5 maja 2015
wtorek, 3 lutego 2015
środa, 29 października 2014
Zapowiedź: "Styczniowe duchy" od Katt Lett!
Jeszcze w tym roku Wydawnictwo Kotori wypuści na rynek "Styczniowe duchy" - powieść stylizowaną na light novel polskiej rysowniczki znanej już polskim czytelnikom ze sprzedającego się w szalonym tempie komiksu "Exitus Letalis".
Premiera została zaplanowana na styczeń!
sobota, 20 września 2014
Zapowiedzi: Sword Art Online light novel od Kotori!
Kości zostały rzucone. Po tym, jak wydawnictwo książkowe uczyniło pierwszy krok wydając w naszym kraju light novel, jego śladem poszły wydawnictwa mangowe. I tak oto, niemal przed chwileczką, Wydawnictwo Kotori zdradziło nam tytuł swojej pierwszej light novel. A chodzi o:
SWORD ART ONLINE
Autor: Reki Kawahara
Ilustracje: abec
Ilustracje: abec
piątek, 31 stycznia 2014
Podsumowanie 1/2014
Cóż, jeśli ten miesiąc miałby być zapowiedzią całego roku to stwierdzam, że będzie dla mnie wielkim Dreamsowym szaleństwem, ale jednocześnie zapowiada się ubogo w pozycje książkowe a bogato w mangi.
PRZECZYTANE W STYCZNIU:
Tagi:
Boy 7,
Dreams,
Jaguar,
JPF,
Karneval,
Kobato,
Kotori,
manga,
podsumowanie miesiąca,
Przypływ,
Taiga,
Tamora Pierce,
Walkin' Butterfly,
Waneko
poniedziałek, 27 stycznia 2014
Lalkarz: Zjednoczenie - Katarzyna Lisowska
Tytuł: Lalkarz: Zjednoczenie
Autor: Katarzyna Lisowska
Wydawca: Kotori
Ilość stron: 364
Ocena: 6/6
piątek, 8 listopada 2013
Zakochany tyran vol. 3 - Hinako Takanaga
Tytuł: Zakochany tyran vol. 3
Autor: Hinako Takanaga
Wydawca: Kotori
Ilość stron: 178
Ocena: 5+/6
Jak wiele szkód może wyrządzić jedna przesyłka, która dociera pod niewłaściwy adres? Do czego potrafi posunąć się znudzony delegacją biznesmen? Jak wiele może wydarzyć się w zaledwie trzy dni? I co to wszystko oznacza dla nieświadomego niczego chłopaka, który zauważa dziwne zachowanie swojego kochanka?
Odpowiedzi na te i inne pytania znajdziecie w trzecim tomie „Zakochanego tyrana”.
Kiedy Souichi Tatsumi i jego młodsza siostra otrzymują przesyłkę ze Stanów jej otwieraniu towarzyszy uczucie ciekawości i pełnego euforii wyczekiwania ze strony dziewczynki, z kolei odkrycie zawartości niesie ze sobą zawód i zaskoczenie, które mają się jednak nijak do reakcji młodego doktoranta na „treść” dołączonego do paczki listu. Nic to, iż pomyłka jest ewidentna, zaś kopertę zaadresowano do Taichirou Isogai. Tatsumi i tak dobiera się do niej, co owocuje u niego żądzą mordu i serią niefortunnych zdarzeń. Tak się, bowiem składa, iż pragnąć odzyskać swoją przesyłkę oraz wykonując małe zadanko dla Kurokawy, Isogai zupełnie przypadkowo staje się świadkiem niezwykle interesującej sceny, do której dochodzi pomiędzy Morinagą, a Tatsumim. To niespodziewane odkrycie budzi w mężczyźnie prawdziwie wrednego demona i podłego szantażystę, który mając haczyk na Souichiego postanawia w pełni wykorzystać swoją przewagę. Sprawę dodatkowo ułatwia mu trzydniowa nieobecność Morinagi, który nieświadomy konsekwencji swoich ostatnich poczynań wyjeżdża na konferencję.
Jak sama autorka zauważyła w posłowiu, poprzedniemu tomowi „Zakochanego tyrana” towarzyszyło zdecydowanie więcej powagi, zaś historia była cięższa, doprawiona odrobiną dramatu i bolesnej przeszłości. Nic więc dziwnego, że tym razem mamy do czynienia z częścią nastawioną w pełni na komedię, która kręcąc się wokół Tatsumiego przypomina nam o jego absurdalnej homofobii oraz okropnym charakterze. Zadziwiające, że te dwie negatywne cechy potrafią w jakiś magiczny sposób dodać mandze humoru, zaś w połączeniu z uczuciem do Morinagi nawet słodyczy. Zresztą, czy naprawdę jest się czemu dziwić, kiedy ma się do czynienia z poważnym i pełnym złości upartym osłem, który zostaje postawiony w sytuacji zawstydzającej, a nawet poniżającej? Souichi bez wątpienia nie należy do osób rozrywkowych i potrafiących się dobrze bawić, więc zestawienie go z jego żądnym karaoke przeciwieństwem po prostu musi wywołać uśmiech na twarzy czytelnika. Co więcej, Isogai jest zwyczajnie bezbłędny we wszystkim, co robi, toteż stanowi dla tego tomu bezcenny element humorystyczny i napędowy.
Dzięki temu mało chwalebnemu dla Tatsumiego epizodowi zauważamy wyraźnie, iż nasz „młody gniewny” jest nie tylko nerwusem, sadystą, egoistą i niebezpiecznym dla otoczenia słodziakiem, ale także osobą, którą bardzo łatwo manipulować. O ile w przypadku Morinagi w grę wchodzi nie tylko szantaż, ale także uczucia, o tyle Isogai zdobywa władzę nad Souichim wyłącznie dzięki nieczystym zagraniom. Jasne, motywy, jakimi kierował się rozrywkowy biznesmen były stosunkowo niewinne, jednakże to nie o nich myślał początkowo doktorant. Należy także wziąć pod uwagę fakt, iż Tatsumi rzadko działa rozważnie i zazwyczaj trzyma się kurczowo jednego postanowienia nie dopuszczając do siebie innych prawd, czy rozwiązań. Jest więc tak nieskomplikowany w swoim sposobie myślenia, że grzechem byłoby tego nie wykorzystać. W takiej sytuacji wodzenie go za nos jest dziecinnie proste i pewnie jeszcze nie raz napsuje naszym bohaterom krwi.
Całkiem interesującym motywem tego tomu jest zazdrość Morinagi, wypływająca z jego niepewności. W końcu nawet słysząc kompromitującą jego kochanka rozmowę nie jest do końca pewny, w jaki sposób powinien ją rozumieć. Chociaż zżerany od środka wątpliwościami, pytaniami i masą dwuznaczności, nie przystępuje od razu do robienia scen, ale stara się w pierwszej kolejności wyjaśnić sytuację. Niestety, nie na wiele się mu to zdaje, gdyż wystarcza słowo „szantaż” by ugodzić go w sam środek otwartej rany, przez co w konsekwencji traci nad sobą panowanie i dopuszcza do siebie myśli o ewentualnych miłosnych ekscesach swojego partnera. Tatsumi nie jest przecież osobą, która chętnie rozwiewałaby wątpliwości i dzieliła wyznaniami, a jego humorki potrafiłyby zachwiać pewnością każdego.
I w ten oto sposób docieramy do najistotniejszego elementu trzeciego tomu „Zakochanego tyrana” – małego kroku dla ludzkości, ale wielkiego dla Tatsumiego. Albowiem intryga tej części kończy się swoistym drobnym wyznaniem, którego niewielu czytelników mogło się spodziewać, a które uszczęśliwia Morinagę. Widać nawet nasz homofob powoli zaczyna zdawać sobie sprawę ze swoich uczuć i powoli otwiera się na to, co nieuniknione. Naturalnie, nie ma co liczyć na nagłe, gwałtowne zmiany, ale przecież właśnie to stanowi o wielkości tej serii – choć ciało bezwstydnie otwiera się na miłość to dusza i wola nadal walczą stawiając zaciekły opór.
