Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yana Toboso. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yana Toboso. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 listopada 2013

Kuroshitsuji vol. 13 - Yana Toboso






Tytuł: Kuroshitsuji vol. 13
Autor:Yana Toboso
Wydawca: Waneko
Ilość stron: 194
Ocena: 6-/6




Dramatyczna sytuacja na pokładzie liniowca powoli się uspokaja. Ludzie, a przynajmniej ci, którym udało się przeżyć, wydostali się ze śmiertelnej pułapki wewnątrz statku i teraz, mając nadzieję na pomoc, rozsiadają się w szalupach ratunkowych. Niestety dla Ciela to nie koniec zadania, gdyż do jego obowiązków należy dokopanie się do samego serca całej tej masakry. Mając pewność, że Lizzie i Snake znajdują się w dobrych rękach powraca do wypełniania swoich obowiązków. Tak się jednak składa, że to nie koniec atrakcji, gdyż na scenie pojawia się Undertaker, który ujawnia kilka ze swoich niewątpliwie licznych tajemnic. Któż spodziewałby się takiego obrotu spraw? I nagle sytuacja znowu się zaognia, zaś niebezpieczeństwo kolejny raz staje się naprawdę poważne i nieuniknione. Dla naszego młodego hrabiego i jego demonicznego kamerdynera taniec śmierci trwa nadal.

Trzynasty tom Kuroshitsuji to nie akcja, ale przede wszystkim trzy naprawdę istotne i interesujące rewelacje, o których nie sposób nie wspomnieć, jako że razem tworzą całą fabułę tej części serii. Na samym początku autorka pozwala czytelnikowi na wgląd w psychikę oraz elementy przeszłości Elizabeth, która przecież zaskoczyła nas pod koniec poprzedniego tomu. Uciążliwa, słodka do zemdlenia i wiecznie uśmiechnięta „mała dziewczynka” okazuje się nie tylko utalentowana w dziedzinie szermierki. Ot, to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Lizzie ma, bowiem swoje powodu by zachowywać się jak niewinne, słabe dziecko. Wszystkie podejmowane przez nią decyzje mają za zadanie pomoc Cielowi i idealne dopasowanie się do niego, nawet jeśli oznacza to, iż pannica utknie na zawsze w „ciele” dziewczynki. Podejrzewam, że po tym tomie nigdy już nie spojrzę na Elizabeth tak samo, jako że jej obraz naprawdę uległ ogromnej zmianie. To co dawniej irytowało, teraz nabrało sensu.

Niemniej jednak, prawdziwa twarz Lizzie to niewielkie zaskoczenie w porównaniu z tym, co szykuje dla nas Undertaker. Zawsze dziwaczny, trochę niepokojący i zakrawający na niegroźnego szaleńca przydatny człowieczek, okazuje się kimś zupełnie innym. Różnica między osobą, za którą mieliśmy go do tej pory, a jego prawdziwym obliczem jest kuriozalna. Czy można było się tego domyślić? Nie sądzę! Naprawdę trudno jest pisać o nim z jednoczesnym zachowaniem tajemnicy, by nie psuć lektury osobom, które jeszcze z tym tomem nie miały do czynienia. Zdradzę jednak, iż w tym tomie mamy okazję „zajrzeć pod grzywkę” naszego ekscentryka, a jest na co popatrzeć!

I w końcu, ostatnia ciekawostka tego tomu, czyli kolejne elementy wspólnej przeszłości Sebastiana i Ciela zostają ujawnione! Wprawdzie w sposób niecodzienny, trochę niepokojący i zapewne w najmniej odpowiednim momencie, ale przecież śmierć nie umawia się na wizytę z miesięcznym czy przynajmniej tygodniowym wyprzedzeniem. Czytelnik wie już doskonale, w jaki sposób młody Phantomhive wyrwał się z krwawej matni, w jakich okolicznościach po raz pierwszy zetknął się z Sebastianem. Teraz za to mamy okazję obserwować pierwsze kroki demonicznego kamerdynera w jego nowej roli, pierwsze wpadki, otrzymywane napomnienia, bury i spięcia na relacji pan-sługa. Bardzo interesujący jest również fakt, iż poznajemy niektóre opinie naszego demona na temat jego nowego pana. Sebastian z pewnością nie miał łatwego startu, kiedy ze wszystkich zabiedzonych i skrzywdzonych dzieci trafił akurat na Ciela. W tej sytuacji pojawia się pytanie. Jak można zakończyć tom w takim momencie?! To niehumanitarne!

W jaki sposób można więc podsumować trzynasty tom mangi Kuroshitsuji? Fantastyczny, zaskakujący i nieludzko zakończony! I jak tu wytrzymać do grudnia?!

środa, 30 października 2013

Kuroshitsuji vol. 12 - Yana Toboso




Tytuł: Kuroshitsuji vol. 12
Autor:Yana Toboso
Wydawca: Waneko
Ilość stron: 194
Ocena: 5/6




Kiedy ożywiony przez Elitę Jutrzenki trup młodej kobiety zaczyna zabijać niewinnych, naiwnych ludzi, do akcji wkracza Ronald Knox – przesadnie entuzjastyczny Mroczny Żniwiarz. Jakkolwiek pomocny, jest także niezwykle uciążliwy, co zmusza Sebastiana i Ciela do rozdzielenia się. Niestety dochodzi do tego w możliwie najgorszym momencie, gdyż młody hrabia z pewnością potrzebuje swojego utalentowanego kamerdynera. Tak się mianowicie składa, że pokład Campanii pełen jest żądnych krwi, bezrozumnych bestii, które już rozpoczęły swoją masakryczną ucztę w przerażającym tempie zabijając pasażerów oraz załogę statku. Szalony eksperyment wymknął się całkowicie spod kontroli i teraz Ciel Phantomhive ma pełne ręce roboty dokładając wszelkich starań by ocalić nie tylko swoje życie, ale także swoją słodką narzeczoną. To jednak nie koniec atrakcji, jako że Campania płynie prosto na górę lodową, zaś na pokładzie pojawia się największa zmora Sebastiana.

O ile tom poprzedni był zaledwie przystawką dla fanów krwawych akcji z udziałem zombie, o tyle ten jest już daniem głównym, gdyż rubinowa posoka zalewa pokład statku, a ludzie umierają w męczarniach pożerani przez bezmyślne ożywione zwłoki. Naturalnie także zombie są licznie eliminowane przez garstkę co lepiej wyszkolonych jednostek, do których z pewnością warto zaliczyć naszego kamerdynera. Albowiem trafi nam się także okazja by rzucić okiem na istny taniec śmierci w wykonaniu Sebastiana. Prawdę mówiąc, dwunasty tom Kuroshitsuji należy chyba do najbardziej krwawych spośród wszystkich dotychczas wydanych, jako że tym razem wszelka brutalność nie wynika z szaleństwa, lojalności czy wdzięczności, jak miało to miejsce wcześniej, ale z czystej bezmyślności, której nie sposób nawet nazwać instynktem. Ta część serii naprawdę wymownie oddaje istotę istnienia zombie.

Nie ma wątpliwości, iż przy okazji tworzenia tego tomu Yana Toboso nawiązała bliską znajomość ze znanym każdemu, w mniejszym lub większym stopniu, filmem Titanic. Autorka bardzo wyraźnie podkreśla pewne wspólne dla filmu oraz tego epizodu mangi elementy – góra lodowa, rzut oka na bocianie gniazdo, panika ludzi z niższych pokładów pragnących wydostać się na górę, a nawet „romantyczna” scena na dziobie statku w wykonaniu wiadomego, odzianego na czerwono Żniwiarza oraz Ronalda. Cóż, w starciu między filmem, a mangą, Kuroshitsuji zdecydowanie wysuwa się na prowadzenie i bije na głowę romansidło z Leonardo DiCaprio. W tej chwili aż chce się zacytować fragment serialu Supernatural:

Dean: Why did you un-sink the ship?
Balthazar: Oh, because I hated the movie.
Dean: What movie?
Balthazar: Exactly!

