Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tajemnica. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tajemnica. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 października 2014

sobota, 30 listopada 2013

Pet Shop of Horrors vol. 2 - Akino Matsuri




Tytuł: Pet Shop of Horrors vol. 2
Autor: Akino Matsuri
Wydawca: Taiga
Ilość stron: 218
Ocena: 6-/6




Klimatyczna, klasyczna kreska, inteligentne historie pełne głębi i emocji, fantastyczne, niebezpieczne stworzenia, bohaterowie, którzy zdobywają serca czytelników tajemniczością, charyzmą i wewnętrznym urokiem – oto druga odsłona „Pet Shop of Horrors”, naprawdę cudownej mangi, obok której nie sposób przejść obojętnie.

Święta lada dzień, chińska dzielnica rozbrzmiewa śpiewnym „Merry X’mas”, a więc najwyższy czas pomyśleć o wyjątkowym prezencie dla najbliższych. Starszy mężczyzna z zawiniątkiem w ramionach opuszcza właśnie sklep ze zwierzętami hrabiego D. Jego wnuki bez wątpienia będą szaleć z radości, kiedy zobaczą, co dla nich przyszykował. Tym czasem sceptyczny, uparty jak osioł policyjny detektyw, Leon Orcot, nawet w wigilię wpada do sklepu z niezapowiedzianą wizytą. Tak się składa, że w samą porę, gdyż oto okazuje się, że roztargniony hrabia sprzedał poczciwemu dziadkowi smocze jajo!
To jednak nie koniec opowiedzianych w tym tomie historii. Oto spotykamy drobnego złodziejaszka i hazardzistę bez grosza przy duszy, który przemoczony i pobity stara się pomóc małemu kociakowi najwyraźniej porzuconemu na ulicy. Tak się jednak składa, że po maliznę przychodzi sam hrabia D, a więc coś wisi w powietrzu.
Po „smoczym” nowym roku nasz znajomy detektyw również nie może narzekać na brak zajęć. W dzień swojego ślubu ginie niezwykle utalentowana piosenkarka, zaś Leo ma wątpliwą przyjemność pracować nad tą sprawą. Mało tego, śledząc hrabiego D, podczas jego małej wyprawy do muzeum historii naturalnej, Orcot z własnej winy pakuje się w niezwykłe tarapaty.

Drugi tom swojej mangi Akino Matsuri rozpoczyna wyjątkowo zabawnym i lekkim akcentem, o którym naprawdę warto wspomnieć, gdyż wyraźnie odznacza się na tle poprzedniej części. Prawdę mówiąc, zupełnie się tego nie spodziewałam, gdyż jak dotąd mieliśmy do czynienia z poważnymi, krwawymi historiami, które uwydatniały ludzkie słabości. Ta drobna zmiana bynajmniej nie wychodzi „Pet Shop of Horrors” na złe, gdyż odsłania przed nami zarówno zupełnie nowe oblicze hrabiego D, jak i czyni jasnymi motywy kierujące Leonem Orcot. Co więcej, ta dwójka dopełnia się wręcz idealnie i stanowi perfekcyjny humorystyczny duet, a człowiekowi po prostu miękną kolana! Przy tej okazji wspomnijmy także o ekscentrycznej pani dentystce, lubującej się w klimatach BDSM oraz mafiozie ze słabością do pudli. Usta same wyginają się w szerokim uśmiechu, a serce rwie się do czytania!

Po humorystycznym wstępie mangaka pozwala czytelnikowi powoli powrócić do poważniejszego tonu mangi, poświęcając drugi rozdział „Pet Shop of Horrors” zagadnieniu pieniędzy i przeznaczenia. Na pierwszy plan wychodzi biedny jak mysz kościelna William Foster, który postanawia nakarmić zabiedzonego kociaczka jedynym, co posiada – swoją krwią. Ten drobny dobry uczynek sprawia, iż los uśmiecha się w końcu do mężczyzny za sprawą słodkiej dziewczynki, którą pokochał w mgnieniu oka. Niestety, kiedy zasmakuje się w luksusie łatwo zapomnieć o tym, co dla nas najważniejsze. W przypadku Fostera wybór między pieniędzmi, a uwielbianym przez niego „dzieckiem” jest prosty, co sprawia, że mężczyzna kończy w tym samym miejscu, w którym rozpoczynał tę historię – na ulicy, bez grosza, bez domu, za to mając u boku kociaka, którego kiedyś chciał uratować. Tym samym, oczywistym staje się fakt, iż pieniądze to stanowczo za mało, kiedy w grę wchodzą uczucia determinowane przez przeznaczenie. Bo czy można zaprzeczyć temu, iż losem nie rządzi czysty przypadek?

