Pokazywanie postów oznaczonych etykietą JPF. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą JPF. Pokaż wszystkie posty

piątek, 31 stycznia 2014

Podsumowanie 1/2014


Cóż, jeśli ten miesiąc miałby być zapowiedzią całego roku to stwierdzam, że będzie dla mnie wielkim Dreamsowym szaleństwem, ale jednocześnie zapowiada się ubogo w pozycje książkowe a bogato w mangi.


PRZECZYTANE W STYCZNIU:

środa, 8 maja 2013

Ouran High School Host Club vol. 4 - Bisco Hatori



Tytuł: Ouran High School Host Club vol. 4
Autor: Bisco Hatori
Wydawca: JPF
Ilość stron: 192
Ocena: 4+/6





Na kolejne, gdyż czwarte już spotkanie z Ouran High School Host Club składają się cztery krótkie historie dotyczące znanych nam już bohaterów klubu hostów oraz drobny oneshot Love Egoist. Na początek, czytelnik ma okazję poznać zakończenie feralnych odwiedzin w domu Haruhi i rzucić okiem na oryginalnego tatusia naszej bohaterki. Biedny Tamaki nie wypadł zbyt dobrze, ale czy można się temu dziwić, kiedy ojciec jedynaczki wracając do domu zastaje ją leżącą na podłodze pod przystojnym chłopcem? Nie, to na pewno nie sprzyja zacieśnianiu więzi między nadopiekuńczym kolegą ze szkoły, a ojcem Haruhi. Zaraz potem, mamy niewątpliwą „przyjemność” wkroczyć w sam środek przerażającej jatki z sempajem Honey w roli głównej. Jak się okazuje słodki i pozornie niewinny chłopiec może zamienić się w prawdziwą bestię, gdy przyjaciele postanawiają pomóc mu z problemem bolącego zęba. Takiego Honey'ego jeszcze nie znaliśmy! Tyle się dzieje, a przecież to nie koniec atrakcji. W dalszej części tomu mamy okazję zapoznać się z naprawdę wspaniałą Ouranową Alicją w Krainie Czarów i zakończyć przygodę małym starciem z klubem prasowym. O obecnym w tomie drobnym opowiadanku niewiele można powiedzieć poza faktem, iż mamy do czynienia ze słodko-gorzkim romansem z pogranicza zakazanych uczuć, który zupełnie odstaje od naszej ukochanej historii klubu hostów i do oryginalnych nie należy.

Tak więc, czwarty tom mangi Ouran High School Host Club podzieliłabym na dwie części – cieszącą serce komedię oraz irytujący „pół-dramat”. Nie trudno się domyślić, iż do tej pierwszej grupy zaliczają się rozdziały dotyczące stworzonego przez Tamakiego klubu, dla których przecież kupiliśmy ten tomik. Podobnie jak miało to miejsce w przypadku poprzednich części, każdy z pierwszych rozdziałów zdecydowanie wart jest zainteresowania czytelnika, gdyż bawi, rozluźnia i sprawia, że z rozkoszą zagłębiamy się w dalszej lekturze. Tego klimatu nie da się zastąpić, z czego niewątpliwie zdaje sobie sprawę każdy fan serii. Niestety, drugą stronę medalu stanowi oneshot, którego nijak nie potrafię docenić. Może wynika to z faktu, iż nie przepadam za tego typu romansami? A może problem tkwi zupełnie gdzie indziej? Nawet ja nie potrafię na te pytania odpowiedzieć. Nie mniej jednak, w przypadku pani Bisco Hatori nie jestem przychylna tego rodzaju „zapełniaczom”, gdyż nie reprezentują sobą niczego wartego uwagi.

Wypada dodać, iż te dwa bieguny czwartego tomu różnią się nie tylko postaciami, tematyką i po części gatunkiem, ale również kreską. Podczas gdy opowiastki dotyczące znanych nam dobrze bohaterów charakteryzują się typową dla Ourana kreską oraz wymyślnością strojów, Love Egoist drażni brakiem szczegółów i wydłużonymi męskimi twarzami. Przynajmniej tak to wygląda w moich oczach, kiedy przyglądam się tej krótkiej historii zakazanego uczucia. Ta mangowa „zatkaj dziura” zdecydowanie jest najsłabszą stroną tego tomiku.

