środa, 1 kwietnia 2015

Królowa na wojnie - K.A.S. Quinn



Tytuł: Królowa na wojnie
Autor: K.A.S. Quinn
Seria: Kroniki Tempusu
Tom: 2
Wydawca: Dreams
Ilość stron: 320
Ocena: 6/6




Anglia, Londyn, XIX wiek. Kiedy schorowana starsza siostra Jamesa, Grace, wraca do rodzinnego kraju z rekonwalescencyjnego wyjazdu, jej słabe zdrowie pogarsza się z każdym dniem. Kiepskiego stanu dziewczyny nie poprawiają staroświeckie metody leczenia jej ojca, który uważa się za autorytet w dziedzinie medycyny. W takiej sytuacji młody syn lekarza oraz jego przyjaciółka, księżniczka Alicja, nie mają innego wyjścia, jak tylko poprosić o pomoc jedyną osobę, która byłaby w stanie pomóc chorej. Problem w tym, że Grace i jej wybawicielkę dzielą nie kilometry a wieki, co sprawia, że w całą sprawę dwójka przyjaciół musi wmieszać także tajemniczego Barnardo DuQuelle'a.
USA, Nowy Jork, XXI wiek. Katie wiedzie normalne, nudne życie przeciętnej, zwyczajnej nastolatki i nawet nie pamięta wydarzeń, które jakiś czas temu okazały się dla niej przełomowe. Z tego też powodu, na nowo przeżywa horror towarzyszący odkrywaniu swojej mocy dziecka Tampusu. Niemniej jednak, to dzięki temu nadprzyrodzonemu darowi oraz ingerencji DuQuelle'a, dziewczyna ostatecznie kolejny już raz przenosi się w czasie do coraz bliższej wojny z Rosją wiktoriańskiej Anglii, gdzie przyjaciele potrzebują jej pomocy bardziej niż kiedykolwiek.

Czas płynie, ludzie bezustannie się zmieniają, dorastają, dojrzewają, starzeją się. Nic nie jest takie, jakie było wcześniej, toteż myślę, że nikogo nie zdziwi to, jak bardzo drugi tom Kronik Tempusu różni się od poprzedniego. W końcu zaczynaliśmy naszą przygodę od stosunkowo niewinnej podróży w czasie, podczas której poznawaliśmy sprzymierzeńców i wrogów, zaś teraz stoimy naprzeciw prawdziwych niebezpieczeństw, tych fantastycznych i tych historycznych. Jak łatwo się więc domyślić, Królowa na wojnie jest powieścią zdecydowanie poważniejszą i dojrzalszą od swojej poprzedniczki. Wydaje mi się, że także brutalniejszą, jako że w tej części nasi bohaterowie opuszczają bezpieczne mury pałacu i wyruszają na Kreml, gdzie toczą się zaciekłe walki między broniącą swojego terytorium Rosją oraz pewną siebie Anglią. Wraz z Katie i jej przyjaciółmi, poznajemy bezwzględne, nieczułe oblicze wojny, która z potwornym krzykiem bólu rannych żołnierzy, rodzi zimne trupy, kalekich mężczyzn, wdowy, sieroty i poległych bohaterów oraz zaglądamy do nieumiejętnie prowadzonego szpitalu wojskowego na terenach ogarniętych konfliktem zbrojnym. W tym tomie serii nie ma już miejsca na dziecięcą niewinność i idealizowanie życia. Najwyższy czas dorosnąć.