Do sporej gamy emocji, ukazanych w tym tomie, dodać należy również dumę i zaborczość, których znaczenie czytelnik musi odgadnąć samemu. Bez wątpienia czynią one zranioną kobietę niebezpieczną, nieobliczalną, niemal potworną. Czy jednak w tym wypadku to siła kobiecych uczuć miała wpływ na ludzki los podsuwając pod nos hrabiego niesamowite, niebezpieczne stworzenie, które wydaje się wymierzać sprawiedliwość zakłamanemu kochankowi? A może chodzi po prostu o kolejne rzadkie, niespotykane zwierzę? To od nas zależy, co tak naprawdę dostrzeżemy w Delicious.

I w końcu, drugi tom „Pet Shop of Horrors” odkrywa przed nami drobną ciekawostkę dotyczącą hrabiego D, jak również ukazuje nam jego samotność skrywaną pod licznymi maskami dostrzeganymi przez detektywa. Przeszłość młodego właściciela sklepu zoologicznego wydaje się być ciasno spleciona z jego miłością do zwierząt, jak również z niechęcią względem bezlitosnych ludzi, którzy stawiają siebie ponad innymi stworzeniami. D jest podobny do anioła zemsty, który podkreśla ludzką niedoskonałość, ujawnia ich grzechy, a następnie za pomocą mitycznych sił natury wymierza sprawiedliwość. Co więcej, jego zachowanie i tajemniczość rodzą pytania, na które z pewnością chcielibyśmy poznać odpowiedzi, te zaś mogą kryć się w kolejnych tomach tej niebanalnej serii.

Podsumowując, „Pet Shop of Horrors” to manga, na której punkcie naprawdę można oszaleć. Przepełniona mrocznymi tajemnicami, elementami mitologi i fantastyki, ozdobiona odrobiną humoru i głębią przekazu, hipnotyzuje czytelnika, czyniąc go w ten sposób bezbronnym, wciąga go do swojego niesamowitego świata, w którym nikt nie może czuć się bezpieczny. Ja uległam czarowi tego tytułu już przy okazji pierwszego tomu, zaś teraz pozwalam by także część druga wciągała mnie coraz głębiej w te ruchome piaski klasyki, wywołującej drżenie na całym ciele.




Recenzja dla portalu:

środa, 13 listopada 2013

Pandora Hearts vol. 7 - Jun Mochizuki




Tytuł: Pandora Hearts vol. 7
Autor: Jun Mochizuki
Wydawca: Waneko
Ilość stron: 182
Ocena: 6-/6




Czasy sprzed tragedii w Sablier. Zwabiona dźwiękami pozytywki Lottie niespodziewanie spotyka w ogrodzie swojego pana, Glena Baskerville'a, oraz Jacka Vessaliusa, twórcę pozytywek, który – o zgrozo – okazuje się dobrym przyjacielem Glena. Dziewczynie trudno w to uwierzyć, a jednak w towarzystwie Jacka jej pan jest w stanie nawet się uśmiechać. Cała ta sielanka nie trwa niestety zbyt długo, gdyż pewnego dnia ogarnięty jakimś niezrozumiałym szaleństwem Glen Baskerville rozkazuje swoim ludziom wymordować wszystkie osoby obecne na zamku w Sablier, a polecenie zostaje posłusznie wykonane.
Chwila obecna. Wezwany przez Lottie Jack bynajmniej nie planuje współpracować. Strasząc użyciem mocy B-Rabbita pozbywa się zagrożenia, ale już samo pojawienie się wyczerpuje jego siły. Tym samym fragmenty wspomnień Jacka docierają do świadomości Oza, co sprawia, iż chłopak pogrąża się w czarnych myślach. Niemniej jednak, dzięki drobnej pomocy Elliota Oz znowu odzyskuje dobry humor. A przynajmniej było tak przez chwilę, gdyż prawda o pochodzeniu Oza mocno zachwiała rodzącą się przyjaźnią między Vessaliusem, a Nightrayem. I pomyśleć, że to najmniejszy, choć tak głęboko przeżywany, problem głównego bohatera.