Jeśli zaś chodzi o mocne strony, to niepodzielnie królować może Host Club w Krainie Czarów. Kreska tego rozdziału jest znakomita, gdyż cechuje ją płynność i lekkość, zaś sama historia to komiczny shake Ouranowego absurdu i idealnie dobranych roli odpowiadających charakterom i skłonnościom bohaterów. Co więcej, pojawiają się tu również bohaterowie poboczni, których znamy i lubimy, a tak rzadko mamy okazję się nacieszyć.

Jakkolwiek nie zachwycałabym się Krainą Czarów, muszę stwierdzić, że nie mniej fantastyczny wydaje mi się rozdział poświęcony bólowi zęba. Przede wszystkim jest to, bowiem historia, która porusza temat głębokiej przyjaźni moich ulubieńców, rezultatów uzależnienia i furii, która drzemie głęboko w małym ciałku Haninozuki.

Reasumując tą krótką recenzję, czwarty tom Ouran High School Host Club jest jak organizm z protezą. Stanowi całość, ale nie funkcjonuje tak sprawnie, jakbyśmy sobie tego życzyli. Trzeba więc uzbroić się w cierpliwość, wyrozumiałość i przymknąć oko na irytującą „zatkaj dziurę”, a wtedy zdecydowanie można cieszyć się świetną, chociaż bardzo króciutką mangą.

środa, 27 marca 2013

Ouran High School Host Club vol. 3 - Bisco Hatori



Tytuł: Ouran High School Host Club vol. 3
Autor: Bisco Hatori
Wydawca: JPF
Ilość stron: 192
Ocena: -5/6




Klub Hostów wita się z nami po raz trzeci i nie zwalnia tempa zapewniając rozrywkę swoim klientkom. Na początek, nasza szalona gromada wybiera się nad morze by tam spędzić kilka relaksujących chwil, odpocząć od zatłoczonego miasta, zakosztować uroków prywatnej plaży. Niestety, nie obejdzie się bez problemów, gdy cierpiąca na „znieczulicę” Haruhi zadrze z nieprzyjemnymi typami, co doprowadzi do kłótni z Jego Wysokością Tamakim, by ostatecznie ukazać czytelnikowi także bardzo dziewczęcą stronę naszej bohaterki.
W kolejnej części mangi Liceum Ouran ma wątpliwą przyjemność gościć w swoich progach trzy uczennice Liceum Św. Lobelii należące do „Stowarzyszenia Białej Lilii”. Specyficzne panienki nie tylko przejrzały przebranie Haruhi, ale także upodobały sobie dziewczynę planując wyrwać ją z „łap” Klubu Hostów i namówić do zmiany szkoły.
To jednak nie wszystko. W tym tomie czytelnik może również podziwiać obchody święta halloween, dokładniej zapoznać się z sytuacją materialną Haruhi oraz poznać jej ojca. Takiej okazji nie można przegapić!
Pod względem artystycznym trzeci tom Ouran High School Host Club nie różni się wiele od poprzednich części. Kreska autorki jest przejrzysta, jasna, jednocześnie prosta i szczegółowa w zależności od kadru, czy przedstawianych wydarzeń. Bisco Hatori zwraca szczególną uwagę na kobiecie stroje głównej bohaterki, jednakże po macoszemu traktuje jej szkolny mundurek. W tym samym czasie, naprawdę wiele pracy wkłada w wymyślne stroje członków Klubu Hostów, jak i w ilustracje stanowiące wizytówkę poszczególnych rozdziałów. Dzięki temu całość prezentuje się całkiem nieźle i na pewno stanowi zachętę do dalszego czytania mangi.
Co się zaś tyczy samej fabuły, składa się ona z kilku stosunkowo krótkich historii, z których jedne mają po prostu bawić, zaś inne odkryć przed czytelnikiem wnętrze Haruhi. Dotąd stosunkowo obojętna wobec wszystkiego bohaterka pokazuje cały wachlarz uczuć począwszy od złości, poprzez radość i piękny uśmiech, po strach. Tymczasem, jej przyjaciele z klubu niezmiennie bawią i załamują. Ich nadmierne wyolbrzymianie biedy Haruhi i absurdalne pomysły sprawiają, że nie sposób zachować powagi, kiedy poznaje się wszystkie te historie. Pomimo tego, tomik zawiera również elementy poważne i melancholijne. Nie jest ich może wiele, ale jednak pojawiają się w różnych kontekstach i pozwalają na dostrzeżenie w mandze drugiego dna, głębi bohaterów, ich niewątpliwie ciekawej kreacji.
Tom ten porusza również bardzo istotne zagadnienie związków między kobietami oraz crossdressingu. Jest to wprawdzie zaledwie wierzchołek góry lodowej i zwyczajne wprowadzenie do większej historii, niemniej jednak, przedstawia nam nowe postaci, ukazuje pewien element kulturowy i urozmaica mangę o dodatkowe wątki z zakresu shoujo-ai. Tym samym tytuł ten może okazać się interesujący nie tylko dla miłośniczej pięknych chłopców, szalonych komedii, czy zwyczajnych romansów.
Reasumując, Ouran High School Host Club trzyma klasę i nie pozwala na rezygnację z czytania tego tytułu. W chwilach nadmiernego smutku na pewno warto sięgnąć po tę mangę i pozwolić by rozbawiła nas, wprowadziła w dobry nastrój. Jest ona, bowiem najlepszym lekarstwem na depresję i rozrywką w deszczowy dzień. Ot, śmiech w pigułce!

