wtorek, 5 marca 2013

Drużyna. Najeźdźcy - John Flanagan



Tytuł: Drużyna. Najeźdźcy
Autor: John Flanagan
Wydawca: Jaguar
Ilość stron: 439
Ocena: 5/6





Uciekając przed godnym pożałowania losem zhańbionego wojownika, który tak naprawdę nie przynależy już do skandyjskiego społeczeństwa, ośmioosobowa drużyna Czapli, w asyście starego wilka morskiego, stawia czoła sztormom, które zawładnęły wodami przemierzanych przez nich mórz. Choć chłopcy obawiają się pościgu wysłanego za nimi przez Eraka, to jednak pogoda nie pozwala im na dalszą żeglugę. Załoga niepozornego statku zatrzymuje się w niewielkiej zatoczce licząc na to, iż ścigany przez nich okręt Zavaca – złodzieja, który ośmielił się wykraść największy skarb Skandian – również zmuszony będzie do nieplanowanego zarzucenia kotwicy. Z początku te błogie chwile spokoju wydają się zbawienne, lecz na dłuższą metę nuda okazuje się burzyć zbudowaną przez chłopców więź. Rozsądny i doświadczony Thorn bierze sprawy w swoje ręce zmuszając młodych żeglarzy do działania i ciężkich ćwiczeń, jako że ich dotychczas zdobyte umiejętności na niewiele się zdadzą w prawdziwej walce. Jak widać, dla Skandian nauka wojaczki nie kończy się zbyt szybko, podobnie jak zadanie, które muszą wykonać. A jednak, mimo początkowych niedogodności i problemów, los uśmiecha się do załogi „Czapli”. Wojownicy nie tylko znajdują na morzu atrakcyjną, młodą dziewczynę, ale i dzięki jej pomocy trafiają na wyraźny ślad Zavaca. Do tego starcia po prostu musiało kiedyś dojść!

Fanom autora nie trzeba przypominać, iż Najeźdźcy to drugi tom Drużyny – znakomitej serii Johna Flanagana luźno powiązanej z bestsellerowymi Zwiadowcami. Choć wiele osób wyznaje zapewne wyższość przygód Willa ponad burzliwymi perypetiami Hala, ja nadal podtrzymuję swoją zgoła odmienną opinię. Drużyna wydaje mi się, bowiem staranniej dopracowana już od pierwszego tomu i odrobinę doroślejsza, czego potwierdzenie odnalazłam w drugiej części. Co więcej, podczas gdy w Zwiadowcach postaci poboczne po prostu są, o tyle w przypadku drugiej serii autora każda jest starannie budowana kawałek po kawałku, jeśli tylko ma jakieś znaczenie dla opowiadanej historii. Dzięki temu bohaterów można szczerze polubić, nie zaś zwyczajnie akceptować ich obecność, bądź irytować się ich „bezpłciowością”. Nic więc dziwnego, iż postaci w Najeźdźcach są mi niesłychanie bliskie.

Ponadto w przypadku drugiego tomu najistotniejszy wydaje mi się fakt brutalniejszych opisów, które stawiają tę powieść ponad delikatnymi Zwiadowcami. Jakby na to nie spojrzeć, tym razem mamy do czynienia z żądnymi godnej rozrywki skandyjskimi wojownikami, a więc bez kilku trupów się nie obejdzie, a i bezwzględny Zavac robi swoje torturując ofiary. Z tego też powodu, książka okazuje się bardziej surowa niż dotychczasowe pozycje autora. Naturalnie, bohaterowie nie są przy tym przesadnie agresywni, choć cechuje ich na pewno większa dorosłość i bezwzględność płynąca z wychowania w społeczeństwie wojowników. Ten drobny wątek kulturowy czyni Najeźdźców pozycją tym bardziej godną zainteresowania.

To jednak nie wszystko. Bądźmy realistami, ilu czytelników słyszało o broni noszącej wdzięczną nazwę „atlatl”? Osobiście dowiedziałam się o niej dopiero czytając drugi tom Drużyny i nie wstydzę się przyznać, iż jestem teraz zdecydowanie mądrzejsza niż przed lekturą powieści. Bowiem autor uraczył nas także kilkoma ciekawostkami na temat budowy statków i ich ulepszeń, które Hal stosuje w swojej „Czapli”. Pozwolę sobie na jeszcze odrobinę szczerości i wyznam, iż do pomysłów młodego wynalazcy w tym tomie podchodziłam równie sceptycznie, co jego towarzysze. Nie umniejsza to jednak geniuszu Flanagana, gdyż w ten właśnie sposób z „misia o bardzo małym rozumku” stałam się „misiem” dokształconym. Czy jest lepszy sposób na naukę niż ten płynący z lektury i wspaniałej przygody?