Podsumowując, Hinako Takanaga uraczyła nas kolejnym naprawdę dobrym tomem „Zakochanego tyrana”, który zdobywa serca humorem oraz sporą dawką zawstydzenia w wykonaniu wyjątkowo rozkosznego w tej części Tatsumiego. Co więcej, mangaka zaczyna machać przed nosem czytelnika marchewką, którą niewątpliwie jest coraz większa świadomość uczuć odczuwanych przez Souichiego. Wprawdzie mężczyzna nie przestaje terroryzować partnera, ale i tak wznosi się na wyżyny swoich miłosnych możliwości i ewidentnie ulega czarowi zakochanego w nim chłopaka. Zdecydowanie ma się ochotę czytać dalej!
Odpowiedzi na te i inne pytania znajdziecie w trzecim tomie „Zakochanego tyrana”.
Kiedy Souichi Tatsumi i jego młodsza siostra otrzymują przesyłkę ze Stanów jej otwieraniu towarzyszy uczucie ciekawości i pełnego euforii wyczekiwania ze strony dziewczynki, z kolei odkrycie zawartości niesie ze sobą zawód i zaskoczenie, które mają się jednak nijak do reakcji młodego doktoranta na „treść” dołączonego do paczki listu. Nic to, iż pomyłka jest ewidentna, zaś kopertę zaadresowano do Taichirou Isogai. Tatsumi i tak dobiera się do niej, co owocuje u niego żądzą mordu i serią niefortunnych zdarzeń. Tak się, bowiem składa, iż pragnąć odzyskać swoją przesyłkę oraz wykonując małe zadanko dla Kurokawy, Isogai zupełnie przypadkowo staje się świadkiem niezwykle interesującej sceny, do której dochodzi pomiędzy Morinagą, a Tatsumim. To niespodziewane odkrycie budzi w mężczyźnie prawdziwie wrednego demona i podłego szantażystę, który mając haczyk na Souichiego postanawia w pełni wykorzystać swoją przewagę. Sprawę dodatkowo ułatwia mu trzydniowa nieobecność Morinagi, który nieświadomy konsekwencji swoich ostatnich poczynań wyjeżdża na konferencję.
Jak sama autorka zauważyła w posłowiu, poprzedniemu tomowi „Zakochanego tyrana” towarzyszyło zdecydowanie więcej powagi, zaś historia była cięższa, doprawiona odrobiną dramatu i bolesnej przeszłości. Nic więc dziwnego, że tym razem mamy do czynienia z częścią nastawioną w pełni na komedię, która kręcąc się wokół Tatsumiego przypomina nam o jego absurdalnej homofobii oraz okropnym charakterze. Zadziwiające, że te dwie negatywne cechy potrafią w jakiś magiczny sposób dodać mandze humoru, zaś w połączeniu z uczuciem do Morinagi nawet słodyczy. Zresztą, czy naprawdę jest się czemu dziwić, kiedy ma się do czynienia z poważnym i pełnym złości upartym osłem, który zostaje postawiony w sytuacji zawstydzającej, a nawet poniżającej? Souichi bez wątpienia nie należy do osób rozrywkowych i potrafiących się dobrze bawić, więc zestawienie go z jego żądnym karaoke przeciwieństwem po prostu musi wywołać uśmiech na twarzy czytelnika. Co więcej, Isogai jest zwyczajnie bezbłędny we wszystkim, co robi, toteż stanowi dla tego tomu bezcenny element humorystyczny i napędowy.
Dzięki temu mało chwalebnemu dla Tatsumiego epizodowi zauważamy wyraźnie, iż nasz „młody gniewny” jest nie tylko nerwusem, sadystą, egoistą i niebezpiecznym dla otoczenia słodziakiem, ale także osobą, którą bardzo łatwo manipulować. O ile w przypadku Morinagi w grę wchodzi nie tylko szantaż, ale także uczucia, o tyle Isogai zdobywa władzę nad Souichim wyłącznie dzięki nieczystym zagraniom. Jasne, motywy, jakimi kierował się rozrywkowy biznesmen były stosunkowo niewinne, jednakże to nie o nich myślał początkowo doktorant. Należy także wziąć pod uwagę fakt, iż Tatsumi rzadko działa rozważnie i zazwyczaj trzyma się kurczowo jednego postanowienia nie dopuszczając do siebie innych prawd, czy rozwiązań. Jest więc tak nieskomplikowany w swoim sposobie myślenia, że grzechem byłoby tego nie wykorzystać. W takiej sytuacji wodzenie go za nos jest dziecinnie proste i pewnie jeszcze nie raz napsuje naszym bohaterom krwi.
Całkiem interesującym motywem tego tomu jest zazdrość Morinagi, wypływająca z jego niepewności. W końcu nawet słysząc kompromitującą jego kochanka rozmowę nie jest do końca pewny, w jaki sposób powinien ją rozumieć. Chociaż zżerany od środka wątpliwościami, pytaniami i masą dwuznaczności, nie przystępuje od razu do robienia scen, ale stara się w pierwszej kolejności wyjaśnić sytuację. Niestety, nie na wiele się mu to zdaje, gdyż wystarcza słowo „szantaż” by ugodzić go w sam środek otwartej rany, przez co w konsekwencji traci nad sobą panowanie i dopuszcza do siebie myśli o ewentualnych miłosnych ekscesach swojego partnera. Tatsumi nie jest przecież osobą, która chętnie rozwiewałaby wątpliwości i dzieliła wyznaniami, a jego humorki potrafiłyby zachwiać pewnością każdego.
I w ten oto sposób docieramy do najistotniejszego elementu trzeciego tomu „Zakochanego tyrana” – małego kroku dla ludzkości, ale wielkiego dla Tatsumiego. Albowiem intryga tej części kończy się swoistym drobnym wyznaniem, którego niewielu czytelników mogło się spodziewać, a które uszczęśliwia Morinagę. Widać nawet nasz homofob powoli zaczyna zdawać sobie sprawę ze swoich uczuć i powoli otwiera się na to, co nieuniknione. Naturalnie, nie ma co liczyć na nagłe, gwałtowne zmiany, ale przecież właśnie to stanowi o wielkości tej serii – choć ciało bezwstydnie otwiera się na miłość to dusza i wola nadal walczą stawiając zaciekły opór.
Podsumowując, Hinako Takanaga uraczyła nas kolejnym naprawdę dobrym tomem „Zakochanego tyrana”, który zdobywa serca humorem oraz sporą dawką zawstydzenia w wykonaniu wyjątkowo rozkosznego w tej części Tatsumiego. Co więcej, mangaka zaczyna machać przed nosem czytelnika marchewką, którą niewątpliwie jest coraz większa świadomość uczuć odczuwanych przez Souichiego. Wprawdzie mężczyzna nie przestaje terroryzować partnera, ale i tak wznosi się na wyżyny swoich miłosnych możliwości i ewidentnie ulega czarowi zakochanego w nim chłopaka. Zdecydowanie ma się ochotę czytać dalej!
sobota, 31 sierpnia 2013
Zakochany Tyran vol. 2 - Hinako Takanaga
Tytuł: Zakochany Tyran vol. 2
Autor:Hinako Takanaga
Wydawca: Kotori
Ilość stron:
Ocena: 5+/6
Zanim zamarzy się Wam wielka, namiętna miłość z kwiatkami w tle i motylkami w brzuchu, pomyślcie dwa razy, w co się pakujecie. Tak się bowiem składa, że nie ma nic bardziej skomplikowanego niż uczucia, zaś nieodwzajemniona namiętność może okazać się najmniejszym problemem ludzkości. Prawdziwa droga przez mękę rozpoczyna się w chwili, kiedy wszystko powinno się pięknie układać, a zamiast tego zwyczajnie bierze w łeb. Nie trzeba rodzić się pod „szczęśliwą” gwiazdą, by życie wyszczerzyło się do nas w szczerbatym uśmiechu.