sobota, 9 marca 2013

X vol. 1 - CLAMP



Tytuł: X vol. 1
Autor: CLAMP
Wydawca: JPF
Ilość stron: 192
Ocena: 6/6





Osobom interesującym się mangą na pewno nie trzeba przedstawiać ani czteroosobowej grupy CLAMP, ani tym bardziej serii X. Charakterystyczna kreska, fascynująca fabuła, liczne odwołania do japońskiej kultury i świetna zabawa są tym, co nieodłącznie towarzyszy wszystkim pozycjom stworzonym przez te panie i tego też możemy spodziewać się o X. Chociaż seria już od wielu lat gości na polskim rynku, nigdy nie jest za późno by o niej wspomnieć. Ja zawsze wracam do tego tytułu z uśmiechem na twarzy i masą cudownych wspomnień.
Kotori i Fuma są idealnym rodzeństwem wychowywanym przez ojca po śmierci matki. Od wielu lat ich życie toczy się tym samym pełnym spokoju torem obfitującym w małe, niezobowiązujące radości. Wiele zmienia się jednak w chwili, gdy do Tokyo wraca ich przyjaciel zabaw z dzieciństwa, Kamui Shiro. Niestety, chłopak nie jest już tym samym słodkim dzieckiem, którym był wiele lat wcześniej. Teraz za wszelką cenę stara się odsunąć od przyjaznego rodzeństwa, robi, co w jego mocy by udawać obojętnego, niewzruszonego i chłodnego. Pod maską niedostępności ukrywa jednak nie tylko uczucia, ale także ogromne moce, jakimi dysponuje, a którymi interesują się nieznajome, tajemnicze indywidua.  Jeszcze w dniu przybycia Shiro słabowita Kotori traci przytomność, zaś w jej niepokojącym śnie pojawia się nie kto inny, ale Kamui, który bawiąc się Ziemią rozbija ją na drobne kawałeczki. Czy to może mieć jakieś znaczenie? W tym samym czasie młodzieniec ma ręce pełne roboty, jako że posłańcy tajemniczej siły, śledzącej wszystkie jego kroki, nie odstępują go, nie pozwalają swobodnie oddychać. To zaś oznacza walkę, która może doprowadzić Tokyo do ruiny. Kim tak naprawdę jest Kamui i czego chcą od niego ci wszyscy, jakże liczni, ludzie o nadprzyrodzonych zdolnościach?
Na temat każdego tomiku mangi X można mówić bardzo wiele, analizować go, rozkoszować się nim, snuć domysły, pieścić zmysły. Nie łatwo zmusić fana tego tytułu do obiektywnej oceny, a jednak zrobię, co w mojej mocy, by przedstawić tę serię krótko, ale konkretnie. Zacznijmy więc od względów estetycznych. Pierwszy tom X’a prezentuje się całkiem przyjemnie, choć jeszcze nie idealnie. Kresce brak swobodnej płynności, a jednak już na pierwszy rzut oka widzimy wyjątkowość rysunku pań z CLAMP’a, który wyróżnia anorektyczna budowa ciała bohaterów, ogromne oczy oraz mnogość detali – tę kreskę albo się pokocha, albo się jej lubić nie będzie i raczej nie sposób doszukiwać się czegokolwiek „pomiędzy”. Osobiście jestem jej wielką zwolenniczką, więc wiele wysiłku kosztuje mnie spoglądanie na nią „z zewnątrz” i szczere ocenienie jej walorów, czy niedociągnięć.
