Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2bs. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2bs. Pokaż wszystkie posty

środa, 2 października 2013

Wybraniec Mrocznej Pani - Gail Z. Martin



Tytuł: Wybraniec Mrocznej Pani
Autor: Gail Z. Martin
Seria: Kroniki Czarnoksiężnika
Wydawca: Dwójka bez sternika
Ilość stron: 494
Ocena: 6/6




Martris Drayke toczy kilkumiesięczną, wycieńczającą wojnę ze zdrajcą korony i poplecznikiem obalonego uzurpatora. Ciężka zimna, nieregularne dostawy zapasów żywności oraz zaraza dają się we znaki jego ludziom. Sam Tris również jest wycieńczony będąc zmuszonym do zmagania się zarówno z Magami Krwi Curane'a, jak i z niepewnym, rozszalałym Strumieniem, którego moc chociaż niezbędna, jest także zabójcza.
W tym czasie ciężarna królowa Kiara staje się coraz bardziej narażona na skrytobójcze ataki zdrajcy, który przyczaił się w pobliżu. Oskarżana o romans z przyjacielem Trisa, mistrzem bardów Carrowayem, kobieta musi mieć się na baczności, zaś załamany bard zostaje skazany na areszt domowy poza murami zamku, co uniemożliwia mu czuwanie nad królową.
Sytuacja nie jest wcale lepsza w Mrocznej Ostoi, gdzie Jonmarc Vahanian musi zapobiec niepotrzebnemu rozlewowi krwi oraz wojnie między rasami, niszcząc zbuntowanego i niezwykle niebezpiecznego vayash moru, Malesha. To on chcąc zdenerwować Lorda i przemienić Carinę skazał ją na marny żywot istoty zawieszonej pomiędzy śmiertelnikiem, a nieumarłym. Mało tego, zabicie Malesha oznaczać będzie także śmierć kobiety, ale Lord Mrocznej Ostoi nie ma innego wyjścia, jak tylko postawić wszystko na jedną kartę.

Wybraniec Mrocznej Pani to ostatni tom znakomitych Kronik Czarnoksiężnika i bez wątpienia najbardziej mroczna z czterech części. Czytelnik rozpoczyna nową przygodę znajdując się dokładnie w miejscu, w którym zakończyła się Mroczna Ostoja i jest świadkiem brutalnych zmagań, z którymi muszą radzić sobie wszyscy bohaterowie. Rozlewu krwi i niebezpieczeństw naprawdę tu nie brakuje, a śmierć unosi się nad każdym polem bitwy. Wojna, zamachy, większe i mniejsze potyczki, nienawiść wypływająca ze strachu, bezmyślna chęć zemsty, tortury – świat bynajmniej nie jest tak barwny, jak mogłoby się wydawać. Co więcej, najwyraźniej nadchodzą jeszcze bardziej mroczne i niebezpieczne czasy, przed czym Mroczna Pani przestrzega swojego czempiona. Jak widać, w swojej powieści Gail Z. Martin nie tylko podkreśla bestialstwo świata przedstawionego, ale także „obiecuje”, że wszelkie wydarzenia przybiorą w przyszłości zdecydowanie gorszy obrót. Czy w takiej sytuacji możemy liczyć na to, że przy okazji kolejnej serii nasi bohaterowie nie zaczną padać jak muchy?

Czwarty tom Kronik Czarnoksiężnika prezentuje także całkiem dobrze rozwinięty obraz intryg dworskich, które stanowią prawdziwą pułapkę, z której nie łatwo się wydostać. Chociaż Kiara jest celem ataków to zagrożeni są także jej przyjaciele. Przypadek może uchronić królową przed śmiercią, ale także przypadek może doprowadzić do śmierci bliskich jej osób. Plotka rzucona na żyzną glebę w przeciągu chwili potrafi zamienić się w skandal, władza pozwala na snucie intryg i realizowanie planów bez obaw, że zostaną łatwo odkryte. Niebezpieczna dworska gra dotyka także Donelana, kiedy godny zaufania szpieg zamienia się w podwójnego agenta, zaś ludzie dotąd uznawani za lojalnych, nagle okazują się śmiertelnymi wrogami korony. Dwór jest więc najbardziej niebezpiecznym polem bitwy, zaś ludzie potrafiący manipulować innymi stanowią najzacieklejszych, najniebezpieczniejszych wrogów.

Mimo dominującej w powieści zaciętej walki o życie i pokój, nie sposób zignorować wartości etycznych, jakimi kierują się Tris i Vahanian. W przypadku Przywoływacza istotny jest fakt posiadanej przez niego mocy i sposobu, w jaki ją wykorzystuje. Młody król nie potrafi sobie wybaczyć żerowania na energii życiowej Magów Krwi, stara się powściągnąć gniew by nie zejść na niewłaściwą drogę, którą podążał jego przodek. Jest potężny, ale również zakochany, co sprawia, że coraz łatwiej ulega emocjom. Zupełnie innym człowiekiem jest Jonmarc, który jest w stanie poświęcić swoje życie w obronie poddanych, kieruje się rozsądkiem i sercem nie opowiadając się po stronie śmiertelników, czy nieumarłych, ale walczy za to, co słuszne, odczuwa wstyd za postępowanie swojej rasy, chce naprawić krzywdy przez nich wyrządzone. Co więcej, Lord Mrocznej Ostoi jest skłonny poświęcić życie ukochanej by zapewnić pokój na powierzonych mu ziemiach. Nie przekłada jednostki ponad sprawiedliwość, ale woli zażegnać konflikt minimalizując straty bez względu na cenę, jaką musi zapłacić.

