sobota, 10 sierpnia 2013

Sekret Julii - Tahereh Mafi




Tytuł: Sekret Julii
Autor: Tahereh Mafi
Wydawca: Otwarte/MoonDrive
Ilość stron: 437
Ocena: -6/6




Julia przebywa w Punkcie Omega od kilku tygodni i jej początkowy zapał zdążył osłabnąć, ambitne plany nie cieszą, jak wcześniej, zaś całym jej światem znowu jest Adam i tylko Adam. Dziewczyna nie nawiązuje, bowiem nowych przyjaźni, nie rozmawia nawet ze swoimi współlokatorkami. Jej zachowanie zdaje się irytować przede wszystkim Castle'a, który nalega by Julia wzięła się w garść i zaczęła robić postępy, współpracować z innymi mieszkańcami Punktu Omega. W tym też celu, przydziela jej do pomocy w ćwiczeniach oraz w ramach towarzystwa podczas posiłków Kenjiego – człowieka, który nie potrafi milczeć nawet przez chwilę, a jego uszczypliwe komentarze nie tylko irytują, ale także bawią. Niestety, spokój i radość nie mają prawa zagościć na dobre w życiu Julii. Adam nie jest z nią do końca szczery, a skrywany przez niego sekret okazuje się dla ich związku przeszkodą nie do przejścia. Jakby tego było mało, Komitet Odnowy nie próżnuje, zaś w życiu Julii znowu pojawia się Warner. Tym razem sytuacja jest jednak poważniejsza, zaś sekrety wychodzą na jaw, by inne mogły się tworzyć.

Tahereh Mafi po raz drugi zabiera czytelnika w niezwykłą podróż do świata skomplikowanej ludzkiej psychiki, tragających jednostką gwałtownych uczuć, niezwykłych darów i ich przekleństwa. Kolejny raz mamy także okazję zachwycić się nietuzinkowym, oryginalnym stylem, którego nie można podrobić, a który w pełni oddaje wnętrze bohaterki, jej uczucia, troski, myśli. Sekret Julii jest więc godną kontynuacją Dotyku Julii, który wywarł na mnie tak wielkie wrażenie i momentalnie stał się perełką pośród uwielbianych przeze mnie książek. A co jeszcze przygotowała dla nas autorka?

Przede wszystkim powieść porusza bardzo popularny w dzisiejszych czasach temat problemów w kontaktach z innymi ludźmi, niemożliwości zaaklimatyzowania się w nowym otoczeniu. Pełna pozytywnej energii i chęci do pracy Julia, która pożegnała nas na końcu poprzedniego tomu wypaliła się niespodziewanie szybko i teraz wita nas jako osoba nastawiona pesymistycznie do przyszłości, pozbawiona potrzeby kontaktu z innymi. W jej życiu nie ma już nikogo poza Adamem, który nieświadomie pozwala by dziewczyna zamknęła się w ciasnym, niewielkim więzieniu jego ramion i tam trwała głucha i ślepa na świat zewnętrzny. Julia zwyczajnie nie potrafi i nie ma potrzeby opuszczania swojej bezpiecznej skorupy. Czytelnik widzi, jak ograniczony jest przez to jej świat, jak wiele można stracić zamykając się na to, co zewnętrzne. Jest to więc lekcja także dla nas.

W Sekrecie Julii dobrze widoczny, jest także rozdźwięk między zdrowym rozsądkiem, którego głosem przemawia Kenji, a psychiką wypaczaną przez całe lata. Julia jest ofiarą swoistej przemocy psychicznej, która ostatecznie skazał ją na samotność i użalanie się nad sobą, zamknięcie się w czterech ścianach własnego umysłu i serca. Czyni to z niej postać o bardzo prawdopodobnym wnętrzu, która boryka się z niemożliwymi wręcz do pokonania słabościami. Nie ulega wątpliwości, że bohaterka wie, co robi źle, ale nie potrafi tego zmienić, nie jest w stanie nawet odpowiednio zareagować, gdyż wyuczone przez 17 lat życia reakcje mają większą moc, niż zasiana dopiero myśl.

