sobota, 24 listopada 2012

Innocent Bird vol. 3 - Hirotaka Kisaragi



Tytuł: Innocent Bird vol. 3
Tytuł oryginalny: Na Mo Naki Tori No Tobu Yoake
Autor: Hirotaka Kisaragi
Wydawca: BLU
Ilość stron: 184
Ocena: 6+/6





Karasu i Shirasagi podążają za Koumorim przez rozległe pustynie Czyśćca do miejsca, w którym narodzą się na nowo, staną się ludźmi, a ich miłość nie będzie już nikomu przeszkadzać. Tak niewiele dzieli ich od celu, od spełnienia marzeń. Niestety, na ich drodze staje Sariel, który ma za zadanie wyeliminować tych, którzy ośmielili się sprzeciwić odgórnym nakazom i zignorować zakazy. Nie łatwo odmówić Serafinom toteż Panowanie gotów jest wykonać powierzone mu zadanie nie pozwalając sobie na kwestionowanie rozkazów istot wyższych od siebie rangą. W tym samym czasie także Belzebub pojawia się przed szukającą ucieczki trójką. Nie przybył jednak by stanąć do walki z nimi, ale zmierzyć się z tym, który wiele wieków wcześniej był jego przyjacielem, a teraz ślepo wykonywał polecenia Serafinów. Właśnie to pozwoliło dwójce zakochanych i ich przewodnikowi na przedostanie się do Bliźniaczych Wież Rozwagi, gdzie ma się rozegrać ostateczna walka, którą muszą podjąć, a o wyniku, której zadecydować może zaledwie szczegół.

Dwa poprzednie tomy Innocent Bird były doprawdy piękne, ale to, co mangaka zaprezentował nam teraz przechodzi ludzkie pojęcie. Manga z pięknej stała się metafizycznie piękna, a przekaz, jaki ze sobą niesie dociera głębiej niż można to sobie wyobrazić. Prawda zawarta w przemyślanych, pełnych mądrości dialogach niemal boli, zaś religia nabiera zupełnie innego wydźwięku, bardziej indywidualnego, emocjonalnego i szczerego. Doprawdy trudno opisać to, co w głębi serca czuje czytelnik, gdy pochłaniając ten tytuł nagle uświadamia sobie, jak prawdziwe zdają się wypowiedzi bohaterów, jak czyste i realne są ich poglądy. Ze swojej strony uważam się za osobę wierzącą nie w instytucję kościoła i kłamstwa, jakimi karmi ona świat, ale w Boga będącego Miłością. Może właśnie, dlatego za każdym razem, gdy czytam Innocent Bird czuję zbierające się pod powiekami łzy, a moje ciało zaczyna swędzieć od środka, jakby wypełniały je drobne owady, które obsiadają serce próbując dostać się do jego wnętrza.

Wydaje się stosownym wspomnieć, iż tę mangę można rozpatrywać na tysiące sposobów, zaś recenzje mogą uwzględniać tak wiele aspektów tego tytułu, że zamienią się w rozprawę filozoficzną i naprawdę nie ma się, czemu dziwić. W tym wypadku punkt widzenia naprawdę zależy od indywidualnego czytelnika i tego, co sobą reprezentuje. Im głębiej wdrożymy się w historię, jaką przedstawił Kisaragi tym więcej pojawi się pytań, tym więcej domysłów i odpowiedzi, których musimy udzielić sobie sami.

Pod względem fabuły Na Mo Naki Tori No Tobu Yoake naprawdę zaskakuje, a to czego dowiadujemy się o niektórych bohaterach sprawia, że usta same się uchylają. Czytelnik w końcu poznaje tożsamość tajemniczego Koumori, ale również odkrywa sekret papugi, która towarzyszyła chłopakowi w drodze. Czegoś takiego zdecydowanie nikt nie mógł się spodziewać, a przynajmniej dla mnie było to niesamowitym zaskoczeniem. Jak najbardziej pozytywnym, ale nie do odgadnięcia. Co więcej, poznajemy także historię Belzebuba i Sariela, widzimy, co grozi każdemu buntownikowi, w jaki sposób karane jest spiskowanie przeciwko władzy Serafinów i sami możemy ocenić postępowanie najwyższych bożych Sług.