Pośród hektolitrów ludzkiej i trupiej krwi wylanych w tym tomie, autorka nie zapomniała o odrobinie szlachetnych uniesień i odwagi. Ciel prezentuje się nam jako wątły, ale niezwykle odważny rycerzyk, który za wszelką cenę pragnie dotrzymać obietnicy i chronić swoją uroczą narzeczoną, nawet jeśli wymaga to lekko brutalnych środków polegających na zdzieraniu z biedaczki ubrania. Niestety, szlachetna pobudki to za mało by wygrać przeciwko całej chordzie trupów. Sytuacja jest więc opłakana, a serce zatrzymuje się w piersi. I właśnie w tym momencie autorka postawiła na zaskoczenie. Ja na pewno nie spodziewałam się, że nasza zawsze niewinna i dziecinna Lizzie jest kimś więcej, niż tylko słodką upierdliwością na głowie Ciela.

Tak więc, dwunasty tom Kuroshitsuji na pewno rekompensuje czytelnikowi słabszą poprzednią część i wnosi do mangi interesujący element nowości, jaki widzimy w ostatniej scenie. Osobiście jestem wielką zwolenniczką zmiany, jaka wtedy zaszła, zaś pewna uciążliwa osóbka zyskała wiele w moich oczach. Nigdy bym nie pomyślała, że zachowanie Lizzie wypływa po prostu z miłości do Ciela, nie zaś z wrodzonej dziecinności. Poza tym, zadowoleni powinni być także miłośnicy Grella, który wraca po długim czasie nieobecności i wcale się nie zmienił. Oj, robi się ciekawie.

wtorek, 22 października 2013

Kuroshitsuji vol. 11 - Yana Toboso




Tytuł: Kuroshitsuji vol. 11
Autor:Yana Toboso
Wydawca: Waneko
Ilość stron: 194
Ocena: 4+/6




Skoro nie jest już tajemnicą, że Sebastian Michaelis żyje i ma się świetnie, nadszedł czas na szczegółowe wyjaśnienia, które na pewno należą się ciekawskiemu i niezwykle domyślnemu debiutującemu pisarzowi oraz samym czytelnikom. Tak się, bowiem składa, że za dokonanymi w posiadłości Phantomhive morderstwami stoi osoba, której wina może zaskakiwać, zaś obecność nie jest jednoznaczna. Bo czy można winić nóż za to, że wbija się w ciało? Czyż winą nie powinno obarczać się osoby dzierżącej narzędzie zbrodni? W tym wypadku polecenie wydano jednak u samego szczytu tego angielskiego „łańcucha pokarmowego”, a tym samym pojęcie sprawiedliwości nie ma z tą sprawą nic wspólnego.
Niestety, nie ma co liczyć na chwilę spokoju. Sabastian ledwie zdążył w „cudowny sposób” zmartwychwstać i wydostać się cały i zdrów ze swojego grobu, a już ma pełne ręce roboty. Londyn obiega informacja o przywracaniu do życia zmarłych. Jak widać, nasz kamerdyner nie był wcale taki oryginalny, jak początkowo mogło się wydawać, zaś Pies Królowej musi trochę powęszyć.

Jedenasty tom mangi Kuroshitsuji jest mostem, który łączy ze sobą nie tylko koniec epizodu cluedo oraz początek zupełnie innego, ale również dobrze wpisuje się w wiktoriański klimat tego tytułu oraz współczesne zamiłowanie do bardzo wyjątkowego, chociaż niezrozumiałego dla mnie szału na zombie. Zacznijmy jednak od początku.

Tym razem autorka pozwala nam spojrzeć na Sebastiana pod zupełnie innym kontem. Choć w dalszym ciągu niezmordowany i perfekcyjny, nasz demoniczny kamerdyner obnaża przed czytelnikiem kawałek siebie. Widzimy, bowiem jak wyłazi ze skóry by doprowadzić do końca sprawę morderstw popełnianych w posiadłości, stara się wodzić za nos wszystkich w około, ulega słabości do kotów, a jednocześnie wypełnia polecenia swojego pana. Niepokonany demon niejednokrotnie był o włos od klęski. To interesujące, gdyż pozwala wierzyć, że w pewnym momencie nawet jemu może podwinąć się noga, jeśli taka będzie wola autorki.

Yana Toboso wprowadza także „nową, ale starą” postać, która najprawdopodobniej będzie towarzyszyć Cielowi przez najbliższe tomy. Ten niebezpieczny, ale naprawdę rozkoszny i niewinny bohater z całą pewnością ubarwia jedenasty tom i sprawia, że młody panicz Phantomhive wydaje się zdecydowanie bardziej uczuciowy niż dotychczas. Niemniej jednak, cała ta relacja pomiędzy Cielem, a jego nowym lokajem oparta jest kłamstwie. Czy na takim niepewnym fundamencie uda się zbudować przyjaźń, która przetrwałaby ujawnienie prawdy? Tego na pewno chciałabym się dowiedzieć.

W tym miejscu warto także wspomnieć o rodzinie Midfordów, jako że rodzice oraz brat Lizzy to zaskakująca mieszanka. Tego raczej nikt się nie spodziewał, a szczęka sama opada, kiedy ma się z nimi do czynienia. Nie da się zaprzeczyć, iż energii i charakteru im nie brakuje, a Ciel zasłużył na odrobinę cierpienia w ich towarzystwie.

Co się zaś tyczy nowego epizodu, który mamy okazję liznąć już teraz, jest on połączeniem wspominanego przeze mnie motywu zombie oraz Frankensteina. Nie chodzi tu jedynie o szwy widoczne na ciałach zmarłych, które jednoznacznie przypominają nam o ekranizacjach powieści Mary Shelly, ale o sam motyw pobudzania ciała do życia elektrycznością, który jest ściśle związany z epoką, w jakiej rozgrywa się nasza historia, jak również z samą powieścią. Albowiem wnikliwy czytelnik na pewno dostrzeże we Frankensteinie mniejsze, bądź większe podpowiedzi dotyczące sposobu, w jaki ożywiono mściwego, samotnego potwora. Niemniej jednak, w przypadku Kuroshitsuji nie możemy raczej mówić o inteligencji żywych trupów.

Kilka słów podsumowania. Jedenasty tom Kuroshitsuji bez wątpienia jest interesujący i niezbędny, momentami słodki oraz zabawny, jednak na tle poprzednich wypada tylko dobrze. Może wiąże się to z nazbyt szybkim rozpoczęciem nowej przygody, a może z czymś zupełnie innym – ciężko powiedzieć. Nie zmienia to jednak faktu, że mangę pani Toboso darzę szczerą sympatią i zamierzam być jej wierną do samego końca – kiedykolwiek on nastąpi.

czwartek, 15 sierpnia 2013

Kuroshitsuji vol. 10 - Yana Toboso




Tytuł: Kuroshitsuji vol. 10
Autor:Yana Toboso
Wydawca: Waneko
Ilość stron: 194
Ocena: 4+/6




Sytuacja w posiadłości hrabiego Phantomhive staje się coraz bardziej napięta. Kolejna osoba nie żyje, zaś tym razem odpowiedzialnym za śmierć wydaje się... wampir. Czy to aby na pewno możliwe? Niemniej jednak, wszystko wskazuje na to, iż morderców jest dwóch. Jedynie młody gryzipiórek, Arthur nie mógł popełnić żadnej z trzech zbrodni toteż staje się on koordynatorem śledztwa prowadzonego przez uwięzionych w posiadłości ludzi. Przy okazji przeszukiwania pokoju Sebastiana dochodzi do odkrycia jego nieistotnego, małego, ale jakże licznego sekretu, który gotuje krew w żyłach młodego hrabiego. Niestety, nie to było celem poszukiwań. Tym czasem, mimo paskudnej pogody, w posiadłości pojawia się kolejny gość – wikariusz Jeremy Rathbone. Czy pomoże on w rozwikłaniu zagadki morderstw? A może sam jest w to wszystko zamieszany?

