Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Novae Res s.c.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Novae Res s.c.. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 września 2013

Ostatnia spowiedź tom 2 – Nina Reichter




Tytuł: Ostatnia spowiedź tom 2
Autor: Nina Reichter
Wydawca: Novae Res s.c.
Ilość stron: 370
Ocena: 5+/6




„Life’s a game made for everyone
And love is the prize.”

[Avicii - Wake Me Up (ft. Aloe Blacc)]

Miliardy ludzi i zawsze te same, szczenięce marzenia – sława, miłość.
Miliardy istnień i ciągle ten sam, powtarzający się w nieskończoność, cykl życia – wzloty, upadki.
Miliardy mężczyzn, miliardy kobiet i żadnej gwarancji na odnalezienie tej drugiej, wyjątkowej osoby.
Jeden przypadek, dwa serca, setki problemów.
Jeden, jedyny cel – wspólna przyszłość.

Postrzelony podczas koncertu Bradin ląduje w szpitalu, gdzie lekarze walczą o jego życie. Chłopak stracił dużo krwi i chociaż operacja się udała, jest w ciężkim stanie i nie sposób oszacować, kiedy się obudzi. Siedząca przy nim bezustannie Ally zaczyna wątpić, czy powinna zostać u jego boku, czy to wyjdzie na dobre im obojgu. W tym czasie Tom walczy ze swoimi własnymi demonami, nie rozumiejąc zachowania brata podczas tego feralnego koncertu, uzmysławiając sobie, że nieświadomie oddał serce dziewczynie, której nie może mieć i której nie powinien pragnąć. Wszystko komplikuje się jeszcze bardziej, kiedy Brade wraca do zdrowia, czując się zdradzonym przez ukochaną i brata, których podejrzewa o romans. Próbując uciec przed bólem miłości, odtrąca Ally i nie chce słuchać wyjaśnień Toma, uparcie wierząc w kłamstwa Sebastiana. Niemniej jednak, tym razem to Allison nie zamierza dać za wygraną – planuje ze wszystkich sił walczyć o Bradina. Teraz, kiedy pozwoliła na tę miłość, ryzykując dla niej całe dotychczasowe życie, nie potrafi już wypuścić z rąk szczęścia, które odnalazła. Niestety, los szykuje dla niej znacznie więcej niespodzianek – tych przykrych i tych wyjątkowo radosnych.

Drugi tom „Ostatniej spowiedzi” pod wieloma względami różni się od poprzedniego. Nie jest jednak ani gorszy, ani lepszy, jest po prostu inny. Przede wszystkim zmienia się Allison, która w żaden sposób nie przypomina już denerwującego psychicznego wraku, jaki znaliśmy. Teraz stara się żyć pełnią życia, pozwala sobie na ryzyko, jest silniejsza i bardziej zdecydowana. Nie próbuje już oszukać samej siebie, nie ucieka przed swoimi fobiami, ale stawia czoła przeciwnościom losu w imię miłości, którą w pełni zaakceptowała. Nie uwolniła się jednak od niepewności związanej z przyszłością, w dalszym ciągu nie może uwierzyć w ciągłość i ogrom uczucia, jakim obdarzył ją Brade. Jej metamorfoza nie jest jeszcze pełna, co sprawia, że dziewczyna bezustannie ulega drobnym zmianom, staje się doroślejsza z każdym nowym wyzwaniem rzuconym przez życie, uczy się samodzielności, powoli staje się samowystarczalna. To zupełnie inna dziewczyna, co niewątpliwie zawdzięcza szczerości względem siebie i niestrudzonemu uporowi Bardina.

