Pokazywanie postów oznaczonych etykietą John Flanagan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą John Flanagan. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 maja 2013

Drużyna. Pościg - John Flanagan




Tytuł: Drużyna. Pościg
Autor: John Flanagan
Wydawca: Jaguar
Ilość stron: 408
Ocena: 5/6




Książki takie jak ta, określa się mianem bildungsroman, a więc powieści, w której bohater dorasta, rozwija się psychicznie, kształci, zmienia. U celu tej trzytomowej podróży bez najmniejszych trudności dostrzegamy wszystkie zmiany, jakie zaszły w drużynie Czapli od dnia, kiedy rozpoczęła swoje szkolenie, wyruszyła w morze i postanowiła stawić czoła przeciwnościom losu. Także czytelnik nie jest już taki sam, gdyż seria wiele go nauczyła, może nawet wpłynęła na niego, dodając pewności siebie, pozwalając na wiarę w swoją wartość i umiejętności. W pierwszym tomie Drużyny, każdy z nas mógł odnaleźć swoje wady w członkach Czapli, przy okazji drugiego tomu zaczęliśmy dostrzegać swoje zalety, zaś teraz widzimy, że mimo naszych licznych niedociągnięć możemy osiągnąć cel, który przed sobą stawiamy, stać się częścią większej całości i, nade wszystko, podbić świat dzięki grze zespołowej, przyjaźni i odwadze. Jak widać, John Flanagan nie ustaje i bez przerwy wpływa na nas poprzez swoje powieści.

Morza są rozległe, wiatr nieposkromiony, los niezbadany, zaś raz spuszczony z oczu cel może już nigdy się nie odnaleźć. Nic więc dziwnego, że Hal i jego drużyna czują się niepewnie zawierzając pojmanemu piratowi i podążając śladem Zavaca, który zdołał im się wymknąć pod Limmat. Co więcej, każdy, nawet najdrobniejszy błąd może zaważyć na powodzeniu całej misji. Gra toczy się więc o wielką stawkę i dopiero widok stałego lądu pozwala młodym żeglarzom odetchnąć z ulgą. Niestety, niemal sielski spokój nie trwa długo, gdyż ranny podczas bitwy Ingvar bynajmniej nie zdrowieje, zaś szczwany więzień ucieka im sprzed nosa. W takiej sytuacji liczy się każdy pomysł i każda pomocna dłoń. Thorn oraz Lydia wyruszają do lasu by wytropić zbiega, a w tym samym czasie reszta drużyny opiekuje się coraz słabszym przyjacielem. Czy młodzi chłopcy znający zaledwie podstawy pierwszej pomocy są w stanie znaleźć sposób na przywrócenie do zdrowia rannego? Jak wiele prób jeszcze postawi przed nimi pokręty los? I czy dane im będzie dopaść „Kruka”, by odzyskać skandyjską własność?

„Pościg”, jako trzecia część „Drużyny”, jest jednocześnie końcem, jak i początkiem przygody, którą raczy nas John Flanagan. Choć zamyka pewien etap w życiu naszych bohaterów, to jednak zwiastuje bliskie pojawienie się kolejnych powieści spod szyldu tej właśnie serii. W końcu nie wypada porzucić tematu rodzącego się uczucia i nie zaspokoić ciekawości czytelników! A niewątpliwie wielkie dylematy, z jakimi przyjdzie się zmagać drużynie Czapli warte są uwiecznienia na kartach powieści. Już teraz dostrzegamy przecież, iż poprzez przyjaźń, oddanie i przywiązanie przebija się wątek miłości, przyjacielskiego swatania, jak i trudnych wyborów. Jest to tym ważniejsze, że w pierwszej serii autora – „Zwiadowcach” – romantyczne uczucia zostały potraktowane po macoszemu, były niedopracowane, po prostu istniały. Tutaj nic podobnego nam nie grozi, nawet jeśli wątek miłosny stanowi zaledwie poboczny element fabuły.

A co takiego można powiedzieć o samej historii? Niewątpliwie wiele się dzieje, co sprawia, że bohaterowie nie mają już czasu na odpoczynek, dodatkowe treningi, czy wahanie. Są zmuszeni do działania, szybkiego myślenia, nierzadko do improwizacji, która okazuje się jedynym sposobem na poradzenie sobie z przeciwnościami losu. A jest ich niemało, gdyż Zavac z lubością rzuca kłody pod nogi naszym upartym Czaplom, starając się wyeliminować je z gry, pozbyć się natrętnego pościgu, który ciągnie się za nim od samego Hallasholm. By to osiągnąć, załoga „Kruka” nie waha się zabić niewygodnych kapusiów, opłacić skorumpowanego przywódcę miasta, a nawet nastawać na życie tych młodych, dzielnych chłopców depczących im po piętach. Naturalnie, Czaple nie są święte i naprawdę często uciekają się do kłamstwa, by osiągnąć swój cel. Są bowiem zmuszone uciec z więzienia, a nawet dostać się do portu zapewniającego schronienie piratom. Gdyby nie analityczny umysł niektórych bohaterów i świetna gra aktorska, z pewnością nie osiągnęliby sukcesu w żadnym z zadań, które przed nimi postawiono.

„Pościg” posiada jeszcze jedną, szczególną zaletę, o której niewątpliwie warto wspomnieć, a mianowicie – humor. Drobne żarty, uszczypliwe uwagi, czy ironiczne komentarze, których nie brakuje w powieści, są raczej proste, nieskomplikowane, ale właśnie dlatego bawią. Przecież z reguły chcąc komuś dogryźć, nie staramy się rzucać wyszukanymi dowcipami, ale stawiamy na naturalność, pierwszą myśl, skojarzenie. Co więcej, wszystkie przytyki idealnie oddają zarówno charakter wypowiadającego złośliwości, jak i osoby do której są one kierowane. Dzięki temu nie łatwo powstrzymać cisnący się na usta uśmiech, gdyż bez trudu możemy wyobrazić sobie reakcję poszkodowanego w słownym starciu, jego minę, czy oburzenie. To dodaje historii odrobiny pikanterii i rozładowuje napięcie.

Podsumowując, „Pościg” to godne zakończenie trzytomowej przygody, jak również interesujący początek czegoś całkiem nowego. Nie kryję bowiem, że naprawdę interesuje mnie dalszy rozwój miłosnej intrygi, jak również postępy czynione przez drużynę Czapli. Kiedy raz pokocha się bohaterów stworzonych przez Flanagana, naprawdę niełatwo o nich zapomnieć, a uzależnienie od nich jest niemal gwarantowane. Poza tym, czytając „Drużynę” przeistaczamy się w jej część, zaś przyjaźń między bohaterami również staje się naszym udziałem. Taką przygodę po prostu warto przeżyć.

Recenzja napisana na potrzeby portalu Upadli.pl

wtorek, 5 marca 2013

Drużyna. Najeźdźcy - John Flanagan



Tytuł: Drużyna. Najeźdźcy
Autor: John Flanagan
Wydawca: Jaguar
Ilość stron: 439
Ocena: 5/6





Uciekając przed godnym pożałowania losem zhańbionego wojownika, który tak naprawdę nie przynależy już do skandyjskiego społeczeństwa, ośmioosobowa drużyna Czapli, w asyście starego wilka morskiego, stawia czoła sztormom, które zawładnęły wodami przemierzanych przez nich mórz. Choć chłopcy obawiają się pościgu wysłanego za nimi przez Eraka, to jednak pogoda nie pozwala im na dalszą żeglugę. Załoga niepozornego statku zatrzymuje się w niewielkiej zatoczce licząc na to, iż ścigany przez nich okręt Zavaca – złodzieja, który ośmielił się wykraść największy skarb Skandian – również zmuszony będzie do nieplanowanego zarzucenia kotwicy. Z początku te błogie chwile spokoju wydają się zbawienne, lecz na dłuższą metę nuda okazuje się burzyć zbudowaną przez chłopców więź. Rozsądny i doświadczony Thorn bierze sprawy w swoje ręce zmuszając młodych żeglarzy do działania i ciężkich ćwiczeń, jako że ich dotychczas zdobyte umiejętności na niewiele się zdadzą w prawdziwej walce. Jak widać, dla Skandian nauka wojaczki nie kończy się zbyt szybko, podobnie jak zadanie, które muszą wykonać. A jednak, mimo początkowych niedogodności i problemów, los uśmiecha się do załogi „Czapli”. Wojownicy nie tylko znajdują na morzu atrakcyjną, młodą dziewczynę, ale i dzięki jej pomocy trafiają na wyraźny ślad Zavaca. Do tego starcia po prostu musiało kiedyś dojść!

