poniedziałek, 18 lutego 2013

Pandora Hearts vol. 1 - Jun Mochizuki




Tytuł: Pandora Hearts vol. 1
Autor: Jun Mochizuki
Wydawca: Waneko
Ilość stron: 182
Ocena: 6/6




W wieku piętnastu lat Oz Vessalius miał wejść w dorosłe życie podczas oficjalnej ceremonii będącej w jego rodzinie tradycją. Mimo licznych psot panicza, wszystko było gotowe, dopięte na ostatni guzik i po prostu musiało się udać. Chłopak znalazł nawet honorowe miejsce dla swojego młodego, strachliwego służącego, który miał stać u jego boku jako oddany przyjaciel. Niestety, tego dnia wydarzyło się stanowczo zbyt wiele, a każde nowe zdarzenie było dziwniejsze od poprzedniego. Zaczęło się niewinnie – od ucieczki mającej na celu przedłużenie czasu zabawy przed wielką uroczystością, na którą wszyscy czekali. Podczas małego wypadku w ogrodzie, Oz oraz jego służący, Gilbert, trafiają na stary grób, z którego nie sposób odczytać imienia zmarłego. Na jednym z ramion nagrobnego krzyża chłopcy zauważają wiszący zegarek z pozytywką. Jeden dotyk sprowadza na młodego panicza nieprzyjemne wizje, w których pojawia się tajemnicza dziewczyna usiłująca go zabić. Intrygujący sen, jak nazwał to doznanie Oz, nie zniechęca jednak chłopca do zatrzymania starego zegarka, o który postanawia przy najbliższej okazji zapytać wuja. Jest to dopiero początek niesamowitych zdarzeń, których panicz ma stać się częścią. Już podczas ceremonii wszystko zaczyna się sypać – uśpiony zegar nagle rusza, bajki, którymi dorośli straszą dzieci okazują się prawdą, zaś tajemniczy, zamaskowani ludzie przerywają ceremonię wkroczenia w pełnoletność planując pozbyć się Oza, oskarżając go o grzech narodzin. Za ich sprawą w dramatycznych okolicznościach chłopiec ląduje w Otchłani, gdzie ponownie spotyka Alice – dziewczynę ze swojej niedawnej wizji.

O fabule Pandora Hearts powiedzieć można na pewno wiele i rozpatrywać ją na kilkanaście różnych sposobów, jednakże określeniem, które jako pierwsze przychodzi na myśl jest niewątpliwie: „szalona”. I nic dziwnego, gdyż Jun Mochizuki posłużyła się wątkami znanymi wielu czytelnikom z powieści Lewisa Carolla Alicja w Krainie Czarów oraz Po Drugiej Stronie Lustra, a to dopiero wierzchołek góry lodowej. Akcja nabiera tempa już na samym początku tomu, napięcie wzrasta z każdą stroną, a zawiłość goni zawiłość sprawiając, że nie sposób odłożyć mangi na bok. Niewątpliwie czyni to Pandora Hearts tytułem niezwykle interesującym, który wciąga, rozwija wyobraźnię i jest całkowicie nieprzewidywalny. Oczywiście, mając do czynienia z pierwszy tomem nie możemy oczekiwać, że już teraz historia osiągnie swój klimaks, za to możemy być pewni, że nie tylko nie nastąpi to szybko, ale także z każdym kolejnym tomem wszystko będzie się bardziej komplikować, a tym samym fabuła coraz silniej zaintryguje każdego czytelnika.

Osadzając swoją mangę w świecie przypominającym Europę XIX wieku autorka nadała historii nie tylko klasycznego smaku, ale także mroku i piękna tamtych czasów. Jednocześnie pozwoliła sobie na pewnego rodzaju dowolność w kwestii strojów, które niezmiennie pozostają jednak piękne. To samo można powiedzieć o kresce całości, którą podziwiamy począwszy od obwoluty, poprzez każdy pojedynczy kadr mangi, aż do samego końca i okładki, na którą składają się zabawne scenki wpasowujące się w tomik. Co więcej, nie sposób nie docenić kunsztu mangaki, która z taką naturalnością nadaje swoim postaciom uroku i piękna, podczas gdy jej „potwory”, utrzymane w konwencji Alicji, potrafią wywołać dreszcze, a jednocześnie mogą się podobać.

Sami bohaterowie należą do grona osób, które łatwo pokochać, i które niewątpliwie zajmują szczególne miejsce w sercu czytelnika, wzbudzają niegasnącą fascynację. W żadnym razie nie są tworzeni na tej samej zasadzie, ale różnią się do siebie zarówno wyglądem, jak i charakterem, czy poczuciem humoru. Z każdym z nich zdaje się wiązać pewna tajemnica, którą czytelnik nieprędko odkryje, a która na pewno zaważy na losie wybranego bohatera. I tak oto, Jun Mochizuki prezentuje nam wiecznie roześmianego Oza, który pod radosnym uśmiechem skrywa ból, strachliwego, poważnego, ale niebywale słodkiego Gilberta, dystyngowaną i przebiegłą Sharon, czy ekscentrycznego Breaka. I pomyśleć, że to dopiero początek przygody o wdzięcznej nazwie Pandora Hearts.

Tytuł ten to tajemnica, akcja i niebezpieczeństwo, rodząca się przyjaźń oraz dziwna koalicja. To nagromadzenie tego, co nieodparcie fascynuje, przyciąga i nie pozwala oderwać się od lektury. Zawiła, oryginalna historia pozwala wierzyć, że Pandora Hearts nie raz nas zaskoczy, a przede wszystkim nigdy nie znudzi. Wszystko to zostało nam podane w formie naprawdę znakomitej mangi.

Mając na uwadze powyższe, oceniam tę mangę bardzo wysoko i nie dziwi mnie jej ogromna popularność. Sama zakochałam się w niej niemalże od razu i za punkt honoru stawiam sobie zdobycie wszystkich tomów. Co więcej, Pandora Hearts to nie lada wyzwanie intelektualne dla każdego, kto sądzi, że zdoła przewidzieć dalszy rozwój wypadków, jak i samo zakończenie. Może komuś się poszczęści? Jedno jest jednak pewne – tutaj zdarzyć może się wszystko.

3 komentarze:

  1. No ostatnio lubie anime, ale glownie filmy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie się mocno jaram tą mangą :D Anime w sumie też! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Recenzja oczywiście wspaniała, tak jak cała manga i anime :] Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za zostawienie po sobie śladu!