Sekret Julii stawia także niezwykle trudne, ale jakże istotne pytanie: Kim naprawdę jesteśmy? Jacy jesteśmy? Julia, Adam, Kenji, Warner – każde z nich ma swoje jasne i ciemne strony, mroczne sekrety, z których nie chcą się zwierzać, czy też wrażliwość, do której nie chcą się przyznawać. Jak na razie, w powieści nie dostrzegamy szarości, ale wyraźnie widzimy ludzi, którzy chcą być albo biali, albo czarni. Julia i Warner są najlepszym przykładem osób, które nie akceptują rozbieżności w swoim postępowaniu. Delikatność i dobre serce dziewczyny musi zmierzyć się z jej wewnętrzną bestią, z chęcią zabijania, która ogarnia ją w chwilach, gdy poziom adrenaliny w żyłach gwałtownie wzrasta. Z drugiej strony, widzimy młodego żołnierza, który sam przed sobą stara się ukryć czułość i przejawy wrażliwości, maskuje je przemocą, zdradą, bezinteresownością. Ta dwójka stanowi naprawdę interesujący i niezwykle skomplikowany obiekt badań psychologicznych.

Drugi tom powieści Tahereh Mafi to także zmiany, jakie dokonują się w bohaterach, a które czynią książkę tym gorętszą, jeszcze bardziej wciągającą i pełną emocji. Albowiem mamy okazję poznać dwa oblicza Julii, których głównym motorem napędowym są obecni w jej życiu chłopcy. Przy kochającym, rozsądnym Adamie dziewczyna jest zupełnie inna niż przy pełnym sprzeczności, nieprzewidywalnym Warnerze. Co więcej, każdy z nich wyzwala w niej inne uczucia, odpowiada za inne emocje i komplikuje życie, jakby jeszcze nie było wystarczająco zagmatwane. Z resztą, Adam także się zmienia. W tym tomie widzimy go jako duże, uparte dziecko, które nie poddaje się w dążeniu do celu, ale stara się z całych sił zatrzymać przy sobie ukochaną osobę, wiele obiecuje, jest zdesperowany, niemal płaczliwy. Tym czasem Warner okazuje się niezwykle męski i czarujący, opanowany, ale wrażliwy na namiętności. Ona jedna i ich dwóch? Oj, będzie się działo!

Podsumowując, Sekret Julii to jeszcze większe niż poprzednio emocje, wielkie tajemnice, tysiące pytań i zaskakujące odpowiedzi. To spływające testosteronem strony, które chciałoby się polizać, przyspieszające bicie serca sytuacje i naprawdę wciągająca historia, której zakończenie ciężko przewidzieć. Takiej książki nie można przegapić!

środa, 7 sierpnia 2013

Doktor Illuminatus - Martin Booth




Tytuł: Doktor Illuminatus
Autor: Martin Booth
Seria: Syn Alchemika
Wydawca: Jaguar
Ilość stron: 190
Ocena: 4+/6



