piątek, 12 sierpnia 2016

Fanfiction: Bez ostrzeżenia (Część III)


Fanfiction

Tytuł: Bez ostrzeżenia
Część: III
Fandom: Shadowhunters
Gatunek: komedia


Słowa Magnusa sprawiły, że Alec wyraźnie posmutniał, przez co twarz Clary wydawała się niemal dziecięca i doprawdy piękna w swoim cichym udręczeniu.
- Alexandrze, twoja wiara we mnie naprawdę mnie cieszy, ale jestem w połowie człowiekiem i nawet moja magia ma ograniczenia. - zauważył rozsądnie czarownik. - Nie wspominając o tym, że nadal jest to dla mnie nowe doświadczenie.
- Tak, wiem, przepraszam. - młody łucznik speszył się odrobinę. Nie chciał wywierać presji na Magnusie, ale im dłużej przebywał w obcym ciele, z tym większym stresem się to wiązało. Ileż by oddał żeby zamienić się miejscami z Isabelle lub zająć ciało Jace'a. Męska anatomia była mu w końcu doskonale znana, ale kobieca już niekoniecznie, a przynajmniej nie w porównywalnym stopniu i naprawdę nie odczuwał szczególnego pociągu do zmiany tego stanu rzeczy. To było jak pierwsza styczność z niemowlakiem, kiedy nie masz pojęcia jak należy go trzymać, co wolno, a czego nie wolno robić żeby przypadkiem go nie skrzywdzić. Tyle tylko, że maluch nie wie, kiedy zrobisz coś źle, a w swojej obecnej sytuacji chłopak nie mógł liczyć na to błogosławieństwo. Nie wspominając o tym, że jego parabatai na pewno nie był zachwycony faktem obecności Aleca w ciele Clary, jakkolwiek brzmiało to gorzej, niż w rzeczywistości wyglądało.
- Wszystko to jest niezwykle zajmujące i wasz dramat naprawdę mnie porusza, ale skupmy się na tym, co ważne. Chcę odzyskać swoją dziewczynę. - Jace okazał się tym, który postanowił przepchnąć problem dalej i zmusić przyjaciół do szukania rozwiązania. Usiadł na podłokietniku obok Aleca, ale zgromiony ostrym spojrzeniem odsunął się. No tak, jak mógł zapomnieć? W końcu to Magnus, a z nim spoufalać mogła się tylko niezwykle ograniczona grupka osób, do której Jace nie należał.
- Twoje oddanie sprawie jest godne podziwu, obawiam się jednak, że jestem jedynym, który ma dostęp do naprawdę wiekowych Podziemnych, więc jeśli nie macie żadnego asa w rękawie...
- Archiwa Instytutu pękają w szwach, więc może tam coś się znajdzie. - Isabelle przerwała Magnusowi z krótkim przepraszającym uśmiechem.
- To prawda, jeśli Nocni Łowcy słyszeli o czymś podobnym to na pewno to udokumentowali! - Jace podjął trop. - Musimy przejrzeć wszystkie archiwa.
- Chodźmy! - Izzy złapała przyrodniego brata za ramię i lekko pchnęła w stronę wyjścia, ale ostry głos Aleca zatrzymał ją w miejscu.
- Nie ma mowy! Ty zostajesz ze mną. - Magnus wskazał na swoje ciało. - Jesteś chodzącą bombą zegarową i nie masz bladego pojęcia, jak obchodzić się z magią. Nigdzie nie pójdziesz. - jego ton zniechęcał do jakichkolwiek dyskusji.
- Dobra, Alec, idziemy! - blondyn bardzo szybko zaakceptował decyzję czarownika.
- Ja... Ja też zostanę.
- Co?!
- Ty i Clary dacie sobie radę z archiwami. W tym czasie ja i Isabelle pomyślimy, co jeszcze możemy zrobić. - starał się wyjaśnić nerwowo chłopak.
- Co ty mu zrobiłeś? - Isabelle pochyliła się do Magnusa konspiracyjnie.
- Nic, nie miałem nawet na tyle czasu. Po prostu wszedł do pokoju w nieodpowiednim momencie. - rzucił w ramach krótkiego wyjaśnienia czarownik.
- Zrobisz jak uważasz. - Jace westchnął ciężko. - Clary?