Dziesiąta odsłona fantastycznej mangi Kuroshitsuji to kolejna porcja rozrywki, odrobina humoru i odpowiedzi na pytania, które na pewno od dawna zadawał sobie każdy czytelnik. Czy to możliwe, że Sebastian zginął? Kim, u licha, tak naprawdę jest Jeremy? Co więcej, poznajemy w końcu winnego dokonanych w posiadłości zbrodni. Wszystkie dowody wskazują na winę jednego człowieka, wszystko wydaje się tak banalnie proste i oczywiste. Jak to możliwe, że dopiero wikariusz zdołał połączyć porozrzucane puzzle w jedną całość?

Oficjalnie, Sebastian Michealis nie żyje, a jednak czytelnik ma okazję poznać go bliżej. Autorka podrzuca wygłodniałym fanom odrobinę „mięsa”, zupełnie jakbyśmy mieli do czynienia z gejszą, która odsłania przy mężczyźnie nadgarstek. I tak oto, kolejna odrobina Sebastiana-demona zostaje nam ukazana. Tym razem są to... buty. Rzecz mało niezwykła, kiedy się o tym słyszy, za to zaskakująca, kiedy się na nią spojrzy. Och, cóż to są za buty! Jedni padną trupem ze śmiechu, jeszcze inni z zachwytu. Co więcej, mamy okazję upewnić się co do bezgranicznego oddania służby względem naszego zmarłego kamerdynera. I w końcu, mamy okazję rzucić okiem na pokój naszego demona, jak również na zawartość jego szafy. Ot, kolejny powalający szczegół.

Co istotne, widzimy także kolejne drobne sceny z dawnego życia trójki nieporadnych służących. Chociaż każda z nich ogranicza się zaledwie do kilku kadrów, to jednak są one wymowne i w połączeniu ze słowami tworzą piękny, wzruszający element, który osobiście przypadł mi do gustu. Z resztą, nie od dziś wiadomo, że miłość, przyjaźń i przywiązanie stanowią naprawdę dobre tło dla dramatu, więc kto wie, w jaki sposób zostanie to wykorzystane w Kuroshitsuji.

Co jeszcze można powiedzieć o dziesiątym tomie? Niestety, w gruncie rzeczy, dla wielu osób nie będzie on tak interesujący, jak kilka poprzednich. Oczywiście, autorka wprowadza do historii nowego bohatera, chociaż Jeremy nie należy do specjalnie interesujących, czy czarujących. Może to i dobrze, że mamy z nim do czynienia wyłącznie w tym tomie? Nie zaprzeczę, iż jego „bezpłciowość” mogła być zamierzona, biorąc pod uwagę jego tajemnicę, jednakże nie miałabym nic przeciwko ukazaniu wikariusza w ciekawszym świetle. Przecież nic nie stało na przeszkodzie byśmy polubili nową twarz historii zanim dowiedzieliśmy się o nim więcej.

A więc, kolejna przygoda powoli dobiega końca, zaś czytelnicy z pewnością nie mogą doczekać się następnej, jednakże na to muszą odrobinę poczekać. Zakończenie tego tomiku niewielu może zaskoczyć, większość zapewne niespecjalnie się zdziwi, ale przecież należało jakoś wybrnąć z zaistniałej sytuacji. Czy autorka dała z siebie wszystko? Nie mnie to oceniać, ale na pewno warto nadal brnąć w świat Kuroshitsuji.

piątek, 5 lipca 2013

Kuroshitsuji vol. 9 - Yana Toboso




Tytuł: Kuroshitsuji vol. 9
Autor:Yana Toboso
Wydawca: Waneko
Ilość stron: 194
Ocena: 6/6




Po krwawych i pełnych gwałtowności wydarzeniach poprzednich tomów, Londyn znowu wydaje się miejscem spokojnym. Królowa wykorzystuje ten czas by uprzykrzyć życie młodemu hrabiemu Phantomhive i tym samym w jego posiadłości organizuje bankiet dla samej śmietanki angielskiej arystokracji. Tylko co w tym zacnym gronie robi byle gryzipiórek? Cokolwiek jednak nie myślałby o tym Ciel, nie ma nic do gadania, jako że musi odzyskać zaufanie królowej. Niestety, pozornie niewinny bankiet zamienia się w śmiertelną pułapkę, albowiem zaproszeni do posiadłości goście zostają uwięzieni w budynku, gdy na zewnątrz szaleje okropna burza, zaś w środku grasuje morderca, który nie waha się podnieść ręki nawet na samego Sebastiana Michaelisa. Ile osób musi zginąć zanim zabójca zostanie złapany? I kim tak naprawdę jest? Kryminalna zagadka pani Toboso czeka by ją rozwiązać. Kto się skusi?

Chociaż fabuła kolejnego tomu Kuroshitsuji brzmi poważnie, to jednak należy do luźniejszych i w pewnym stopniu przyjemniejszych, a przede wszystkim idealnie wpasowuje się w klimat wiktoriańskiej Anglii. Morderstwo, detektywistyczna łamigłówka, tabun podejrzanych i drobne wskazówki. Tak oto, czytelnik ma okazję zagrać w Cluedo wraz ze wszystkimi bohaterami tego tomiku, wytężyć umysł i snując domysły śledzić dalsze wydarzenia, by z każdą chwilą być bliżej rozwiązania zagadki, a jednocześnie odsuwać się od prawdy. Bo kto tak naprawdę pasuje do profilu mordercy, kiedy każdemu można coś zarzucić?

Poza naprawdę dobrą zabawą przy mangowym Cluedo, Yana Toboso raczy nas również kolejną porcją wyśmienicie stworzonych bohaterów. Albowiem poza znanymi nam już dobrze postaciami i przypadkowymi gośćmi, których możemy więcej już nie spotkać na naszej drodze, poznajemy również ekscentrycznych, świetnie wyszkolonych kamerdynerów królowej, na których z pewnością warto zawiesić oko. Warto wspomnieć także, iż pan Tanaka odgrywa w tym tomie znacznie istotniejsza rolę niż we wszystkich wcześniejszych. Nie oszukujmy się, do tej pory nasz staruszek niespotykanie rzadko pojawiał się w pełnej krasie, zaś teraz możemy podziwiać go w roli kamerdynera.

Sama historia, z którą mamy tym razem do czynienia na pewno spodoba się osobom rozkochanym w zagadkach kryminalnych, powieściach detektywistycznych, czy też po prostu fanom Kuroshitsuji. Nikomu nie zaszkodzi odrobina wysiłku intelektualnego i zabawy, a autorka z całą pewnością szykuje dla nas coś wyjątkowego. Przecież tracimy Sebastiana! Ciężko w to uwierzyć, prawda? Co więcej, czytelnik w końcu może pozbierać myśli po dołującej sprawie z Cyrkiem Noah's Ark. Tym razem nie doświadczymy tu szalonych morderstw małych dzieci, ani też obrzydliwego rozmiłowania w krwawej jatce. Ot, mamy mordercę i musimy go złapać!