Zupełnie nowe życie bliźniąt – Filipy i Timothy'ego Ledger – rozpoczęło swój pęd w chwili, kiedy przenieśli się do uroczego, starego domu oddalonego dobre pięć kilometrów od prowincjonalnego, chociaż ruchliwego miasta. Na wspaniałą posiadłość składał się jednak nie tylko wielki dom, ale również 32 ary łąk z ziołowym ogródkiem i pełnym ryb strumykiem. Ot, idealne miejsce zarówno dla rozmiłowanej w ogrodnictwie dziewczynki, jak i dla jej lubiącego wędkarstwo brata. Nie mniej jednak, nie wszystko jest tak idealne, jakby mogło się wydawać. Stary, drewniany dom wydaje w nocy tysiące różnych odgłosów, które ciekawski Tim postanawia zbadać, a tym samym dochodzi do zaskakującego odkrycia – za łóżkiem jego siostry znajduje się tajne przejście i bynajmniej nie jest ono puste! Właśnie w ten sposób rodzeństwo poznaje tajemniczego Sebastiana – dwunastoletniego, ale żyjącego już od wielu setek lat syna alchemika, który w piętnastym wieku zamieszkiwał Rawne Barton, a który spłonął na stosie właśnie na terenie swojej posesji. Niestety, nie tylko Sebastian zdołał przetrwać wieki w stanie hibernacji wywołanej alchemicznym roztworem ojca. Sprzymierzony z siłami piekielnymi stary wróg również dotrwał do tych czasów i teraz stara się zrealizować swoje ambitne plany, w których trójka dzieci musi mu przeszkodzić. To na pewno nie będą kolejne nudne wakacje.

Martin Booth rozpoczyna swoją powieść od ugodzenia prosto w marzenia i fantazje swoich czytelników, bo któż nie pragnąłby zamieszkać w cudownym, starym domu pełnym tajemnic, otoczonym rozległymi włościami, które nadają się nie tylko do zabawy, ale także do rozwijania swoich pasji? Wypada wspomnieć, iż posiadłość Rawne Barton utrzymana jest w świetnym stanie i naprawdę niczego jej nie brakuje, zaś mieszkająca w niej rodzina nie jest wcale odcięta od świata nowoczesnej technologii. Dla większości osób jest to na pewno istny raj na ziemi i cudownie klimatyczny akcent, który zachęca do dalszej lektury powieści. Tak właśnie było w moim przypadku.

Co więcej, autor wypełnił posiadłość historią i tajemnicami, do których na pewno można zaliczyć tajne przejście między ścianami, które prowadzi do ukrytego w podziemiach pokoju młodego alchemika. Pomysł z gruntu rzeczy prosty, ale jakże prawdopodobny! O ile mnie pamięć nie myli, to przed laty głośno było o przypadku tajemniczego lokatora, o którego istnieniu właściciele mieszkania nie mieli pojęcia przez całe lata. Pozwolę sobie także wspomnieć o jednym z odcinków serialu Supernatural, gdzie pojawia się podobny, chociaż zdecydowanie poważniejszy motyw. Tak więc sposób, w jaki Sebastian wkracza w życie bliźniąt był niewątpliwie kolejnym interesującym akcentem, który mi osobiście się spodobał.

Doktor Illuminatus posiada także inne zalety, jak na przykład powiązanie opisanej przez autora historii z poglądami religijnymi oraz mitologią. I tak, alchemia okazuje się posiadać dwa bieguny, które zależne są od praktykującego tę sztukę człowieka, dowiadujemy się o niejednoznacznych przekonaniach kleru względem tejże praktyki, jak również dostrzegamy wyraźne podobieństwo między piekielnymi siłami, a greckim bożkiem Panem. Motywy te na pewno są bardzo istotne dla większej autentyczności powieści, jako że Sebastian urodził się w czasach silnego przywiązania ludzi do religii chrześcijańskiej.

Książka na pewno rozwija także zainteresowanie młodego czytelnika światem, jako że znajdziemy w niej odniesienia do biologii, historii, technologii, czy fizyki. Wstyd się przyznać, ale o ile pojmowałam bez problemu trzy pierwsze elementy, o tyle wszelkie fizyczne zawiłości pojawiające się w powieści były dla mnie zupełnie niezrozumiałe. Nigdy nie byłam asem w tej dziedzinie toteż fakt, iż grupka dwunastolatków potrafiła mnie zagiąć pozostawiał po sobie pewne zażenowanie, zaś na dłuższą metę bohaterowie zaczynali przypominać trochę nienaturalnie rozwiniętych mózgowców. Nasi dwunastoletni bohaterowie są zdecydowanie zbyt inteligentni, jak na swój wiek, nazbyt praktyczni.