Reasumując, Drużyna w dalszym ciągu trzyma fason i z każdym tomem zdaje się coraz silniej absorbująca, coraz bardziej pouczająca. Bohaterowie są nam coraz bliżsi i mają w sobie nieodparty urok, na który nie sposób nie zwrócić uwagi. Poza tym, lektura naprawdę podnosi na duchu i pozwala nam wierzyć, że każdy jest na swój sposób wyjątkowy, a wytrwałe dążenie do celu może przynieść cudowne rezultaty. Jak więc się jej oprzeć?

niedziela, 3 marca 2013

Zapowiedzi: Tam, gdzie śpiewają drzewa



Tytuł: Tam, gdzie śpiewają drzewa
Autor: Laura Gallego
Wydawca: Dreams
Ilość stron: 400







"Zgodnie z jej przewidywaniami Wilkowi ten pomysł nie spodobał się.
– Źródło wiecznej młodości? – zażartował. – Obudź się, Viano. Każdy las ma podobną legendę. To tylko bajki.
– Ale Oki powiedział...
– Oki powiedział ci, że znajdziesz takie...
źródło, jeśli udasz się do serca Wielkiego Lasu?
– Nie – przyznała z niechęcią Viana.
– Ponieważ ono nie istnieje, rozumiesz? Oki jest tylko gawędziarzem, Viano. Wiesz, co to oznacza? Że opowiada bajki. Bajki – powtórzył. – Czyli zmyślone historie.
– Wiem, co to są bajki – odparła Viana, urażona. – Ale mimo to... nie zastanawia cię ani trochę fakt, że Harak...?
– Ani słowa więcej na ten temat.
Viana nie nalegała. Chociaż podjęła już decyzję i Wilk nie był w stanie jej powstrzymać. Nie tym razem."



Wzruszająca i niezwykle wciągająca historia o miłości i pokonaniu przeszkód.

Viana jedyna córka księcia z Rocagrís wraz z nadejściem wiosny planuje swój ślub z ukochanym Robianem z Castelmar, któremu została przyrzeczona jeszcze gdy byli dzieć mi. Jednak podczas święta zimowego przesilenia na zamek przybywa Wlik, rycerz z gór, aby ostrzec króla Nortii o zbliżającej się inwazji stepowych barbarzyńców. Robian, książę, jak i pozostali rycerze, zmuszeni są bronić swojego króla i ziem. Większość z nich ginie w walce i królestwo zostaje podbite przez barbarzyńców. Pozostali przy życiu rebelianci wraz z Vianą postanawiają uwolnić królestwo Nortii spod panowania okrutnego i pozornie nieśmiertelnego króla Haraka. Aby zwyciężyć , muszą poznać tajemnicę Wielkiego Lasu i dotrzeć tam, gdzie śpiewają drzewa...
 


KILKA SŁÓW ODE MNIE:

Powiem szczerze, zupełnie nie wiem, czego spodziewać się po tej książce. Czy będzie przypominała „Fantagiro” (mój ukochany serial z dzieciństwa), czy może każdy z bohaterów zmagać się będzie ze swoimi demonami w miejscu, w którym przyjdzie mu wyczekiwać ponownego połączenia z ukochaną osobą? Pewne jest tylko to, że już przez sam opis przedziera się szczypta magii, która nęci, zaś sama tematyka sięga głęboko w moje wspomnienia pragnień dzieciństwa – średniowieczne realia zawsze pojawiały się w moich marzeniach. Może w poprzednim życiu byłam rycerzem? Ha, kto wie? Nie mniej jednak, jest to powieść, którą muszę przeczytać!