„Kochać inną istotę to być kochanym przez Boga, a każdy z nas ma prawo do bożej miłości.”*

Miłość, jaką Hirotaka Kisaragi przedstawia swojemu odbiorcy w trzecim tomie jest bardziej rozwinięta niż do tej pory, gotowa do realnych poświęceń, gorąca, naprawdę szczera i wyjątkowa. To nie płytkie uczucie bez najmniejszej głębi, jakie często pojawia się w filmie, czy literaturze, ale trudne do opisania szaleństwo, które stawia ukochaną osobę ponad wszystkim innym, co na świecie i poza nim. Miłość między Karasu, a Shirasagim jest tak daleka od ludzkiej niestałości, jak to tylko możliwe, a jej siłę porównać można wyłącznie z nieskończonymi uczuciami Boga, który przecież sam jest Miłością. Autor nie prezentuje jednak wyłącznie jednego obrazu tej szalonej namiętności, ale ukazuje jej drugie oblicze, bardziej tragiczne i niezrozumiałe dla większości osób. Tym samym bije ono na głowę wszelkie dramaty miłosne – także te klasyczne, jak Romeo i Julia. To, co podarował nam Kisaragi doprawdy trudno opisać i ubrać w słowa, które w pełni oddadzą uczucia, jakie wywołuje jego manga. To piękno skąpane we łzach. To pocałunek stanowiący mieszankę śliny i krwi.

„Czy Bóg kiedykolwiek cię kochał? Nie potrafisz odpowiedzieć. A dlaczego? Ponieważ coś, co nie istnieje nie może kochać.”*

Świat wykreowany przez autora kwestionuje istnienie Boga, a jednocześnie wyraźnie wskazuje na jego obecność. To, co wydaje się być zwyczajnym błędem w obliczeniach nabiera zupełnie innego znaczenia, gdy dociera się do końca mangi. Zmechanizowany świat Nieba zasiewa ziarenko niepokoju podobnie jak prawda o Serafinach, którzy kierują poczynaniami aniołów niższych szczebli, ale także ich „sprawiedliwość” tak bardzo przypomina nasz świat realny, że czytelnik zawaha się i zastanowi zanim zacznie kontynuować lekturę. Prawdziwą odpowiedzią na pytanie o istnienie Najwyższego jest zakończenie mangi, które wzrusza do łez i wypala swój ślad w sercu każdego człowieka.

Pisałam to już przy okazji recenzji pierwszego tomu Innocent Bird, ale z rozkoszą napiszę to po raz kolejny. Stworzona przez Hirotakę Kisaragi manga Na Mo Naki Tori No Tobu Yoake to najpiękniejszy tytuł, jaki uraczył światowe półki księgarń. To niesamowita miłość, ogromne wzruszania i teologiczna rozprawa na temat uczuć oraz samego Boga. Ta manga naprawdę potrafi zmienić sposób patrzenia na świat, a także przekonania religijne. Jest zbyt idealna by można było przejść obok niej obojętnie toteż z całego serca zachęcam do zapoznania się z nią i odkrycia Stwórcy na nowo, patrząc na Niego w zupełnie innej perspektywy.