Drobnym minusem jest także fakt, że historia rozwija się stanowczo zbyt szybko. Zanim mamy okazję oswoić się z wydarzeniami, już jesteśmy w połowie powieści i pędzimy nieubłaganie ku jej końcowi. Główny zły nie zdążył się jeszcze dobrze dobrać do skóry dzieciaków, a jego plan już jest zagrożony. Sądzę, że autor mógł pozwolić sobie na rozwinięcie powieści i wzbogacenie jej o większą dawkę niepewności. Sebastian nie musi przecież wiedzieć wszystkiego.

Tak więc, Doktor Illuminatus bez wątpienia jest lekturą przeznaczoną dla młodego, ciekawego świata czytelnika, który marzy o zmianach we własnym życiu. Odrobina magii, nauki i zagadek przypadnie do gustu każdemu, kto przymknie oko na drobne niedoskonałości. Co więcej, mogę Was zapewnić, iż książka na pewno spodoba się fanom Kronik Spiderwick, z którymi ma wiele wspólnego, a należy zaznaczyć, iż obie pozycje zostały wydane po raz pierwszy w tym samym roku.

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Tancerze Burzy - Jay Kristoff




Tytuł: Tancerze Burzy
Autor: Jay Kristoff
Wydawca: Uroboros
Ilość stron: 448
Ocena: -5/6




Shima to grupa wysp rozdzielonych między cztery klany i znajdujących się pod panowaniem bezlitosnego szoguna Yoritomo. Cały ten niewielki świat napędzany jest przez krwawy lotos, który stanowi paliwo do budowanych przez Gildię maszyn, jest używany do narkotyzowania się, niszczy i zatruwa środowisko, jak również ludzi skazanych na ciągłe oddychanie jego śmiercionośnymi oparami. Jakby zanieczyszczenia niewystarczająco wyniszczały społeczeństwo, władca bezustannie toczy zaciekłą wojnę z gaijinami – cudzoziemcami – i w imię idei wielkiego zwycięstwa postanawia wznieść się ponad wszystkich poprzednich szogunów. By to osiągnąć pragnie zostać tancerzem burzy, bohaterem latającym na grzbiecie gryfa – istoty, której istnienie dawno już dobiegło końca. Nie mniej jednak, szogunowi się nie odmawia, toteż najlepszy z jego łowców wraz z córką, przyjaciółmi i załogą lotostatku wyrusza na poszukiwania legendarnej istoty, choć nikt do końca nie wierzy w powodzenie tej bezsensownej misji. Jakże wielkie jest zdziwienie ogółu, kiedy w samym środku nawałnicy dochodzi do spotkania z pięknym, chociaż zabójczo niebezpiecznym tygrysem burzy! Niestety, schwytanie bestii niesie ze sobą poważne konsekwencje i masę problemów, które nieubłaganie prowadzić będą do radykalnych zmian w państwie.

O Tancerzach Burzy można powiedzieć naprawdę wiele, jednakże na samym początku wypada wspomnieć o zawiłej konstrukcji świata przedstawionego, który nie łatwo poddać klasyfikacji, jako że wiąże ze sobą wiele różnych elementów, co skutkuje powstaniem prawdziwej literackiej mieszanki wybuchowej. Albowiem Jay Kristoff stworzył Shimę w oparciu o dawną, zamkniętą dla świata zewnętrznego Japonię, która nie szuka kontaktu z innymi krajami, ale jest w pełni samowystarczalna. Do swojej powieści dodał całą garść prawdziwej japońskiej mitologii, która obfituje w najróżniejsze dziwaczne stworzenia, paskudne demony i piękne istoty, których istnienie nigdy nie zostało potwierdzone. Dla pełnej wyrazistości smaku autor dorzucił elementy dostrzegalnego wyraźnie, chociażby w lotostatkach, steampunku, który miejscami wydaje się wręcz ekstremalny, co może prowadzić do wniosków, iż dla odrobiny ostrości Kristoff doprawił Tancerzy Burzy także cyberpunkiem. Przyznam się bez bicia, iż ten rodzaj koktajlu kosztowałam po raz pierwszy.