Królewski wygnaniec - Fiona McIntosh



Tytuł: Królewski wygnaniec
Autor: Fiona McIntosh
Seria: Trylogia Valisarów
Wydawca: Galeria Książki
Ilość stron: 576
Ocena: 6/6




Kraje Koalicji upadają jeden po drugim bezsilne wobec przeważającej potęgi barbarzyńskiego najeźdźcy, który pasmem zwycięstw toruje sobie drogę do Penraven – siedziby potężnego rodu Valisarów. Loethar nie ma litości, kiedy inteligentnie i wytrwale podbija kolejne krainy brutalnie wyniszczając nieprzyjaciół by ostatecznie sięgnąć po upragnioną nagrodę, jaką jest królewska głowa Brennusa, upokorzenie jego rodziny oraz zapanowanie nad tajemną mocą płynącą w żyłach Valisarów. Najeźdźca jest, bowiem przekonany, że legendy mówią prawdę i król posiada magiczny dar przekonywania. Niestety, nic na to nie wskazuje. Loethar dzięki zdradzie w szeregach wojska Valisarów zajmuje upragniony zamek, lecz od tego momentu nic już nie układa się po jego myśli. Brennus popełnia samobójstwo pod samym nosem nowego imperatora, zaś następca tronu – nastoletni Leonel – wymyka się z rąk barbarzyńskiego przywódcy uciekając wraz z oddanym sobie przyjacielem i opiekunem. Będąc wygnańcami we własnym kraju, skazani na tułaczkę chłopcy narażeni są na ciągłe niebezpieczeństwo, zaś bezwzględny Loethar planuje siłą wydrzeć młodego władcę z jego pozornie bezpiecznego schronienia by pozbawić nadziei ludność Penraven i innych podbitych krain. Jak długo dwunastoletni król Leonel żyje, tak długo barbarzyńcy narażeni są na bunt, który mógłby zagrozić ich nowo zdobytej władzy. Jak wiele niewinnej krwi należy przelać nim wojna dobiegnie końca? I czy w ogóle jest to możliwe?
Królewski wygnaniec stanowi pierwszy tom znakomitej Trylogii Valisarów autorstwa Fiony McIntosh. Autorka prezentuje swojemu czytelnikowi zgrabną i bardzo interesującą powieść stanowiącą naprawdę dobre połączenie epickiej subtelności Tolkiena z realistyczną brutalnością świata Georga Martina. Jest więc idealnym pomostem między spokojem, a gwałtownością, ciszą, a krzykiem, do których można porównać najznamienitsze dzieła tych dwóch twórców. Nie mniej jednak, Królewski wygnaniec w niczym nie przypomina innych powieści. Charakteryzuje się wyczuciem stylu i odrobiną autentyczności. Jest tym, czego od dawna szukałam w literaturze fantasy. Bardzo cenię sobie, bowiem subtelność świata przedstawionego i rycerskie ideały, którymi kierują się niektóre postaci, zaś w powieści Fiony McIntosh ta odrobina romantyzmu jest dobrze wyczuwalna.
Świat, jaki prezentuje nam autorka jest bardzo dobrze odmalowany, chociaż w dalszym ciągu wielu rzeczy nie wiemy o rządzących nim prawach. Nie podano nam go na tacy, ale jest tworzony kawałek po kawałku, co rozbudza w czytelniku ciekawość, nie pozwala łatwo oderwać się od lektury i skłania do snucia własnych teorii na wiele tematów. Jakby na to nie patrzeć, Królewski wygnaniec to przecież zaledwie pierwszy tom trylogii, a więc jeszcze wiele przed nami i nie jedno może nas zaskoczyć. W końcu, nie sposób przewidzieć, co jeszcze kryje się pośród różnorodnej magii Obdarzonych, legend mówiących o wielkim darze dynastii Valisarów i brutalnych rytuałów. Co więcej, autorka zabiera nas w niesamowitą podróż do pięknego, ale i niebezpiecznego świata, w którym bogowie wchodzą w interakcję z ludźmi.