*Oba cytaty pochodzą z mangi i zostały przetłumaczone przeze mnie.

czwartek, 22 listopada 2012

Innocent Bird vol. 2 - Hirotaka Kisaragi



Tytuł: Innocent Bird vol. 2
Tytuł oryginalny: Na Mo Naki Tori No Tobu Yoake
Autor: Hirotaka Kisaragi
Wydawca: BLU
Ilość stron: 184
Ocena: 6+/6





Przepiękna historia gorącej i szczerej miłości między diabłem a aniołem trwa nadal nabierając tempa. Wprawdzie Karasu zdołał wyrwać ukochanego z Piekła, ale nie wszystko poszło tak, jak powinno. Shirasagi stara się zachowywać, jak dawniej, lecz czuje, że coś jest nie tak. Bo niby, dlaczego nie ma cienia i jak to wytłumaczyć? Co właściwie się stało i w którym momencie? Czy może to mieć coś wspólnego z Belzebubem i jego planami, których nikomu nie zdradza, a które wydają się wiązać z postacią pewnego wysoko postawionego anioła? Co więcej, na drodze dwójki kochanków pojawia się Koumori, właściciel papugi, o którą od pewnego czasu troszczył się „diabelski” ksiądz. Kimkolwiek jest tajemniczy młody człowiek bezsprzecznie wie, z jakimi dwiema siłami przyszło mu się zmierzyć i bez najmniejszego skrępowania potrafi stanąć do walki z demonami mając nad nimi niejaką przewagę. To właśnie on postanawia pomóc zakochanym mężczyznom w czasie ich drogi ku wspólnej przyszłości i w poszukiwaniu akceptacji, ale też za jego sprawą wychodzi na jaw tajemnica Karasu. Anioł zaczyna, bowiem Upadać wykorzystując swoją moc w sposób, który jest sprzeczny z wolą Boga. Ale czy aby na pewno Najwyższy jest przeciwny miłości pomiędzy swoimi dziećmi? Czy pozwoli by walka pochłonęła niewinne istoty, które zupełnie przypadkowo znalazły się w tym oku cyklonu?

Drugi tom Innocent Bird wprawia czytelnika w jeszcze większy zachwyt, oferuje większą dawkę piękna i niesamowitych przeżyć emocjonalnych. Fabuła pędzi do przodu, zaskakuje i nie pozwala na nudę, chociaż to nie ona jest najważniejsza w przypadku tej mangi. Przede wszystkim, czytelnik może zaobserwować rozwój uczucia, które stanowi główny wątek całej historii. Karasu i Shirasagi, którzy do tej pory byli sobie po prostu bliscy, teraz uświadamiają sobie, co tak naprawdę czują, jak dalece uzależnili się od siebie i jak głęboko sięga ich miłość. Są zdecydowani by walczyć o uczucie, które rozpala ich wewnętrznie, zmienia sposób patrzenia na świat, uszczęśliwia mimo wszystkich trudności, przez jakie muszą przejść.

Hirotaka Kisaragi nie poprzestał jednak na samym obrazie miłości, ale w sposób naprawdę piękny oddał też konsekwencje płynące z zazdrości, która to skłania Karasu ku Upadkowi. Anioł walcząc ze swoimi wewnętrznymi demonami musi pokonać samego siebie chcąc zapanować nad zżerającą go klątwą, która z każdą chwilą przybliża jego Upadek. Jak cienka jest granica pomiędzy spokojnym dryfowaniem po morzu miłości, a wzburzonymi wodami zazdrości? Na szczególną uwagę zasługuje również fakt buntu przeciwko Bogu, rzucenia wyzwania Najwyższemu, jak także sposób, w jaki autor rozwiązał tenże problem. Mangaka podjął tym samym odwieczną dyskusję mającą na celu ustalenie, czy Bóg naprawdę istnieje, czy jest nieskończony i czy opuścił swoje Stworzenie przed wiekami, pozostawiając Świat pod opieką swoich aniołów. W mandze pojawia się także temat hierarchizowania uczuć i pragnień, który nakłania do refleksji i zastanowienia się nad nami samymi i naszym postępowaniem.

Czytając drugi tom Innocent Bird czytelnik może zadawać sobie pytanie: Czy na kartach mangi Bóg choć raz przemówił, a jeśli tak to, co właściwie chciał przekazać dwójce postaci, które na samym szczycie piramidy hierarchicznej postawiły ukochaną osobę, a dopiero za nią samego Boga. Czy komuś tak potężnemu spodoba się rzucone buńczucznie wyzwanie i niemal bluźniercze słowa płynące prosto z serca? Jak wiele można wybaczyć zakochanemu?