W przypadku Wybrańca Mrocznej Pani bardzo ważnymi tematami są miłość, przyjaźń i oddanie, które towarzyszą bohaterom. Tris i Kiara zmagają się ze swoimi demonami nie rozumiejąc dlaczego ukochana osoba nie odpisuje na liczne listy, w ich związek wkrada się niepewność spowodowana oczerniającymi królową plotkami. Jednocześnie zarówno Kiara, jak i Tris mają przy sobie ludzi, którym ufają i którzy są głosem rozsądku w tych ciężkich chwilach, kiedy emocje biorą górę nad rozsądkiem. Jonmarc i Carina są w zdecydowanie innej sytuacji. Ich miłość jest niepodważalna, ale narażona na okropny koniec, gdyż życie obojga jest zagrożone, a przeświadczenie o rychłej śmierci tej drugiej osoby skłania do myśli o własnej. Chociaż nie potrafią pogodzić się z wizją straty siebie nawzajem, w działaniach kierują się rozsądkiem, zaś pociechą zdają się być marzenia o ponownym połączeniu się po śmierci. W tym czasie Cam z Cairnrach jest o krok od śmierci w imię lojalności względem swojego władcy. To oddanie królowi utrzymuje go przy życiu, jak również skłania do podejmowania radykalnych decyzji. Dla dobra królestwa jest skłonny oddać własne życie.

Jak więc widać, Wybraniec Mrocznej Pani to książka naprawdę wartościowa i godna zainteresowania, która zamyka jedną serię, jak również zapowiada kolejną. To wspaniała historia miłosna spleciona ciasno z brutalnością wojny, to cudowne postaci ludzi, magów, vayash moru (wampirów) oraz vyrkinów (wilkołaków), które zdobywają sympatię. To także intrygujący świat, w którym można się zakochać i do którego powraca się z prawdziwą rozkoszą.

sobota, 18 maja 2013

Świat Nocy - Rob Thurman



Tytuł:  Świat Nocy
Autor: Rob Thurman
Wydawca:  Dwójka bez sternika
Ilość stron: 320
Ocena: -5/6





Kal Leandros nie ma łatwego życia będąc jedyną, jak dotąd, hybrydą zrodzoną z niecodziennego związku człowieka z auphe – mało urodziwym elfem bynajmniej nieprzypominającym człowieka, za to zdecydowanie pasującym na paskudnego potwora. Wychowywany przez okropną matkę chłopak zostaje porwany w wieku kilkunastu lat by powrócić po zaledwie dwóch dniach, które w świecie auphe trwały dobre dwa lata. Przez cały ten czas jego ukochany, starszy brat – Niko – czekał na niego w miejscu, w którym widział go po raz ostatni. Od tej pory ich życie ulega poważnej zmianie stając się pasmem ciągłych ucieczek przed ścigającymi Kala grendelami, jak rodzeństwo Leandros zwykło nazywać auphe. Jak się okazuje, wystarczyło, że chłopcy ułożyli sobie życie w Nowym Jorku, a już powinni brać nogi za pas, jako że gerndele depczą im po piętach, zaś nieszczęście wisi w powietrzu. Niestety, ignorujący zagrożenie Kal spowalnia ucieczkę, co skutkuje nie lada aferą. Misterny, uknuty wiele lat wcześniej plan auphe jest o włos od całkowitej realizacji, a ludzie znajdują się w ogromnym niebezpieczeństwie, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Czyje życie okaże się najbardziej zagrożone i na czym polega podstęp grendeli? A przede wszystkim, dlaczego narodził się Kal – mieszaniec, który nie powinien nigdy przyjść na ten świat? Na te pytania na pewno warto szukać odpowiedzi!

Świat Nocy to pierwszy tom dłuższej serii z gatunku urban fantasy, liczącej obecnie osiem tomów, stworzonej przez Rob Thurman. Nowy Jork, który autorka wzbogaciła o liczne paranormalne istoty, poznajemy z punktu widzenia głównego bohatera, który jest naszymi uszami, oczami i nosem przez większą część książki. Nie mniej jednak, w pewnym momencie przewodnikiem wycieczki po Wielkim Jabłku staje się mroknik, znany również pod nazwą: banshee. Czytelnik musi sam odkryć, w jaki sposób następuje zmiana narratora, gdyż nie chcę nikomu psuć zabawy, ani też zdradzać istotnych dla fabuły szczegółów. Mogę jednak zapewnić, iż tego rozwoju akcji niewiele osób mogłoby się spodziewać. Dla mnie był on niezaprzeczalnym zaskoczeniem. W końcu, nie często mamy okazję poznać świat, jakim widzi go czarny charakter, mało tego, potwór! Pod tym względem Rob Thurman wykazała się oryginalnością, zbudowała napięcie i postarała się by gra toczyła się o naprawdę wysoką stawkę, jaką jest nie tylko życie, ale i dusza.

