Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rebis. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rebis. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

poniedziałek, 13 października 2014

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Podsumowanie miesiąca: 5/2014

NOWOŚCI NA PÓŁCE: MAJ





1. Finn nieujarzmiony
2. Dotyk Gwen Frost
3. Na skraju jutra/All you need is kill
4. Smok Jego Królewskiej Mości
5. Podróż, która zmieniła świat

wtorek, 1 kwietnia 2014

Podsumowanie miesiąca: 3/2014

Przeczytane: MARZEC

o.O Zapomniałam (?) ALE:
- Koralina
- Upiory
- Magia krwi
- Dopóki śpiewa słowik
- W pewnym teatrze lalek
- Grzywą malowane

ZDOBYCZE: MARZEC



środa, 21 sierpnia 2013

Panika - Graham Masterton




Tytuł: Panika
Autor: Graham Masterton
Wydawca: Rebis
Ilość stron: 336
Ocena: 4+/6




Każdy z nas czegoś się boi, walczy ze swoimi fobiami, usiłuje pokonać lęk i odważnie spojrzeć trwodze w oczy. Niektórym się to udaje, inni skazani są na życie w strachu. Co jednak zrobić, kiedy panika zaczyna obezwładniać ciało i dominuje nad umysłem do tego stopnia, że człowiek upatruje ratunku przed tym uczuciem wyłącznie w śmierci? Jak ocalić życie w walce z niewidocznym i nieznanym wrogiem, którego bliskość równoznaczna jest ze skrajnym przerażeniem i zmusza do ucieczki w oferujące zapomnienie ramiona kostuchy?

Po śmierci żony, Jack Wallace wychowuje samotnie kilkunastoletniego syna z zespołem Aspergera i prowadzi bardzo dobrze prosperującą polską restauracją w Chicago. Jego życie toczy się z góry ustalonym rytmem, który zostaje brutalnie zakłócony przez wiadomość o rzekomym samobójstwie Malcolma – przyjaciela jego syna, Sparky’ego. Tylko czy naprawdę można uwierzyć, że śmierć siedemnastu skautów i ich siedmiu opiekunów była przez nich z góry zaplanowana? Z resztą Sparky utrzymuje, iż przewidział śmierć przyjaciela, jako że była ona zapisana w gwiazdach. Jack wraz z synem udają się na miejsce tragedii by towarzyszyć matce Malcolma w czasie identyfikacji zwłok. To właśnie wtedy zauważają w lasie coś, czego nie są w stanie zidentyfikować, a co napawa ich prawdziwym przerażeniem. Sprawy komplikują się jeszcze bardziej, kiedy Jack ma okazję poznać tajemnicę śmierci swojego pradziadka, który w czasie drugiej wojny światowej ukrywał się w Puszczy Kampinoskiej. Cokolwiek kryje się w amerykańskim lesie, napawając ludzi strachem, jest obecne również w Polsce.

Kiedy zaczęłam czytać „Panikę”, byłam zaskoczona faktem, iż czyta się ją niespotykanie szybko i naprawdę łatwo. Spodziewałam się raczej lektury o wiele cięższej, która zmusi mnie do mozolnego przedzierania się przez fabułę. Tymczasem książka Grahama Mastertona okazała się lekturą niezwykle przyjemną w odbiorze, co wydaje się zadziwiające, kiedy weźmiemy pod uwagę fakt, że mamy do czynienia z horrorem. To naprawdę ogromny plus powieści, która nie męczy, ale zachęca czytelnika do zgłębiania opowiedzianej w „Panice” historii!

Co więcej powieść naprawdę jest interesująca i nie pozwala oderwać się zbyt łatwo od lektury, przez którą zdajemy się gładko przepływać. Z początku jest po prostu ciekawie – intrygująca, trudna do wyjaśnienia śmierć, związek z historią naszego kraju podczas drugiej wojny światowej. Z czasem jednak naprawdę czujemy dreszcze, które przechodzą nam po plecach, zaczynamy obawiać się tego, co zagraża bohaterom. Cała opowieść robi się coraz bardziej tajemnicza, niebezpieczeństwo wydaje się czaić na każdym kroku, a zmarli okazują się bliżej niżbyśmy się tego początkowo spodziewali. W pewnej chwili naprawdę będziemy drżeć!

Niemniej jednak, „Panika” nie jest pozbawiona elementów w mniejszym, bądź większym stopniu naiwnych. Przede wszystkim należy zwrócić uwagę na fakt zainteresowania Sparky’ego astrologią, co owocuje całkiem dokładnym przepowiadaniem przyszłości. Chłopak jest w stanie ocenić, czy komuś zagraża niebezpieczeństwo, w jaki sposób należy postąpić i jakie będą tego konsekwencje. Nie mniej naiwny wydaje mi się motyw spotkania w księgarni, mającego na celu umożliwienie żywym rozmowy ze zmarłymi bliskimi. Również bohaterowie zdają się nazbyt łatwo przyjmować do wiadomości paranormalne rewelacje, jakimi dzieli się z nimi Jack. Jasne, niewytłumaczalne rzeczy czasami się zdarzają, ale żeby od razu wychodzić z założenia, że niemożliwe jednak jest możliwe i przechodzić z tym do porządku dziennego? Ot, taki drobny minus.

Zapewne niewiele osób zna francuski serial „W kręgu tajemnicy”, który kilka lat temu był emitowany w polskiej telewizji, ale zapewniam, że osoby kojarzące ten tytuł na pewno przypomną sobie o nim czytając „Panikę”. Czy w takiej sytuacji zakończenie może nas w jakimś stopniu zaskoczyć? Ciężko stwierdzić, ale nie łudźcie się, gdyż Graham Masterton nie jest tak delikatny, jak twórcy serialu i jego powieść na pewno wyciśnie łzy z oczu wrażliwych czytelników. Przyznam się bez bicia, ja się popłakałam.

Horror horrorem, a więc powinien przerażać, niemniej jednak, „Panika” na pewno niesie ze sobą także jakieś przesłanie. Jakie? Człowiek jest beznadziejny i nie ma ratunku dla świata, który niszczy! Jak to możliwe, że w książce tego typu pojawia się pewien wątek moralizatorski? Przekonajcie się sami, albowiem naprawdę warto!