Osobiście uwielbiam historię, którą tym razem zaprezentowała nam pani Yana Toboso i potrzebowałam jej by ukoić nerwy po poprzednich tomach pełnych mroku i szaleństwa. Z resztą, moja słabość do Sherlocka Holmesa jest niezaprzeczalna, więc czemu nie odbić jej sobie właśnie dzięki Kuroshitsuji?

Kochani, polecam Wam 9 tom tej mangi równie mocno, co wszystkie poprzednie i każdą następną! Naprawdę warto sięgnąć po to cudowne maleństwo.

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Kuroshitsuji vol. 8 - Yana Toboso




Tytuł: Kuroshitsuji vol. 8
Autor:Yana Toboso
Wydawca: Waneko
Ilość stron: 194
Ocena: 6/6




Ktokolwiek zakrada się do posiadłości Phantomhive i planuje skrzywdzić młodego hrabiego musi liczyć się z konsekwencjami swoich czynów. Liderzy Cyrku Noah's Ark nie mieli pojęcia, że tak trudno będzie dostać się do środka, gdy na straży stoi trójka pozornie nieporadnych służących. Kogoś z pewnością czeka śmierć, a jak się okazuje, Maylin, Bard i Finni bynajmniej nie należą do łatwych przeciwników i pod powłoką rozlazłości kryją nie lada tajemnice. Z resztą nie tylko oni. Także niewinnie wyglądający doktor, twórca protez grupy cyrkowej, posiada swoje mroczne sekrety, które bez wątpienia mogą zszokować. A przecież to nie koniec „niespodzianek” w tej wzruszającej i tragicznej historii. Atmosfera rozluźnia się dopiero pod koniec tomiku, kiedy to autorka prezentuje swoim czytelnikom krótką historyjkę „nowych szat Ciela”. Po ciężkich, dołujących tomach przychodzi czas na rozluźnienie, wzięcie głębokiego oddechu i opanowanie łez.

Ósmy tom Kuroshitsuji zamyka opowieść o porwaniach dzieci i Cyrku Noah's Ark. Wszystko, co miało zostać jeszcze powiedziane, znajduje tutaj miejsce dla siebie. To właśnie w tym tomie poznajemy szczegóły powstawania innowacyjnych protez, zagłębiamy się w wydarzenia z życia Jokera i jego przyjaciół, dowiadujemy się jak wielką cenę za spokojne życie w rzeczywistości zapłaciła grupa cyrkowa. Widzimy ich jako zbieraninę naiwnych, łatwowiernych dzieci, które szukają swojego miejsca na ziemi, jesteśmy świadkami ich ostatecznego upadku, rozwiania się marzeń. Na myśl o nich na pewno nie jednej osobie zakręci się łza w oku.

Co więcej, to właśnie tutaj najdokładniej dostrzec możemy ironię losu, który zakpił sobie z Jokera i jego cyrkowej rodziny, znajdujmy dowód na niesprawiedliwość życia, ludzki chłód. Przypadek Noah's Ark nieodwołalnie kojarzy mi się z motywem przygarnięcia zmokniętego, zagłodzonego kociaka, którego nie możemy zatrzymać. Czy kociak cierpi bardziej wiedząc, co traci, gdy pozna już ciepło ludzkiego ciała, słodkość cudzej troski, czy może wtedy, gdy wcale nie zakosztował miłości i nigdy jej nie pozna?

Poniekąd w Kuroshitsuji 8 poruszony zostaje także temat pokrętnej ludzkiej natury i upodlenia. Osoby w jakimkolwiek stopniu upośledzone zostają odrzucone przez społeczeństwo, są poniewierane, zapomniane i tylko nieliczni dobrzy ludzie są na tyle otwarci by pomóc tym, dla których wydawałoby się, że nie ma już nadziei. Niestety, człowiek jest istotą słabą, łatwo się zmienia, popada w szaleństwo. W tym wypadku Noah's Ark stali się ofiarami pragnień człowieka, od którego są zależni. Ich słodkie życie zamienia się w nowy koszmar, który ignorują w trosce o siebie i swoich bliskich. Wydarzenia te nasuwają pytania - czy zbrodnie popełnione przez szalonego barona są gorsze, niż te jakich dopuścili się członkowie cyrku? Czy cokolwiek może usprawiedliwić morderstwa, czy też ludzką obojętność?

Najsmutniejsza i najbardziej wzruszająca historia opowiedziana w mandze Kuroshistuji została zakończona w naprawdę dobrym stylu. Niewątpliwie mamy do czynienia z prawdziwym wyciskaczem łez dla osób wrażliwych, boleśnie prawdziwym realizmem czasów (nie tylko wiktoriańskich), nagromadzeniem gwałtownych emocji. Wybitna opowieść o porwaniach dzieci doczekała się wybitnego zakończenia, jakkolwiek bardzo smutnego. A co takiego Yana Toboso przygotowała dla nas w kolejnych tomach?

niedziela, 9 czerwca 2013

Kuroshitsuji vol. 7 - Yana Toboso




Tytuł: Kuroshitsuji vol. 7
Autor:Yana Toboso
Wydawca: Waneko
Ilość stron: 194
Ocena: 6/6




Naprędce wymyślone kłamstwo oraz słabość Doll do Ciela ratują chłopcu skórę, a przy okazji na wierzch wypływa mała tajemnica cyrkowego współlokatora panicza Phantomhive. Jak widać Ciel nie do końca wiedział z kim dzieli swoją przestrzeń życiową. To jednak najmniejsze z jego zmartwień, jako że w chwili, gdy Sebastian zdobywa coraz więcej cennych informacji na temat zajmującej ich aktualnej sprawy, Ciel zmaga się z silnym atakiem astmy wywołanym przeziębieniem. Całe szczęście ma możliwość powrotu do domu, a tam nad jego stanem zdrowia pieczę sprawować będą niezastąpiony książę Soma oraz jego poczciwy sługa, Agni. Tyle tylko, że panicza Phantomhive nie sposób zatrzymać w łóżku na dłużej niż to naprawdę konieczne, tak więc po zaledwie krótkim wypoczynku wraca do pracy, by doprowadzić sprawę porwań do końca. Ciel i jego demoniczny kamerdyner nawet nie podejrzewają z czym mają do czynienia.

Siódmy tom Kuroshitsuji należy bez wątpienia do najbrutalniejszych i najbardziej poważnych ze wszystkich dotąd wydanych. Świadczyć o tym może fakt, iż śledztwo posuwa się do przodu, co skutkuje ujawnieniem prawdziwie mrocznych tajemnic, poznaniem osoby stojącą za zniknięciami dzieci, a jednocześnie los porwanych maluchów staje się nam znany, chociaż na pewno nie łatwo go zaakceptować. Co więcej, ujawnione zostają szokujące szczegóły dotyczące tragicznej przeszłości Ciela. Oba te wątki w pewnym stopniu łączą się ze sobą, budują napięcie, jak również zaskakują i bulwersują. Autorka nie ma dla nas litości i nie wzbrania się przed ukazywaniem krwawych scen z udziałem dzieci.

Dodatkowo, mamy okazję przyjrzeć się z bliska szaleństwu oraz pasji, które niszczą człowieka w każdy możliwy sposób. Na samym początku w osobie barona Kelvina dostrzegamy przede wszystkim skrajnie posunięte obłąkanie, które nie może usprawiedliwić jego poczynań. Jego zachowanie zdaje się graniczyć z opętaniem przez krwiożerczą bestię, która wyrosła na podatnym, pozornie nieszkodliwym gruncie. Poznając historię barona dowiadujemy się, bowiem prawdy o przyczynach jego szaleństwa. Któż mógłby przypuszczać, iż uwielbienie i namiętność mogą doprowadzić człowieka do ostatecznego upadku i skrajnego upodlenia? Niemal perwersyjna chęć wspięcia się po drabinie społecznej, dołączenia do elity powoli wyniszcza człowieka, który nie jest w stanie normalnie funkcjonować powoli pochłaniany przez swoje marzenia i pasje. Siła pragnienia powoli doprowadza mężczyznę do szaleństwa, zaś ono czyni z niego potwora.

