Halloween coraz bliżej, więc dziś skupimy się na wampirach! Rozwiąż test i sprawdź, po którą powieść z wampirami wypada sięgnąć!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Asia Greenhorn. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Asia Greenhorn. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 26 października 2014
piątek, 24 maja 2013
Silver - Asia Greenhorn
Tytuł: Silver
Autor: Asia Greenhorn
Wydawca: Dreams
Ilość stron: 440
Ocena: -5/6
Choć nie minęło wiele czasu, Winter Starr nie jest już tą samą osobą, którą była w poprzednim tomie. Gdy widzieliśmy ją po raz ostatni, obawiała się skutków dzielenia Mocy z Rhysem, zaś teraz pogodziła się z myślą o nienaturalnej bliskości z chłopakiem, z faktem, iż stali się swoistą jednością, mogą porozumiewać się bez słów, odczytywać swoje nastroje, myśli. Także strach przed związkiem odszedł w niepamięć, dzięki czemu nastolatkowie na nowo rozpoczynają swoją grę potajemnych spotkań, ukrywania swojej miłości. Świat wydaje się teraz tak niemożliwie piękny, a uczucia tak czyste, niewinne i szczere... Czy cokolwiek może stanąć na przeszkodzie dwójce zakochanych po uszy młodych ludzi, w których żyłach płynie ta sama Moc? Niestety, okazuje się, że to właśnie owa siła stanowi ich największy problem. W Winter powoli budzi się do życia jej druga natura, krew ojca – krew wampira. Pragnienie daje o sobie znać, Pakt Dwóch Ras okazuje się coraz bardziej niestały, zaś wkoło coraz częściej słyszy się o napadach i zabójstwach dokonanych przez wampiry. Winter nie mogła przewidzieć, że chęć pomocy ukochanemu i podzielenie się z nim krwią może mieć tak poważne konsekwencje, a jednak teraz na własnej skórze doświadcza Mocy, która w niej drzemie, Mocy, którą darowała Rhysowi. Czy miłość jest w stanie przeciwstawić się zgubnym podszeptom niewyobrażalnej siły? A może przegra z kretesem i tylko łut szczęścia oraz poświęcenie zdołają zwalczyć Moc?
O ile esencją Winter były czyste, niewinne uczucia i strach przed prawdą, o tyle Silver stanowi przeciwieństwo poprzedniego tomu. Tej części towarzyszą, bowiem gwałtowne uczucia, silne emocje, namiętność i pasja. Miłość nie jest już dziecinnym pragnieniem objęć, czy pocałunków, ale rozpalającą ciało i duszę żądzą, nad którą ciężko zapanować. Z resztą, nawet bohaterowie nie są już tacy sami. W przeciągu kilku chwil dorośli, zmienili się, przejrzeli na oczy. Także ich życie wymaga od nich zdecydowanie więcej odwagi, zaś problemy nabrały powagi, narażają ich na niebezpieczeństwa. Wcześniej wrogiem była prawda i zdrada, zaś teraz można go utożsamić z naturą, wnętrzem, a nawet miłością. Nie, teraz nic nie jest już takie samo. Asia Greenhorn nie zatrzymuje swoich bohaterów, ale pozwala by weszli w zupełnie nowy etap życia, albowiem każdy z nas ugina się pod naporem przeciwności losu, w każdym z nas dokonują się zmiany, a oni wcale tak bardzo się od nas nie różnią.
