czwartek, 14 marca 2013

Kuroshitsuji vol. 3 - Yana Toboso



Tytuł: Kuroshitsuji vol. 3
Autor:Yana Toboso
Wydawca: Waneko
Ilość stron: 194
Ocena: -6/6





Trzeci tom naprawdę cudownego Kuroshitsuji możemy podzielić na dwie części. Podczas gdy pierwsza, obejmująca dobre ¾ całego tomiku, utrzymana jest w poważnym, melancholijny, a nawet dołującym klimacie, końcowy rozdzialik pozwala czytelnikowi odpocząć przy lżejszej i zdecydowanie weselszej tematyce. I tak oto:
Prowadzone przez Ciela śledztwo już nie tylko nabiera tempa, ale i zbliża się ku końcowi. Przyłapany na gorącym uczynku „Kuba Rozpruwacz” nie może zniknąć pozostając bezkarnym, ale musi zapłacić za swoje czyny. Madam Red stoi przed poważnym wyborem. Czy powinna pozbyć się siostrzeńca by w dalszym ciągu mścić się na niewdzięcznych kobietach usuwających swoje nienarodzone dzieci, a może pozostała w niej jeszcze, choć odrobina czułości dla tego bliskiego jej chłopca? Za sprawą szalonego żniwiarza – Grella Sutcliffa – przed czytelnikiem otwierają się drzwi prowadzące do przeszłości Madam Red, do uczuć, jakie kierowały nią, gdy podejmowała wszystkie nierozważne decyzje, które sprawiły, że właśnie w tym miejscu przyszło jej spotkać się z Psem Królowej – synem tragicznie zmarłej siostry.
Ostatni, krótki rozdział mangi zapewnia czytelnikowi wgląd w relacje między Cielem, a rodziną jego narzeczonej. Nieoczekiwany przyjazd Markizy Midford burzy spokój leniwych dni młodego panicza Phantomhive. Jego przyszła teściowa to tyran, który nie pozwala na żadne niedociągnięcia. Co więcej, apodyktyczna kobieta jest świetnym łowcą i nie omieszka sprawdzić umiejętności Ciela w tym temacie. Tym razem nawet idealny Sebastian będzie miał pełne ręce roboty, by sprostać wymaganiom „ciotki Francis”.
Yana Toboso kolejny raz odsłania przed nami ogrom swojego niebywałego kunsztu rysowniczego, jak również wyobraźni, która idealnie splata ze sobą mroczny klimat wiktoriańskiej arystokracji i paranormalne szaleństwo. Chociaż poprzednie tomy niewątpliwie obfitowały w elementy komiczne, to jednak teraz znajdziemy ich jeszcze więcej, dzięki czemu smutne, ciężkie wydarzenia, jakich jesteśmy świadkami podczas czytania historii Kuby Rozpruwacza zostają złagodzone. Co więcej, autorka zdradza nam zdecydowanie więcej szczegółów na temat żniwiarzy, co niewątpliwie interesuje i wciąga. Nie ulega, bowiem wątpliwości, że najbliższe Śmierci osoby zostały ukazane w sposób zabawny i lekki, co stanowi kontrast z wykonywaną przez nich profesją.
Jak widać, nawet zgon może kryć w sobie coś komicznego. Jest to ciekawy zabieg, jako że w większości historii autorzy starają się by śmierć nabrała ogromnego znaczenia, wyciskała łzy. Tutaj jest ona epizodem, który kończy pełne bólu życie, może jest nawet swoistym wybawieniem? Co więcej, uczucia, jakie mogły towarzyszyć najważniejszym bohaterom podczas zgonu bliskiej osoby nie są w żaden sposób ukazane zewnętrznie. Możemy tylko domyślać się tego, co dzieje się w ich sercach i umysłach. Musimy wykazać się uważną obserwacją poszczególnych kadrów mangi, właściwie odebrać gesty, czy zamknięte w słowach emocje. To właśnie dzięki temu nie łatwo stwierdzić, jacy naprawdę są bohaterowie, a więc mogą nas zaskoczyć zarówno w pozytywny, jak i negatywny sposób.
To właśnie poprzez liczne tajemnice, którymi owiane jest życie Ciela, postać Sebastiana, jak również specyficzny sposób bycia innych postaci, Kuroshitsuji nie traci nic ze swojego klimatu, ale staje się, mimo obecnego tu komizmu, tytułem coraz mroczniejszym i lepiej wpasowującym się w klimat epoki wiktoriańskiej. Wypada jednak dodać, iż w przedstawionej historii nieubłaganie towarzyszy nam pewien posmak współczesności ukryty pod postacią żniwiarzy. Ich broń oraz styl bycia nieodparcie kojarzą się z późniejszymi czasami, co jednak nie może dziwić, jako że należą oni do postaci najmniej przynależnych do świata przedstawionego, w którym żyje Ciel.
W ogólnym rozrachunku, Kuroshistuji to nadal nie lada gratka dla miłośników historii osadzonych w czasach panowania królowej Wiktorii, w pięknej Anglii, pośród arystokrackiej galanterii i flegmatyczności. Temu tytułowi po prostu nie sposób się oprzeć, a przecież nadal jesteśmy na samym początku tejże mangi.