Fanom autora nie trzeba przypominać, iż Najeźdźcy to drugi tom Drużyny – znakomitej serii Johna Flanagana luźno powiązanej z bestsellerowymi Zwiadowcami. Choć wiele osób wyznaje zapewne wyższość przygód Willa ponad burzliwymi perypetiami Hala, ja nadal podtrzymuję swoją zgoła odmienną opinię. Drużyna wydaje mi się, bowiem staranniej dopracowana już od pierwszego tomu i odrobinę doroślejsza, czego potwierdzenie odnalazłam w drugiej części. Co więcej, podczas gdy w Zwiadowcach postaci poboczne po prostu są, o tyle w przypadku drugiej serii autora każda jest starannie budowana kawałek po kawałku, jeśli tylko ma jakieś znaczenie dla opowiadanej historii. Dzięki temu bohaterów można szczerze polubić, nie zaś zwyczajnie akceptować ich obecność, bądź irytować się ich „bezpłciowością”. Nic więc dziwnego, iż postaci w Najeźdźcach są mi niesłychanie bliskie.

Ponadto w przypadku drugiego tomu najistotniejszy wydaje mi się fakt brutalniejszych opisów, które stawiają tę powieść ponad delikatnymi Zwiadowcami. Jakby na to nie spojrzeć, tym razem mamy do czynienia z żądnymi godnej rozrywki skandyjskimi wojownikami, a więc bez kilku trupów się nie obejdzie, a i bezwzględny Zavac robi swoje torturując ofiary. Z tego też powodu, książka okazuje się bardziej surowa niż dotychczasowe pozycje autora. Naturalnie, bohaterowie nie są przy tym przesadnie agresywni, choć cechuje ich na pewno większa dorosłość i bezwzględność płynąca z wychowania w społeczeństwie wojowników. Ten drobny wątek kulturowy czyni Najeźdźców pozycją tym bardziej godną zainteresowania.

To jednak nie wszystko. Bądźmy realistami, ilu czytelników słyszało o broni noszącej wdzięczną nazwę „atlatl”? Osobiście dowiedziałam się o niej dopiero czytając drugi tom Drużyny i nie wstydzę się przyznać, iż jestem teraz zdecydowanie mądrzejsza niż przed lekturą powieści. Bowiem autor uraczył nas także kilkoma ciekawostkami na temat budowy statków i ich ulepszeń, które Hal stosuje w swojej „Czapli”. Pozwolę sobie na jeszcze odrobinę szczerości i wyznam, iż do pomysłów młodego wynalazcy w tym tomie podchodziłam równie sceptycznie, co jego towarzysze. Nie umniejsza to jednak geniuszu Flanagana, gdyż w ten właśnie sposób z „misia o bardzo małym rozumku” stałam się „misiem” dokształconym. Czy jest lepszy sposób na naukę niż ten płynący z lektury i wspaniałej przygody?

Reasumując, Drużyna w dalszym ciągu trzyma fason i z każdym tomem zdaje się coraz silniej absorbująca, coraz bardziej pouczająca. Bohaterowie są nam coraz bliżsi i mają w sobie nieodparty urok, na który nie sposób nie zwrócić uwagi. Poza tym, lektura naprawdę podnosi na duchu i pozwala nam wierzyć, że każdy jest na swój sposób wyjątkowy, a wytrwałe dążenie do celu może przynieść cudowne rezultaty. Jak więc się jej oprzeć?

sobota, 8 grudnia 2012

Halt w niebezpieczeństwie - John Flanagan




Tytuł: Halt w niebezpieczeństwie
Seria: Zwiadowcy
Autor: John Flanagan
Wydawca: Jaguar
Ilość stron: 512
Ocena: 5/6




Zadanie Willa polegające na wytropieniu Tennysona okazuje się nie lada wyzwaniem, gdyż fałszywy prorok to nie byle jaki przeciwnik – inteligentny i rozsądny, mądrze rozdysponowuje nieuczciwie zdobytymi pieniędzmi i pozostałą mu dwójką Genoweńskich ochroniarzy. Samotny chłopak jest zmuszony dać z siebie wszystko chcąc dotrzymać kroku przywódcy sekty Odszczepieńców, bądź zwyczajnie nie pozostawać nadto w tyle. Stawka, o jaką toczy się gra jest niezwykle wysoka, gdyż prorok pokazał, na co go stać i jak wiele asów ma w rękawie. Sprawy nie ułatwia nawet fakt, iż Halt oraz Horace dołączają do młodego zwiadowcy, bowiem aby pozbyć się Tennysona najpierw muszą pokonać dwójkę wytrawnych zabójców, którzy nie przebierają w środkach chcąc wykonać zadanie, za które im zapłacono. Trójka prawych bohaterów nie ma szczęścia, gdyż cały „gniew Alsejasza” skupia się na Halcie, którego dosięga zatruta strzała Genoweńczyka, co staje się początkiem walki o życie starszego zwiadowcy, jak również o zniszczenie wroga, który sieje niepokój pozostając bezkarnym. Tym samym zadanie Aralueńczyków zmienia się diametralnie nabierając pewnych cech vendetty.

Halt w niebezpieczeństwie to kontynuacja misji rozpoczętej w poprzednim tomie, czy raczej doprowadzanie jej do końca, jako że bohaterowie są zmuszeni ścigać uciekinierów, których powinni się pozbyć od razu. Niestety, niebezpieczny wróg to wróg przebiegły, toteż można wybaczyć zwiadowcom i młodemu rycerzowi niedopatrzenie, dzięki któremu mamy okazję rozkoszować się w dalszym ciągu światem Zwiadowców. W końcu niektórych przyjemności nigdy za wiele, a tym bardziej, gdy nie tuczą, a jedynie bawią i uczą. John Flanagan nie podał nam jednak na srebrnym półmisku lekkiej przygody, ale wzbogacił dziewiątą księgę o dramatyzm, zaś nad jedną ze swoich najważniejszych postaci postawił Śmierć, która sapie chłodnym oddechem prosto w kark kusząc wizją lepszego świata po drugiej stronie.

Przez kilka ostatnich tomów akcja gnała jak na złamanie karku, zdarzenia następowały szybko po sobie nie pozwalając oderwać się od lektury, zaś liczba bohaterów zwiększała się w zastraszającym tempie by później gwałtownie zmaleć, jako że większości postaci nie jest dane pojawić się w kolejnych tomach. W przypadku dziewiątej księgi autor zwolnił nieco tempo, chociaż nie sądzę by książka straciła przez to na wartości. Nadal jest ona bardzo interesująca i godna polecenia, zaś akcja wcale nie stoi w miejscu, jako że Flanagan powoli zamyka wątki, które rozpoczął w poprzednim tomie, a także pozwala czytelnikowi na oswojenie się z myślą o śmiertelności swoich bohaterów.

Halt kojarzy się zazwyczaj z siłą ducha, lisią przebiegłością, kąśliwymi uwagami, mrukliwością godną pozazdroszczenia, niebagatelnymi umiejętnościami w wojaczce, a także brakiem jakiejkolwiek dbałości o aparycję. Jak każdy w świecie Zwiadowców i on starzeje się, może popełniać błędy, wahać się, ale czy może umrzeć? Po raz pierwszy mamy okazję widzieć starszego zwiadowcę zupełnie bezbronnym, wymagającym opieki, umierającym. Człowiek, który był ostoją spokoju, mistrzem i przybranym ojcem, na którego zawsze spoglądało się z odpowiednią dozą autorytetu, a może nawet ze strachem, nagle jest tym słabszym i zależnym od innych. Młody człowiek pokroju Willa rzadko myśli o tym, że jego opiekunowie nie są długowieczni, że kiedyś to on będzie musiał zaopiekować się ludźmi, których miał za niezniszczalnych. Młody zwiadowca nie miał czasu by zastanawiać się nad tym wcześniej i w jednej chwili zostaje postawiony przed faktem dokonanym, a od jego decyzji zależeć będzie los najbliższego mu człowieka. To wyzwanie zdecydowanie trudniejsze niż uganianie się za fałszywym prorokiem, czy walka z najgroźniejszymi i najsilniejszymi przeciwnikami. To spór, jaki toczy się we własnym wnętrzu musząc dopuścić do siebie myśl o tym, jak kruche jest życie, jak wiele przyjdzie nam kiedyś stracić.