Joker i jego przybrana rodzina to przypadek zupełnie odmienny i chyba najtrudniejszy, jako że do ich upadku doprowadza wdzięczność w stosunku do człowieka, którego zwą „ojcem”, jak również miłość względem przybranego rodzeństwa. Elita cyrku nie jest, bowiem ani szalona, ani też nienaturalnie bezwzględna, a jedynie wierna jedynej osobie, która wyciągnęła do nich rękę w czasach dla nich najtrudniejszych. Te prostolinijne duże dzieci pokrzywdzone przez los są zdolne do wszystkiego, by uchronić się przed losem, jaki poznały w przeszłości. Czy jednak naprawdę wyrwały się z matni, a może wręcz przeciwnie, los zadrwił z nich spychając w ramiona tym potworniejszego fatum?

Ten tomik skłania także do zastanowienia się nad tym, co spotkało Ciela. Czy jego nieszczęście miało jakieś konkretne powody, czy może było bezwzględnym zrządzeniem losu? Jaką winę mogło mieć na sumieniu niewinne dziecko, by być zmuszonym do stawiania czoła tak okrutnym wydarzeniom?

Historia młodego panicza wcale się nie kończy, ale nabiera rozpędu, staje się coraz bardziej dramatyczna. Po tym epizodzie nie ma już odwrotu. Seria bierze we władanie każdego czytelnika i z pewnością trzymać będzie mocno do samego końca.

piątek, 3 maja 2013

Kuroshitsuji vol. 6 - Yana Toboso




Tytuł: Kuroshitsuji vol. 6
Autor:Yana Toboso
Wydawca: Waneko
Ilość stron: 194
Ocena: -6/6



Londyn weseleje, powietrze wypełnia śmiech i muzyka, bo oto do miasta przybywa cyrk Noah's Ark. Niestety, nie ma czasu na słodką zabawę, gdy królowa Wiktoria powierza Cielowi nowe zadanie, a Scotland Yard rozkłada bezradnie ręce. W angielskich miastach znika coraz więcej dzieci. Ot, ślad po nich zaginął i nie sposób znaleźć chociażby jednego ciała, nie mówiąc już o całym i zdrowym maluchu. Nie mniej jednak, jeden istotny szczegół łączy wszystkie miejsca zaginięć – wspomniany wcześniej cyrk. Dla zbadania terenu Ciel i jego wierny kamerdyner udają się na przedstawienie, zaś później, chcąc rozpracować grupę pokrętnych cyrkowców, robią co w ich mocy, by stać się częścią wielkiego przedsięwzięcia, jakim jest praca w cyrku. Jak się okazuje Noah's Ark wzbudza także zainteresowanie żniwiarzy. Od tej pory zadanie Ciela i jego demona staje się trudniejsze i bardziej niebezpieczne, a gra toczy się o naprawdę wysoką stawkę – dobro angielskich dzieci.

Ciel Phantomhive jakiego znamy to urodzony panicz, który bez potrzeby nie brudzi sobie rąk pracą zwykłych śmiertelników, czy też demonów. Ubierany przez Sebastiana, spożywający swoje posiłki w ślimaczym tempie, sypiający w samotności w wielkim, wygodnym łóżku, kąpiący się w cieple swojej łazienki, nie niepokojony przez nikogo. Tym razem Yana Toboso nie była niestety dla niego łaskawa i wrzuciła naszego panicza w sam środek cyrku, gdzie każdy oddech wydaje się zaprzeczać dotychczasowemu stylowi życia chłopaka. O ile Sebastian jest w stanie pomóc swojemu drobnemu, słabemu paniczowi podczas sprawdzianu umiejętności, o tyle na pewno nie może już być na każde jego skinienie. Co z tego wynika? Dla nas i Sebastiana – masa śmiechu i dobrej zabawy. Dla Ciela – odrobina poniżenia i złości, a więc poza urażoną dumą nic poważnego nie grozi naszemu paniczowi. Ale czy aby na pewno?

Szósty tom Kuroshitsuji to zaledwie wstęp do poważniejszej historii, która ma na celu rozwiązanie zagadki zniknięć dzieci. Póki co autorka pozwala nam poznać bliżej nowych bohaterów, a nawet przywiązać się do nich, spojrzeć za cyrkowe kulisy, skubnąć prostego życia wędrownych artystów, jak również pobawić się trochę kosztem Ciela i poznać ogrom miłości, jaką kamerdyner darzy zwierzęta z rodziny kotowatych. Nie można zapomnieć również o czystym absurdzie, jakim są relacje panujące między żniwiarzami, a demonami. William T. Spears oraz Sebastian nie omieszkają zademonstrować „gorącej przyjaźni” łączącej te dwa światy. Nuda nam więc na pewno nie grozi, a humor poprawi się nawet największemu ponurakowi. Już autorka o to zadbała.

A jednak, mimo unoszącej się w powietrzu wesołości, manga trzyma w napięciu i sprawia, że czytelnik chce poznać ciąg dalszy tej historii. Albowiem atmosfera zagęszcza się im bliżej jesteśmy końca tomu, powoli odnajdujemy kolejne puzzle mające ostatecznie utworzyć pełny obraz intrygi. Naturalnie, niezmiennie są one w kompletnym nieładzie i musimy poczekać zanim cokolwiek zacznie się wyjaśniać. A jak to już bywa w przypadku pani Toboso – jest na co czekać.

Nie ma się co oszukiwać, Yana Toboso była i jest wspaniałą mangaką, jej Kuroshitsuji cieszy się niesłabnącą popularnością, a kreska wywołuje błogi uśmiech na twarzach osób doceniających szczegółowość i kunszt jej kreski. Anime powstałe na podstawie poprzednich tomów nie może równać się z tym, co prezentuje sobą manga, a należy wspomnieć, iż teraz mamy do czynienia z czymś nowym, czymś, czego nie dane było nam oglądać. Będę całkowicie szczera, w moim przypadku to właśnie rozdziały z Noah's Ark zadecydowały o uwielbieniu dla mangi Kuroshitsuji. Moi Drodzy, anime nigdy nie odda tego, czym naprawdę jest ten tytuł, a recenzja nigdy nie będzie wystarczająca, by oddać to, czym jest zapomnienie się w lekturze. I właśnie dlatego musicie sami przekonać się o wartości tego tytułu, jeśli jeszcze tego nie uczyniliście.

wtorek, 16 kwietnia 2013

Kuroshitsuji vol. 5 - Yana Toboso



Tytuł: Kuroshitsuji vol. 5
Autor:Yana Toboso
Wydawca: Waneko
Ilość stron: 194
Ocena: -6/6