- Tak, idę! - odpowiedziała szybko dotąd milcząca dziewczyna, która przyglądała się Alecowi z subtelnym uśmiechem na twarzy. Zabawnie było patrzeć na samą siebie w takiej sytuacji, ponieważ chłopak nawet w jej ciele nie był w stanie ukryć emocji. Alec Lightwood był jak otwarta księga bez względu na ciało, w jakim się znajdował.
- Tylko żadnych namiętnych pocałunków i pieszczot! - krzyknęła za nimi Isabelle, a na twarzy Magnusa pojawił się zadowolony, psotny uśmiech.
- Zrobię kawy. - zaproponował szybko Alec, na co Magnus zareagował uniesieniem głowy znad książki, którą już wcześniej zaczął przeglądać.
- Nie kłopocz się. - pstryknął palcami i z ciężkim westchnieniem przesunął dłonią po twarzy. - Tak, będzie lepiej jeśli jednak ją zrobisz. - poprawił się i odchylając głowę do tyłu, ułożył ją na oparciu fotela. To będzie naprawdę długi dzień.
*
W drodze powrotnej do Instytutu niewiele rozmawiali, ale panująca między nimi cisza nie była w żadnym stopniu niekomfortowa. Potrzebowali jej aby przemyśleć wszystko, co wydarzyło się do tej pory i poniekąd także po to, by móc oswoić się z wymuszoną obecną sytuacją potrzebą zachowania dystansu. Patrząc na to z boku, dochodziło się do oczywistego wniosku, że wszystko to było niewątpliwie łatwiejsze dla Clary niż dla Jace'a, który musiał pamiętać, że w ciele jego przyrodniej siostry znajduje się nie kto inny, jak jego dziewczyna. Nie chciał przecież powiedzieć czegoś niewłaściwego i powoli kopać pod sobą dołka. Należało jednak przyznać, że jak na tak szaloną sytuację, radził sobie z tym całkiem nieźle, a przynajmniej takie stwarzał pozory.
- Cały czas się zastanawiam, dlaczego spotkało to akurat was. - chłopak przerwał ciszę, kiedy przekroczyli próg Instytutu. - Mnie to nie dotknęło, innych z tego, co zauważyłem również nie. Zresztą nawet teraz jest spokojnie, a gdyby nagle wszyscy zamienili się ciałami, zapanowałby chaos. - machnął ręką w stronę zajętych swoimi sprawami Nocnych Łowców. - Przyszło mi nawet do głowy, że może to mieć coś wspólnego z Magnusem. Wiesz, Alec z nim chodzi, Isabelle uwielbia z nim plotkować, ciebie naprawdę lubi. To miałoby sens. Mnie toleruje, ale do jakiejkolwiek bliskości nam daleko.
- Zawsze to jakaś teoria, prawda? - Clary starała się go poprzeć, chociaż sama nie była do końca przekonana. Dobrze, może tylko oni ucierpieli w taki, a nie inny sposób z powodu burzy, ale wątpiła, żeby Magnus miał znajdować się w centrum wszystkiego. Nawet jeśli bardzo by mu to schlebiało.
Jace poprowadził ją do jednego z wolnych xpadów w możliwie odległym kącie i zaczął przesuwać palcem po gładkiej powierzchni, uruchamiając odpowiednie aplikacje i wchodząc w foldery, które ich interesowały.
- Siadaj, to potrwa. - rzucił wskazując krzesło, a sam zajął to, które stało za nim. - Dobra, ty przejrzysz te pliki, ja zajmę się kolejnymi. - podsunął dziewczynie urządzenie i rozpoczął pracę przy drugim. To naprawdę mogło zająć całe wieki. Całe GB informacji o zmiennokształtnych i co ciekawszych przypadkach, nie mniej o dziwnych przypadłościach, chorobach i anomaliach w Świecie Cieni na przestrzeni wieków. Może czas pomyśleć o wprowadzeniu zmian w archiwizacji?

- Hej, nie przysypiaj! - rozbawiony Jace szturchnął siedzącą obok dziewczynę łokciem i roześmiał się, kiedy podskoczyła wystraszona. - Isabelle nie będzie szczęśliwa, kiedy się dowie, że śliniłaś się przez sen w jej ciele.
- Nie śliniłam się! - oburzona Clary zmierzyła Jace'a ostrym spojrzeniem.
- Wciąż masz mokrą brodę.
Dziewczyna pospiesznie starła wilgotny ślad ze skóry i groźnie wpatrywała się w blondyna jakby chciała rzucić mu w ten sposób wyzwanie.