Halt w niebezpieczeństwie to naprawdę świetna książka wypełniona po brzegi jedną z moich ulubionych postaci – Haltem. W prawdzie związek zwiadowcy z Pauline jest zupełnie nietrafiony, a kobieta ta jest nam niemalże obca, ale widać trzeba przymknąć oko na ten fakt, jako że równie kiepski gust posiada młody Will. Jest to drobny minus, o którym po prostu musiałam wspomnieć, a który nie zmienia nic w moim uwielbieniu dla tej serii i tego konkretnego tomu. Bardzo cenię, bowiem Flanagana i ten niewielki błąd naprawdę należy autorowi wybaczyć, chociaż ciągnie się za nim przez wiele ksiąg. Jakby na to nie patrzeć, większość jego bohaterów posiada nieodparty urok i to właśnie dla nich warto sięgnąć po Zwiadowców nie wykluczając tego tomu.

niedziela, 2 grudnia 2012

Królowie Clonmelu - John Flanagan




Tytuł: Królowie Clonmelu
Seria: Zwiadowcy
Autor: John Flanagan
Wydawca: Jaguar
Ilość stron: 472
Ocena: 5/6




W tej chwili Halt powinien siedzieć przy płonącym jasno ognisku u boku swoich byłych uczniów oraz grupy przyjaciół z Korpusu Zwiadowców, rozkoszować się smakiem świeżo parzonej kawy, wysłuchiwać najciekawszych opowieści i plotek, jakie inni zwiadowcy przywieźli ze swoich lenn. Niestety, nie dane jest mu doświadczyć tej niezobowiązującej przyjemności, jaką pociąga za sobą coroczny Zlot. Zamiast tego doświadczony zwiadowca zmuszony jest zająć się nie cierpiącą zwłoki sytuacją w Sisley, które oplotły już silne macki sekty Odszczepieńców. Wykorzystując swoją wiedzę na temat niebezpiecznej grupy religijnych fanatyków Halt stara się pomóc mieszkańcom wioski, a jednocześnie zdobyć jak najwięcej niezbędnych informacji. Jak się okazuje, sekta całkiem nieźle radzi sobie na ziemiach Hiberni, którymi rządzi nieodpowiedzialny, nieumiejętny król, i najpewniej w końcu duchowy przywódca Odszczepieńców – Tennyson – wyciągnie łapy po Araluen, a do tego nie można dopuścić. Na pierwszy rzut oka sekta może wydawać się niegroźna i pokojowo nastawiona, lecz wystarczy przyjrzeć się bliżej by zauważyć, jak wieli wpływ wywiera ona na mieszkańcach wiosek, jak łatwo manipuluje biednymi, niewykształconymi ludźmi, którzy pragną jedynie spokoju i ochrony, którą może zapewnić im czczony przez Odszczepieńców bóg. Król Duncan nie zamierza czekać na dalszy rozwój wydarzeń toteż Halt, Will oraz Horace wyruszają wspólnie w drogę by spotkać się z władcą sąsiedniego królestwa i zmusić go do podjęcia działań, które zapobiegną bliskiemu nieszczęściu.

Pociąg o nazwie John Flanagan pędzi jak szalony zatrzymując się zaledwie na chwilę przy ósmej już księdze Zwiadowców, która bynajmniej nie jest dla nas stacją końcową, a zaledwie małym przystankiem na drodze ku finałowi. Trzeba przyznać, iż z każdym nowym tomem autor rozwija coraz bardziej skrzydła. Książki stają się grubsze, a pomysłów na rozwój fabuły nie brakuje. Przykładem może być fakt, iż Flanagan naprawdę długo czekał z tym by uświadomić nam, jak niewiele wiemy o bohaterze tak wyjątkowym i istotnym, jak Halt. Jeśli ktokolwiek sądził, że starszy zwiadowca jest wyłącznie nudnym tetrykiem o dziwnym poczuciu humoru, ponurej osobowości i zerowym wyczuciu stylu, to niewątpliwie będzie musiał zmienić zdanie, bądź dodać do niego kilka istotnych faktów, które zmieniają diametralnie sposób patrzenia na tę postać. Należy, bowiem wspomnieć, iż z całą pewnością nikt nie spodziewał się żadnych rewelacji po człowieku pokroju Halta, a tym czasem autor zaserwował nam nie tylko spory kawałek znakomitego „tortu” przeszłości zwiadowcy, ale także pozwolił „popić” masą śmiechu, który towarzyszy wyjawieniu skrywanych przez mężczyznę sekretów.

Naturalnie, Królowie Clonmelu to nie tylko humor i tajemnice, ale również tematy poważne, istotne z punktu widzenia społecznego, czy też historycznego. Ten pierwszy ukazuje, bowiem sektę Odszczepieńców, która jest obrazem obłudy, kłamstwa i przebiegłości. To właśnie one pozwalają Tennysonowi manipulować ludźmi, wzbogacać się i dążyć do obranego wcześniej celu dzięki naiwności innych. Mimo wszystko, mężczyzna nie przebiera w środkach podsycając wiarę swoich wyznawców w nieistniejącego boga, wodzi ich za nos, dowodzi łatwości, z jaką można zmanipulować człowieka. Nawet widząc coś na własne oczy nie możemy być pewni, że nie zostaliśmy oszukani, a więc powinniśmy ograniczyć zaufanie nawet względem naszych zmysłów. Tylko, komu, bądź, czemu w takiej sytuacji należy wierzyć?

Pod względem historycznym na uwagę zasługuje sposób, w jaki autor ukazał walkę o sukcesję toczącą się już od najmłodszych lat, jak również graniczący z szaleństwem strach przed zdetronizowaniem. O ile w Araluenie król Duncan nie wydaje się martwić o swoje stanowisko, o tyle w Clonmelu sytuacja nie należy do stabilnych, a komplikuje się tym bardziej, gdy pochłonięty myślą o swoim bezpieczeństwie władca zaniedbuje lud pozwalając by jego wybawcą został ambitny, obcy człowiek. W takiej sytuacji upadek obecnej władzy wydaje się jedynie kwestią czasu.

Chociaż ósma księga pozbawiona jest orientalnego klimatu poprzedniej części niewątpliwie została napisana z rozmachem i wnosi do serii coś nowego, interesującego, a przede wszystkim istotnego. Sądzę, że nie tylko dla fanów Halta Królowie Clonmelu stanowić będą skarbnicę wiedzy o mrukliwym zwiadowcy. Niewątpliwie również inni miłośnicy serii znajdą tu coś dla siebie i nie zawiodą się zagłębiając kolejny już raz w ten wspaniały świat pozbawionej magii fantastyki.

Osobiście uważam, że książka naprawdę trzyma poziom i niczego nie można jej odmówić. Ja bawiłam się przy niej świetnie i ani przez chwilę nie żałowałam, że piękna przygoda z poprzedniego tomu dobiegła już końca. Jakby na to nie patrzeć, w Królach Clonmelu tak wiele się dzieje, że nie sposób tęsknić za przeszłością, a autor najwidoczniej szykuje dla nas nie jedną niespodziankę, gdyż nie zamyka powieści, ale obiecuje kontynuację przygody, która właśnie się rozpoczęła.

poniedziałek, 26 listopada 2012

Okup za Eraka - John Flanagan




Tytuł: Okup za Eraka
Seria: Zwiadowcy
Autor: John Flanagan
Wydawca: Jaguar
Ilość stron: 472
Ocena: 6/6




Skandianie nie słyną z umiejętności siedzenia spokojnie na tyłku, co wydaje się jak najbardziej oczywiste, kiedy ma się do czynienia z rosłymi, potężnymi wojami. Tylko, kto to widział żeby oberjarl wykazywał się brakiem cierpliwości do swojego urzędu? Wielu oddałoby wszystko za ciepłą posadkę i władzę, jaką posiadł Erak, ale główny zainteresowany nie wydaje się oddany swojej pracy marząc o podróżach, grabieniu, walce... Nic prostszego! Erak postanawia urządzić sobie małą łupieżczą wyprawę wraz ze swoimi druhami najeżdżając Arydię. Tak się jednak składa, że jeśli ktoś mógł wpaść w łapska wroga i dać się złapać w oczywistą pułapkę to musiał to być nie kto inny, jak wielki oberjarl. Wieść o pojmaniu Eraka dociera do Araluenu wraz z prośbą o pomoc w zapłaceniu okupu, jakiego zażądano za nieodpowiedzialnego wojownika. Tym samym do odległego pustynnego kraju wysłane zostaje poselstwo w skład, którego wchodzą: Halt, Will, Gilan, Horace oraz księżniczka Cassandra. Jak można się spodziewać, nie byłoby zabawy, gdyby wszystko poszło gładko i bezproblemowo toteż sprawy zaczynają się komplikować, życie Eraka znajduje się w niebezpieczeństwie, a co za tym idzie, także nad innymi członkami wyprawy wisi widmo niepowodzenia oraz śmierci. Czy nienawykli do suchego klimatu przybysze poradzą sobie na bezkresnej pustyni, która nie jest jedynym zagrożeniem, któremu muszą stawić czoła?