Książki z grupy urban fantasy cechuje zazwyczaj interesujący bestiariusz, rozwinięty w mniejszym, bądź większym stopniu. W przypadku Świata Nocy mamy okazję poznać zupełnie nowe istoty z piekła rodem, jak również zobaczymy „starych znajomych” w dotąd nieznanej nam odsłonie. Autorka zadbała by dorzucić swoje trzy grosze do każdej istoty paranormalnej, dzięki czemu znane wszystkim potwory zmieniają się nie do poznania, nabierają nowych cech i często stają się bardziej przerażające. Przykładem niewątpliwie może być troll, którego żadne z nas nie chciałoby spotkać ani pod Mostem Brooklyńskim, ani pod żadnym innym. A Robin Goodfellow? Takiego fauna, pana, puka – zwał, jak zwał – nie znajdziecie nigdzie indziej!

A jednak, Świat Nocy to nie tylko historia o zabijaniu potworów i ratowaniu świata, ale również o braterskiej miłości. Opisana przez Rob Thurman, w literaturze nie ma sobie równych. Prawdę powiedziawszy braterskie uczucie, jakie łączy Niko i Kala porównać można wyłącznie do miłości pomiędzy braćmi Winchester, znanymi z serialu Supernatural. Inne tytuły bez wątpienia nie potrafią oddać tej niezwykłej więzi między rodzeństwem. Dla mnie, jest to motyw niezwykle istotny i cenny, jako że między moim bratem, a mną nie sposób doszukać się czegokolwiek poza czystą nienawiścią. Naprawdę wspaniale jest poczytać o epickim przywiązaniu dwóch braci, którzy skoczyliby za sobą w ogień i oddaliby własną duszę byleby wyciągnąć z tarapatów tę drugą osobę.

Kolejnym elementem, jaki cenię w tej powieści jest podejście autorki do tematu miłości homoseksualnej. Rob Thurman nie boi się wspominać o tym fenomenie, a nawet pozwala jednemu z bohaterów zakochać się w osobie tej samej płci. Ot, w Świecie Nocy nie jest to temat tabu, ale najzwyklejszy rodzaj uczucia, jakie człowiek może czuć względem innej osoby. I jak tu nie pokochać powieści, w której każdy znajdzie miejsce dla siebie?

Jeśli miałabym wymienić minusy powieści najpewniej zwróciłabym uwagę czytelnika na fakt, iż akcja nie rozwija się w rekordowym tempie, ale jest budowana powoli, z dbałością o szczegóły wynikające z przeszłości bohaterów, czy potworów. Książka w żadnym razie nie traci przez to na wartości, ale sunie do przodu wolniej niżby można było się tego spodziewać. Może to wynikać z faktu, iż mamy do czynienia z pierwszą częścią serii, co sprawia, że musimy poznać dokładnie bohaterów, którzy będą nam towarzyszyć w dalszych tomach. Trzeba się do tego po prostu przyzwyczaić i cieszyć lekturą w pełni, albowiem Świat Nocy w pełni na to zasługuje.

Podsumowując, z całego serca polecam Świat Nocy osobom, które mają słabość do gatunku urban fantasy, bądź też chciałyby dopiero się z nim zapoznać. W prawdzie w Polsce mamy okazję skosztować wyłącznie pierwszego tomu serii, ale to bynajmniej nie przeszkadza w sięgnięciu po ten tytuł i pokochaniu postaci, których nie sposób nie docenić. Ja na pewno zainwestuję w dalsze tomy opowiadające o przygodach Kala Leandrosa, a wtedy nie omieszkam podzielić się z Wami swoimi wrażeniami.

sobota, 17 listopada 2012

The King of the Crags - Stephen Deas



Tytuł: The King of the Crags
Autor: Stephen Deas
Wydawca: Roc
Wydawca polski: Dwójka bez Sternika
Ilość stron: 385
Ocena: 5+/6





The King of the Crags to drugi tom serii The Memory of Flames autorstwa Stephena Deas. Czytelnik po raz kolejny przenosi się do wspaniałego świata pełnego smoków, tajemnic i niebezpieczeństw, który ulega ciągłym zmianom, których nie sposób odwrócić. Koło fortuny zostało wprowadzone w ruch i nie można go zatrzymać, ani przewidzieć, co przyniesie tym razem. Jedno jest pewne – nad Królestwami wisi groźba nie jednej, ale dwóch wojen, a żadna z nich nie będzie łatwa do przetrwania. Nieumiejętnie sprawowane rządy i chciwość znajdujących się przy władzy osób rujnują to, co przez tyle lat było budowane w pokoju. Teraz już nie ma odwrotu, nie ma mądrego przywódcy, który zapobiegłby rozlewowi krwi. Do władzy dochodzą młodzi – nowe pokolenie, a wraz z nim chaos. W międzyczasie smoki stają się coraz bardziej niebezpieczne pod wodzą białej samicy, która wie, czego chce i jak to zdobyć. Jej zabiegi sprawiają, że coraz więcej smoczych piskląt umiera zaraz po wykluciu, zaś zbierani powoli sprzymierzeńcy nie są tak nierozsądni, jak poprzedni. Tym samym niepowstrzymana, mordercza siła ogromnych gadów rośnie w zastraszającym tempie i już niedługo ludziom przyjdzie zmierzyć się z bestiami, które kiedyś poskromili, a które nie pozwolą się zniewolić po raz kolejny. Tylko czy ludzie będą gotowi, gdy tak zawzięcie walczą ze sobą nawzajem?

