piątek, 14 października 2016

Fanfiction: Bez ostrzeżenia (Część X)


Fanfiction

Tytuł: Bez ostrzeżenia
Część: X
Fandom: Shadowhunters
Gatunek: komedia



Zaledwie Magnus postawił jedną nogę w mieszkaniu przyjaciółki, od razu rozstawiał wszystkich po kątach, jakby to miało mu w jakikolwiek sposób pomóc w przygotowaniu eliksiru. Isabelle czekała na niego cierpliwie w doprawdy miniaturowej kuchni, tak jak jej polecił, i tylko co jakiś czas zaglądała ukradkiem do salonu, w którym rządził czarownik. Nie była pewna, co ugryzło Magnusa, ale najwyraźniej musiała być to jakaś naprawdę paskudna kreatura, skoro nie potrafił znaleźć sobie miejsca, jakby napędzany adrenaliną.
- Clary, pomogłabyś Isabelle zrobić herbatę? Nie chcę żeby ktoś kręcił się po kuchni, kiedy zacznę przygotowywać eliksir. - poprosił uprzejmie, chociaż w jego spojrzeniu kryło się coś na wzór rozkazu. Dziewczyna i tak nie zamierzała mu odmówić, więc skinęła głową i dołączyła do przyjaciółki, która już na nią czekała, aby mogły wspólnie obgadać pobudzonego czarownika.
- Co go ugryzło? - zapytała Clary, rozkładając na stole kubki i wlewając wodę do czajnika.
- Nie mam pojęcia. Może się denerwuje? W końcu ten eliksir nie kojarzy mu się najlepiej. To przez niego zginął Ragnor. Wracają wspomnienia, a my znowu mamy jakieś kłopoty.
- Magnus i zdenerwowanie? Zastanawiam się, czy to w ogóle możliwe w jego przypadku. Wydaje się, że niczego nie jest tak pewny jak swoich umiejętności.
- Swoich tak, ale co z moimi?
Dziewczyny spojrzały na siebie, jakby nawzajem czytały sobie w myślach.
- Dasz sobie radę, Izzy. Magnus cię poprowadzi, a później będziesz się nam przechwalać tym, co osiągnęłaś.
- Jasne, zostanę nowym mistrzem eliksirów w Hogarcie.
- Simon dobrze cię wyuczył. - Clary roześmiała się, a Isabelle zawtórowała jej już o wiele mniej spięta niż przed chwilą.
Kiedy dziewczyny układały na stoliku kubki z herbatą, męska część ich grupy pochłonięta była rozmową o przenoszeniu nieprzytomnego czarownika, którego będą zmuszeni ukryć.
- Nie możemy dopuścić do tego, żeby wiedział, co się z nim dzieje. - wyjaśniał czarownik – Żadnych rozmów, czy gwałtownych ruchów, które mógłby zapamiętać. Musimy być bardzo ostrożni.
- I będziemy. - zapewnił pewnym siebie głosem Jace. - Alec znajdzie odpowiednie miejsce do ukrycia ciała, a my dwaj je przeniesiemy.
- W tym czasie dziewczyny zajmą się przeszukiwaniem mieszkania. - przytaknął mu prarabatai.
- Jesteśmy najlepszymi Nocnymi Łowcami w tym pokoleniu, Magnusie.
- Już ja wiem coś o waszym pokoleniu najlepszych. - ton czarownika diametralnie się zmienił, kiedy zamruczał i rzucił szybkie spojrzenie Alecowi. - Tak się składa, że niektórzy z was są też najprzystojniejsi.
- Zemdli mnie...
Magnus spojrzał na blondyna groźnie, po czym wymusił przesłodzony uśmiech, który na ustach Aleca wyglądał naprawdę przerażająco. Jace od razu pożałował swojego komentarza.
- Mogę pomóc ci pozbyć się zawartości żołądka jeśli chcesz. Na pewno odczujesz ulgę. Catarina powinna mieć tu jakieś eliksiry, które ci pomogą, a jeśli nie to z rozkoszą użyję pięści, żeby wydusić z ciebie to, co tak ci zalega w środku.
- Dziękuję, ale chyba zrezygnuję.
- Doprawdy? Wielka szkoda. - Magnus spojrzał ostro na Isabelle. - Idziemy, nie mamy czasu do stracenia! - rzucił tonem generała zagrzewającego swoich ludzi do walki.
Dziewczyna dopiła szybko swoją herbatę i wzruszyła ramionami w odpowiedzi na pytające spojrzenie Clary. Nic nie mogła poradzić na to, że Magnus miał w sobie więcej energii, niż zwykle, a przecież już na co dzień był istną bestią. Problem w tym, że jego energia miała teraz w sobie tyle gburowatości, że Izzy zastanawiała się, czy nie jest to wina ciała Aleca. W końcu jej brat miał naturalną skłonność do dąsania się na cały świat. Jasne, Magnus zdołał to w dużej mierze zmienić, ale depresyjny mrok otaczający chłopaka pozostał na swoim miejscu. Jeśli to nie to wpływało na humor czarownika w tej chwili to Isabelle nie miała pojęcia, co mogło być powodem jego wyjątkowo pochmurnego nastawienia.