Pod względem językowym książka znajduje się na całkiem dobrym poziomie. Nie jest przesadnie poważna, nie ocieka niepotrzebnym wulgaryzmem, czy też krwawymi opisami, ale też nie traktuje wszelkich konfliktów po macoszemu. W żyłach bohaterów nie płynie woda, lecz krew, a jednak nie zalewa ona stron pozwalając by przez barbarzyńskie metody ludzi ze Stepów przebiły się również drobne opisy, ciekawe historie, piękno przyjaźni oraz lojalności. Nic więc dziwnego, iż Fionie McIntosh nie można odmówić starannego, lekkiego pióra, które idealnie pasuje do epickiej fantastyki.
Ponadto również pojawiające się w powieści postaci zasługują na uznanie i kilka ciepłych słów. Z największą łatwością podbijają, bowiem serca czytelników, są skomplikowane, pełne tajemnic, kontrastów nie pozwalają na obojętność, fascynują, zaskakują, rozkochują w sobie odbiorcę niezależnie od roli, jaką spełniają w historii. Zarówno bohaterowie, jak i wyraźnie zarysowane czarne charaktery mają w sobie coś magicznego i godnego uwagi, a tym samym niemal zmuszają do obdarzenia ich sympatią. Nie sposób jednoznacznie stwierdzić, co kieruje każdą z postaci, co kryje się za podejmowanymi przez nie decyzjami, jaką historię mają nam jeszcze do opowiedzenia. Każdy jest tu enigmą, zagadką, jaką należy rozwiązać, zaś kluczem do sukcesu są kolejne tomy, na które ja osobiście czekam z niecierpliwością.
Co jeszcze ma nam do zaoferowania Królewski wygnaniec? Tajemnicę, tajemnicę i jeszcze więcej tajemnic. Tu nic nie jest pewne, bohaterowie nie wiedzą zbyt wiele o sobie nawzajem, ale i o sobie samych, każdy ma na sumieniu jakiś mały, bądź większy sekret, który wyjawi dopiero w odpowiednim czasie, by zaskoczyć czytelnika, całkowicie zmienić obraz powieści i przyszłość, jaka czeka na bohaterów. Poza tym, książka porusza także temat cienkiej granicy między zdradą, a lojalnością, która może się zatrzeć w każdej chwili. Dwie sprzeczne idee przenikają się wzajemnie, mieszają i komplikują sytuację nie pozwalając na jednoznaczne stwierdzenie, kto jest przyjacielem, a kto wrogiem. Co więcej, znajdziemy tu również bardzo poruszający obraz głębokiej, prawdziwej przyjaźni, miłości, na którą nie ma miejsca pośród wojny, rozlewu krwi i walki o władzę, czy sprawiedliwość. Autorka ukazuje nam każdą z tych namiętności w epicki sposób pełen romantycznych idei, które wzruszają i zapadają w pamięć na długo.
Reasumując, Królewski wygnaniec to kawał doskonałej lektury, która przywodzi na myśl świetność dawnych ideałów, które charakteryzowały europejskie rycerstwo znane nam z podań, powieści i legend. Jest to historia, w której z łatwością można się zakochać w przeciągu jednej chwili, jeśli tylko dopuści się do głosu romantyczną duszę i otworzy serce na subtelność świata fantasy.
Będę szczera, od dawna czekałam na ten właśnie rodzaj fantastyki i teraz z czystym sumieniem mogę polecić ten tytuł innym, jak również zapewnić, że z rozkoszą sięgnę po tę lekturę jeszcze niejednokrotnie.