Stałym, chociaż tym razem nakierowanym na inne tory, elementem powieści jest słodycz, którą teraz możemy dostrzec w uczuciach i wzajemnej relacji dwójki zakochanych bohaterów. Miłość Ally i Bradina jest typowo szczenięcym uczuciem, które zemdliłoby widza, ale niewątpliwie cieszy czytelnika. Ich bezustanne pieszczoty, czułe słówka, wymowne gesty, niedwuznaczne spojrzenia – wszystkiego mamy tu w nadmiarze, a jednak od razu cieplej robi się na sercu, kiedy wczytujemy się w kolejny romantyczny epizod. Także zazdrość odgrywa w tym wypadku ogromną rolę, jako że na każdym kroku Brade manifestuje swoją pasję i porywczość nie zamierzając dzielić się dziewczyną ze światem. Nie ma wątpliwości, że gdyby tylko mógł, zamknąłby ją w pokoju i nie wypuszczał z ciasnego, władczego więzienia swoich ramion. Jego zachowanie i jej pytania są dowodem na to, iż oboje czują się niepewnie w związku, który muszą ukrywać, a który bez przerwy przeżywa gwałtowne burze. Nie ma wątpienia, iż myśli o dziecku także dopełniają obrazu nieodpowiedzialnej, ale szalonej i gorącej namiętności, jaka trawi Ally i Bradina. Są dorośli, ale zachowują się jak niedopieszczeni nastolatkowie, co z całą pewnością rozczula czytelnika.

Ten tom „Ostatniej spowiedzi” to również spora dawka „łóżkowego” szaleństwa. O ile nie doczekaliśmy się tego w poprzedniej części, o tyle teraz wynagradza się to spragnionemu czytelnikowi z nawiązką. Wyrafinowane gry wstępne Allison, jawny flirt mający doprowadzić do szaleństwa Czarnego, namiętny seks niezależnie od miejsca, czy okoliczności – naprawdę jest tego sporo. Należy jednak wspomnieć, iż mimo niejednokrotnie naprawdę romantycznej atmosfery, autorka nie boi się przerwać bohaterom ich igraszek i zastąpić słodycz sytuacji odrobiną dramatu. Każdorazowa namiętność nie jest więc wyłącznie obrazem ogromnej chuci, ale niesie za sobą także zupełnie inne, głębsze znaczenie.

Największą zaletą drugiego tomu powieści jest jednak wgląd w psychikę Toma, któremu autorka poświęca zdecydowanie więcej uwagi. Stajemy się świadkami jego dramatu, kiedy z pozoru zimny i obojętny na głębsze uczucia chłopak zaczyna otwierać się na Ally. Niemniej jednak, Tom nie walczy o dziewczynę, od razu usuwa się w cień i chociaż cierpi, usiłuje nie stawać na drodze miłości, jaka łączy jego brata i Allison. W tym tomie Thomas Rothfeld jest więc od samego początku bohaterem tragicznym, który nie potrafi wyzbyć się uczuć, choć usilnie stara się to osiągnąć, jest zmuszony być powiernikiem dziewczyny, która nigdy nie odwzajemni jego uczuć, a choć tego nie chce, znajduje się w samym środku miłosnych westchnień i spięć najbliższych sobie ludzi. Czytelnik widzi, jak Tom szuka zapomnienia w alkoholu i przygodnym seksie, wydaje się staczać, choć takie zachowania nigdy nie były mu obce. Nie mam wątpliwości, że jego postawa buntownika o czułym sercu jest w stanie zjednać mu przychylność i względy wielu czytelników.

Reasumując, „Ostatnia spowiedź” – niczym miłość, o której traktuje – dostarcza czytelnikowi wielu skrajnych emocji – wywołuje dreszcze podniecenia, zmusza do łez, budzi niepokojące drżenie wewnątrz żołądka, pozwala unieść się nad ziemię i boleśnie uderzyć o jej powierzchnię podczas upadku. Czytelnik jest otoczony uczuciami, które wirują wokół niego, udzielają mu się, wypełniają każdą komórkę ciała, tak jak każdą stronę książki. Pierwszy tom spełniał marzenia każdej nastolatki, ten zaś wyznacza granice idealnego związku. I właśnie dlatego, kiedy myśli się o „Ostatniej spowiedzi”, naprawdę nie sposób nie westchnąć z rozmarzeniem.