Nie mniej jednak, niezaprzeczalnie największym plusem serii X jest fabuła, która nie tylko wciąga i interesuje, ale pozwala się porwać i za żadne skarby nie chce uwolnić swojej, bądź co bądź, łatwej zdobyczy. Już na samym początku pojawia się masa pytań, na które czytelnik chciałby znać odpowiedź, tajemnic, które chciałby odkryć, faktów stanowiących elementy układanki, jaką jest ten tytuł. Nie, tutaj nic nie jest łatwe, nic nie wyjaśnia się od razu, ale komplikuje z każdą stroną potęgując napięcie i ciekawość. Raz rozpoczęta lektura nie pozwala przerwać czytania, zaś koniec tomu zmusza do sięgnięcia niezwłocznie po kolejną część. Przed rozpoczęciem czytania doradzam więc zaopatrzyć się w wystarczająco dużą liczbę tomików, by później nie żałować.
Sami bohaterowie, chociaż jak na razie wiemy o nich niewiele, są naprawdę fascynujący i potrafią wzbudzać najróżniejsze odczucia. Nie wiemy, po której stronie stoją, jako że na tym etapie nie sposób określić, kto jest w tej historii „zły”, a kto „dobry”, o ile te pojęcia w ogóle znajdą zastosowanie w przypadku X’a. Nie oszukujmy się, tutaj wszystko jest możliwe, zaś granica między mrokiem, a jasnością zdaje się zacierać. Najlepszym dowodem na to może być sam Kamui, który walczy o swoje nie zadając pytań, zdaje się nie troszczyć o nic i nikogo, a przecież widzimy go jako głównego bohatera całej serii. Jaki więc jest? Jakie są inne postaci? I o co w tym wszystkim chodzi? Każdy chciałby wiedzieć, ale nikt nie znajdzie odpowiedzi w pierwszym tomie. Przygoda dopiero się rozpoczyna, zaś czytelnik zaledwie poznał pierwszych bohaterów.
Na zachętę mogę zapewnić, iż jest to jedna z najcudowniejszych mang, jakie miałam okazję czytać i na pewno nie omieszkam zrecenzować kolejnych tomów tej serii. Jest to dla mnie, bowiem największą rozkoszą. Sami przekonajcie się, jak wiele mają nam do zaoferowania panie z grupy CLAMP i jak cudowny świat stworzyły w swoim pełnym magii Tokyo.

czwartek, 20 grudnia 2012

One Piece vol. 1 - Eiichiro Oda



Tytuł: One Piece vol. 1
Autor: Eiichiro Oda
Wydawca: JPF
Ilość stron: 215
Ocena: 5/6






Gdy skazywano na śmierć króla piratów, Gold Rogera, nikt nie mógł przypuszczać, że ostatnie słowa mężczyzny zmienią bieg historii zapoczątkowując erę piratów i tym samym przysparzając marynarce samych problemów. Od tamtej pory morza zaroiły się od poszukiwaczy legendarnego skarbu, zaś załogi różniły się od siebie jak woda i ogień zarówno pod względem siły, jak i zasad moralnych. Jedno tylko łączyło każdego rzezimieszka z osobna i wszystkich razem, a było to pragnienie wzbogacenia się poprzez odnalezienie skarbu Gold Rogera.