wtorek, 12 marca 2013

Wybrani - C.J. Daugherty



Tytuł: Wybrani
Autor: C.J. Daugherty
Wydawca: Otwarte/MoonDrive
Ilość stron: 440
Ocena: 5/6





„Wybrani”  C.J. Daugherty to prawdziwe literackie Jajko Niespodzianka. Zamiast czekoladą, fabuła otoczona została romansem, zaś ukrytą wewnątrz zabawkę stanową piętrzące się tajemnice, które niełatwo odkryć. Tak jak dziecko może domyślać się zawartości swojego Jajka, tak czytelnik ma możliwość snuć domysły, co do treści powieści, która zwodzi, nie pozwalając przewidzieć dalszych wydarzeń. Dopiero dokładna lektura daje nam możliwość odkrycia tego, co autorka tak starannie przed nami ukryła.

Allie to trudna nastolatka, sprawiająca rodzicom mnóstwo kłopotów. Jest niczym chodząca bomba zegarowa, która może wybuchnąć w każdej chwili. Dziewczyna przeżyła załamanie nerwowe po nieoczekiwanym zaginięciu brata, który zdawał się być dla niej całym światem. Teraz nastolatka szuka swojego miejsca na ziemi i w efekcie ma problemy z policją. Kiedy kolejny raz ojciec musi pofatygować się na komisariat, by odebrać z niego córkę,  szkoła zaś wyrzuca nieznośną dziewczynę, nie chcąc zajmować się dłużej jej edukacją, rodzice Allie postanawiają wysłać ją do placówki z internatem. Nastolatka nie ma pojęcia, gdzie mieści się szkoła o niewiele mówiącej jej nazwie "Cimmeria", a samopoczucia na pewno nie poprawia fakt, iż jej niedawno rozpoczęte wakacje właśnie dobiegają końca, jako że w nowej szkole trwa właśnie semestr letni, a nauka wrze. I w ten oto sposób życie dziewczyny ulega diametralnej zmianie. Otoczona obcymi ludźmi powoli usiłuje odnaleźć się w nowej sytuacji, nawiązuje pierwsze znajomości, znajduje przyjaciół, zakochuje się, nienawidzi. Cały świat po raz kolejny wywraca się do góry nogami, a przecież to dopiero początek ogromnych zmian, jako że otoczona tajemnicami dziewczyna musi odkryć, co się wokół niej dzieje, komu może zaufać, a kto tak naprawdę jest jej śmiertelnym wrogiem. Sprawy nie ułatwia fakt, iż za dziewczyną ugania się dwóch zniewalających chłopaków, którzy przysporzą jej tylko dodatkowych zmartwień.

„Wybranych” z powodzeniem można porównać do wytwornej mieszanki przypraw, które dopiero w połączeniu ze sobą nadają potrawie niesamowitej głębi smaku. Autorka zmieszała magiczny klimat wielkiej, starej szkoły, która wytwornością przywodzi na myśl Hogwart, nieprzeniknione tajemnice rodem z trzymających w napięciu thrillerów, a nawet powieści paranormalnych, a wszystko to udekorowała niebanalnym romansem, który stopi każde serce - nawet to z lodu. Historia C.J. Daugherty jest więc pełna różnorodności i interesujących zwrotów akcji, a co najważniejsze, nie łatwo przewidzieć, co takiego przyszykowała dla nas autorka.