Prawdę powiedziawszy, choć w Silver główną rolę odgrywają uczucia, to jednak powieść nie należy do zwyczajnych romansów paranormalnych. Sposób, w jaki autorka przedstawia miłość, wyróżnia ten tytuł na tle wielu innych. Należy, bowiem zauważyć, iż uczucia nie są tu niepokonaną potęgą, ale prowadzą do zguby. Namiętność między dwiema osobami z łatwością może okazać się bronią w niepowołanych rękach, nie koniecznie osób trzecich. Nawet uczucia, które z reguły uznaje się za czyste, piękne i niewinne mają także swoją mroczną stronę. W przypadku Silver to właśnie ta niepochlebna natura zostaje uwydatniona, zaś miłość jest w stanie zranić, a nawet zabić. Co więcej, Asia Greenhorn podkreśla fakt, iż siła afektu stanowi jego największą zgubę. Im silniejsza namiętność, tym większe stanowi zagrożenie. Postać Rhysa w pełni oddaje znaczenie tego fenomenu, jako że znajduje się on w oku miłosnego cyklonu powstałego z uczuć oraz Mocy. Poprzez niego autorka zdołała w naprawdę emocjonujący sposób ukazać szaleństwo wywołane tym rozpalającym wnętrze żarem.
To jednak nie wszystko, gdyż autorka poruszyła także temat akceptacji zła poprzez usprawiedliwianie go miłością. Niejako wyznacza i jednocześnie zaciera granicę między tolerancją przewiny, a całkowitym jej potępieniem. Ten fenomen widać dokładnie w przypadku Winter, która przymyka oko na drobne wyskoki ukochanego, by w pewnym momencie odwrócić się od niego, gdy ten posunął się za daleko. A jednak, dziewczyna nie jest w stanie całkowicie odrzucić Rhysa, jest skłonna zapomnieć o jego wyskokach. To przywodzi na myśl sentencję: „Kochaj grzesznika, nienawidź grzechu.” Czy Silver rzeczywiście podąża za tym przesłaniem, a może zupełnie je ignoruje? Myślę, że to każdy musi ocenić sam.
I w końcu, ostatnia istota uczuć, jakie swoim czytelnikom przedstawia Asia Greenhorn: W którym momencie miłość staje się niebezpieczna? Czy głęboka namiętność wyklucza brutalność, fanatyzm, chore uwielbienie zdolne sprowadzić człowieka, i nie tylko człowieka, na złą stronę? Do czego zdolna jest zakochana osoba? Jak daleko jest w stanie się posunąć w imię miłości? Autorka nie próbuje na te pytania odpowiedzieć, ale stara się je zadawać od samego początku, aż po ostatnią stronę powieści, chce by czytelnik zastanowił się nad nimi, wyciągnął wnioski.
Niestety, pośród tych gwałtownych uczuć postać Winter wydaje się zbyt niewinna i czysta. Oczywiście, dziewczyna zmieniła się od poprzedniego tomu, stała się silniejsza, bardziej zdecydowana, gotowa jest ryzykować nawet własne życie, ale niezmiennie pozostaje delikatną sobą. W powieści zauważa to mój niekwestionowany faworyt, Darran Vaughan i prawdę mówiąc sama zadaję sobie pytanie, jak to możliwe, że dziewczyna nie straciła tej godnej pozazdroszczenia i jednocześnie irytującej cechy. Ciężko mi jednak ocenić, czy ta subtelność bycia Winter naprawdę kontrastuje z bezlitosnym światem przedstawionym. Może jestem po prostu zazdrosna, że główna bohaterka nie utraciła swojej niewinności podczas, gdy ja stałam się z wiekiem Królową Śniegu. Któż to wie?
Podsumowując, pani Greenhorn otoczyła swoją powieść mocną muzyką, stworzyła niewinną i delikatną, choć gotycką bohaterkę i ostatecznie nadała Silver melancholijnego, ciężkiego charakteru ukazując miłość pod zupełnie innym kontem. Winter było pierwszym tytułem z gatunku paranormalnego romansu, który przebił się przez moją lodową powłokę i muszę przyznać, że kontynuacja tylko wzmogła we mnie chęć zapoznawania się z tego typu powieściami. Nie mniej jednak, to właśnie niekonwencjonalne ujęcie miłości naprawdę do mnie przemówiło, podsyciło moją miłość do niektórych postaci i zjednało tej powieści jeszcze większe moje poparcie.