Monkey D. Luffy od zawsze był uciążliwy i uparty, nigdy się nie poddawał, zaś jego pomysły należały do grupy boleśnie absurdalnych. Trzeba jednak przyznać, iż młodzian odznaczał się niebywałą odwagą i szczerością, a największym z jego pragnień było zostać piratem. Jego marzenie podsycał fakt, iż w wiosce, w której mieszkał zatrzymała się załoga rudowłosego Shanksa – grupa niebywale miłych i wesołych piratów, którzy w żaden sposób nie przypominali ściganych złoczyńców, za których ich uważano. Niestety, ich największy łup w postaci diabelskiego owocu został... zjedzony, zaś winą za to można było obarczyć tylko jedną osobę – Luffy’ego. Dzieciak był, bowiem pod wpływem owocu, dzięki czemu mógł rozciągać dowolnie swoje ciało. Nie mniej jednak, jak się okazało, nie ma nic za darmo i za swoje niesamowite umiejętności chłopakowi przyszło zapłacić wysoką cenę, której część pokrył także Shanks.

Od tamtych wydarzeń minęło dziesięć lat i chociaż Luffy dorósł, to nie zmienił się ani trochę. W dalszym ciągu zachowywał się jak przystało na wielkiego głuptasa, który jednak był już w stanie sięgnąć po swoje marzenia wyruszając samotnie w podróż, która miała na calu zwerbowanie załogi. Pierwszą „ofiarą” entuzjastycznego chłopaka, który nie zwykł przyjmować odmowy, został łowca piratów, Roronoa Zoro. Tylko czy byle dzieciak jest w stanie przekonać niebezpiecznego zabijakę do zmiany profesji?

One Piece zalicza się do tzw. tasiemców, a więc serii, których końca nie widać, bądź zwyczajnie liczba tomów przekroczyła „magiczną” czterdziestkę. W tym wypadku mamy do czynienia z jednym i z drugim przypadkiem, jako że One Piece jest serią otwartą mimo dobrych 65 tomów. Eiichiro Oda nie ustaje jednak w wymyślaniu coraz to nowszych przygód oraz tworzeniu wrogich załóg, a jego świat rozrasta się do rozmiarów niewyobrażalnych.

Pierwszy tom pozwala czytelnikowi na bliskie poznanie głównego bohatera, jego planów, marzeń i niebanalnego charakteru, przybliża realia, w jakich toczy się akcja, jak także prezentuje pierwszych wrogów i przyjaciół, jakich na swojej drodze spotyka Luffy. Pojawiają się pierwsze nieporozumienia między marynarką, a świeżo upieczonym piratem w słomkowym kapeluszu, jak także między innymi wilkami morskimi. Jeśli ktokolwiek sądził, że szczerość popłaca zdecydowanie nie widział ogromu zniszczeń, jakich mogą dokonać przewrażliwieni korsarze i jeden przekonany o swojej racji chłopak. Co więcej, One Piece wypełnione jest po brzegi humorystycznymi scenkami, dialogami i wręcz przerażająco zimną krwią Luffy’ego. Prostota, jaką odznacza się ten chłopak jest nie mniej zadziwiająca, zaś w starciu z postaciami o bardziej złożonym intelekcie nie sposób uniknąć scen komicznych, które czytelnik na pewno doceni.

Bohaterowie Eiichiro Ody są nie tylko interesujący, ale także różnorodni, jako że stanowią zachwycający wachlarz różnic fizycznych, psychicznych i emocjonalnych. Autor już na samym początku udowadnia, że stać go na tworzenie dużej ilości postaci, które bawią, zachwycają, ale i wzbudzają niechęć, bądź miłość, w zależności od naszych upodobań, czy poglądów. Osobiście uwielbiam Zoro, który w tym tomie stanowi uosobienie honoru, wytrzymałości i umiejętności walki. W porównaniu z Luffy’m wydaje się poważny i dorosły, idealny, co na tym etapie naszej podróży pozwala wysnuć wniosek, iż świat One Piece jest stworzony z kontrastów, które dopełniają się i jednocześnie wykluczają. Jest to bezsprzecznie bardzo ciekawa mieszanka, która nie raz może zaskoczyć.