Fabuła powieści składa się głównie z trzech rozwijających się paralelnie elementów, naznaczonych odrobiną psychologicznego dramatu. W pierwszej kolejności czytelnik ma do czynienia z tajemnicą, która odbija się na nowym życiu Allie, zdaje się ją prześladować i dręczyć. Począwszy od zniknięcia brata, które wstrząsnęło światem nastolatki, poprzez szkołę, o której nic nie wie i wszystkie wydarzenia, jakie uczniowie oraz nauczyciele bagatelizują. To właśnie sekrety zmuszają dziewczynę do działania, napędzają każdy jej dzień, skłaniają do zaspokajania ciekawości. Drugim istotnym elementem bez wątpienia jest miłość. Choć z pozoru pojawia się nagle i zalewa strony szczęśliwymi zbiegami okoliczności, w rzeczywistości jest jednak skomplikowanym uczuciem, które nie może oprzeć się kłamstwom i przewrotności. Co więcej, widzimy ją również pod postacią skrywanego uczucia, przypominającego dziecięcą niechęć. Ostatnim ogniwem tworzącym „Wybranych” jest przyjaźń, która okazuje się równie zagmatwana, co wspomniana miłość. Przywiązanie, które tworzy się samoistnie już w pierwszych dniach znajomości, nie jest wolne od zmartwień i bolesnych zawodów.

Stworzeni przez autorkę bohaterowie są bez wątpienia interesujący, skomplikowani i na wiele sposobów piękni. O ile w większości przypadków mamy do czynienia z atrakcyjnością fizyczną, o tyle w wielu innych także wnętrze postaci okazuje się hipnotyzujące, chociaż niepozbawione ukrytych głęboko ran. Już sama Allie jest najlepszym przykładem na to, jak bardzo złożonym organizmem jest człowiek, nawet ten stworzony w powieści. Dziewczyna łączy w sobie twardą chłopczycę i delikatną cnotkę, potrafi uśmiechać się i cieszyć życiem, by zaraz potem dołować się, wspominając zaginionego brata. Boi się podejmować ryzyko, a jednocześnie daje się ponieść ciekawości, poszukuje prawdy, a nie pozwala się oszukiwać, czy wodzić za nos. Niemniej wypełnieni sprzecznościami są inny bohaterowie, jak chociażby Jo, Sylvain, czy Carter.

„Wybrani” to zaledwie pierwszy tom bestsellerowej trylogii, która szturmem zdobywa serca polskich czytelników. I nie ma się czemu dziwić, jako że autorka bardzo starannie tworzy tajemniczy świat przedstawiony, trzyma nas w niepewności do samego końca i zmusza do snucia własnych teorii spiskowych, które mogą mieć swoje odbicie w treści, chociaż równie dobrze mogą rozminąć się z realiami przez nią stworzonymi. Już sam fakt rozwinięcia intrygi może być niemałym zaskoczeniem dla osób, którym nazbyt szczegółowe recenzje nie zepsuły rozkoszy odkrywania „Wybranych”. Powieść ta posiada bowiem posmak paranormalnego romansu, który wpływa na wyobraźnię, chociaż ma niewiele wspólnego z przedstawioną rzeczywistością. Mimo to książka nie zawiedzie zarówno zwolenników tego gatunku, jak i jego przeciwników.

„Wybrani” są więc pozycją, po którą naprawdę warto sięgnąć zarówno wtedy, gdy szuka się odpoczynku od magii i niesamowitości, jak również w chwili, kiedy się o niej myśli. Jest to bowiem lektura, która może zaspokoić naprawdę różnorodne gusta czytelnicze, a jednocześnie pozostaje lekkim thrillerem politycznym. Sama nie wiem, w jaki sposób autorka to osiągnęła, ale niewątpliwie świadczy to o jej kunszcie i niebywałym talencie.