Krzywda została wyrządzona, wyzwanie zostało rzucone, zaś los nie był wyrozumiały w doborze sposobu walki. Sebastian musi pokonać prawdziwego hinduskiego mistrza w… kuchni! Albowiem gra toczy się o wysoką stawkę, o szczęście księcia Somy, zaś bronią ma być curry! Na tym etapie nie ma już odwrotu. Wspomagany przez księcia kamerdyner robi, co w jego mocy by opanować sztukę gotowania specjału rodem z Indii. Metodą prób i błędów Sebastian zapełnia coraz to nowsze garnki, tuczy służących i znającego się na rzeczy Somę, dobiera przyprawy, urozmaica dania, usiłuje stworzyć curry idealne, które zdoła zachwycić jury konkursu organizowanego przez samą królową Wiktorię. Czy jednak kamerdyner rodu Phantomhive zdoła prześcignąć ideał i wybić się ponad przeciętną? Czy oryginalny składnik i nietuzinkowa forma zdobędą uznanie koneserów?
W prawdzie rozpoczęta w poprzednim tomie azjatycka przygoda dobiega końca, ale jednak jeszcze w tej części magia Indii przenika strony mangi, które wypełnia wspaniały zapach przypraw i smak świeżo przygotowanego curry. Czytelnik bezsprzecznie obliże się niejednokrotnie i zamarzy o swojej własnej porcji wyśmienitej potrawy. Mało tego, dowie się co nieco na temat kuchni Indyjskiej, ułatwień wprowadzanych w Europie, jak również pozna małą tajemnicę czekolady. Jak widać, poza czystą rozrywką Kuroshitsuji niesie za sobą również odrobinę wiedzy.
Co się tyczy samej historii, jest ona w dalszym ciągu lekka i miejscami naprawdę zabawna. Bohaterowie nie starają się nawet zachowywać grobowej powagi, ale, niejako żyjąc własnym życiem, okazują się komiczni. Ogromny wpływ na sposób, w jaki ich postrzegamy mają ich wypowiedzi, stan emocjonalny, zachowanie. Tym razem mamy także okazję do kolejnego spotkania z wicehrabią Druitt, który chociaż niezwykle uroczy, to jednak jest wręcz skrajnie „dobijający”. Tego człowieka nie sposób zapomnieć. Także sama królowa Wiktoria, która we własnej osobie pojawia się na konkursie gastronomicznym, okazuje się osobą interesującą i zabawną. Takiej królowej ze świecą szukać!
Jeśli zaś chodzi o uczucia, których nie brakuje przy okazji czwartego tomiku Kuroshitsuji, to na pewno autorka raczy nas nimi poprzez postać otwartego na wszystkich Somy.  Chłopak niezaprzeczalnie tęskni za domem, czuje się zraniony przez osobę, której najbardziej ufał, zagubiony i bezradny. Na domiar złego otrzymuje kolejny bolesny cios, który tym razem zadaje mu kobieta, której tak zawzięcie i wytrwale szukał. Co więcej, również Agni pozwala sobie na okazanie uczuć, kiedy wstydzi się swoich wykroczeń, pragnie przyznać się do winy i otrzymać zasłużoną karę. To z pewnością sprawia, że manga nie jest wyłącznie lekką komedią, ale niesie ze sobą pewną głębię.
Podsumujmy tę krótką recenzję, Yana Toboso w dalszym ciągu dzielnie się spisuje tworząc swoją mangę misternie rozdział po rozdziale, zapełniając ją wspaniałymi rysunkami, interesującą fabułą, wyjątkowym klimatem – mrocznym przy okazji poważnych tematów i słonecznym, kiedy napięcie opada, a Kosiarze mają okazję wypocząć. Prawdę powiedziawszy, bardzo trudno oddać słowami całe piękno serii takiej jak Kuroshitsuji, jako że każdy czytelnik z pewnością doceni w tym tytule coś innego, zawiesi oko na innym szczególe.  Jest to, bowiem manga dla każdego i tak jak różni są ludzie, tak samo różnią się wątki, postaci, czy sam motyw przewodni.

sobota, 6 kwietnia 2013

Kuroshitsuji vol. 4 - Yana Toboso



Tytuł: Kuroshitsuji vol. 4
Autor:Yana Toboso
Wydawca: Waneko
Ilość stron: 194
Ocena: -6/6





Wraz z nastaniem zimy w Londynie pojawiają się problemy, z którymi Scotland Yard nie może sobie poradzić. Zmusza to królową do podjęcia radykalnych środków i poproszenia o pomoc młodego panicza Phantomhive. Stolica Imperium boryka się, bowiem z serią napadów na anglików, którzy niedawno powrócili z Indii – rozebranych jak do rosołu mężczyzn skrępowano i przywiązano do góry nogami do szyldu kawiarni, zaś do ich ciał doczepiono wiadomość podpisaną za pomocą dziwnego znaku. Podążając za radami ekscentrycznego chińczyka Ciel i jego kamerdyner zapuszczają się w rejony zamieszkiwane przez hindusów, gdzie pakują się w drobne tarapaty, natomiast ich wątpliwymi wybawcami stają się sam książę Bengalu, Soma oraz jego wierny sługa, Agni. Od tej pory nie tylko angielskie społeczeństwo będzie zmagać się z problemami, ale również Ciel, jako że dwójka hindusów, do których najwyraźniej nie dociera znaczenie słowa „nie”, postanowiła skorzystać z jego „gościnności”.

Po odrobinę krwawym epizodzie z Kubą Rozpruwaczem czwarty tom Kuroshitsuji wita nas historią zdecydowanie lżejszą i niezobowiązującą, pełną zabawnych scenek, miejscami absurdalnego humoru i nowych postaci. Tym razem niewątpliwą zabawę przy ciekawej lekturze urozmaica wiedza, którą możemy zdobyć dzięki zawartym w historii nawiązaniom do wiary i kultury indyjskiej. Co więcej, czytelnik ma także niejako wgląd w sytuację polityczną ówczesnej Wielkiej Brytanii, która była wtedy ogromnym Imperium. Te z pozoru drobne fakty sprawiają, iż nasze zainteresowanie opowiadaną historią staje się większe, zaś Anglia coraz bardziej elektryzuje, interesuje, pobudza ciekawość.

Sama fabuła pozwala czytelnikowi odpocząć od powagi, rozlewu krwi i wszechobecnej śmierci, której przedsmak mieliśmy okazję dostrzec w poprzednich tomach. Jak się okazuje, staranna kreska mangaki idealnie pasuje także do komediowych scenek, które tym razem wypełniają strony. Bez najmniejszych oporów możemy uśmiechać się, kręcić głową z niedowierzaniem, czy nawet głośno parsknąć śmiechem, gdy absurd goni absurd, a rozkoszna naiwność niektórych postaci okazuje się dominować nad zdrowym rozsądkiem. Yana Toboso zadbała o to by zabawa była przednia.

Naturalnie, manga porusza również odrobinę poważniejsze tematy, jak chociażby pogoń za utraconym przyjacielem. W tym wypadku uczucia skłaniają młodego człowieka do podjęcia nie małego wysiłku, kiedy opuszcza on rodzinny kraj chcąc odnaleźć drogą sobie osobę. Następnie możemy zaobserwować konflikt wewnętrzny spowodowany chęcią ochrony kogoś bliskiego i jednoczesnym oszustwem mającym na celu osiągnięcie większego dobra. Ostatecznie, czytelnik poznaje kolejne drobne szczegóły dotyczące tragedii Ciela, która obróciła jego życie o 180 stopniu, uczyniła go tym, kim aktualnie jest.

Co się zaś tyczy wprowadzonych świeżo postaci, nie ulega wątpliwości, że hinduski książę i jego wyjątkowy kamerdyner nie planują zbyt szybko ustępować pola inny bohaterom rozgaszczając się w rezydencji Phantomhive i wypełniając sobą stosunkowo spokojne życie Ciela. O ile innych można się łatwo pozbyć, o tyle ta dwójka zagnieździła się wyjątkowo szybko i bez wątpienia wzbudza sympatię czytelników. Pełni animuszu, optymizmu i uroku bohaterowie nie pozwalają się ignorować, a tym samym zarówno odbiorca, jak i Ciel, czy Sebastian są zmuszeni do zaakceptowania obecności nowych twarzy. Nie wątpię, że dla wielu fanów serii nie stanowi to żadnego problemu.