Jeśli zaś chodzi o samą historię, z którą mamy okazję zapoznać się w Tancerzach Burzy to muszę przyznać, iż już na samym początku skojarzyła mi się z człowiekiem. Tak, człowiekiem, a dokładniej z mroczną stroną jego duszy. Cały ten skomplikowany, fascynujący świat, jak również całkiem interesująca fabuła zbudowane zostały na zwielokrotnionym, drzemiącym w ludziach źle, zaś w ten mroczny klimat bezwzględności wrzucono drobniutką iskierkę dobra i niewinności, jaką na samym początku jest główna bohaterka – Yukiko.

Zacznijmy od tego, iż Shima jest krajem, który pod względem potwornych zanieczyszczeń kojarzyć się może ze współczesnymi nam Chinami, gdzie przeciętny europejczyk oddycha z trudem. A więc w realnym świecie, jak również w powieści, goniąc za bogactwem i nowoczesnością, ludzie byli w stanie zamienić czyste powietrze w truciznę, której nie mogą teraz uniknąć. To samo tyczy się zniszczonej ziemi, którą poświęca się w imię przynoszącej zysk uprawy krwawego lotosu, co w naszej rzeczywistości możemy odnieść chociażby do przesadnego wręcz śmiecenia i braku poszanowania dla ziemi.

Tancerze Burzy poruszają również temat honoru, który w rękach niewłaściwych ludzi staje się niemal niewyobrażalnym złem. Ile fikcji jest w fikcji? Czy nieustannie toczone przez nas wojny w imię pokoju, czy patriotyzmu nie są równie krwawe i niewłaściwe? Czy niewinni ludzie przestają ginąc tylko dlatego, że strona atakująca nagle staje się atakowaną, zaś ofiara urasta do rangi agresora? „Jedna śmierć to tragedia, milion to statystyka.” - tymi słowami zdecydowanie można opisać nie tylko naszą aktualną sytuację, ale również to, co ma miejsce w powieści.

A prawda o krwawym lotosie i sposób, w jaki rozwija się jego przemysł? Przyznam, że byłam zaskoczona tym, w jaki sposób to paskudztwo nabiera swoich mocy, rośnie, dominuje nad wyspami Shimy, ale czy krwawy lotos różni się w jakiś szczególny sposób na przykład od ropy? Państwa pod byle pretekstem atakują te, które mają dostęp do tegoż surowca, zaś wszelkie wycieki na morzach doprowadzają do ruiny podmorski świat, wyniszczają żyjące tam stworzenia. Zakładam, że przykłady można mnożyć.

W tej ponurej rzeczywistości Yukiko jest klejnotem, który w realnym świecie możemy porównać do dziecka, bądź ludzi kierujących się górnolotnymi ideałami. Dziewczyna znosi liczne upokorzenia z winy narkotyzującego się ojca, nie potrafi wybaczyć mu odejścia matki, a jednak w dalszym ciągu jest czysta, zaś jej głowę wypełniają dziecięce marzenia o wielkiej miłości, przystojnym wybranku, który okaże się szlachetny, odważny i gotowy poświęcić dla niej wszystko. Niestety, rzeczywistość Shimy nie pozwala jej długo się łudzić i z chwilą, kiedy Yukiko urasta do rangi bohaterki, jej niewinność powoli zaczyna znikać, zaś fantazje rozpływają się w zawrotnym tempie. W świecie Tancerzy Burzy nie ma miejsca na baśniowe życie. Ale czy w naszym realu jest lepiej?