Recenzja napisana na potrzeby portalu Upadli.pl

sobota, 9 marca 2013

X vol. 1 - CLAMP



Tytuł: X vol. 1
Autor: CLAMP
Wydawca: JPF
Ilość stron: 192
Ocena: 6/6





Osobom interesującym się mangą na pewno nie trzeba przedstawiać ani czteroosobowej grupy CLAMP, ani tym bardziej serii X. Charakterystyczna kreska, fascynująca fabuła, liczne odwołania do japońskiej kultury i świetna zabawa są tym, co nieodłącznie towarzyszy wszystkim pozycjom stworzonym przez te panie i tego też możemy spodziewać się o X. Chociaż seria już od wielu lat gości na polskim rynku, nigdy nie jest za późno by o niej wspomnieć. Ja zawsze wracam do tego tytułu z uśmiechem na twarzy i masą cudownych wspomnień.
Kotori i Fuma są idealnym rodzeństwem wychowywanym przez ojca po śmierci matki. Od wielu lat ich życie toczy się tym samym pełnym spokoju torem obfitującym w małe, niezobowiązujące radości. Wiele zmienia się jednak w chwili, gdy do Tokyo wraca ich przyjaciel zabaw z dzieciństwa, Kamui Shiro. Niestety, chłopak nie jest już tym samym słodkim dzieckiem, którym był wiele lat wcześniej. Teraz za wszelką cenę stara się odsunąć od przyjaznego rodzeństwa, robi, co w jego mocy by udawać obojętnego, niewzruszonego i chłodnego. Pod maską niedostępności ukrywa jednak nie tylko uczucia, ale także ogromne moce, jakimi dysponuje, a którymi interesują się nieznajome, tajemnicze indywidua.  Jeszcze w dniu przybycia Shiro słabowita Kotori traci przytomność, zaś w jej niepokojącym śnie pojawia się nie kto inny, ale Kamui, który bawiąc się Ziemią rozbija ją na drobne kawałeczki. Czy to może mieć jakieś znaczenie? W tym samym czasie młodzieniec ma ręce pełne roboty, jako że posłańcy tajemniczej siły, śledzącej wszystkie jego kroki, nie odstępują go, nie pozwalają swobodnie oddychać. To zaś oznacza walkę, która może doprowadzić Tokyo do ruiny. Kim tak naprawdę jest Kamui i czego chcą od niego ci wszyscy, jakże liczni, ludzie o nadprzyrodzonych zdolnościach?
Na temat każdego tomiku mangi X można mówić bardzo wiele, analizować go, rozkoszować się nim, snuć domysły, pieścić zmysły. Nie łatwo zmusić fana tego tytułu do obiektywnej oceny, a jednak zrobię, co w mojej mocy, by przedstawić tę serię krótko, ale konkretnie. Zacznijmy więc od względów estetycznych. Pierwszy tom X’a prezentuje się całkiem przyjemnie, choć jeszcze nie idealnie. Kresce brak swobodnej płynności, a jednak już na pierwszy rzut oka widzimy wyjątkowość rysunku pań z CLAMP’a, który wyróżnia anorektyczna budowa ciała bohaterów, ogromne oczy oraz mnogość detali – tę kreskę albo się pokocha, albo się jej lubić nie będzie i raczej nie sposób doszukiwać się czegokolwiek „pomiędzy”. Osobiście jestem jej wielką zwolenniczką, więc wiele wysiłku kosztuje mnie spoglądanie na nią „z zewnątrz” i szczere ocenienie jej walorów, czy niedociągnięć.
Nie mniej jednak, niezaprzeczalnie największym plusem serii X jest fabuła, która nie tylko wciąga i interesuje, ale pozwala się porwać i za żadne skarby nie chce uwolnić swojej, bądź co bądź, łatwej zdobyczy. Już na samym początku pojawia się masa pytań, na które czytelnik chciałby znać odpowiedź, tajemnic, które chciałby odkryć, faktów stanowiących elementy układanki, jaką jest ten tytuł. Nie, tutaj nic nie jest łatwe, nic nie wyjaśnia się od razu, ale komplikuje z każdą stroną potęgując napięcie i ciekawość. Raz rozpoczęta lektura nie pozwala przerwać czytania, zaś koniec tomu zmusza do sięgnięcia niezwłocznie po kolejną część. Przed rozpoczęciem czytania doradzam więc zaopatrzyć się w wystarczająco dużą liczbę tomików, by później nie żałować.
Sami bohaterowie, chociaż jak na razie wiemy o nich niewiele, są naprawdę fascynujący i potrafią wzbudzać najróżniejsze odczucia. Nie wiemy, po której stronie stoją, jako że na tym etapie nie sposób określić, kto jest w tej historii „zły”, a kto „dobry”, o ile te pojęcia w ogóle znajdą zastosowanie w przypadku X’a. Nie oszukujmy się, tutaj wszystko jest możliwe, zaś granica między mrokiem, a jasnością zdaje się zacierać. Najlepszym dowodem na to może być sam Kamui, który walczy o swoje nie zadając pytań, zdaje się nie troszczyć o nic i nikogo, a przecież widzimy go jako głównego bohatera całej serii. Jaki więc jest? Jakie są inne postaci? I o co w tym wszystkim chodzi? Każdy chciałby wiedzieć, ale nikt nie znajdzie odpowiedzi w pierwszym tomie. Przygoda dopiero się rozpoczyna, zaś czytelnik zaledwie poznał pierwszych bohaterów.
Na zachętę mogę zapewnić, iż jest to jedna z najcudowniejszych mang, jakie miałam okazję czytać i na pewno nie omieszkam zrecenzować kolejnych tomów tej serii. Jest to dla mnie, bowiem największą rozkoszą. Sami przekonajcie się, jak wiele mają nam do zaoferowania panie z grupy CLAMP i jak cudowny świat stworzyły w swoim pełnym magii Tokyo.