Uczucia bohaterów, jakie zostały przedstawione w poprzednim tomie przybierają na sile, wyniszczają, ale i wzmacniają w dążeniu do celu. Nienawiść Kemira podsyca krwawe podniecenie białej smoczycy, mężczyzna gubi się w swoich uczuciach, nie wie już, czego tak naprawdę pragnie poza pomstą na zabójcy swojego kuzyna. Tym czasem jeździec Semian w fanatycznym szale, uwielbieniu dla samego siebie i ślepej wierze w wiekową przepowiednię staje się przywódcą sporej grupy jeźdźców, którzy nie wiedzą, że pogrywają z ogniem próbując zaistnieć pośród wojennej wrzawy, która zbliża się w zastraszającym tempie. Także Jehal i Zafir w dalszym ciągu toczą swoją grę oszukując, zabijając, mamiąc i starając się przechytrzyć przeciwnika. Niestety chciwość i ambicje kobiety są równie wielkie, co pomysłowość i rozsądek niezaspokojonego księcia. Tylko, że teraz mężczyzna nie może sobie pozwolić na żaden błąd. Jego żona jest brzemienna, a uczucia do niej rozpalają się gorętszym płomieniem. Ale czy to miłość, czy może zwyczajne przywiązanie? Tym samym wymienione przeze mnie postaci stają się emanacją cech, które ich opisują.

Stephen Deas wprowadził do swojej powieści także nowych bohaterów, którzy odgrywają bardzo istotną rolę w całej powieści. Odznaczają się ciekawą kreacją, często nietuzinkowym charakterem i indywidualnymi umiejętnościami. Podobnie jak miało to miejsce w przypadku poprzedniego tomu, czytelnik nie może być pewny, co kryje się pod powłoką prezentowaną światu, co tak naprawdę planują nowi bohaterowie, jak rozwinie się akcja z ich udziałem. Co więcej, autor potrafi zaskoczyć czytelnika, rozbudzić emocje, które przyczyniają się do pozytywnego odbioru całej powieści, a wszystko to za sprawą tych właśnie postaci. Nawet, jeśli do którejś z nich żywimy ogromną niechęć to jednak jej historia fascynuje, wciąga, pobudza do analizy poczynań, snucia domysłów.

To jednak nie wszystko. Czytelnik ma okazję poznać szeroki świat, który do tej pory był odległy i nieprzenikniony, przekracza granice by przekonać się o tym, jakie życie wiodą ludzie, dla których wojna Smoczych Władców jest tylko kolejną przykrością, z jaką trzeba sobie poradzić. Co więcej, prości ludzie nie są wiele warci w oczach wielmożów i smoków. Są mięsem armatnim, pożywieniem i niczym więcej, co na pewno dodaje powieści realizmu, ale także wzbudza mieszane uczucia, sprawia, że nie łatwo ocenić, po której jest się stronie – ludzi, czy smoków. Zarówno jedna, jak i druga rasa potrafi być bezwzględna i nieczuła. W tej wojnie nie ma dobrych i złych – są jedynie silni i silniejsi, przebiegli i niepokonani.

Będąc wielką zwolenniczką The Memory of Flames już od pierwszego tomu stwierdzam, że drugi tylko utwierdził mnie w przekonaniu o słuszności ulokowania swoich gorących uczuć w tym właśnie tytule. Starannie i płynnie prowadzona narracja, zwroty akcji, ciekawa fabuła i bezlitosny świat wciągają bez reszty dręcząc faktem braku kolejnych tomów w przystępnej cenie. Nie mniej jednak warto cierpieć żyjąc w niepewności dalszych losów bohaterów, kiedy w grę wchodzi zagłębienie się w tę naprawdę dobrą lekturę, którą polecam każdemu zakochanemu w fantastyce dla ciut starszych czytelników.

piątek, 2 listopada 2012

Mroczna Ostoja - Gail Z. Martin




Tytuł: Mroczna Ostoja
Autor: Gail Z. Martin
Wydawca: Dwójka bez sternika
Ilość stron: 496
Ocena: 5+/6