I właśnie dorastanie jest jednym z najistotniejszych elementów Królowej na wojnie. Nie chodzi jednak o to, że naszym bohaterom przybyło lat, jako że można się starzeć, ale nigdy nie być dorosłym. W tej części wszyscy zaczynają dojrzewać wewnętrznie, psychicznie, emocjonalnie i społecznie. Pojawiające się na początku tomu niewyraźnie zarysowane cele stają się priorytetami wraz z rozwojem akcji oraz poznaniem świata. Nasi bohaterowie są świadkami cierpień, które zsyła na ludzi wojna, odczuwają frustrację płynącą z niemocy, zmagają się z trudami życia, jakże innego od ich dotychczasowej codzienności. Katie, James i Alicja przestają być dziećmi w niezwykle brutalny, ale właściwy epoce sposób. Myślę, że wraz z nimi zmienia się także czytelnik, który z każdą chwilą coraz bardziej zagłębia się w tę mroczną, krwawą stronę historii, której ze świecą szukać w zimnych, bezpłciowych, teoretycznych i pozbawionych cienia emocji podręcznikach.

Muszę przyznać, że ogromnym plusem tego tomu Kronik Tempusu jest jego historyczny ciężar, niebotycznie większy od tego, który mogliśmy zaobserwować poprzednio. W Królowej na wojnie historia wyraźnie stoi przed fantastyką, co pogłębia magię wiktoriańskiego klimatu oraz dramat przedstawionych wydarzeń. Czytelnik ma okazję wsiąknąć w te odległe czasy, w ich niespokojnego ducha, medyczne zacofanie, ograniczenia etykiety. Najważniejsze wydaje się jednak to, że nie mamy do czynienia z suchymi, podręcznikowymi faktami, ale z żywą opowieścią, która ubogaca historię i czyni ją bardziej zapadającą w pamięć, zdecydowanie bliższą każdemu odbiorcy. Wyobraźcie sobie książkę do historii, która zamiast zarzucać nas niezbędnymi do zapamiętania hasłami i datami, oferuje nam to samo, jednakże w formie interesującej, klimatycznej i mrocznej powieści. Byłoby cudownie, prawda? Królowej na wojnie do podręcznika wprawdzie daleko, ale naprawdę może pochwalić się historycznym zapleczem, które mile połechta, każdą osobę zainteresowaną przeszłością, a w szczególności wiktoriańską Anglią.

Moje zachwyty nad drugim tomem serii nie mają końca, ponieważ kolejną wielką zaletą tej części jest wątek romantyczny, a przyznaję, że zazwyczaj podchodzę do nich nieufnie i jestem wybredna. K.A.S. Quinn zdołała mnie zauroczyć swoją wizją przypadkowego spotkania, rodzącego się zainteresowania drugą osobą oraz omijania jakże rygorystycznej wiktoriańskiej etykiety. Fakt, że nasz amant lada dzień ma wyjechać na wojnę naprawdę czyni uczucie niezwykłym, ponieważ musi ono zmagać się z pośpiechem i ulotnością ludzkiego życia. Warto zwrócić uwagę na to, że przynależność do różnych czasów nie odgrywa tutaj żadnej roli, a to naprawdę mi zaimponowało. Zazwyczaj w powieściach tego typu to właśnie fantastyka staje na przeszkodzie wielkiej miłości, zaś w Kronikach Tempusu problem jest prawdziwy, namacalny i realny. Zresztą, autorka wykazała się ogromnym zdecydowaniem, jako że wprowadzony dopiero w tej części wątek romantyczny potraktowała sporą dawką dramatu, co nadało mu naprawdę wyjątkowej głębi i tragicznego uroku.

Podsumowując, Królowa na wojnie jest pozycją, która robi ogromne wrażenie, dzięki wyraźnie odmalowanemu tłu historycznemu naznaczonemu wojenną brutalnością. Znając poprzednią część, zdecydowanie bardziej bogatą w fantastykę, lżejszą i przeznaczoną dla młodych nastoletnich czytelników, nie spodziewałam się takiej powagi i dojrzałości po tomie drugim. Przyznam, że jako osoba, która oddała serce fantastyce historycznej naprawdę oszalałam na punkcie tego tomu serii, jako że jest on bliższy niż kiedykolwiek temu gatunkowi literackiemu. Zdecydowanie polecam tę magiczną powieść.



1 komentarz:

  1. Mimo, że recenzję wyczarowałaś bardzo dobrą, to ja nie mam ochoty na książkę :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za zostawienie po sobie śladu!