O ile na szósty tom Zwiadowców trochę sobie ponarzekałam, o tyle Okup za Eraka wynagrodził mi wszystko wspaniałym, egzotycznym klimatem, który momentalnie pokochałam i ciekawą przygodą stanowiącą nie małe wyzwanie dla bohaterów, których do obieżyświatów zaleczyć nie można. Naturalnie, towarzyszyliśmy im podczas porwania i wygnania, ale na pewno nie umywało się to do historii, jaką autor zaserwował nam w siódmej księdze. Nie skłamię, jeśli powiem, że przed przeczytaniem tej części Zwiadowców podchodziłam dosyć obojętnie do opowieści osadzonych w świecie rodem z baśni tysiąca i jednej nocy, zaś teraz uśmiecham się na samą myśl o przygodzie pośród piasków pustyni. Po słabszej poprzedniej części, bez dwóch zdań, John Flanagan zrehabilitował się Okupem za Eraka.

Uważam, że wielkim plusem tej części sagi jest obecność księżniczki Cassandry, jako najlepszej kobiecej postaci w całych Zwiadowcach. Młoda dziewczyna już wcześniej wykazała się odwagą i rozumiem, siłą woli, a także charakterem, zaś teraz potwierdza wszystkie te cechy zjednując sobie sympatię tym większej rzeszy czytelników. Jej kreacja należy do najbardziej kompletnych ze względu na złożoność emocji i dorosłość uczuć. Oczywistym jest, że księżniczka żywiła uczucie do odważnego Willa, by później przeżyć zawód spowodowany jego przystąpieniem do Korpusu Zwiadowców i odejściem ze stolicy. Właśnie wtedy między nią, a Horacem coś powoli zaczęło kiełkować lecz Okup za Eraka pokazuje nam także inną stronę jej kobiecej natury. Cassandra zdaje się zafascynowana Selethenem, a pojawiająca się między nimi chemia ubogaca obie te postaci. W tym miejscu nie sposób nie dorzucić czegoś więcej o wspomnianym przed chwilą Arydzie. Selethen to czarujący, młody człowiek piastujący stanowisko wakira w mieście Al Shabah. Jest przystojny, dobrze wychowany i szlachetny, co zjednuje mu przychylność grupy Araluenczyków. Dodając do tego egzotyczny czar nie można się dziwić, iż Horace postrzega go, jako godnego rywala, za pewnie nie tylko w walce, ale również w sercu księżniczki Cassandry.

Na wielką pochwałę zasługuje fakt, iż John Flanagan niewątpliwie potrafi przekazać między wierszami więcej uczuć i emocji niż ktokolwiek inny. Okup za Eraka wydaje się kręcić wokół akcji ratunkowej porwanego skandianina, a jednak uważny czytelnik dostrzeże tu o wiele więcej – chociażby, wspomniany wcześniej przeze mnie, miłosny trójkąt, czy też akceptację różnic kulturowych, próbę „wmieszania się w tłum”, którą widzimy w przypadku Willa.

Wszystko to czyni siódmy tom powieści jednym z, moim zdaniem, najlepszych i najciekawszych. Zebrał on, bowiem najbardziej lubiane przeze mnie postaci splatając ze sobą ich losy, jak również dorzucił kolejnych ciekawych bohaterów. Nic więc dziwnego, że Okup za Eraka plasuje się na samym szczycie moich ulubionych tomów i bez zastanowienia sięgnę po niego jeszcze nie jeden raz.

niedziela, 18 listopada 2012

Oblężenie Macindaw - John Flanagan




Tytuł: Oblężenie Macindaw
Seria: Zwiadowcy
Autor: John Flanagan
Wydawca: Jaguar
Ilość stron: 380
Ocena: 4/6




Na północy nadal wiele się dzieje, a sytuacja staje się coraz bardziej napięta, gdy niebezpieczeństwo bezczelnie patrzy w oczy Araluenu grożąc nie tylko wybuchem wojny, ale i zajęciem całego kraju przez Skottów. Keren przejmując Macindaw z góry wie, że posłuży się nim by wybić się ponad przeciętną, zdobyć bogactwo, chwałę i władzę, której namiastkę posiadał do tej pory. Zdradzając swój kraj zyska to, o czym zdaje się marzyć. Nie przewidział tylko, że jego szyki będą chcieli pokrzyżować nie tylko obrońcy Araluenu, ale także jego własne serce, które okaże się posiadać pewną dawkę szlachetności, gdy więżąc Alyss zacznie szukać sposobu by się do niej zbliżyć, zjednać ją sobie, namówić do porzucenia wszystkiego, w co wierzyła dla czystego materializmu i słodkich słówek zdrajcy. W tym samym czasie Will szykuje się do niemal niemożliwego zadania, którym jest odbicie zamku. Do dyspozycji ma wyłącznie swoją wiedzę, inteligencję, niewielu przyjaciół i odwagę, której mu nie brakuje. Chłopak musi wykorzystać wszystko, co ma pod ręką i nie popełnić żadnego błędu, jeśli chce ocalić przyjaciółkę i cały kraj, który tak kocha. Jeden błąd może go kosztować naprawdę wiele.

John Flanagan rozkręcił się na dobre prezentując nam szósty już tom uwielbianych przez młodszych i starszych czytelników Zwiadowców. Niestety, jakkolwiek akcja trzyma w napięciu, wciąga, zaś autor zgrabnie przeplata różne wątki, to jednak Oblężenie Macindaw jest najmniej lubianą przeze mnie częścią. Nigdy nie darzyłam przesadnym sentymentem Alyss, która zwyczajnie mnie denerwowała, a pech chciał byśmy w tej właśnie części mieli jej aż nazbyt wiele. Nie można ukryć, iż Flanagan nie wykazuje specjalnej umiejętności w kreowaniu postaci kobiecych, które zawsze są jasnowłose, miłe, inteligentne, mdląco słodkie – wyłącznie księżniczka Cassnadra odbiega odrobinę od tego wzoru, a to stanowczo za mało, by wynagrodzić czytelnikowi wszystko inne. Postać Alyss jest niewyraźna, nudna i bezkształtna, bo co tak naprawdę o niej wiemy? Jest ładna, inteligentna, dzielna i najwyraźniej zakochana w Willu, co więcej z wzajemnością. Tyle, że wątek ich uczucia nie miał początku, nie rozwijał się, a zwyczajnie był i jest nadal nie mając żadnych wzlotów i upadków. To najmniej romantyczne uczucie, jakie można było sobie wyobrazić w przypadku serii tak dobrej, jak Zwiadowcy. Wyraźnym przeciwieństwem „zimnej ryby” imieniem Alyss jest bardzo świeża postać, a mianowicie Keren, który naprawdę ma w sobie coś, co intryguje, przyciąga i skłania do zastanowienia. Nie miałabym nic przeciwko by rycerz-zdrajca na stałe pojawił się w powieści, jako że łączy w sobie ogładę dżentelmena, swoistą czułość, odwagę i siłę z przewrotnością, materializmem, bezwzględnością. Prawdę mówiąc, czytelnik ma okazuję poznać mężczyznę lepiej niż ukochaną młodego Willa, która przecież jest obecna w powieści już od pierwszego tomu i stanowi najsłabsze ogniwo Zwiadowców.

Tym, co może się jednak podobać w Oblężeniu Macindaw jest wątek humorystyczny, gdzie ofiarami niewinnego żarciku stają się Skandianie. W pewien sposób można uznać to za przestrogę by nie do końca zawierzać swoim zmysłom, ale także zdystansować się do wiary, jaką wyznajemy, a która może być wykorzystana przeciwko nam. Jeśli nieustraszeni grabieżcy przemierzający morza na wilczych okrętach mogą się złamać, gdy wykorzysta się ich słabości to, co dopiero może stać się z przeciętnym człowiekiem? Jest to kolejną lekcją dla czytelnika, który powinien najpierw spróbować rozumowo wyjaśnić niektóre zjawiska, a dopiero później dopuszczać do siebie myśl o paranormalnym podłożu. Nauka, wiedza i inteligencja przede wszystkim.

