piątek, 8 lutego 2013

Neo Arcadia - Norikazu Akira, Kaoru Tachibana




Tytuł: Neo Arcadia. Tęcza w Ciemności
Tytuł oryginału: Neo Arcadia - Yami ni Saku Niji
Autor: Norikazu Akira, Kaoru Tachibana
Wydawca: Kotori
Ilość stron: 209
Ocena: 5/6



Przed wiekami otulona ciasno mrokiem Ziemia nie miała najmniejszego dostępu do światła. Znajdując się pomiędzy dwiema skrajnie różnymi krainami skazana była na istnienie pośród nieprzeniknionych ciemności, aż do dnia, kiedy to Władca Światła pragnąc odmienić jej los postanowił układać się z Władcą Ciemności. Czyniąc emisariuszem swojego syna, Reena, wysłał go do pałacu mrocznego Pana Podmroku by wyjednał ugodę pozwalającą na wydzielenie dla Światła na Ziemi czterech krain odpowiadających czterem żywiołom, które rządzone przez Lordów i wspomagane przez Patronów miałyby rozwijać się i zachwycać swoim pięknem. Tęczowooki Reen nie spodziewał się, że jego misja zakończona zostanie nie tylko sukcesem, ale także gorącym uczuciem, jakim zapałał do Zeba, a które Władca Ciemności odwzajemnił ofiarowując młodzieńcowi całą namiętność, jaką w sobie krył. Ich związek stał się ceną, jak również pieczęcią dla słownego paktu, który zapewniał Światłości dostęp do Ziemi i spełniał prośby Władcy panującego na Nieboskłonie. Choć Pan Światła sprzeciwiał się tej miłości, to jednak dwójka kochanków nie miała najmniejszego zamiaru zawrócić z raz obranej ścieżki. Rozkoszując się sobą w Ustroni między światami zakochane istoty nie wiedziały, że spokój ich wspólnie spędzanych dni zostanie zakłócony. Niedługo po pierwszej sprzeczce kochanków Reen znika bez śladu, zaś Zeb podejmuje się niełatwego zadania odnalezienia swojego ukochanego.

Neo Arcadia. Tęcza w Ciemności to tytuł o baśniowej formie („Dawno, dawno temu...”), utrzymany w konwencji fantasy. Manga powstała w oparciu o 3 tomową powieść Tachibany Kaoru opublikowaną w 2009 roku. Nie będę ukrywać, że od samego początku miałam wrażenie, iż manga ta powinna mieć swój książkowy odpowiednik, który mógłby rozwinąć opowiedzianą w niej historię – było to zanim dotarłam do Podziękowań, które wyjaśniły mi pewne kwestie. Chociaż nie miałam przyjemności zapoznać się z pierwowzorem Neo Arcadii, czego bardzo żałuję, to przyznam, iż Akira Norikazu wykazała się nie lada zdolnościami i sprytem, gdy trzytomową powieść zamknęła w zaledwie jednotomowej mandze, co z całą pewnością nie było łatwe.

Pod względem fabuły Neo Arcadia nie należy do tytułów przesadnie skomplikowanych, czy dołujących dramatem. Odpowiednia dawka poważnej intrygi oraz cieszącej serce słodyczy sprawiają, że tytuł ten można czytać w każdej chwili, bez potrzeby zamartwiania się swoim zdrowiem psychicznym, co wydaje mi się istotne w przypadku osób przesadnie emocjonalnych. Opowiadana przez autorkę historia opiera się na schemacie, który chociaż nie zaskakuje to jednak interesuje, wciąga i naprawdę może się podobać. Za istotny uważam fakt, że Mrok nie wiąże się tutaj ze złem, tak samo jak i Światłość nie ucieka przed namiętnością, którą odczuwa. Dwa zupełnie sprzeczne światy łączą się ze sobą dzięki miłości. Reen nie próbuje zaprzeczyć temu co czuje, nie wyrzeka się swoich sentymentów uważając związek z Zebem za niemożliwy, zaś miłość za zakazaną. Wręcz przeciwnie, odważnie staje twarzą w twarz z ojcem i dokonuje wyboru, który może zostać zaakceptowany, bądź odrzucony. Również ze strony Zeba nie doświadczymy żadnych melodramatycznych scen wewnętrznej rozterki, kłótni między naturą, a uczuciami. Ot, miłość się zdarza.

