piątek, 8 kwietnia 2016

The Witch Hunter. Łowczyni - Virginia Boecker



Tytuł: The Witch Hunter. Łowczyni
Seria: Łowczyni
Autor: Virginia Boecker
Wydawnictwo: Jaguar
Liczba stron: 400
Ocena: =5/6






Średniowieczna Anglia oświetlona licznymi jasno płonącymi stosami, na których każdego dnia giną osoby oskarżone o czary. Młoda Elizabeth Grey sama przyłożyła do tego rękę pracując jako łowczyni czarownic. Chociaż zawsze była pewna swego i święcie przekonana o słuszności swojej misji, nieprzewidywalny Los zgotował jej nie lada niespodziankę. Przyszłość istoty ludzkiej, w tym także samej Elizabeth, jest niepewną, nieodkrytą kartą, o czym dziewczyna ma okazję przekonać się w najgorszy możliwy sposób. W przeciągu jednej chwili ze wspaniałej wojowniczki stała się więźniem i straceńcem. Jej dotychczasowym sprzymierzeńcom niewiele było trzeba by odwrócić się od niej i posłać ją na stos jako czarownicę. Przed niechybną śmiercią ratuje ją jednak poszukiwany od dawna czarownik, Nicholas Pervil. Jak łatwo się domyślić, nie jest to do końca darmowa przysługa, jako że chłopak potrzebuje Elizabeth aby przełamać klątwę, która niebawem może stać się przyczyną jego śmierci. Teraz, kiedy życie dziewczyny stało się tak poplątane, niemal nic nie stoi jej na przeszkodzie by zapłacić życiem za życie i przysługą za przysługę.

Jednym z plusów powieści, których po prostu nie mogę nie docenić jest fakt, iż The Witch Hunter. Łowczyni niesie ze sobą temat historii, który tak bardzo uwielbiam w literaturze fantasy. Przyznaję, że w takich chwilach ciężko jest ocenić moją obiektywność, ale nie ulega wątpliwości, że autorka dołożyła wszelkich starań by możliwie najlepiej oddać średniowieczny klimat miejsca akcji i przyznaję, iż poszło jej wcale nie najgorzej. Biorąc pod uwagę, że historia nie stanowi tu najważniejszego wątku, myślę, że uchwyciła wszystko to, co tego wymagało i całkiem zgrabnie nakreśliła swoim czytelnikom Anglię sprzed wielu wieków, kiedy to stosy płonęły jasno i stanowczo zbyt często. Należy jednak zauważyć, że nie zabrakło w tym wyczucia i delikatności, jakimi powinna odznaczać się literatura młodzieżowa. Jakby na to nie patrzeć, nie mamy do czynienia z powieścią przeznaczoną w głównej mierze dla dojrzałych czytelników, toteż nie możemy oczekiwać, że otrzymamy zabarwiony magią podręcznik historii. Nie miałabym wprawdzie nic przeciwko, jednakże zaliczam się do osób, które naście lat mają już dawno za sobą, więc daleko mi do głównego targetu powieści. Wracając jednak do wcześniejszego zdania, w przypadku tego tytułu spotkamy się raczej z odwrotną sytuacją, a to oznacza, że mamy przed sobą powieść fantasy zabarwiony historią. Ot i cała tajemnica.