Recenzja napisana dla portalu Upadli.pl

niedziela, 21 lipca 2013

Godzina Czarownic tom 1 - Anne Rice




Tytuł: Godzina Czarownic tom 1
Autor: Anne Rice
Wydawca: Rebis
Ilość stron: 756
Ocena: -5/6




Michael Curry jest nieprzeciętnie przystojnym mężczyzną o irlandzkich korzeniach, który nie potrafi pogodzić się ze swoją przeszłością, do której często wraca myślami, którą rozpamiętuje. Na co dzień prowadzi całkiem nieźle prosperującą firmę zajmującą się odnawianiem starych budynków i w gruncie rzeczy nie może narzekać na swój los. Niestety, mojry szykują dla niego niemiłą niespodziankę. Któregoś dnia Michael tonie i zostaje cudem uratowany przez doktor Rowan Mayfair, której losy są od tej chwili nierozerwalnie splecione z jego. Dochodząc do siebie w szpitalu, mężczyzna odkrywa dar, który obudził się w nim po wypadku. Jest w stanie za pomocą dotyku poznać los ludzi, którzy wcześniej mieli styczność z przedmiotami, których teraz dotyka on sam. Nie mniej jednak, jego niebywały dar oraz rodząca się szybko zażyłość z Rowan Mayfair kierują jego krokami i sprowadzają do Nowego Orleanu, gdzie wychowywał się jako dziecko. Na jego drodze stają także ludzie z Talamaski, dzięki którym Michael ma okazję poznać historię czarownic z rodu Mayfair, do których należy urodziwa i utalentowana pani doktor. Niebezpieczna i pełna tajemnic historia dopiero się rozpoczyna.

Osoby, które zapoznały się już z całą serią Kronik Wampirów Anne Rice doskonale znają zarówno Rowan Mayfair, jak również Michaela Curry i kojarzą niektóre wątki wchodzące w skład Opowieści o Czarownicach z Rodu Mayfair. Jak wskazuje nazwa tejże serii, tym razem poznajemy ze szczegółami długą i tajemniczą historię najbardziej niebezpiecznych czarownic, których los łączy się z bohaterami najpopularniejszych książek o wampirach napisanych przez tę autorkę. Czy jednak warto napalać się na ten tytuł i drżącymi rękoma sięgać po pierwszy tom Godziny Czarownic? To trudne pytanie.

Anne Rice kolejny raz zaprasza swoich czytelników do mrocznego, pełnego magii i demonów Nowego Orleanu, który niewątpliwie tworzy z wielką pasją, dbałością o szczegóły i miłością. Miasto, które poznajemy pełne jest niezapomnianego klimatu przyprawiającego o dreszcze, znajduje się w rękach bogatej rodziny, której sekrety zdają się przenikać każde miejsce i każdą osobę, która zamieszkiwała Nowy Orlean w czasach świetności rodu Mayfair. Nie wątpię, iż osoby zafascynowane twórczością pani Rice oddałyby wiele by na własne oczy przekonać się jakie jest wysławiane przez autorkę miasto, czy aby na pewno jest tak fascynujące, jak się nam zdaje po przeczytaniu pierwszego tomu Godziny Czarownic.

Starą, dobrą Anne Rice znajdziemy również w opisach wydarzeń z przeszłości, które wciągają czytelnika bez reszty w niesamowity świat minionych czasów, a które udokumentowała Talamaska. Osobiście jestem wielką zwolenniczką pani Rice właśnie w tej kwestii, jako że jej opisy przeszłości są niesamowicie barwne, plastyczne i potrafią przyprawić o drżenie. Czytelnik z niecierpliwością czeka na dalszy rozwój wypadków, na odkrycie kolejnych tajemnic, stara się na własną rękę odgadnąć, co się dzieje i w jaki sposób związane jest to z teraźniejszością w powieści. Osadzenie części fabuły w przeszłości to niewątpliwie największy plus Godziny Czarownic.

W przypadku Opowieści o Czarownicach z Rodu Mayfair spotkamy się także z interesującymi postaciami, do których bez wątpienia należy przede wszystkim Michael Curry. Osobiście uwielbiam go i bez problemu potrafię zrozumieć zainteresowanie Rowan Mayfair tym wspaniałym osobnikiem. Michael należy, bowiem do bohaterów nie tylko fascynujących, ale także dokładnie skonstruowanych. Jesteśmy w stanie poznać jego myśli i uczucia, odczuwamy targające nim emocje, a przecież to zaledwie początek dłuższej historii.

Mimo tych niewątpliwych plusów, powieść nie jest już tak wciągająca, jak niektóre tomy Kronik Wampirów. Ciężko określić czego jej brakuje. Może nieprzewidzianych zwrotów akcji? Może większej ilości wydarzeń, które nie pozwoliłyby nam na nudę? Myślę, że nie sposób jednoznacznie określić, czym są braki widoczne w tej powieści, ale są one wyczuwalne i w pewnym stopniu utrudniają pełne oddanie się lekturze. Fani przymknął na nie oko, inni mogą narzekać, ale nic nie zdoła umniejszyć niebywałego talentu autorki.

Tak więc, Godzina Czarownic to nie najgorszy, ale także nie najlepszy początek serii opowiadającej o fascynującej rodzinie Mayfair, którą naprawdę trzeba poznać bliżej. Książkę na pewno warto przeczytać, chociaż nie wprowadzi nas w słodki stan euforii. Mimo wszystko zachęcam do zapoznania się z tą pozycją, gdyż nigdy nie wiadomo, czy dla Was nie będzie ona przełomem.

piątek, 14 czerwca 2013

Opowieść o Złodzieju Ciał - Anne Rice



Tytuł: Opowieść o Złodzieju Ciał
Autor: Anne Rice
Wydawca: Rebis
Ilość stron: 516
Ocena: 5+/6





Lestat to wampir wyjątkowy – urocza aparycja, przerośnięte ego, niekonwencjonalne pomysły i naiwność dziecka. Tym razem pozwala czytelnikowi w pełni odczuć swoją odmienność. Po całych wiekach istnienia, Lestat ma dosyć swojej egzystencji wampira, marzy o blasku dnia, o cieple ludzkiego ciała, smaku prawdziwych potraw. Nic dziwnego, że czarujący wampir postanawia skorzystać z nadarzającej się okazji i wymienić swoje nieśmiertelne ciało na zupełnie nowe, atrakcyjne i silne, a co najważniejsze, w pełni śmiertelne, gdy tylko Raglan James składa mu propozycję nie do odrzucenia. Chociaż zdrowy rozsądek pod postacią wiernego przyjaciel – Davida Talbota – stara się wyperswadować Lestatowi zamianę ciał, ten nie pozwala sobie na odrzucenie kuszącej oferty. I tak oto, niepokonany bohater, najjaśniejsza gwiazda wampiryzmu, jedyny w swoim rodzaju Lestat zostaje wystrychnięty na dudka. Uwięziony w śmiertelnym ciele, pozostawiony bez grosza przy duszy i mając za towarzysza wyłącznie psa, niedawny wampir musi na nowo nauczyć się życia, a także pokonać ludzkie słabości i odzyskać swoją prawdziwą powłokę. Nie, to nie będzie łatwe zadanie, ale przecież Lestat sam prosił się o kłopoty.