Sam świat przedstawiony, jaki Tachibana Kaoru ukazuje czytelnikowi jest starannie zaplanowany i typowo baśniowy, zaś porównanie z religią samo się nasuwa. Pomiędzy Niebiosami, a Podmrokiem znajduje się, bowiem Ziemia, zaś krainy Światłości od krain Mroku oddziela Gehenna – w tym wypadku najbliższa znaczeniowo byłaby Dolina Hinnom, która będąc wysypiskiem śmieci i miejscem palenia zwłok przestępców stanowiła również granicę miasta Jerozolimy. Co więcej, Mrok zatruwa żywe organizmy, zaś istoty powiązane ze Światłością są w stanie tę truciznę usunąć z ciała człowieka, bądź zwierzęcia. Tym bardziej żałuję, że nie mam możliwości zapoznać się z powieścią, którą mogłabym poddać wnikliwszej analizie.

Co się zaś tyczy pracy, jaką wykonała Akira Norikazu nadając historii nowego kształtu, to niewątpliwie mamy okazję zachwycić się jej zbliżoną do rzeczywistości, wymiarową i staranną kreską. Akty jakimi nas raczy są naprawdę ładne, dokładne, ale niepozbawione smaku, dzięki czemu nawet osoba gustująca w tytułach „soft yaoi” może pozwolić sobie na przeczytanie Neo Arcadii. Nie będę ukrywać, że uwielbiam sposób, w jaki pani Norikazu przedstawia przepełnionych żywym testosteronem seme, zaś sposób obrazowania uke jest naturalny, nie zawiera w sobie przesadnej słodyczy. Bardzo cenię sobie również fakt, iż mangaka nie stroni od rysowania tła, czy to w przypadku wnętrza zamku, czy też pustkowi Gehenny. Mimo często licznych szczegółów kadry, które obserwujemy pozostają subtelne, są idealnie wkomponowane w obraz całości, nie cechuje ich przepych, jak również nie rzucają się w oczy.

W ogólnym rozrachunku, Neo Arcadia to piękna baśń o przeznaczeniu i radości jaką jest miłość, o szaleństwie, które powoduje, o braku zrozumienia ze strony otoczenia i tym, w jaki sposób dopełnia nas samych. To także manga, która z powodzeniem zachęca do bliższego poznania świata stworzonego przez autorkę scenariusza. Podejrzewam, że tytuł ten kryje w sobie o wiele większy potencjał, niż mogłoby się początkowo wydawać. Jeśli kiedyś będę miała okazje przeczytać powieść to zapewniam, że nie omieszkam napisać własnego małego traktatu na jej temat. Tym czasem daję mandze zielone światło i polecam ją każdemu, zaś w szczególności tym, którzy cenią baśniowy klimat traktujący o sile miłości i jej istotnej roli w życiu.

środa, 6 lutego 2013

Głębia - Tricia Rayburn




Tytuł: Głębia
Autor: Tricia Rayburn
Wydawca: Wydawnictwo Dolnośląskie
Ilość stron: 368
Ocena: 6/6




Lato dobiega końca, a jego miejsce zastępuje barwna, chociaż coraz chłodniejsza jesień. Skute lodem Winter Harbor to wspomnienie, które prześladuje grupę bohaterów, którzy uratowali miasteczko przed okropnym losem, jaki chciały mu zgotować syreny. Niestety, brak wroga nie oznacza końca problemów. Niepokój, strach i zmiany, jakie dokonały się w ciele Vanessy pozostają, mimo wygranej walki z bezwzględnymi kobietami zamkniętymi teraz w lodowym grobowcu. Nastolatka usiłuje powrócić do swojego starego życia, jednak nie potrafi pogodzić się z tym, co odkryła podczas tych burzliwych wakacji. Jej ciało potrzebuje coraz więcej słonej wody, mężczyźni zaczynają interesować się nią gdziekolwiek by się nie pojawiła, w każdej chwili miłość ukochanego może okazać się wyłącznie złudzeniem, wynikiem niezamierzonego uroku rzuconego na Simona przez wolę jej syreniej natury. Co więcej, jej matka wykazuje się skrajną troskliwością i zawzięcie ignoruje trudne tematy, zaś ojciec stara się zachowywać jak zawsze, nie mając pojęcia, że ukochana córka odkryła nie jeden z jego sekretów. Wszystkie te problemy nasilają się z czasem i nawet bliskość przyjaciółki nie skłania Vanessy do wyznań i podzielenia się brzemieniem, które przyszło jej dźwigać. Na domiar złego, lód, który zamroził wybrzeże Winter Harbor na kilka miesięcy powoli zaczyna topnieć, ludzie zaczynają ginąć, zaś wizje Zary i Rainy prześladują Vanessę coraz częściej. Czyżby dziewczyna zaczynała tracić rozum? A może tak naprawdę nikt nie zdaje sobie sprawy z tego, w jakim niebezpieczeństwie ponownie znalazło się Winter Harbor?