Hirotaka Kisaragi sprawił, że przez ciało odbiorcy przechodzą dreszcze, gdy zagłębiając się w lekturze Na Mo Naki Tori No Tobu Yoake dostrzega bezlitosność wierzeń religijnych chrześcijan, które ograniczają miłość, czy wręcz jej zabraniają. Jego postaci buntują się przeciwko regułom ustanowionym w imię Najwyższego, słuchają głosu serca i nie boją się wypowiedzieć wojny światu w imię swoich przekonań. To bezsprzecznie skłania do zadumy, zmusza do myślenia, wyciągania wniosków i opowiedzenia się po jednej ze stron. Bo, w jakiego Boga wierzymy – w dyktatora, czy w oblicze Miłości?

wtorek, 20 listopada 2012

Innocent Bird vol. 1 - Hirotaka Kisaragi



Tytuł: Innocent Bird vol. 1
Tytuł oryginalny: Na Mo Naki Tori No Tobu Yoake
Autor: Hirotaka Kisaragi
Wydawca: BLU
Ilość stron: 200
Ocena: 6+/6





"Najgorszy jest diabeł wtenczas, kiedy się modli"

Ziemia nie od dziś uznawana jest za miejsce znajdujące się pomiędzy Niebem a Piekłem, za azyl – bezpieczne schronienie dla ras pragnących ukryć się przed Bogiem i jego wysłannikami, bądź przeciwnikami. Niestety, nigdzie nie można czuć się całkowicie bezpiecznym, a przeszłości nie sposób uciec. Skutki podjętych kiedyś decyzji upominają się o nas niezależnie od miejsca, w którym się znajdujemy, jakby jakaś siła nie pozwalała nam wydostać się poza obręb tego, co jest nam przeznaczone. Błędne koło zatacza krąg wracając do punktu wyjścia, nie jest już jednak takie samo. Coś się zmieniło i nigdy już nie będzie jak dawniej.

Karasu to anielski urzędnik, który otrzymuje zadanie nakłonienia diabła do powrotu do Piekła przed upływem ostatecznego terminu pobytu na Ziemi. Z petem w ustach i zdawkowym uśmiechem mężczyzna zapuszcza się w ubogą dzielnicę szukając „najpiękniejszej osoby w okolicy”. Nie spodziewał się, że poszukiwany przez niego diabeł okaże się być księdzem pomagającym ubogim, uczącym dzieci czytać i dbającym o tych, o których przeciętni ludzie dawno już zapomnieli. Co więcej, Shirasagi jest nie tylko uczynny, ale także całkowicie szczery w tym, co postanowił. Rezygnując z używania swoich diabelskich mocy usiłuje zbliżyć się do Boga, szukać jego pomocy, zmienić swoje życie i powrócić do Pana, jako człowiek. Niestety, nie tylko aniołom jest to nie w smak. Także demony upominają się o swoje pragnąc odzyskać Shirasagiego za wszelką cenę.

Pierwszy tom mangi Innocent Bird (Na Mo Naki Tori No Tobu Yoake) dzieli się na dwie części. Pierwszą z nich jest przedstawiona powyżej historia uczucia rodzącego się pomiędzy aniołem i demonem, zaś drugą – krótka opowieść o przybranym rodzeństwie, które próbuje odnaleźć się w nowej sytuacji, jaką jest wspólne życie. O ile oneshot My Sweet Darling kończy się w tym właśnie tomie, o tyle główny wątek Innocent Bird ma swoją kontynuację w kolejnych częściach.

Obie intrygi, mimo iż skrajnie różne, poruszają bardzo istotną tematykę, jaką jest miłość, dobroć, przywiązanie oraz poszukiwanie swojego miejsca w świecie. Przez słodycz kreski autora – którą bardzo sobie cenię – oraz magię uczuć przebija się wyraźna nuta dramatu związanego z ludzkimi emocjami, potrzebami. To właśnie one odpowiadają za wewnętrzny ból wyciskający z oczu łzy, a tym samym są bliskie każdemu żyjącemu człowiekowi. Warto wspomnieć, iż strony mangi pełne są najróżniejszych uczuć, które docierają głęboko do serca czytelnika, zachwycają i zakuwają w kajdany zniewolenia nie pozwalając zapomnieć o historii, której świadkami się stajemy.