Opowieść o Złodzieju Ciał to czwarty w kolejności tom Kronik Wampirów i, prawdę mówiąc, jedna z lepszych części. Kiedy czytałam ten tom byłam naprawdę zachwycona i tylko czekam na chwilę, kiedy znajdę czas na ponowne przeczytanie tego tytułu. Albowiem na uwagę zasługuje w tym wypadku niekonwencjonalne rozwinięcie historii. Dotąd wampiryzm wydawał się pożądanym przekleństwem, nieuleczalną chorobą. Anne Rice pokazała jednak świat, w którym nie tylko „uleczenie” jest możliwe, ale także niepokonany wampir jest skłonny zaryzykować wszystko by chociaż przez krótką chwilę na nowo być zwyczajnym człowiekiem. Z drugiej zaś strony widzimy szaleńczą chęć zdobycia nieśmiertelności, niewyobrażalnej siły, lotności umysłu. To zestawienie przeciwstawnych pragnień sprawia, iż książka porusza bardzo istotne kwestie wieczności oraz śmiertelności.

W powieści widzimy wyraźny motyw religijny, który bliski jest autorce. W pewnym stopniu możemy sądzić, iż Anne Rice stara się samej sobie wskazać drogę, którą powinna podążać. Czytelnicy znający przeszłość autorki mogą z powodzeniem uznać, iż postać Gretchen stanowi emanację wewnętrznych konfliktów religijnych pani Rice. Bowiem wierząca zakonnica postanawia prowadzić bardziej świeckie życie, by odnaleźć swoją drogę, na nowo poczuć więź z Bogiem, odnaleźć się w świecie. Jak jednak rozumieć jej stygmaty? Czy mają one świadczyć o słuszności jej religijnych przekonań, a może o związku Lestata z ciemnymi siłami, ze złem? Równie dobrze czytelnik może dostrzec w nich wyłącznie siłę sprawczą ludzkiego umysłu, która niewiele ma wspólnego z Bogiem. A co chodziło po głowie samej autorce, gdy pisała tę książkę? Oto jest pytanie.

Za szczególnie interesujący uważam fakt w pewnym stopniu intymnej relacji łączącej Lestata z Davidem Talbotem. To co łączy tę dwójkę naprawdę trudno określić. O ile w przypadku Lestata jakiekolwiek zainteresowanie człowiekiem wiąże się z miłością i chęcią fizycznego zbliżenia, o tyle David zdaje sobie sprawę ze swoich ograniczeń, stara się unikać pokus. Już sama postać uczonego należy do niezwykle interesujących. Mężczyzna bada zjawiska paranormalne, przyjaźni się z wampirem, a jednocześnie bynajmniej nie marzy o wieczności, o sile i władzy, jaką daje wampiryzm. Co więcej, łączy w sobie inteligencję, dobre wychowanie klasycznego gentlemana, niezaprzeczalny urok osobisty, zdrowy rozsądek, brak wygórowanych ambicji i silnych pragnień. Nie zaprzeczam, iż David Talbot jest jedną z moich ulubionych postaci serii.

Ogólnie rzecz ujmując, Opowieść o Złodzieju Ciał w pełni zasługuje na uznanie i zainteresowanie szerokiego grona czytelników. Książka posiada swój niezapomniany klimat powieści paranormalnej, zachwyca bohaterami, prezentuje intrygującą fabułę, splata ze sobą mroczne piękno oraz przesiąknięty nudą świat realny. Kto, jak kto, ale Anne Rice potrafi wydobyć z naszej rzeczywistości to, co pozornie nieistotne i łącząc tę drobnostkę ze światem swoich Kronik Wampirów, stworzyć coś niesamowitego.

sobota, 20 kwietnia 2013

Królowa Potępionych - Anne Rice



Tytuł: Królowa Potępionych
Autor: Anne Rice
Wydawca: Rebis
Ilość stron: 579
Ocena: 4/6





Jakże by inaczej, dumny i pewny siebie Lestat zdołał dokonać tego, co przed nim nie udało się nikomu. Swoim śpiewem obudził śpiącą od tysiącleci matkę wampirów, piękną, zniewalającą i potężną Akaszę, która kosztem swojego męża, Enkila oraz opiekuna, Mariusa wraca do życia. Bezlitosna królowa jest kluczem do istnienia wampirów, jej przeszłość jest przeszłością całej rasy, popełnione przed wiekami błędy odbijają się na tych, którzy stali się dziećmi ciemności. W jaki sposób narodził się pierwszy wampir? Co napędza cały ten mechanizm pragnienia i zaspokajania go? Po wiekach niepewności Lestat de Lioncourt w końcu poznaje tajemnicę kryjącą się za swoim istnieniem. To jednak nie wszystko, czego uczy go to doświadczenie. Albowiem jego ukochana Akasza za nic ma istnienie swoich krwiożerczych dzieci, które mnożą się i rozchodzą po całym świecie. Dla niej liczą się tylko najsilniejsi, tylko ci, których chce widzieć u swego boku, zaś do tej elitarnej grupy zalicza się właśnie Lestat. To jego Akasza pragnie uczynić swoim marionetkowym królem, zawsze gotowym spełniać jej polecenia, zawsze pełnym uwielbienia. By doświadczyć tego wątpliwego zaszczytu nasz dzielny bohater o przerośniętym ego jest zmuszony wybierać między matką wampirów, a swoimi przyjaciółmi. Co więcej, ambitny i szalony plan Akaszy względem świata ludzi okazuje się nie należeć do idealnych, zaś jego powodzenie zależeć będzie od naprawdę wielu czynników. Czy despotycznej królowej uda się doprowadzić do zagłady świata? Czy uczyni go swoim królestwem?
Królową Potępionych można podzielić na dwie części. Jedną, rozgrywającą się w czasach nam współczesnych oraz drugą, opowiadającą o przeszłości bohaterów. Tym samym jedna część okazuje się lepsza od drugiej. Nie będę nikogo oszukiwać, ten tom serii uważam za jeden z gorszych, a to za sprawą nazbyt wyidealizowanego Lestata i jego ogromnego wpływu na niespecjalnie interesującą Akaszę. O ile podobały mi się opowieści o samych początkach wampirów oraz krótki przegląd historii świata, o tyle zupełnie nie odnajduję się w świecie realnym, jaki prezentuje nam autorka. Interesująca, barwna przeszłość została stworzona bardzo starannie, z dbałością o szczegóły, co sprawia, iż tę część czyta się z nieskrywanym zainteresowaniem. Inaczej ma się sprawa z zionącą nudą współczesnością i naprawdę nazbyt wyidealizowanym głównym bohaterem, który zdaje się swoistym wybawcą wszechświata.
Jeśli chodzi o innych bohaterów to przyznam, iż autorka ma niebywały talent do ich tworzenia lecz tym razem poległa na postaci Akaszy, której zwyczajnie nie lubię. Wydaje mi się, że tytułowa Królowa Potępionych jest zwyczajnie przebarwiona, przesadnie upiększona i pozbawiona jakichkolwiek zalet. Poza niewątpliwą urodą nie może poszczycić się niczym więcej. O ile do Lestata i jego ego można się przyzwyczaić i posiada to pewien urok, o tyle nie sposób przekonać się do Akaszy. A przynajmniej ja nie zdołałam i wątpię by kiedykolwiek mi się to udało.
Nie mniej jednak, pokornie chylę czoła przed Anne Rice i jej pomysłowym uzasadnieniem istnienia wampirów, ukazaniem ich narodzin i wyjaśnieniem wszelkich ułomności. W przeciwieństwie do wielu współczesnych pisarek Anne Rice tworzy całą mitologię wampiryzmu, jej świat posiada sens, którego brakuje innym tytułom. Tutaj wszystko jest przemyślane, nie wzięło się z niczego, wampiry mają swoje ograniczenia, są tworzone według wzorca, którego nie można pominąć, ich siła rośnie w miarę przeżywanych lat. Co więcej, nie brak tu dramatyzmu i przelanej krwi. To nie romans, czy głupia komedyjka, ale prawdziwe dzieło sztuki. Mogę nie przepadać za tym tomem, ale nie mogę nie docenić wartości tej książki, jako że na tle całych Kronik Wampirów wszystkie inne powieści o krwiopijcach wypadają naprawdę blado.
Z resztą, myślę, że nie można oceniać tematu wampiryzmu w literaturze nie znając tej wyjątkowej sagi. Anne Rice wprowadziła, bowiem do swojej powieści coś, czego ze świecą szukać u innych autorów, a jej warsztat pisarski zachęca do zagłębiania się w tworzone przez nią pozycje. Czy w takiej sytuacji polecam Królową Potępionych? Zdecydowanie, jako że każdy może mieć na temat tej książki swoje własne zdanie, zaś nic nie zastąpi nam lektury powieści, która została naprawdę starannie przemyślana i która naprawdę ma sens.