            Mroczna Ostoja to kolejny tom Kronik Czarnoksiężnika pióra znanej już polskiemu czytelnikowi Gail Z. Martin. Jeśli ktokolwiek sądził, że przygoda kończy się wraz z pokonaniem Jareda oraz Arontali to był w ogromnym błędzie. Zimowe Królestwa nie narodziły się na nowo wraz ze śmiercią uzurpatora i jego krwawego maga, źródeł całego zła, jak często ma to miejsce w innych powieściach. Krainy, które zniszczono, nie podniosły się, konflikty nie dobiegły końca. Pokonano dopiero jedną z przeszkód, jakie zagradzają drogę do upragnionej stabilności i spokoju. To, co zrównano z ziemią nie łatwo jest wznieść na nowo, a całkowicie niemożliwym jest uczynienie tego w przeciągu chwili. Czegoś takiego nie może dokonać nawet Przywoływacz Dusz.
            W głównej mierze akcja Mrocznej Ostoi toczy się na czterech płaszczyznach, które nakładają się na siebie. Po „efektownym” ślubie Trisa i Kiary ciasny krąg obowiązków zaciska się wokół wszystkich bohaterów i jednocześnie rozdziela ich uniemożliwiając niesienie ewentualnej pomocy, utrudniając przepływ informacji.
Martris Drayke jako nowy król Margolanu musi wyruszyć na wojnę ze zwolennikami swojego zmarłego brata, którzy nie tylko knują przeciw niemu, ale także ukrywają bękarta Jareda, którego kiedyś na pewno wykorzystają do obalenia rządów Trisa. Młody władca jest zmuszony porzucić brzemienną żonę i zmierzyć się z niełatwym przeciwnikiem, który nie ugnie się przed nikim. W tej walce każdy dzień może zdecydować o zwycięstwie, bądź klęsce.
Tym czasem Kiara toczy swoje własne wojny z narastającymi problemami. Jest królową, a więc musi spełniać swoje obowiązki, godnie reprezentować męża, a przede wszystkim nie może narazić się nikomu na dworze. Zawsze wiedziała, że nie będzie jej lekko, lecz nie spodziewała się, że jej życie zamieni się w prawdziwe pole bitwy, gdzie stawką będzie nienarodzone dziecko, zaś ceną, jaką przyjdzie zapłacić okażą się przyjaciele. Dopiero teraz widzi, jak bardzo jest bezsilna, jak daleko sięgają macki wszechobecnego zła.
W Mrocznej Ostoi także źle się dzieje. Jonmarc Vahanian robi, co w jego mocy, by jego ludziom żyło się lepiej, by utrzymać słabnący pokój między żyjącymi, a vayash moru, lecz nie każdy akceptuje zwierzchnictwo zwyczajnego człowieka, jakże kruchego, jakże śmiertelnego i słabego. Uri – jeden z członków Rady Krwi – bawi się kosztem świeżo mianowanego lorda nawet nie przeczuwając, że nić porozumienia między ludźmi, a nieumarłymi z każdą chwilą staje się cieńsza.
Czytelnik ma również wgląd w sytuację polityczną Isencroftu, który nadal boryka się z licznymi problemami. Tym razem ich główną przyczyną wydaje się być fakt ślubu pomiędzy Kiarą, a Trisem, ale czy aby na pewno? Bezprawie w kraju szerzy się z każdą chwilą, buntownicy stają się coraz to bardziej zuchwali, ale także sprytniejsi. Nie sposób przewidzieć, gdzie uderzą, co zrobią i jaki to będzie miało wpływ na Zimowe Królestwa.
Fani twórczości Gail Z. Martin nie będą zawiedzeni sięgając po Mroczną Ostoję. Autorka w dalszym ciągu rozpieszcza odbiorcę mnogością bohaterów, barwnym obrazem świąt i uroczystości, jak także paranormalnymi istotami, do których dołączają piękne, lecz niebezpieczne wilkołaki idealnie komponujące się ze stworzonym przez nią światem.
Należy nadmienić, iż w tej części klimat powieści staje się mroczniejszy, a zagrożenia bardziej realne, bliższe i nieprzewidywalne. Sprawia to, iż czytelnik nie może oderwać się od lektury, zaś akcja wydaje się napiętą do granic żyłką, która w każdej chwili może pęknąć tym samym osiągając klimaks. A jednak, autorka niczego nie ułatwia do ostatniej strony budując napięcie by ostatecznie zakończyć książkę, gdy czytelnik siedzi już jak na szpilkach chcąc wiedzieć, co wydarzy się dalej, jak rozwinie się akcja, kto wygra, a kto polegnie.
Mroczna Ostoja to naprawdę wspaniała powieść, którą czyta się z największą przyjemnością i przyspieszonym pulsem. Główni bohaterowie są czarujący i warci uwagi, co dodatkowo jeszcze rozwija więź między nimi, a odbiorcą, tym samym sprawiając, że na końcu mamy ochotę wyć ze złości, bo jak można być tak bezdusznym, by kończyć w takim momencie!
Nie chcąc nikomu psuć zabawy nie zdradzę nic więcej. Napiszę tylko, że Kronikom Czarnoksiężnika naprawdę warto oddać serce, do czego serdecznie zapraszam.

wtorek, 30 października 2012

Krwawy Król - Gail Z. Martin




Tytuł: Krwawy Król
Autor: Gail Z. Martin
Wydawca: Dwójka bez sternika
Ilość stron: 528
Ocena: 5/6