Dla jakiego rodzaju czytelników przeznaczone jest One Piece? Wydaje mi, iż dla każdego, kto ceni dobrą zabawę i chce oczyścić umysł po ciężkim dniu pracy, bądź nauki. Seria nie wymaga od nas ciężkiej intelektualnej harówki, ani też nie męczy dramatyzmem, bądź brutalnością. Liczne sceny walk przypominają, bowiem dziecięce bójki podwórkowe, gdzie poza stłuczeniami nie odnosi się poważniejszych ran. Nie znaczy to jednak, że postaci nie krwawią! Są tylko bardziej wytrzymałe niż zwyczajni ludzie, zaś autor nie stara się zachować pozoru realności w swojej mandze. Jego świat jest fantastyczny i w zaledwie niewielkim stopniu podobny do naszego, co tylko potęguje ciekawość i pozwala na rozluźnienie się przy naprawdę dobrej lekturze.


piątek, 14 grudnia 2012

Ouran High School Host Club vol. 2 - Bisco Hatori



Tytuł: Ouran High School Host Club vol. 2
Autor: Bisco Hatori
Wydawca: JPF
Ilość stron: 186
Ocena: 5/6







Drugi tom Ouran High School Host Club to jeszcze więcej świetnej zabawy i zdrowego śmiechu, to niezapomniane chwile spędzone w towarzystwie szalonych przystojniaków i ich słodkiego absurdu. Nasi bohaterowie borykają się, bowiem z nie lada problemem, jaki stanowią okresowe badania lekarskie wykonywane dla czystej formalności, a jednak jakże istotne dla poprawnego funkcjonowania całej placówki szkolnej. Nie byłoby to może tak straszne gdyby nie fakt, iż uczennice liceum Ouran z rozkoszą podziwiają członków klubu hostów, którzy ku ich uciesze prezentują swoje nagie torsy. A więc tajemnica Haruhi wyda się wcześniej niż przypuszczano, czyż nie? Jak ukryć jej płeć, kiedy w około oczy licznych fanek będą skierowane właśnie na nią? W tym tomie otrzymujemy także zabawnie podaną historię bardzo młodego chłopca, który pragnąc sprawić przyjemność swojej drogiej koleżance decyduje się szukać pomocy w klubie hostów. Młody uczeń podstawówki Ouran sprawi nie mało problemów swoim nowym mentorom, ale bezsprzecznie będzie starał się osiągnąć swój cel najlepiej jak potrafi. Tylko czy mu się to uda? Całość mangi kończy krótka opowiastka pod tytułem: „Romantic Egoist”, która całkowicie odstaje od głównej fabuły tworząc odrębną, niezobowiązującą całość.

Odwiedzając mury prestiżowego liceum po raz kolejny czytelnik ma okazję przekonać się, że autorka stanowi skarbnicę pomysłów na komediowe sytuacje oraz abstrakcyjny sposób funkcjonowania kompleksu szkół Ouran. Poza liceum mamy tu również gimnazjum i szkołę podstawową, której „odrobina”, w postaci młodego ucznia piątej klasy, sieje spustoszenie w szeregach hostów i pośród wrażliwych klientek klubu. Fakt ten daje nam niezapomnianą okazję podziwiania Haruhi w stroju uczennicy gimnazjum, co niewątpliwie bardzo cieszy męską część załogi, oraz Honey’ego, jako dzieciaka z podstawówki, co nietrudno sobie wyobrazić. Nie jest to może rewolucyjnym pomysłem, który wprowadziłby do fabuły coś nowego, jednakże sprawia wielką radość, a to wydaje się najważniejsze w przypadku mangi takiej jak Ouran High School Host Club.

