czwartek, 23 stycznia 2014

PRZEDPREMIEROWO: Przypływ - Daniela Sacerdoti



Tytuł: Przypływ
Autor: Daniela Sacerdoti
Wydawca: Dreams
Ilość stron: 392
Data premiery: 31 stycznia
Ocena: 6/6









Po klimatycznych, pełnych akcji i emocji Wizjach, przyszedł czas na wypełniony uczuciami i smutkiem Przypływ. Drugi tom tego mrocznego, paranormalnego romansu niesie ze sobą spory ładunek dramatu potęgowany, tak dobrze nam już znanymi, krótkimi wierszami bądź sentencjami na początku każdego rozdziału. Tym samym, całość otacza niesamowita, wywołująca dreszcze aura. To jednak dopiero zaczątek tego, co tym razem przyszykowała dla nas Daniela Sacerdoti.

Prawda o kłamstwach Seana pchnęła Sarę w ramiona niedawno poznanego, czarującego chłopaka, który już kilka razy wybawił ją z opresji, a wcześniej nawiedzał w snach. Teraz Nicholas jest całym jej światem, wspiera ją, uzależnia od siebie. Przy nim dziewczyna czuje się zupełnie inaczej, niż przy innych – jej umysł okrywa mgła, nie odczuwa głodu, znikają gwałtowne emocje i smutki, a co najważniejsze, przestała śnić swoje prorocze, przepełnione demonami koszmary. Raj, chciałoby się powiedzieć. Mimo wszystko, rozgoryczona nastolatka nie może zapomnieć o młodzieńcu, który udając jej kuzyna, wkradł się w jej łaski, zdobył zaufanie, rozbudził uczucia, których nie powinna do niego żywić. Z tego też powodu, Sara staje się kwintesencją walczących między sobą sprzeczności. Z jednej strony jest wściekła na Seana, pragnie by zniknął z jej życia na zawsze, podejrzewa go o najgorsze, a z drugiej chce by wrócił, znowu stał się integralną częścią jej rzeczywistości. Równie żywy kontrast odnosi się do Nicholasa. Chłopak jest dla niej bardzo ważny, czuje się przy nim bezpieczna, a jednocześnie obawia się go, nie potrafi pojąć powodów swoich zachowań w jego obecności, wyczuwa, że coś jest z nim nie tak, choć wytrwale odrzuca te myśli. Jej miłosne problemy nie są niestety jedynymi, jakim musi stawić czoła. Demony czają się w pobliżu, Król Cieni snuje swoją mroczną sieć rękoma syna, a nad głową Sary wiszą burzowe chmury prawdy o rodzie Midnightów.

Choć już na samym wstępie Przypływu możemy dostrzec różnicę między tym a pierwszym tomem trylogii, to przede wszystkim, wart zauważenia jest fakt, iż druga część serii posiada pewien zaskakujący motyw, którego zupełnie nie spodziewałam się tu znaleźć, a który od razu rzucił mi się w oczy. Przecież każdy z nas w mniejszym bądź większym stopniu zna mitologiczne historie złagodzone przez Parandowskiego i wykładane uczniom w szkołach. Nie mam więc wątpliwości, że wiele osób doskonale kojarzy porwaną do świata podziemi Persefonę. Oto największe zaskoczenie i ogromny plus Przypływu. Zaznaczmy jednak, iż autorka nie nawiązuje bezpośrednio do mitu o porwanej przez Hadesa bogini, ale niewątpliwie atmosfera powieści narzuci wielu czytelnikom to właśnie skojarzenie w kontekście związku Sary i Nicholasa. Albowiem wspomnienia chłopaka dotyczące matki i Króla Cieni, rozważanie metod użytych przez ojca dla zdobycia upragnionej kobiety, a także plany Nicholasa odnoszące się do Sary Midnight mają w sobie coś niezwykłego, mrocznego i znajomego. Naturalnie, autorka daleka jest od powielania mitu, jak i od trzymania się w konwencji większości romansowych motywów. W końcu Przypływ nie należy do lektur, gdzie wokół zakochanych unoszą się kwiatuszki, a w tle dominuje róż. Wręcz przeciwnie, połączenie Nicholasa i Sary może nastąpić tylko poprzez śmierć – odrzucenie cielesnej powłoki. Mało tego, ma to nastąpić poprzez rozpacz spowodowaną utratą wszystkich bliskich oraz przez fizyczne wycieńczenie. To bez wątpliwie brutalna metoda, której ze świecą szukać w innych powieściach.