Podsumowując, mimo zdecydowanie nierealnego klimatu, fantastycznych umiejętności, techniki przewyższającej pod wieloma względami naszą, Jay Kristoff stworzył powieść, w której drzemie spore ziarenko naszej współczesności. Jego świat nie odbiega zbyt daleko od rzeczywistości, a jednocześnie zdecydowanie się od niej różni. Wnikliwy czytelnik na pewno zdoła dostrzec w tej historii odbicie naszych czasów, inni zaś mogą uznać Tancerzy Burzy za obraz możliwej, ale straconej przyszłości, by jeszcze inni uznali tę powieść za całkowitą fikcję, która zupełnie odbiega od naszych realiów. Książkę tą każdy z nas powinien więc ocenić sam, nie mniej jednak ja zdecydowanie ją polecam, gdyż stanowi naprawdę ciekawe połączenie wszystkiego, co możliwe.

piątek, 2 sierpnia 2013

Kwiat śliwy, mroczy cień - Lian Hearn




Tytuł: Kwiat śliwy, mroczy cień
Autor: Lian Hearn
Wydawca: W.A.B.
Ilość stron: 464
Ocena: 6/6




Polscy czytelnicy bez wątpienia znają Lian Hearn dzięki jej cudownym i niebywale wzruszającym, pięciotomowym Opowieściom rodu Otori, które przenoszą nas w świat japońskiego fantasy. Tym razem autorka rozpieszcza nas czymś zupełnie innym – nie mniej emocjonującą powieścią historyczną, która przybliża czytelnikowi burzliwe dzieje Japonii sprzed restauracji Meiji. Możecie mi wierzyć, Kwiat śliwy, mroczy cień to najbardziej poruszająca lekcja historii, z jaką kiedykolwiek mieliście do czynienia, a zarazem przepiękna opowieść o przyjaźni, miłości i wyniszczającej wojnie. W powieści historia i fikcja stanowią jedność, a jednak z łatwością pozwalają się oddzielić nie mącąc obrazu przeszłości. Tej książki nie zapomnicie już nigdy.

Japonia drugiej połowy XIX wieku – okres przełomowy w historii kraju, pełen niepokoju, chaosu, przelanej krwi młodych, dzielnych ludzi. Tsuru jest córką lekarza hanu Choshu, ambitną nastolatką, która marzy o karierze medycznej, chociaż jako kobieta nie może kształcić się w tej dziedzinie. Jej obowiązkiem jest wyjść za mąż i urodzić dzieci, jednakże w tej kwestii rodzice pozostawiają jej pewną swobodę. Dziewczyna ma możliwość w pewnym stopniu sama wybrać sobie kandydata na przyszłego małżonka, który, na przekór tradycji, zostanie adoptowany przez jej rodzinę. Niedługo po tragicznych wydarzeniach, Tsuru dokonuje wyboru, który nie podoba się jej młodemu stryjowi, a który pozwala dziewczynie rozwijać swoją pasję i umiejętności. Niestety, ambicja męża, niepokoje w kraju i bliska wojna sprawiają, że dziewczyna jest zmuszona opuścić rodzinny dom i pozwolić ponieść się fali historii, która ma zmienić oblicze Japonii, jaką znała. Rozbita między kobiecym ciałem, a duszą mężczyzny, rozsądnym, szczęśliwym związkiem, a wielką namiętnością i zakazaną miłością, Tsuru stara się odnaleźć samą siebie w czasach wojny domowej.