Z tematów, jakie poruszył autor, najbardziej odurzającym jest bez wątpienia miłość pomiędzy Karasu i Shirasagim. Nie jest ona zwyczajnym zakazanym uczuciem, które wywołuje dreszczyk emocji. To prawdziwa walka o namiętność, która nie miała prawa zaistnieć, a która sprzeciwiając się zasadom rządzącym światem połączyła ze sobą dwie istoty – nie tylko anioła i diabła, ale również dwóch mężczyzn. Czy mając przeciwko sobie anielskich przełożonych i diabelskiego arcyksięcia wraz z jego świtą kochankowie mogą liczyć na to, że Bóg spojrzy na nich przychylnym okiem? A może są zdani tylko na siebie stając do nierównej walki?

Innocent Bird to najpiękniejsza manga jaką dane mi było czytać i bynajmniej nie chodzi mi o jakże lubianą przeze mnie kreskę. W tym tytule zafascynowała mnie nie tylko głębia fabuły, ale także wyraźnie widoczny wątek religijny, dramat i powaga historii, którą przedstawia czytelnikowi Hirotaka Kisaragi. Co więcej, główni bohaterowie są prawdziwie piękni nie tylko zewnętrznie, ale także wewnętrznie, co potwierdzają zarówno słowami, jak i czynami, a to sprawia, że ich miłość jest tym gorętsza, tym bardziej niewinna i szczera – cudowna.

Na temat Na Mo Naki Tori No Tobu Yoake  nie można powiedzieć nawet jednego złego słowa. Tytuł ten jest dla mnie prywatną biblią miłości już od wielu lat – od dnia, kiedy po raz pierwszy zetknęłam się z Innocent Bird. Czytałam wiele mang z gatunku yaoi, które zapadły mi w serce, wyciskały łzy, bawiły mnie poprawiając humor, ale żadna nie zniewoliła mnie tak jak właśnie ta. Hirotaka Kisaragi stworzył istny majstersztyk, który uzależnia już od pierwszego tomu.

niedziela, 18 listopada 2012

Oblężenie Macindaw - John Flanagan




Tytuł: Oblężenie Macindaw
Seria: Zwiadowcy
Autor: John Flanagan
Wydawca: Jaguar
Ilość stron: 380
Ocena: 4/6




Na północy nadal wiele się dzieje, a sytuacja staje się coraz bardziej napięta, gdy niebezpieczeństwo bezczelnie patrzy w oczy Araluenu grożąc nie tylko wybuchem wojny, ale i zajęciem całego kraju przez Skottów. Keren przejmując Macindaw z góry wie, że posłuży się nim by wybić się ponad przeciętną, zdobyć bogactwo, chwałę i władzę, której namiastkę posiadał do tej pory. Zdradzając swój kraj zyska to, o czym zdaje się marzyć. Nie przewidział tylko, że jego szyki będą chcieli pokrzyżować nie tylko obrońcy Araluenu, ale także jego własne serce, które okaże się posiadać pewną dawkę szlachetności, gdy więżąc Alyss zacznie szukać sposobu by się do niej zbliżyć, zjednać ją sobie, namówić do porzucenia wszystkiego, w co wierzyła dla czystego materializmu i słodkich słówek zdrajcy. W tym samym czasie Will szykuje się do niemal niemożliwego zadania, którym jest odbicie zamku. Do dyspozycji ma wyłącznie swoją wiedzę, inteligencję, niewielu przyjaciół i odwagę, której mu nie brakuje. Chłopak musi wykorzystać wszystko, co ma pod ręką i nie popełnić żadnego błędu, jeśli chce ocalić przyjaciółkę i cały kraj, który tak kocha. Jeden błąd może go kosztować naprawdę wiele.