wtorek, 9 kwietnia 2013

Wampir Lestat - Anne Rice



Tytuł: Wampir Lestat
Autor: Anne Rice
Wydawca: Rebis
Ilość stron: 648
Ocena: 5/6





Po latach spędzonych w uśpieniu głęboko pod ziemią Lestat de Lioncourt przebudził się by zaistnieć na nowo i rozpocząć swoją jakże odmienną od poprzedniej egzystencję. Nabierając powoli sił, wsłuchując się w muzykę podrzędnego rokowego zespołu, wampir wychodzi ze swojej kryjówki. Świat zmienił się znacznie, od kiedy Lestat ostatni raz przemierzał nocne ciemności, od kiedy „żył”, jednakże mężczyzna bez problemów odnajduje się w nowym otoczeniu rozpoczynając burzliwą karierę muzyka rockowego. Jako narrator powieści opowiada nam o swoim życiu sprzed przemiany, kiedy to, jako panicz w osiemnastowiecznej Owernii starał się odnaleźć swoją drogę. Wraz z wiernym przyjacielem i kochankiem, Nicholasem przeciwstawili się wszystkim i wszystkiemu wyjeżdżając do Paryża gdzie rozpoczęła się ich przygoda z teatrem. To właśnie tam, w pełnej skrajności stolicy, pokrętny los postawił na drodze młodego, pięknego Lestata zainteresowanego nim wampira. Chłopak został zmuszony by na nowo szukać dla siebie miejsca w świecie, popełnia błędy i usiłuje je naprawić, nabiera pewności siebie, staje się zadufany, niemal szalony w swej niezaprzeczalnej odwadze. Tak oto rodzi się Lestat, którego świat zapamięta dzięki jego humorkom, słabości, szalonym pomysłom i coraz to nowszym miłością. Historia jednego z najbardziej znanych wampirów świata jest na wyciągnięcie ręki, zaś on doskonale zdaje sobie z tego sprawę.
Anne Rice kolejny raz przenosi swojego czytelnika do świata, który misternie utkała w pierwszym tomie swoich Kronik Wampirów, a który rozwija w Wampirze Lestacie – drugiej części serii. Tym razem nie tylko śledzimy losy bohaterów, ale także dowiadujemy się o rzeczach, które poprzednio wydawały się pominięte, czy też źle odebrane przez Louisa. Dzięki temu autorka tworzy rodzaj zewnętrznego dialogu między swoimi postaciami, urealnia je, czyni z nich osoby namacalne, prawdziwe. Tym też sposobem sprawia, iż czytelnicy mogą poznać różne punkty widzenia na te same sprawy, co wydaje mi się niezwykle oryginalne i interesujące.
Samą fabułę podzielić można na dwie części: odnoszącą się do czasów bardzie współczesnych czytelnikowi oraz tę, która osadzona została w dalekiej przeszłości. Osobiście uwielbiam część, w której dowiadujemy się o przeszłości Lestata, jego życiu w wieku XVIII i przez wszystkie lata, które spędził jako wampir. Piękne opisy sprawiają, że otoczka historyczna naprawdę przypadła mi do gustu i stanowi najciekawszy element książki. Zdecydowanie mniej podoba mi się współczesność, którą poznajemy dzięki Lestatowi. Wampir muzykiem rockowym? Naturalnie, pasuje idealnie, nie mniej jednak, bohater znajduje się w samym środku wydarzeń, jakby świat kręcił się właśnie wokół niego. Ot, on – jeden, jedyny, idealny Lestat – i w tle reszta świata.
To podsuwa kolejną istotną sprawę, a mianowicie – bohaterowie. Naszym gospodarzem przy okazji tego tomu jest właśnie Lestat, który niewątpliwie należy do postaci skomplikowanych. Inaczej odbierają go inni bohaterowie, zaś inaczej widzi siebie on sam. I tak oto, mamy do czynienia z osobą, której ego zwala z nóg, a pewność siebie jest godna pozazdroszczenia, chociaż miejscami irytująca. Nie mniej jednak, Lestat nie jest jedyną postacią, z jaką mamy tu do czynienia. Bez względu na to, co myślimy o naszym narratorze, możemy wybierać, przebierać, wybrzydzać w całej gamie innych krwiopijców, a przecież na pewno nie są oni jeszcze wszystkimi, jakich przyjdzie nam poznać. Nie będę ukrywać, iż to właśnie mnogość i różnorodność postaci stanowią drugi, po wątkach historycznych, element, który wręcz uwielbiam w powieściach pani Rice.
Pod względem warsztatu literackiego powieści nie można nic zarzucić. Autorka pisze językiem wysublimowanym, chociaż przystępnym z odrobiną epickości. Liczne opisy miejsc w żadnym stopniu nie spowalniają akcji, nie odstręczają, a jedynie rozwijają zainteresowanie lekturą, pozwalają nam na wyobrażenie sobie świata przedstawionego z większą dokładnością. Nie, tutaj Anne Rice nie można zarzucił zupełnie niczego. Posiada ona niewątpliwy talent i po mistrzowsku z niego korzysta.
Podsumowując, nie trzeba lubić wampirów by czerpać rozkosz z książek Anne Rice, zaś Wampir Lestat ukazuje czytelnikowi zupełnie inne oblicze krwiopijców. Jeśli nie oszalejemy na punkcie samej powieści to niewątpliwie urzeknie nas ten, czy inny bohater, a wszystko to sprawi, iż z przyjemnością sięgniemy po dalsze części serii. Kiedy ja zaczynałam swoją przygodę z Kronikami Wampirów nie wiedziałam, czego się spodziewać i bynajmniej nie byłam wtedy zwolenniczką tego typu historii. Namówiona przez koleżankę zdecydowałam się dać szansę Lestatowi i jego przyjaciołom, zaś ostatecznie oddałam tej serii serce. Tego zwyczajnie trzeba spróbować zanim powie się „nie” i całkowicie z tego zrezygnuje.