Recenzja pisana dla portalu:

czwartek, 12 września 2013

Ostatnia spowiedź tom 1 - Nina Reichter




Tytuł: Ostatnia spowiedź tom 1
Autor: Nina Reichter
Wydawca: Novae Res s.c.
Ilość stron: 380
Ocena: 5/6




Mieszkająca w Paryżu Allison Hanningan wraca do domu po spędzonych w Stanach wakacjach. Niestety, opóźnienie podczas lądowania jej samolotu sprawia, że jest zmuszona spędzić dobrych kilka godzin na opustoszałym lotnisku w Ostrawie. W podobnej sytuacji znajduje się Bradin Rothfeld, wokalista cieszącego się coraz większą popularnością niemieckiego zespołu rockowego. Ich drogi krzyżują się, kiedy to chłopak użycza potrzebującej dziewczynie ognia, a rozmowa toczy się powoli od słowa do słowa, by ostatecznie między dwójką młodych, obcych sobie ludzi nawiązała się nić porozumienia. Czas jaki spędzają na wspólnej zabawie i śmiechu mija zatrważająco szybko, a ostatecznie każde z nich musi ruszać w swoją stronę. Bradin nie zamierza jednak ot tak zakończyć tej obiecującej znajomości. Wykorzystując swoje znajomości i wpływy zdobywa numer telefonu dziewczyny, co prowadzi do narodzin przyjaźni na odległość, a z czasem do rozkwitu jeszcze gorętszych uczuć, których Ally nie potrafi zaakceptować. Jej życie komplikuje się, a wszystko z powodu tej przypadkowej znajomości z upartym jak osioł chłopakiem, który nie potrafi odpuścić.

Gdybym miała krótko scharakteryzować Ostatnią spowiedź określiłabym ją jako wytworny drink polskiej literatury – mieszankę przeznaczonego dla starszych alkoholu, widocznego w problemach i seksualności bohaterów, z idealną dla młodszych colą, w postaci niemal bajkowego romansu. Tak się, bowiem składa, iż Ostatnia spowiedź łączy w sobie niesamowitą, dziecięcą wręcz naiwność z potężnym ładunkiem psychicznych problemów. Nic więc dziwnego, że atmosfera powieści waha się między idylliczną, a dołującą. Niemal niemożliwa do zniesienia, w pozytywnym sensie, słodycz Bradina sprawia, że czytelnik rozpływa się w tej mlecznej czekoladzie, wzdycha tęsknie do ideałów młodzieńczych lat, wspomina z rozrzewnieniem czasy romantycznych fantazji o wielkiej miłości. Niestety, cała ta uzależniająca rozkosz okazuje się wyśmienitym lodem, który w momencie uniesienia spada prosto na syfiasty chodnik prawdziwego życia. To właśnie Ally jest tym zapiaszczonym brukiem, który sprowadza czytelnika na ziemię. Dziewczyna tkwi w świecie swoich zakorzenionych głęboko w psychice problemów, których nie potrafi odrzucić, jakby wrosły w jej egzystencję. To właśnie te dwa skrajnie różne bieguny powieści czynią ją wielowymiarową i tak nieodparcie pociągającą.

Mimo wewnętrznych dramatów Ally, pod względem fabuły, Ostatnia spowiedź pozostaje w znacznej części bajką, o której marzy każda mała dziewczynka. Niespodziewane spotkanie przy „karmieniu raczka”, determinacja prowadząca do zdobycia telefonu i adresu tej drugiej osoby, książę z bajki przemierzający wiele kilometrów w pogoni za ukochaną, wyznanie uczuć przed kamerami, dobra wróżka splatająca na nowo drogi kochanków, wspólne mieszkanie z zespołem, troskliwy dupek wyrywający księżniczkę z rąk bestii, vipowskie miejsce na koncercie, za który przeciętna nastolatka zapłaciła majątek. Naiwne? Może. Ale która dziewczyna nie marzyła o czymś podobnym? Która kobieta odmówiłaby sobie takiej romantycznej przygody, gdyby tylko mogła znaleźć się na miejscu Ally? I która z nas nie zaśliniłaby się mając pod ręką chłopca takiego, jak Bradin? Ta bajkowa naiwność to niezaprzeczalny plus powieści.