Oblężeniu Macindaw jest tomem, który wypada przeczytać ze względu na zakończenie wątków rozpoczętych w poprzedniej księdze, nie zaś dla czystej przyjemności. Wielu czytelników pewnie się ze mną nie zgodzi, ale przecież właśnie o to chodzi, prawda? Sądzę, że ta jedna część nie zrazi wiernych zwolenników serii, ale pozostawi w ustach gorzki smak zawodu. Tak przynajmniej było w moim wypadku. Nie wpłynęło to jednak na mój stosunek do całości osiągnięć autora, choć upewniło mnie w przekonaniu, iż nie lubię Alyss i nigdy nie przypadnie mi ona do gustu. Z całym szacunkiem dla Willa Treaty – powinien zmienić obiekt westchnień na kogoś mniej przypominającego perfekcyjne zombie.

wtorek, 6 listopada 2012

Czarnoksiężnik z Północy - John Flanagan




Tytuł: Czarnoksiężnik z Północy
Seria: Zwiadowcy
Autor: John Flanagan
Wydawca: Jaguar
Ilość stron: 400
Ocena: 4/6




            Każdy z nas musi kiedyś dorosnąć, wyfrunąć z bezpiecznego gniazda, rozpocząć życie na własną rękę. Will został do tego zmuszony z chwilą, gdy stał się pełnoprawnym zwiadowcą, a jego nowym domem miało zostać Seacliff – nudne, spokojne, nadmorskie lenno. Tak się złożyło, że podczas podróży mającej na celu dotarcie na wysepkę, chłopak spotka nowego wiernego przyjaciela, a także znajduje wroga, który stanowić będzie nie lada zagrożenie. Młody zwiadowca nie jest jednak niedoświadczonym dzieciakiem, toteż całkiem nieźle radzi sobie z zaistniałym problemem. Tylko czy szczęście zawsze będzie mu sprzyjać? Póki co, Will nie może narzekać na brak luksusu, ani też przyjaźni ze strony okolicznych mieszkańców – czy tylko mi się wydaje, czy może chłopak nagle stanowi dobrą partię dla panien na wydaniu? Tak się jednak składa, że spokojne, nudne dni przerywa pojawienie się Alyss, która podobnie jak młody zwiadowca ma już szkolenie za sobą i teraz należy do Służb Dyplomatycznych. Jej odwiedziny nie są niestety wyrazem uczuć stęsknionej niewiasty, ale zapowiedzią poważnych kłopotów. Will jest zmuszony opuścić swój przytulny domek i wyruszyć w drogę do Norgare, gdzie czary zasiewają niepokój w sercach ludzi. Tylko, czy wszystkie doniesienia o duchach i innych stworach są prawdziwe? Tego młody zwiadowca musi dowiedzieć się sam.
            Zwiadowcy to jedna z niewielu serii fantasy, w których nie pojawia się magia. John Flanagan musiał zdawać sobie z tego sprawę, kiedy tematem przewodnim Czarnoksiężnika z Północy uczynił ludzką skłonność do wierzenia w przesądy, czary, paranormalne aspekty życia, a także bojaźń, jaką człowiek zwykł odczuwać przed wszystkim, co niewytłumaczalne. Nie ma wątpliwości, iż autor postanowił udowodnić coś swojemu czytelnikowi, postawić kropkę nad „i”, ostatecznie nadać kształt swojej powieści. To właśnie w piątym tomie czytelnik dowie się, czy rzeczywiście Zwiadowcy zostali dobrze sklasyfikowani i stanowią wyjątek od reguły, czy też wręcz przeciwnie, gdzieś tam kryje się magia. Nie zdradzę odpowiedzi na to podstawowe pytanie, dodam jednak, że autor wykonał kawał dobrej roboty ukazując odbiorcy tę stronę stworzonego przez siebie świata.
            Co więcej, Flanagan w bardzo dobrym stylu oddał istotę ludzkiego strachu, który drzemie gdzieś w każdym z nas, gdy z człowieka rozsądnego i nieustraszonego wydobył skrywane głęboko przekonanie o istnieniu tego, co nadprzyrodzone, obawę przed tym, jak także chęć wyjaśnienia wszystkich niepojętych zjawisk. Zestawił przy tym ze sobą ciekawość i lęk, odwagę i przerażenie, powinność i siłę ludzkich słabości pozwalając by jego bohaterowie sami dokonali wyboru między nimi.
            Ponadto ukazał siłę ludzkiego umysłu, która jest w stanie rewolucjonizować świat, szerzyć zarówno terror, jak i pokój, zapewnić dobrobyt lub zrujnować. Przykładem może być medycyna będąca podległą człowiekowi, który badając otaczającą go rzeczywistość może osiągnąć perfekcję, na jaką pozwalają mu czasy. Nawet nasze poglądy i przekonania związane są nierozerwalnie z umysłem oraz wiedzą czyniąc nas ludźmi światłymi, bądź ciemnymi. Pozwala to sądzić, iż poprzez Malcolma Flanagan chciał pokazać młodym, jak ważny jest rozwój intelektualny. W końcu Czarnoksiężnik z Północy to nie siła mięśni, ale korzystanie z rozsądku, walka z naszym strachem i szukanie odpowiedzi na nurtujące nas pytania.
            Autor podjął także bardzo ważny temat upośledzenia, cielesnej deformacji oraz odrzucenia spowodowanego tymi właśnie ludzkimi niedoskonałościami. W idealnym świecie kreowanym przez powieści nie ma zazwyczaj miejsca na ludzką odmienność. Flanagan nie tylko odważnie pokazał czytelnikowi osoby pod wieloma względami inne od przeciętnych ludzi, ale też nie próbował okłamywać odbiorcy mydląc oczy idyllicznym światem, gdzie każdy jest akceptowany przez własną rodzinę. Wręcz przeciwnie, jasno nakreślił niechęć odczuwaną względem niepełnosprawnych.
            Piąta księga Zwiadowców jest kolejnym dowodem na to, że fantastyka może kształcić i uczyć życia w realnym świecie nie czyniąc tym krzywdy samej sobie. Każdemu z nas potrzebny jest czasami drogowskaz, który pokieruje naszymi krokami, nakłoni do refleksji na temat, który najchętniej chcielibyśmy przemilczeć. Tym bardziej powinniśmy sięgnąć po książkę, która w sposób przystępny i niesamowicie ciekawy przedstawia realne problemy nie zniechęcając do dalszego czytania. Czarnoksiężnik z Północy jest przykładem takiej właśnie lektury. Z całego serca polecam, więc zapoznać się z tą pozycją, gdyż naprawdę warto.

poniedziałek, 22 października 2012

Bitwa o Skandię - John Flanagan




Tytuł: Bitwa o Skandię
Seria: Zwiadowcy
Autor: John Flanagan
Wydawca: Jaguar
Ilość stron: 392
Ocena: 5+/6