czwartek, 7 marca 2013

Jutro, kiedy zaczęła się wojna - John Marsden



Tytuł: Jutro, kiedy zaczęła się wojna
Autor: John Marsden
Wydawca: Znak Litera Nova
Ilość stron: 272
Ocena: 4+/6





Kiedy siedmioosobowa grupka przyjaciół żyła kilkudniowym wyjazdem na łono natury, żadne z nich nie przypuszczało, jak może się to skończyć. Wodząc za nos rodziców, rezygnując z festynu organizowanego w ich wsi każdego roku, narzekając, śmiejąc się i bawiąc wyruszyli do Piekła, miejsca, w którym postanowili biwakować, przeżyć małą przygodę. Przez pięć dni rozkoszowali się lenistwem, spokojem i ciszą zakłóconą jedynie przez przelot wojskowych samolotów. Choć rozsądek podpowiadał im, że nic złego nie mogło się stać, to jednak w głębi duszy niepokój walczył z beztroską młodzieńczych dni. Niestety, te kilka dni wystarczyło by świat wywrócił się do góry nogami, o czym przyjaciele dowiedzieli się wracając do domów. Pustki na drogach, pożary w różnych miejscach miasteczka, opustoszałe domy, umierające z wycieńczenia i głodu zwierzęta, brak prądu – to tylko niektóre z dowodów świadczących o zmianach, jakie zaszły w mieście. Co właściwie się stało? Czy naiwne przypuszczenia snute przez nastolatków mogły znaleźć swoje ujście w otaczającej ich rzeczywistości? Czy pośród nieszczęścia, zniszczenia i śmierci może istnieć coś takiego jak „czysta” inwazja? Wojna nigdy nie obejdzie się bez ofiar.
Jutro, kiedy zaczęła się wojna to powieść rozgrywająca się na dwóch płaszczyznach – materialnej, rzeczywistej oraz intelektualnej, niemal duchowej. Z jednej strony jest to, bowiem opowieść o nastolatkach muszących zmagać się z problemami konfliktów zbrojnych, zmuszonych do walki w obronie siebie i bliskich, o brutalności, która towarzyszy nawet pokojowo prowadzonej wojnie, jakkolwiek nierealnie może to brzmieć. Drugim biegunem Jutra jest piekło, które pojawia się w powieści pod wieloma postaciami.