piątek, 1 marca 2013

Harry Potter i Czara Ognia - J.K. Rowling



Tytuł: Harry Potter i Czara Ognia
Autor: Joanne Kathleen Rowling
Wydawca: Media Rodzina
Ilość stron: 768
Ocena: 6/6





Chociaż Harry już niemal od czterech lat żyje w społeczeństwie czarodziejów, nadal nie jest całkowicie oswojony z tym, czym żyją przeciętni magicznie uzdolnieni ludzie. Tym razem młody Potter ma do czynienia z nie lada wydarzeniem, jakim są finały mistrzostw świata w quidditchu. Wraz z rodziną Weasleyów oraz Hermioną ma okazję podziwiać to wielkie święto magicznego sportu siedząc na trybunach i przyglądając się grze profesjonalistów. Niestety, Śmierciożercy wykazują nadzwyczajną aktywność zamieniając to wielkie wydarzenie w pełną niepokoju grę nerwów. Po tak emocjonujących wakacjach, Harry wraca do Hogwartu na czwarty rok nauki, który zapowiada się zupełnie inaczej niż poprzedni. W tym roku organizowany jest, bowiem Turniej Trójmagiczny, w którym brać udział mogą tylko pełnoletni czarodzieje. Z tej też okazji do Hogwartu przybywają uczniowie ze szkół we Francji oraz Bułgarii, co dla angielskich uczniów okazuje się być wydarzeniem nieporównywalnym z jakimkolwiek innym mającym miejsce w ich szkole. Tak się jednak nieszczęśliwie składa, że stosunkowo spokojny natłok podniosłych wydarzeń zostaje zakłócony przez niespodziewane pojawienie się nazwiska Harry’ego Pottera w magicznej Czarze Ognia. Jak to możliwe, że niepełnoletni czarodziej zdołał zgłosić się do udziału w Turnieju Trójmagicznym bez własnej wiedzy? A przecież to zaledwie początek problemów, jakie czekają na Harry’ego w tym roku.
Harry Potter i Czara Ognia to czwarta odsłona bestsellerowej serii J.K. Rowling, której naprawdę nikomu nie trzeba przedstawiać.  Wiele osób mogłoby się spodziewać, że na tym etapie autorka wyczerpała już swój geniusz i straciła natchnienie, jednakże założenie takie byłoby nie tylko błędne, ale i krzywdzące. Pani Rowling bezsprzecznie jeszcze nie raz nas zaskoczy i udowodni, że nie na darmo rozkochała w sobie tłumy. Jest ona niekwestionowaną królową literatury młodzieżowej, co potwierdzi każdy fan jej twórczości, zaś dowodem na to mogą być jej dzieła.
Argumentem świadczącym o geniuszu autorki może być fakt, iż przybliża nam kulturę czarodziejskiej społeczności z dokładnością jeszcze większą niż wcześniej. Kawałek po kawałku jesteśmy w stanie składać puzzle tworzące magiczny świat jej powieści w zgrabną, interesującą całość. W dalszym ciągu doświadczymy idealnego połączenia współczesnej nowoczesności mugoli z innowacyjnymi i fascynującymi rozwiązaniami czarodziejów. Nie sposób wyznaczyć granicy między możliwościami poszczególnych czarodziejów, jak i nie możemy ograniczać samej magii, która jest niezbadana i niemal nieograniczona. Świat powieści nie mieści się w żadnych z góry narzuconych ramach możliwości i niewykonalności, dzięki czemu autorka nie tylko może nas zaskakiwać, ale również czyni swoją powieść logiczną. Nie ma tu, bowiem niczego niemożliwego.
 Co więcej, pani Rowling sprawnie wprowadza nowe postaci, które intrygują i pozwalają się kochać. Mimo sporej liczby znanych nam już bohaterów nowi wcale nie zaczynają powtarzać wcześniejszych wzorców. Każdy z nich jest wyjątkowy i inny, co przychodzi im z zadziwiającą łatwością. Autorka poszerza również zakres umiejętności naszych ukochanych bohaterów. I tak oto, Harry, który mimo swojej niedoskonałości potrafi wyjść z wielu nierzadko bardzo niebezpiecznych opresji, jest coraz bardziej uzależniony od przyjaciół, Hermiona z każdą chwilą staje się bardziej kobieca, zaś Ron zdaje się odczuwać pewne romantyczne uczucia względem płci przeciwnej. Także Snape, Pettigrew, czy sam Lord Voldemort należą do postaci, które rozwijają się, zmieniają i pozwalają się lepiej poznać. Nie znam autorki, która potrafiłaby kreować czarne charaktery w taki sposób, jak ma to miejsce w przypadku Rowling. Jej postaci kocha się niezależnie od tego, po której stronie stoją.
Seria przygód młodego czarodzieja od samego początku dorastała wraz z czytelnikami, którzy podobnie jak Harry z każdym rokiem stawali się starsi. Nasi główni bohaterowie są już czternastoletnimi młodymi ludźmi i z tego też powodu ich problemy są konkretniejsze, bardziej dojrzałe. Również główna intryga, w którą zamieszany jest Czarny Pan nabiera niebezpieczniejszego i bardziej konkretnego wyrazu. To, co do tej pory wydawało się strachem przed własnym cieniem, teraz okazuje się prawdziwą walką z materialnym wrogiem. To nie jest już starcie jeden na jednego, ale autentyczna walka dwóch zupełnie przeciwnych obozów, dwóch potęg, które będąc sobie równymi mogą ponieść równie dotkliwe straty.
Kolejny raz pragnę zachęcić do lektury powieści, która zrewolucjonizowała literaturę i zachęciła wiele osób do czytania książek. Sama nie byłam przekonana, co do Harry’ego Pottera póki nie zostałam zmuszona do zapoznania się z tymi książkami, by ostatecznie zakochać się bez pamięci w sztuce J.K. Rowling, jako że jej powieści nie sposób zaliczyć wyłącznie do grona literatury. Jaki więc sens ma dalsze uciekanie przed Harrym Potterem skoro można przeczytać tę powieść i zakochać się w niej, bądź z czystym sercem opowiedzieć się po stronie jej przeciwników? Z jakiegoś powodu pani Rowling podbiła świat, może więc czas sprawdzić, w jaki sposób to osiągnęła? Ja poznałam już tajemnicę jej sukcesu. Teraz Twoja kolei!