O ile w Syrenie główną rolę zajmowała akcja, która pchała bohaterów ku prawdzie i coraz większym niebezpieczeństwom, o tyle w Głębi główny nacisk położono na wewnętrzny dramat Vanessy, jej uczucia i konflikt między naturą syreny, a rozsądkiem. Tym razem dziewczyna nie walczy tylko z zagrożeniami z zewnątrz, ale również z samą sobą, ze swoim strachem, brakiem zdecydowania, słabnącym ciałem, jego większymi potrzebami. Nie mając, do kogo się zwrócić musi sama odnaleźć złoty środek, który pozwoli jej normalnie funkcjonować. Chociaż nie godzi się z tym, kim się stała jest zmuszona zaakceptować wszelkie płynące z tego niedogodności i podporządkować swoje życie nowym wymaganiom stawianym przez naturę. Usiłuje oszukać swoje ciało, a jednocześnie być szczerą wewnętrznie.

Nie jest to łatwe, jako że jej sytuacja uczuciowa tylko pogłębia depresyjny nastrój, w którym się znalazła. Choć nastolatka pragnie zdradzić swój sekret ukochanemu to nie potrafi się na to zdobyć odkładając nieuniknione, pozwalając by przerywano jej w chwili, gdy odnajduje w sobie odwagę, co zmusza ją do odwrotu i dalszego wyczekiwania na właściwy moment. Uczuciowy roller coaster rozkręca dodatkowo pojawienie się na horyzoncie chłopaka, który zdaje się całkowicie odporny na urok syreny, zaś przypadek raz po raz krzyżuje ich drogi wprawiając dziewczynę w tym większą konsternację. Vanessa już nie tylko próbuje dotrzeć do sedna swoich problemów, ale równocześnie zaczyna przed nimi uciekać nie pojmując, co się z nią dzieje. Tricia Rayburn w bardzo interesujący sposób rozwija ten wątek miłosny, który do najprostszych nie należy. Trójkąty, jakie pojawiają się w powieści mają w sobie coś, czego nie znajdujemy w innych tytułach, a mianowicie, nie są wynikiem zwyczajnej namiętności, ale siły, z którą nie sposób walczyć.

Kolejną bardzo ważną odsłoną trudności, z jakimi boryka się bohaterka jest sytuacja rodzinna. Z pozoru idealna atmosfera panująca w domu w rzeczywistości jest sztuczna i nienaturalna, co najlepiej rozumie właśnie Vanessa. Jej matka nie radząc sobie z tym, co spotkało ich rodzinę zamyka się w wyidealizowanym świecie pełnym domowych obowiązków, uśmiechów i miłości. Podobnie jak ojciec z rozmysłem unika ona wyjawienia dziewczynie prawdy o jej biologicznej matce i okolicznościach, w jakich została poczęta i w jakich zamieszkała na stałe z ojcem oraz kobietą, którą zawsze uważała za swoją prawdziwą mamę. Krąg zacieśnia się z każdą chwilą, zaś nowy trop prowadzić może do upragnionego spokoju, bądź ostatecznej zguby. Autorka przejawia niewątpliwy talent do naprawdę dobrego ukazania konfliktów wszelakich, które zgrabnie łączy z głównym tematem książki.

Co więcej, Syreny, jakie poznajemy w Głębi dopełniają obrazu z poprzedniego tomu serii. Nie tylko dowiadujemy się o nich wielu fascynujących rzeczy, które urozmaicają ich dotychczasową legendę, ale również mamy okazję zobaczyć je, jako słabe, ranne i dlatego bardziej niebezpieczne. Widzimy także, jak dalece ich siła zależna jest od liczebności, co może przywodzić na myśl drapieżniki żyjące w stadach. Nie możemy jednak zapominać, iż ich tajemnice nie są nam do końca znane, dzięki czemu autorka może nas jeszcze nie jednym zaskoczyć.