- Więc? Co mam robić? - zapytała, całą swoją postawą podkreślając pełne zaufanie pokładane w czarowniku.
- Na początek usiądź i po prostu obserwuj. Kiedy uporam się z pierwszą fazą, nauczę cię zaklęcia, które będziesz musiała wypowiedzieć przed rozpoczęciem drugiej. Nie martw się. - rzucił uspokajająco widząc jej przerażenie, które zdecydowanie nie pasowało do jego twarzy. - Jeśli wysadzisz to, co do tej pory zrobię, zaczniemy od nowa i tak do upadłego. Musisz zaufać odruchom mojego ciała. Ono wie, w jaki sposób ma działać, musisz się tylko temu poddać i nie stawiać oporu. Wiem, że to trudne, sam się z tym zmagam, ale dasz sobie radę. Isabelle, jeśli miałbym wskazać osobę, którą uważam za zdolną do uczynienia niemożliwego możliwym, byłabyś to właśnie ty. - w jego spojrzeniu była szczerość, którą do tej pory widywała tylko u Aleca oraz Clary. Prawdziwa emocjonalna operacja na otwartym sercu.
Skinęła głową i przyglądała się Magnusowi, który swoje pełne gracji ruchy zdołał zaszczepić ciału jej brata. Nie miała pojęcia, jak często mężczyzna bywał u przyjaciółki, ale dało się zauważyć, że w mieszkaniu Catariny czuł się równie swobodnie co u siebie. Doskonale wiedział, gdzie szukać składników, których potrzebował, skąd wygrzebać niezbędne mu naczynia i w którym miejscu mieści się kosz na śmieci. Wszystko to było tak zwyczajne i elementarne, że aż nie pasowało do Wysokiego Czarownika Brooklynu. To jak kazać Harry'emu Potterowi grać w piłkę nożną, jak na pewno określiłby to Simon.
- Nie latam na miotle, ale zapewniam, że jestem lepszym czarownikiem od Harry'ego Pottera. - Magnus uśmiechnął się do dziewczyny rozbawiony, co uświadomiło jej, że przypadkiem ostatnie zdanie wypowiedziała na głos. - Noe dobrze, to musi uzyskać odpowiednią temperaturę zanim przejdziemy dalej, więc zajmijmy się teraz tobą. Tutaj jest zaklęcie, a przynajmniej zapis, w jaki sposób powinnaś je wypowiedzieć. - podał dziewczynie kartkę. Nawet nie wiedziała, kiedy to dla niej zapisał. - Spróbuj przeczytać.
Isabelle wspięła się na wyżyny swoich możliwości deklamacyjnych, ale Magnus i tak doszukał się co najmniej dziesięciu błędów w jej intonacji i wymowie. Poprawił ją raz, drugi, trzeci. Podpowiadał jej, jak należy wymawiać zaklęcie, demonstrował układ warg i języka. Był wymagający, co było oczywiste, biorąc pod uwagę wagę tego zaklęcia, ale był także niesamowicie cierpliwy. Nie wściekał się, kiedy ciągle popełniała ten sam błąd, zamiast tego żartował ostrzegając ją, że jeśli wypowie zaklęcie w ten sposób, może się okazać, że zamiast eliksiru, który będzie miał uśpić czarownika, zrobią taki, który zamieni go w skarabeusza lub zwykłego daktyla.
- To w ogóle możliwe?
- Moja droga, z Białą Księgą niemal wszystko jest możliwe, ale mniejsza o to. Tym razem poszło ci lepiej. Jeszcze chwila i będzie idealnie. - pochwalił ją, zachęcił i wrócił do gotującego się eliksiru.
Isabelle ćwiczyła dalej i kiedy w końcu zdołała właściwie wypowiedzieć zaklęcie trzy razy z rzędu, Magnus kazał jej zrobić to raz jeszcze, ale tym razem nad garnkiem z wywarem, do którego musiała dorzucić kilka innych składników.
Udało jej się, chociaż już prawie, prawie popełniła błąd. Uff, było blisko! Najgorsze jednak, że na tym jej wkład się nie kończył, więc następnym razem mogło nie być już tak pięknie. Z tego, co powiedział jej Magnus, zaklęcia, jakie musiała wypowiadać, były elementarne i wymagały jakiś szczególnych umiejętności, ponieważ esencją był eliksir, którego przygotowanie wymagało skupienia i wiedzy. I pomyśleć, że jeszcze niedawno uważała życie czarownika za przyjemniejsze niż służba Nocnego Łowcy. Gdzie ona miała wtedy rozum?