            Nadchodzą roztopy, a wraz z nimi zbliża się niebezpieczeństwo. Dwójka uciekinierów nie może dłużej kryć się przed pogonią w leśnej chacie, która stanowiła ich dom przez całą zimę. Teraz, gdy Will odzyskał siły w stopniu pozwalającym mu na podróż, on i Evanlyn muszą wydostać się poza granice Skandii. To ich jedyna nadzieja na powrót do domu, do Araluenu. Z góry wiedzieli, jak ciężka i żmudna będzie ich wędrówka, jak wiele trudności stanie im na drodze, ale tego, co miało miejsce później się nie spodziewali... Między niewolą, a wolnością dwójki młodych ludzi staje temudżeiński zwiad, z którym uczeń zwiadowcy nie poradzi sobie w pojedynkę. Liczniejsi, doświadczeni wojowie to nie lada wyzwanie, a może nawet pewna przegrana. I właśnie wtedy, gdy nadzieja na ratunek jest naprawdę znikoma, Willa oraz Evanlyn z opresji ratują Halt i Horace! Tyle, że to nie koniec kłopotów. Temudżeini stanowią zagrożenie nie tylko dla mroźnej krainy skandian, ale również dla wszystkich krain, które ze Skandią graniczą. Prędzej, czy później wojowniczy lud hodujący drobne koniki dotrze do Araluenu, a wtedy kraj pogrąży się w chaosie. Halt nie widzi innego wyjścia, jak tylko to ostateczne, i chociaż ucieczka przed skandianami to jedno, zaś walka z całą armią temudżeińskich wojowników to coś zgoła innego, to czwórka araluenczyków musi chronić swoje królestwo także poza jego granicami.
            Jako że Flanagan przyzwyczaja powoli swojego czytelnika do faktu, iż w jego książkach znaleźć można wiele rad pożytecznych dla młodych ludzi, także i tym razem możemy doszukiwać się przebijających przez fabułę mądrości. Czego więc poprzez Bitwę o Skandię uczy nas autor? Na pewno wytrwałości i wiary we własne siły. Na przykładzie Willa pokazuje swojemu czytelnikowi, że nigdy nie należy się poddawać nawet, gdy sytuacja wydaje się dramatyczna, gdyż los może się odwrócić w najmniej spodziewanym momencie i nigdy nie wiadomo, kto przyjdzie nam z pomocą. Powinniśmy, więc kroczyć przez życie z wysoko uniesioną głową nie pozwalając by złamał nas pokrętny los. Udowadnia także, iż nawet po najboleśniejszym upadku można stanąć na nogi, kiedy ma się odpowiednią motywację, a ciężka praca pomaga w walce z tym, co kiedyś nas złamało. Każdy przeżywa wzloty i upadki, ale najważniejszym jest podnieść się i iść dalej mimo obdartych kolan, potłuczonego ciała, obolałych dłoni.
Flanagan porusza także inny niezwykle istotny temat, jakim są stosunki damsko męskie. O ile sprawa z Alyss od samego początku wydaje prosta i klarowna, o tyle Evanlyn jest nie lada wyzwaniem. Stanowi, bowiem podręcznikowy przykład dziewczyny, której przeciętny chłopak nie zrozumie. Nie od dziś wiadomo, jak wiele wysiłku mężczyźni wkładają w każdorazową próbę chociażby częściowego odczytania kobiecych gestów, słów lub myśli. Czy więc prostolinijny i niedoświadczony Will ma jakiekolwiek szanse na dogadanie się z pełną werwy i siły przyjaciółką w niedoli? Czy nauczy się czytać między wierszami by ostatecznie zrozumieć tę silną, a jednocześnie delikatną dziewczynę, której niewątpliwie zawdzięcza życie?
Bitwa o Skandię kończy porywającą, pełną akcji trzytomową przygodę rozpoczętą w Płonącym Moście i posiadającą wielkie znaczenie dla wielu czołowych bohaterów serii. Jest to także tom, w którym Will dokonuje ostatecznej decyzji dotyczącej przyszłości. Czytelnik zapewne pamięta marzenia młodzieńca, które zaprezentowano w pierwszej księdze, a które chłopak był zmuszony porzucić, kiedy jego życie nabrało tempa, zaś codzienne treningi nie pozwalały na chodzenie z głową w chmurach. Teraz nasz młody bohater staje na rozdrożu, a z raz obranej drogi nie ma już powrotu.
Drogi Czytelniku, czy naprawdę muszę zachęcać Cię byś sięgnął po czwarty tom Zwiadowców? Zaszedłeś już tak daleko, czy możesz jeszcze zawrócić, udać, że nie zainteresowała Cię historia Willa? Sądzę, że już na to za późno i wpadłeś w sidła niesamowitej historii zastawione na Ciebie przez Johna Flanagana.

środa, 17 października 2012

Ziemia Skuta Lodem - John Flanagan




Tytuł: Ziemia Skuta Lodem
Seria: Zwiadowcy
Autor: John Flanagan
Wydawca: Jaguar
Ilość stron: 350
Ocena: -5/6




            Wilczy okręt pruje fale, niczym nóż przechodzący gładko przez aksamitną tkaninę. Odważni i silni skandianie uwijają się jak mrówki starając się utrzymać kurs, walczyć z przeciwnościami losu, kapryśną pogodą. Na pokładzie „Wilczego Wichru” Will i jego towarzyszka niedoli, Evanlyn, usiłują na spokojnie obmyślić plan ucieczki, nie wzbudzać niczyich podejrzeń, ani też nie denerwować swoich oprawców. Dobrze wiedzą, że nie zdołają wrócić do Araluenu, jeśli zginą w czasie podróży lub w samej Skandii. Niestety, okazuje się, że ucieczka jest trudniejsza niż przypuszczali, zaś Erak nie należy do tępych osiłków. Dwójka młodych bohaterów trafia do „zamarzniętego piekła”, gdzie niewola może z czasem okazać się gorsza niż śmierć, a za błędy trzeba zapłacić naprawdę wysoką cenę.
            Tym czasem w Araluenie robi się naprawdę gorąco. Przepełniony ojcowskimi uczuciami Halt nie spocznie póki nie odnajdzie swojego młodego czeladnika. W swojej nieustępliwości jest skłonny sprzeciwić się królowi, opuścić swój zwiadowczy posterunek i na własną rękę udać się w drogę mającą na celu dotrzymanie obietnicy, w której zobowiązał się uwolnić Willa. Podczas żmudnej wędrówki, jaką podejmuje, doświadczonemu zwiadowcy towarzyszy Horace, a także cała masa problemów, które uczepiły się ich, jak rzep. Na ratunek będzie, więc trzeba poczekać.
Ziemią Skutą Lodem Flanagan przelicytował samego siebie. Po naprawdę dobrym drugim tomie, czytelnik otrzymuje coś jeszcze lepszego zaklętego w niepozornej trzeciej księdze. Autor w dalszym ciągu pozwala na śledzenie losów najważniejszych postaci za pomocą dwutorowej narracji, która przybliża odbiorcy Galię oraz Skandię, co jest także okazją do uzmysłowienia sobie ogromu niebezpieczeństw czyhających nie tylko na Halta i Horace’a, ale również na Willa i Evanlyn. A jednak, mimo iż klimat książki jest raczej przygnębiający i ponury, Flanagan nie zapomina o odrobinie humoru wywołując tym samym uśmiech na twarzy czytelnika, skłaniając go do niedowierzającego kręcenia głową lub głośnego, wyrozumiałego westchnienia. Co najważniejsze, ciepły aspekt humorystyczny, który towarzyszy zwiadowcy i czeladnikowi rycerskiemu, nie zakłóca zimnej powagi związanej ściśle z niedolą wziętych do niewolni młodych ludzi. Wręcz przeciwnie, pozwala odetchnąć przed kolejną porcją smutku, jaki wiąże się z niewolnictwem bohaterów.
Podobnie, jak miało to miejsce wcześniej, także tym razem, autor znajduje czas na dopełnienie obrazu postaci, które tworzą ten naprawdę znakomity świat Zwiadowców. Czytelnik może zaobserwować, jak niewinny, prostolinijny Horace poznaje prawdziwy świat, uczy się go rozumieć, a także zbliża się do Halta, zaprzyjaźnia z nim, z każdą chwilą coraz bardziej doceniając zgryźliwego zwiadowcę. Na szczególne zainteresowanie zasługuje także przypadek Willa, który wpada w naprawdę poważne tarapaty, z którymi nie jest w stanie sam sobie poradzić. Tym samym, autor porusza bardzo istotny temat uzależnień, pokazuje jak łatwo można upaść na sam dół, jak trudno później się z tego podnieść i jak bardzo potrzebni są wtedy oddani przyjaciele. W tym też momencie Flanagan pozwala odbiorcy zaobserwować bezsprzeczną szlachetność i zdeterminowanie Evanlyn, czym ubogaca jej obraz. Dziewczyna, która pojawiła się zaledwie w Płonącym Moście okazuje się niezbędna do przetrwania w zimnym, nieprzyjaznym kraju, a jej liczne zalety niezaprzeczalnie zjednują jej wielu fanów. Nie mniej jednak, najbardziej zaskakującą postacią okazuje się Erak. Trudny do rozszyfrowania skandianin wydaje się być zbudowany nie tylko z mięśni i grubych kości, ale także z licznych sprzeczności stanowiących jednocześnie o jego sile, jak i słabości.
Osób, które już zdążyły zakochać się w Zwiadowcach nie trzeba przekonywać, że Ziemia Skuta Lodem warta się poświęcenia jej czasu. Ci jednak, którzy w dalszym ciągu nie potrafią uwierzyć, że fantastyka bez magii potrafi wciągnąć, powinni sprawdzić to na własnej skórze.
Dzięki prostocie języka oraz gładkości prowadzenia fabuły każdy może zagłębić się w lekturze Ziemi Skutej Lodem i naprawdę wiele z niej wyciągnąć. Pozwólmy, więc by John Flanagan opowiedział nam historię, która pod powłoką fantasy kryje wiele nawiązań do problemów współczesnego świata i młodych ludzi.