Także inne znane z poprzedniego tomu postaci odkrywają przed nami swoją drugą twarz. Autorka nie pozwala żadnej z nich trwać bezczynnie, ale daje im szansę by rozwinęły się, zmieniły. Głębia oferuje czytelnikowi również zupełnie nowych bohaterów, których można obdarzyć licznymi, różnorodnymi uczuciami, począwszy od miłości, zaś kończąc na niechęci, czy nienawiści, ale nie sposób przejść obok nich obojętnie. Jest to tym istotniejsze, że niewątpliwie Tricia Rayburn nie pozwoli nam łatwo zapomnieć o swoich postaciach i spotkamy się z nimi w trzecim tomie serii.

Osobiście pozwoliłam by wciągnęły mnie podwodne wiry umiłowania dla tej powieści i nie potrafię doczekać się chwili, kiedy zapomnę się w lekturze ostatniego tomu trylogii o niebezpiecznych, tajemniczych, potężnych i pięknych syrenach. Jeśli ktokolwiek ma jeszcze jakieś wątpliwości, czy powinien sięgnąć po Głębię to radzę je porzucić i nie czekać ani chwili. Pozwólcie się oczarować urokowi pięknych kobiet o słodkim głosie i hipnotyzującym spojrzeniu srebrnych oczu.



poniedziałek, 4 lutego 2013

Szkarłatny Kwiat - Tomoki Hori



Tytuł: Szkarłatny Kwiat
Tytuł oryginału: Ake Nure Goyou ni Furu Yuki wa / Crimson Snow
Autor:Tomoki Hori
Wydawca: Kotori
Ilość stron: 176
Ocena: -6/6




Szkarłatny Kwiat to lektura zdecydowanie cieńsza, niż wcześniej wydany Keep Out, jednakże równie starannie podana. Porządna, sztywna oprawa ze skrzydełkami nigdy nie przestanie mnie zachwycać i powiem szczerze, że naprawdę warto zapłacić ten „mały majątek” by zobaczyć yaoi w tak znakomitym wydaniu. Co więcej, w dalszym ciągu mamy do czynienia z fantastycznym tłumaczeniem, które zgrabnie wtapia się w opowiadane przez autorkę historie. Mam wrażenie, że pan Tomasz Molski już podbił serca czytelników i plasuje się w ścisłej czołówce tłumaczy uwielbianych przez polskich fanów yaoi. Za te drobne, ale jakże istotne szczególiki, po raz kolejny, z całego serce pragnę podziękować wydawnictwu Kotori.

Co się zaś tyczy samej mangi, Tomoki Hori prezentuje swoim czytelnikom trzy przepiękne historie przyozdobione miłością i doprawione szczyptą pikanterii zawartej w dramacie. Przyodziane w cudowną, lekką i jasną kreskę opowieści stanowią ucztę dla zmysłów. Tło poszczególnych kadrów jest bardzo proste, pozbawione mnogości szczegółów, dzięki czemu najważniejszym elementem każdej strony są starannie przedstawione postaci oraz zawarte w słowach uczucia. Jest to tym istotniejsze, iż w każdej historii możemy doszukiwać się pewnego ukrytego fundamentu na którym je zbudowano.

Tak więc, Szkarłatny Kwiat to tytułowa opowieść, która otwiera tenże tomik i stanowi jego rdzeń. Podzielona niejako na cztery rozdziały prezentuje historię naprawdę piękną i wzruszającą, w przypadku której można pokusić się o nadanie symbolicznej wartości wielu przedstawionym tam obrazom. Najważniejszym z nich jest szkarłatny kwiat rozkwitający na białym śniegu. Czystym, jasnym puchem jest młody, niewinny Yukihiro – syn Mistrza Ceremonii Parzenia Herbaty. Chłopak wydaje się być emanacją tej spokojnej, pięknej ceremonii, która kryje w sobie bogate wnętrze przemyśleń, do których nakłania. Kojąca, cicha biel zostaje jednak splamiona przez gwałtowny, jaskrawy kolor krwi – przez Kazumę, rannego yakuzę, któremu Yukihiro udziela schronienia. Uwięziony pod powierzchnią gładkiego, niewzruszonego lodu, jakim jest mieszkanie u boku młodzieńca, Kazuma ma wiele czasu na myślenie i odkrycie prawdziwej natury piękna.

Od pierwszego wejrzenia to kolejna opowieść, z jaką mamy okazję się zapoznać. Tym razem głównym bohaterem jest odrobinę ciapowaty, krótkowidz, Liam, który z jakiegoś powodu za obiekt obserwacji obrał sobie całkiem przystojnego, choć nieokazującego uczuć Maddoxa. Dziwnym zrządzeniem losu, gdy okulary Liama ulegają zniszczeniu to właśnie Maddox oferuje mu pomoc. A jak nie od dziś wiadomo, to oczy są zwierciadłem duszy, zaś miłość nie w sercu ma swoje miejsce, ale właśnie w oczach.