Swoimi ostatnimi tomikami mangi Padora Hearts Jun Mochizuki niewątpliwie zainteresowała czytelnika tajemnicami przeszłości. Nic więc dziwnego, że rozpoczyna swój siódmy tom od wyjawienia drobnych sekretów, by na koniec niemal ogłuszyć nas rewelacjami. I tak, poznajemy elementy burzliwej przyjaźni Jacka i Glena, która zapowiadała się na idylliczną, zaś ostatecznie została zabarwiona czerwienią krwi i dramatu. Nadal nie znamy szczegółów i pikantniejszych kawałków, ale powoli zbliżamy się do poznania pewnych tajemnic, a to wywołuje dreszczyk emocji. Niemniej jednak, to pod koniec tomu padamy na kolana przed mangaką, która pozwala nam na wgląd w szokującą przeszłość Breaka. Czy ktoś mógł spodziewać się dokładnie tego, co zostaje nam ujawnione? Wątpliwe! Oczywiście, pewne podpowiedzi pojawiły się wcześniej, ale tylko kwestia oka wydawała mi się jasna. Cała reszta była zaskoczeniem. Co więcej, nie sposób ukryć, że ostatni kadr mangi zdecydowanie zapowiada gorącą kontynuację i sprawia, że czytelnik z niecierpliwością czeka na tom ósmy.

A skoro jesteśmy już przy bliższym poznawaniu postaci, nie można zapomnieć o ekscentrycznej stronie słodkiej Sharon. Któż by się spodziewał, że ta idealna dama ma swoje małe „zboczenia”, które teraz wychodzą na światło dzienne? Ładniutka, dobrze wychowana, pozornie niewinna, a w rzeczywistości niebezpieczna Sharon nie tylko jest w stanie uciszyć Breaka, ale i wywołać ciarki u Alice. I nie ma się czemu dziwić. Ten demon w ludzkiej skórze nie szczędzi nikomu razów. Zresztą, zapowiadające się niewinnie lekcje udzielane Alice na przykładzie romansów, także kończą się brutalnym akcentem przemocy fizycznej. Biedny Oz...

Niemniej jednak, wypada także wspomnieć o małej alkoholowej libacji urządzonej na szybkiego przez wujaszka Oskara. Ten drobny epizodzik wart jest uwagi chociażby ze względu na Gilberta. I bynajmniej nie chodzi tu o obraz pijanego, czy też rozkosznego, płaczącego Gila, choć to niewątpliwie cudowny widok. To właśnie w tej chwili Gilbert lepiej niż kiedykolwiek wcześniej zaczyna uświadamiać sobie fakt, że zostaje z tyłu, przestaje być potrzebny, gdyż Oz zaczął się zmieniać i planuje się usamodzielnić. Każda kolejna sytuacja tylko bardziej dręczy poczciwego chłopaka i najwyraźniej go przeraża. Ale czego Gilbert boi się najbardziej? Porzucenia, samotności, utraty celu w życiu?

Tak oto, siódmy tom mangi Pandora Hearts nie obfituje wprawdzie w akcję w czasie teraźniejszym, ale zdecydowanie oferuje czytelnikowi spory kawałek wyśmienitej przeszłości i muszę przyznać, że pod tym względem ta część naprawdę przypadła mi do gustu. Robi się, bowiem coraz goręcej, sytuacja staje się naprawdę napięta, a granice czasu zacierają się jeszcze bardziej.

sobota, 2 listopada 2013

Pandora Hearts vol. 6 - Jun Mochizuki




Tytuł: Pandora Hearts vol. 6
Autor: Jun Mochizuki
Wydawca: Waneko
Ilość stron: 182
Ocena: 6/6




Vincent Nightray pokazał, co sądzi o ludziach, kiedy zmusił Breaka do dokonania absurdalnego wyboru pomiędzy osłabioną trucizną panienką Sharon, a samolubnym pragnieniem poznania tajemnic tragedii w Sablier. Po raz kolejny udowodnił na co go stać, gdy postanowił rozkoszować się widokiem zdruzgotania na twarzy Breaka po śmierci dziewczyny, która nie miałaby szans na przeżycie, gdyby nie prostoduszna Echo. To dzięki niej Sharon dochodzi teraz do siebie pod okiem swojego wiernego, ekscentrycznego towarzysza. Tym czasem niepoprawny Oskar Vessalius pakuje Oza oraz Gilberta w kłopoty, zmuszając ich do włamania się do budynku Akademii Lutwidge, gdzie aktualnie kształci się Ada – słodka siostra Oza, której chłopak nie miał okazji zobaczyć odkąd powrócił z Otchłani. Powód całej tej afery jest banalnie prosty, tak się składa, że dziewczyna zakochała się w pewnym chłopcu, o którym jej wuj nie wie zupełnie nic i to wystarcza by doprowadzić Oskara do pasji. Nikt nie mógł jednak przewidzieć tego, że w Akademii pojawią się także inni nieproszeni goście, którzy pragną położyć swoje łapska na Ozie.