- Już nic nie mówię! Zróbmy sobie przerwę. Powoli zaczynam wątpić, czy cokolwiek znajdziemy.
- Może to pierwszy taki przypadek. - odetchnęła z ulgą na myśl o chwili odpoczynku od bezustannego wpatrywania się w tekst wyświetlony na xpadzie. - Magnus żyje od wieków, ale nigdy o czymś podobnym nie słyszał, więc to wydaje się prawdopodobne. Jace, jeśli to ma coś wspólnego z Valentinem...
- Przeprowadzał eksperymenty na sobie, Podziemnych, Przyziemnych, ale żeby na pogodzie? - w głosie chłopaka słychać było nutę kpiny.
- Jesteś okropny! - skarciła go. Zamknęła oczy odchylając się do tyłu i kiwając się na krześle w jednostajnym, miarowym tempie.
Na początku naprawdę wierzyła, że mogą coś znaleźć, ale teraz nie była już tego taka pewna. Może to ślepy zaułek i mylą się co do wszystkiego? W świecie Przyziemnych tyle się słyszy o zmianach klimatycznych, więc dlaczego nie miałyby oddziaływać na Świat Cieni?
- Uważam, że powinniśmy sprawdzić, które wilkołaki mają problemy, a później zajrzeć do Simona. Może to nam coś podpowie. Jeśli nie, nic nie stracimy.
- Wolisz działać niż siedzieć, co? Urodzony z ciebie Nocny Łowca. - Jace posłał jej promienny, szeroki uśmiech. - Idziemy!
Powiedzieć, że Clary z ulgą przyjęła możliwość rozprostowania kości to za mało. Nie wiedziała jak to możliwe, ale wydawało jej się, że boli ją dosłownie wszystko, toteż miała wrażenie, że gdyby zaoferowano jej taką możliwość, nigdy więcej nie chciałaby usiąść. Wolała zmusić ciało do wysiłku, ponieważ wiedziała, że w ostateczności wiąże się z tym także rozkosz opadającego napięcia oraz słodycz późniejszego relaksu. A może po prostu chodziło o to, że posiadała teraz ciało Isabelle, które nawykło do ruchu? Na pewno było w stanie dotrzymać kroku Jace'owi bez najmniejszego wysiłku, a to stanowiło dla Clary pewną nowość.
Blondyn aktywował runę niewidzialności i podał dziewczynie stelę aby zrobiła to samo. Musieli jakoś dostać się do Jadeitowego Wilka, jeśli chcieli bliżej przyjrzeć się sytuacji wilkołaków, a podróż metrem na gapę była najlepszym rozwiązaniem. Robili to dla większego dobra, byli więc usprawiedliwieni!
Niewidzialność miała jednak swoje dobre i złe strony, a do złych z pewnością zaliczał się fakt, że zwierzęta reagowały na to w bardzo nieprzewidywalny sposób. Jace przekonał się o tym, kiedy z początku wściekle ujadający pudel ostatecznie postanowił na niego nasikać. Clary musiała włożyć wiele wysiłku i energii w to, aby powstrzymać chłopaka przed przykładnym ukaraniem psa, co mogło wiązać się nawet z najbrutalniejszym scenariuszem. Na szczęście właścicielka pudla była zmuszona oddalić się ze swoim pupilem, co uchroniło zwierzaka przed zemstą Nocnego Łowcy.
Sama podróż metrem była na tyle bezproblemowa, że w ogóle nie zapadała w pamięć. Później czekał ich jeszcze tylko spacer przez doki i w końcu dotarli na miejsce. Już z pewnej odległości widać było, że coś jest nie tak. Na drzwiach do restauracji odbite były dwa osmolone ślady dłoni, okno zostało wybite, a ze środka dochodziło wycie i trzaski. Przerażona tym faktem Clary ile sił w nogach pognała w stronę budynku.
- Luke?! - zawołała pchnąwszy drzwi wejściowe i zatrzymała się w progu. - Och. - westchnęła patrząc na naelektryzowane kłębki futra, między którymi przeskakiwały drobne elektryczne błyskawice.
- Ooo! - w głosie Jace'a dało się usłyszeć słabo skrywane rozbawienie, a po chwili chłopak po prostu wybuchnął śmiechem tak głośnym, że zwrócił na siebie uwagę wszystkich „napuszonych” wilkołaków w Jadeitowym Wilku. Zawarczały na niego, ale żaden nie ruszył się z miejsca. Wystarczyło, że któryś z nich przypadkowo zbliżył się do innego o krok, a ich naelektryzowane ciała momentalnie reagowały posyłając w obie strony wiązkę wyładowań elektrycznych.