„Nie, piekło nie ma nic wspólnego z miejscami – piekło wiąże się z ludźmi. Może to ludzie są piekłem.” (Jutro, kiedy zaczęła się wojna str. 45)

Pod względem fabuły powieść jest bez wątpienia interesująca, chociaż pozostawia wiele do życzenia.  Pomysł na przedstawienie „czystej” inwazji, konfliktu zbrojnego między dwoma współczesnymi, cywilizowanymi krajami jest oryginalny i ciekawy, kusi potencjalnego czytelnika. Chociaż obecnie na świecie toczy się niesłychanie wiele wojen i nie jest to dla nikogo tajemnicą, to jednak wielu młodych ludzi nie zdaje sobie sprawy z tego, jak wygląda życie w okupowanym kraju. Może właśnie, dlatego książka Johna Marsdena jest rozchwytywana przez młodzież. Co więcej, ukazuje ona również rozwijające się między bohaterami uczucia, które szukają swojego ujścia mimo trudnej sytuacji, w jakiej znajdują się główna bohaterka, Ellie, i jej przyjaciele. Wszystko to stanowi pomost łączący Jutro z innymi współczesnymi powieściami.

Niestety, Jutro, kiedy zaczęła się wojna nie jest tytułem idealnym. Z czystym sercem możemy zarzucić tej pozycji brak realności, jako że bohaterowie zdają się niezniszczalni, wychodzą cało z opresji, cudownym zrządzeniem losu kule niemal się ich nie imają, zaś ich pomysły, czasami bardzo zabawne, okazują się idealnymi rozwiązaniami, które ratują im życie. Co więcej, Ellie bardziej emocjonalnie podchodzi do tematu uczuć względem płci przeciwnej niż do samego problemu wojny, która toczy się w jej mieście. Jest to zabiegiem nienaturalnym, chociaż można do tego przywyknąć.

Tym, co wyróżnia tę książkę na tle innych, jest wyraźnie zaznaczony problem natury moralnej, duchowej, metafizycznej. Miejsce, w którym grupka przyjaciół spędza biwak nosi nazwę Piekła, choć zdaje się być rajem na ziemi – azylem pełnym spokoju, ukrytym przed światem, trudno dostępnym. W tym miejscu bohaterów nie dotyka problem zła, a jednak Piekło pozostaje dla ludzi Piekłem, może ze względu na trudno dostępność tego miejsca. Po drugiej stronie Szatańskich Schodów, drogi prowadzącej do Piekła, znajduje się normalny świat naszej codzienności. To właśnie to miejsce o niewiele mówiącej nazwie – Wirrawee – okazuje się prawdziwym piekłem, jako że to właśnie tam toczą się walki, ludzie są jeńcami, a wrogie siły okupują okolicę realizując swoje „czyste” plany. Sama główna bohaterka, która relacjonuje nam zajścia w pierwszej osobie, również zastanawia się na tym, co rzeczywiście można nazwać piekłem, co się z tym wiąże, jacy są ludzie.

W przypadku Jutra pojawia się również temat życia na łonie natury i płynącego z tego tytułu spokoju. Podczas gdy ludzie w mieście skazani są na marny żywot więźniów, uciekinierów, prawdopodobnych ofiar kolejnych walk, w Piekle życie toczy się swoim własnym, spokojnym rytmem. Przyjaciele są odcięci od konfliktu zbrojnego, który otacza ich zewsząd, ale nie dociera do ich azylu. Powoli się usamodzielniają hodując zwierzęta, sadząc rośliny i unikając niebezpieczeństwa. Zdają sobie sprawę z tego, że będą musieli podjąć ryzyko, walczyć, a jednak potrafią oderwać się od pesymistycznej codzienności i zanurzyć się w tym małym raju, który znaleźli. Może właśnie w ten sposób autor chce nam uzmysłowić, iż natura zbliża nas do Boga?

W ogólnym rozrachunku, Jutro, kiedy zaczęła się wojna to pozycja, z którą nie zaszkodzi się zapoznać. Fascynująca fabuła, przyjemne postaci, odrobina humoru i poważne tematy natury filozoficznej naprawdę przyciągają i pozwalają przymknąć oko na lekko irytujące wykonanie. Czy sięgnę po kolejne tomy? Nie wykluczam, ale i nie mogę tego potwierdzić. Z pewnością jednak uważam, iż tej książce należy dać szansę, gdyż zdań na jej temat będzie równie wiele, co czytelników.