Zauważyła, że ma strasznie chude nogi i bladą twarz. Straciła na wadze i wcale dzięki temu lepiej nie wyglądała.
Czy z miłości się nie rozkwita?” (str. 93)

Niezwykle interesujący jest również sposób, w jaki autorka ukazuje symptomy miłości. Brak apetytu, utrata wagi, nieskładne myśli, spokój wiążący się z bliskością ukochanej osoby – tutaj ukazane zostają w krzywym zwierciadle. Sara nie potrafi odróżnić zgubnego działania Nicholasa od miłosnego zawrotu głowy, o którym tak często się słyszy. Nie jest pewna, czy wszystkie dziwne uczucia, jakie stają się jej udziałem przy chłopaku są efektem emocji, czy może coś jednak jest z nią nie w porządku. Oczywiście, dostrzega swoje wyniszczenie, jednak nie dociera do niej fakt możliwych konsekwencji, jak również nie próbuje szukać powodów swojego stanu. Wszystko to sprawia, że obraz miłości w Przypływie ma w sobie wiele z choroby, kiedy patrzymy na nią oczyma Sary.

Każdy zapach niesie wspomnienie
Morze i trawy
Torf i sól
Tego, skąd jesteśmy
I co zostawiliśmy” (str. 165)

W kontekście drugiego tomu trylogii Sary Midnight odczuwam nieodpartą potrzebę wspomnienia także o bolesnej przeszłości, która już od pierwszych stron znaczy tę część powieści. To także ona buduje ten mroczny, dołujący klimat przepełniony dramatem. Nasza bohaterka spogląda przede wszystkim za siebie, zarówno w swoją przeszłość, jak i w przeszłość swoich bliskich. Decyzje podjęte przez rodziców napełniają ją żalem, nie potrafi się z nimi pogodzić. Ponadto odkrywając prawdę o swojej rodzinie musi walczyć z demonami rodzącymi się w wiedzy. Już w Wizjach poznała mało chwalebne fakty z życia ojca, ale dopiero teraz dostrzega jego prawdziwe oblicze, dowiaduje się o zbrodniach swojej babki. Zresztą, podobnie sprawa wygląda z Nicholasem, który powraca myślami do tego, co było, do ważnych i dramatycznych chwil, których nie potrafi zostawić za sobą. W ten właśnie sposób, Daniela Sacerdoti dosięga psychiki swoich bohaterów obnażając ją przed nami, a co więcej, pogłębia wydźwięk Przypływu.

Reasumując, Przypływ to powieść wyjątkowa, która naprawdę robi wrażenie. Znany z poprzedniego tomu świat, okazuje się jeszcze bardziej bezwzględny i skąpany w ciemnych barwach, zaś bohaterka musi stawić czoła kłamstwom, niebezpieczeństwu, potężnemu i nieprzebierającemu w środkach wrogowi, wilkowi w owczej skórze ocierającemu się o nogi pastereczki, a także przerażającej prawdzie, która potrafiłaby zachwiać każdym. Tutaj nie ma łatwych rozwiązań, nie sposób uciec przed dziedzictwem i następstwami posiadanej mocy. A co to oznacza dla czytelnika? Przekonajcie się sami! Naprawdę warto.

1 komentarz:

  1. Coś mnie tchnęło, kiedy to przeczytałem. Lubię takie mroczne klimaty, chociaż romans to nie mój konik. Zaopatrzę w to dziewczynę, wtedy i ja skorzystam!

    Raf

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za zostawienie po sobie śladu!