poniedziałek, 15 października 2012

Płonący Most - John Flanagan




Tytuł: Płonący Most
Seria: Zwiadowcy
Autor: John Flanagan
Wydawca: Jaguar
Ilość stron: 350
Ocena: 5/6




            „Ciekawość to pierwszy stopień do piekła” – powtarzają matki swoim wyjątkowo uciążliwym dzieciom, które najchętniej poznałyby wszystkie tajemnice świata, lecz wcześniej muszą zadać miliony irytujących pytań. Oto obraz Willa, który potrafi wcisnąć swój nos w każdą dziurę, jeśli tylko zaspokoi to jego ciekawość, a co więcej, ku wielkiej udręce Halta, nie może powstrzymać wodospadu pytań, który wypływa z jego ust. Tylko, co ma zrobić zwiadowca, kiedy zauważa, że jego uczeń zmienił się, uspokoił, zmarkotniał? Gdy człowiek nawyka do bzyczenia natrętnej muchy nie sposób żyć bez tego dźwięku, który stał się przecież elementem codzienności. Tak źle i tak niedobrze.
            Niestety, Will to nie jedyny problem Halta. Pojawienie się byłego ucznia, Gilana, nie wróży niczego dobrego, chociaż okazuje się sposobem na poprawienie humoru młodemu czeladnikowi. Ot, nic tak nie działa na człowieka jak poselstwo do Celtii! Tym też sposobem na głowę Gilana spada obowiązek wykonania misji, a także opieka nad dwoma niedorostkami – Willem oraz Horacem. Chłopcy nie będą jednak próżnować mając nad sobą kogoś tak wszechstronnie uzdolnionego. Młody zwiadowca jest, bowiem nie tylko znakomity w skradaniu się, ale również włada mieczem znacznie sprawniej niż nie jeden rycerz! Podróż z kimś takim to nie lada okazja na podniesienie swoich kompetencji.
Ich zadanie miało być stosunkowo proste, może nawet całkowicie pozbawione ryzyka, nudne. Miało, gdyż z całą pewnością nikt nie przewidział, że sprawy mogą się poważnie skomplikować, a do trójki podróżnych dołączy ktoś czwarty – ktoś, kogo nie spodziewano się spotkać pośrodku dziczy. Tak się jednak nieszczęśliwie złożyło, że jedno niespodziewane wydarzenie pociągnęło za sobą całą masę innych, poważniejszych. I nagle nic już nie było takie, jakim być powinno, ale z każdą chwilą miało być tylko gorzej.
Kiedy myślę o Płonącym Moście do głowy przychodzi mi jedno określenie – akcja. Czytelnik nie może się nudzić, jako że fabuła rozwija się szybko i jest bogata w mniejsze lub większe wydarzenia, które zachęcają do dalszej lektury, do zaspokojenia ciekawości. Jeśli Ruiny Gorlanu porównałabym do spokojnego morza to Płonący Most jest powierzchnią wody w czasie sztormu. Tam ciągle coś się dzieje, wszystko jest w ruchu, pędzi by finalnie dotrzeć do ostatniej strony...
O ile pierwsza księga Zwiadowców był zamkniętą całością, o tyle Płonący Most to tylko część historii, jaką tym razem postanowił nam opowiedzieć autor. Każdy, kto planuje zabrać się za czytanie tego tomu powinien zaopatrzyć się od razu w dwie kolejne części, jako że tym razem John Flanagan nie obchodzi się ze swoim czytelnikiem delikatnie. Powieść kończy naprawdę wzruszającą sceną, która ściska za serce i bez skrępowania może uchodzić za jedną z najlepszych w całej serii.
Mimo wartkiej akcji autor nie zapomniał o swoich postaciach, których obraz wzbogaca o nowe cechy, nadaje im charakteru, pikanterii, a także łagodności i ciepła. Czytelnik widzi zupełnie nową twarz bohaterów, których już zna, zakochuje się w nich na nowo, rozbudza swoje nimi zainteresowanie. Najwięcej zyskują na tym zwiadowcy, jak Halt i Gilan, którzy stają się barwniejsi i jeszcze bardziej warci ubóstwienia (nie zaprzeczę, iż w kontekście Płonącego Mostu szaleję za tą dwójką). To jednak nie wszystko. Flanagan wprowadza nowe, fascynujące postaci, które urzekają siłą, odwagą, zdecydowaniem i, co chyba najważniejsze, nie służą za „zatkaj dziurę”, ale mają swoją rolę do odegrania.
Swoją recenzję zaczęłam od bardzo popularnego powiedzenia: „Ciekawość to pierwszy stopień do piekła”. Nie bez powodu przytaczam je po raz kolejny. Gdy w grę wchodzi Płonący Most niewinna przestroga nabiera dodatkowego znaczenia – bardzo dosłownego. Jak to możliwe? Tego każdy czytelnik musi dowiedzieć się sam, a zapewniam, że naprawdę warto. Czy zaspokajanie naszej – czytelniczej – ciekawości również będzie miało swoje konsekwencje? Oczywiście! Grozi nam jeszcze większa miłość do Zwiadowców!

czwartek, 11 października 2012

Ruiny Gorlanu - John Flanagan




Tytuł: Ruiny Gorlanu
Seria: Zwiadowcy
Autor: John Flanagan
Wydawca: Jaguar
Ilość stron: 320
Ocena: 6/6



            Po przeczytaniu całej serii Kronik Wampirów potrzebowałam lekkiej lektury, która pozwoliłaby mi uspokoić się psychicznie, odpocząć. Właśnie to zmusiło mnie do przeszukiwania stron internetowych w nadziei na znalezienie czegoś, co wciągnęłoby mnie bez reszty. Tak trafiłam na Zwiadowców. Nie ukrywam, że dla zaznajomienia się z powieścią ściągnęłam jej pierwszą część – Ruiny Gorlanu – w wersji elektronicznej ("nie róbcie tego w domu", paskudna jakość), którą znalazłam gdzieś w sieci, a po ich przeczytaniu na poważnie zaczęłam zastanawiać się nad zakupem swojego własnego egzemplarza książki. To było przeznaczenie, gdyż właśnie w tym czasie znalazłam na ulicy sto złotych i nie miałam już żadnych wątpliwości – ta seria musiała być moja!
            Powieść rozpoczyna prolog, w którym czytelnik poznaje głównego złego dwóch pierwszych tomów serii oraz stworzenia, które bez wątpienia uprzykrzą życie mieszkańcom królestwa Araluen – miejsca, które stanowi tło Ruin Gorlanu. Jest to krótki epizod, po którym autor przedstawia bliżej Willa – głównego bohatera Zwiadowców. Chłopak stresuje się przed najważniejszym dniem w życiu każdego sieroty – Dniem Wyboru – kiedy to przed obliczem barona Mistrzowie królestwa wybierają swoich młodych podopiecznych, chcąc zapewnić im przyszłość odpowiadającą ich umiejętnościom. Will ma jednak złe przeczucie. Jest zbyt drobny na rycerza, zupełnie nie nadaje się do kuchni, ani do dyplomacji, nie byłby nawet dobrym skrybą. Kim więc może zostać? Jego najczarniejsze myśli sprawdzają się. Nie zostaje wybrany przez żadnego z Mistrzów, a więc nie ma przed sobą żadnej przyszłości. W tym jednak momencie, w chwili największego upokorzenia, w komnacie pojawia się zwiadowca imieniem Halt z pismem, którego treść dotyczy bez wątpienia młodego nieszczęśnika i ma zaważyć na jego dalszym życiu. W wyniku następujących później wydarzeń, napędzanych ciekawością i desperacją Willa, zostaje on uczniem Halta, a tym samym rozpoczyna się jego szkolenie na członka elitarnego Korpusu owianego mgłą tajemnicy. Chłopiec nawet nie przeczuwa, co może go jeszcze spotkać i jak ogromne staną się jego możliwości.
            Co więcej mogę napisać o fabule powieści? Otóż, w głównej mierze dotyczy ona drobnych i większych wydarzeń, jakie mają miejsce w życiu młodego czeladnika zwiadowcy. Czytelnik widzi, jak marzenia Willa zostają doszczętnie zniszczone, a następnie zastąpione przez nowe. Chociaż chłopak nie jest przekonany, co do swojej przyszłości w Korpusie Zwiadowców, daje z siebie wszystko chcąc udowodnić swoją wartość przed mrukliwym nauczycielem, który po bliższym poznaniu okazuje się troskliwy niczym ojciec.
„W małym ciele wielki duch” – tak pokrótce opisać można Ruiny Gorlanu. Jako że są one pierwszą częścią serii najdokładniej ukazują zależność pomiędzy drobnym ciałem, a umiejętnościami, siłą, wytrwałością i odwagą. Halt i Will nie mogą pochwalić się imponującymi walorami fizycznymi, a jednak niejednokrotnie udowadniają, jak wielki potencjał może kryć się pod tak niepozorną powłoką. Nawet ich konie o beczułkowatych ciałach i krótkich nogach przewyższają inteligencją i zdolnościami swoich bojowych krewniaków. W przypadku Zwiadowców powiedzenie „małe jest piękne” nie oddaje w pełni tego, co przedstawia czytelnikowi autor. Powieść, bowiem udowadnia, że „małe” jest inteligentne, a inteligencja ta prowadzi do wewnętrznego piękna.
Nie mniej jednak, Will nie jest jedynym bohaterem Ruin Gorlanu. Autor rozwija także wątek Horace’a – czeladnika rycerskiego – przed którym postawione zostaje niełatwe zadanie walki z szykanami. Tym samym, Flanagan pokazuje odbiorcy, że pozwalając sobie pomóc można osiągnąć zdecydowanie więcej, niż samotnie stając naprzeciw kłopotom. Jest to tym bardziej istotne, iż młodzi ludzie często starają się samotnie dźwigać na swoich barkach brzemiona, pod którymi upadają, a przecież wystarczy pokonać dumę i sięgnąć po wyciągniętą, pomocną dłoń.
            Pisząc Zwiadowców John Flanagan kierował się prywatnymi pobudkami, tworząc powieść przeznaczoną w głównej mierze dla jego syna. Mimo to, zdołał stworzyć serię, która dotarła do tysięcy odbiorców na całym świecie. Książki Flanagana okazały się cudownym prezentem dla całej rzeszy młodych czytelników, którzy pokochali zarówno jego postaci, jak i stworzony przez niego świat. Jeśli miałabym odpowiedzieć na pytanie, czemu Zwiadowcy zawdzięczają swój sukces, bezsprzecznie złożyłabym to na krab świata „low fantasy” wzorowanego na średniowieczu, który dziś stosunkowo rzadko tworzony jest z myślą o młodzieży. Niemniej jednak, o tym czy mam rację, każdy musi przekonać się samemu, sięgając po Ruiny Gorlanu, a później może również po kolejne części.