Kiedy ma się do czynienia z upartym osłem, bajka kończy się jeszcze zanim na dobre się zacznie, a Tetsuhiro Morinaga przekonał się o tym na własnej skórze. Jasne, nikt nie mówił, że będzie łatwo, ale żeby miało być aż tak źle? Od ostatniego zbliżenia z ukochanym minęły dwa długie, pełne frustracji miesiące, podczas których Tatsumi ani trochę nie zmienił swojego brutalnego podejścia do zakochanego w nim chłopaka. Mało tego, seksualny post był po prostu sprawdzianem wytrzymałości, który miał uregulować częstotliwość odbywanych stosunków. I tak, raz na dwa miesiące, a więc sześć razy w roku, Morinaga może dobrać się do tyłka swojego ukochanego. Jak łatwo się domyślić, w tym przypadku bez zaciekłych negocjacji się nie obejdzie. To jednak zaledwie wierzchołek góry lodowej, na jaką składają się problemy młodego studenta, albowiem rodzina, a wraz z nią bolesna przeszłość, upominają się o niego z całą stanowczością, zaś skrywane od lat sekrety w końcu ujrzą światło dzienne.
W drugim tomie „Zakochanego Tyrana” Hinako Takanaga zdecydowanie zmienia proporcje składników, z których tworzy swoją mangę. Tym razem czytelnik ma okazję zmierzyć się z pewną dawką dramatu, który towarzyszy przeszłości Tetsuhiro. Nie zabraknie tu odrobiny wszystkiego, a więc wspomnień: pierwszej miłości, dwóch złamanych serc, miłosnego substytutu starszego brata, a ostatecznie także próby samobójczej. Wszystko to łączy się z niesprawiedliwym osądem, raniącymi plotkami i koniecznością zachowania tajemnicy, co odbija się na naszym głównym bohaterze, który, jak przystało na nieskomplikowanego poczciwinę, szlachetnie wziął wszystko na siebie. Morinaga najpewniej nigdy nie zdobyłby się na szczerość z bratem i zrzucenie z barków ciężaru, gdyby nie ognisty temperament i długi jęzor Tatsumiego. Tak oto, w rolę obrońcy uciśnionych wciela się istny diabeł.
Niemniej jednak, mimo ogólnej powagi sytuacji, autorka pozwala nam liznąć odrobiny humoru, który łagodzi dramatyczne sceny, rozładowuje napięcie, jak również doprawia relacje między Tatsumim, a Morinagą. Przecież ciężko wyobrazić sobie scenę, w której od początku do samego końca między tą dwójką panowałaby niczym niezmącona powaga i której nie kończyłaby chociażby mała próba molestowania opierającego się mężczyzny. Zresztą, nie sposób opanować uśmiechu, kiedy ma się do czynienia z wypierającym się wszystkiego, co z homoseksualizmem związane Tatsumim – nie ważne, czy chodzi o przyjemność, czy o uczucia. Jego „nie” to „nie” ostateczne, a jeśli ulega to wyłącznie pod wpływem przeważającej siły Morinagi, czy też szantażu, w co naturalnie wierzy wyłącznie on sam.
Autorka wzięła także pod lupę naturę związku tej niecodziennej pary. W końcu, Tatsumi niewątpliwie czuje coś względem Morinagi, choć owo „coś” cały czas wymyka się świadomości głównego zainteresowanego. Nie zapomnijmy wspomnieć o zazdrości, która wydaje się męczyć upartego doktoranta, a która pojawia się przy okazji wspomnień pierwszej miłości Tetsuhiro. Niemniej jednak, jak utrzymuje Tatsumi, nie są oni ani parą, ani tym bardziej seks-przyjaciółmi. A więc kim dla siebie są? Strach pomyśleć, co jeszcze wymyśli znajdujący się w homoseksualnym związku homofob.
Tak więc, drugi tom „Zakochanego Tyrana” rzuci trochę światła na relacje rodzinne Tetsuhiro, pozwoli nam poznać jego przeszłość, jak również umożliwi nam dostrzeżenie tej lepszej strony Tatsumiego. Nasz obraz bohaterów staje się więc z każdą chwilą pełniejszy, powoli możemy wyrobić sobie na ich temat jakieś zdanie, a co więcej, nuda na pewno nam nie grozi. Jeśli po jakąś mangę naprawdę warto sięgnąć, to niewątpliwie jest nią „Zakochany Tyran”.
Kiedy ma się do czynienia z upartym osłem, bajka kończy się jeszcze zanim na dobre się zacznie, a Tetsuhiro Morinaga przekonał się o tym na własnej skórze. Jasne, nikt nie mówił, że będzie łatwo, ale żeby miało być aż tak źle? Od ostatniego zbliżenia z ukochanym minęły dwa długie, pełne frustracji miesiące, podczas których Tatsumi ani trochę nie zmienił swojego brutalnego podejścia do zakochanego w nim chłopaka. Mało tego, seksualny post był po prostu sprawdzianem wytrzymałości, który miał uregulować częstotliwość odbywanych stosunków. I tak, raz na dwa miesiące, a więc sześć razy w roku, Morinaga może dobrać się do tyłka swojego ukochanego. Jak łatwo się domyślić, w tym przypadku bez zaciekłych negocjacji się nie obejdzie. To jednak zaledwie wierzchołek góry lodowej, na jaką składają się problemy młodego studenta, albowiem rodzina, a wraz z nią bolesna przeszłość, upominają się o niego z całą stanowczością, zaś skrywane od lat sekrety w końcu ujrzą światło dzienne.
W drugim tomie „Zakochanego Tyrana” Hinako Takanaga zdecydowanie zmienia proporcje składników, z których tworzy swoją mangę. Tym razem czytelnik ma okazję zmierzyć się z pewną dawką dramatu, który towarzyszy przeszłości Tetsuhiro. Nie zabraknie tu odrobiny wszystkiego, a więc wspomnień: pierwszej miłości, dwóch złamanych serc, miłosnego substytutu starszego brata, a ostatecznie także próby samobójczej. Wszystko to łączy się z niesprawiedliwym osądem, raniącymi plotkami i koniecznością zachowania tajemnicy, co odbija się na naszym głównym bohaterze, który, jak przystało na nieskomplikowanego poczciwinę, szlachetnie wziął wszystko na siebie. Morinaga najpewniej nigdy nie zdobyłby się na szczerość z bratem i zrzucenie z barków ciężaru, gdyby nie ognisty temperament i długi jęzor Tatsumiego. Tak oto, w rolę obrońcy uciśnionych wciela się istny diabeł.
Niemniej jednak, mimo ogólnej powagi sytuacji, autorka pozwala nam liznąć odrobiny humoru, który łagodzi dramatyczne sceny, rozładowuje napięcie, jak również doprawia relacje między Tatsumim, a Morinagą. Przecież ciężko wyobrazić sobie scenę, w której od początku do samego końca między tą dwójką panowałaby niczym niezmącona powaga i której nie kończyłaby chociażby mała próba molestowania opierającego się mężczyzny. Zresztą, nie sposób opanować uśmiechu, kiedy ma się do czynienia z wypierającym się wszystkiego, co z homoseksualizmem związane Tatsumim – nie ważne, czy chodzi o przyjemność, czy o uczucia. Jego „nie” to „nie” ostateczne, a jeśli ulega to wyłącznie pod wpływem przeważającej siły Morinagi, czy też szantażu, w co naturalnie wierzy wyłącznie on sam.