            Tris zbiera sojuszników, przeprowadza narady wojenne, stara się zaplanować atak, który przyniesie zwycięstwo jednocześnie redukując straty do minimum, a wszystko, dlatego, że nie zostało mu zbyt wiele czasu. Musi przygotować się do ostatecznej walki z Arontalą i, jeśli zajdzie taka potrzeba, z Obsydianowym Królem. Chociaż młody książę dysponuje wielką mocą, nie potrafi nad nią zapanować, jej pełnia w dalszym ciągu wymyka mu się z rąk, zaś trening, jaki musi przejść zakończy się zwycięstwem, bądź śmiercią. Innej drogi nie ma. Chłopak wyrusza do cytadeli Stowarzyszenia Sióstr, gdzie znające się na magii czarodziejki pomogą mu w przejściu niezbędnego szkolenia, które zwiększy jego szanse na zwycięstwo w walce z ogromną siłą, jaką dysponuje przeciwnik. Jego przyjaciele także nie próżnują. Vahanian wziął na swoje barki obowiązek ich fizycznego przygotowania do bliskiej wojny, zaś zaprzyjaźnieni vayash moru próbują zjednać tej sprawie przychylność całej Rady Krwi. Również duchy pragną pomsty na uzurpatorze, który przyczynił się do wybicia całych wiosek i zbezczeszczenia ciał zmarłych. Ale czy pomoc ze strony żywych, martwych i nieumarłych będzie wystarczająca by uratować Margolan?
            Krwawy Król to kolejna porcja akcji, magii i emocji, to niesamowita przygoda, która trwa i z każdą chwilą staje się niebezpieczniejsza. Bohaterowie, którzy w pierwszym tomie starali się uciec przed złem, teraz muszą spojrzeć mu w oczy, zaatakować, wrócić do miejsca, w którym wszystko się zaczęło, w którym rozegrał się dramat młodego księcia – do zamku Shekerishet. Tu nie ma miejsca na strach, czy zwątpienie.
Nie mniej jednak, tym razem nie tylko teraźniejszość zajmuje istotną rolę na kartach powieści. Przeszłość, w którą czytelnik ma wgląd za sprawą duchów, wydaje się równie istotna. Przybliża, bowiem postaci bohaterów, którzy do tej pory skrywali swoje historie niewiele o sobie mówiąc, chcąc zapomnieć o tym, co zostawili za sobą. Okazuje się jednak, że nie mogą marzyć o szczęściu, jak długo nie podejmą walki ze swoimi koszmarami z przeszłości, nie otrzymają rozgrzeszenia od bliskich zmarłych, ale także od żyjących.
Co więcej, autorka prezentując zniszczenia dokonane przez nieumiejętne rządy Jareda pokazuje odbiorcy, jak istotny jest dobry, sprawiedliwy władca zasiadający na tronie. Udowadnia, że bez Trisa jego kraj upadnie, a może nawet całkowicie zniknie pogrążony w nędzy, rozrywany wewnętrznymi konfliktami. Tak więc, nawet jeśli ryzyko jest ogromne, książę musi je podjąć, gdyż tylko Przywoływacz może zmierzyć się z Obsydianowym Królem. Bohater musi zapomnieć o swoich marzeniach, o spokojnym, prostym życiu z ukochaną i chwytając za miecz zaryzykować życie swoje, swoich przyjaciół, jak także Kiary.
Drugi tom Kronik Czarnoksiężnika to także rozkwitające uczucia, które dają siłę by walczyć z przeciwnościami losu, pomagają za wszelką cenę przetrwać wojnę, która pochłania tysiące ofiar. W Krwawym Królu wątek miłosny jest kwiatem, który rozkwita pośrodku pola ciał poległych w walce wojowników. To promień przebijający się przez deszczowe chmury. Podczas gdy Tris i Kiara otwarcie wyznają swoją miłość nie obawiając się jej, uczucia Cariny oraz Jonmarca wydają się delikatniejsze, zaś oni sami poruszają się po omacku patrząc na świat przez pryzmat poprzednich doświadczeń. W tym temacie nie można zapomnieć o vayash moru, którzy przedstawiają naprawdę piękny i doskonały obraz miłości, która nie prowadzi do zguby, ale pielęgnowana trwa aż do dnia śmierci jednego z kochanków.
Krwawy Król pozbawiony jest przesadnych przyspieszeń, jakie można było zaobserwować pod koniec Przywoływacza Dusz. Dzięki temu książka jest spójna i czyta się ją naprawdę dobrze. Zamyka ona jeden etap w życiu bohaterów, a równocześnie otwiera kolejny sprawiając, iż czytelnik nie pozostaje bierny, ale pragnie wiedzieć więcej, czytać dalej. W końcu życie się nie kończy, ale trwa nadal, zaś czas przynosi zmiany, wzloty i upadki. To jednak temat na następną książkę, a co za tym idzie kolejną recenzję. Tym czasem z całego serca polecam Krwawego Króla, gdyż pierwszy tom był bardzo dobry, ale ten jest jeszcze lepszy, jak to zwykle z seriami bywa.

sobota, 27 października 2012

Przywoływacz Dusz - Gail Z. Martin




Tytuł: Przywoływacz Dusz
Autor: Gail Z. Martin
Wydawca: Dwójka bez sternika
Ilość stron: 576
Ocena: -5/6