Tak więc, Yana Toboso powoli nabiera rozpędu, a jej manga hipnotyzuje z coraz większą mocą. Jak widać, tutaj każdy może znaleźć coś dla siebie, a dalej może być tylko lepiej. Jeśli ktoś nadal się waha i nie wie, czy powinien dać szansę temu tytułowi to z całego serca polecam zaryzykować, jako że naprawdę warto wejść w świat, który oferuje nam mangaka.

czwartek, 14 marca 2013

Kuroshitsuji vol. 3 - Yana Toboso



Tytuł: Kuroshitsuji vol. 3
Autor:Yana Toboso
Wydawca: Waneko
Ilość stron: 194
Ocena: -6/6





Trzeci tom naprawdę cudownego Kuroshitsuji możemy podzielić na dwie części. Podczas gdy pierwsza, obejmująca dobre ¾ całego tomiku, utrzymana jest w poważnym, melancholijny, a nawet dołującym klimacie, końcowy rozdzialik pozwala czytelnikowi odpocząć przy lżejszej i zdecydowanie weselszej tematyce. I tak oto:
Prowadzone przez Ciela śledztwo już nie tylko nabiera tempa, ale i zbliża się ku końcowi. Przyłapany na gorącym uczynku „Kuba Rozpruwacz” nie może zniknąć pozostając bezkarnym, ale musi zapłacić za swoje czyny. Madam Red stoi przed poważnym wyborem. Czy powinna pozbyć się siostrzeńca by w dalszym ciągu mścić się na niewdzięcznych kobietach usuwających swoje nienarodzone dzieci, a może pozostała w niej jeszcze, choć odrobina czułości dla tego bliskiego jej chłopca? Za sprawą szalonego żniwiarza – Grella Sutcliffa – przed czytelnikiem otwierają się drzwi prowadzące do przeszłości Madam Red, do uczuć, jakie kierowały nią, gdy podejmowała wszystkie nierozważne decyzje, które sprawiły, że właśnie w tym miejscu przyszło jej spotkać się z Psem Królowej – synem tragicznie zmarłej siostry.
Ostatni, krótki rozdział mangi zapewnia czytelnikowi wgląd w relacje między Cielem, a rodziną jego narzeczonej. Nieoczekiwany przyjazd Markizy Midford burzy spokój leniwych dni młodego panicza Phantomhive. Jego przyszła teściowa to tyran, który nie pozwala na żadne niedociągnięcia. Co więcej, apodyktyczna kobieta jest świetnym łowcą i nie omieszka sprawdzić umiejętności Ciela w tym temacie. Tym razem nawet idealny Sebastian będzie miał pełne ręce roboty, by sprostać wymaganiom „ciotki Francis”.
Yana Toboso kolejny raz odsłania przed nami ogrom swojego niebywałego kunsztu rysowniczego, jak również wyobraźni, która idealnie splata ze sobą mroczny klimat wiktoriańskiej arystokracji i paranormalne szaleństwo. Chociaż poprzednie tomy niewątpliwie obfitowały w elementy komiczne, to jednak teraz znajdziemy ich jeszcze więcej, dzięki czemu smutne, ciężkie wydarzenia, jakich jesteśmy świadkami podczas czytania historii Kuby Rozpruwacza zostają złagodzone. Co więcej, autorka zdradza nam zdecydowanie więcej szczegółów na temat żniwiarzy, co niewątpliwie interesuje i wciąga. Nie ulega, bowiem wątpliwości, że najbliższe Śmierci osoby zostały ukazane w sposób zabawny i lekki, co stanowi kontrast z wykonywaną przez nich profesją.
Jak widać, nawet zgon może kryć w sobie coś komicznego. Jest to ciekawy zabieg, jako że w większości historii autorzy starają się by śmierć nabrała ogromnego znaczenia, wyciskała łzy. Tutaj jest ona epizodem, który kończy pełne bólu życie, może jest nawet swoistym wybawieniem? Co więcej, uczucia, jakie mogły towarzyszyć najważniejszym bohaterom podczas zgonu bliskiej osoby nie są w żaden sposób ukazane zewnętrznie. Możemy tylko domyślać się tego, co dzieje się w ich sercach i umysłach. Musimy wykazać się uważną obserwacją poszczególnych kadrów mangi, właściwie odebrać gesty, czy zamknięte w słowach emocje. To właśnie dzięki temu nie łatwo stwierdzić, jacy naprawdę są bohaterowie, a więc mogą nas zaskoczyć zarówno w pozytywny, jak i negatywny sposób.
To właśnie poprzez liczne tajemnice, którymi owiane jest życie Ciela, postać Sebastiana, jak również specyficzny sposób bycia innych postaci, Kuroshitsuji nie traci nic ze swojego klimatu, ale staje się, mimo obecnego tu komizmu, tytułem coraz mroczniejszym i lepiej wpasowującym się w klimat epoki wiktoriańskiej. Wypada jednak dodać, iż w przedstawionej historii nieubłaganie towarzyszy nam pewien posmak współczesności ukryty pod postacią żniwiarzy. Ich broń oraz styl bycia nieodparcie kojarzą się z późniejszymi czasami, co jednak nie może dziwić, jako że należą oni do postaci najmniej przynależnych do świata przedstawionego, w którym żyje Ciel.
W ogólnym rozrachunku, Kuroshistuji to nadal nie lada gratka dla miłośników historii osadzonych w czasach panowania królowej Wiktorii, w pięknej Anglii, pośród arystokrackiej galanterii i flegmatyczności. Temu tytułowi po prostu nie sposób się oprzeć, a przecież nadal jesteśmy na samym początku tejże mangi.

wtorek, 29 stycznia 2013

Kuroshitsuji vol. 2 - Yana Toboso




Tytuł: Kuroshitsuji vol. 2
Autor:Yana Toboso
Wydawca: Waneko
Ilość stron: 194
Ocena: -6/6




Ulice Londynu zamieniają się w rzeźnię, kiedy Kuba Rozpruwacz rozpoczyna swoją niezwykle krwawą działalność atakując młode kobiety. Będąc zawsze o krok przed policją i pozostając dla niej nieuchwytnym, nieznany morderca sieje postrach wśród biedoty i wyższych sfer. Scotland Yard jest bezsilny, toteż królowa postanowiła interweniować i powierzyć tę sprawę swojemu wiernemu „psu” - Cielowi Phantomhive. Korzystając z drobnej pomocy ciotki, Madam Red, oraz Lau – kierownika działu handlowego chińskiej spółki – młody panicz stara się rozwikłać zagadkę brutalnych mordów. Niestety, niełatwe zadanie zmusza go do odwiedzin w domu pogrzebowym prowadzonym przez wyjątkowo nietuzinkowego grabarza, Undertakera, choć zarówno Ciel, jak i jego demoniczny kamerdyner woleliby podarować sobie tę wizytę. Jak się jednak okazuje, Kuba Rozpruwacz to zawodowiec, który precyzyjnie wycina kobietom macice, tak więc trop prowadzi prosto do śmietanki towarzyskiej Londynu.