John Flanagan rozkręcił się na dobre prezentując nam szósty już tom uwielbianych przez młodszych i starszych czytelników Zwiadowców. Niestety, jakkolwiek akcja trzyma w napięciu, wciąga, zaś autor zgrabnie przeplata różne wątki, to jednak Oblężenie Macindaw jest najmniej lubianą przeze mnie częścią. Nigdy nie darzyłam przesadnym sentymentem Alyss, która zwyczajnie mnie denerwowała, a pech chciał byśmy w tej właśnie części mieli jej aż nazbyt wiele. Nie można ukryć, iż Flanagan nie wykazuje specjalnej umiejętności w kreowaniu postaci kobiecych, które zawsze są jasnowłose, miłe, inteligentne, mdląco słodkie – wyłącznie księżniczka Cassnadra odbiega odrobinę od tego wzoru, a to stanowczo za mało, by wynagrodzić czytelnikowi wszystko inne. Postać Alyss jest niewyraźna, nudna i bezkształtna, bo co tak naprawdę o niej wiemy? Jest ładna, inteligentna, dzielna i najwyraźniej zakochana w Willu, co więcej z wzajemnością. Tyle, że wątek ich uczucia nie miał początku, nie rozwijał się, a zwyczajnie był i jest nadal nie mając żadnych wzlotów i upadków. To najmniej romantyczne uczucie, jakie można było sobie wyobrazić w przypadku serii tak dobrej, jak Zwiadowcy. Wyraźnym przeciwieństwem „zimnej ryby” imieniem Alyss jest bardzo świeża postać, a mianowicie Keren, który naprawdę ma w sobie coś, co intryguje, przyciąga i skłania do zastanowienia. Nie miałabym nic przeciwko by rycerz-zdrajca na stałe pojawił się w powieści, jako że łączy w sobie ogładę dżentelmena, swoistą czułość, odwagę i siłę z przewrotnością, materializmem, bezwzględnością. Prawdę mówiąc, czytelnik ma okazuję poznać mężczyznę lepiej niż ukochaną młodego Willa, która przecież jest obecna w powieści już od pierwszego tomu i stanowi najsłabsze ogniwo Zwiadowców.

Tym, co może się jednak podobać w Oblężeniu Macindaw jest wątek humorystyczny, gdzie ofiarami niewinnego żarciku stają się Skandianie. W pewien sposób można uznać to za przestrogę by nie do końca zawierzać swoim zmysłom, ale także zdystansować się do wiary, jaką wyznajemy, a która może być wykorzystana przeciwko nam. Jeśli nieustraszeni grabieżcy przemierzający morza na wilczych okrętach mogą się złamać, gdy wykorzysta się ich słabości to, co dopiero może stać się z przeciętnym człowiekiem? Jest to kolejną lekcją dla czytelnika, który powinien najpierw spróbować rozumowo wyjaśnić niektóre zjawiska, a dopiero później dopuszczać do siebie myśl o paranormalnym podłożu. Nauka, wiedza i inteligencja przede wszystkim.

Oblężeniu Macindaw jest tomem, który wypada przeczytać ze względu na zakończenie wątków rozpoczętych w poprzedniej księdze, nie zaś dla czystej przyjemności. Wielu czytelników pewnie się ze mną nie zgodzi, ale przecież właśnie o to chodzi, prawda? Sądzę, że ta jedna część nie zrazi wiernych zwolenników serii, ale pozostawi w ustach gorzki smak zawodu. Tak przynajmniej było w moim wypadku. Nie wpłynęło to jednak na mój stosunek do całości osiągnięć autora, choć upewniło mnie w przekonaniu, iż nie lubię Alyss i nigdy nie przypadnie mi ona do gustu. Z całym szacunkiem dla Willa Treaty – powinien zmienić obiekt westchnień na kogoś mniej przypominającego perfekcyjne zombie.