Autorka wzięła także pod lupę naturę związku tej niecodziennej pary. W końcu, Tatsumi niewątpliwie czuje coś względem Morinagi, choć owo „coś” cały czas wymyka się świadomości głównego zainteresowanego. Nie zapomnijmy wspomnieć o zazdrości, która wydaje się męczyć upartego doktoranta, a która pojawia się przy okazji wspomnień pierwszej miłości Tetsuhiro. Niemniej jednak, jak utrzymuje Tatsumi, nie są oni ani parą, ani tym bardziej seks-przyjaciółmi. A więc kim dla siebie są? Strach pomyśleć, co jeszcze wymyśli znajdujący się w homoseksualnym związku homofob.
Tak więc, drugi tom „Zakochanego Tyrana” rzuci trochę światła na relacje rodzinne Tetsuhiro, pozwoli nam poznać jego przeszłość, jak również umożliwi nam dostrzeżenie tej lepszej strony Tatsumiego. Nasz obraz bohaterów staje się więc z każdą chwilą pełniejszy, powoli możemy wyrobić sobie na ich temat jakieś zdanie, a co więcej, nuda na pewno nam nie grozi. Jeśli po jakąś mangę naprawdę warto sięgnąć, to niewątpliwie jest nią „Zakochany Tyran”.
Recenzja dla portalu Upadli.pl
niedziela, 23 czerwca 2013
Zakochany Tyran vol. 1 - Hinako Takanaga
Tytuł: Zakochany Tyran vol. 1
Autor: Hinako Takanaga
Wydawca: Kotori
Ilość stron: 178
Ocena: 5/6
Tetsuhiro Morinaga studiuje na pierwszym roku Wydziału Rolnictwa, prowadzi badania pod czujnym okiem atrakcyjnego doktoranta, w którym jest beznadziejnie zakochany, i boryka się z nie lada problemem. Albowiem Souichi Tatsumi to zaciekły homofob, który uczynił z Morinagi swój worek treningowy ignorując całkowicie wyznanie miłosne z przeszłości. Tym samym Tatsumi wystawia swojego adoratora na ciężkie próby bez przerwy manifestując swoją nienawiść do gejów, jak również trzymając się blisko młodego mężczyzny, który od lat darzy go gorącym uczuciem. Nieodwzajemnione uczucie nie byłoby może takie złe, gdyby nie fakt, iż wszystko zaczyna się poważnie komplikować, gdy jeden z przyjaciół Morinagi ofiarowuje mu w prezencie cudowny specyfik mający pobudzić niedostępnego homofoba. Naturalnie student nie planuje w taki sposób podchodzić miłości swojego życia! Niestety, podczas alkoholowej libacji w ręce Tatsumiego wpada niesławna buteleczka...
Zakochany Tyran na pewno stanowi jeden z najbardziej znanych tytułów Hinako Takanagi, za sprawą dwuczęściowego OVA, które powstało w 2010 roku. Nie mniej jednak, nie jest to pierwsza manga, w której pojawia się postać Morinagi oraz Tatsumiego, albowiem Zakochany Tyran stanowi sequel do wcześniejszej mangi autorki zatytułowanej Challengers. Czytelnik nie musi się jednak martwić nieznajomością wcześniej wydanego tytułu, jako że autorka robi wszystko, co w jej mocy byśmy nie odczuli z tego powodu dyskomfortu i niewątpliwie spisała się znakomicie.
Historia opowiedziana w Zakochanym Tyranie stanowi kawałek naprawdę interesującej lektury, jako że nie często mamy okazję zapoznać się z tytułem, który w jakimkolwiek stopniu porusza temat homofobii. Oczywiście, w przypadku tej mangi problem został zaledwie liźnięty i potraktowany z przymrużeniem oka, dzięki czemu bawi i komplikuje życie Morinagi, nie mniej jednak, jest obecny i przybliża czytelnikowi postać Tatsumiego, który stanowi interesujący przedmiot badań psychologicznych. Co więcej, właśnie dzięki temu niecodziennemu elementowi, fabułę pierwszego tomu można porównać do fal rozbijających się o wysoki, piaszczysty klif, gdzie morzem jest uczucie Morinagi, zaś klifem – homofobia.
Należy zauważyć, iż bohaterowie tej mangi są budowani na wielu płaszczyznach, w szczególności zaś fizycznej oraz psychologicznej. W tym tomie zauważamy wyraźny zarys psychiki postaci, ich wewnętrzną walkę, zetknięcie się tego, co uzewnętrznione z tym, co ukryte w podświadomości. Najlepszym przykładem jest Tatsumi, który mimo swojej nienawiści względem homoseksualistów nie odsuwa od siebie Morinagi, ale co więcej, wydaje się do niego przywiązany. Jak widać ludzkie poglądy nie mogą zostać do końca sprecyzowane, póki nie zostaną wstawione na próbę. Albowiem nie możemy mieć pewności, jak zareagujemy w sytuacji ekstremalnej i właśnie ten fenomen uwidoczniony zostaje przez Hinako Takanagę w Zakochanym Tyranie. Co się zaś tyczy Morinagi, czytelnik może zaobserwować dwa oblicza jego natury – pozornie niewinny, naiwny chłopak okazuje się wulkanem seksualnej frustracji, jego cicha, spokojna miłość okazuje się o wiele gwałtowniejsza, niż się wydawało, zaś nad jego ciałem nie sposób całkowicie zapanować.
Pod względem kreski, w Zakochanym Tyranie Hinako Takanaga nie odbiega od stylu znanego z innych jej mang. Rysunki są delikatne, jasne, miłe dla oka i staranne. Nie mniej jednak, manga jest mocniejsza, niż znany polskiemu czytelnikowi Croquis, co przekłada się na sceny łóżkowe. Cóż, nie doświadczymy tu na pewno widoku wyraźnych męskich atrybutów, jednakże wymowność pojedynczych kadrów jest niezaprzeczalna, co w pewnym stopniu rekompensuje brak szczegółów.
Reasumując, Zakochany Tyran to naprawdę dobry tytuł, który plasuje się pomiędzy delikatnym, a ostrym yaoi i tym samym można polecić go większości czytelników. Manga ta zaspokoi zarówno poszukiwaczy wrażeń seksualnych, tych, dla których najistotniejsza jest kreska, jak również osoby zainteresowane bardziej psychologicznym aspektem tego rodzaju tytułów. Moim zdaniem Zakochany Tyran powinien stać się cennym elementem każdej yaoicowej biblioteczki. Moja już czeka na kolejne tomy.
sobota, 27 kwietnia 2013
Lalkarz. Odrzucenie - Katarzyna Lisowska
Tytuł: Lalkarz. Odrzucenie
Autor: Katarzyna Lisowska
Wydawca: Kotori
Ilość stron: 346
Ocena: 6/6
Za każdym razem, kiedy Wydawnictwo
Kotori wypuszcza na rynek nowy tytuł miękną mi kolana, a serce
bije zdecydowanie szybciej. Tym razem w moje ręce trafiło kolejne
dzieło sztuki, które, jak wyborne wino, cieszy wszystkie zmysły.
Lalkarz. Odrzucenie kusi, bowiem czytelnika naprawdę
hipnotyzującą grafiką Aleksandry Zapotocznej, obiecującą liczbą
stron oraz wyjątkową historią Katarzyny „Eo” Lisowskiej.
Panie, Panowie, polska fantastyka właśnie znalazła godnego
reprezentanta! To, co oferuje swoim czytelnikom autorka jest po
prostu niesamowite i uzależniające. Powieść łączy w sobie
najlepsze cechy gatunku, zawiera nutę czegoś nowego, zaś
pikanterii dodaje wątek yaoi. Ja jestem po prostu zachwycona!