Co więcej, historie zawarte w tym tomie nie tylko bawią, ale również zaczynają przybliżać nam postaci, takie jak na przykład nierozłączni bliźniacy Hitachiin, których doprawdy nie tylko trudno rozróżnić, ale również rozgryźć. Ich zachowania mają w sobie element psychologiczny, który wskazuje na przywiązanie chłopców względem siebie, zbywanie śmiechem kłopotów i kłótni, które są nieuniknionym elementem wspólnego życia, jak również przyjaźni. Nie mniej jednak, nie łatwo odgadnąć, kiedy relacje między bliźniakami są rzeczywiście napięta, a kiedy stanowią ukartowaną zabawę, która ma za zadanie urozmaicić ich nudne dni codzienne. Autorka ukazuje nam również bliskość i siłę relacji pomiędzy Mitsukunim oraz Takashim, którzy będąc całkowitymi przeciwieństwami stanowią doprawdy rozkoszny duet. Chociaż ciężko w to uwierzyć, to nie do końca możemy być pewni słabszego psychicznie elementu w tej dwójce. Słodki i niewinny Honey może, bowiem zaskoczyć podobnie jak cichy, poważny Mori. Osobiście uwielbiam tę parę, która stanowi dla mnie esencję rozkoszy, słodyczy i ciepła.

Przy okazji drugiego tomu Ourana mamy możliwość kręcić nosem i narzekać, co w sytuacji, gdy mamy do czynienia z mangową „zapchaj dziurą” wydaje mi się dosyć oczywiste. O ile historia Haruhi i jej niesamowitych przyjaciół porwała mnie bez reszty, o tyle wcale nie podchodzę entuzjastycznie do zapełniania stron krótkim romansem, który niespecjalnie może interesować czytelników – mnie osobiście nie zainteresował. Jako że sięgnęłam po Ouran High School Host Club ze względu na jego komediowy charakter i nikłość miłosnych scen, nikogo nie może dziwić moja niechęć do łzawego onshota, który brutalnie kończy drugi tomik. Sądzę, iż równie dobrze autorka mogła rozpocząć kolejną historię klubu hostów by zakończyć ją w tomie trzecim. Niestety, jest to tylko moje pobożne życzenie, którego spełnienie jest już niemożliwe.

Mimo tego mało optymistycznego zakończenia z całego serca polecam Ouran High School Host Club po raz kolejny, jako że nic tak nie bawi i nie odpręża, jak abstrakcyjne scenki, nieskomplikowane poczucie humoru i naiwność niektórych bohaterów. Nie sposób nie pokochać mangi takiej, jak ta, a przecież autorka dopiero się rozkręca.

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Ouran High School Host Club vol. 1 - Bisco Hatori



Tytuł: Ouran High School Host Club vol. 1
Autor: Bisco Hatori
Wydawca: JPF
Ilość stron: 180
Ocena: 6/6






Chociaż nie należę do wielkich zwolenniczek mang z gatunku shoujo to jednak nawet ja mam swoje chwile słabości, kiedy to nie potrafię odmówić sobie jakiegoś romansidła by poczuć się bardziej kobieco. Zazwyczaj kończy się to skrajnym poirytowaniem i zniechęceniem, jako że moja namiętność do tego rodzaju tytułów wypala się w rekordowym tempie. W przypadku Ouran High School Host Club sprawy mają się zdecydowanie inaczej. Jest to, bowiem komedia w pełnym znaczeniu tego słowa, zaś wątki romantyczne wdrażane są stopniowo w bardzo małych ilościach. Bezsprzecznie jest to ogromną zaletą mangi, która nie odstrasza łzawymi scenami, nienaturalnymi dialogami i mdlącą słodyczą miłości, ale przyciąga i rozbudza zainteresowanie czytelnika oferując mu sporą dawkę dobrego humoru. To właśnie luźny stosunek do tematyki miłosnej sprawił, że mój sentyment do tej mangi nigdy nie osłabnie.