Trzecią przedstawioną przez autorkę historią jest Zagubiony we mgle. Splata ona ze sobą dwa gorące uczucia, które zachodząc na siebie komplikują życie nieszczęśliwych bohaterów. Podczas pogrzebu ojca Ethan spotyka mężczyznę, którego nie potrafi sobie przypomnieć, a który wydaje mu się bliski. Szok jest tak wilki, że chłopak traci przytomność, zaś opiekujący się nim lekarz zmuszony jest ujawnić przed chłopakiem tajemnicę związaną ze spotkanym na cmentarzu mężczyzną, który pojawia się na fotografiach z czasów dzieciństwa Ethana. Powrót do dawno zapomnianych wspomnień tłumaczy nienawiść syna do ojca, jak również wiele innych uczuć, które dręczyły Ethana od lat. Kim tak naprawdę jest Oliver?

Jak możemy przeczytać na samym końcu, w krótkiej wiadomości od autorki do czytelników: Podstawa yaoi to „na 9 miarek słodyczy jedna goryczy” i tę właśnie zasadę możemy zauważyć w zaprezentowanej nam przez Tomoki Hori mandze. Szkarłatny Kwiat to niewątpliwie dobre wyważenie apetycznych łakoci oraz gorzkiego dramatu, a wszystko wzbogacone zostało o głębię oraz masę przemyśleń, które kształtują bohaterów, czynią ich bardziej ludzkimi, ciekawszymi. O ile sama fabuła nie koniecznie zalicza się do oryginalnych, o tyle właśnie wewnętrzne konflikty i wszechobecne uczucia postaci wyróżniają ten tytuł spośród innych i to one są głównym powodem dla którego warto zapoznać się z tą mangą.

sobota, 2 lutego 2013

Syrena - Tricia Rayburn




Tytuł: Syrena
Autor: Tricia Rayburn
Wydawca: Wydawnictwo Dolnośląskie
Ilość stron: 360
Ocena: 6/6




Stojąc nad urwiskiem Chione i spoglądając w dół na ocean, którego się bała, Vanessa Sands nie wiedziała, że to miejsce będzie ją prześladować przez całe wakacje, które miała przed sobą. Winter Harbor było dla niej dobrym, ciepłym wspomnieniem z dzieciństwa, kiedy wraz ze swoją starszą siostrą, Justine oraz dwójką chłopców z sąsiedztwa, Calebem i Simonem, rozkoszowała się chwilami spędzonymi z daleka od Bostonu. Tego dnia z natury strachliwa Vanessa nie zdecydowała się na ryzykowany sok, ale jej siostry nic nie mogło powstrzymać, nawet nieprzewidywalna pogoda, która ze słonecznej w okamgnieniu zamieniła się w szalejącą burzę. Niestety, nie tylko ocean był tego dnia wzburzone, nie tylko niebo szalało ogarnięte ślepą furią. Matka dziewczynek była nie mniej bezlitosna, kiedy zdradziła małą tajemnicę Vanessy, a tym samym rozwścieczyła swoją starszą córkę. To nie było najlepsze pożegnanie ze wszystkich, a może nawet było najgorszym z możliwych biorąc pod uwagę, iż Justine zginęła tej samej nocy. Czy nastolatka popełniła samobójstwo, jak zdają się sądzić ludzie, czy może jej śmierć była zaledwie nieszczęśliwym wypadkiem? Zdaniem Vanessy żadne z tych wyjaśnień nie było zgodne z prawdą, zaś w przekonaniu o słuszności jej twierdzenia upewniły ją pierwsze odkrycia, jakich dokonała. Co więcej, w dotąd spokojnym Winter Harbor ocean zaczyna wyrzucać na brzeg ciała mężczyzn, pogoda staje się coraz bardziej nieprzewidywalna, zaś wakacyjny chłopak Justine znika bez wieści. Czy może to mieć coś wspólnego ze śmiercią pełnej życia nastolatki? Vanessa nie spocznie póki nie odkryje prawdy.