            Martris Drayke nie spodziewał się, że jego niemal beztroskie życie upływające na zabawach z przyjaciółmi i siostrą, unikaniu starszego brata, zainteresowanych nim dam dworu oraz rozmowach z duchami zmieni się diametralnie w przeciągu jednej nocy. Obudził się jako drugi syn króla Margolanu, zaś zaśnie jako zdrajca korony, morderca i uciekinier.
            Coś zakłóca kontakt z duchami, wygania je z zamku, sprawia, że znikają, chociaż powinny wypełniać pałacowe korytarze właśnie tego dnia, gdy granica między światami żywych i umarłych jest najcieńsza. Tris nie ma jednak zbyt wiele czasu na zastanawianie się nad tym fenomenem. Tego dnia chce wspiąć się na mury zamku u boku swojego oddanego przyjaciela Soteriusa, zapomnieć o problemach, po prostu żyć. Niestety, nic nie idzie tak, jak zaplanowali. Młodzi mężczyźni są świadkami tego, jak Jared, najstarszy syn króla Bricena, zabija ojca. Okazuje się, że także królowa i księżniczka poniosły śmierć za sprawą zdradzieckiego pierworodnego i sprzysiężonego z nim maga, Arontali. Podczas próby ucieczki, która stanowi jedyną szansę na ocalenie młodego księcia, Martris zostaje poważnie ranny. Dzięki pomocy przyjaciół – Soteriusa, Carrowaya i Harrtucka – cała czwórka ucieka z miasta, zaś Bogini, która ukazuje się konającemu księciu, uzdrawia go, niejako obiecując kolejne spotkanie. W ten oto sposób rozpoczyna się pierwszy tom Kronik Czarnoksiężnika, ale to zaledwie namiastka tego, co szykuje dla czytelników autorka.
            Gdy Martris Drayke, młody Przywoływacz Dusz, wyrusza w niebezpieczną podróż zdobywając po drodze sojuszników, jak i walcząc z wrogimi siłami, w Isencrofcie księżniczka Kiara staje przed trudnym wyborem, jakiego jest zmuszona dokonać w obecnej sytuacji. Jej ojciec podupadł na zdrowiu, w kraju nie dzieje się najlepiej, zaś jej narzeczony, Jared, upomina się o prawo do jej ręki. Dziewczyna nie jest głupia, wie, że temu człowiekowi nie można ufać, że ślub jest tylko pretekstem do zagarnięcia należących do niej ziem. Wojownicza księżniczka musi wyjechać, zniknąć z oczu tyranowi, jakim okazuje się być jej narzeczony, zaleźć lekarstwo dla ojca, a przede wszystkim, przeżyć. To ostatnie nie wydaje się jednak łatwe, gdy bestie plądrują miasta niemal na równi z żołnierzami samozwańczego króla.
            Tym, co jako pierwsze rzuca się w oczy, gdy patrzymy na Przywoływacza Dusz, jest wspaniała okładka, dopasowana do klimatu powieści. Jej wyrazisty kolor sprawia, że wyróżnia się ona pośród wielu innych, nierzadko szarych i nudnych. Zaraz potem czytelnik ma okazję zauważyć, iż książka liczy sobie całkiem sporo stron zapełnionych czcionką rzadko spotykaną w wydawanych w Polsce powieściach. Na początku może się to wydać dziwne, jednak szybko staje się bardzo przyjemne dla oka, dzięki czemu czerpiemy dodatkową przyjemność z czytania. Do tego dochodzi także naprawdę przyzwoita korekta tekstu, co w ostatecznym rozrachunku czyni Kroniki Czarnoksiężnika serią naprawdę wyjątkową estetycznie.
            Co się zaś tyczy treści, waga jaką Gail Z. Martin przywiązuje do dokładnych opisów wyglądu, czy ubioru od razu zdradza płeć autora. Czytelnik bez najmniejszych problemów może wyobrazić sobie licznych bohaterów, chociaż od czasu do czasu przewróci oczyma przebrnąwszy przez nazbyt szczegółowy opis nowego stroju, w jakim postać się prezentuje. Co więcej, bez problemu można znaleźć tu swojego nieodzownego faworyta, gdyż z góry wiadomo kogo zaliczyć do grona „tych dobrych”, zaś kogo do „tych złych”. Pod tym względem autorka niczym nas nie zaskoczy. Nie zmienia to jednak faktu, iż jej bohaterowie są dobrze dopracowani i „pełni” pod względem kreacji. Mają swój styl, przymioty charakteru, którymi można ich określić, a także historie warte opowiedzenia. Naprawdę mogą się podobać.
            Na zainteresowanie zasługuje stworzony przez autorkę świat wraz z jego różnorodnością kulturową i religijną. Wykreowana przez Gail Z. Martin rzeczywistość podlega ściśle Bogini o wielu twarzach. Różne krainy czczą różne oblicza Bogini, co warunkuje ich styl życia, prawa, zasady, jakim pozostają wierni. Także śmierć podlega ściśle Tej, która sprawuje pieczę nad całym tym światem. W zależności od czystości serca zmarłego może on trafić na łagodniejsze, bądź surowsze oblicze Bogini, a tym samym karmić się obietnicą lepszego, bądź gorszego istnienia „na tamtym świecie”. Co więcej, autorka nie tylko wplata w swoją powieść duchy, ale również wampiry, które tutaj noszą nazwę vayash moru, magiczne bestie, zombie, zaś wszystkie te istoty są doprawdy idealnie dopasowane do klimatu całej powieści.
            Fabuła Przywoływacza Dusz bogata jest w akcję, pędzi i nie pozwala się nudzić. Czytelnik śledzi magiczne postępy Trisa, towarzyszy młodemu księciu i jego przyjaciołom podczas długiej wędrówki, ale także ma okazję zajrzeć do pałacu Jareda, podglądać jego maga przy pracy. Niestety, pod sam koniec książki autorka jednym szybkim opisem przeskakuje od wartkiej akcji i przygód do kończących tom wydarzeń, jakby spieszyła się z zakończeniem swojej powieści. Pozostawia to uczucie niedosytu i zawiedzenia, ale nie zmienia faktu, iż książkę czyta się przyjemnie i warto się nią zainteresować.
            Z Kronikami Czarnoksiężnika jest jak z wieloma innymi tytułami. Albo się je pokocha od razu, albo wylicza się wady i kręci nosem. Ja zakochałam się w tej serii już od pierwszej strony fragmentu, który czytałam. Od razu zachwycił mnie przepełniony magią świat obfitujący w duchy, jak także postaci, które momentalnie wzbudzają sympatię. Przywoływacz Dusz nie jest może pozbawionym wad majstersztykiem, ale bezsprzecznie zasługuje na uwagę. Ja nie żałuję ani jednej sekundy spędzonej na jego czytaniu!

