środa, 8 maja 2013

Ouran High School Host Club vol. 4 - Bisco Hatori



Tytuł: Ouran High School Host Club vol. 4
Autor: Bisco Hatori
Wydawca: JPF
Ilość stron: 192
Ocena: 4+/6





Na kolejne, gdyż czwarte już spotkanie z Ouran High School Host Club składają się cztery krótkie historie dotyczące znanych nam już bohaterów klubu hostów oraz drobny oneshot Love Egoist. Na początek, czytelnik ma okazję poznać zakończenie feralnych odwiedzin w domu Haruhi i rzucić okiem na oryginalnego tatusia naszej bohaterki. Biedny Tamaki nie wypadł zbyt dobrze, ale czy można się temu dziwić, kiedy ojciec jedynaczki wracając do domu zastaje ją leżącą na podłodze pod przystojnym chłopcem? Nie, to na pewno nie sprzyja zacieśnianiu więzi między nadopiekuńczym kolegą ze szkoły, a ojcem Haruhi. Zaraz potem, mamy niewątpliwą „przyjemność” wkroczyć w sam środek przerażającej jatki z sempajem Honey w roli głównej. Jak się okazuje słodki i pozornie niewinny chłopiec może zamienić się w prawdziwą bestię, gdy przyjaciele postanawiają pomóc mu z problemem bolącego zęba. Takiego Honey'ego jeszcze nie znaliśmy! Tyle się dzieje, a przecież to nie koniec atrakcji. W dalszej części tomu mamy okazję zapoznać się z naprawdę wspaniałą Ouranową Alicją w Krainie Czarów i zakończyć przygodę małym starciem z klubem prasowym. O obecnym w tomie drobnym opowiadanku niewiele można powiedzieć poza faktem, iż mamy do czynienia ze słodko-gorzkim romansem z pogranicza zakazanych uczuć, który zupełnie odstaje od naszej ukochanej historii klubu hostów i do oryginalnych nie należy.

Tak więc, czwarty tom mangi Ouran High School Host Club podzieliłabym na dwie części – cieszącą serce komedię oraz irytujący „pół-dramat”. Nie trudno się domyślić, iż do tej pierwszej grupy zaliczają się rozdziały dotyczące stworzonego przez Tamakiego klubu, dla których przecież kupiliśmy ten tomik. Podobnie jak miało to miejsce w przypadku poprzednich części, każdy z pierwszych rozdziałów zdecydowanie wart jest zainteresowania czytelnika, gdyż bawi, rozluźnia i sprawia, że z rozkoszą zagłębiamy się w dalszej lekturze. Tego klimatu nie da się zastąpić, z czego niewątpliwie zdaje sobie sprawę każdy fan serii. Niestety, drugą stronę medalu stanowi oneshot, którego nijak nie potrafię docenić. Może wynika to z faktu, iż nie przepadam za tego typu romansami? A może problem tkwi zupełnie gdzie indziej? Nawet ja nie potrafię na te pytania odpowiedzieć. Nie mniej jednak, w przypadku pani Bisco Hatori nie jestem przychylna tego rodzaju „zapełniaczom”, gdyż nie reprezentują sobą niczego wartego uwagi.

Wypada dodać, iż te dwa bieguny czwartego tomu różnią się nie tylko postaciami, tematyką i po części gatunkiem, ale również kreską. Podczas gdy opowiastki dotyczące znanych nam dobrze bohaterów charakteryzują się typową dla Ourana kreską oraz wymyślnością strojów, Love Egoist drażni brakiem szczegółów i wydłużonymi męskimi twarzami. Przynajmniej tak to wygląda w moich oczach, kiedy przyglądam się tej krótkiej historii zakazanego uczucia. Ta mangowa „zatkaj dziura” zdecydowanie jest najsłabszą stroną tego tomiku.

Jeśli zaś chodzi o mocne strony, to niepodzielnie królować może Host Club w Krainie Czarów. Kreska tego rozdziału jest znakomita, gdyż cechuje ją płynność i lekkość, zaś sama historia to komiczny shake Ouranowego absurdu i idealnie dobranych roli odpowiadających charakterom i skłonnościom bohaterów. Co więcej, pojawiają się tu również bohaterowie poboczni, których znamy i lubimy, a tak rzadko mamy okazję się nacieszyć.

Jakkolwiek nie zachwycałabym się Krainą Czarów, muszę stwierdzić, że nie mniej fantastyczny wydaje mi się rozdział poświęcony bólowi zęba. Przede wszystkim jest to, bowiem historia, która porusza temat głębokiej przyjaźni moich ulubieńców, rezultatów uzależnienia i furii, która drzemie głęboko w małym ciałku Haninozuki.

Reasumując tą krótką recenzję, czwarty tom Ouran High School Host Club jest jak organizm z protezą. Stanowi całość, ale nie funkcjonuje tak sprawnie, jakbyśmy sobie tego życzyli. Trzeba więc uzbroić się w cierpliwość, wyrozumiałość i przymknąć oko na irytującą „zatkaj dziurę”, a wtedy zdecydowanie można cieszyć się świetną, chociaż bardzo króciutką mangą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękujemy za zostawienie po sobie śladu!