czwartek, 21 marca 2013

Wywiad z wampirem - Anne Rice



Tytuł: Wywiad z wampirem
Autor: Anne Rice
Wydawca: Rebis
Ilość stron: 400
Ocena: 5/6





Wampiry niepodzielnie królują pośród literatury młodzieżowej przenikając ją w mniejszym, bądź większym stopniu. Chociaż inne paranormalne historie nie pozostają bierne, to jednak liczba powieści o krwiopijcach miażdży i przeraża. W którym jednak momencie wampir przestaje być wampirem? Czy z chwilą, kiedy autor obsypuje go brokatem? A może, gdy wampir nie jest już inteligentnym, krwiożerczym trupem, ale zwyczajnie „innym” człowiekiem? Każdy czytelnik tego rodzaju literatury na pewno udzieliłby na te pytania innej odpowiedzi. My tym czasem powróćmy do czasów Anne Rice, kiedy to wampir „wegetarianin” był żałosną istotą, która nie mogła pogodzić się ze swoją nową egzystencją…
Akcja powieści rozpoczyna się w mało zadbanym pokoiku, gdzie zaledwie dwustuletni wampir opowiada historię swojego życia młodemu dziennikarzowi. Chociaż chłopak z początku nie do końca wierzy swojemu rozmówcy, to jednak bardzo szybko przekonuje się, iż mężczyzna nie kłamie. Jego aparycja, choć pociągająca, okazuje się w pewien sposób przerażająca, gdy pokazując się w pełnej krasie rozpoczyna swoją opowieść.
Louis de Pointe du Lac należał do arystokratycznej rodziny mieszkającej w Luizjanie. Powodziło im się całkiem nieźle do czasu, gdy Louis będąc głową rodu zaczął folgować rozrywce i pijactwu. To właśnie podczas jednego ze swoich upojeń alkoholowych „spotkał” na swojej drodze tajemniczego, pięknego Lestata – młodzieńca, który zaatakował go, a dopiero później dał wybór między śmiercią, a życiem przemieniając zagubionego młodzieńca w równą sobie istotę. Nie do końca świadomy tego, co robi Louis umiera i naradza się na nowo odczuwając potworne pośmiertne skurcze ciała, widząc więcej, słysząc więcej, poruszając się z większą gracją i szybkością. „Dzieło stworzenia” dopełniło się, ale nie było darem, którego można było się spodziewać. Młody arystokrata zaczyna gubić się w tym, co go spotkało, nie może się z tym pogodzić, woli żywić się byle szczurami, niż zabijać ludzi. Nie mniej jednak, w pewnej chwili jego nerwy puszczają, życie ulega ponownej zmianie, kiedy pojawia się w nim kilkuletnia dziewczyna – Claudia.
Wywiad z wampirem to zaledwie pierwsza część Kronik wampirów obejmujących dziesięć tomów. To właśnie tutaj czytelnik ma okazję poznać jednych z najbardziej popularnych krwiopijców, których wydawała współczesna literatura i to właśnie oni stanowią najważniejszy element całej powieści. Interesujące, hipnotyzujące postaci są tym, co podkreśla siłę autorki, jej niezaprzeczalny talent. Anne Rice zdołała, bowiem tchnąć życie w ogarniętego depresją, melancholijnego Louisa, którego wrażliwa dusza cierpi w powłoce wampira; bezwzględną, mściwą i obdarzoną niebanalnym charakterkiem Claudię; pewnego siebie, szalonego i trzymającego się kurczowo życia Lestata; uroczego, czarującego, ale jednocześnie fanatycznego Armanda. Chociaż każda z tych postaci jest wampirem, to jednak różnią się od siebie jak ogień i woda. Tworząc swoich bohaterów autorka nie powtarza żadnych wzorców, ale pozwala by kształtowali się oni naturalnie i samoistnie, jakby żyli własnym życiem.
Co więcej, Anne Rice w pełni pokazuje światu swój kunszt pisarski poprzez epicką narracja, czy też idealnie budowane napięcie i grozę. Czytając Wywiad z wampirem niejednokrotnie przez nasze ciało przejdą zimne dreszcze, a ludzie wydawać nam się będą obcy. Autorka sprawiła, bowiem że jej bohaterowie zdają się prawdziwi i mogą istnieć w naszym świecie.
Ponadto godne pochwały są pięknie oddane krajobrazy. Chociaż autorka z umiłowaniem i szczegółowością opisuje nam zarówno Luizjanę, jak i niektóre miejsca Europy jej powieść nie staje się przez to przydługa i nudna. Czytelnik zostaje oczarowany tłem wydarzeń, zarażony miłością do bliskich bohaterom miejsc. Wszystko to sprawia, że opowiadana historia staje się jeszcze bardziej realna, niemal historycznie prawdziwa. Wręcz nie sposób przyjąć, iż Louis jest bohaterem fikcyjnym, a cała powieść jedną, wielką fikcją literacką.
Nic więc dziwnego, że Wywiad z wampirem jest powieścią, o której pamięta się całymi latami i do której powraca się z rozkoszą. Interesująca fabuła, wspaniale wykreowani bohaterowie, a wszystko to otulone ciasno mrokiem, melancholią i licznymi filozoficznymi przemyśleniami na temat natury ludzkiej, zmian, przemijania. To bez wątpienia nie tylko lektura godna uwagi, ale również obowiązkowy tytuł dla każdego, kto chociaż trochę interesuje się wampirami. Dopiero u Anne Rice odkrywamy prawdziwe oblicze krwiopijców i widzimy, jak niedoskonałe są inne powieści.