Reza to dziecko zrodzone z nietypowego
połączenia ludzkiej kobiety oraz samca reptilianów – Lordów
Wody. Chociaż młody mieszaniec posiada cechy obu gatunków to
jednak jego aparycja zbliżona jest przede wszystkim do pradawnych,
potężnych istot zamieszkujących lasy. Chłopak wychowuje się pod
czujnym okiem wiedźmowatej znachorki, która zastępuje mu całą
rodzinę i na swój sposób troszczy się o swojego podopiecznego.
Niestety, kobieta starzeje się jak każdy normalny człowiek, co
ostatecznie zmusza Rezę do opuszczenia bezpiecznego domu i
wyruszania w podróż mającą na celu zdobycie ziół niezbędnych
do utrzymania staruszki przy życiu. Teoretycznie przedsięwzięcie
to powinno się udać i zająć zaledwie kilka dni, lecz w praktyce
wszystko poszło nie tak. Dzika część natury mieszańca poznała,
czym jest wolność, zasmakowała w niej, zaś skutki tego okazały
się opłakane.
W tym samym czasie Lord Ognia, Behaar
ma swoje własne problemy, z którymi musi sobie radzić. Nad ifrytem
ciąży, bowiem groźba dotkliwej kary za spółkowanie z kobietą
Pierwszego, najważniejszej osobistości pośród Lordów Ognia, zaś
samice należące do jego rasy są uprowadzane jedna po drugiej.
Sytuacja komplikuje się z każdą chwilą i nic nie zapowiada
szybkiej poprawy.
Tylko w przypadku Czarnego Dżina –
Sagi – wszystko zdaje się układać całkiem dobrze. Jego armia
marionetek rośnie, a on znalazł doskonały sposób by przejąć
kontrolę nad innymi Lordami Ziemi. Niczym wielki pająk tka swoją
sieć intryg wykorzystując każdy rodzaj przewagi nad przeciwnikiem.
Czy naprawdę zdoła zrealizować swój plan? Czy zdobędzie
wszystkie niezbędne pionki by pokierować nimi według swoich
upodobań? Przekonamy się.
Już na samym początku powieści,
Lalkarz. Odrzucenie charakteryzuje się naprawdę znakomitym
stylem autorki oraz niebanalnym doborem bohaterów. Od pierwszych
stron zostajemy wciągnięci do niezwykle intrygującego świata,
który otacza nas ciasnym kokonem i nie pozwala na jego opuszczenie.
Zahipnotyzowani starannie tworzonym uniwersum stajemy się od niego
zależni, a ciekawość rośnie z każdą przeczytaną stroną.
Katarzyna Lisowska stworzyła całą mitologię oraz historię
swojego świata, powoli zapoznając czytelników z wydarzeniami,
jakie miały miejsce w przeszłości, prezentując podstawowe filary,
na których opiera się stworzona przez nią historia. Tu wszystko ma
swoje miejsce, swój sens i wewnętrzną magię, która przenika
karty powieści oddziałując na czytelnika. Co więcej, powieść
jest niezwykle barwna i toczy się na wielu płaszczyznach, a każdy
wątek jest nierozerwalnie związany z główną fabułą, dzięki
czemu akcja staje się jeszcze ciekawsza, zaś rozwinięcie intrygi
niełatwe do przewidzenia.
Równie istotnym elementem powieści są
bohaterowie, których w Lalkarzu nie brakuje. Autorka tworzy
ich bardzo starannie, dopieszcza, nadaje im głębi i charakteru.
Każdy z nich zapada w pamięć, jak również jest w stanie dotrzeć
do serca czytelnika. Nie ważne czy chodzi o naiwnego i na swój
sposób niewinnego Rezę, czy o spaczonego intryganta, jakim jest
Saga. Nawet postaci poboczne mają w sobie coś elektryzującego, co
nie pozwala przejść obok obojętnie. Albowiem każdy pojawiający
się w powieści bohater posiada duszę, którą można wyczuć
podczas lektury, każdym kierują jakieś idee, uczucia, marzenia.
Oni po prostu żyją.
Co więcej, autorka w bardzo rozległy
sposób ukazuje mnogość uczuć potrafiących wypełniać żywą
istotę. Miłość, żądza, zapomnienie, nienawiść, niepewność,
strach… Chyba nie ma emocji, której nie moglibyśmy odnaleźć na
kartach tej powieści. One unoszą się w powietrzu, kryją w
ciemnych zakamarkach duszy, przychodzą i odchodzą, są w
nieustannym ruchu niczym cząsteczki powietrza. To także one
sprawiają, iż nie sposób odgadnąć, co czeka nas na samym końcu
powieści, nie wspominając o kolejnym tomie.
W książce nie zabrakło także
wewnętrznych konfliktów, które zdają się targać większością
bohaterów. Czytelnik widzi nieustannie toczącą się wojnę między
gwałtownością złych intencji, a delikatnością wypływającą z
uczuciowości. Zew natury przyzywa krwiożerczą bestię drzemiącą
gdzieś wewnątrz Rezy, a gdy ona się budzi ludzki pierwiastek
chłopaka zostaje zamknięty gdzieś głęboko w jego podświadomości.
Spaczone usposobienie Sagi dominuje nad sentymentami kryjącymi się
w przeszłości, w dawnej miłości, a jednak między nim, a jego
jeleniem istnieje swoisty rodzaj ciepłej, czystej przyjaźni. W
przypadku Corta z jednej strony rozsądek i pożądanie toczą
bezustanną walkę, zaś z drugiej pojawia się konflikt między
chęcią odpokutowania dawnych przewin za wszelką cenę, a
zwyczajnym człowieczeństwem i zdrowym rozsądkiem.
I w końcu, najistotniejsze chyba
zagadnienie, jakie nasuwa się w przypadku tej powieści: W którym
miejscu kończy się domena natury, a zaczyna spaczenie? Czy doszło
do niego, gdy Ślepiec stworzył ludzi? A może to krzyżowanie się
ras stanowi zachwianie równowagi? Czy wszelkie formy inności są
sprzeczne z naturą? Pytania, pytania, pytania…
Reasumując, Lalkarz. Odrzucenie
to książka fenomenalna, która naprawdę zasługuje na uznanie. Ja
dla tej powieści straciłam głowę i z niecierpliwością wyczekuję
kolejnego tomu. Nie oszukujmy się, Katarzyna Lisowska wykazała się
nie lada umiejętnościami skoro zdołała owinąć sobie czytelnika
wokół palca. Jej dziełu niczego nie brakuje, jest kompletne i
naprawdę profesjonalne, a co najważniejsze, posiada „to coś”,
którego zazwyczaj poszukuje się w książkach.
Eo, dla mnie jesteś królową
polskiego fantasy!
niedziela, 10 lutego 2013
Pieśń dla Feniksa - Danuta Miklaszewska
Tytuł: Pieśń dla Feniksa
Autor: Danuta Miklaszewska
Wydawca: Kotori
Ilość stron: 333
Ocena: 6/6
Kryzys finansowy wstrząsnął całym
światem, największe potęgi zmuszone są zaciągać pożyczki,
chcąc nadal istnieć na arenie międzynarodowej. Tylko najbardziej
niezależne kraje rosną w siłę i są w stanie samodzielnie zadbać
o swój los. By wzmocnić swoją pozycję wiele państw powróciło
do korzeni szukając rozwiązania w monarchii absolutnej. W nowym
świecie na drodze dyplomacji Chiny i Rosja walczą o dominację,
podczas gdy w łóżku zakochany po uszy książę, przyszły cesarz,
ustępuje nie mniej zakochanemu carowi. Obaj zdają sobie sprawę z
tego, iż ich związek nie może trwać wiecznie, jednak nie łatwo
zapomnieć o tak wielkim i namiętnym uczuciu. Niepocieszony Shen Li
wraca do rodzinnych Chin, gdzie przyjmuje imię Niebiańskiego
Feniksa i zasiada na tronie, jako nowy cesarz. Depresja
czyni jednak władcę słabym, nocami dręczą go koszmary, zaś cały
dwór zdaje sobie sprawę z tego, że nie na takiego cesarza czekano.