Tricia Rayburn odważnie odrzuciła popularny temat wampiryzmu, który zdominował literaturę młodzieżową i na potrzeby swojej książki sięgnęła po istoty o wiele bardziej interesujące i tajemnicze. Łącząc znane od wieków przymioty syren z własną inwencją twórczą zdołała nadać swoim bohaterkom głębi, wyrazistości, piękna i obdarzyła je niebywałą inteligencją, której wydawały się być pozbawione syreny w Odysei. Podobnie jednak, jak w antycznym dziele, także i tutaj te niesamowite podwodne istoty są prawdziwie niebezpieczne i nienawistne, potrafią wabić mężczyzn, oczarować ich słodkim głosem, wywoływać na ich twarzach uśmiech, który nie znika w chwili śmierci, ale jako niemy świadek towarzyszy ofierze w ostatniej drodze jej ciała. Za istotny uważam również fakt, iż syreny Tricii Rayburn nie posiadają ogonów, a przynajmniej autorka nie wspomina o nich ani słowem, i nie zamieniają się w półryby przy najdrobniejszym kontakcie z wodą. Nie mniej jednak, słona woda mórz jest im niezbędna do życia, jak również do zapewnienia płodowi warunków odpowiednich do jego prawidłowego rozwoju. Jest to tym istotniejsze, że dzięki temu świat stworzony przez autorkę wydaje się bardziej prawdopodobny i możliwy.

Pod względem fabuły Syrena zdecydowanie plasuje się w czołówce paranormalnego romansu. Do elementów typowych dla tego gatunku literackiego autorka dołączyła odrobinę thrillera. Dreszczyk emocji potęguje fakt, iż główna bohaterka jest chodzącym tchórzem, który ma wrażenie, że na każdym kroku czai się niebezpieczeństwo, a potwory tylko czekają by zaatakować niewinną ofiarę w ciemnościach. Wszechobecne uczucia, jak miłość, czy przyjaźń nie narzucają się, choć stanowią integralną część powieści i rozwijają się paralelnie z intrygą snutą przez syreny. Na szczególną uwagę zasługuje gorąca namiętność między Justine i Calebem, która wiąże tych dwoje mimo tragicznych wydarzeń z początku książki. Jest ona, bowiem udowodnionym, gorącym sentymentem, który nie kończy się, ale trwa i wewnętrznie męczy. Życie bez ukochanej osoby pozbawione jest sensu, a jednak musi się toczyć dalej, gdyż tego właśnie oczekuje ta „druga połówka duszy”.

Według mnie, na uznanie zasługują także postaci, które wzbudzają sympatię, są naprawdę czarujące, jak również realne i ludzkie. Vanessa z jej licznymi fobiami przypomina nie jedną zwyczajną dziewczynę, w tym mnie samą. Jej przywiązanie do siostry i głęboka wiara w nieskazitelność Justine wydają mi się całkowicie normalne w przypadku kochającego się rodzeństwa, mało tego, przyjaciółek. Caleb jest typem pozornie nieodpowiedzialnego, przystojnego romantyka walczącego z bogatymi inwestorami, zaś Simon to typowy intelektualista, który bez reszty oddaje się temu, co studiuje i nie potrafi porzucić swojej pasji nawet w obecności uwielbianej przez siebie dziewczyny. Naprawdę nie trudno odnaleźć w rzeczywistym świecie osoby pasujące do opisu, jaki przedstawia nam Tricia Rayburn, co dodatkowo umacnia pozycję tej książki na mojej liście najlepszych.

Na koniec chciałabym dodać kilka słów odnośnie narracji. Spotkałam się z opiniami, jakoby między rozdziałami istniały ogromne przeskoki, które przeszkadzają w zrozumieniu tekstu, czy nadążeniu za fabułą. Przyznam szczerze, że ja tego nie doświadczyłam. Zgodzę się, iż narracja nie jest jednostajna, ale w żadnym wypadku nie utrudnia to czytania. Osobiście bardzo podobał mi się sposób, w jaki autorka robiła drobny kroczek w przód między końcem jednego rozdziału, a początkiem następnego. Przywodzi to na myśl serial i to, jak niekiedy dzieli się odcinki.

Podsumowując, Syrena to naprawdę wspaniała powieść o miłości, oddaniu i tajemnicy, walce z prawdą, szukaniu sposobu na jej zaakceptowanie, to przygoda, która sięga, aż pod powierzchnię wód i przenika świat rozciągający się na lądzie. Niewiele tytułów poszczycić się może oryginalnością, a ten niewątpliwie ma w sobie wszystko to, co mieć powinien. Dla mnie, osoby, która szczególnym sentymentem darzy morze, Syrena to powieść idealna i z tego też powodu polecam ją z całego serca wszystkim.