środa, 28 listopada 2012

Dar Wilka - Anne Rice




Tytuł: Dar Wilka
Autor: Anne Rice
Wydawca: Rebis
Ilość stron: 520
Ocena: 5+/6




Anne Rice, znana szerokiemu gronu polskich czytelników z bestsellerowych „Kronik Wampirów”, powraca do świata paranormalnej powieści, biorąc na celownik dzikie i niebezpieczne wilkołaki. Momentalnie nasuwa się jednak pytanie: ile z klasycznej Anne Rice pozostało w Anne Rice? Czy autorka naprawdę wróciła do formy i jest w stanie przedstawić nam coś interesującego, pozbawionego żądzy świętości? Mając na uwadze jej religijne wzloty i upadki, nie można dziwić się wielkiemu zainteresowaniu „Darem Wilka” – powieścią, która może odpowiedzieć na wszelkie pytania dotyczące stanu ducha autorki. Nie ma bowiem wątpliwości, że pisarka często przelewa swoje emocje na bohaterów, pozwalając by ich odczucia i wiara w Boga były odbiciem jej własnych rozważań. A może to już przeszłość? Przekonajmy się.

Reuben Golding to dobrze usytuowany i niebywale urodziwy młody mężczyzna o sercu romantyka (skłonnąś tę odziedziczył po ojcu). Jako utalentowany, chociaż początkujący, dziennikarz otrzymał za zadanie napisać artykuł o pięknej posiadłości położonej pośrodku sekwojowego lasu niedaleko kojąco szumiącego Pacyfiku. Miało to pomóc właścicielce w sprzedaży starego domu, a tym czasem piękna okolica, wielka rezydencja pełen szeptów i cieni oraz przepełniona tajemnicami historia poprzedniego posiadacza domu rozkochały w sobie młodego reportera do tego stopnia, iż był on skłonny kupić posiadłość i zamieszkać w niej chociażby od zaraz. Niestety, udany, pełen czułości wieczór przerodził się w krwawą masakrę, z której Reuben jako jedyny uszedł z życiem. Mimo to, reporter ucierpiał poważnie w wyniku pchnięcia nożem oraz ran zadanych przez ostre zęby zwierzęcia, które pokaleczyło jego głowę i szyję, a jednocześnie uratowało z opresji. To wydarzenie zmieniło całkowicie spokojne i monotonne życie młodego człowieka, który, cierpiąc niewypowiedziane męki, dochodzi do siebie w szpitalnym łóżku pod opieką swojej matki – lekarki. Nawet ona nie potrafi jednak wyjaśnić tego, że dwudziestotrzyletni mężczyzna nagle regeneruje się w zatrważającym tempie, a jego ciało rozrasta się, potężnieje, włosy gęstnieją, zaś kolor oczu staje się bardziej intensywny. Co więcej, zmysły Reubena wyostrzają się, potrafi usłyszeć ludzki głos z ogromnej odległości, a nawet wyczuć zapach zła. Wszystko to nieubłaganie prowadzi do przemiany, która czyni z niego bestię, Człowieka-Wilka, hybrydę łączącą w sobie instynkt drapieżnika i mordercy z ludzką inteligencją i empatią. Już pierwsze, jakże owoce, polowanie rodzi pytania, na które mężczyzna chce znaleźć odpowiedzi. Czym, bądź, kim było zwierzę, które go pogryzło? Czym dokładnie się stał? Jakie są jego ograniczenia? I, może najważniejsze, co powinien zrobić z darem, jaki niespodziewanie posiadł?

Chociaż niechętnie, to jednak muszę przyznać, że najsłabszym ogniwem powieści jest niewątpliwie pierwszy rozdział, który można określić mianem nudnego. Wynika to zapewne z faktu, iż czytelnik, nie mając okazji uzmysłowić sobie wagi rodziny Nidecków, poznaje historię jej członków, a także widzi wielkie zainteresowanie głównego bohatera właścicielką domu i jej zaginionym krewnym, Feliksem Nideckiem. Tylko czy można podzielać wielką fascynację Reubena człowiekiem, który zniknął przed laty, gdy ludzie codziennie rozpływają się w powietrzu by nigdy nie powrócić do rodzinnych domów? A sama Marchent? Co takiego zachwycającego dostrzegł w tej kobiecie nasz bohater?

Mimo słabszego początku książka nabiera rozpędu wraz z kolejnymi rozdziałami, które to przenoszą czytelnika do dobrze znanego nam świata pięknych opisów autorki i nadnaturalnych mocy, które są równocześnie błogosławieństwem i przekleństwem. Jesteśmy świadkami tego, jak Reuben powoli przyzwyczaja się do swojej nowej postaci, uczy się nad nią panować, stara się unikać problemów, a jednocześnie nieświadomie się w nie pakuje. Anne Rice zadbała by jej bohater nie musiał się nudzić i zawsze miał coś do roboty, czy to rozszarpując przestępców, rozkoszując się miłością swojej kobiety, czy też zgłębiając tajemnice Feliksa Nidecka, który po pewnym czasie okazuje się niezwykle interesującą postacią. Dzięki temu fabuła nawet w chwilach, gdy stoi w miejscu, nie nudzi, ale wciąga coraz bardziej, fascynuje i rozpieszcza wszystkie zmysły. Jest to bezsprzecznie największą zaletą stylu autorki, która nie musi tworzyć czegoś przełomowego by się podobać.

Uważam, że na szczególną uwagę zasługuje podjęta przez Rice tematyka odwiecznego konfliktu między moralnością, a tym, co uważamy za słuszne. Ugryziony przez wilkołaka Reuben bardzo szybko przechodzi ze swoimi nowymi umiejętnościami do porządku dziennego, chociaż zaprzątają one jego myśli, nie pozwalając normalnie funkcjonować w społeczeństwie, którego był częścią. Mężczyzna nie może skupić się na pracy i irytuje się nawałem zajęć, gdy cały jego świat uległ niezrozumiałej zmianie, którą pragnie jak najszybciej zgłębić. Jest to bardzo ludzkim i naturalnym odruchem, który czyni z głównego bohatera człowieka takiego, jak większość z nas. W końcu panowanie nad emocjami i brak niecierpliwości to cechy pożądane, ale rzadko spotykane. Co więcej, Reuben nie siedzi z założonymi rękoma, ale postanawia wykorzystać swoje moce do czynienia dobra. Nie ma w nim wewnętrznego konfliktu, który przeszkadzałby mu w zabijaniu ludzi, których jego nowa natura uważa za złych. Wilkołak nie zabija, bowiem człowieka, ale przestępcę, kogoś, kto zasłużył na śmierć. Czy człowiek do szpiku kości przesiąknięty złem może się nawrócić, czy może odpokutować swoje winy na ziemi? A może zwyczajnie przyczyni się do wyrządzenia większej ilości zła, skrzywdzi ludzi, którzy nie zasłużyli na ból i łzy? Anne Rice daje swojemu czytelnikowi okazję by opowiedział się po stronie głównego bohatera, bądź jego brata Jima, których poglądy są zgoła odmienne, podobnie jak sposób radzenia sobie z tajemnicą wilkołactwa.