Prawdę powiedziawszy, najbardziej kontrowersyjnym elementem Ostatniej spowiedzi jest postać Ally. Tak, tu mnie boli – dziewczyna jest bardzo atrakcyjna, jej rodzinie powodzi się wcale nie najgorzej, dostaje się na studia prawnicze, bez najmniejszych problemów mogłaby znaleźć sobie wspaniałego chłopaka. A jednak, Ally pozostaje bezwolną marionetką w rękach matki i tak naprawdę nie ma szacunku do samej siebie, zaś miejscami zachowuje się jak hipokrytka. Zamiast ruszyć dalej i zacząć żyć, dziewczyna trzyma się kurczowo bolesnej przeszłości nie pozwalając jej odejść w zapomnienie. Dusi się w związku bez miłości, który narzucili jej rodzice, ignoruje gorące uczucie i czarującego chłopca, a wszystko usprawiedliwia zawodem miłosnym sprzed lat. Ally jest tak irytująca, że czasami ma się ochotę wrzasnąć na nią, bądź zwyczajnie jej przyłożyć by przejrzała na oczy. Zabawne, ale ta rozlazła, naiwna i denerwująca dziewczyna również świadczy o poziomie powieści, gdyż tylko dobra lektura może sprawić, że w czytelniku emocje kotłują się, a poziom adrenaliny gwałtownie się podnosi.

Walka wewnętrzna toczona przez dziewczynę jest także, zaraz po romansie, jednym z najistotniejszych komponentów powieści, gdyż to właśnie ona sprawia, że Ally w niewielkim, dobrze ukrytym, stopniu chce, ale i nie może poddać się uczuciu, które się w niej zakorzenia. To właśnie owa walka jest źródłem wszystkich kłopotów Ally, bólu jaki odczuwają obie strony, nieporozumień, które mnożą się z każdą chwilą. A jednak, odnosimy wrażenie, że dziewczyna nawet nie skupia się na starciu, do którego dochodzi między jej prawdziwymi uczuciami, a tym, co chciałaby czuć, ale desperacko trzyma się tego co znane, wiadome, bezpieczniejsze. Nie ulega jednak wątpliwości, iż troszcząc się tylko o siebie, samolubnie rani Bradina i to właśnie tę część jej psychiki poznajemy najdokładniej przez znaczną część powieści. Oto, co sprawia, że Allison Hanningan będąc niewyobrażalnie irytującą, jest także niezwykle interesującą bohaterką. Dzięki zdeterminowaniu i wytrwałości Bradina, dziewczyna pokonuje swoje opory, zmienia się i pragnie dać szansę miłości.

Jak więc oceniam Ostatnią spowiedź? Jak już wspomniałam, denerwuje mnie otaczająca Ally aura idealnej powierzchowności (nie oszukujmy się, to akurat zazdrość z mojej strony), jak również jej zachowanie, które jednak potrafię zrozumieć, jako że wypływa z głęboko zakorzenionych psychicznych barier, które nie łatwo pokonać. To co pozornie może wydawać się wadą powieści, jest również jej ogromną zaletą, gdyż naprawdę emocjonowałam się podczas lektury i z trudem mogłam usiedzieć spokojnie. Muszę więc przyznać, że książka naprawdę mi się podobała i czytałam ją z prawdziwą przyjemnością. Od początku do końca mamy do czynienia z interesującą historią, która porywa nas i wywołuje silne emocje, możemy z powodzeniem narkotyzować się obrazem głębokiej, zrodzonej niespodziewanie miłości, o której marzy każda dziewczyna. Bez dwóch zdań, Ostatnia spowiedź to kawał dobrej lektury, której warto poświęcić czas. Nic dziwnego, że internauci pokochali tę historię!