niedziela, 30 września 2012

Drużyna. Wyrzutki - John Flanagan




Tytuł: Drużyna. Wyrzutki
Autor: John Flanagan
Wydawca: Jaguar
Ilość stron: 480
Ocena: 6/6





Zanim sięgnęłam po pierwszy tom Drużyny miałam pewne obawy, co do tego, czy powinnam zainteresować się tą serią. John Flanagan był mi przecież dobrze znany z kilkunastotomowych Zwiadowców i chociaż nie jestem „fanem jednego tytułu”, patrzyłam na Drużynę przez pryzmat wielkiego hitu autora. Teraz zupełnie nie żałuję, że postawiłam wszystko na jedną kartę i ostatecznie zabrałam się za czytanie! Wyrzutki nie tylko okazały się lepsze niż się tego spodziewałam, ale i zapadły mi w serce głębiej niż sami Zwiadowcy. Wielu zapewne nie zgodzi się z tą opinią, jednakże, moim skromnym zdaniem, Drużyna zapowiada się na najlepszą serię Flanagana.
Głównym bohaterem opisanej w Wyrzutkach historii jest Hal Mikkelson, drobny półsierota zrodzony z aralueńskiej matki i skandyjskiego ojca. Chłopiec jest bardzo inteligentny i pomysłowy, niestety nie posiada fizycznych predyspozycji niezbędnych by zostać zaakceptowanym w społeczeństwie wojowników. Mimo to, podejmuje się uczestnictwa w wyczerpującym treningu mającym na celu zahartowanie młodych chłopców i przygotowanie ich do dorosłego życia. Właśnie wtedy Hal zostaje przywódcą Czapli – jednej z trzech drużyn, składającej się z rówieśników odrzuconych przez innych. Wybuchowa mieszanka charakterów, umiejętności i wad, jaką stanowią, sprawia, że bardzo szybko grupa uznawana za najsłabszą okazuje się godnym przeciwnikiem podczas rywalizacji i licznych zadań. Chłopcy rozwijają skrzydła, udowadniają swoją wartość i uczą się życia. Niestety, ich spokój zostaje zakłócony, gdy na horyzoncie pojawiają się kłopoty w postaci piratów, a wtedy to los staje się tym, który wyzywa na pojedynek dzielnych, młodych wojowników.
Głównym atutem Wyrzutków są bez wątpienia postaci. Autor nie ograniczył się do wyraźnego zarysowania głównego bohatera, ale dorzucił do „kociołka” większe grono ludzi tworząc tym samym drużyny, nauczycieli, rodziny, a każda z tych osób różni się od innych pod wieloma względami. Co więcej, Flanagan stopniowo przybliża czytelnikowi każdą z postaci pozwalając by czynem udowadniała zgodność posiadanych cech z ich opisem, dzięki czemu czytelnik nie musi ślepo wierzyć narratorowi, ale ma okazję przekonać się o jego prawdomówności. Tym samym autor sprawił, iż jego bohaterowie są trójwymiarowi, realni i stają się bliżsi odbiorcy, który ma pełne prawo obdarzyć ich miłością bądź nienawidzić. Ponadto mnogość bohaterów pozwala czytelnikowi znaleźć tego, z którym mógłby się identyfikować. Nie ważne czy postrzegasz siebie przez pryzmat swoich wad, czy też zalet. Możesz być młodym geniuszem, szybkim biegaczem, wielkim siłaczem, krótkowidzem, drobnym złodziejaszkiem lub mieć bardzo konfliktowy charakter – Drużyna pozwoli Ci nie tylko na odnalezienie siebie, ale i udowodni, że jesteś wyjątkowy!
W tym miejscu chciałabym zwrócić szczególną uwagę na postać Thorna. John Flanagan zaprezentował czytelnikom „bohatera”, który w literaturze młodzieżowej wydaje się być pomijany, bądź stanowi wyłącznie „element dekoracji” świata przedstawionego. Tym czasem tytuł pierwszego tomu powieści nie odnosi się jedynie do młodych ludzi nieakceptowanych przez rówieśników, ale także do osób starszych, które zostały odrzucone przez społeczeństwo dorosłych. Thorn jest kaleką, który straciwszy rękę sam siebie uznał za wyrzutka i pozwolił by alkohol koił brak wewnętrznej akceptacji. Odrzucając dumę stoczył się na samo dno nie mogąc oczekiwać szacunku od innych jeśli nie miał go dla siebie. A jednak przy drobnej pomocy zdołał się podnieść i udowodnić, jak wiele jest wart. Stał się mentorem, przyjacielem, na nowo odnalazł w sobie wojownika, który tkwił gdzieś pod odpychającą powłoką brudnego zapitego kaleki. Na marginesie pozwolę sobie wspomnieć, iż jest to jedna z moich ulubionych postaci serii.
Kolejnym ogromnym plusem powieści jest kilkutorowa fabuła, która pobudza ciekawość i wciąga czytelnika w opowiadaną historię niczym ruchome piaski. Bardzo przypadł mi do gustu fakt, iż autor nie napędza akcji wyrywając bohaterów z ich środowiska naturalnego i rzucając na głęboką wodę, ale pozwala im się przygotować na czekające ich wyzwanie. Daje im czas na zacieśnienie więzi przyjaźni, na bliższe poznanie swoich wad i zalet, ustalenie miejsca w hierarchii. Pozwala także wierzyć, że ewentualna wygrana w starciu nie będzie przypadkiem, ale ciężko wypracowanym zwycięstwem, które bohaterowie zawdzięczają swoim umiejętnościom i treningowi.
W ogólnym rozrachunku, Wyrzutki to wspaniały początek serii, która już teraz wybija się ponad pierwszą powieść autora. Bogaty w znaczenia i przesłania pierwszy tom stawia poprzeczkę bardzo wysoko i jeśli John Flanagan będzie konsekwentny w tym, co tworzy to bez wątpienia Drużyna zdoła przekonać do siebie także tych, którzy poza Zwiadowcami nie dostrzegają niczego innego.