Utrata ukochanego i ogólny zawód to jednak nie jedyne problemy
młodego Feniksa. Podczas, gdy on popada w coraz głębszą depresję
dręczony lękami o swoje bezpieczeństwo, znajdując się na granicy
paranoi, z Japonii napływa prowokacyjna wiadomość mająca na celu
wywołanie wojny między tymi na pozór sprzymierzonymi ze sobą
państwami. Kto stoi za nagłym pogorszeniem się stosunków między
Chinami, a Japonią? Czy odwieczny rywal cesarza, Xiah Changmin,
planuje przekręt mający na celu obalenie Feniksa? A może młody
monarcha powinien zaufać barbarzyńcy, który za nic ma poprawność
obyczajową? Od dokonanych w pośpiechu wyborów zależeć będzie
nie tylko życie cesarza, ale także przyszłość całych Chin.
Pieśń dla Feniksa
to małe dzieło sztuki, które zachwyca już w chwili, kiedy
weźmie się do ręki ten zgrabny tomik o cudownej oprawie. Nie
sposób, bowiem nie zatrzymać się dłużej nad staranną grafiką,
która idealnie oddaje melancholijny nastrój powieści. Uwielbienie
dla tego tytułu nie znika w trakcie czytania, ale, jeśli to
możliwe, nasila się z każdą przewracaną stroną.
Danuta Miklaszewska w perfekcyjnym
stylu zdołała uchwycić ulotne piękno, potęgę uczuć i
niepewność oraz kruchość ludzkiej egzystencji. Łącząc ze sobą
wahanie, gorącą namiętność, rozsądek, a także słabość
właściwą każdemu człowiekowi prezentuje czytelnikowi świat nie
tylko piękny, eteryczny, ale również skomplikowany i bezwzględny.
Sięgając ponad codzienność, autorka połączyła teraźniejszość
z przeszłością tworząc naprawdę zgrabną przyszłość. Jej
koncepcja rozwoju politycznego krajów po Wielkim Kryzysie odbiega od
tego, co większość pisarzy stara się zaprezentować w swoich
dziełach. O ile spora część usiłuje zmienić przeszłość
wzbogacając ją nowinkami technicznymi, o tyle Miklaszewska ukrywa
teraźniejszość za grubymi murami Zakazanego Miasta. Dzięki temu
świat przedstawiony dzieli się niejako na dwie płaszczyzny, które
chociaż egzystują paralelnie, nie przenikają się bezpośrednio.
Co więcej, jej bohaterowie stanowią
uosobienie wszystkich cech świata przedstawionego. Są nie tylko
zgrabnie wykreowani i interesujący, ale również mają w sobie
wiele z historii państwa chińskiego. Changmin stanowi powiew
świeżości, który przenika do pałacu z zewnątrz. Jego obecność
rozrzedza duszne powietrze etykiety, którym dusi się młody władca.
Tym czasem generał Tang przypomina nam o komunistycznych Chinach,
ich ideałach i groźbie powrotu starego ustroju. Yin to esencja
przyszłości, której nie sposób przewidzieć, a która może
zagrozić teraźniejszości, chociaż nie koniecznie musi zaistnieć.
Także osoby zza granicy mają w tym wszystkim swoją rolę, jako że
na tej płaszczyźnie reprezentują swoje kraje ukazując je w
sposób, który najlepiej obrazuje całość społeczeństwa. Dimi,
Mitsu, czy Jae jako postaci poboczne mają swój ogromny wkład w
kreowanie głównych bohaterów, jak i bardziej szczegółowe
ukazanie chińskich sojuszników.
Ponadto Danuta Miklaszewska w bardzo
zgrabny sposób przemyciła do swojej powieści sporą dawkę
prawdziwej historii oraz ciekawostek dotyczących nie tylko Chin, ale
również Rosji, czy Japonii. Nierzadko podkreśla realne znaczenie
Państwa Środka w świecie, opowiada o jego relacjach z innymi
krajami. Także wątki kulturalne, czy językowe oddają rzeczywisty
obraz życia w Chinach. Dzięki temu powieść nabiera znaczenia nie
tylko jako relaksująca, ciekawa fikcja, ale także źródło wiedzy
teoretycznej z zakresu sinologii. Nie jest to może literatura
fachowa, ale na pewno pomaga rozwinąć zainteresowanie państwem
chińskim.
Osoby obawiające się scen
erotycznych, uspokajam, gdyż autorka w bardzo ładny sposób opisuje
fizyczną bliskość, jej piękno i namiętność. Wszystkie
przedstawione w powieści zbliżenia oddane zostały dokładne, ale
ze smakiem i wyczuciem. Doprawdy nie sposób ich nie docenić.
Stanowią, bowiem swoistą celebrację seksu, a jednocześnie nie są
pozbawione gorącej namiętności.
Reasumując, Pieśń dla Feniksa
to naprawdę dobra książka o tęsknocie za bliskością i strachem
przed nią, o miłości, która rodzi się w bólach, o życiu w
Chinach przed wiekami i tym, które obserwujemy obecnie. Osobiście
jestem tą lekturą zachwycona i z rozkoszą jeszcze nie raz sięgnę
po tę pozycję. Przerasta ona dotychczas wydane w Polsce powieści z
gatunku yaoi, toteż zachęcam
do zapoznania się z uczuciowym Niebiańskim Feniksem oraz jego
ekscentrycznym doradcą. Wspaniała zabawa gwarantowana!
piątek, 8 lutego 2013
Neo Arcadia - Norikazu Akira, Kaoru Tachibana
Tytuł: Neo Arcadia. Tęcza w Ciemności
Tytuł oryginału: Neo Arcadia - Yami ni Saku Niji
Autor: Norikazu Akira, Kaoru Tachibana
Wydawca: Kotori
Ilość stron: 209
Ocena: 5/6
Przed wiekami otulona ciasno mrokiem
Ziemia nie miała najmniejszego dostępu do światła. Znajdując się
pomiędzy dwiema skrajnie różnymi krainami skazana była na
istnienie pośród nieprzeniknionych ciemności, aż do dnia, kiedy
to Władca Światła pragnąc odmienić jej los postanowił układać
się z Władcą Ciemności. Czyniąc emisariuszem swojego syna,
Reena, wysłał go do pałacu mrocznego Pana Podmroku by wyjednał
ugodę pozwalającą na wydzielenie dla Światła na Ziemi czterech
krain odpowiadających czterem żywiołom, które rządzone przez
Lordów i wspomagane przez Patronów miałyby rozwijać się i
zachwycać swoim pięknem. Tęczowooki Reen nie spodziewał się, że
jego misja zakończona zostanie nie tylko sukcesem, ale także
gorącym uczuciem, jakim zapałał do Zeba, a które Władca
Ciemności odwzajemnił ofiarowując młodzieńcowi całą
namiętność, jaką w sobie krył. Ich związek stał się ceną,
jak również pieczęcią dla słownego paktu, który zapewniał
Światłości dostęp do Ziemi i spełniał prośby Władcy
panującego na Nieboskłonie. Choć Pan Światła sprzeciwiał się
tej miłości, to jednak dwójka kochanków nie miała najmniejszego
zamiaru zawrócić z raz obranej ścieżki. Rozkoszując się sobą w
Ustroni między światami zakochane istoty nie wiedziały, że spokój
ich wspólnie spędzanych dni zostanie zakłócony. Niedługo po
pierwszej sprzeczce kochanków Reen znika bez śladu, zaś Zeb
podejmuje się niełatwego zadania odnalezienia swojego ukochanego.