Sami przekonajcie się, jak wiele twarzy posiada miłość i jak pociągające potrafi być zło, które ją deprawuje.
czwartek, 10 stycznia 2013
Winter - Asia Greenhorn
Tytuł: Winter
Autor:Asia Greenhorn
Wydawca: Dreams
Ilość stron: 456
Ocena: 5/6
Winter Starr miała na swoim koncie już nie jedną
przeprowadzkę, ale ta bezwarunkowo należała do najgorszych w jej życiu. Po
pięciu latach błogiego spokoju, kiedy to dziewczyna mieszkała w Londynie
otoczona przez przyjaciół i miłość, jej życie zostaje wywrócone do góry nogami.
Babcia, będąca jej prawnym opiekunem po śmierci rodziców, trafia do szpitala
zapadając w śpiączkę, zaś dziewczyna zmuszona jest zamieszkać z zupełnie obcymi
ludźmi w Walii. Pięcioosobowa rodzina Chiplinów z otwartymi ramionami wita nieznajomą,
która momentalnie staje się częścią ich małego świata. Chociaż pobyt Winter w Cae
Mefus miał być tylko chwilowy, nikogo specjalnie nie dziwi fakt, iż ulega to
zmianie. Babcia nastolatki w prawdzie obudziła się z komy, ale nie jest w
stanie sprawnie funkcjonować. Z tego też powodu, młoda Starr zmuszona jest
zostać w małym, spokojnym miasteczku na bliżej nieokreślony czas. Wraz z końcem
wakacji rozpoczyna naukę w szkole Świętego Dawida, gdzie jej życie powoli
zaczyna się układać, zaś serce bije szybciej na widok Rhysa, chłopca o
jaspisowych oczach. Niestety, los nie jest dla niej łaskawy. Z pozoru zatęchał
dziura, w której każda nowa twarz wzbudza sensację, okazuje się o wiele
„żywsza” niżby się wydawało – przestępczość wzrasta, chociaż zarówno policja,
jak i gazety zdają się bagatelizować problem, niektórzy mieszkańcy wyraźnie
ukrywają całkiem istotne tajemnice, zaś dociekliwa Winter ma zamiar dociec, co
takiego dzieje się wokół niej, nawet jeśli przyjdzie jej zapłacić za to wysoką
cenę.
Świat pełen jest ludzi stawiających pytania, starających się
odkryć prawdę, zbadać tajemnice, które przed nimi ukryto, chcących wiedzieć
wszystko. Nie mniej jednak, tylko nieliczni byliby wdzięczni światu za
ofiarowaną im wiedzę. Zdecydowanej większości osób wydaje się, iż chcieliby
wiedzieć zaś, gdy ową wiedzę posiądą, gdy wiedzą już, co czai się pod łóżkiem,
kryje w cieniu, szepcze bezgłośnie do ucha, wtedy właśnie odrzucają prawdę nie
potrafiąc, bądź zwyczajnie nie chcąc jej zaakceptować. Winter Starr należy
właśnie do tej ostatniej grupy osób i nie sposób się jej dziwić. Dziewczyna
wydawała się pewna swego, zdeterminowana w dążeniu do celu, a jednak tajemnice
Cae Mefus przerosły ją, rozbiły. W chwili, gdy nastolatka jakimś cudem zaczyna
na nowo układać sobie życie, wzbogacone o nowe informacje na temat świata, coś
znowu wstrząsa ziemią, po której stąpa. Uważam to za bardzo interesujący
element psychologiczny, jako że nie sposób określić, jak my zachowalibyśmy się
w sytuacji ekstremalnej. Bo czy wiemy jak wiele jesteśmy w stanie zaakceptować?
W którym momencie granica między akceptacją, a szaleństwem zanika?
Asia Greenhorn sięga jeszcze głębiej dotykając czułego
niczym organy wewnętrzne tematu miłości. W przypadku Winter samo zakochanie, czy miłosny trójkąt nie stanowią żadnego
wyzwania, chociaż dostarczają dreszczyku emocji. Główna bohaterka postępuje w
sposób, który wydałby się właściwy chyba każdej dziewczynie znajdującej się na
jej miejscu. Bo czym jest walka z całym światem, widmo wojny ras, czy nawet
śmierć bliskich, kiedy w grę wchodzi miłość? Kto w ogóle myślałby o takich
banałach, kiedy spoczywa bezpiecznie w ramionach ukochanej osoby? Problem
zaczyna się jednak, gdy w grę nie wchodzą plany, myśli, fantazje, ale
rzeczywistość, realne zagrożenie, które widzimy na własne oczy, czujemy na
swojej skórze. Jak wiele jesteśmy w stanie poświęcić dla miłości, kiedy zło już
się dzieje? Czy naprawdę potrafimy zaakceptować dosłownie wszystko?