W kilku słowach niewątpliwie należy też wspomnieć o humorze, który sprawia, że podczas lektury wielokrotnie nie możemy powstrzymać uśmiechu, jaki w sposób naturalny pojawia się na naszych twarzach. Tytuł książki, The Witch Hunter. Łowczyni, brzmi poważnie, ale powieść sama w sobie do końca do takich nie należy. Stanowi to pewien kontrast z faktem, iż mamy do czynienia z opowieścią dotyczącą polowań na czarownice, z domieszką nadużywania władzy królewskiej i prób sprawowania kontroli nad ludźmi oraz ich indywidualnością. Na marginesie dodam, iż historia bezustannie ewoluuje, ale również ciągle zatacza koło, toteż bez problemu moglibyśmy porównać opisaną przez autorkę Anglię do naszej współczesności i usilnych starań narzucenia ludziom tego, w co mają wierzyć i kogo kochać. Tak się jednak składa, że nie to jest tematem tej recenzji, więc zapomnijmy o tym – przynajmniej do pewnego stopnia. W każdym razie, Virginia Boecker bardzo często stara się rozładować napięcie oraz uczynić swoją powieść lżejszą dla odbiorcy, co nie zawsze jest konieczne i czasami wychodzi jej lepiej, bądź gorzej. Myślę, że w tym wypadku wszystko zależy od czytelnika i tego, jakim poczuciem humoru dysponuje, toteż nie łatwo jednoznacznie ustosunkować się do wątków humorystycznych w tej powieści.

Niewątpliwie ogromną zaletą Łowczyni jest dobre tempo akcji, co nie pozwala nam się nudzić i sprawia, że powieść może zatrzymać przy sobie zarówno nastoletnich, jak i starszych czytelników. Myślę, że nikt nie powinien czuć się przez to zawiedziony, choć zapewne zawsze można było poświęcić trochę więcej miejsca na pewne interesujące wątki lub wręcz przeciwnie, jakiś słabszy skrócić. Nie widzę jednak powodu aby narzekać na to, co zaserwowała nam Virginia Boecker. Mamy do czynienia z całkiem miłym debiutem, który wciąga i zachęca do dalszego zagłębiania się w tę historię, co zawdzięczamy niewątpliwie bohaterom oraz wspomnianej już szybkiej akcji. Już teraz nie jest najgorzej, ale podejrzewam, że znajdzie się sporo osób, które będą liczyły na jeszcze lepszą kontynuację serii i wcale mnie to nie dziwi. Autorka pokazała, że stara się nade wszystko wciągnąć nas w wir przygody, a dopiero później zainteresować innymi wątkami, jak chociażby ten romantyczny. Przyznaję, że osobiście bardzo to doceniam i jestem zadowolona z tego, że nie utknęłam w pozbawionym realnej fabuły miłosnym połamańcu, ale wciągnęłam się w historię stosunkowo wyważoną pod tym względem. A skoro o uczuciach mowa...

Jak przystało na powieść przeznaczoną dla młodzieży, dużą rolę odgrywają tu relacje międzyludzkie. Znalazło się tu więc miejsce między innymi na przyjaźń, zauroczenie, miłość. Wprawdzie i pod tym względem książka wydaje się miejscami pędzić, ale jak to mówią „z dwojga złego lepiej w tę stronę”. Osobiście zazwyczaj wolę aby uczuciowe perypetie bohaterów rozwijały się szybciej, niż żeby ciągnęły się w nieskończoność zajmując zbyt wiele miejsca w powieści, a tak przynajmniej jest w przypadku tego tytułu, toteż musicie mi to wybaczyć. Zresztą, mam wrażenie, że szybki rozwój akcji poniekąd pociąga za sobą potrzebę szybkiej ewolucji i zacieśniania się relacji między bohaterami. Tym samym, opowieść rozwija się raczej harmonijnie, choć zawsze znajdą się jakieś „ale”.

Podsumowując, The Witch Hunter. Łowczyni to z pewnością warta przeczytania lektura, która wielu przypadnie do gustu. Może i nie jest idealna, ale sympatyczni bohaterowie oraz interesująca przygoda na pewno wielu wynagrodzą braki i niedociągnięcia. Mi Łowczyni przypadła do gustu i chociaż postawiłabym jednak na poważniejszy ton powieści, to jestem w stanie przymknąć na to oko i na pewno chętnie sięgnę po kontynuację.

1 komentarz:

  1. "Łowczyni" już kiedy pierwszy raz o niej usłyszałam mnie zainteresowała, a ta recenzja utwierdza mnie w tym przekonaniu, że warto po nią siegnąć. :)
    Pozdrawiam, http://nie-poczytalna.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za zostawienie po sobie śladu!