Znudzony do reszty Jace siedział na sofie za usadowionym na ziemi między jego nogami Alexandrem i słuchając instrukcji Clary, zaplatał przyjacielowi warkocze. Na początku Alec opierał się i nie planował przystać na propozycję tak głupiej, dziewczyńskiej zabawy, ale ostatecznie i on nie miał, co ze sobą zrobić. Magnus zabronił im chodzić po pokoju, żeby przypadkiem go nie rozpraszali, więc skazana na bezczynność trójka musiała znaleźć sobie jakieś spokojne, niewymagające ruchu zajęcie. O dziwo, to właśnie Jace był tym, który wpadł na pomysł „zabawy włosami”, jakby od dziecka tylko na to czekał.
- Dziwi mnie, że nigdy nie poprosiłeś Isabelle żeby ci na to pozwoliła. - mruknął nadąsany Alec, który cierpiał katusze, kiedy Jace przypadkowo ciągnął go za włosy stanowczo za mocno.
- Oszalałeś? Ona jest bardzo przewrażliwiona na punkcie swoich włosów. Gdybym wyrwał jej przypadkiem chociażby jeden, poddałaby mnie wymyślnym torturom.
- No tak, to ma jakiś sens. Chociaż zdajesz sobie sprawę z tego, że właśnie oskubujesz z piór ciało swojej dziewczyny?
- Oj, zamknij się, Alec! Nie jestem w tym taki zły.
- Jasne, że nie. Minąłeś się z powołaniem, zamiast Nocnym Łowcą powinieneś zostać fryzjerem. - Alec kpił z niego otwarcie.
- Jeśli się zaraz nie zamkniesz, każę ci zapuścić włosy i będę na nich ćwiczył na wypadek, gdybym doczekał się kiedyś córki! I nie martw się, załatwię to z Magnusem tak, że będzie po mojej stronie. Wcisnę mu, że będę też czesał waszą córkę, jeśli będziecie ją mieć.
Jego parabatai aż się zapowietrzył, zarumienił i speszył. Zapewne zacząłby coś kręcić i zaprzeczać, gdyby nie fakt, że nie potrafił wydobyć z siebie słowa.
- I po problemie. Muszę zapamiętać, że w ten sposób można cię uciszyć.
Tym razem Alec był gotowy powiedzieć, co o tym wszystkim myśli, ale pojawienie się Catariny ostudziło jego buntowniczy zapał. O pewnych prowadzonych przez nich konwersacjach nie powinien wiedzieć nikt spoza ich niewielkiej zaufanej grupki. Nawet Clary do niedawna nie była jej częścią i dopiero związek z Jacem zapewnił jej w pewnym momencie członkostwo w tej vipowskiej grupie.
- Catarino, jesteśmy w kuchni i przyda nam się twoja pomoc! - zawołał do przyjaciółki Magnus, co znaczyło, że najpewniej usłyszał otwierający i zamykający się portal.
Kobieta posłała przelotny uśmiech wpatrzonej w nią trójce Nocnych Łowców i przewróciła oczyma, kiedy Magnus zaczął ją poganiać.

Luke Garroway Moodboard

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękujemy za zostawienie po sobie śladu!