Neo Arcadia. Tęcza w Ciemności
to tytuł o baśniowej formie („Dawno, dawno temu...”), utrzymany
w konwencji fantasy. Manga powstała w oparciu o 3 tomową powieść
Tachibany Kaoru opublikowaną w 2009 roku. Nie będę ukrywać, że
od samego początku miałam wrażenie, iż manga ta powinna mieć
swój książkowy odpowiednik, który mógłby rozwinąć
opowiedzianą w niej historię – było to zanim dotarłam do
Podziękowań, które
wyjaśniły mi pewne kwestie. Chociaż nie miałam przyjemności
zapoznać się z pierwowzorem Neo Arcadii,
czego bardzo żałuję, to przyznam, iż Akira Norikazu wykazała się
nie lada zdolnościami i sprytem, gdy trzytomową powieść zamknęła
w zaledwie jednotomowej mandze, co z całą pewnością nie było
łatwe.
Pod względem
fabuły Neo Arcadia nie należy do tytułów przesadnie
skomplikowanych, czy dołujących dramatem. Odpowiednia dawka
poważnej intrygi oraz cieszącej serce słodyczy sprawiają, że
tytuł ten można czytać w każdej chwili, bez potrzeby zamartwiania
się swoim zdrowiem psychicznym, co wydaje mi się istotne w
przypadku osób przesadnie emocjonalnych. Opowiadana przez autorkę
historia opiera się na schemacie, który chociaż nie zaskakuje to
jednak interesuje, wciąga i naprawdę może się podobać. Za
istotny uważam fakt, że Mrok nie wiąże się tutaj ze złem, tak
samo jak i Światłość nie ucieka przed namiętnością, którą
odczuwa. Dwa zupełnie sprzeczne światy łączą się ze sobą
dzięki miłości. Reen nie próbuje zaprzeczyć temu co czuje, nie
wyrzeka się swoich sentymentów uważając związek z Zebem za
niemożliwy, zaś miłość za zakazaną. Wręcz przeciwnie, odważnie
staje twarzą w twarz z ojcem i dokonuje wyboru, który może zostać
zaakceptowany, bądź odrzucony. Również ze strony Zeba nie
doświadczymy żadnych melodramatycznych scen wewnętrznej rozterki,
kłótni między naturą, a uczuciami. Ot, miłość się zdarza.
Sam świat
przedstawiony, jaki Tachibana Kaoru ukazuje czytelnikowi jest
starannie zaplanowany i typowo baśniowy, zaś porównanie z religią
samo się nasuwa. Pomiędzy Niebiosami, a Podmrokiem znajduje się,
bowiem Ziemia, zaś krainy Światłości od krain Mroku oddziela
Gehenna – w tym wypadku najbliższa znaczeniowo byłaby Dolina
Hinnom, która będąc wysypiskiem śmieci i miejscem palenia zwłok
przestępców stanowiła również granicę miasta Jerozolimy. Co
więcej, Mrok zatruwa żywe organizmy, zaś istoty powiązane ze
Światłością są w stanie tę truciznę usunąć z ciała
człowieka, bądź zwierzęcia. Tym bardziej żałuję, że nie mam
możliwości zapoznać się z powieścią, którą mogłabym poddać
wnikliwszej analizie.
Co się zaś tyczy
pracy, jaką wykonała Akira Norikazu nadając historii nowego
kształtu, to niewątpliwie mamy okazję zachwycić się jej zbliżoną
do rzeczywistości, wymiarową i staranną kreską. Akty jakimi nas
raczy są naprawdę ładne, dokładne, ale niepozbawione smaku,
dzięki czemu nawet osoba gustująca w tytułach „soft yaoi” może
pozwolić sobie na przeczytanie Neo Arcadii. Nie będę
ukrywać, że uwielbiam sposób, w jaki pani Norikazu przedstawia
przepełnionych żywym testosteronem seme, zaś sposób obrazowania
uke jest naturalny, nie zawiera w sobie przesadnej słodyczy. Bardzo
cenię sobie również fakt, iż mangaka nie stroni od rysowania tła,
czy to w przypadku wnętrza zamku, czy też pustkowi Gehenny. Mimo
często licznych szczegółów kadry, które obserwujemy pozostają
subtelne, są idealnie wkomponowane w obraz całości, nie cechuje
ich przepych, jak również nie rzucają się w oczy.
W ogólnym
rozrachunku, Neo Arcadia to piękna baśń o przeznaczeniu i
radości jaką jest miłość, o szaleństwie, które powoduje, o
braku zrozumienia ze strony otoczenia i tym, w jaki sposób dopełnia
nas samych. To także manga, która z powodzeniem zachęca do
bliższego poznania świata stworzonego przez autorkę scenariusza.
Podejrzewam, że tytuł ten kryje w sobie o wiele większy potencjał,
niż mogłoby się początkowo wydawać. Jeśli kiedyś będę miała
okazje przeczytać powieść to zapewniam, że nie omieszkam napisać
własnego małego traktatu na jej temat. Tym czasem daję mandze
zielone światło i polecam ją każdemu, zaś w szczególności tym,
którzy cenią baśniowy klimat traktujący o sile miłości i jej
istotnej roli w życiu.
poniedziałek, 4 lutego 2013
Szkarłatny Kwiat - Tomoki Hori
Tytuł: Szkarłatny Kwiat
Tytuł oryginału: Ake Nure Goyou ni Furu Yuki wa / Crimson Snow
Autor:Tomoki Hori
Wydawca: Kotori
Ilość stron: 176
Ocena: -6/6
Szkarłatny Kwiat to lektura
zdecydowanie cieńsza, niż wcześniej wydany Keep Out,
jednakże równie starannie podana. Porządna, sztywna oprawa ze
skrzydełkami nigdy nie przestanie mnie zachwycać i powiem szczerze,
że naprawdę warto zapłacić ten „mały majątek” by zobaczyć
yaoi w tak znakomitym wydaniu. Co więcej, w dalszym ciągu mamy do
czynienia z fantastycznym tłumaczeniem, które zgrabnie wtapia się
w opowiadane przez autorkę historie. Mam wrażenie, że pan Tomasz
Molski już podbił serca czytelników i plasuje się w ścisłej
czołówce tłumaczy uwielbianych przez polskich fanów yaoi. Za te
drobne, ale jakże istotne szczególiki, po raz kolejny, z całego
serce pragnę podziękować wydawnictwu Kotori.
Co się zaś tyczy samej mangi, Tomoki
Hori prezentuje swoim czytelnikom trzy przepiękne historie
przyozdobione miłością i doprawione szczyptą pikanterii zawartej
w dramacie. Przyodziane w cudowną, lekką i jasną kreskę opowieści
stanowią ucztę dla zmysłów. Tło poszczególnych kadrów jest
bardzo proste, pozbawione mnogości szczegółów, dzięki czemu
najważniejszym elementem każdej strony są starannie przedstawione
postaci oraz zawarte w słowach uczucia. Jest to tym istotniejsze, iż
w każdej historii możemy doszukiwać się pewnego ukrytego
fundamentu na którym je zbudowano.
Tak
więc, Szkarłatny Kwiat to tytułowa opowieść, która
otwiera tenże tomik i stanowi jego rdzeń. Podzielona niejako na
cztery rozdziały prezentuje historię naprawdę piękną i
wzruszającą, w przypadku której można pokusić się o nadanie
symbolicznej wartości wielu przedstawionym tam obrazom.
Najważniejszym z nich jest szkarłatny kwiat rozkwitający na białym
śniegu. Czystym, jasnym puchem jest młody, niewinny Yukihiro –
syn Mistrza Ceremonii Parzenia Herbaty. Chłopak wydaje się być
emanacją tej spokojnej, pięknej ceremonii, która kryje w sobie
bogate wnętrze przemyśleń, do których nakłania. Kojąca, cicha
biel zostaje jednak splamiona przez gwałtowny, jaskrawy kolor krwi –
przez Kazumę, rannego yakuzę, któremu Yukihiro udziela
schronienia. Uwięziony pod powierzchnią gładkiego, niewzruszonego
lodu, jakim jest mieszkanie u boku młodzieńca, Kazuma ma wiele
czasu na myślenie i odkrycie prawdziwej natury piękna.