Yana Toboso zaprezentowała się nam już jako fenomenalna rysowniczka przy okazji pierwszego tomu serii Kuroshitsuji, który zachwycał starannością i pięknem. Teraz mamy okazję podziwiać kontynuację niebywałego kunsztu mangaki, która daje z siebie wszystko tworząc małe dzieła sztuki na każdej stronie swojej mangi. O ile poprzednio mogliśmy zachwycać się wspaniałymi, męskimi strojami Ciela, o tyle teraz mamy okazję podziwiać również cudowne suknie wysoko postawionych dam. Nie wiem, czy możliwym jest recenzja jakiegokolwiek tomiku serii bez wspomnienia chociażby jednym zdaniem o warsztacie pani Toboso, która wybija się ponad przeciętną. Kreska Kuroshitsuji jest, bowiem nie tylko delikatna, ale również płynna i całkowicie naturalna, co powinno zadowolić nawet te najbardziej wybredne zmysły estetyczne.

Pod względem fabuły, historia prezentowana przez autorkę w drugim tomie rozwija się i przybiera niespodziewany obrót. Nawiązanie do znanej z historii, głośnej sprawy Kuby Rozpruwacza w idealny sposób splata się z klimatem mangi. Tytuł ten jest, bowiem pełen psychologicznego mroku ukrytego we wspomnieniach bohaterów, jak również w ich aktualnych przeżyciach. Depresyjne wnętrze Mrocznego Kamerdynera otoczone jednak zostało pięknem i jasnością, co również wpasowuje się w wiktoriański klimat pełen zewnętrznego uroku i tajemnic ukrytych przed światem. Tym, co może wyróżniać Kuroshitsuji spośród innych tytułów jest niewątpliwie humor, którego mangaka nam nie skąpi, jako że w drugim tomie nie tylko poznajemy słabość demonicznego kamerdynera, która może rozkleić, ale również widzimy zupełnie inne oblicze Ciela. Warto również wspomnieć o subtelnych podtekstach, które podbijają serca fanów serii, jako że podkreślają zażyłość między paniczem Phantomhive, a Sebastianem. Nie od dziś wiadomo, iż nic tak nie kręci fana, jak odrobina własnej fantazji.

W przypadku Kuroshitsuji II na uwagę zasługuje również różnorodność postaci i ich charakterów. Drugi tom mangi wprowadza do historii dodatkowych bohaterów, którzy mogą zabawić dłużej na kartach tego tytułu, chociaż możemy wśród nich zauważyć pewną ciekawą zależność, a mianowicie: im delikwent durniejszy tym dłużej żyje. Nie mniej jednak, nie sposób nie pokochać wielu z niewątpliwie oryginalnych i niesłychanie ekscentrycznych indywiduów stworzonych przez Toboso.

Podsumowując, Kuroshitsuji. Mroczny Kamerdyner to tytuł coraz to ciekawszy i z każdą chwilą bardziej godny zainteresowania zarówno osób mających słabość do japońskiej mangi, jak również dla tych, które zwyczajnie kochają wiktoriańską Anglię ze wszystkimi jej skrajnościami – balami, przepychem, ale również biedotą i brudem. Prawdę powiedziawszy, nie wierzę by osoba, która zacznie zapoznawać się z tym tytułem zdołała zawrócić z raz obranej ścieżki.

wtorek, 8 stycznia 2013

Kuroshitsuji vol. 1 - Yana Toboso




Tytuł: Kuroshitsuji vol. 1
Autor:Yana Toboso
Wydawca: Waneko
Ilość stron: 194
Ocena: 5/6





Anglia, czasy miłościwie panującej królowej Wiktorii, wielkich przyjęć, dumnej arystokracji i rozwoju państwa, które rosnąc w siłę otwiera się na świat wraz z jego barwną różnorodnością. W pięknej rezydencji za Londynem, otoczony nietuzinkową grupką służących, młody Ciel Phantomhive spełnia wszystkie obowiązki głowy rodu: przyjmuje przybyłego z daleka wuja, jest zmuszony zabawiać swoją ekscentryczną narzeczoną, która zamienia życie małego panicza w różowy raj, a także dumnie stawia czoła liczącym się członkom londyńskiej społeczności. Choć wszystko wydaje się być dziecięcą zabawą w rzeczywistości jest od niej dalekie, jako że nastoletni sierota nie jest dzieckiem, z którym ktokolwiek obchodziłby się delikatnie. Ciel nie może czuć się jednak samotny mając na usługach nie tylko zgraję pełnych ciepła nieudaczników, ale również kamerdynera, który przychyliłby nieba swojemu paniczowi, stojąc za nim murem. Tak, nie każdy może pochwalić się Sebastianem Michaelisem – niebagatelnie przystojnym... demonem, zarobionym po łokcie opieką nad dwunastoletnią głową rodu Phantomhive, jak również utrzymaniem całej posiadłości w jednym kawałku.

Kuroshitsuji lotem błyskawicy podbiło serca milionów ludzi na całym świecie niezależnie od ich wieku, czy konkretnych zainteresowań. Yana Toboso stworzyła dzieło, które urzeka zarówno płynną, staranną kreską, jak również wiktoriańskim, mrocznym klimatem oraz barwnymi, ciekawymi postaciami. Nie wątpię, iż są osoby, które zalety tejże serii mogą wymieniać w nieskończoność, a ich zachwyt nad każdym detalem nie kończy się nigdy. Sama należę do wielkich zwolenników Kuroshitsuji i cenię sobie sposób, w jaki mangaka „ugryzła” zarówno tło mangi, jak i samą historię.

Pod względem artystycznym Toboso naprawdę dała z siebie zachwycająco wiele prezentując całą gamę różnorodnych postaci, których nie sposób ze sobą pomylić. Sebastian potrafi zmusić kobiece serca do szybszego bicia, zaś jego pan prezentuje się niesłychanie rozkosznie, co kontrastuje z jego ponurym nastawieniem do życia. Także aparycja szalonej czwórki służących stanowi idealne odbicie ich charakterów. Nie można jednak zapomnieć o starannie przedstawionych strojach, które w przypadku Ciela podkreślają zarówno dziecięcą słodycz jego twarzyczki, jak także dzięki swojemu bogactwu oddają jego pozycję społeczną.

Pod względem fabuły pierwszy tom mangi skupia się w głównej mierze na zaprezentowaniu, co istotniejszych postaci oraz relacji między nimi. Autorka powoli zaznajamia nas ze światem, w którym przyjdzie się nam obracać, z mocami, które ma na swoich usługach Ciel, jak również pozwala nam poznać po części charakter dwunastolatka, jego narzeczonej, kamerdynera oraz reszty służby. Jest to tym bardziej istotne, że z tymi właśnie bohaterami nie sposób się rozstać, gdy w grę wchodzi życie młodego Ciela Phantomhive.

Ogólna tematyka mangi należy bez wątpienia do poważnych, na co wskazują nie tylko główne postaci, ale również wydźwięk niektórych scen. Nie mniej jednak, autorka przeplata ze sobą wątki dramatyczne i komediowe z wielką wprawą. Podniosła atmosfera chwili zostaje zredukowana do minimum, kiedy natrafiamy na zabawne gagi, za to w chwili prawdziwego klimaksu nic nie przeszkadza nam w rozkoszowaniu się dreszczykiem emocji, który przebiega po plecach.

Mając na uwadze powyższe, nie może dziwić fakt ogromnej popularności serii Kuroshitsuji, która już pierwszym tomem wzbudza zainteresowanie i obiecuje coraz to lepszą zabawę z każdym następnym. Niektórych bohaterów można pokochać już w tej chwili, innym trzeba dać szansę, bądź opowiedzieć się przeciwko nim, jednakże na pewno nie możemy oceniać tejże serii wyłącznie z punktu widzenia tego tomiku. Yana Toboso niewątpliwie przygotowała dla swoich czytelników wiele niespodzianek i tajemnic, które powoli będzie przed nimi odkrywać. Jest więc, na co czekać i do kogo się ślinić.