Winter Blackwood Starr to bohaterka pod wieloma względami
interesująca, choć, jak dla mnie, jej największą zaletą jest bez wątpienia
styl, który reprezentuje – godna pozazdroszczenia uroda gotki, grupka kumpli o
uświęconym wyglądzie Jezusa grających w metalowej kapeli o naprawdę genialnej
nazwie – Sin-derella, przyjaciółka z kolczykiem w kąciku ust. To, co jednym
wydawać się może małoznaczącym szczegółem, w moim przypadku decyduje o odbiorze
całej powieści. Dzięki Winter w końcu mam do czynienia z główną bohaterką,
która nie jest przeciętna, nudna i bez wyrazu! \m/(‘>o<’)\m/ Naturalnie, nastolatka
nie jest pozbawiona wad. Wykazuje, bowiem dziwną skłonność do obrażania się, co
jednak może być zrozumiałe gdyż, która z nas nie chciałaby być pępkiem świata
dla ukochanego mężczyzny? Każdy ma w sobie odrobinę z samolubnego dziecka.
Pod względem fabuły powieść składa się z połączonych ze sobą
znanych schematów typowych dla historii o wampirach oraz romansów, a jednak
autorka zdołała przedstawić to w sposób, który nie tylko interesuje, ale
również pozwala doszukać się czegoś nowego, fascynującego. Pojawia się tu,
bowiem wojna ras zakończona Paktem, dwa światy, które mogą współpracować, ale
nigdy nie mogą się ze sobą połączyć, zdrada, której się nie spodziewano,
uczucia, namiętności i pragnienia, które zmuszają bohaterów do działania, do
opowiedzenia się po którejś ze stron. W przypadku Winter do myślenia, analizowania i refleksji zmuszają zarówno
wydarzenia zaprezentowane w książce, jak i liczne postaci, z których każda jest
interesująca, na swój sposób wyjątkowa. Przyznam szczerze, że moje serce podbił
niezaprzeczalnie Darran Vaughan i chyba nic nie jest w stanie zmienić mojego
uwielbienia dla tego wampira – chociaż, czy aby na pewno?
W ogólnym rozrachunku, uważam Winter za pozycję naprawdę dobrą i wartą zainteresowania, gdyż
potrafi rozbudzić emocje nawet w takiej bryle lodu, jak ja. W żadnym wypadku
nie uważam się za znawcę romansu paranormalnego, gdyż moje dotychczasowe
doświadczenia z tym gatunkiem są w mniejszym bądź większym stopniu świeżutkie,
jednakże bez ogródek zaznaczę, iż Asia Greenhorn stworzyła powieść spójną,
sensowną i wciągającą. Emocje bohaterów wydają mi się prawdziwe, miłość jest
rzeczywiście trudna, zaś przyjaźń niepewna, aż do chwili, w której zostaje
poddana próbie.
Znajoma na studiach określiła mnie mianem „Królowej Śniegu”,
co ma związek z moim nastawieniem do tematyki miłości i uczuć. Winter naprawdę musi mieć w sobie to
„coś”, skoro osoba mojego pokroju nie tylko tę książkę przeczytała, ale też
otwarcie deklaruje, iż z rozkoszą sięgnie po kolejny tom! Nie ważne, czy jest
to zasługą metalowego brzmienia muzyki, której słucha Winter, czy może mojej
słabości do atrakcyjnych panów w wieku lat czterdziestu. Liczy się to, że całym
sercem polecam tę pozycję!
Subskrybuj:
Posty (Atom)