- Luke?! - zawołała ponownie Clary, patrząc intensywnie w głąb restauracji. Miała nadzieję, że mężczyzna wciąż jest w środku ze swoją watahą i odpowie na jej wołanie.
- O co chodzi? - alfa wyszedł z zaplecza ostrożnie przemieszczając się między swoimi wilkołakami, co sprawiło, że dziewczyna odczuła niewyobrażalną ulgę. - Gdzie Clary? Chyba nic jej się nie stało? - jego głos stał się nagle niepewny, kiedy zobaczył dwójkę Nocnych Łowców, ale nigdzie nie dostrzegł rudowłosej.
- Yy, aaa, no tak. - Isabelle zająknęła się. - Cóż, to długa i skomplikowana historia. To ja Luke, Clary. - spojrzała mężczyźnie prosto w oczy. - Jace jest sobą, ale Alec jest w moim ciele, Isabelle w ciele Magnusa, a Magnus w Alecu. - wyjaśniła szybko, mając nadzieję, że zostanie dobrze zrozumiana. Niestety, sądząc po minie Luke'a, nie do końca pojmował, co właśnie usłyszał. - Zamieniliśmy się ciałami, tak jak wy... jak wy jesteście naładowani elektrycznie. - zawahała się nie wiedząc, jak powinna określić to, co stało się z wilkołakami. Nie mogliśmy niczego znaleźć w archiwach Instytutu, więc postanowiliśmy przynajmniej sprawdzić, co dokładnie się dzieje. Tobie nic nie jest? - zapytała z troską.
- Nie to, co im. - skinął głową w stronę przypominających puchate owce wilków. - Ja i Alaric... - Luke westchnął ciężko. - Wylinieliśmy.
- Co?!
- No wiesz, kiedy zwierzęta tracą sierść...
- Wiem co to znaczy! - przerwała mu zirytowana dziewczyna. - Po prostu nie mogę uwierzyć w to, co mówisz.
Za plecami Clary znowu było słychać wybuchającego śmiechem Jace'a, który z trudem stał na nogach. Dziewczyna przewróciła oczyma ignorując go.
- Jak to się stało? - zapytała.
Kolejny wilk zawył, kiedy jasna błyskawica przeskoczyła między nim, a inną „kulką sierści”.
- Wyjdźmy na zewnątrz i opowiem ci wszystko. - zaproponował Luke i zmierzył rozbawionego Jace'a, który właśnie z trudem łapał powietrze, ostrym, pełnym wyrzutu spojrzeniem. - Rano nic nie wskazywało na żadne problemy, ale kiedy na moim progu pojawił się jeden z moich dotkniętych tym... tym czymś wilkołaków, wiedziałem, że nie jest dobrze. Skoro przyszedł do mnie w takiej formie, to znaczyło, że nie był w stanie wrócić do ludzkiej. Myślałem, że to odosobniony przypadek, ale kiedy przyprowadził mnie tutaj zrozumiałem, że to coś większego. Niemal cała wataha zebrała się w Jadeitowym Wilku. Brakowało tylko Alarica, więc zadzwoniłem do niego i z ulgą stwierdziłem, że tak jak i mnie, nic mu nie jest. Jak bardzo się myliłem dowiedziałem się dopiero, kiedy pojawił się tutaj przemieniony. Wyglądał koszmarnie, ale był w stanie wrócić do swojej ludzkiej formy bez problemu. To on nakłonił mnie do tego żebym sprawdził, czy nie spotkało mnie to samo i cóż, nie spodobało mi się to, co odkryłem.
W zamian za jego historię, Clary streściła mu swoją. Niestety, Luke również nie słyszał nigdy o podobnym przypadku, ale przynajmniej zapewnił ją, że i dla wilkołaków ich obecna sytuacja jest nowością. Tym samym wydawali się być o krok do przodu, ponieważ teoria wysnuta przez dziewczynę powoli zaczynała się umacniać. Jeśli wampiry również nie miały pojęcia, co je spotkało, pozostaną tylko czarownicy, z którymi Magnus na pewno zdążył się już skontaktować.
Tylko czy w tym przypadku Clary naprawdę chciała mieć rację?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękujemy za zostawienie po sobie śladu!