Wielu odbiorcom dar wyczuwania zła może wydawać się sentymentalny i zupełnie nie pasować do klimatu horroru, którego oczekiwałoby się po „Darze Wilka”. Należy jednak zauważyć, iż wampiry stworzone przez Anne Rice również posiadały umiejętność wyczuwania ludzkiej niegodziwości, czy też wewnętrznego piękna. Także liczne nawiązania do tematu religii i wiary nie są czymś nowym, ale przewijały się niejednokrotnie przez liczne powieści napisane przez autorkę. Tym samym stanowią one o wyjątkowości stylu pani Rice. Może spowiedź Reubena była w rzeczywistości aktem pokuty ze strony samej autorki, która potrzebowała rozgrzeszenia, by dalej móc rozwijać swoją powieść? Są to wprawdzie jedynie insynuacje, lecz znając historię życia autorki, nie możemy wykluczyć tej możliwości.

„Dar Wilka” posiada także inne cechy, które zbliżają ten utwór do poprzednich dzieł autorki. Jednym z nich jest graniczące z miłością zainteresowanie innym człowiekiem, który z racji otaczającej go tajemnicy, czy też uroku osobistego, bardzo szybko podbija serce wszystkich wokoło. Do takich osób należą chociażby dżentelmeni z portretu, którzy niezmiernie fascynują Reubena i jego partnerkę. Nie mniej jednak, również sama Laura ujmuje za serce każdego mężczyznę, którego ma okazję poznać, co może wzbudzać zazdrość jej kochanka.

W ogólnym rozrachunku „Dar Wilka” uważam za bardzo dobrą lekturę, napisaną ze smakiem i wyczuciem. Zarówno wątki romantyczne, jak i teologiczne nie rażą, ale stanowią niezbędny element powieści, która może się podobać. Osobiście z największą rozkoszą przeczytałabym kontynuację i poznała bliżej historię Morphenkindów oraz drogę, jaką ta rasa przebyła przez tysiące lat istnienia. Niestety, na chwilę obecną muszę zadowolić się jednym tomem, którym uraczyła mnie autorka i wierzyć, że kiedyś powróci do tematu wilkołactwa. Tym czasem, z całego serca zachęcam do zapoznania się z „Darem Wilka” i wyrobienia sobie własnego zdania na temat tejże książki.


Recenzja dla portalu Upadli.pl

sobota, 10 listopada 2012

Między młotem a piorunem - Kevin Hearne




Tytuł: Między młotem a piorunem
Autor: Kevin Hearne
Wydawca: Rebis
Ilość stron: 408
Ocena: 4+/6





Nie każdy obdarzony jest smykałką w dziedzinie negocjacji, a Atticus O’Sullivan w szczególności nie ma do tego nosa i na pewno nie powinien targować się z osobami, których później nie da się wystrychnąć na dudka. Tak się jednak składa, że u takich właśnie osób druid zaciągnął kilka długów, które teraz musi spłacić narażając przy tym życie. Ale czy mogło być inaczej, kiedy nie potrafi się usiedzieć spokojnie na tyłku? Wątpliwe. Tak więc nie mając innego wyjścia, Atticus wyrusza w drogę do Asgardu skąd musi wykraść magiczne jabłko dla Lakshy, a przy okazji zdobyć niezbędne informacje mające pomóc mu podczas powrotu w to miejsce w roli przewodnika. Jak to zwykle w jego przypadku bywa, narobił niezłego zamieszania zabijając o trzy staruchy za dużo i ratując się usztywnieniem jednego z kruków Odyna. Cóż, nasz rudzielec zawsze słynął z mocnych wejść i efektownych wyjść. To jednak nie jedyny panteon, w którym narobił sobie wrogów, gdyż nieźle zalazł za skórę również Bachusowi, co kwituje efektowny pościg, którego może pozazdrościć nie jeden kierowca. Byłoby niestety zbyt miło, gdyby lista wrogów kończyła się tak szybko, toteż podejrzany rabin wraca w asyście przyjaciół, by dobrać się do skóry zabieganemu ostatnimi czasy druidowi, a tutaj nawet Jezus nie pomoże, chociaż stoi zaraz obok i uśmiecha się głupio, jakby walka o życie naprawdę mogła być czymś zabawnym.

Kevin Hearne po raz trzeci wita swoich czytelników w przepełnionym paranormalnymi istotami Tempe, gdzie niemożliwe staje się możliwe, a człowiek nigdy nie może być pewny tego, co widzi. Niestety, niedługo zabawimy w tym ciepłym miasteczku, które zmienia się z każdą chwilą. Obowiązki wzywają, więc wraz z głównym bohaterem przyjdzie nam spędzić masę czasu na mrozie pośród lodu i śniegu. Tak jak zmieniają się towarzyszące nowej przygodzie zjawiska pogodowe, tak samo ton książki staje się cięższy i poważniejszy, chociaż nie zabraknie tu akcentów humorystycznych, które pozwolą odprężyć się przed ostatecznym starciem, które czeka na bohaterów porywających się z motyką na słońce. Nie ważne, czy wrócą z tarczą, czy na tarczy, gdyż nic już nie będzie takie samo.

Między młotem a piorunem nie jest lekką komedyjką, jaką były dwa poprzednie tomy serii. Wyczuwa się wiszące nad historią widmo śmierci, rozmowy między bohaterami częściej toczą się na poważne tematy, a historie, jakie poznajemy przy ognisku dotyczą narodzin nienawiści względem nordyckiego boga piorunów, chęci zemsty. Autor kładzie także nacisk na temat przemijania i starości, zmian, jakie następują wbrew naszej woli w otaczającym nas świecie. Tym razem nie mamy do czynienia z przypadkową śmiercią ludzkich istot będących marionetkami bogów, ale z zatrzymującym się zegarem biologicznym, z pędzącym czasem, którego nie sposób zatrzymać w miejscu w sposób naturalny.

Całe szczęście, autor nie pozwolił by trzeci tom Kronik Żelaznego Druida ociekał melancholią przeszłości, przygnębiającą atmosferą bliskiej walki, ewentualnej śmierci, czy też poczucia straty, co odcinałoby się wyraźnie na tle poprzednich historii. W chwilach, w których może pozwolić sobie na zabawniejszy komentarz lub wydarzenie Hearne wykorzystuje okazję i wplata luźniejszy wątek, bez którego książka nie byłaby taka sama. Przecież Kroniki pełne są postaci „z jajami”, które muszą pokazać, na co je stać. Co ciekawe, na przykładzie trzech ociekających testosteronem samców autor bardzo wymownie ukazał zasadę rządzącą całym światem mężczyzn. Tak często literatura stara się odkryć myśli i uczucia kobiet, że zapomina o drugiej, mniej skomplikowanej płci, która wydaje się komiczna, jeśli spojrzeć na nią z perspektywy, w jakiej przedstawił to Kevin Hearne. I za to autorowi należą się gromkie brawa!