Haruhi Fujioka to drobna, niespecjalnie zadbana dziewczyna o aparycji ładnego chłopca, pochodząca z zupełnie przeciętnego domu i wyróżniająca się jedynie wyjątkową pracowitością w dziedzinie nauki. Uzyskała, bowiem stypendium pozwalające jej na uczęszczanie do najlepszego, a zarazem najdroższego liceum w okolicy. Otoczona niemożliwie bogatą młodzieżą należącą do najlepszych rodów w Japonii, dziewczyna nie radzi sobie najgorzej. A przynajmniej do czasu, gdy szukając miejsca do spokojnej nauki Haruhi trafia do trzeciej sali muzycznej nie mając pojęcia, co czeka ją za drzwiami. Spodziewała się pustego pokoju, a zamiast tego otrzymała elegancko urządzone wnętrze z sześcioma przystojnymi chłopcami w środku. Naturalnie, to jeszcze nie katastrofa, jednak zupełnie zszokowana nastolatka rozbija niebagatelnie drogi wazon, co ostatecznie staje się gwoździem do jej trumny. Nie mając innego wyjścia zostaje zmuszona do wstąpienia do klubu hostów, a tym samym odpracowania całej sumy. Grupa chłopców od razu zabiera się do pracy całkowicie zmieniając wygląd Haruhi, dzięki czemu stanowi ona nie lada kąsek dla bogatych panienek spragnionych miłosnych wrażeń. Ile czasu potrzebować będą członkowie klubu by domyślić się prawdziwej płci Haruhi i jak dziewczyna poradzi sobie w roli czarującego chłopca dotrzymującego towarzystwa dziewczętom? Naprawdę warto poznać odpowiedzi na te pytania.

Ouran High School Host Club wybija się spośród innych wydanych w Polsce tytułów znakomitym humorem odnoszącym się zarówno do wykreowanych przez Bisco Hatori postaci, jako że każdą z nich możemy określić jednym słowem, które w pełni obrazuje zarówno fizyczność, jak i psychikę bohatera, a także do sytuacji, nierzadko wręcz absurdalnych, czy oryginalnych dialogów.  Tym, co przede wszystkim charakteryzuje tę mangę jest wszechobecna hiperbolizacja, której autorka nie ukrywa, ale podkreśla na każdym kroku. Dzięki temu zabiegowi tytuł ten ma swój własny, wyjątkowy klimat pozbawiony chęci naśladowania realnego świata. Nic więc dziwnego, że Ouran High School Host Club to idealne lekarstwo na depresję i wszelkie smutki. Nie wyobrażam sobie, by ktokolwiek był w stanie czytać tę mangę nie uśmiechając się szeroko, co pewien czas.

Na uwagę zasługują także bohaterowie, którymi mangaka wypełniła po brzegi liceum Ouran. Spotykamy tu, bowiem: urodzonego, złotoustego flirciarza; czarną eminencję klubu hostów; wysokiego, poważnego wojownika; jego całkowite przeciwieństwo w postaci niziutkiego, rozkosznego chłopca z króliczkiem; boleśnie szczerych i szalonych bliźniaków; wyjątkowo obmierzłą uczuciowo Haruhi; oraz grupę szalonych, bogatych nastolatek, które korzystają z usług host klubu. Wszyscy razem tworzą mieszankę wybuchową, od której można się uzależnić.

Bisco Hatori porusza także temat trudnego związku należącego do układu między głowami szanowanych rodów, jak również ukrywanej głęboko miłości między dwiema osobami, które nie chcąc przyznać się do swoich słabości. Autorka ozdabia to jednak wszechobecnym humorem i słodką naiwnością, co rozładowuje napięcie i sprawia, iż historię tę czyta się lekko i przyjemnie.

Prawdę powiedziawszy, Ouran High School Host Club jest jak dla mnie tytułem pozbawionym wad. Kreska należy do przyjemnych i jasnych, historia zmusza do uśmiechu, zaś bohaterów nie sposób nie pokochać. W tym tytule naprawdę spora większość miłośników japońskiej mangi znajdzie coś dla siebie, a i osoby podchodzące sceptycznie do tego tematu nie powinny czuć się zawiedzione. Bez dwóch zdań, Ouran jest najlepszą mangą shoujo, z jaką miałam przyjemność się zapoznać.