Od pierwszego wejrzenia to
kolejna opowieść, z jaką mamy okazję się zapoznać. Tym razem
głównym bohaterem jest odrobinę ciapowaty, krótkowidz, Liam,
który z jakiegoś powodu za obiekt obserwacji obrał sobie całkiem
przystojnego, choć nieokazującego uczuć Maddoxa. Dziwnym
zrządzeniem losu, gdy okulary Liama ulegają zniszczeniu to właśnie
Maddox oferuje mu pomoc. A jak nie od dziś wiadomo, to oczy są
zwierciadłem duszy, zaś miłość nie w sercu ma swoje miejsce, ale
właśnie w oczach.
Trzecią przedstawioną przez autorkę
historią jest Zagubiony we mgle. Splata
ona ze sobą dwa gorące uczucia, które zachodząc na siebie
komplikują życie nieszczęśliwych bohaterów. Podczas pogrzebu
ojca Ethan spotyka mężczyznę, którego nie potrafi sobie
przypomnieć, a który wydaje mu się bliski. Szok jest tak wilki, że
chłopak traci przytomność, zaś opiekujący się nim lekarz
zmuszony jest ujawnić przed chłopakiem tajemnicę związaną ze
spotkanym na cmentarzu mężczyzną, który pojawia się na
fotografiach z czasów dzieciństwa Ethana. Powrót do dawno
zapomnianych wspomnień tłumaczy nienawiść syna do ojca, jak
również wiele innych uczuć, które dręczyły Ethana od lat. Kim
tak naprawdę jest Oliver?
Jak
możemy przeczytać na samym końcu, w krótkiej wiadomości od
autorki do czytelników: Podstawa yaoi to „na 9 miarek słodyczy
jedna goryczy” i tę właśnie zasadę możemy zauważyć w
zaprezentowanej nam przez Tomoki Hori mandze. Szkarłatny
Kwiat
to niewątpliwie dobre wyważenie apetycznych łakoci oraz gorzkiego
dramatu, a wszystko wzbogacone zostało o głębię oraz masę
przemyśleń, które kształtują bohaterów, czynią ich bardziej
ludzkimi, ciekawszymi. O ile sama fabuła nie koniecznie zalicza się
do oryginalnych, o tyle właśnie wewnętrzne konflikty i
wszechobecne uczucia postaci wyróżniają ten tytuł spośród
innych i to one są głównym powodem dla którego warto zapoznać
się z tą mangą.
piątek, 5 października 2012
Keep Out - Hirotaka Kisaragi & Yuka Hichiwa
Tytuł: Keep Out
Autor: Hirotaka Kisaragi, Yuka Hichiwa
Wydawca: Kotori
Ilość stron: 256
Ocena: 6/6
Każdy z nas szuka w literaturze, komiksie, czy filmie czegoś innego. Czegoś, co zdoła nas rozbawić, wzruszyć, usatysfakcjonować i porwać, co zapadnie w pamięć, rozleje się balsamem po sercu. Dla jednych będzie to kryminał, dla innych romans, sensacja, czy fantastyka. Nigdy nie możemy oczekiwać, że świat zgodzi się z naszym punktem widzenia bez żadnego „ale”, że nasze zdanie jest zdaniem każdej napotkanej w naszym życiu osoby. Dlatego też postanowiłam spróbować swoich sił w ocenie mangi Keep Out, podzielić się swoim własnymi odczuciami na jej temat. Czytelniku, to od Ciebie zależy, czy zechcesz zagłębić się w świat recenzji naznaczonej moimi upodobaniami, czy pozwolisz bym była Twoim przewodnikiem. Jeśli Twoja odpowiedź brzmi: „tak”, to rozpocznijmy tę podróż na mój koszt.
Fuyuki Taranosuke nie ma lekkiego życia. Pracuje jako ochroniarz w jednej z najlepszych agencji w Stanach, a jego zadaniem jest „niańczenie” wyjątkowo rozlazłego prezesa sporej firmy – Kagamiego. Na domiar złego, jego klient nie potrafi trzymać rąk przy sobie molestując młodego ochroniarza słowem i czynem, ale też wytrwale wyznając swoją miłość. Nie mniej jednak, Kagami nie ogranicza się wyłącznie do pustych słów, ale czynem udowadnia prawdziwość swoich uczuć. Potrafi jednak zepsuć dobre wrażenie w tej samej chwili, w której je wywarł. Motorem napędowym dla dalszej fabuły i uczucia, jakie powoli rozkwita okazuje się wizyta w domu rodzinnym Fuyukiego. Niestety, jak powszechnie wiadomo, nic, co dobre (?) nie trwa wiecznie, toteż także nad naszymi bohaterami zaczynają się zbierać czarne chmury.
Manga przedstawia również drobne, chociaż gorące, epizody z życia szefa agencji ochrony Kadokury i poważnego, nieprzeniknionego Shen Yi – sekretarza Kagamiego. W zależności od sytuacji ich postawa ulega zmianie, co stanowi niejaki kontrast dla głównej dwójki bohaterów, którzy zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym pokazuje swoją prawdziwą twarz.
Keep Out kończy krótkie opowiadanie stanowiące uzupełnienie treści mangi, dzięki czemu czytelnik może zaspokoić swoją ciekawość dotyczącą „Amour du Chocolat” – epizodu pełnego czekoladek i westchnień.
Do mojej słabości względem rozkosznych historii, przyznaję się bez bicia. Keep Out ma jednak w sobie coś więcej niż słodycz i dramat jednostki. To nade wszystko cudowna kreska Hirotaki Kisaragi. Mangaka zachowuje proporcje ludzkiego ciała, dba o szczegóły, a jego postaci są doprawdy piękne. W przypadku rysowanych przez Hirotakę mężczyzn słowa „piękny” i „przystojny” idą ze sobą w parze, pod żadnym pozorem się nie wykluczając. Także jego „chibi” bohaterowie mają w sobie masę uroku i rozczulają ilekroć się na nich patrzy.
A teraz, na temat polskiego wydania słów kilka. Jestem doprawdy bardzo zadowolona ze strony estetycznej mangi. Została ona wydana w formacie (mniej więcej) 130x180 na białym papierze, zaś broszurowa okładka ze skrzydełkami jest naprawdę solidna, co zapobiega jej szybkiemu niszczeniu. W ogólnym rozrachunku, Keep Out jest naprawdę warte swojej ceny i żywię nadzieję, że w przypadku kolejnych mang wydawnictwa Kotori te szczegóły nie ulegną zmianie. Co się zaś tyczy tłumaczenia, bezsprzecznie jest ono łatwe w odbiorze i dopasowane do sytuacji. Zaryzykuję nawet stwierdzenie: „perfekcyjne”. Jako osoba, która w dużej mierze czyta yaoi w języku angielskim (wręcz stworzonym do tego celu) bawiłam się świetnie przy polskim tłumaczeniu – głęboki ukłon w stronę Pana, który wykonał kawał dobrej roboty.
W tym miejscu nikt nie ma chyba wątpliwości, że Keep Out autorstwa Kisaragi Hirotaki i Hichiwa Yuki jest lekturą godną uwagi, wręcz idealną na jesienną depresję. Odrobina nietuczącej słodyczy każdemu poprawi humor i wypełni członki pozytywną energią. To idealna odskocznia od nauki, czy ciężkiej pracy, a także sposób na dobry dzień!
Subskrybuj:
Posty (Atom)