W przypadku Między młotem a piorunem nie wypada nie wspomnieć o Jezusie i fenomenalnym sposobie, w jaki został on przedstawiony (mój Jezus przyjdzie w wysokich glanach, skórzanej kurtce nabijanej ćwiekami, a za rękę trzymać będzie Judasza). Żale Boskiego Syna wywołują uśmiech na twarzy, ponieważ są naprawdę trafnymi spostrzeżeniami i w komicznym świetle przedstawiają zwyczajnych ludzi, a pokuszę się nawet o stwierdzenie, że również kler. Kolejny wielki plus dla autora!

Kiedy skończyłam czytać Między młotem a piorunem nie mogłam usiedzieć na miejscu. Chciałam wiedzieć, co wydarzy się dalej, wciągnęłam się w historię, która wcześniej była po prostu odskocznią od poważniejszej literatury i problemów dnia codziennego. Przez wszystkie trzy części serii uzależniłam się od cudownych postaci, jakie wykreował Kevin Hearne. Kroniki Żelaznego Druida to mieszanka adrenaliny, feromonów i serotoniny, która uzależnia, ale w ten nałóg naprawdę warto wpaść. Życie wydaje się o wiele ciekawsze, a to podniesie na duchu każdego pesymistę!

czwartek, 8 listopada 2012

Raz wiedźmie śmierć - Kevin Hearne




Tytuł: Raz wiedźmie śmierć
Autor: Kevin Hearne
Wydawca: Rebis
Ilość stron: 400
Ocena: 5/6





Atticus O’Sullivan jest chodzącym dowodem na to, że nie wystarczy zabić uciążliwego boga by rozwiązać wszystkie swoje problemy. Niestety, dowiedział się o tym zbyt późno, gdyż w przeciągu chwili okazuje się, że jeden zgon wysoko w hierarchii potrafi nieźle skomplikować życie nawet ostatniemu druidowi na świecie. Przecież w każdym panteonie znajdą się jacyś odwieczni wrogowie, zaś rudowłosy przystojniak najwyraźniej awansował na płatnego zabójcę bogów, jako że propozycji „pracy” wcale mu nie brakuje. Rozsądnie odrzuca jednak każdą z nich zauważając, iż imię Thora pojawia się wyjątkowo często, co jednoznacznie wskazuje na to, że bóg ten musiał nieźle zaleźć za skórę całym zastępom innych bóstw, jak i magicznych istot, w tym przyjaciołom druida. Tak się jednak składa, że Atticus i bez tego ma pełne ręce roboty. Demony wypuszczone z piekła dają o sobie znać, zaś Kojot oczekuje pomocy w pozbyciu się jednego wyjątkowo nieprzyjemnego paskudztwa. Jakby tego było mało, do Tempe zbliżają się niezwykle groźne bachantki, wobec których druid jest bezsilny. To zaś dopiero początek jego problemów! Nie obejdzie się, bowiem bez kolejnych utarczek z policją, a na dokładkę nazistowskie wiedźmy – Die Töchter des dritten Hauses – chcą pozbyć się druida zagrażając przy tym wszystkim jego przyjaciołom. Nie można zapomnieć także o pewnym szemranym rabinie, który uczepił się Atticusa, jak rzep psiego ogona plątając się pod nogami. W tej rozgrywce po prostu nie sposób polegać wyłącznie na własnych siłach, a to oznacza, że mężczyzna będzie musiał zaciągnąć nie jeden dług chcąc poradzić sobie ze wszystkim.

Jeśli ktoś liczył na to, że kolejny tom Kronik Żelaznego Druida przyniesie poprawę stylu to niestety może czuć się zawiedziony, gdy sięgnie po Raz wiedźmie śmierć. Forma języka, w którym napisano książkę nie różni się, bowiem od poprzedniej nadal pozostając prostą i męczącą, ale do przeżycia dla osób mniej drażliwych na tym punkcie. Nie mniej, nie łatwo przejść do porządku z literaturą o tak nieskomplikowanym stylu.

Autor w pełni wynagradza nam jednak wszystkie niedoskonałości warsztatu pisarskiego humorem oraz wartką akcją. Tym, czego nie można odmówić powieści jest właśnie wyjątkowo duża dawka pozytywnej energii zamknięta w wielu zabawnych scenach, barwnych dialogach i niesamowitych wydarzeniach. Dla przykładu podać można fakt wymęczonego brutalnym seksem Atticusa, czy liczne komentarze, jakimi raczy nas Oberon. Także fabuła, choć nie można „zarzucić” jej specjalnej oryginalności, okazuje się zdecydowanie bardziej uwypuklona i bogata w przygody. Albowiem, druid wielokrotnie staje do walki z licznymi przeciwnikami mając u swego boku różnorodnych wspólników, bez których niezaprzeczalnie przegrałby starcie. Nie sposób zaprzeczyć, że w książce ciągle coś się dzieje, akcja z każdą stroną nabiera tempa, zaś bohater nie siedzi bezczynnie, ale zawsze jest w ruchu, co nie pozwala czytelnikowi na nudę.

Tym, co zasługuje na szczególną uwagę jest fakt, iż tym razem Kevin Hearne nie tylko odniósł się do różnych panteonów, ale również sięgnął w głąb chrześcijaństwa ukazując nam siłę ludzkiej wiary, a równocześnie z przymrużeniem oka nawiązując do tematu najpopularniejszej religii. Nie często widujemy w literaturze postać Marii, która między pomocą chorym i uzależnionym znajduje czas na poświęcenie strzał dziwnemu, wytatuowanemu młodzieńcowi z mieczem na plecach. Co więcej, nie każdy za pośrednictwem Matki Bożej przesyła pozdrowienia Jezusowi planując zaprosić go na piwo. I jak tu nie wybaczyć autorowi wszelkich niedociągnięć?

Raz wiedźmie śmierć to część pełniejsza niż poprzednia, wzbogacona o odrobinę dramatu, nieuchronność losu i trudne wybory, ale nadal utrzymana w znanym już czytelnikowi klimacie, któremu pozwolił się oczarować. Doprawdy nie sposób odmówić sobie tej odrobiny przyjemności, jaka płynie z humor tego obłędnego urban fantasy. Prawdę mówiąc, po drugi tom Kronik Żelaznego Druida warto sięgnąć z tych samych powodów, dla których kuszący wydawał się Na psa urok – dla dobrej zabawy, śmiechu i odrobiny absurdu w wyważonych idealnie dawkach.