Powieść historyczna fascynuje mnie już od najmłodszych lat, ale jeszcze nigdy nie spotkałam się z książką, która ukazywałaby prawdziwe wydarzenia z przeszłości w sposób, w jaki robi to Kwiat śliwy, mroczy cień. Przede wszystkim, Lian Hearn z niezwykłą płynnością i delikatnością opisuje często krwawą i bezlitosną historię kraju nieustraszonych wojowników, którzy są gotowi oddać życie za swoje racje. Co więcej, autorkę cechuje niezwykła dokładność i szczegółowość opisów, która w żadnym razie nie nudzi, ale rozbudza zainteresowanie, sprawia, że serce bije szybciej, zaś czytelnik nie jest w stanie oderwać się od lektury. Niespotykanym i niesłychanie fascynującym zabiegiem było wplecenie w fikcyjną historię krótkich rozdziałów dotyczących przełomowych, często ostatnich, chwil z życia bohaterów historycznych. Dzięki nagromadzeniu w nich emocji i uczuć, czytelnik zakochuje się w ludziach, którzy przecież kiedyś żyli naprawdę, współczuje im, roni łzy myśląc o ich losie, zaś ich nazwiska zapadają w pamięć i nigdy nie będą mu obojętne.

To jednak nie koniec, jako że poza czystą historią, motywem przewodnim książki jest również medycyna. Dzięki pani Hearn mamy okazję poznać dzieje rozwoju tejże nauki na Wyspach Japońskich, dowiadujemy się o ogromnym wpływie Europy na kształcenie lekarzy, a także mamy okazję zapoznać się z niektórymi niezwykle popularnymi w tamtym okresie chorobami oraz sposobami ich leczenia. Nie ulega wątpliwości, że autorka dołożyła wszelkich starań, by uczynić swoją bohaterkę jak najbardziej prawdopodobną i tchnąć w nią prawdziwy duch zamiłowania do medycyny.

Mając do czynienia z powieścią osadzoną w japońskich realiach nie sposób zapomnieć o ogromnym znaczeniu kultury, która w przypadku książki Kwiat śliwy, mroczy cień stanowi integralny element życia wszystkich bohaterów. Tsuru i jej rodzina są wręcz kopalnią wiedzy o kulturalnych zawiłościach XIX wiecznej Japonii. Albowiem właśnie poprzez te postaci dostrzegamy wszelkie istotne aspekty etykiety, różnice w postrzeganiu i traktowaniu kobiet, czy też osób należących do różnych klas społecznych.

Kwiat śliwy, mroczy cień nie charakteryzuje się jednak samymi walorami praktycznymi. Powieść jest również cudowną rozrywką, jako że przedstawia w sposób niezwykle rozsądny różne oblicza miłości, podejmuje temat walki w imieniu ludzkich racji i praw. Główna bohaterka nie cierpi z powodu nieudanego związku z mężczyzną, którego nie kocha, ale odnajduje w małżeństwie szczęście i przyjaźń. W chwili zwątpienia nie zastanawia się zbyt długo nad swoją przyszłością, ale odważnie podejmuje ryzyko, pozwala porwać się namiętności, decyduje się na kontrowersyjny romans, który dodaje jej skrzydeł. A wszystko to wieńczą duże i małe tragedie, które chwytają za serce, zmuszają do płaczu. Albowiem w przypadku Lian Hearn dramatu nie da się uniknąć, zaś sposób w jaki nam go podaje zawsze porusza i zapada w pamięć. Książek tej autorki po prostu nie można czytać nie zaopatrzywszy się wcześniej w paczkę chusteczek, gdyż nikt tak jak ona nie przekazuje emocji towarzyszących wydarzeniom tragicznym.

Kwiat śliwy, mroczy cień jest więc powieścią, która naprawdę potrafi zdominować życie nie tylko na czas jej lektury, ale także na wiele dni później, kiedy to czytelnik w dalszym ciągu przeżywa wydarzenia, których był świadkiem. Bohaterowie zdobywają ludzkie serca z przerażającą łatwością i pozostają w pamięci na długi czas, zaś historia wzrusza do łez ilekroć się ją wspomina. Naprawdę ciężko uwierzyć, że w wielu przypadkach to prawdziwe wydarzenia wywołują w nas tak gwałtowne emocje. Wierzcie lub nie, ale nigdy wcześniej nie płakałam nad losem bohaterów historycznych. Lian Hearn zdołała to zmienić i tym samym udowodniła, że w pełni zasługuje na moje oddanie i miłość.