poniedziałek, 1 października 2012

środa, 26 września 2012

The Adamantine Palace - Stephen Deas




Tytuł: The Adamantine Palace
Autor: Stephen Deas
Wydawca: Roc
Wydawca polski: Dwójka bez Sternika
Ilość stron: 374
Ocena: 6/6





Gdy jesteś spragniony – pijesz; gdy odczuwasz głód – jesz; gdy jesteś zmęczony – odpoczywasz. A gdy masz ochotę na fantastykę? Sięgasz po to, co powinno w pełni zaspokoić pragnienie niesamowitej przygody. Człowiek jest istotą słabą, która nie potrafi, a często zwyczajnie nie może, odmówić sobie pewnych przyjemności, czy to dla ducha, czy też dla ciała. Ileż jednak rozkoszy jest w uleganiu własnym pragnieniom?
Tak rozpoczęłam swoją przygodę z cyklem The Memory of Flames. Po wielu dniach intensywnych poszukiwań tytułu, który zawierałby w sobie niezbędne elementy fantastyki oraz po tygodniach oczekiwania na przesyłkę byłam gotowa by zabrać się za lekturę i tak też zrobiłam.
Każdy bibliofil wie, iż książki są jak wino, które należy degustować biorąc pod uwagę zarówno wartości estetyczne, jak i smakowe. Co więc mogę powiedzieć patrząc na The Adamantine Palace? Po pierwsze książka wydana została w formie kieszonkowej na szarym papierze, dzięki czemu tomik waży naprawdę niewiele, a jego noszenie nie sprawia trudności nikomu, kto lekturą umila sobie drogę do pracy, czy szkoły (ubolewam nad faktem, iż nie jest to częściej praktykowane w naszym kraju). Co więcej, książka wyróżnia się naprawdę cudowną okładką, która przyciąga potencjalnego czytelnika i oddaje w pełni treść, którą ilustruje. Jest to ogromną zaletą tego wydania, jako że pobudza wyobraźnię jeszcze przed rozpoczęciem lektury.
Zajmijmy się teraz smakiem naszego „wina”. Stephen Deas przenosi nas do świata nieskomplikowanego, rządzonego przez królów i królowe smoków, w którym kłamstwa są na porządku dziennym, polityczne małżeństwa zawiera się na każdym kroku, zaś liczba zwolenników może zadecydować o losie całego świata. Prostota stworzonej przez autora rzeczywistości pozwala czytelnikowi bez problemu odnaleźć się w świecie The Memory of Flames już od samego początku powieści. To sprawia, że akcja posuwa się zgrabnie do przodu, zaś odbiorca nie czuje się zagubiony.
Tak oto widzimy, że mimo zakłamania, żądzy władzy i dominacji władcom udało się utrzymać długotrwały pokój. Niestety zostaje on zachwiany, w chwili najmniej odpowiedniej. W czasie, gdy królowie i królowe sprzeczają się ze sobą nie potrafiąc odnaleźć wspólnego języka, smoki budzą się z długoletniego transu, w jaki zostały wprowadzone. Upokorzone przez ludzi pragną zemsty rozpoczynając swoją własną wojnę przeciwko znienawidzonej rasie.
W przypadku The Adamantine Palace na szczególną uwagę zasługuje sposób, w jaki autor przedstawia smoki. Na samym początku widzimy je, jako zwierzęta hodowlane przeznaczone do walki, czy też łowów. Odpowiednie ich krzyżowanie pozwala na rozwijanie niektórych szczególnie pożądanych cech. Z czasem dowiadujemy się jednak jak wielką tajemnicę skrywają władcy i ich alchemicy, zaś smoki okazują się niespotykanie inteligentne i żądne krwi.
Także stworzone przez autora postaci są ogromnym plusem powieści. Ich liczba jest idealnie wyważona, a sposób, w jaki zostają one przedstawione czytelnikowi nie wprowadza zamętu lecz pozwala dodać kolejne detale do mapy świata, w jakim się znajdujemy. Główni bohaterowie mogą wzbudzać w odbiorcy najróżniejsze emocje, jednak im bliżej ich poznajemy, tym więcej pojawia się niewiadomych, czy też wręcz przeciwnie, tym więcej możemy powiedzieć o każdej z postaci, a to nie pozwala nam „zaszufladkować” bohaterów. Oni sami nie wiedzą, jaką drogę powinni wybrać, co kryje się w ich sercach, co czują i co przyniesie przyszłość. Dzięki temu rozwijają się, zmieniają i mogą zaskoczyć. Wypada nadmienić, iż w ocenie naszego stosunku do wybranych postaci pomaga umiejętnie poprowadzona, wieloosobowa narracja.
Muszę przyznać, że The Adamantine Palace wywarł na mnie bardzo dobre wrażenie. Książka wciąga już na początku, czyta się ją szybko i nade wszystko z przyjemnością. Jedynym, czego żałuję, jest brak wydania paperback ostatniego tomu, jak i kolejnej serii osadzonej w tym świecie. Widać, trzeba mi uzbroić się w cierpliwość i śledzić uważnie strony wydawnictw.
Stephen Deas bez wątpienia stworzył coś, co zasługuje na uwagę. W świecie zdominowanym przez „wampirystyczne” romanse dla młodzieży każda dobra fantastyka jest na wagę złota, a w wypadku serii The Memory of Flames mamy do czynienia z czymś naprawdę znakomitym!