Ostatnio naprawdę wiele się działo, toteż w szósty tom Pandora Hearts wkrada się zbawienny i jakże niezbędny humor, który pozwala czytelnikowi odetchnąć po pierwszej porcji powagi i emocji, jak również zebrać siły przed kolejnymi kłopotami, jakie czekają na naszych bohaterów. Właśnie z tego powodu kolejny tom tej zachwycającej mangi przywodzić może na myśl kremówkę składającą się z dwóch warstw ciasta zamykających między sobą lekki, słodki środek. Nie ulega, bowiem wątpliwości, że wujaszek Oskar potrafi zapewnić niebanalną rozrywkę i skutecznie odciągnąć myśli od wszelkich poważnych kwestii. Zresztą, stary, brodaty cap w szkolnym mundurku to na pewno niecodzienny widok. Nie sposób zapomnieć także o żądzy mordu u starszego i młodszego Vessaliusa, kiedy w grę wchodzą uczucia słodkiej, niewinnej Ady. Biedny Gil staje się zwierzyną łowną z powodu jednego rumieńca dziewczyny i jej niepewnego spojrzenia. Ups? I w końcu, chociaż pełne niepewności i strachu, ponowne spotkanie Oza i Ady rozgrzewa serce i wywołuje uśmiech.

Nie sposób jednak zaprzeczyć, iż lwia część tego tomu skupia się na tematach niezwykle poważnych, chociaż dotyczących wybranych jednostek. Już na początku mamy okazję ujrzeć szlachetniejsze oblicze Breaka, który nie zastanawia się dwa razy, ale poświęca swoje pragnienia na rzecz ratowania swojej towarzyszki. Nie należy on może do najszczerszych osób, ale nie ulega wątpliwości, że zależy mu na Sharon. Zresztą, z wzajemnością, gdyż także ona jasno daje innym do zrozumienia, jak istotny jest dla niej Xerxes i jego dążenia. Oczywista staje się również bezwzględność Vincenta, który mimo słodkiego, niewinnego uśmiechu jest wilkiem w owczej skórze. Nic więc dziwnego, że jego miłość do brata wydaje się uczuciem człowieka obłąkanego i niebezpiecznego. I oto, zaledwie na początku tomu, pojawia się pierwsza warstwa ciasta na naszej kremówce.

Jeśli zaś chodzi o podstawę tego ciastka to stanowią ją nie wydarzenia tego tomu, ale temat kłótni między Ozem, a świeżo poznanym Elliotem. Przyznaję, że zawsze wyznawałam punkt widzenia młodego Vessaliusa, który uważa za szlachetne oddanie życia za innych, poświęcenie się dla dobra bliskich sobie osób. Tymczasem Elliot swoimi poglądami ukazuje zupełnie inne oblicze tego rodzaju bohaterstwa. Śmierć jest, bowiem łatwiejsza i mniej bolesna, niż życie ze świadomością utraty kogoś bliskiego, ona stanowi upragniony koniec, podczas gdy to osoby pozostawione na tym świecie zmuszone będą do dalszej samotnej walki. To właśnie ten sposób patrzenia na świat oraz szczera bezpośredniość, z jaką młody Nightray wbija swoje racje do głowy chłopaka, otwierają mu oczy, docierają do serca i pomagają w wykonaniu pierwszego kroku ku nowemu, odważniejszemu życiu.

I tym oto sposobem docieramy do podsumowania kolejnego już tomu mangi Pandora Hearts, która nie traci na efektowności, rozwoju akcji, jak również na przekazie, jaki ze sobą niesie. Czytelnik w dalszym ciągu otoczony jest tajemnicami i chociaż poznaje coraz lepiej przeszłość i wnętrze bohaterów, to nadal jest błądzącym w ciemności dzieckiem. Wewnętrzne dylematy i troski postaci nierzadko do nas przemawiają, zmuszają do zatrzymania się i zastanowienia nad pewnymi sprawami, a przecież historia niezmiennie i wytrwale rwie do przodu wciągając nas coraz bardziej. Tej mangi nigdy nie ma się dosyć.